Zbrodnia w Raciążu. Cezary Ch. zastrzelił żonę, bo chciała od niego odejść

To wyglądało jak egzekucja! Chorobliwie zazdrosny Cezary Ch. (36 l.) z zimną krwią zastrzelił żonę Milenę Ch. (32 l.). Cudem jatkę przeżył partner Mileny, Paweł D. (35 l.), który został postrzelony przez zaślepionego furią szaleńca. Na koniec zabójca popełnił samobójstwo, strzelając sobie w głowę.

Cezary Ch. zaplanował zbrodnię w najdrobniejszych szczegółach. Najpierw zdobył pistolet, a potem zwabił do swojego mieszkania Milenę. Miała przyjść i odebrać dokumenty potrzebne do sprzedaży ich wspólnego mieszkania. Milena coś musiała przeczuwać. Poprosiła swojego nowego partnera, Pawła D., żeby pojechał razem z nią. Kiedy weszła do mieszkania, padł pierwszy strzał. Nie był śmiertelny. Kobieta zdążyła jeszcze wybiec na klatkę schodową. Dopiero tam dosięgnął ją drugi, zabójczy pocisk.

Przerażony partner słysząc strzały, wbiegł po schodach na górę. Wtedy stanął oko w oko z mordercą. Cezary Ch. nie zastanawiał się długo. Wygarnął w kierunku rywala dwa razy. Na szczęście niezbyt celnie. Rannemu udało się uciec. Morderca wrócił do mieszkania i strzelił sobie w głowę.

– Milenka zawsze była bardzo miła i uśmiechnięta. Kochała dzieci, była przedszkolanką w Płońsku. Miała dwóch synów Kacperka i Konrada. Bardzo ich kochała, to były jej oczka w głowie – opowiada sąsiadka. – Teraz zostały sierotkami…
Źródło info i foto: Fakt.pl

USA: Na policjanta, który udusił George’a Floyda wcześniej było 18 skarg. Opublikowano transkrypcję zgłoszenia

Na policjanta, który w poniedziałek udusił kolanem 46-letniego George’a Floyda składane były skargi. Z 18 tylko dwie zostały rozpatrzone i zakończyły się upomnieniem funkcjonariusza. W czwartek wieczorem policja opublikowała transkrypcję zgłoszenia od obsługi sklepu spożywczego, w którym Floyd miał użyć sfałszowanego czeku. Wynika z niej, że mężczyzna był pijany i nie miał nad sobą kontroli.

W poniedziałek policja z Minneapolis otrzymała zgłoszenie od obsługi sklepu spożywczego, która podejrzewała, że jeden z klientów użył sfałszowanego czeku, aby zapłacić za zakupy. Kiedy funkcjonariusze przyjechali na miejsce zdarzenia, zobaczyli mężczyznę pasującego do opisu podejrzanego i kazali mu wysiąść z samochodu. Według policji stawiał on „fizyczny opór”. Idąc do radiowozu, mężczyzna upadł na ziemię, a jeden z policjantów przygniótł kolanem jego szyję. 46-letni George Floyd przestał oddychać.

Jak podaje CNN, na oficera policji, który udusił Floyda, wcześniej złożono 18 skarg. Na razie nie wiadomo czego dotyczyły, ale jedynie dwie z nich zostały rozpatrzone i skończyły się upomnieniem. Derek Chauvin wraz z trzema towarzyszącymi mu podczas interwencji funkcjonariuszami został zwolniony z pracy.

W czwartek wieczorem policja opublikowała transkrypcję zgłoszenia na numer alarmowy, które doprowadziło do przyjazdu funkcjonariuszy do sklepu spożywczego. Zamieściło ją m.in. CBS News. W czasie rozmowy z dyspozytorem padły słowa o „czarnym, wysokim facecie”, który miał być „strasznie pijany” i „nie mieć nad sobą kontroli”.

Zamieszki po śmierci Floyda

Śmierć George’a Floyda wywołała zamieszki w całym kraju. W Minneapolis setki ludzi zgromadziły się pod posterunkami policji. Niektórzy protestujący przynieśli banery, inni rzucali kamieniami. Policja odpowiedziała m.in. gazem łzawiącym, a gubernator stanu Minnesota, Tim Walz skierował do pomocy oddziały Gwardii Narodowej.

Wcześniej prokurator okręgowy Michael Freeman informując dziennikarzy o tej sprawie, powiedział, że musi zapoznać się ze wszystkimi dowodami przed wniesieniem zarzutów i zaapelował do protestujących, aby byli cierpliwi, bo śledztwo wymaga czasu.

„Błagam ludzi, aby zachowali spokój i pozwolili nam przeprowadzić to dochodzenie. Naszym najwyższym priorytetem jest sprawiedliwość” – powiedziała prokuratorka generalna Erica MacDonald.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Niemcy: 25-letnia przedszkolanka zatrzymana ws. zabójstwa trzyletniej dziewczynki w przedszkolu

Niemiecka policja z miejscowości Viersen koło Mönchengladbach prowadzi dochodzenie w sprawie zabójstwa trzyletniej dziewczynki, do którego doszło w miejscowym przedszkolu. W toku śledztwa aresztowano 25-letnią przedszkolankę.

Jak donosi serwis rtl.de, do tragicznego w skutkach wydarzenia doszło 21 kwietnia. Tego dnia właśnie do miejskiego przedszkola w Viersen wezwano pogotowie, ponieważ trzyletnia dziewczynka, która w nim przebywała, przestała oddychać. Dziecko zostało przetransportowane do szpitala, jednak jego życia nie udało się uratować. Dziewczynka zmarła w szpitalu 4 maja.

Lekarze, którzy opiekowali się dzieckiem, zgłosili policji swoje podejrzenia co do przyczyn śmierci dziecka. Sekcja zwłok potwierdziła, że dziecko zginęło na skutek „działania osób trzecich”.

W toku śledztwa aresztowano 25-letnią opiekunkę dziewczynki, której postawiono zarzut zabójstwa. Śledczy nie podają jednak więcej informacji na temat przyczyn śmierci trzylatki. Według informacji RTL rodzice dzieci, które uczęszczały do przedszkola w Viersen, skarżyli się już wcześniej na działania przedszkolanki. Ponoć kobieta była brutalna wobec dzieci.

Tragedia wstrząsnęła lokalną społecznością. Pod przedszkolem ludzie na znak żałoby układają m.in. kwiaty i pluszaki.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zabójstwo 16-letniej Kornelii K. Jej przyjaciółka była mózgiem zbrodniczego planu?

Zabójstwo miało pozostać mroczną tajemnicą pary. Wszystko wskazuje na to, że mózgiem zbrodniczego planu była właśnie Martyna. Przez znajomych była określana jako „dziewczyna z jajami”. Pewna siebie i perfidna. Czuła się bezkarna i lepsza od innych. Chwaliła się, że jej ojciec jest ważnym policjantem. Jednak – jak mówią znajomi – jest zwykłym „klawiszem”, czyli więziennym strażnikiem.

Martyna była dumna, że spotyka się z dorosłym mężczyzną. Rodziców Kornelii, którzy szukali zaginionej córki, okłamywała w żywe oczy. Udawała, że bardzo martwi się o przyjaciółkę.

Szatański plan zbrodni

Zabójstwo przyjaciółki Martyna zaplanowała bardzo szczegółowo. 11 lutego, w dniu swoich urodzin, spotkała się z Kornelią i zaprowadziła niewinną dziewczynę na spotkanie z mordercą.

Z zimną krwią przyglądała się, jak Patryk strzela do jej przyjaciółki i dusił ją. Potem pomogła w ukryciu ciała w płytkim grobie i przysypała je liśćmi. Podczas wizji lokalnej przeprowadzonej po odkryciu zwłok bez cienia emocji pokazywała śledczym, jak mordowali Kornelię.

Jak opowiadają znajomi, 25-latek to osiedlowy chuligan i drobny diler narkotykowy. Bywał agresywny, zwłaszcza po pijanemu. Na swoim profilu w internecie chwali się wynikiem ankiety, że jest psychopatą. Mimo to znajomi nie wierzą, że to w jego głowie zrodził się plan morderstwa.

– To tępak – mówią o nim.

Tak kręcił zabójca

Patryk B. do końca mataczył i rzucał podejrzenia na innych. Wybielał też swoją wspólniczkę i dziewczynę Martynę, mówiąc, że jest bardzo zestresowana i przejęta zniknięciem Kornelii.

Przez dwa miesiące, do czasu przypadkowego znalezienia zwłok Korneli, jej zabójca okłamywał wszystkich. W rozmowach z przyjaciółką mamy Kornelii, która wspomagała ją w poszukiwaniach, wskazywał na kolegę Kornelii z dawnych lat. Insynuował, że dziewczyna jest z nim i że on na pewno sprowadzi ją na złą drogę.

Oferował nawet pomoc w odszukaniu chłopaka. „Ja go jakoś znajdę, nienawidzę chłopaków, którzy się znęcają nad dziewczynami” – napisał.

Chronił też swoją dziewczynę, zapewniając, że jest niewinna. W perfidny i bezczelny sposób pisał, że martwi się o Kornelię i jest bardzo zaangażowany w jej odnalezienie. „Postaram się pomuc (pisownia oryginalna) jak mogę. To najważniejsze, żeby wróciła teraz cała i zdrowa” – napisał obłudnie w jednym z SMS-ów morderca dziewczyny.

Jak doszło do zbrodni?

Jak ustalili śledczy, 11 lutego Kornelia razem z Martyną S. zjawiła się na parkingu pod Konstancinem. Tam czekał już na nich Patryk B. W pewnym momencie wyjął zza paska wiatrówkę i strzelił Kornelii prosto w głowę. Kiedy ogłuszona dziewczyna bezwładnie osunęła się na ziemię, Patryk B. udusił Kornelię na oczach swojej dziewczyny.

Nikt tego nie usłyszał. Morderca przeniósł ciało nastolatki na pobliską łąkę i ukrył w płytkim dole, który przysypał liśćmi. Po zniknięciu Kornelii zabójcza para była nawet przesłuchiwana przez policję. Żadne z nich nie puściło pary z ust. Sprawa ruszyła dopiero 26 kwietnia po odnalezieniu zwłok.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Matka zamordowanej Kornelii oskarża policjantów

Matka Kornelii K. (†16 l.) ma wielki żal do policjantów. Obwinia ich o zlekceważenie zaginięcia jej córki. – Bagatelizowali sprawę. Cały czas słyszałam, że ja tu się denerwuję, a ona pewnie gdzieś świetnie się bawi – żali się Marlena Krassowska. Kornelia zaginęła 11 lutego, dzień później jej matka powiadomiła policję. Dopiero 26 kwietnia ciało Kornelii znalazł spacerowicz w lesie na obrzeżach Konstancina pod Warszawą. Zdaniem śledczych dziewczynę zabili Patryk B. (25 l.) i Martyna S. (16 l.), która podawała się za jej przyjaciółkę.

Przez ponad dwa miesiące zrozpaczeni rodzice mieli nadzieję na odnalezienie córki. Wraz ze znajomymi na własną rękę szukali Kornelii. Jeździli po nocach na warszawskie bulwary czy starówkę. Wszędzie rozlepiali plakaty. Współpracę z policją matka nastolatki wspomina wyjątkowo źle.

– Początek był bardzo trudny. Błagałam, żeby sprawdzili, gdzie logował się telefon Kornelii. Nie zabezpieczyli monitoringu z kamer. Przez dwa tygodnie nie przesłuchali znajomych Kornelii, w tym Patryka i Martyny. Dopiero gdy napisałam list do komendanta, coś się ruszyło – mówi rozgoryczona kobieta.

Policja nie ma sobie nic do zarzucenia. – Zdaję sobie sprawę, że dla rodziny to nieopisana tragedia. Zapewniam jednak, że policjanci z Piaseczna wykonali wszystkie możliwe czynności. Dotarli do wielu osób. Sprawdzili każdy sygnał. Gdy już było jasne, że mamy do czynienia ze zbrodnią, do sprawy zaangażowano policjantów z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw. Dzisiaj wiemy, że gdy otrzymaliśmy zawiadomienie o zaginięciu, Kornelia już nie żyła. Zapewniam jednak, że przez cały ten czas policjanci z Piaseczna szukali żywej Kornelii – mówi nadkom. Sylwester Marczak, rzecznik komendanta stołecznego policji.

Czy na pewno zrobiono wszystko? W końcu to nie policja, ale przypadkowy przechodzień odnalazł ciało Kornelii.

– Policjanci z Piaseczna wykonali wszystkie możliwe czynności – zapewnia Sylwester Marczak, rzecznik komendanta stołecznego policji
Źródło info i foto: Fakt.pl

15-letnia Oliwia Marta K. przed sądem w Detmold. Miała zabić 3-letniego brata, zadając mu 28 ciosów nożem

15-letnia Oliwia Marta K. stanęła przed sądem w Detmold w północno-zachodnich Niemczech. Dziewczyna została oskarżona o zabicie swojego trzyletniego przyrodniego brata Nicolasa. Miała mu zadać 28 ciosów nożem, kiedy spał. Do tragedii doszło pięć miesięcy temu. Matka 15-letniej Oliwii zostawiła trzyletniego syna pod jej opieką i poszła do pracy. Kiedy wróciła do domu, znalazła ciało swojego młodszego dziecka. 15-latki jednak nie było.

Portal derwesten.de relacjonuje, że po zatrzymaniu 15-letniej Oliwii, dziewczyna przyznała, że zabiła swojego brata, ale ma luki w pamięci. Trzyletni Nicolas zginął we śnie. Przyrodnia siostra zadała mu 28 ciosów nożem. „Fakt” pisze, że dzień przed tragedią nastolatka szukała w internecie sposobów na zabójstwo, a po odebraniu życia swojemu bratu napisała na ścianie krwią: „Zrobiłam to, bo go nienawidzę”.

Niemcy. Matka 15-letniej Oliwii wybaczyła córce

Z doniesień niemieckich mediów wynika, że 15-letnia Oliwia miała problemy rodzinne i kłopoty w szkole. Do Niemiec przeprowadziła się w wieku 10 lat, dołączając do swojej matki Agnieszki P., która rozstała się z ojcem dziewczyny i wyjechała za granicę do pracy. Przed przyjazdem do Niemiec Oliwia mieszkała w Polsce z ojcem, który podobno źle ją traktował. Będąc w Niemczech, matka Oliwii weszła w nowy związek i urodziła Nicolasa. Ta relacja jednak też się rozpadła. 15-latka miała być także zastraszana w szkole i zazdrosna o swojego młodszego brata.

Niemiecki tabloid „Bild” pisze, że Agnieszka P., która stawiła się na rozprawie córki, przez długi czas nie mogła spojrzeć jej w oczy. Pod koniec rozprawy podeszła jednak do niej, przytuliła ją i pocałowała. W rozmowie z dziennikarzami wyjaśniła, że wybaczyła córce i że nie chce stracić drugiego dziecka, które kocha ponad wszystko. 15-letniej Oliwii grozi 10 lat w poprawczaku.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Legnica: Zatrzymano 32-latka podejrzanego o zabójstwo

Policjanci z legnickiej komendy miejskiej zatrzymali 32-letniego mieszkańca Legnicy. Mężczyzna podejrzany jest o zabójstwo 98-latki. Za ten czyn grozi kara na czas nie krótszy od lat 12, kara 25 lat pozbawienia wolności albo kara dożywotniego pozbawienia wolności. Sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec niego tymczasowy areszt.

W minioną niedzielę w godzinach porannych funkcjonariusze Komendy Miejskiej Policji w Legnicy otrzymali informację o pożarze, do którego doszło w jednym z mieszkań na terenie miasta. Na miejsce skierowano także straż pożarnej oraz zespół pogotowia ratunkowego. Podczas pożaru z pomieszczenia mieszkalnego, gdzie został wzniecony ogień, jeden z sąsiadów wyniósł nieprzytomną kobietę. Od razu podjęto reanimację poszkodowanej, którą następnie prowadzili ratownicy medyczni. Jednak pomimo podjętych działań ratunkowych, nie udało się przywrócić 98-latce czynności życiowych.

Na podstawie wstępnych czynności przeprowadzonych przez policjantów pracujących na miejscu zdarzenia i biegłego z zakresu pożarnictwa ustalono, że do pożaru najprawdopodobniej doszło w wyniku rozlania substancji łatwopalnej i podpalenie miejsca, gdzie znajdowała się seniorka.

Dzięki intensywnym działaniom podjętym w tej sprawie mundurowi zatrzymali 32-letniego mieszkańca Legnicy podejrzanego o związek z tym zdarzeniem.

Wczoraj mężczyzna usłyszał zarzut dokonania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Za ten czyn grozi kara na czas nie krótszy od lat 12, kara 25 lat pozbawienia wolności bądź kara dożywotniego pozbawienia wolności. Sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec niego tymczasowy areszt.
Źródło info i foto: Policja.pl

17 policjantów zabitych w zasadzce komunistycznych rebeliantów w Indiach

Siedemnastu indyjskich policjantów zostało zabitych, a kolejnych czternastu rannych w ataku maoistowskich partyzantów. To element rebelii trwającej już od ponad pół wieku we wschodnich Indiach. Do ataku doszło w dystrykcie Sukma w środkowo-wschodniej części Indii. Policjanci, należący do jednostek walczących z maoistowską rebelią w stanie Chhattisgarh, zostali prawdopodobnie wciągnięci w pułapkę w sobotę po południu.

Jak mówi szef lokalnej policji, Shalbh Sinha, po operacji poszukiwawczej, odnaleziono ciała 17 policjantów Rebelianci zrabowali również broń należącą do zabitych funkcjonariuszy

Region, w którym działali policjanci, jest uznawany za jedną z twierdz maoistowskich powstańców, powołujących się na ideologię stworzoną przez twórcę komunistycznych Chin, Mao Zedonga.

Powstanie maoistowskie w Indiach

Powstanie maoistowskie w Indiach trwa, z przerwami, od 1967 roku. Obecnie na terenie kraju, zwłaszcza jego wschodniej części, operuje kilkanaście bojówek, które często angażują się w walki z policją. Powstańcy, zwani Naksalitami, sprzeciwiają się funkcjonującym w Indiach stosunkom gospodarczym, które uważają za przedłużenie systemu kastowego.

Występują głównie w imieniu wykluczonych, często skrajnie biednych wspólnot. Zwykle pozbawionych ziemi chłopów oraz mieszkańców slumsów. Sprzeciwia się też dzieleniu mieszkańców wrogie sobie grupy religijne. W ostatnich latach w wyniku powstania ginie rocznie kilkaset osób. Rząd Indii uważa maoistów za organizację terrorystyczną oraz często zarzuca Chinom udzielanie im wsparcia oraz schronienia.
Źródło info i foto: o2.pl

Zabójstwo czterech noworodków. Dożywocie dla Aleksandry J. i jej partnera Dawida W.

Za zabójstwo i współudział w zabójstwie czterech noworodków Sąd Okręgowy w Opolu skazał Aleksandrę J. i jej partnera Dawida W. na dożywotnie kary więzienia. Makabryczna zbrodnia wstrząsnęła lokalną społecznością. Sędziemu odczytującemu uzasadnienie wyroku łamał się głos.

Makabryczna zbrodnia w Ciecierzynie wyszła na jaw pod koniec 2018 roku, kiedy to pracownicy pomocy społecznej zorientowali się, że jedna z mieszkanek wsi nie ma dziecka, mimo że wcześniej widziano ją w ciąży. Powiadomiona została policja, która na posesji zamieszkałej przez 29-letnią dzisiaj Aleksandrę J. i jej 38-letniego partnera Dawida W., znalazła szczątki czworga niemowląt.

W trakcie śledztwa ustalono, że w latach 2013, 2015, 2016 i 2018 kobieta czterokrotnie zachodziła w ciążę i za każdym razem, bezpośrednio po porodzie, dusiła swoje dzieci. J. przyznała się do winy. Jak tłumaczyła, nie chciała sprzeciwiać się swojemu partnerowi, zależało jej na utrzymaniu związku z 37-letnim Dawidem W., od którego była uzależniona ekonomicznie i emocjonalnie.

Badanie wykrywaczem kłamstw

We wrześniu 2019 roku ruszył proces obojga rodziców. Matka została oskarżona o zabójstwo, zaś ojciec – o współudział w zabójstwie.

Mężczyzna konsekwentnie nie przyznawał się do winy. W śledztwie zapewniał, że nic nie wiedział o ciążach swojej partnerki i losie ich czworga dzieci. Prokuratura ustaliła jednak, że W. wywierał presję psychiczną na kobiecie. Formułował wobec niej oczekiwania, aby w ich związku nie było więcej potomstwa.

Dawida W. przebadano wariografem. Przed sądem przedstawiono wyniki tego badania. Zdaniem biegłych mężczyzna celowo próbował okłamać śledczych, wiedział o ciążach Aleksandry J., a w jednym przypadku namawiał ją do zabójstwa noworodka.

„Byłam przerażona”

W piątek strony wygłosiły mowy końcowe. Oskarżyciel wspomniał małoletniego syna oskarżonych, na którym zbrodnia odcisnęła duże piętno.

– Badanie wykazało, że jest dzieckiem doskonale rozwijającym się. Chłopiec wie, że jego mama przebywa w więzieniu, nie chciał rozmawiać z biegłymi o mamie. Chłopiec doświadcza koszmarów sennych, które świadczą o olbrzymiej traumie małoletniego. Chłopiec tęskni za mamą. Pozostaje pod stałą opieką psychologów – słyszymy.

Ojciec – jak wynika z ustaleń biegłych – nigdy nie był synem specjalnie zainteresowany. Zawsze miał dbać głównie o swój interes. Przed sądem nie był zbyt rozmowny. Stwierdził, że nie wie jak wytłumaczyć to, co się stało.

Więcej do powiedzenia miała Aleksandra J., która pokajała się przed sądem i podkreślała rolę swojego partnera. Kobieta twierdzi, że gdyby nie on, to nadal miałaby dzieci przy sobie.

– Byłam przerażona, bo wiedziałam jaka będzie reakcja Dawida na to, że jestem w ciąży. On wiedział o każdym moim kroku, cieszyłam się każdą ciążą tak długo, jak tylko mogłam. Wpajał mi do głowy, że jeśli nie stanie się to, co się wydarzyło, stracę mojego syna. Nie chciałam nigdy skrzywdzić żadnego z nich, nie planowałam żadnego z tych czynów. To była dla mnie ulga, że mogłam wskazać te miejsca pani prokurator. Z chwilą pierwszego dziecka wiedziałam, że jestem zniszczona. Gdybym mogła cofnąć czas i odejść od Dawida, to zrobiłabym to – mówiła 29-latka.

„Odczłowieczone. Odmówiono im nawet pochówku”

Sąd przyznał, że dał wiarę wyjaśnieniom kobiety praktycznie w całej rozciągłości, natomiast w całości odrzucił wyjaśnienia Dawida W. Oboje zostali uznani winnymi zarzucanych im czynów. Obojgu sąd wymierzył karę łączną dożywotniego więzienia, a także po 200 tysięcy złotych od każdego na rzecz ich syna Daniela.

W uzasadnieniu sędzia podkreślił, jak ważne w ocenie czynu były opinie biegłych psychiatrów i psychologów, którzy stwierdzili pełną poczytalność Aleksandry J. i Dawida W. – Nie ma żadnych wątpliwości, że oskarżeni dopuścili się wszystkich czynów z pełną świadomością tego, co robią. Z pełną swobodą, którą dysponowali, gdy chodzi o możliwość pokierowania swoim postępowaniem. Nie występują u oskarżonych żadne zaburzenia, które uniemożliwiałyby rozpoznanie zła, które jest czynione i pokierowania swoim postępowaniem – tłumaczył sędzia Dariusz Kita.

W dalszej części podawania ustnych motywów wyroku wdarły się emocje. Sędziemu łamał się głos, robił długie pauzy między zdaniami.

– Najbardziej bulwersujące, iż przestępstwa zostały popełnione na szkodę osób absolutnie niewinnych, czystych, bezbronnych, którym należy się szczególny obowiązek spoczywający na rodzicach. Obowiązek opieki, miłości i troski. Żadnego z tych obowiązków dzieci ze strony rodziców nie uzyskały. Wprost przeciwnie. Zostały w sposób brutalny pozbawione życia, a w trzech przypadkach zostały odczłowieczone. Odmówiono im nawet właściwego pochówku. Trudno jest zrozumieć taki sposób postępowania rodziców – podkreślał sędzia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Ukraina: Zabójstwo na strzelnicy

18-letnia dziewczyna w Połtawie, w środkowej części Ukrainy, po kłótni ze swoim chłopakiem zabiła instruktora na strzelnicy – informują lokalne media. Policja podkreśla, że trwa ustalanie okoliczności i motywów zajścia. Miejscowy portal Połtawszczyna pisze, że dziewczyna poszła na strzelnicę, by „odreagować stres” po kłótni z chłopakiem. Na początku strzelała z pistoletu Glock, później z АК-74, a na koniec z z pistoletu Margolin, który – jak donoszą media – stał się narzędziem zbrodni.

Portal dodaje, że w 64-letniego instruktora trafiły dwie kule. Później dziewczyna celowała też w drugiego instruktora, który próbował ją powstrzymać, a następnie przyłożyła broń do swojej głowy. Podczas szamotaniny z instruktorem oddała trzeci – niecelny – strzał. Po chwili na miejsce przybyła policja.

Partner 18-latki, cytowany przez serwis, zaznaczył, że była to osoba bardzo emocjonalna. Według jego relacji słyszał od 18-latki, że „chciałaby kogoś zabić”. Mówiła też, że chciała dołączyć do walczących w Donbasie na wschodzie kraju, jednak nie wzięli jej do wojska – pisze portal.

Dziewczyna została aresztowana na 60 dni bez prawa wyjścia za kaucją. Według mediów 18-latka na sali sądowej powiedziała, że „stało się to przez przypadek” i nie chciała, by instruktor zginął. Za umyślne zabójstwo grozi jej od 7 do 15 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Dziennik.pl