Piaseczno: Ciało 50-letniej Niemki znalezione obok placu zabaw

Martwą kobietę, leżącą w pobliżu wejścia na plac zabaw przy ul. Fabrycznej w podwarszawskim Piasecznie, zauważył przechodzień. Policja ustaliła, że jest to 50-letnia obywatelka Niemiec – Simona S. Przyczynę zgonu wykaże sekcja zwłok, którą zlecił prokurator. Wstępne oględziny nie wykazały obrażeń na ciele zmarłej. To już trzecia martwa osoba, którą znaleziono w ostatnim czasie w Piasecznie.

– Policjanci zaalarmowani zgłoszeniem przechodniów w środę po godzinie 14:00 pojawili się na ulicy Fabrycznej. Nieopodal wejścia na plac zabaw znaleziono ciało kobiety – powiedział portalowi Fakt24 nadkom. Jarosław Sawicki z Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie.

Śledztwo w sprawie śmierci Niemki

Śledztwo w sprawie zgonu 50-letniej Niemki, która – jak ustalili funkcjonariusze – na stałe mieszkała w Polsce, prowadzi Prokuratura Rejonowa w Piasecznie.

Wstępnie śledczy wykluczyli, aby do śmierci Simony S. przyczyniły się osoby trzecie. Na jej ciele nie było też widocznych obrażeń.

– Prokuratura prowadzi postępowanie z artykułu 155 kodeksu karnego w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci człowieka. 50-latka uskarżała się wcześniej na dolegliwości zdrowotne. Ciało zostało zabezpieczone celem przeprowadzenia sekcji zwłok – powiedział Fakt24 Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Zwłoki na ulicy i w wodzie

To trzecia martwa osoba, którą w ostatnich miesiącach znaleziono w Piasecznie. 25 grudnia ubiegłego roku osoba spacerująca z psem znalazła na ul. Jarząbka zwłoki 45-letniej kobiety.

Sekcja nie wykazała jednak, aby do jej śmierci ktoś się przyczynił.

Dwa dni później z rzeki Jeziorki wyłowiono ciało starszego mężczyzny. Okazało się, że był to uznawany od listopada za zaginionego 58-latek.

Policja od początku nie łączyła ze sobą tych spraw.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Prokuratura bada okoliczności zdarzeń w Sylwestra w domu posła PiS. Uczestnik imprezy zraniony nożem

Prokuratura wyjaśnia okoliczności wydarzeń z udziałem posła Prawa i Sprawiedliwości Przemysława Czarneckiego podczas imprezy sylwestrowej w jego domu niedaleko Warszawy. W trakcie zabawy jeden z jej uczestników został zraniony nożem. Jak ustalili dziennikarze śledczy RMF FM, to mogła być scena zazdrości.

Po imprezie z raną ciętą ręki trafił do szpitala jeden z uczestników spotkania sylwestrowego w domu Przemysława Czarneckiego.

Jak ustalili reporterzy śledczy RMF FM, to mogła być scena zazdrości. Z relacji rozmówców RMF FM znających okoliczności zdarzenia wynika, że w domu posła bawili się on, jego żona i przyjaciel rodziny. Polityk położył się wcześniej spać, nad ranem obudził się jednak, zszedł na parter domu i zastał tam żonę oraz roznegliżowanego pijanego mężczyznę, z którym wcześniej razem biesiadowali. Poseł zaczął krzyczeć i szarpać znajomego, w pewnym momencie chwycił jakiś przedmiot i wymachiwał nim w kierunku mężczyzny. Najpewniej wtedy ten uczestnik imprezy został zraniony w dłoń. Policję wezwała żona Czarneckiego.

Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM Krzysztof Zasada, śledczy prowadzą już „postępowanie w kierunku artykułu mówiącego o ‘naruszeniu czynności ciała’”. Mężczyzna ma nacięty palec. Teraz śledczy będą sprawdzać, jak doszło do zranienia – czy mężczyzna okaleczył się sam, czy może zrobił to ktoś ze współbiesiadników.

Jeśli będzie wszczęte śledztwo, powołani zostaną biegli medycy, którzy ocenią rodzaj zranienia, a także to, w jaki sposób powstało. Od ich opinii zależy, czy ktoś usłyszy zarzuty w tej sprawie. Jeśli miałby to być poseł, najpierw prokuratura będzie się musiała zwrócić do Sejmu o uchylenie mu immunitetu.

Poseł Przemysław Czarnecki – jak dowiedział się nasz dziennikarz Patryk Michalski – został wezwany przez prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego do złożenia wyjaśnień na piśmie.

Dodajmy, że do tej pory w sprawie sylwestrowej zabawy w domu Czarneckiego jeszcze nikogo nie przesłuchano.

W rozmowie z Onetem poseł opisał, jak z jego perspektywy wyglądał tamten wieczór. Potwierdzam, że w moim domu interweniowała policja, którą sam wezwałem. W sylwestrowy wieczór byliśmy we trójkę. Ja, moja żona i nasz znajomy, chrzestny córki – mówił Przemysław Czarnecki.

Mężczyzna według mojej wiedzy rozciął sobie dłoń – dodał. Podobno mnie za to obwinia, ale to nieprawda, gdyż nawet nie byłem bezpośrednim świadkiem zdarzenia. Był pijany, gdy przyjechała policja, miał bodajże 2,3 promila. A ja byłem całkowicie trzeźwy. Nie chcę opowiadać, jak wyglądała ta sytuacja, gdyż jestem świadkiem w tej sprawie. Zresztą to dotyczy moich osobistych rodzinnych spraw, więc nie chcę się na ten temat wypowiadać publicznie – powiedział Czarnecki. Onet.pl jako pierwszy poinformował o sprawie.

Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

Przemysław Czarnecki jest synem europosła PiS Ryszarda Czarneckiego.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kalifornia: Przedszkolak zastrzelił 2-letnią dziewczynkę

Przedszkolak zastrzelił malutką kuzynkę w Kalifornii. Dzieci nie były pozostawione bez opieki. Tragedii winny jest ich dziadek. Nie pilnował broni przechowywanej w domu.

Do tragedii doszło w małej miejscowości Muscoy w południowej Kalifornii. Mały, czteroletni chłopiec znalazł pistolet w domu swojego dziadka i w czasie zabawy strzelił do dwuletniej kuzynki. Pomimo szybkiego wezwania ratowników, medykom nie udało się uratować dziecka.

Policja aresztowała 53-letniego dziadka chłopca i dziewczynki, Cesara Lopeza, któremu grozi więzienie za stworzenie zagrożenia dla życia i nielegalne posiadanie broni. Śledczy uważają, że wypadek spowodowało pozostawienie niezabezpieczonej broni w miejscu dostępnym dla dzieci.
Źródło info i foto: wp.pl

Grudziądz: Strzelał do dzieci z wiatrówki. „Bo bawiły się za głośno”

22-letni grudziądzanin, który z wiatrówki strzelał do dzieci, został zwolniony z aresztu. Chce dobrowolnie poddać się karze. Mężczyzna zranił dwójkę dzieci: ośmio- i dziewięciolatka. Tłumaczy, że strzelał, bo robiły zbyt dużo hałasu. Rodzice boją się, że historia się powtórzy. Ta dramatyczna historia rozegrała się na jednym z podwórek w Grudziądzu, na którym bawiła się piątka dzieci. Nagle przed blok wyszedł młody mężczyzna i oddał w ich kierunku kilka strzałów. Potem spokojnie odszedł.

– Byłam w domu, kiedy przybiegł przerażony syn. Został trafiony w rękę. Rana ma kilka milimetrów głębokości – opowiada portalowi gazetapomorska.pl Kamila, mama postrzelonego ośmiolatka.

Drugi z chłopców, dziewięciolatek, został dwukrotnie postrzelony w brzuch. Na szczęście, rany były niegroźne. Okazało się, że sprawca strzelał do dzieci metalowymi kulkami. Wezwano policje, która szybko zatrzymała 22-letniego sprawcę. W jego mieszkaniu, oprócz pistoletu na kulki znaleziono także marihuanę.

W czwartek 22-latek stanął przed prokuratorem. Usłyszał zarzuty narażenia dzieci na uszczerbek na zdrowiu oraz posiadania narkotyków.
Źródło info i foto: wp.pl

Są wyniki sekcji zwłok 3-latka, który udusił się w pralce

Znane są wyniki sekcji zwłok trzyletniego Marcelka, który w ubiegłym tygodniu zatrzasnął się w pralce. Do tragedii doszło, gdy chłopczyk i jego starsza o dwa lata siostra bawili się w mieszkaniu w chowanego. W trakcie beztroskiej zabawy malec wszedł do bębna pralki. Drzwiczki się zatrzasnęły i Marcel, pomimo długiej walki o jego życie zmarł. Wyniki sekcji wykazały, że przyczyną jego śmierci było niedotlenienie.

Prokurator rejonowy w Słupsku Piotr Nierebiński poinformował, że przyczyną śmierci dziecka było niedotlenienie. Pełne wyniki sekcji będą znane za dwa lub trzy tygodnie – donosi RMF FM.

Do tragedii doszło przy ul. Romera w Słupsku w poniedziałek 18 czerwca. 3-letni Marcel bawił się ze starszą siostrą w chowanego. Rodzice w tym czasie prawdopodobnie ucięli sobie popołudniową drzemkę. W pewnym momencie chłopiec postanowił ukryć się w pralce. Nie wiadomo, w jaki sposób dziecko zatrzasnęło się w bębnie i jak długo było tam uwięzione. Malucha w końcu znalazł ojciec, lecz chłopczyk był już wtedy ledwo żywy. Rozpoczęła się dramatyczna walka o jego życie, długa i ciężka reanimacja. Mimo to jego bliscy mocno wierzyli, że synka uda się uratować. Niestety, około drugiej w nocy serduszko chłopca przestało bić na zawsze.

– Wstępnie można powiedzieć, że był to nieszczęśliwy wypadek. Postępowanie jest prowadzone w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci – powiedział w rozmowie z Fakt24 Piotr Nierebiński, szef Prokuratury Rejonowej w Słupsku.

Obydwoje rodzice chłopca byli trzeźwi.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Szokujące nagranie! Dzieci bawią się w Państwo Islamskie

Państwo Islamskie inspiruje nie tylko dorosłych obywateli różnych części świata. W internecie pojawiło się wstrząsające nagranie libijskich dzieci, które odgrywające masową egzekucję. Na nagraniu widać, jak klęcząca szóstka małych dzieci zostaje ”zabita” z plastikowego karabinu-zabawki. Każde z nich – na wzór egzekucji przeprowadzanych przez dżihadystów, otrzymało strzał w tył głowy. Jak donosi ”Russia Today”, filmik pochodzi z libijskiego miasta Benghazi.

”Maluchy odgrywają zachowanie ISIS albo lokalnego libijskiego dowódcy, Mahmouda Al-Werfalli. Dowódca sił specjalnych znanych jako Al-Saiqa nie raz pozował do kamery samodzielnie dokonując egzekucji schwytanych wrogów” – zauważa portal rt.com.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Kolejna niebezpieczna zabawa zdobywa sieć! Uważaj na swoje dzieci!

Niedawno polskie media informowały o niebezpiecznej grze zwanej „niebieskim wielorybem”, która nieświadomych nastolatków mogła doprowadzić do śmierci. Niestety kolejne tego typu wyzwanie zdobywa rosnącą popularność w internecie.

Gra „Pass out challenge” znana jest już od kilku lat, jednak dzięki mediom społecznościowym została ponownie nagłośniona. „Bezpieczne omdlewanie” to kolejna niebezpieczna zabawa wśród młodzieży po „Niebieskim wielorybie”, „Wróżce ognia” czy „Hot water challenge”.

Na Facebooku pojawiła się historii opisana przez Australijkę Cath Matar z Brisbane. Jej 10-letni syn postanowił wziąć udział w grze, o której dowiedział się z internetu. Chłopak z rozbitą głową trafił do szpitala.

Na czym dokładnie polega „Pass out challenge”? Uczestnicy „zabawy” kucają i zaczynają szybko i płytko oddychać. Następnie gwałtownie wstają, wkładają kciuk do ust i wstrzymują oddech. Chwilę później tracą przytomność i upadają.

”To było przerażające. Pielęgniarka w szpitalu powiedziała mi, że jakieś dziecko zmarło po tym wyzwaniu. Mój syn uszedł z życiem, ale następne dziecko może nie mieć tyle szczęścia” – napisała mama Leo.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Niemieccy policjanci zamiast chronić oddali się zabawie. „Taniec na stole, seks i publiczne oddawanie moczu”

Dziesiątki berlińskich policjantów wysłanych do Hamburga w ramach ochrony i organizacji szczytu G20 zostały odesłane do domu. Według doniesień medialnych policjanci zamiast skupić się na pracy oddali się zabawie. Niektórzy z nich mieli między innymi publicznie oddawać mocz i wymachiwać bronią pod wpływem alkoholu. Rzecznik policji w Hamburgu potwierdził, że około 300 funkcjonariuszy z trzech jednostek berlińskiej policji zostało odesłanych do domu i nie będzie brało udziału w ochronie szczytu.

Niemiecka gazeta „Bild” opublikowała zdjęcia ubranych po cywilnemu ludzi, którzy trzymają butelki z alkoholem i palą fajkę wodną. Zdjęcie zrobiono w obozie, w którym zatrzymali się policjanci. Według gazety imprezowicze z fotografii to berlińscy funkcjonariusze. W nocy urządzili oni imprezę z głośną muzyką, zabawa trwała do godz. 6.30 następnego dnia. Jak twierdzi „Bild”, berlińscy funkcjonariusze pobili się na koniec z kolegami z Wuppertalu stacjonującymi w sąsiedztwie. Jedna z policjantek miała również tańczyć na stole. Kobieta swój taniec wykonała w samym szlafroku, a na ramieniu miała zawieszoną broń.

Media: seks podczas imprezy, taniec na stole pod wpływem alkoholu

Inne niemieckie źródło donosi natomiast o policjancie i policjantce uprawiających seks podczas imprezy. Niektórzy funkcjonariusze mieli też oddawać mocz na ogrodzenie osiedla używanego do umieszczania w nim osób ubiegających się o azyl.

– Mogę potwierdzić, że kierownictwo policji w Hamburgu zdecydowało o odesłaniu berlińskich policjantów. Powodem było ich nieodpowiednie zachowanie – powiedział reporterom Reutersa rzecznik.

Władze wyjaśniają, czy ekscesy miały miejsce w czasie wolnym, czy w czasie, gdy policjanci powinni być w gotowości. Funkcjonariusze tłumaczyli się, że dowództwo nie przedstawiło im żadnych propozycji kulturalnego spędzenia czasu. W miejscu zakwaterowania nie było nawet telewizorów. G20 to grupa 19 państw oraz Unia Europejska, a celem organizacji jest dyskusja nad wspólną polityka finansową. Około 20 tys. policjantów będzie 7-8 lipca zabezpieczać szczyt grupy, który odbędzie się w Hamburgu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Poszukiwany zamachowiec ze Stambułu był w stroju św. Mikołaja

Rośnie liczba ofiar zamachu, do którego doszło w nocy z soboty na niedzielę w jednym z popularnych klubów w Stambule. Zginęło 39 osób, w tym 15 obcokrajowców. 69 osób trafiło do szpitali.

Za atakiem ma stać jedna osoba, która pojawiła się przed wejściem do klubu Reina w stroju Świętego Mikołaja. Tam napastnik zastrzelił policjanta i jeszcze jedną osobę, a następnie wszedł do środka i otworzył ogień do gości. Służby wciąż poszukują sprawcy. Wcześniej podejrzewano, że napastników mogło być dwóch, ale obecnie policja mówi o jednej osobie. – Jego celem byli niewinni ludzie, którzy przyszli świętować Nowy Rok i bawić się – powiedział burmistrz Stambułu Vasip Sahin.

Klub Regina mieści się w budynku nad brzegiem Bosforu. Wiele osób skakało do wód cieśniny, starając się uciec przed kulami zamachowca. Tureckie służby traktują atak jako zamach terrorystyczny. Na razie żadna organizacja nie przyznała się do jego zorganizowania.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Kolonia: imigranci próbowali zgwałcić kilkadziesiąt kobiet w sylwestrową noc

Przez kilka dni media milczały, ale skala incydentu okazała się zbyt duża, by zamieść ten skandal pod dywan. W trakcie zabawy sylwestrowej na otwartym powietrzu w Kolonii (Niemcy) ponad tysiąc imigrantów otoczyło kilkadziesiąt kobiet – Niemek i turystek – okradając je, napastując i próbując zgwałcić. Poszkodowanych zostało ok. 80 kobiet.

Teren przy dworcu w Kolonii przez kilka godzin wyglądał jak strefa wojenna. Ponad tysiąc imigrantów z krajów arabskich najpierw odpaliło w tłumie fajerwerki i race, powodując popłoch, a następnie otoczyło zdezorientowane kobiety, obmacując je i kradnąc należące do nich przedmioty. Doszło też do wielu prób gwałtu.

Jak na razie policja aresztowała 5 mężczyzn (imigrantów w wieku 18-24 lat), ale liczba ta będzie się zwiększać. Przez kilka dni po nocy sylwestrowej media nie informowały o zajściu, ale gdy po Nowym Roku na policję zaczęły zgłaszać się dziesiątki poszkodowanych kobiet, mur milczenia pękł.

Jedna z poszkodowanych, Katja K., zeznaje, że w którymś momencie otoczyło ją kilkudziesięciu mężczyzn. Łapali ją oni za pośladki i piersi, wołali „ficki, ficki” („fick” po niemiecku oznacza „pieprzyć”), i nazywali „dziwką”. Z innej dziewczyny napastnicy zdarli bieliznę.

Póki co wiadomo, że skrzywdzono 80 kobiet: Niemek i turystek, m.in. z Japonii – 35 z nich ucierpiało z powodu napaści seksualnej. Resztę okradziono lub pobito. Cytowani przez media niemieccy policjanci mówią, że poszkodowanych jest jednak z pewnością znacznie więcej.

Szef kolońskiej policji Wolfgang Albers przyznał na konferencji prasowej, że za atakami stoją imigranci z północnoafrykańskich i arabskich krajów. „To nowy wymiar przemocy” – twierdzą funkcjonariusze policji.

Jak na ironię, w wielu miastach w Niemczech imprezy sylwestrowe odwołano… w trosce o imigrantów. Tłumaczono, że odgłosy petard i fajerwerków mogą im się źle kojarzyć i przywoływać wspomnienia z czasów wojny w Syrii.
Żródło info i foto: niezalezna.pl