Francja: Podejrzany o atak 35-latek był pod kontrolą psychiatry

Aresztowany w sobotę mężczyzna, który przyznał się do zabicia dwóch osób i spowodowania ciężkich obrażeń u starszej kobiety w Cholet na zachodzie Francji, był monitorowany psychiatrycznie – powiadomił prokurator. Początkowo informowano, że podejrzanego zatrzymano bez pewności, że to sprawca. Ten 35-letni mężczyzna powiedział, że „Bóg, katolicki Bóg”, prowadził go do działania – przekazał w niedzielę prokurator Angers, Eric Bouillard.

Do ataku doszło w sobotę po południu na jednej z ulic Cholet w departamencie Maine i Loara w regionie Kraj Loary. Mężczyzna zaatakował parę starszych osób: 82-letniego mężczyznę, który zmarł od odniesionych ran, i 81-letnią kobietę, która została ciężko ranna. Trzecia osoba, 63-letni mężczyzna, który również został zaatakowany przez tego samego sprawcę, zmarł.

Następnie napastnik wrócił do domu, trochę w nim posprzątał, tak jak to zrobił między dwoma atakami, położył się na sofie i czekał – poinformował prokurator. Mężczyznę zatrzymano ok. godz. 18. Na początku dochodzenia śledczy szukali narzędzia zbrodni, którym może być „tępy przedmiot”. Jednak zgodnie z oświadczeniami zatrzymanego atakował on gołymi rękami i nogami.

Aresztowany twierdzi, że się wypalił; jak powiedział, kilka lat temu pracował jako sprzedawca w Cholet. Przez rok był przymusowo hospitalizowany i został zwolniony w lecie – powiedział Bouillard. Sąsiedzi znali go „jako kogoś nieco zaburzonego” – dodał prokurator. Mężczyzna był znany z przestępstw pospolitych.

Według śledztwa trzy ofiary nie mają żadnego związku z podejrzanym.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

15-latek z Głowaczowej planował zabić więcej osób

Dzień po tym, jak 15-latek z Głowaczowej (Podkarpackie) przyznał się do zabójstwa 17-letniej siostry, na jaw wychodzą nowe fakty. Prokurator rejonowy z Dębicy przekazał „Super Expressowi”, że nastolatek prowadził pamiętnik, w którym zapisał listę swoich ofiar. Oprócz siostry, planował skrzywdzić również inne osoby z najbliższego otoczenia.

W poniedziałek 15-latek z Głowaczowej niedaleko Dębicy zadał swojej siostrze kilkanaście ciosów drewnianą pałką i nożem w różne części ciała. Bezpośrednio po tragedii zadzwonił po pogotowie ratunkowe. Mimo reanimacji, dziewczyna zmarła.

Sprawca zabójstwa po zatrzymaniu powiedział policjantom, że słyszał głos, który kazał mu zabić starszą siostrę. Według lokalnych mediów, mieszkańcy Głowaczowej są zaskoczeni tragedią. Mówią, że była to normalna rodzina, a 15-latek dobrym i spokojnym uczniem.

Prokurator rejonowy z Dębicy Jacek Żak w środę przekazał, że nastolatkowi został postawiony zarzut zabójstwa. Chłopiec przyznał się do winy.

„Pisał jak osoba w depresji”

Jak dowiedział się „Super Express”, 15-latek od dłuższego czasu prowadził odręcznie zapisany pamiętnik. Zamieścił w nim listę nazwisk osób z najbliższej rodziny, którym „chciał zrobić krzywdę”.

– Jego stan psychiczny pogarszał się w ostatnich dniach. Jak wynika z zapisków, ostatnich kilkanaście kartek jest bardzo niepokojących. Nastolatek pisał jak osoba w depresji. Podkreślał, że musi zrobić krzywdę członkom rodziny. Na szczycie listy była jego siostra – przekazał prokurator Żak.

Przyszły zabójca w drastycznych szczegółach miał opisywać jaki los spotka jego najbliższych. Aktualnie nastolatek przebywa w schronisku dla nieletnich. Niewykluczone, że będzie sądzony jako osoba dorosła.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rosja: 18-latek, który zastrzelił 3 osoby, został znaleziony martwy

18-latek, który zastrzelił trzy osoby w obwodzie niżnienowogrodzkim w europejskiej części Rosji, został znaleziony martwy – poinformowała we wtorek (13 października) policja. Śledczy uważają, że popełnił samobójstwo. Media podają jego nazwisko – Daniił Monachow. Policja przekazała, że ciało znaleziono na terenie leśnym w miejscowości Bolszeorłowskoje, gdzie w poniedziałek (12 października) 18-latek otworzył ogień do ludzi na przystanku autobusowym.

Motywy jego działań nie są znane. W toku śledztwa przeprowadzona zostanie pośmiertna ekspertyza psychiatryczna. Serwis nn.ru informujący o wydarzeniach w Niżnym Nowogrodzie podał w poniedziałek, powołując się na mieszkańców, że napastnik strzelał do swoich krewnych. Broń 18-latek posiadał legalnie od kilku miesięcy.

Sprawca zabił trzech mężczyzn, a trzy kobiety zostały ranne.
Źródło info i foto: interia.pl

Niemcy: Opiekun z Polski skazany na dożywocie

W Monachium zapadł najwyższy z możliwych w Niemczech wyroków. Grzegorz W. został skazany m.in. za mordowanie podopiecznych. Sąd uznał, że mężczyzna zabił trzy osoby, podając im insulinę.

Monachijski sąd podkreślił szczególną wagę winy Grzegorza W. Polak został skazany za potrójne zabójstwo, próbę zabójstwa, a także inne czyny. Obok orzeczenia dożywocia, I Sąd Krajowy w Monachium nakazał umieszczenie sprawcy w szpitalu psychiatrycznym. Grzegorz W. początkowo był oskarżony o sześć zabójstw, a sąd uznał siódmy przypadek za kolejne ewentualne morderstwo. Ostatecznie mężczyzna został skazany za trzy zabójstwa, bo w pozostałych przypadkach dowody nie były wystarczające. W kolejnych dwóch przypadkach prokuratura zakładała próbę zabójstwa, a w innych trzech niebezpieczne uszkodzenie ciała.

Obrońca Polaka apelował o „właściwą karę”

W czterech przypadkach organ oskarżycielski żądał uniewinnienia mężczyzny, bo nie można było udowodnić, czy to insulina doprowadziła do śmierci pacjentów. Nie wyklucza to jednak odpowiedzialności Polaka za śmierć tych osób. Taka decyzja prokuratury spotkała się z ostrą krytyką ze strony oskarżycieli posiłkowych. Obrońca oskarżonego apelował o „właściwą karę”.

38-latek pracował w wielu domach w Niemczech. Wiadomo, że niejednokrotnie okradał swoich pacjentów i ich rodziny, dlatego też nie przebywał w jednej rodzinie dłużej niż kilka dni.

Przedawkowywał pacjentom insulinę

Prokuratura zarzucała mężczyźnie, że ten przedawkowywał swoim wymagającym opieki pacjentom insulinę. Takie działanie może prowadzić do śmierci. Mężczyzna miał posiadać insulinę, bo sam choruje na cukrzycę. Polak odmówił składania zeznań przed sądem, zwrócił się jednak do krewnych ofiar, przeprosił i powiedział, że głęboko żałuje tego, co zrobił: – To, co zrobiłem, jest niezwykle brutalne i brutalne pozostanie – powiedział.

Ze względu na to, że sąd uznał szczególnie ciężką winę skazanego, przedterminowe zwolnienie go z aresztu po 15 latach jest niemal wykluczone. Potem obowiązywał będzie nakaz umieszczenia sprawcy w szpitalu psychiatrycznym.
Źródło info i foto: interia.pl

Jest wyrok ws. zgwałcenia i zabicia 15-latki z Miłoszyc. Ireneusz M. oraz Norbert B. skazani

Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał wyrok w sprawie głośnej zbrodni w Miłoszycach. Oskarżeni o gwałt i zabójstwo 15-latki Ireneusz M. oraz Norbert B. zostali skazani na 25 lat więzienia i pozbawieni praw publicznych na 10 lat. Wyrok nie jest prawomocny. W sprawie wcześniej niesłusznie skazano Tomasza Komendę, który w więzieniu spędził 18 lat. Mężczyzna został uniewinniony.

Prokuratura za brutalny gwałt i zabójstwo 15-letniej dziewczyny żądała dla Ireneusza M. kary dożywocia. Drugiemu z oskarżonych mężczyzn – Norbertowi B. groził natomiast wyrok w wysokości 25 lat pozbawienia wolości.

Sąd okręgowy we Wrocławiu skazał obu mężczyzn na 25 lat więzienia, a także pozbawił ich praw publicznych na 10 lat. Wyrok nie jest prawomocny. Wrocławski sąd uznał, że obaj oskarżeni są winni gwałtu ze szczególnym okrucieństwem, w wyniku którego 15-letnia Małgosia zamarła.

„Wina i okoliczności popełnienia czynu przez oskarżonych nie budzą wątpliwości” – powiedział przewodniczący składu sędziowskiego sędzia Marek Poteralski.

Sędzia uznał ze za skazaniem, oprócz zeznań świadków, bezwzględnie przemawia materiał DNA znaleziony na ubraniu i ciele zgwałconej dziewczyny. Przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości podkreślił, że w tej sprawie udział brały także inne niezidentyfikowane do tej pory osoby.

Podczas odczytywania wyroku, rodzice Małgosi stali z wyciągniętymi rękami. Zaciśnięte pięści kierowali na skazanych. Zaraz po wyroku na sali sądowej od razu zatrzymany został Norbert B., który do tej pory odpowiadał z tzw. wolnej stopy. Mężczyzna nie stawiał oporu.

Ogłoszeniu wyroku przysłuchiwał się także brat Tomasza Komendy.

Do zbrodni doszło w 1996 roku, podczas sylwestrowej zabawy w wiejskiej świetlicy w Miłoszycach koło Wrocławia w województwie dolnośląskim. Według opinii śledczych mężczyźni mieli podać 15-latce środki odurzające, upić ją, a później zgwałcić. Po dokonanej zbrodni sprawcy zostawili dziewczynę na mrozie. Nastolatka zmarła na skutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran.

Tomasz Komenda niewinny

W sprawie niesłusznie skazano Tomasza Komendę na 25 lat więzienia. Mężczyzna odsiadywał wyrok w Zakładzie Karnym w Strzelinie. W 2018 roku został przez sąd penitencjarny przy Sądzie Okręgowym we Wrocławiu warunkowo zwolniony z odbywania kar. Komenda wyszedł na wolność po 18 latach.

Prokuratura, na podstawie nowych materiałów dowodowych w sprawie, uznała, że mężczyzna nie popełnił zbrodni, za którą został skazany. Ostatecznie Sąd Najwyższy uniewinnił Tomasza Komendę, uchylając wcześniejszy prawomocny wyrok 25 lat więzienia za zabójstwo i zgwałcenie 15-latki.

Sędzia wskazał, że w krótkim czasie po popełnieniu zbrodni, pojawiły się wskazówki dotyczące potencjalnego sprawcy zbrodni, ale „czynności podjęte wówczas nie doprowadziły do postawienia mu zarzutów”.

Po latach okazało się, że ta wskazana już na początku stycznia 1997 r. osoba, wedle wniosku o wznowienie postępowania, jest w tej chwili osobą podejrzana w tej sprawie – zaznaczył sędzia Andrzej Tomczyk.

Już wówczas było duże prawdopodobieństwo oskarżenia o tę zbrodnię osoby, która niedawno stała się podejrzana. Tak jednak się w tej sprawie nie stało – dodał przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości. Wskazał ponadto, że ekspertyzy śladów z miejsca zbrodni, a także badania DNA włosów znalezionych w pozostawionej na miejscu przestępstwa czapce, wykluczyły Tomasza Komendę.

Decyzję Sądu Najwyższego skomentował w 2018 roku minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

„Choć tych utraconych lat życia panu Komendzie nikt nie zwróci, to przynajmniej to orzeczenie przywraca mu poczucie godności jako człowiekowi niewinnemu, człowiekowi niesłusznie skazanemu za okrutną zbrodnię – zabójstwo, gwałt na dziewczynce – którą popełnił inny sprawca” – przyznał Zbigniew Ziobro

Komenda walczy o odszkodowanie

Tomasz Komenda razem ze swoim pełnomocnikiem prof. Zbigniewem Ćwiąkalskim w 2019 roku złożyli do wrocławskiego sądu pozew o zadośćuczynienie i odszkodowanie w wysokości ponad 18 mln zł za niesłuszne skazanie na 25 lat więzienia.

„Nie da się porównać krzywdy Tomasza Komendy z tymi sprawami, w których do tej pory przyznawane było zadośćuczynienie. Ktoś, kto jest skazany za zabójstwo dziecka, w więzieniach jest traktowany drastycznie” – przyznał mecenas Ćwiąkalski. Sprawa nadal jest w toku.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Norbert Basiura na ławie oskarżonych ws. zgwałcenia i zabójstwa Małgorzaty K. W tej sprawie uniewinniono Tomasza Komendę

Tomasz Komenda odsiedział 18 lat w więzieniu za zgwałcenie i zabójstwo 15-letniej Małgorzaty K. Sąd go jednak uniewinnił. Teraz na ławie oskarżonych zasiada Norbert Basiura. Zgodził się na rozmowę z Wirtualną Polską na kilka dni przed tym, jak sąd orzeknie, czy to on zabił nastolatkę.

Magda Mieśnik: Zabił pan 15-letnią Małgorzatę K.?

Norbert Basiura: Nie, nie zabiłem.

Ma pan cokolwiek wspólnego z gwałtem i jej śmiercią?

Nie, nie mam. Nie znałem tej dziewczyny. Nie odprowadzałem jej. Nigdy nie byłem na podwórku, gdzie została znaleziona. Nie zgwałciłem jej i jej nie zabiłem.

Skąd w takim razie pana DNA na miejscu zbrodni?

To pytanie nie powinno być do mnie skierowane. Przypominam, iż przed laty biegli wykluczyli moje DNA. Teraz inny biegły mówi coś innego. Nie rozumiem tego, zwłaszcza że dokumentacja, którą dostarczył biegły na żądanie obrońcy, wskazuje na wiele błędów i niejasności. To badanie jest nierzetelne. To, co przedstawia prokuratura, jest straszne i nie ma poparcia w materiale dowodowym.

Podobnie mówił przed laty Tomasz Komenda, gdy był oskarżany o to, za co pan teraz odpowiada przed sądem.

Nie chcę się porównywać do Tomasza Komendy. Współczuję mu. Ta sprawa i ten proces są dla mnie i osób mi bliskich bolesne. Jestem niewinny, co powtarzam od samego początku i szokiem jest dla mnie to, co się dzieje od kilku miesięcy. Chciałbym, aby znaleziono prawdziwych sprawców.

Prokuratura ma jednak mocne dowody na to, że był pan tam, gdzie znaleziono ciało Małgorzaty K. Jak pan to wytłumaczy?

To stanowisko prokuratury. Prawda jest inna. Nie było mnie na tym podwórku. Nie zgwałciłem ani nie zabiłem Małgorzaty K. Wiem, że oskarżenie mocno akcentowało znaczenie opinii biegłych z zakresu DNA. Jednakże z treści tych dokumentów nie wynika, abym brał udział w zabójstwie Małgorzaty K. Te opinie są nierzetelne, nieczytelne i zawierają wiele błędów. Nie można im przypisać waloru prawdziwości.

Chciałbym wskazać kilka anomalii i wątpliwości: raz ta sama próbka mogła być przebadana, a raz nie. Na rajstopach DNA ofiary zdegradowało, a znaleziono zbieżne z moim i to zachowane w czystej postaci. – jak to możliwe? Po 20 latach DNA jest lepsze niż to pobrane z policzka w 2018 roku? Zresztą sam biegły wykazał zdziwienie na rozprawie co do takiej czystej postaci zachowanego materiału. Od samego początku prosiłem, aby mnie poddać badaniu na wariografie. Nie chciała tego zrobić ani prokuratura, ani sąd.

Po 22 latach nagle w drodze do pracy został pan zatrzymany przez policję. Jak do tego doszło?

Jestem strażakiem. Po służbie jechałem autobusem, bo dorabiałem jako kierowca. Policja nas zatrzymała i chciała sprawdzić, czy jestem pod wpływem alkoholu. Nie podejrzewałem wtedy, że za tym kryje się coś więcej. Tyle że nagle założyli mi kajdanki. Zobaczyłem funkcjonariusza, który kilka tygodni wcześniej mnie przesłuchiwał w sprawie zabójstwa w Miłoszycach. Wtedy, gdy już wychodziłem z komisariatu, powiedział: „Dla nas najlepiej, jak to byś był ty”. Wtedy domyśliłem się, o co chodzi.

Kiedy dowiedział się pan, że chodzi o zarzut zabójstwa Małgorzaty K.?

Na samym końcu przesłuchania. Wcześniej, gdy zadawali mi pytania, myślałem, że za kilka godzin wrócę do domu. Wtedy zaczęli mnie straszyć, że już nigdy nie wyjdę na wolność i nigdy nie zobaczę rodziny. To był koszmar. Po pięciu minutach takiego przesłuchania człowiek nawet nie wie, jak się nazywa. Nakłaniali mnie do tego, żebym się przyznał. Sugerowali mi różne scenariusze odpowiedzi.

Jak zareagowali pana bliscy i znajomi, gdy dowiedzieli się o zarzutach?

Mam ogromne wsparcie rodziny i kolegów strażaków. Nigdy nikt z moich najbliższych nie zwątpił w moją niewinność.

Pamięta pan imprezę sylwestrową z przełomu 1996 i 1997 roku?

Pamiętam tę noc.

Był pan ochroniarzem na tej imprezie. Pamięta pan Małgorzatę K.?

Tam było tak dużo osób, że jej nie pamiętam. Moja praca polegała na sprzedawaniu biletów przy wejściu. Jeśli wchodziła na dyskotekę, to musiała mnie minąć. Kupiła bilet u mnie lub u mojego kolegi. Tam było jednak około 200 osób. Nie kojarzę jej.

W czasie imprezy zorientował się pan, że wydarzyło się coś złego?

Nie było żadnych sygnałów. Młodzież się bawiła. Był tłum, ale wszyscy zachowywali się raczej normalnie.

Kiedy dowiedział się pan, że nie żyje młoda dziewczyna, która była na ochranianej przez pana dyskotece?

Następnego dnia. To był szok. Ludzie mówili, że znaleziono ciało. Początkowo nie było wiadomo, że ta dziewczyna wcześniej była na imprezie, gdzie pracowałem. Znaleziono ją w innym miejscu.

Znał pan wcześniej Małgorzatę K.?

Nie, nie znałem.

Kilka razy zmieniał pan jednak zdanie w tej kwestii.

Nie zmieniłem zdania. Nie znałem jej. Policjant, który pisał notatkę, źle zinterpretował moje słowa. Mieszkałem na tym samym osiedlu, co Małgorzata K., ale nigdy nie miałem z nią do czynienia. Moja żona jest z jej rocznika i też jej nie kojarzyła.

Znał pan jednak jej ojca.

Odbywałem u niego szkolenie przy specjalistycznej maszynie. Trwało może dwa dni.

Na ławie oskarżonych w sprawie śmierci Małgorzaty K. obok pana siedzi Ireneusz M. Kiedy się poznaliście?

Poznałem go w sądzie, na ławie oskarżonych.

Nie pamięta go pan z imprezy sylwestrowej?

Tam było mnóstwo osób. Pamiętam moich kolegów ochroniarzy i kilka osób, które znałem. Większość to były obce mi osoby. Nie jestem w stanie ich pamiętać.

Ale jednak sprzedawał pan bilety, potem pracował w szatni i na sali. Miał pan kontakt z wieloma osobami.

To był bardzo krótki kontakt. Nie jestem w stanie pamiętać 200 osób. Gdyby ktoś mi pokazał zdjęcie i zapytał, czy ta osoba była na imprezie, odpowiedziałbym, że nie wiem. Tym bardziej, że część osób wchodziła bez biletów.

Rodzice Małgorzaty K. uważają, że Ireneusz M. jest trzecim sprawcą zbrodni w Miłoszycach. Jak pan to ocenia?

Nie chcę się wypowiadać na jego temat. Chłopak swoje w życiu przeszedł. Boję się, że podzielę jego los. Strach jest we mnie każdego dnia, od momentu zatrzymania przez policję. Wiem, że jestem niewinny i wierzę, że sąd wyda wyrok uniewinniający. Wierzę w prawdę.

A co będzie, gdy usłyszy pan wkrótce: „sąd uznaje Norberta Basiurę za winnego…”?

Boję się tak myśleć. Gdybym dopuszczał takie myśli, to znaczy, że zwątpiłbym w prawdę, a ja wierzę, że nie można skazać osoby niewinnej. Staram się być dobrych myśli. Liczę, że to się dobrze skończy dla mnie i moich bliskich. Przecież nawet głębokie przekonanie oskarżenia o mojej winie nie zastąpi dowodów, których w tej sprawie nie ma i nie może być.
Źródło info i foto: wp.pl

Zabójca goryla Rafikiego skazany na 11 lat więzienia w Ugandzie

Zabójca jednego z najbardziej znanych goryli górskich w Ugandzie, Rafikiego, został skazany na 11 lat więzienia. Felix Byamukama przyznał się do nielegalnego wkroczenia na teren chroniony i zabicia goryla – poinformował w czwartek (30 lipca) serwis internetowy BBC News. Byamukama twierdził, że Rafikiego zabił w samoobronie, kiedy został przez niego zaatakowany. Przyznał się również do zabicia dujkera i dzikana, a także do posiadania mięsa tych zwierząt.

Wcześniej powiedział Uganda Wildlife Authority (UWA), agencji rządowej, która zajmuje się m.in. ochroną dzikiej przyrody, że razem z trzema innymi osobami wszedł na teren Nieprzeniknionego Lasu Bwindi z zamiarem polowania na mniejsze zwierzęta. Trzej pozostali aresztowani nie przyznali się do winy. Czekają na proces.

Ważny osobnik w stadzie i kraju

Rafiki zaginął 1 czerwca, a jego ciało znaleziono następnego dnia. Śledztwo wykazało, że został zabity ostrym przedmiotem, który uszkodził jego narządy wewnętrzne. Wiek goryla szacowano na 25 lat. Rafiki był przywódcą stada składającego się z 17 osobników, żyjącego w Parku Narodowym Bwindi. Członkowie stada byli przyzwyczajeni do kontaktu z ludźmi.

Ekolodzy obawiali się, że przywództwo w stadzie przejmie dziki samiec, przez co grupa nie będzie chciała mieć kontaktu z ludźmi, a to z kolei wpłynie na turystykę. UWA poinformowała jednak, że stado jest obecnie kierowane przez młodszego samca z tej samej rodziny.

Jak podał BBC News, goryle górskie przyciągają turystów do Ugandy, a Rafiki był bardzo popularny wśród odwiedzających park. Na świecie żyje nieco ponad tysiąc goryli górskich. Zamieszkują one Nieprzenikniony Las Bwindi w Ugandzie oraz obszar na styku granic trzech krajów: Demokratycznej Republiki Konga, Rwandy i Ugandy.
Źródło info i foto: interia.pl

Mariusz Sz. skatował miesięcznego syna na śmierć. Tak oprawcę „przywitali” więźniowie w Gliwicach

Sąd Rejonowy w Gliwicach (woj. śląskie) zdecydował o tymczasowym aresztowaniu Aleksandry (29 l.) i Mariusza Sz. (30 l.) z Rudy Śląskiej. Mężczyzna, który m. in. usłyszał zarzut skatowania na śmierć swojego miesięcznego synka Viktora, został przewieziony do aresztu śledczego w Gliwicach. Tam „przywitali” go osadzeni. Gdy tylko przekroczył próg budynku, zewsząd zaczęły padać obraźliwe epitety i groźby. Więźniowie zdzierali gardła i przekrzykiwali się nawzajem. Obiecywali, że zgotują prawdziwe piekło oprawcy niewinnych dzieci. Jest nagranie z tego momentu.

24 lipca Sąd Rejonowy sformułował zarzuty i zdecydował o umieszczeniu Aleksandry (29 l.) i Mariusza Sz. (30 l.) z Rudy Śląskiej w aresztach. Tego dnia mężczyzna trafił do do Gliwic. Kiedy tam wjeżdżał usłyszał pod swoim adresem stek wyzwisk, gróźb i obietnic. Osadzeni wykrzykiwali, że zgotują mu takie piekło, jak on swoim dzieciom. Zapewniali, że dla oprawcy niemowląt i dzieci za kratkami nie ma litości. Przypomnijmy, że malutki Viktor, syn oskarżonych, zmarł w szpitalu 22 lipca po ty, jak został pobity. Śmiertelne ciosy zadał dziecku Mariusz Sz.

Syna skatował, córkę regularnie bił

W ostatnią środę został w domu z Viktorem. Matka wyszła ze starszą siostrą chłopczyka na spacer. Kilkadziesiąt minut później mąż powiadomił żonę, że synek przestał oddychać. Wezwano pogotowie. Lekarze z Górnośląskiego Centrum Zdrowia w Katowicach stoczyli heroiczny bój o jego życie. Obrażenia były jednak śmiertelne.

W toku śledztwa okazało się, ze również 14-miesięczna Viktoria była maltretowana i bita przez wyrodnych rodziców. Jej sprawa została włączona do śledztwa po śmierci jej miesięcznego braciszka. Prokuratorzy przedstawili ojcu zarzut m.in. na podstawie zeznań świadków. Mieli oni potwierdzić, że ojciec bił córkę.

Obecnie Viktoria znowu przebywa w pieczy zastępczej. Do grudnia ubiegłego roku przez trzy miesiące na wniosek matki także trafiła do rodziny zastępczej. Mariusz Sz. był w tym czasie w zakładzie karnym. Odsiadywał trzymiesięczny wyrok za uchylanie się od prac społecznych. Aleksandra Sz. zgłosiła opiece społecznej w Rudzie Śląskiej, że nie jest w stanie zajmować się dzieckiem, bo jest niepełnosprawna.

Potworne obrażenia

Biegli przeprowadzili sekcję zwłok chłopczyka. Prokuratorzy dysponują też badaniami tomograficznymi. Mają niezbite dowody świadczące o wyjątkowym bestialstwie rodziców.

– Przyczyną śmierci dziecka był uraz czaszkowo-mózgowy, liczne krwiaki, złamanie kości czaszki. Oprócz świeżych krwiaków były wcześniejsze rany. Nie ma mowy, aby doszło do przypadkowego powstania takich urazów – mówiła PAP prokurator Joanna Smorczewska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

Na ciele chłopca biegli stwierdzili także stare, gojące się już złamania, w tym kości nóżek.
Źródło info i foto: Fakt.pl

USA: Policjant oskarżony o zabójstwo George’a Floyda z zarzutami dotyczącymi unikania płacenia podatków

Oskarżony o zabójstwo George’a Floyda w Minneapolis były policjant Derek Chauvin usłyszał dziewięć zarzutów dotyczących unikania płacenia podatków – informuje agencja AP. Jak podała agencja, zarzuty wniesione przez prokuraturę stanową stanu Minnesota wobec Chauvina i jego żony dotyczą sześciu przypadków składania fałszywych zeznań podatkowych oraz trzech przypadków niezłożenia żadnych zeznań.

Według prokuratury para zataiła przed władzami stanowymi dochody w wysokości co najmniej 464 tys. dolarów zarobionych w pracy wykonywanej przez Chauvina poza służbą policyjną, m.in. w ochronie klubu nocnego. Mężczyzna uniknął w ten sposób zapłacenia ponad 37 tys. dolarów stanowych podatków.

Były policjant przebywa obecnie w areszcie, oczekując na swój proces w sprawie śmierci George’a Floyda 25 maja, która stała się zarzewiem bezprecedensowych protestów w Stanach Zjednoczonych. W trakcie zatrzymania Chauvin przez prawie 9 minut dusił Floyda, nie reagując na okrzyki czarnoskórego mężczyzny, że ten nie może oddychać.

Chauvin został oskarżony o morderstwo drugiego stopnia, za co w Minnesocie grozi do 40 lat więzienia. Razem z nim sądzonych będzie trzech innych funkcjonariuszy biorących udział w zatrzymaniu. Start rozprawy przewidywany jest w marcu przyszłego roku.
Źródło info i foto: interia.pl

61-letnia ofiara zabójstwa w miejscowości Zbrza to sołtys

Kilkudziesięciu funkcjonariuszy szuka sprawcy śmiertelnego postrzelenia 61-latka w miejscowości Zbrza (woj. świętokrzyskie). – Mężczyzna znalazł nieprzytomną ofiarę z raną postrzałową głowy – mówi polsatnews.pl sierż. szt. Karol Macek z KMP w Kielcach. Z nieoficjalnych informacji wynika, że zmarły 61-latek to sołtys Zbrzy. Opublikowano wizerunek podejrzanego o morderstwo.

Policjanci otrzymali zgłoszenie w środę po godzinie 14:00. Na terenie jednej z posesji mężczyzna odnalazł 61-latka z raną postrzałową głowy. Niezwłocznie po zawiadomieniu służb podjął czynności reanimacyjne.

– Niestety, nie przyniosły one rezultatu. 61-latek zmarł – informuje Macek.

Tak wygląda poszukiwany. Może być niebezpieczny

Prawdopodobny sprawca, 57-letni Leszek Gawior, oddalił się z miejsca zdarzenia. Obecnie szuka go kilkudziesięciu mundurowych. Do akcji włączono również helikopter. Policja opublikowała wizerunek podejrzanego. Mężczyzna może być uzbrojony i niebezpieczny. Ostatnio ubrany był w ciemną kurtkę, czerwoną koszulkę oraz długie spodnie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl