Bartłomiej Misiewicz po wyjściu z aresztu. „Nazywam się Misiewicz, Bartłomiej Misiewicz”

„Jestem pewny, że udowodnię swoją niewinność przed Sądem. Tymczasem… carpe diem!” – napisał po opuszczeniu aresztu Bartłomiej Misiewicz. Warunkiem opuszczenia aresztu przez byłego rzecznika MON było wpłacenie poręczenia w wysokości 100 tysięcy złotych.

W czwartek rzecznik tarnobrzeskiej prokuratury Andrzej Dubiel potwierdził, że Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu odrzucił wniosek Prokuratury Okręgowej dotyczący przedłużenia aresztu tymczasowego wobec Bartłomieja Misiewicza. „Został sporządzony nakaz zwolnienia i Bartłomiej M. opuścił areszt” – potwierdził Dubiel.

Były rzecznik MON, a także były szef gabinetu politycznego Antoniego Macierewicza już po wyjściu na wolność podziękował na Twitterze za wsparcie:

Bardzo dziękuję za wszystkie wyrazy wsparcia i modlitwy!!! Jestem pewny, że udowodnię swoją niewinność przed Sądem. Tymczasem… carpe diem! 🙂

Jak zaznaczył, nie chce by w związku z ciążącymi na nim zarzutami nazywać go Bartłomiejem M. „Ps. Nazywam się Misiewicz, Bartłomiej Misiewicz. A nie Bartłomiej M… ;)” – napisał.

Bliski współpracownik Antoniego Macierewicza trafił do aresztu pod koniec stycznia. Razem z byłym posłem PiS Mariuszem Antonim K. miał powoływać się na wpływy w państwowej instytucji i pośredniczyć w załatwieniu spraw celem uzyskania korzyści majątkowej. Ponadto Bartłomiej Misiewicz usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień funkcjonariusza publicznego i działania na szkodę spółki Polska Grupa Zbrojeniowa.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Otruty nowiczokiem Skripal wyszedł ze szpitala

Otruty nowiczokiem Siergiej Skripal, były agent rosyjskiego wywiadu i były współpracownik brytyjskich tajnych służb, opuścił szpital – poinformowało BBC. Na początku marca w Salisbury Siergiej Skripal i jego córka Julia zostali otruci bronią chemiczną – nowiczokiem. Odpowiedzialność za atak Wielka Brytania przypisuje Rosji, ale Kreml od samego początku odrzuca te oskarżenia.

W reakcji na otrucie Skripala, który był podwójnym agentem GRU i MI6, część państw członkowskich UE, w tym Polska, podjęło decyzję o wydaleniu rosyjskich dyplomatów. Podobnie postąpiły Stany Zjednoczone, Kanada i Australia.

W odwecie Rosja zaczęła wyrzucać ze swojego kraju dyplomatów z państw zachodnich. – Nie będziemy tolerować chamstwa – mówił pod koniec marca szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. Julię Skripal wypisano ze szpitala na początku kwietnia i – jak podawało wówczas BBC – „przewieziono w bezpieczne miejsce”.
Źródło info i foto: dorzeczy.pl

Tomasz Komenda z pierwszym wywiadem po wyjściu na wolność

Tomasz Komenda udzielił pierwszego wywiadu po wyjściu z więzienia. – Nie dociera jeszcze do mnie, że jestem wolnym człowiekiem. To tak, jakbym się narodził po raz kolejny – powiedział reporterowi „Uwagi”. W specjalnym wydaniu programu „Uwaga!” Tomasz Komenda udzielił pierwszego po wyjściu na wolność wywiadu. – Nie dociera jeszcze do mnie, że jestem wolnym człowiekiem. To tak, jakbym się narodził po raz kolejny, wszystko dzieje się od początku – powiedział.

Tomasz Komenda niesłusznie spędził 18 lat w więzieniu

Niewinny, który spędził 18 lat w więzieniu przyznał, że nie spodziewał się takiego zainteresowania ze strony mediów. – Zaskoczyło mnie to, że cały czas jestem w telewizji – stwierdził. Dopytywany przez dziennikarza odniósł się także do swojej sytuacji w więzieniu. – Nie miałem tam życia, myślałem, że mnie zabiją w tym kryminale. Miałem próby samobójcze, doszło do tego, że już wisiałem, ale mnie odcięli – opowiadał.

Tomasz Komenda: „Żyję chwilą”

W programie głos zabrała również Teresa Komenda, matka Tomasza. Kobieta przyznała, że przez 18 lat pobytu jej syna w więzieniu, jej rodzina spotykała się z szykanami ze strony sąsiadów. – Pluto nam pod nogi, wieszano nam na drzwiach zgniłe mięso, męża chcieli zrzucić z drogi. To był koszmar, ale wytrzymaliśmy – stwierdziła.

Tomasz Komenda jeszcze nie myśli o pracy czy założeniu rodziny. – Żyję chwilą, chce teraz pobyć z rodziną – przyznał.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dwulatek błąkał się sam po ulicy. Rodzice byli kompletnie pijani

Policjanci z wydziału ruchu drogowego, jadąc przez Trzebownisko na Podkarpaciu, zwrócili uwagę na małe dziecko idące wzdłuż drogi. Dwulatek był lekko ubrany, przemoczony i wystraszony. Funkcjonariusze zaopiekowali się chłopcem. Ustalili, że dziecko mieszka w pobliżu. Rodzice byli pijani i nie zauważyli, kiedy samo wyszło z domu.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek po godzinie 14. Patrol policji zauważył idące chodnikiem małe dziecko. Chłopiec był lekko ubrany, przemoczony i zapłakany. Nie potrafił powiedzieć jak się nazywa, ani jak trafić do domu. Funkcjonariusze zaopiekowali się maluchem i rozpoczęli poszukiwania jego rodziców.

Jedna z pytanych osób rozpoznała chłopca. Okazało się że dwulatek mieszka nieopodal. Sam przeszedł na drugą stronę drogi, był około 300 metrów od domu.

Gdy mundurowi pojechali pod wskazany adres, przed domem czekała matka zagubionego dziecka. Kobieta była nietrzeźwa. W domu był jego ojciec, również pijany. Badanie wykazało, że 42-latka miała ponad promil alkoholu w organizmie, a 47-letni mężczyzna blisko 3 promile.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Marcin Dubieniecki po 14 miesiącach w areszcie wyszedł na wolność

Krakowska Prokuratura Regionalna uwzględniła w piątek wniosek obrońcy i po 14 miesiącach uchyliła areszt wobec adwokata Marcina Dubienieckiego – podejrzanego o kierowanie grupą przestępczą, wyłudzenie 14,5 mln zł z PFRON i pranie brudnych pieniędzy.

Jak poinformował PAP obrońca Marcina Dubienieckiego mec. Jan Olszewski, we wniosku o uchylenie aresztu znalazły się m.in. takie argumenty, jak długotrwałość stosowania tego środka, bardzo wysokie poręczenie majątkowe – w wysokości 3 mln zł (gotówka i zapis na hipotece nieruchomości), zakaz opuszczania kraju połączony z zaborem paszportu i dozór policyjny.

„Znaczenie miał także końcowy etap śledztwa, ponieważ prokuratura wyznaczyła już terminy zapoznania się z aktami sprawy” – podkreślił mec. Olszewski.

Marcin Dubieniecki (wyraził zgodę na podawanie pełnego nazwiska) został zatrzymany 23 sierpnia 2015 r. razem z czterema innymi osobami. Usłyszał zarzuty: kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, wyłudzenia ponad 13 mln zł z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON) (po uzupełnieniu zarzutów – obecnie 14,5 mln zł) i prania brudnych pieniędzy.

Jak podawała prokuratura, zarzucany podejrzanym proceder miał miejsce w latach 2012-2015 i polegał na wyłudzeniu środków na zatrudnienie osób niewidomych i słabowidzących.

Takie same zarzuty jak Dubieniecki, tj. kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, wyłudzenia z PFRON i prania brudnych pieniędzy, usłyszał także Wiktor D. Kolejna podejrzana Katarzyna M. usłyszała zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, wyłudzeń i prania brudnych pieniędzy, a Grzegorz D. i Beata M.-W. są podejrzani o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i wyłudzenia z PFRON.

Oni również zostali aresztowani i sąd przedłużał im okres aresztowania na wniosek prokuratury. Podobnie jak dla zatrzymanego na początku listopada ub.r. szóstego podejrzanego w tej sprawie – Marka D., któremu prokuratura zarzuciła udział w zorganizowanej grupie przestępczej i wyłudzenie blisko 12 mln zł oraz udział w wypraniu ponad 6,5 mln zł.

Wszystkim podejrzanym grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.

Za każdym przedłużeniem aresztu podejrzanym sąd, powołując się na obszerny materiał dowodowy wskazywał, że zachodzi realna przesłanka matactwa, a także możliwość wymierzenia podejrzanemu surowej kary. Sąd podzielał również stanowisko prokuratury, że postępowanie ma charakter skomplikowany, wielowymiarowy, wielokierunkowy i jest czasochłonne.

W lipcu zarzuty w tej sprawie usłyszały kolejne osoby: Dorota G.-T. oraz Ewa D. i Marzena D. Prokuratura zastosowała wobec nich poręczenie majątkowe.

W sierpniu wniosek o dalsze przedłużenie aresztu rozpoznawał Sąd Apelacyjny, ponieważ podejrzani przebywali już ponad rok w areszcie. Na początku września areszt opuściły po wpłaceniu poręczenia majątkowego Katarzyna M. i Beata M.-W.

Śledztwo w tej sprawie prowadziła od kwietnia 2013 r. Prokuratura Okręgowa w Krakowie. Z uwagi na skomplikowany charakter śledztwa w listopadzie 2014 r. zostało ono przekazane wydziałowi do zwalczania przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Apelacyjnej. Obecnie, po przekształceniach, prowadzi je Prokuratura Regionalna.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Głównym podejrzanym w sprawie zabójstwa 40-letniego Polaka w Harlow wyszedł na wolność

Głównym podejrzanym w sprawie śmierci 40-letniego Polaka Arkadiusza J. w brytyjskim Harlow jest 15-letni chłopak. Nastolatek po przesłuchaniu został wypuszczony za kaucją z aresztu. Ponownie ma się stawić na komisariacie policji pod koniec miesiąca. 15-latek najprawdopodobniej usłyszy zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci.

27 sierpnia trzech Polaków spędzało wieczór na placu handlowym The Stow w Harlow w Wielkiej Brytanii, gdy zostali zaatakowani przez grupę nastolatków. Wywiązała się między nimi dyskusja, następnie jeden z nastolatków podszedł do Arkadiusza J. i uderzył go w głowę. Polak upadł, uderzając głową o chodnik. Zmarł w szpitalu.

Początkowo w sprawie śmierci Polaka zatrzymano sześć osób. Pięć z nich kilka dni temu zostało jednak oczyszczonych z podejrzeń. Ze względu na brak wystarczającego materiału dowodowego nie będą oni brani pod uwagę na dalszym etapie śledztwa. Głównym podejrzanym jest teraz 15-letni chłopak. W piątek 7 października został przesłuchany. Jak podaje Polska Agencja Prasowa, brytyjska policja prowadzi śledztwo w kierunku postawienia mu zarzutu nieumyślnego spowodowania śmierci.

Po przesłuchaniu nastolatek został zwolniony do domu za kaucją. Na komisariacie ponownie ma się stawić 31 października. Wciąż trwa dokładne badanie motywów napadu na Polaka. Jedną z przyjętych wersji jest napaść na tle narodowościowym.
Żródło info i foto: Fakt.pl

John W. Hinckley Jr. wyszedł na wolność

John W. Hinckley Jr., który 35 lat temu usiłował zabić ówczesnego prezydenta USA Ronalda Reagana, odzyskał wolność. W sobotę rano, czasu lokalnego, został zwolniony ze szpitala psychiatrycznego, w którym od swego procesu przebywał na przymusowym leczeniu. 31 marca 1981 r. 25-letni Hinckley postrzelił prezydenta Reagana i trzy osoby z jego otoczenia pod hotelem Hilton w Waszyngtonie. Tłumaczył, że chciał zabić prezydenta, żeby zaimponować aktorce Jodie Foster, w której był obsesyjnie zakochany.

Był niepoczytalny?

W czasie procesu nie został uznany za winnego usiłowania morderstwa z powodu orzeczonej przez psychiatrów niepoczytalności. Wyrok spotkał się z oburzeniem znacznej części społeczeństwa. Kula, która trafiła Reagana, tylko o milimetry minęła jego serce. Fakt, że przeżył, uznawano za cud. Prezydent wyzdrowiał po kilkutygodniowym pobycie w szpitalu. W zamachu najciężej ranny został jego sekretarz prasowy James Brady. Doznał uszkodzenia mózgu, został sparaliżowany i od czasu zamachu poruszał się na wózku inwalidzkim. W 2014 r. zmarł w wyniku odniesionych 33 lata wcześniej ran postrzałowych. W zamachu ranny został także jeden z członków osobistej ochrony Reagana oraz jeden policjant.

Powrót do matki

Po zwolnieniu ze szpitala 61-letni Hinckley będzie mieszkał ze swoją 90-letnią matką w Williamsburgu, w stanie Wirginia. Eksperci sądowi orzekli, że nie stanowi zagrożenia dla innych, ani dla samego siebie.
Żródło info i foto: TVP.info

Zaskakujący finał poszukiwań zaginionego w Grudziądzu

Wyjaśniła się sprawa najgłośniejszego zaginięcia w Grudziądzu ostatnich lat. Zwłoki Romana Widomskiego odnaleziono i pochowano już pięć lat temu w Kwidzynie, ale dopiero teraz udało się zidentyfikować jego tożsamość. Mężczyzna zaginął 1 stycznia 2010 r. Do mediów rozesłano wówczas komunikat i zdjęcie 58-latka, który rano wyszedł z domu i pieszo pokonał kilka kilometrów w stronę centrum miasta.

Okoliczności zaginięcia Romana Widomskiego wskazywały, że nie można było wykluczyć chęci popełnienia samobójstwa. Po drodze wyrzucił kartę telefoniczną oraz telefon. Na jednym z zapisów monitoringu widać było, że zmierzał w stronę grudziądzkiego mostu. Tu ślad się urwał. Kilkaset metrów od Wisły.

Grudziądz utonął wówczas w plotkach, bo Widomski prowadził bardzo popularną dyskotekę w centrum miasta. Spekulowano na temat ewentualnych porachunków czy chęci ucieczki z powodu pogróżek. Na internetowych forach wypowiadały się nawet osoby, które były przekonane, że widziały go po zaginięciu w komendzie policji, gdzie miał składać zeznania. To zrodziło kolejne plotki – tym razem takie, że przybrał nową tożsamość i został świadkiem incognito.

Dziś wiemy już, że finał tej sprawy był inny. I że można było ją zamknąć już w kwietniu 2011 r. Wówczas w powiecie kwidzyńskim, kilkadziesiąt kilometrów za Grudziądzem, przechodzień odnalazł na brzegu Wisły ludzkie zwłoki. Były w znacznym stanie rozkładu. Biegły nie stwierdził udziału innych osób w śmierci denata. Przyczyną było utonięcie. Do laboratorium wysłano materiał genetyczny, ale tam nie udało się go skojarzyć z profilem znajdujących się w bazie osób zaginionych. Zwłoki postanowiono więc pochować. Organizacją pochówku zajął się Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.

Od tego czasu zmienił się sposób badań genetycznych w laboratoriach. – W styczniu tego roku próbki profilu DNA zostały wysłane jeszcze raz do Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji. Tam przechowywana jest ogromna baza profili osób zaginionych oraz tzw. zwłok NN, czyli nieustalonych zmarłych – mówi Marzena Solochewicz-Kostrzewska, rzeczniczka grudziądzkiej policji. – Znajdowały się tam również próbki pobrane od rodziny Romana Widomskiego. Kilka dni temu otrzymaliśmy informację, że jego profil jest zgodny z profilem osoby znalezionej w powiecie kwidzyńskim.

Rodzina zmarłego, jeśli zechce pochować zwłoki w rodzinnym mieście, będzie musiała teraz starać się o ekshumację, przetransportowanie ich i pochówek w Grudziądzu.
Żródło info i foto: onet.pl

Julian Assange ogłasza swoje zwycięstwo

Założyciel portalu WikiLeaks Julian Assange wyszedł w piątek na balkon ambasady Ekwadoru w Londynie i wykrzyknął: „Zwycięstwo”. Wcześniej tego dnia grupa robocza ONZ ds. arbitralnych zatrzymań uznała, że Australijczyk jest arbitralnie przetrzymywany.

„Zwycięstwo! Jak to dobrze!” – zawołał Assange do grupki swych sympatyków zgromadzonych na ulicy pod balkonem ambasady, w której mieszka od lata 2012 roku. Wspominając swoje dzieci, dodał, że „wreszcie odzyskają ojca. Ten moment nadejdzie”. Mężczyzna jest ścigany przez władze szwedzkie, które zarzucają mu przestępstwa na tle seksualnym. Wcześniej w piątek, po decyzji grupy roboczej ONZ ds. arbitralnych zatrzymań, Assange zaapelował do władz Wielkiej Brytanii i Szwecji o umożliwienie mu swobodnego opuszczenia ekwadorskiej placówki dyplomatycznej. O możliwość swobodnego opuszczenia przez twórcę WikiLeaks ambasady zaapelowały też władze Ekwadoru. Minister spraw zagranicznych tego kraju Ricardo Patino zapewnił, że w związku z orzeczeniem grupy roboczej ONZ władze w Quito analizują sytuację i starają się przygotować do następnych kroków prawnych i na arenie międzynarodowej.

Pismo do ONZ

W złożonym przez Assenge’a dokumencie, który rozpatrywała grupa robocza ONZ przekonywał on, że czas spędzony w ambasadzie jest właśnie arbitralnym przetrzymywaniem. Założyciel WikiLeaks podkreślał, że został pozbawiony podstawowych wolności, w tym braku dostępu do światła słonecznego, świeżego powietrza, a także do świadczeń medycznych. Decyzje grupy ONZ nie mają charakteru wiążącego dla władz państwowych; nie może ona nakazać zwolnienia danej osoby. Jednak agencja Reutera przypomina, że jej orzeczenia w przeszłości były traktowane jako sugestie o charakterze moralnym dla rządów.

„Niedorzeczne”

Orzeczenie grupy skrytykowały władze Szwecji i W. Brytanii. Jednocześnie brytyjska policja zapowiedziała już, że zatrzyma Assange’a, jak tylko opuści teren ambasady Ekwadoru w Londynie. Orzeczenie grupy ONZ szef brytyjskiej dyplomacji Philip Hammond nazwał „niedorzecznym”, a samego Assange’a uznał za osobę uciekającą od sprawiedliwości. „Może wyjść (z ambasady) kiedykolwiek będzie chciał. Jednak wtedy będzie musiał stanąć przed szwedzkim wymiarem sprawiedliwości. Szczerze, orzeczenie grupy roboczej jest niedorzeczne i jako takie je odrzucam” – ocenił Hammond. Również szwedzkie władze odrzuciły w piątek krytykę ONZ w sprawie założyciela WikiLeaks. Podkreśliły, że on sam zdecydował się ukryć na terenie ambasady Ekwadoru w Londynie. „Szwedzkie władze nie miały wpływu na jego decyzję. Assange może opuścić ambasadę w dowolnym momencie” – zaznaczyły władze w Sztokholmie w komunikacie.

Unika ekstradycji

44-letni Assange przebywa w ambasadzie Ekwadoru w Londynie, gdzie schronił się, by uniknąć ekstradycji do Szwecji, gdzie jest poszukiwany w związku z podejrzeniem napaści seksualnej i gwałtu; Assange zaprzecza zarzutom. Twierdzi, że obawia się, iż w razie ekstradycji do Szwecji zostanie wydany władzom amerykańskim w związku z ujawnianymi przez WikiLeaks tajnymi dokumentami, m.in. dotyczącymi operacji wojskowych USA w Iraku i Afganistanie oraz tysiącami depesz dyplomatycznych amerykańskich misji na całym świecie. Od chwili udzielenia mu azylu w ekwadorskiej placówce Assange nie opuszcza znajdującego się w centrum Londynu budynku. Na jego potrzeby jedno z biur przerobiono na apartament, w którym Australijczyk mieszka, pracuje i przyjmuje gości.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Radosław B. zwolniony z aresztu. Współpracownik Rutkowskiego na wolności

Po tym jak w nocy z 22 na 23 listopada w Poznaniu zaginęła 26-letnia Ewa Tylman, jej rodzina wynajęła do pomocy w poszukiwaniach biuro detektywistyczne Krzysztofa Rutkowskiego. 4 grudnia dość nieoczekiwanie policja zatrzymała Radosława B., jednego ze współpracowników biura pod zarzutem nakłaniania jednego ze świadków do składania fałszywych zeznań. Karolina K. zeznała, że Radosław B. zaproponował jej pieniądze w zamian za zeznanie, że feralnej nocy widziała szarpaninę na moście, po której jedna z osób wrzuciła coś dużego do rzeki.

7 grudnia Sąd Okręgowy w Poznaniu przychylił się do wniosku prokuratury i nakazał tymczasowe aresztowanie Radosława B. Krzysztof Rutkowski od samego początku twierdził, że zatrzymanie jego współpracownika to jakaś prowokacja wymyślona przez osobę, której zależało na tym, aby utrudnić śledztwo, a jemu samemu zaszkodzić.

– Karolina K. zeznała, że spotkała się Radkiem 24 listopada, a wiem na to 100 proc, że tego dnia był w Niemczech. Ta kobieta kłamie, a najbardziej pokrzywdzony w całej sprawie jestem ja, to uderzenie w mój wizerunek. Nie wiem, czy Karolina K. jest osobą chorą psychicznie czy może do złożenia fałszywych zeznań nakłonił ją ktoś, komu zależy, aby mi zaszkodzić, np. ktoś ze świata przestępczego – mówił w rozmowie z Wirtualną Polską Rutkowski, nie kryjąc żalu do policji i zapowiadając złożenie skargi na jej działania.

Obrońca Radosława B. złożył odwołanie od decyzji o areszcie i 22 grudnia sąd po zapoznaniu się z jego wnioskiem o uchylenie aresztu, przychylił się do niego, podejmując decyzję, że jeszcze tego samego dnia mężczyzna ma zostać wypuszczony na wolność. Wiarygodność Karoliny K. podważyło m.in. to, że już raz składała fałszywe zeznania, te, które później odwołała, twierdząc, że do ich złożenia nakłaniał ją Radosław B.

– Jej relacje były nienaturalnie dokładne. Szczegółowo opisała okoliczności poznania Radosława B. i ich kolejnych spotkań. Gdyby nie nadmierna szczegółowość tych relacji, to mogłyby one rzeczywiście zaistnieć. W takim przypadku nie można dokładnie stwierdzić, czy relacje te są prawdziwe czy zmyślone – uzasadniał decyzję o uchyleniu aresztu sędzia Leszek Matuszewski.

W uzasadnieniu sędzia wskazał też na małe prawdopodobieństwo tego, że Radosław B. byłby zainteresowany nakłanianiem kobiety do składania fałszywych zeznań już na drugi dzień po tym, gdy doszło do zaginięcia Ewy Tylman i trudno było zakładać, że jej poszukiwania okażą się tak trudne.

Radości z takiego obrotu sprawy nie kryje Krzysztof Rutkowski.

– Głównym celem z całą pewnością miałem być ja, ale życzę policjantowi, który prowadzi tą sprawę, żeby jak najszybciej wyjaśnił, kto za tym stoi. Ja też będę starał się pomóc rozwiązać do końca tę sprawę – napisał na Facebooku.

Krzysztof Rutkowski od niedzieli przebywał w Barcelonie w związku z inną sprawą, ale zapowiedział, że już wraca do Poznania, gdzie chce się spotkać ze zwolnionym z aresztu swoim współpracownikiem.
Żródło info i foto: wp.pl