57-latek zakopał zwłoki matki w ogrodzie. Wciąż pobierał jej emeryturę

Jakub Ch. (57 l.) z Ciechanowa (woj. dolnośląskie) zakopał w ogrodzie ciało swej matki. Mężczyzna tłumaczył, że kobieta zmarła z przyczyn naturalnych, a on tylko ukrył jej zwłoki. Dlaczego więc to zrobił? W ten sposób 57-latek mógł przez ponad trzy lata pobierać emeryturę za swoją matkę. Mężczyzna wyłudził niemałą sumę. Teraz za swoje czyny odpowie przed sądem.

Prokuratura Rejonowa w Lubinie przygotowała akt oskarżenia wobec Jakuba Ch. Mężczyzna odpowie przed sądem za to, że zakopał w ogrodzie na jednej z posesji w Ciechanowie ciało swojej matki i przez kolejne trzy lata – do września 2019 roku – pobierał jej emeryturę. Grozi mu do 8 lat więzienia.

Historia ma swój początek w lipcu 2016 roku. Wówczas to mieszkający w wynajmowanym domu w Ciechanowie Jakub Ch. po śmierci matki zakopał jej zwłoki w przydomowym ogrodzie. Mężczyzna przez trzy lata, do września 2019 roku, pobierał emeryturę matki. Wyłudził w ten sposób około 41 tys. zł.

Jakub Ch. został oskarżony m.in. o nieudzielenie matce pomocy w okresie poprzedzającym jej śmierci – przekazała prok. Lidia Tkaczyszyn, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Legnicy. – Nie wezwał pomocy medyczne w momencie, gdy jej stan zdrowia zagrażał jej życiu – powiedziała prokurator. 57-latkowi zarzucono również, że znieważył zwłoki matki, zakopując je w ogrodzie. Mężczyzna został też oskarżony o wyłudzenie pieniędzy z ZUS. – Od lata 2016 roku do września 2019 roku, kiedy znaleziono zwłoki kobiety, oskarżony pobrał emeryturę za matkę w łącznej kwocie około 41 tys. zł – wyjaśniła prokurator Lidia Tkaczyszyn.

W ramach śledztwa przeprowadzono sekcję zwłok kobiety, jednak ze względu na ich stan autopsja nie wykazała przyczyny śmierci. – Wykazano zaś, że na ciele kobiety nie było uszkodzeń mechanicznych – wskazała prokurator.

57-latek przyznał się do zakopania zwłok matki i wyjaśnił, że zamarła ona z przyczyn naturalnych.

Sprawa wyszła na jaw dzięki wnuczce kobiety. To ona zawiadomiła policję, że jej babcia zaginęła. Wcześniej oskarżony poinformował córkę, że babcia zamarła, ale nie chciał powiedzie, gdzie została pochowana.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zabójca Pawła Adamowicza domaga się milionów odszkodowania

Podejrzany Stefan W. (28 l.) nie czuje się winny śmierci prezydenta Pawła Adamowicza (†53 l.) i chce milionów odszkodowania od państwa! „Super Express” dotarł do korespondencji nożownika z Gdańska, w której ten skarży się na traktowanie i przekonuje, że został wrobiony.

Przypomnijmy: Stefan W. trafił do aresztu 14 stycznia 2019 r., dzień po tym, gdy podczas gdańskiego finału WOŚP dźgnął nożem Pawła Adamowicza. Mężczyzna, który nie przyznaje się do winy, od początku pobytu w gdańskim areszcie przebywa w celi „N”. To miejsce dla szczególnie niebezpiecznych więźniów. Z korespondencji, do której dotarliśmy wynika, że W. źle znosi zaostrzony rygor i stara się o przeniesienie do zwykłej celi. Skarży się też na zły stan psychiczny.

Najbardziej szokujące są fragmenty, w których W. wskazuje, jego zdaniem, winnych śmierci Adamowicza i zapowiada walkę o wielomilionowe odszkodowanie. Jako sprawców podejrzany wymienia… sąd, prokuraturę i Służbę Więzienną. Dlaczego? Te miały zawiązać spisek i wcześniej skazać go za napady z bronią w ręku, choć we własnym mniemaniu W. był niewinny. W trakcie poprzedniej odsiadki – wyszedł z więzienia w grudniu 2018 r. – miał zachorować psychicznie i w efekcie, jak sam określa, stać się „wariatem”. Za wcześniejszy pobyt w więzieniu i zamknięcie w celi „N” chce milionów odszkodowania. Póki co, został przez biegłych uznany za niepoczytalnego i czeka na zakończenie śledztwa. To przedłuża się ze względu na dużą liczbę więźniów chcących zeznawać przeciwko W. „Przesłuchano 140 współosadzonych, a realizowane w ramach pomocy prawnych czynności w tym zakresie są na etapie końcowym” – poinformowała w czwartek Grażyna Wawryniuk z gdańskiej prokuratury.
Źródło info i foto: se.pl

Zabójstwo w szpitalu w Gdańsku. Sprawca był wcześniej agresywny

Śledczy sprawdzają, dlaczego mężczyzna – podejrzewany o zabójstwo 93-latka w szpitalu na Zaspie w Gdańsku – został przyjęty na oddział chorób wewnętrznych. Jak informują pacjenci, 61-latek był wcześniej agresywny. Jeszcze dzisiaj ma zostać doprowadzony do prokuratury, gdzie zostanie przesłuchany. Śledztwo w tej sprawie nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.

Śledczy ustalają, dlaczego mężczyzna, który w nocy z czwartku na piątek zaatakował 93-latka i pielęgniarkę w Szpitalu św. Wojciecha na Zaspie w Gdańsku w czwartek wieczorem trafił na oddział wewnętrzny. Sprawca przebywał na sali razem ze swoją ofiarą zaledwie kilka godzin. Mężczyźni nie znali się.

Pacjent trafił do szpitala karetką specjalistyczną z zespołem, ale nie z powodów psychiatrycznych. Nie było podstaw, aby nie przyjąć go na SOR z chorobą, którą się pojawił. Byliśmy w stanie mu pomóc. Po dwóch dniach przeniesiono go na oddział chorób wewnętrznych, ponieważ nie mieliśmy wolnych miejsc na oddziale internistycznym – powiedziała w rozmowie z PAP rzecznik szpitali Copernicus Katarzyna Brożek.

Jak informują pacjenci szpitala 61-latek miał wcześniej zachowywać się agresywnie.

9 stycznia faktycznie pacjent był pobudzony. Otrzymał on środki uspokajające, po których zasnął i uspokoił się. Po kolejnej kontroli lekarza, który przebadał mężczyznę i przeprowadził z nim wywiad nie było podstaw do tego, aby podać mu kolejne lekarstwa lub przenieść go na inny oddział i poddać konsultacji z psychiatrą – wyjaśniła Brożek.

Śledczy sprawdzają również, czy nadzór nad pacjentami szpitala był prawidłowy.

Dochowaliśmy wszelkich standardów zabezpieczenia – podkreśliła Brożek. – Przekazaliśmy materiał dowodowy organom ścigania. Zaraz po zdarzeniu pacjentom, pracownikom oraz rodzinie ofiary zapewniliśmy opiekę psychologiczną. Zespół psychologów przyjechał do szpitala, każdy mógł skorzystać z pomocy – dodała.

Do tragedii doszło w nocy z czwartku na piątek około godz. 3 na oddziale wewnętrznym Szpitala św. Wojciecha na Zaspie. Jeden z pacjentów, 61-letni mieszkaniec Sopotu, zaatakował przebywającego z nim na sali 93-latka. Napastnik zadał ofierze szereg ciosów w głowę.

Jak powiedziała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk, wszystko wskazuje na to, że mężczyzna napadł na 93-latka wykorzystując znajdujący się w sali sprzęt medyczny. Najprawdopodobniej chodzi o stojak do kroplówki. „Sprzęt został zabezpieczony przez śledczych” – dodała Wawryniuk.

Uciekając 61-latek zaatakował również na pielęgniarkę, która odnalazła ciało zamordowanego pacjenta. – Została złapana za szyję, prawdopodobnie sprawca próbował ją udusić, ale na miejsce przybiegła druga pielęgniarka i wtedy mężczyzna uciekł z sali – relacjonował w piątek prezes spółki Copernicus Podmiot Leczniczy Dariusz Kostrzewa.

Kobieta przebywa w domu i jest pod opieką psychologa. – Została przebadana przez lekarzy, fizycznie wszystko jest w porządku, ale psychicznie jeszcze długo będzie do siebie do chodziła – powiedziała Brożek.

Policjanci zatrzymali podejrzewanego o zabójstwo mężczyznę na jednym z przystanków autobusowych. Na miejscu tragedii zabezpieczono ślady i przesłuchano świadków.

Jak przekazała PAP Wawryniuk prokurator zapoznał się już z wynikami sekcji zamordowanego 93-latka i jeszcze dzisiaj przesłucha podejrzewanego o zabójstwo mężczyznę, który przebywa teraz w policyjnej izbie zatrzymań.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Meksyk: 11-letni uczeń uzbrojony w dwa pistolety zabił pod wpływem gry komputerowej

W prywatnej szkole w Torreon w Meksyku 11-letni uczeń uzbrojony w dwa pistolety zastrzelił nauczycielkę, ranił co najmniej sześć osób, a następnie popełnił samobójstwo – poinformowały lokalne władze. Co najmniej pięcioro uczniów i jeden nauczyciel zostało rannych. Miguel Riquelme, gubernator stanu Coahuila, w którym znajduje się Torreon, stwierdził, że na działanie chłopca wpływ miała gra komputerowa.

Ze wstępnych ustaleń wynika, że 11-latek powiedział jednemu ze swoich kolegów z klasy, że „dzisiaj jest ten dzień”, następnie poprosił o pozwolenie na wyjście do łazienki. 15 minut później, kiedy nie wrócił na lekcję, nauczycielka zaczęła go szukać. Wtedy chłopiec wyszedł z łazienki, strzelając z dwóch pistoletów.

– To jest tragedia. To bardzo smutne, że 11-letni chłopiec może wejść do szkoły z dwoma pistoletami – powiedział lokalnej telewizji Jorge Zermeno, burmistrz miasta Torreon.

Gra komputerowa możliwą inspiracją chłopca

Miguel Riquelme, gubernator stanu Coahuila, w którym znajduje się Torreon, w czasie konferencji prasowej powiedział, że sprawca nie miał w szkole problemów i „dobrze się zachowywał”. Dodał, że matka chłopca zmarła kilka lat temu. Stwierdził też, że na chłopca wpływ miała gra komputerowa, prawdopodobnie tzw. strzelanka „Natural Selection”. W czasie ataku 11-latek miał na sobie koszulkę z nazwą tej gry.

Twórca „Natural Selection”, amerykańska firma Unknown Worlds Entertainment, nie odpowiedziała na prośbę agencji Reutera o komentarz.

Szkoła, w której doszło do tragedii, bierze udział w stanowym programie „Bezpieczny plecak”. Oznacza to, że pracownicy placówki przy wejściu do szkoły przeszukują plecak każdego dziecka.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Biskupiec: 29-letni Mariusz P. chciał zamordować żonę i córkę. Zadał dziecku 9 ciosów nożem

– Wszystkich was pozabijam! – krzyczał Mariusz P. (29 l.) z Biskupca (woj. warmińsko-mazurskie), wpadając do pokoju, gdzie spała jego żona Kinga L. (24 l.) razem z ich półtoraroczną córeczką Roksaną. Furiat zaczął dźgać na oślep nożem kuchennym. Kobieta zraniona dwukrotnie zdołała wybiec na klatkę schodową po pomoc. Maleństwo dostało od rozszalałego ojca dziewięć ciosów. Nie wiadomo, co by było, gdyby nie szybka reakcja policji…

– Usłyszałem krzyki i jakiś rwetes. Jak wyszedłem na korytarz, to na schodach wszędzie była krew, a ten bandzior leżał już skuty – opowiada Faktowi mieszkaniec bloku.

Ciężko ranna córeczka nożownika została przewieziona śmigłowcem do Szpitala Dziecięcego w Olsztynie. Tam trafiła od razu na stół operacyjny. Ojciec uderzył ją nożem 9 razy w klatkę piersiową – dwa razy na wylot. To cud, że przeżyła!

Jej mama dostała trzy uderzenia w klatkę piersiową i dwa w przedramię. Musiała zasłaniać się przez atakiem. Jest w ciężkim stanie.

Na razie nie wiadomo, dlaczego Mariusz P. zaatakował żonę i dziecko. Fakt dotarł do świadka, który twierdzi, że bandyta musiał planować zbrodnię. – Parę dni temu stał pod domem i wygrażał, że ich zabije. Policja zamknęła go wtedy w areszcie. Następnego dnia jednak wyszedł i prawie mu się udało spełnić groźby. Wcześniej siedział już za rozboje, pobicia i kradzieże – mówi nasz informator.

Nożownik krótko po ataku został złapany i siedzi w areszcie. – Nie przyznaje się do winy i zasłania niepamięcią – zdradza prokurator Krzysztof Stodolny, rzecznik prasowy olsztyńskiej prokuratury. Mężczyzna usłyszał zarzuty usiłowania zabójstwa dwóch osób. Grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Częstochowa: Adrian Ś. skazany na 15 lat więzienia za brutalne zabójstwo sąsiadki

Na 15 lat więzienia skazał częstochowski sąd okręgowy Adriana Ś., oskarżonego o zabicie 2018 r. 75-letniej sąsiadki na tle rabunkowym. W chwili zbrodni Ś. miał 16 lat. Ofiara miała obrażenia głowy oraz związane ręce i nogi. Sprawca zabrał z domu pieniądze, kosztowności i dokumenty, a następnie podpalił ofiarę.

Prokuratura, która żądała dla oskarżonego 25 lat więzienia – czyli maksymalnej kary dla sprawcy w tym wieku – zapowiada apelację.

Obrażenia głowy oraz oparzenia

Do zbrodni doszło we wrześniu 2018 r. w dzielnicy Kiedrzyn w Częstochowie. Oficer dyżurny policji otrzymał zgłoszenie pożaru domu. Kiedy strażacy weszli do środka, w jednym z pomieszczeń odkryli nadpalone ciało kobiety. 75-latka miał związane ręce i nogi oraz uraz głowy. W domu widoczne były ślady plądrowania. Jak podawała policja, sprawca uderzył kobietę, skrępował, okradł, a następnie oblał benzyną i podpalił.

Adriana Ś., mieszkającego na sąsiedniej posesji, policjanci zatrzymali jeszcze tego samego dnia. W Prokuraturze Rejonowej Częstochowa-Północ usłyszał zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie oraz rozboju i kradzieży. Sąd rodzinny zgodził się, by odpowiadał jak dorosły. Został aresztowany.

Przyczyną śmierci kobiety były obrażenia głowy oraz oparzenia

Rzecznik Sądu Okręgowego w Częstochowie Dominik Bogacz powiedział, że Ś. został skazany na 15 lat więzienia z zastrzeżeniem, że o warunkowe przedterminowe zwolnienie będzie się mógł ubiegać najwcześniej po 10 latach.

Prokuratura złoży apelację

Z wyrokiem nie zgadza się oskarżenie. Jak powiedział Piotr Wróblewski w Prokuratury Okręgowej w Częstochowie, zostanie złożony wniosek o pisemne uzasadnienie orzeczenia, a później apelacja.

Zgodnie z ogólnymi zasadami za przestępstwo nie odpowiada osoba, która nie ukończyła 17. roku życia, ale w wyjątkowych sytuacjach – np. zabójstwa, gwałtu zbiorowego lub porwania – do odpowiedzialności karnej może być pociągnięty już 15-latek. Decyduje o tym sąd rodzinny i dla nieletnich, biorąc pod uwagę m.in. okoliczności sprawy i stopień rozwoju sprawcy.

Zgodnie z Kodeksem karnym, wymierzając karę nieletniemu albo młodocianemu, sąd kieruje się przede wszystkim tym, aby sprawcę wychować. Wobec sprawcy, który w czasie popełnienia przestępstwa nie ukończył 18 lat, nie orzeka się kary dożywocia. Maksymalna kara dla takiej osoby to 25 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Garwolin: 17-latek zabił matkę w trakcie kłótni. Usłyszał zarzuty

Zarzut zabójstwa matki usłyszał 17-latek z Garwolina w woj. mazowieckim. Nastolatek sam zawiadomił wczoraj policję o zabójstwie. Funkcjonariusze w domu znaleźli ciało kobiety z licznymi ranami kłutymi. Szymon został przesłuchany dopiero dziś, ponieważ wczoraj kontakt z nim był ograniczony. Lekarz skierował go do szpitala psychiatrycznego. Dziś 17-latek zeznał, że nie mieszkał z matką, był z nią skonfliktowany. Zabił ją w trakcie kłótni.

Do zbrodni doszło w czwartek na osiedlu Korczaka w Garwolinie. 17-letni Szymon ugodził swoją matkę nożem, po czym po godzinie 13:00 zadzwonił na numer alarmowy. Po przyjeździe na miejsce funkcjonariusze jeszcze reanimowali kobietę, ale nie udało się jej uratować.

Ciało kobiety miało liczne rany kłute. Sekcja zwłok została zrealizowana w dniu dzisiejszym, w zakładzie medycyny sądowej – powiedział Leszek Wójcik z Prokuratury Rejonowej w Garwolinie.

Prokurator podkreślił, że wczoraj Szymon nie kwestionował tego, że to on zabił matkę. Stan psychofizyczny nastolatka nie był najlepszy i dlatego został on przewieziony do jednego z podwarszawskich szpitali. Szymon był tam przez cały czas pod dozorem policji. Dziś został wypisany z placówki i przesłuchany w prokuraturze.

Tam zeznał, że nie mieszkał z matką, od dawna był z nią w konflikcie. W czwartek przyszedł do niej z wizytą. Pokłócili się. 17-latek utrzymywał, że działał pod wpływem emocji, nie planował zabójstwa matki.

Szymon ma ukończone 17 lat i będzie odpowiadał jak osoba dorosła. Prokuratura wystosowała wniosek o jego aresztowanie. Sąd ma rozpatrzeć go jeszcze dziś.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Turek: 19-letni Maciej J. zabił brata pod wpływem dopalaczy?

Nad tą rodziną musi ciążyć jakieś fatum. Dwie śmierci samobójcze, choroby, a teraz jeszcze to. Maciej J. kilkanaście razy dźgnął swojego młodszego brata Adasia (†10 l.) Rany były tak głębokie, że dziecko umarło praktycznie natychmiast. Prawdopodobnie poszło o konsolę do gier, a Maciej mógł być po dopalaczach.

Tragedia rozegrała się na jednym z osiedli w Turku w sylwestrowe popołudnie. Adaś grał na konsoli przed telewizorem, a 19–letni brat chciał też z niej skorzystać.

Brat wpadł w szał?

Maciej chciał mu ją odebrać, ale najprawdopodobniej młodszy brać chciał dokończyć grę. Doszło między nimi do sprzeczki, ale po chwili Maciej miał wpaść w szał, gdy nie dostał sprzętu. Miał chwycić za kuchenny nóż i zadawać na oślep ciosy w przedramię, klatkę piersiową i brzuch.

10–letni Adaś zginął natychmiast. Potwierdziła to sekcja zwłok, gdzie mowa o „gwałtownej śmierci”.

Chwilę przed godz. 13 jednego z sąsiadów zawołała przerażona Urszula S., babcia chłopców, która była z nimi w domu w chwili tragedii. Gdy wbiegł do mieszkania Adaś leżał na podłodze.

– Reanimowałem go. Umarł, wciąż się uśmiechając z szeroko otwartymi oczami – opowiada wstrząśnięty mężczyzna. Reanimację próbowali prowadzić też ratownicy z karetki, bez skutku.

– Dziecko nie dawało żadnych oznak życia – mówi Aleksandra Marańda z Prokuratury Okręgowej w Koninie.

W tym czasie Maciej siedział na kanapie w pokoju, a w telewizorze wciąż była włączona gra 10-latka. Brat zabójca zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Nie okazywał żadnych emocji. Pojawiły się podejrzenia, że mógł być pod wpływem dopalaczy.

Starszy brat został zatrzymany, nie przyznał się do winy. Odmówił również składania wyjaśnień. Zachowuje się, jakby był cały czas nieobecny.

Znalazł ciało ojca

Wiadomo, że Maciej J. nie miał łatwego życia. To on znalazł ciało ojca, który odebrał sobie życie krótko po narodzinach Adasia. Dziadek również miał odebrać sobie życie, a matka chłopaków ma problemy ze zdrowiem. Jak mówią znajomi, to Maciej opiekował się młodszym bratem. Pilnował go, dbał o niego. – W tym domu nie było kłótni. Chłopcy grzeczni, Maciej zawsze pomocny – dodają sąsiedzi.

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy 19-latek mógł mieć problemy z narkotykami i dopalaczami. Najprawdopodobniej to one popchnęły go do zabójstwa brata. Od czasu ukończenia zawodówki nie pracował.

Prokurator postawił Maciejowi J. zarzut zabójstwa. Z racji tego, że nie ukończył jeszcze 21 lat, grozi mu do 25 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nowe informacje dotyczące zbrodni w Turku

Dziesięcioletni Adaś zginął od kilku ciosów nożem w klatkę piersiową i brzuch, bo nie chciał oddać starszemu bratu konsoli do grania! Zwyrodniały starszy brat nawet nie próbował ratować konającego chłopca. Adaś i Maciej mieszkali z mamą i babcią na osiedlu w Turku (woj. wielkopolskie). – Tacy grzeczni, uczynni, nie można na nich złego słowa powiedzieć – zgodnie utrzymują sąsiedzi. – Adaś chodził z moją córką do klasy. Czasami do nas przychodził, zawsze miły, taki delikatny – opowiada mama koleżanki chłopca.

W Sylwestra bracia byli w domu z babcią. Adaś grał w grę przed telewizorem. Nie chciał oddać konsoli Maciejowi. Tylko tyle wystarczyło, by 19–latek chwycił za nóź. – Nie było odgłosów żadnej kłótni, a tutaj w bloku przez ściany wszystko słychać – opowiada Rafał U., sąsiad z bloku.

Chwilę przed godz. 13 zawołała go przerażona Urszula S., babcia chłopców. Gdy wbiegł do mieszkania Adaś leżał na podłodze, jego drobne ciałko pokłute było nożem. – Reanimowałem go, czułem jak wziął ostatni oddech. Umarł, wciąż się uśmiechając z szeroko otwartymi oczami – opowiada wstrząśnięty mężczyzna. W tym czasie Maciej siedział na kanapie w pokoju, a w telewizorze wciąż była włączona gra 10-latka. Brat zabójca zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Nie okazywał żadnych emocji. Pojawiły się podejrzenia, że mógł być pod wpływem dopalaczy.

Po chwili na miejscu tragedii pojawiła się też matka chłopców – Agnieszka J. – Pracuje w monopolowym i przywiózł ją szef. Nigdy nie zapomnę tego, jak rozpaczała, jak krzyczała – wspomina sąsiadka. W jednej chwili straciła dwóch synów. – Nie mogłabym powiedzieć o Macieju niczego złego, pomagał mi nosić zakupy, był grzeczny. Zawsze mnie jednak niepokoiło to zamiłowanie obu do gier komputerowych. Oni świata poza grami nie widzieli. To się w końcu musiało źle skończyć – dodaje kobieta.

Maciej J. został zatrzymany. Ma usłyszeć zarzut zabójstwa. Grozi mu za to nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Turek: 19-latek zabił 9-letniego brata nożem. Chodziło o dostęp do komputera

W Turku w województwie wielkopolskim doszło do rodzinnej tragedii. 19-latek zabił nożem swojego 9-letniego brata. Do późnego wieczora trwały oględziny mieszkania przez śledczych. Według nieoficjalnych ustaleń dziennikarzy RMF FM, do tragedii doszło po tym, jak dwaj bracia pokłócili się o dostęp do komputera. W trakcie awantury starszy z nich miał sięgnąć po nóż i zadać nim kilka ciosów swojemu 9-letniemu bratu. Chłopiec zmarł mimo próby reanimacji.

Nastolatek został zatrzymany przez policję, która na razie nie ujawnia szczegółów zdarzenia. Więcej ma być wiadomo po sekcji zwłok dziecka, która została zaplanowana na środę. Do tragedii doszło w mieszkaniu na osiedlu Wyzwolenia w Turku. W tym czasie w lokalu przebywała matka i babcia rodzeństwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl