21-latek skazany. Zabił rodziców i brata siekierą

Na karę dożywotniego więzienia skazał w piątek Sąd Okręgowy w Świdnicy 21-letniego Marcelego C, oskarżonego o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem swoich rodziców i młodszego brata. Do zabójstwa doszło w grudniu 2020 r. w Ząbkowicach Śląskich (woj. dolnośląskie). Proces, który rozpoczął się w październiku 2021 r., toczył się przed świdnickim sądem z wyłączeniem jawności. W piątek zapadł wyrok w tej sprawie. – Sąd skazał Marcelego C. na karę dożywocia za każde z zabójstw. Pozbawił oskarżonego też na 10 lat praw publicznych – powiedziała rzeczniczka Sądu Okręgowego w Świdnicy sędzia Marzena Rusin-Gielniewska. C. będzie mógł strać się o przedterminowe zwolnienie z więzienia dopiero po upływie 30 lat. Wyrok jest nieprawomocny.

Do zabójstwa doszło w grudniu 2020 r. w jednym z domów w Ząbkowicach Śląskich. Według ustaleń śledztwa Marceli C. zadał rodzicom i 7-letniemu bratu śmiertelne ciosy siekierą w czasie, gdy spali. Następnie upozorował napad rabunkowy na swój dom. 

„Zawiadomił policję o napadzie rabunkowym”

– Starał się zatrzeć ślady przestępstwa, próbując spalić i ukryć ubranie, które miał na sobie podczas zdarzenia oraz siekierę. Po powrocie do domu, Marceli C. wyszedł na dach i zawiadomił policję o napadzie rabunkowym – relacjonował wcześniej rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy prok. Tomasz Orepuk.

C. został oskarżony o dokonanie ze szczególnym okrucieństwem trzech zabójstw. Śledczy wskazują, że kierował się motywacją zasługującą na szczególne potępienie. – Zabójstwo rodziców zostało dodatkowo zakwalifikowane jako popełnione w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, ponieważ po dokonanych czynach, Marceli C. zabrał z domu pieniądze w kwocie 8,7 tys. zł, które planował przeznaczyć na ucieczkę z kraju – dodał prokurator Orepuk. 21-latek, według prokuratury, przyznał się do zarzutów i złożył wyjaśnienia.

W toku śledztwa przeprowadzono obserwację psychiatryczną oskarżonego. – Z uzyskanej opinii biegłych lekarzy psychiatrów wynika, że C. był i jest osobą w pełni poczytalną – powiedział prokurator. Biegli psycholodzy z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. J. Sehna w Krakowie stwierdzili u C. zaburzenie osobowości polegające na braku empatii i wrażliwości, zgeneralizowaną wrogość, a nawet nienawiść wobec otoczenia. Biegli stwierdzili też, że mężczyznę cechuje silny egocentryzm i obwinianie innych, w tym członków swojej rodziny za niepowodzenia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Podwójne zabójstwo w Łodzi. 33-latkowi przeszkadzał mu hałas i szczekanie psa

„Sąd w Łodzi aresztował w sobotę na trzy miesiące 33-letniego mężczyznę podejrzanego o zabójstwa 72-letniego sąsiada i goszczącej u niego 48-letniej kobiety. Grozi mu kara dożywocia” – poinformował PAP rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

Do podwójnego zabójstwa doszło w miniony poniedziałek w dzielnicy Łódź-Polesie.

Na numer alarmowy zadzwonił mężczyzna informując, że w lokalu zajmowanym przez sąsiada znajdują się zakrwawione osoby. Jak się następnie okazało, zgłaszającym był podejrzany. Przekazane informacje potwierdziły się – lekarz pogotowia stwierdził zgon dwóch osób: 48-letniej kobiety i 72-letniego mężczyzny. Podczas oględzin u pokrzywdzonych stwierdzono liczne, głębokie rany. W mieszkaniu i na klatce schodowej widoczne były obfite ślady krwi. Z relacji zgłaszającego wynikało, że zakrwawione osoby odnalazł, gdy przyszedł do mieszkania sąsiada. Ta wersja jednak nie okazała się prawdziwa – wyjaśnił prok. Kopania.

Dodał, że w zajmowanym przez 72-letniego mężczyznę lokalu bardzo często dochodziło do wizyt różnych osób, połączonych ze spożywaniem alkoholu i hałasem. Na tym tle między mieszkającymi piętro wyżej 33-latkiem i jego ojcem oraz 72-latkiem dochodziło do licznych konfliktów. Interwencje mężczyzn oraz innych sąsiadów nie przynosiły efektów i z mieszkania 72-latka bardzo często dobiegały głośne odgłosy, krzyki, szczekanie psa.

Tragiczne w skutkach zakłócanie spokoju

Taka sytuacja miała miejsce również w minioną niedzielę. Przed godziną 21, 33-latek pojechał na nocną zmianę do pracy. Wrócił do domu przed godziną 7. Już po drodze słyszał hałasy dobiegające z mieszkania sąsiada. Wchodząc po drodze do swojego mieszkania zajrzał do 72-latka. Zastał tam jego i towarzyszącą mu niejednokrotnie kobietę, która ze sobą przyprowadzała psa. Zażądał zaprzestania zakłócania spokoju, po czym udał się do siebie – relacjonował rzecznik.

Żądania podejrzanego nie przyniosły rezultatu. Mężczyzna chciał odpocząć po pracy, ale nie było to możliwe. W pewnym momencie zabrał ze sobą posiadany nóż taktyczny i zdenerwowany pobiegł ponownie do sąsiada. Niemal natychmiast zaatakował leżącego mężczyznę, a następnie siedzącą na łóżku 48-letnią kobietę. Każdą z ofiar kilkukrotnie z dużą siłą ugodził ostrzem noża m.in. w głowę i szyję, powodując głębokie rany – przekazał prok. Kopania.

Sekcja zwłok i wizja lokalna

Jak wykazała sekcja zwłok, to właśnie one doprowadziły do śmierci pokrzywdzonych. Napastnik próbował zacierać ślady. Aby odsunąć od siebie podejrzenie, zadzwonił po policję. Przeprowadzone na miejscu śledztwo doprowadziło do zatrzymania 33-latka i zarzucenia mu dwóch zbrodni zabójstwa. Podczas przesłuchania w prokuraturze mężczyzna przyznał się do zarzutów, szczegółowo opisał przebieg zdarzenia. Z jego udziałem przeprowadzona została też wizja lokalna.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zarzuty po śmierci 9-latki. Zginęła pod kołami terenówki

Do koszmarnego zdarzenia doszło w Kudowie-Zdroju. Pod kołami terenówki zginęła 9-letnia Zosia. Kierowca i jego pasażer usłyszeli zarzuty. Koszmar wydarzył się w piątek, 29 kwietnia o godz. 18:00 przy ul. Tkackiej w Kudowie-Zdroju. Zosia udała się na spacer z mamą. Potem wraz z koleżanką weszła na pagórek, z którego wspólnie chciały podziwiać pociągi. W pewnym momencie z drugiej strony pagórka wyjechała potężna terenówka. Auto wyskoczyło na wzniesieniu, a chwilę później spadło na Zosię. Druga dziewczynka zdołała uciec.

„Podbiegłam. Mama kucała przy dziewczynce. Inna pani dzwoniła po pogotowie. Dopóki nie przyjechała karetka, zaczęłyśmy z mamą dziewczynki reanimację. Na miejscu interweniowało też Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Reanimacja trwała około godziny, jednak dziewczynki nie udało się uratować” – powiedziała „Faktowi” pani Edyta, świadek tragedii.

Za kierownicą jeepa siedział 23-latek. Rozmówczyni tabloidu spostrzegła, że sam bawił się w tym miejscu, gdy był młodszy. Powinien zatem wiedzieć, że dzieci często się tam pojawiają. Szymon M. i jego pasażer uciekli z miejsca wypadku, ale szybko zostali zatrzymani. „Fakt” ustalił w prokuraturze, że kierowca jeepa usłyszał już zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i ucieczki z miejsca wypadku.
Źródło info i foto: o2.pl

SN oddala kasację ws. Hansa G.

Sąd Najwyższy uznał, że niemiecki przedsiębiorca Hans G. nie używał gróźb karalnych wobec Natalii Nitek-Płażyńskiej. Tym samym Sąd najwyższej instancji oddalił kasację prokuratury w Gdańsku. Chodzi o sprawę niemieckiego przedsiębiorcy, który obrażał swoich pracowników, mówił między innymi, że „Polacy są idiotami”, czy „małpa to Polak”. Deklarował również, że „zabiłby wszystkich Polaków”. Zachowanie mężczyzny nagrała jedna z jego pracownic – Natalia Nitek-Płażyńska. Sąd pierwszej instancji uznał, że G. jest winny znieważania swoich pracownic i używania gróźb karalnych wobec Natalii Nitek – Płażyńskiej. Z kolei sąd drugiej instancji uznał G. za niewinnego kierowania gróźb karalnych.

W piątek Sąd Najwyższy podtrzymał wyrok Sądu Okręgowego. Jak powiedziała sędzia sprawozdawca – Małgorzata Wąsek-Wiaderek, w ocenie Sądu, nie było podstaw do uznania kasacji. „Nasze orzeczenie oddalające tę kasację jako oczywiście bezzasadną, nie oznacza aprobaty dla zachowania oskarżonego. Tylko że Sąd Najwyższy nie był od oceny zachowania oskarżonego, tylko od oceny, czy Sąd Odwoławczy, uniewinniając go w drugiej instancji, nie naruszył rażąco prawa. Takiego naruszenia prawa się nie dopatrzyliśmy” – dodała Sędzia.

Pokrzywdzona, Natalia Nitek-Płażyńska, po wysłuchaniu orzeczenia powiedziała, że w jej opinii Sąd Najwyższy nie stanął na wysokości zadania. – Mówimy tutaj o kwestii gróźb karalnych, których ja też byłam odbiorcą. Słyszałam niejednokrotnie od swojego przełożonego, co zrobiłby Polakom. To nagranie, na którym mówi, że pozabijałby Polaków. Tak mówił Niemiec w Polsce, dlatego uznałam, że trzeba z tym walczyć. Szkoda, że Sąd Najwyższy w taki sposób podszedł do tej sprawy – dodała Natalia Nitek – Płażyńska.

W tej sprawie równolegle toczy się proces cywilny, z powództwa Natalii Nitek-Płażyńskiej. Sąd pierwszej instancji nakazał Hansowi G. zapłatę 50 tysięcy złotych na oddział muzeum Stutthof w lesie Piaśnickim. Sąd Apelacyjny zmniejszył kwotę do 10 tysięcy złotych, a także uznał, że Natalia Nitek-Płażyńska nadużyła zaufania byłego pracodawcy. Sąd Apelacyjny w Gdańsku nakazał Płażyńskiej przeproszenie Hansa G. za potajemne nagrywanie jego wypowiedzi.

Powódka złożyła skargę kasacyjną. Na razie nie ma terminu rozprawy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kolejna rozprawa zabójcy Pawła Adamowicza

W Sądzie Okręgowym w Gdańsku odbyła się druga rozprawa, z kilkunastu zaplanowanych, w sprawie zabójstwa Pawła Adamowicza. W SO zeznawał świadek, który w chwili zabójstwa znajdował się na scenie WOŚP oraz właściciel sklepu z militariami, w którym Stefan W. kupił nóż. Obrońca chce, by jego klienta przebadali psychiatrzy. Rozprawa toczyła się w największej sali SO w Gdańsku, do której z pobliskiego aresztu został doprowadzony oskarżony Stefan W. Na czwartkową rozprawę zostało wezwanych troje świadków: Magdalena Adamowicz, konferansjer, który w chwili zabójstwa przebywał na scenie oraz właściciel sklepu z militariami, w którym dokonano zakupu noża, którym śmiertelnie został ugodzony były prezydent Gdańska.

Przed przesłuchaniem świadków sędzia Sądu Okręgowego Aleksandra Kaczmarek poinformowała, że sąd zlecił badania ambulatoryjne stanu zdrowia Stefana W., z którego wynikało, że może on uczestniczyć w rozprawie. Sędzia zaznaczyła, że badania stanu zdrowia oskarżonego będą powtarzane przed każdą rozprawą.

W sądzie nie stawiła się Magdalena Adamowicz, żona zamordowanego byłego prezydenta, która miała zeznawać w charakterze świadka. Wcześniej wysłała do sądu dokument podpisany przez lekarza sądowego, z którego wynikało, że do 25 kwietnia nie będzie zdolna do udziału w rozprawach.

Sąd przesłuchał świadka, który w chwili zabójstwa Pawła Adamowicza pełnił rolę konferansjera i znajdował się na scenie WOŚP.

– Około godz. 20 na scenę wtargnęła jakaś osoba. Jako konferansjer czuję się odpowiedzialny za scenę, a widziałem osobę, która na scenie tańczy, to poczułem odpowiedzialność, żeby to zakończyć. To trwało sekundy. Nie zdążyłem długo się nad tym zastanawiać. Zobaczyłem przed sobą oskarżonego z nożem wymierzonym w moją stronę. Tekstu dokładnie nie pamiętam. Na pewno mi groził. Żądał ode mnie mikrofonu. Nie jestem w stanie opisać, ale padły tam słowa, że mnie zabije, jeśli mu tego mikrofonu nie oddam. Wychyliłem się i oddałem mu mikrofon. Pamiętam wymierzony we mnie nóż – przekazał świadek.

– Jest to dla mnie dość traumatyczne przeżycie, przez które przez dwa lata leczyłem się psychiatrycznie. Dopiero skończyłem terapię, która pozwala mi tu przed państwem stanąć – dodawał w trakcie przesłuchania.

Ze łzami w oczach powiedział, że po ataku zobaczył prezydenta, który siedział na skrzynce na scenie. – Widziałem, że jest źle, chciałem nawiązać z nim kontakt. Prezydent patrzył na mnie, stałem nad nim, i z oczu czytałem, jakby pytał „dlaczego”. Towarzyszyłem do końca prezydentowi Adamowiczowi, jak odchodził na tej skrzynce. Wydawało mi się, że to trwało 15-20 minut. Później okazało się, że to były krótkie minuty – dodawał.

Świadek w zeznaniach dziwił się, że przez godzinę po zdarzeniu nikt nie pytał go o to, co widział, co zapamiętał. – Uświadomiłem sobie, gdy wracałem samochodem do domu, że cieszę się, że żyję – dodawał.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Odbyła się druga rozprawa Stefana W.

W Sądzie Okręgowym w Gdańsku odbyła się druga rozprawa, z kilkunastu zaplanowanych, w sprawie zabójstwa Pawła Adamowicza. W SO zeznawał świadek, który w chwili zabójstwa znajdował się na scenie WOŚP oraz właściciel sklepu z militariami, w którym Stefan W. kupił nóż. Obrońca chce, by jego klienta przebadali psychiatrzy.

Rozprawa toczyła się w największej sali SO w Gdańsku, do której z pobliskiego aresztu został doprowadzony oskarżony Stefan W. Na czwartkową rozprawę zostało wezwanych troje świadków: Magdalena Adamowicz, konferansjer, który w chwili zabójstwa przebywał na scenie oraz właściciel sklepu z militariami, w którym dokonano zakupu noża, którym śmiertelnie został ugodzony były prezydent Gdańska.

Przed przesłuchaniem świadków sędzia Sądu Okręgowego Aleksandra Kaczmarek poinformowała, że sąd zlecił badania ambulatoryjne stanu zdrowia Stefana W., z którego wynikało, że może on uczestniczyć w rozprawie. Sędzia zaznaczyła, że badania stanu zdrowia oskarżonego będą powtarzane przed każdą rozprawą.

W sądzie nie stawiła się Magdalena Adamowicz, żona zamordowanego byłego prezydenta, która miała zeznawać w charakterze świadka. Wcześniej wysłała do sądu dokument podpisany przez lekarza sądowego, z którego wynikało, że do 25 kwietnia nie będzie zdolna do udziału w rozprawach.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowe fakty ws. podwójnego morderstwa w Częstochowie. Krzysztof R. miał udusić psa i rozebrać ofiary

Pojawiły się nowe ustalenia dotyczące tragedii Aleksandry i jej córki Oliwii z Częstochowy, które w połowie lutego zostały zamordowane i znalezione po jedenastu dniach w lesie pod Romanowem. Jak wynika z doniesień, zabójca miał rozebrać swoje ofiary, a ich ubrania wyrzucić do kontenera. Miał też udusić ich psa. Aleksandrę i jej córkę Oliwię z Częstochowy miał zamordować znajomy kobiet Krzysztof R. Podejrzewany mężczyzna został zatrzymany, ale nie chce współpracować z organami ścigania i konsekwentnie milczy, odmawiając składania nowych zeznań.

Według nowych ustaleń zabójca miał rozebrać kobiety jeszcze na ogródkach działkowych przy ulicy Żyznej, a ich ubrania wyrzucić do pobliskiego kontenera – podaje „Fakt”. Według śledczych Krzysztof R. miał zwabić młodszą z kobiet na teren ogródków działkowych i tam ją zamordować. Następnie miał wywieźć ofiary do lasu pod Romanowem, ok. 20 km od miasta. To właśnie tam po 11-dniowych poszukiwaniach odnaleziono ich ciała.

Przy obu ciałach zakopano psa rasy shih tzu, który należał do 15-letniej Oliwii, który miał zostać uduszony. Według informacji „Faktu” prokuratura jest przekonana, że nastolatka również została uduszona. Sekcja zwłok nie wykazała, w jaki sposób zginęła starsza z ofiar. Śledczy czekają na wyniki szczegółowych badań histopatologicznych i toksykologicznych. Opinię przygotowuje Zakład Medycyny Sądowej w Katowicach.

Krzysztof R. od 18 lutego przebywa w areszcie pod zarzutem uprowadzenia i podwójnego zabójstwa. Mężczyzna nie przyznał się do winy, odmówił też współpracy z policją i prokuraturą. 7 marca odbyło się posiedzenie w Sądzie Okręgowym w Częstochowie ws. zażalenia złożonego przez pełnomocniczkę oskarżonego, które dotyczyło decyzji o jego tymczasowym zatrzymaniu. – Sąd utrzymał w mocy postanowienie o umieszczeniu mężczyzny w areszcie na okres trzech miesięcy – skomentował sędzia Dominik Bogacz, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Częstochowie. W izolacji pozostanie przynajmniej do maja 2022 roku.

Przypominamy, że Aleksandra Wieczorek i jej córka Oliwia zaginęły 10 lutego. Policjanci od początku byli przekonani, że kobiety zostały zamordowane, co, jak tłumaczyli, wynikało z całokształtu materiału dowodowego. Trzy dni od momentu od zniknięcia kobiet funkcjonariusze zatrzymali 52-letniego Krzysztof R.

15 lutego prokurator postawił mu zarzut podwójnego zabójstwa. Dzień później sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu. Mężczyzna usłyszał również inny zarzut w sprawie. Według oskarżyciela zamontował on w mieszkaniu zaginionych kobiet kamerę. Podejrzany nie przyznał się do żadnego z czynów. Co więcej, Krzysztof R. próbując zatrzeć ślady, miał wejść do mieszkania Aleksandry i podrzucić jej dokumenty oraz telefon.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sprawa zabójstwa trzech chłopców z Płocka. Wciąż trwają poszukiwania 42-latka

​Policja prowadzi intensywne poszukiwania 42-letniego Radosława Kolasińskiego, jak podkreśla, „do sprawy” zabójstwa trzech chłopców w wieku 8,12, i 17 lat, których zwłoki z ranami ciętymi zostały znalezione w środę w jednym z domów w Płocku. Najmłodszy z chłopców był jego synem. W sprawie wszczęto śledztwo. Jak poinformowała w czwartek rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Płocku podkom. Marta Lewandowska, tamtejsi funkcjonariusze pod nadzorem miejscowej Prokuratury Rejonowej prowadzą „w sprawie zabójstwa trzech chłopców” intensywne czynności. Zwłoki chłopców „z ranami ciętymi” zostały odnalezione w środę przed południem.

– Policjanci prowadzoną intensywne poszukiwania za 42-letnim Radosławem Kolasińskim. Mężczyzna poszukiwany jest do sprawy zabójstwa trójki chłopców, których ciała zostały wczoraj znalezione w jednym z domów na osiedlu Wyszogrodzka w Płocku – przekazała podkom Lewandowska. Wyjaśniła, że „mężczyzna pod nieobecność matki zajmował się chłopcami, najmłodszy był jego synem”.

Rzeczniczka płockiej policji dodała, że w środę po południu samochód, którym poruszał poszukiwany Radosław Kolasiński „został odnaleziony w miejscowości Wykowo, w rejonie Wisły”. Do poszukiwań zaangażowany został policyjny helikopter oraz psy tropiące. – W tej chwili kilkudziesięciu policjantów prowadzi intensywne poszukiwania za 42-latkiem – zaznaczyła podkom. Lewandowska. Zastrzegła, iż na obecnym etapie prowadzonych działań operacyjnych policja nie może informować o szczegółach.

Rzeczniczka płockiej policji podkreśliła, że w ramach śledztwa „w sprawie potrójnego zabójstwa”, prowadząca to postępowanie tamtejsza Prokuratura Rejonowa „wydała decyzję o publikacji wizerunku poszukiwanego Radosława Kolasińskiego”. Mężczyzna najprawdopodobniej ubrany był w ciemną kurtkę z napisem odblaskowym HI-TEC umieszczonym na piersi, ramieniu oraz plecach, miał szalik typu komin w kolorze zielono-niebieskim i czapkę oraz niebieskie buty sportowe.

– Poszukiwany ma specyficzny styl poruszania się – stopy do zewnątrz, chód szybki – zwraca uwagę policja. Prosi jednocześnie o przekazywanie wszelkich informacji na temat miejsca przebywania poszukiwanego bądź innych istotnych informacji, które mogą doprowadzić do jego odnalezienia pod numer alarmowy 112, ewentualnie pod numery telefonów: 47 705 16 00 lub 47 705 16 01.

Płock. Nie żyje trzech chłopców

Zwłoki trzech chłopców w wieku 8, 12 i 17 lat odnaleźli w środę przed południem w domu przy ul. Wyszogrodzkiej w Płocku strażacy – otrzymali oni zgłoszenie o braku kontaktu z nastolatkiem od jego koleżanki. Na miejscu nie zastano osób dorosłych.
Źródło info i foto: interia.pl

Prawosławny kapelan rozstrzelany w Kijowie

W obwodzie kijowskim rosyjscy żołnierze rozstrzelali kapelana Kościoła Prawosławnego Ukrainy Maksyma Kozachyna – poinformowała ukraińska agencja RISU za wpisem na Facebooku teologa Andriya Smirnova. Do tragedii doszło w niedzielę 27 lutego br. Kapelan Kościoła Prawosławnego Ukrainy Maksym Kozachyn został rozstrzelany przez rosyjskich wojskowych.

„Zamordowany kapłan prawosławny Maksym Anatolijowycz Kozachyna urodził się w 1979 r. w Nowomoskiewsku w obwodzie dniepropietrowskim. W 1996 roku ukończył gimnazjum i wstąpił do Kijowskiego Seminarium Duchownego Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego – Patriarchatu Kijowskiego, nie uznawanego przez Cerkiew rosyjską, które ukończył w 2000 roku” – przekazano w komunikacie.

Kozachyn od 2000 r. był proboszczem parafii Narodzenia Najświętszej Marii Panny we wsi Rozważów w rejonie iwankowskim obwodu kijowskiego – dodano. Jak podaje agencja RISU rosyjscy żołnierze zamordowali księdza przy wyjeździe z wioski. Nie zezwolono na wywiezienie jego ciała.
Źródło info i foto: o2.pl

Elitarna grupa Czeczenów miała zabić prezydenta Ukrainy. Zostali unicestwieni

– Operacja specjalna, która miała być przeprowadzona bezpośrednio przez kadyrowców w celu wyeliminowania naszego prezydenta, jest nam dziś w pełni znana. Mogę powiedzieć, że otrzymaliśmy informacje od przedstawicieli FSB, którzy nie mają ochoty brać udziału w tej krwawej wojnie. Dzięki temu elitarna grupa Kadyrowa, która przybyła tutaj, by zlikwidować naszego prezydenta, została zabita – powiedział Aleksiej Daniłow, przedstawiciel Rady Bezpieczeństwa Narodowego Ukrainy.

– Śledziliśmy ich. Jedna grupa była rozlokowana w Hostomelu, druga jest teraz pod ostrzałem. Nie oddamy nikomu naszego prezydenta ani naszego kraju. To jest nasza ziemia – dodał Daniłow.

O sprawie informuje także dziennikarz Onetu Marcin Wyrwał, który jest w Kijowie.
Źródło info i foto: onet.pl