21-letnia dzieciobójczyni przed sądem

Przed sądem dzieciobójczyni wylewa teraz morze łez. Ale tego strasznego dnia Agacie F. (21 l.) nawet nie zadrżała powieka… Ta studentka prawa zaraz po porodzie spaliła w piecyku swoją córeczkę. W tym samym pomieszczeniu uprawiała seks ze swoim chłopakiem, a później pojechała bawić się na weselu!

Makabryczne szczegóły jej zbrodni wychodzą na jaw w trakcie procesu, który dobiega końca w Lublinie. W piątek zeznawali świadkowie.

– Wezwali nas rodzice oskarżonej, mówiąc, że mają w domu spalone zwłoki – mówili policjanci w sądzie. – Kiedy zdjęliśmy fajerki z piecyka, zobaczyłem kawałek nadpalonej nóżki, trochę dalej była część rączki, puszka po piwie i niedopalone śmieci – mówił jeden z funkcjonariuszy wstrząśnięty tym widokiem.

To on z kolegą z patrolu w czerwcu ubiegłego roku przyjechał na wezwanie do maleńkiej podlubelskiej wsi Majdan Kozłowiecki.

Funkcjonariuszy wezwali wstrząśnięci rodzice studentki. Kilka tygodni wcześniej zauważyli, że ich córka dość mocno przytyła. Kilka razy wypytywali ją, czy nie jest w ciąży. Dziewczyna za każdym razem zaprzeczała. Tuż przed tragicznym porodem Agata F. odizolowała się od domowników. Praktycznie nie wychodziła z pokoju, nie odzywała się, przestała jeździć na uczelnię.

Pokazała się dopiero w dniu wesela znajomych. Była dużo szczuplejsza. Zaniepokojeni rodzice zaraz po jej wyjściu przeszukali pokój. Kiedy otworzyli piecyk, aż zamarli z przerażenia! Odkryli spalone niemal w całości zwłoki dziecka.

Policja zatrzymała Agatę F. i jej chłopaka podczas przyjęcia weselnego. Po kilkunastu godzinach mężczyzna został zwolniony, bo uznano, że nie ma nic wspólnego z zabójstwem.

Studentka do dziś przebywa w areszcie. Do winy się nie przyznaje. Twierdzi, że dziecko urodziło się martwe, dlatego postanowiła je spalić. Kobiecie grozi dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Suwałki: 28-latka zabiła nożem konkubenta

Prokuratura Rejonowa w Suwałkach postawiła w poniedziałek 28-letniej mieszkance Suwałk (Podlaskie) zarzut zabójstwa konkubenta. Kobieta w sobotę wieczorem ugodziła mężczyznę nożem w okolice serca. Mężczyzna zmarł. Do zdarzenia doszło w sobotę ok. godz. 18 w mieszkaniu w centrum miasta. W trakcie sprzeczki kobieta zadała swemu konkubentowi cios nożem w okolice serca. 24-letni mężczyzna zmarł.

Jak poinformowała PAP prokurator rejonowa Joanna Orchowska, podejrzana sama zadzwoniła na pogotowie. Potem przyjechała policja, która zatrzymała kobietę. 28-latka była trzeźwa. W poniedziałek została przesłuchana przez prokuratora, który postawił jej zarzut zabójstwa. Podejrzana przyznała się do zarzutu. We worek sąd rozpatrzy wniosek prokuratury o 3-miesięczny areszt dla kobiety.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Arizona: 55-letnia babcia zastrzeliła dwóch ośmioletnich wnuków

Policja w Arizonie aresztowała 55-letnią Dorothy Flood, która będąc pod wpływem narkotyków, zastrzeliła swoich dwóch ośmioletnich wnuków bliźniaków, którymi miała się opiekować.

Przedstawiciele Pima County Sheriff’s Office w Arizonie poinformowali, że kobieta została aresztowana dzień po tym, jak w jej domu w Tucson znaleziono ciała dwóch chłopczyków: Jordana i Jadena Webbów. Odkrycia dokonano po tym, jak zjawili się tam ratownicy, wezwani do tego, by interweniować przy zasłabnięciu. Po przybyciu na miejsce znaleźli w domu nieprzytomną kobietę. Podczas gdy kilku medyków rozpoczęło reanimację, inni postanowili przejrzeć pozostałe pomieszczenia. W dwóch osobnych sypialniach znaleźli ciała chłopców. Byli martwi. Przyczyną zgonu były rany postrzałowe.

Według śledczych i ratowników kobieta straciła przytomność z powodu przedawkowania narkotyków i będąc w narkotycznym amoku, zabiła wnuczków. Kobieta została najpierw przewieziona na odtrucie do szpitala, a następnie została aresztowana. Śledztwo w sprawie ciągle trwa.
Źródło info i foto: se.pl

Porwana pracownica pomocy medycznej została zamordowana przez dżihadystów w Nigerii

Pracownica pomocy medycznej, przetrzymywana od marca w niewoli przez dżihadystów w Nigerii, została zamordowana – poinformowały w poniedziałek wieczorem nigeryjskie władze. W niedzielę informowano, że porywacze dali 24 godziny na spełnienie ich żądań, nim zabiją kobietę.

Hauwa Mohammed Liman, Alice Loksha i Saifura Hussaini Ahmed Khorsa zostały porwane przez bojowników tzw. Państwa Islamskiego w Afryce Zachodniej (ISWA) w marcu tego roku w mieście Rann. Ostatnia z wymienionych kobiet to pielęgniarka pracująca dla szpitala wpieranego przez UNICEF, która została zamordowana przez dżihadystów we wrześniu.

Władze: zrobiliśmy wszystko

Nigeryjskie ministerstwo informacji w przytaczanym przez agencję Reutera oświadczeniu poinformowało w poniedziałek o śmierci kolejnej z zakładniczek, nie precyzując której.

Niedługo później minister Lai Mohammed zamieścił jednak w mediach społecznościowych wyrazy współczucia dla rodziny Hauwa Liman zapewniając, że „rząd federalny zrobił wszystko, co w jego mocy, by ocalić jej życie”. „Będziemy kontynuować negocjacje i nadal pracować na rzecz uwolnienia niewinnych kobiet, które pozostają w niewoli u porywaczy” – zapewnił w oświadczeniu minister. We wrześniu terroryści zamieścili w internecie nagranie, na którym zapowiadali zamordowanie co najmniej jednej zakładniczki wraz z upływem 15 października terminu na spełnienie ich żądań. Nie ujawniono, jakie były to żądania. Groźba odnosiła się także do znajdującej w rękach islamskich terrorystów 15-letniej nigeryjskiej uczennicy Leah Sharibu. Dziewczynka została uprowadzona ze swojej szkoły w miejscowości Dapchi w lutym tego roku.

Dżihadystyczna rewolta

Nigeria od dziewięciu lat wstrząsana jest terrorystyczną działalnością dżihadystycznej organizacji Boko Haram, która zabiła już ponad 20 tys. osób, a setki tysięcy zmusiła do opuszczenia miejsc zamieszkania. Jak informuje Reuters ISWA w 2016 roku oddzieliła się od Boko Haram i w ostatnich miesiącach zamordowała w zamachach setki żołnierzy w północno-wschodniej Nigerii. Oba ugrupowania chcą utworzenia niezależnego państwa na ziemiach północno-wschodniej Nigerii, w którym obowiązywałoby ścisłe przestrzeganie surowego prawa islamskiego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Para z Meksyku zabiła 10 kobiet. Ciała wywozili w wózku dla dzieci

​Policja w mieście Meksyk zatrzymała parę podejrzaną o zamordowanie przynajmniej 10 kobiet. W jednym przypadku mieli także sprzedać dziecko zabitej przez siebie kobiety. Meksykańscy policjanci od pewnego czasu obserwowali dom pary. Kiedy mężczyzna i kobieta wychodzili z dziecięcym wózkiem, wtedy służby wkroczyły do akcji. W środku wózka znaleziono kawałki ludzkiego ciała. Para planowała się ich pozbyć na pobliskim polu.

Podczas przeszukania działki policja natrafiła na więcej szczątków. Niektóre były w bardzo złym stanie. Specjaliści będą teraz przeprowadzali testy, by zidentyfikować ofiary.

Policja przeszukuje tereny jeszcze dwóch innych działek. Para przyznała się bowiem do zamordowania co najmniej 10 kobiet. Okazało się także, że Meksykanie sprzedali 2-miesięczne dziecko jednej z zamordowanych kobiet innej parze, która również została zatrzymana.

Służby zaczęły obserwować parę, kiedy w okolicy ich domu zaginęły trzy kobiety w ciągu pięciu miesięcy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Lubelskie: 23-letnia Aneta P. utopiła własne dziecko w rzece. Właśnie stanęła przed sądem

Aneta P. (23 l.) z Krzesimowa (woj. lubelskie) urodziła córeczkę nocą, a potem wymknęła się z domu i wrzuciła kwilące maleństwo do rzeki. Ze ten potworny czyn grozi jej dożywocie.

Aneta P. stanęła właśnie przed obliczem sądu w Lublinie. Lekko przygaszona, trochę nieobecna, nie robiła jednak wrażenia załamanej tym, co stało się w październiku ubiegłego roku. – Przyznaje się tylko do samego faktu – oświadczyła jedynie. Sąd zdecydował o wyłączeniu jawności.

Przed aresztowaniem Aneta P. studiowała pedagogikę specjalną na lubelskim UMCS. Mieszkała z rodzicami. Od pewnego czasu spotykała się ze starszym od niej Piotrem S. (43 l.). W marcu 2017 r. wiedziała już, że jest w ciąży. Nie chciała tego dziecka, burzył jej świat. Choć przekonywała śledczych, że niczego nie planowała, to w jej komputerze pełno było śladów, świadczących o tym, że chciała pozbyć się maleństwa jeszcze podczas ciąży. Nikomu nie powiedziała o swoim stanie. – Chodziła tylko luźniej ubrana – opowiadali ludzie ze wsi.

Rodziła nocą, w domu. Po trzech godzinach na świecie pojawiła się dziewczynka. Płakała, ale cicho. Zbyt cicho, by ktoś w to usłyszał i uratował jej życie. Matka wyniosła ją owiniętą jedynie w koszulkę nad brzeg Sawki. Wrzuciła dziecko jak kamień do lodowatej wody.

Małe ciałko odnalazł na brzegu rzeki przypadkowy spacerowicz. Policjanci zaczęli szukać matki. Aneta P. sama się wydała. Rano po zatarciu śladów porodu pojechała do ginekologa. Poprosiła o pigułki antykoncepcyjne i zaświadczenie, że nie spodziewa się dziecka. – Pomawiają mnie na wsi, że jestem w ciąży. Proszę oto dowód – pokazała kwit na komisariacie w Świdniku. To wzbudziło słuszne podejrzenia policjantów.
Źródło info i foto: se.pl

Włochy: Barbara C. zabiła nożem jedną osobę, trzy raniła. Konsulat: To był atak furii

Służby konsularne czekają na szczegółowe informacje od włoskiej policji na temat zaatakowania przez Polkę kilku osób. Na razie mówią jedynie, że był to „atak furii”.

58-letnia Polka w miejscowości Canneto sull’Oglio na północy Włoch atakowała nożami przypadkowych przechodniów. Najpierw w tamtejszym muzeum zabawek ugodziła nożem kobietę. W wyniku doznanych obrażeń osoba ta zmarła. Następnie napastniczka wyszła z budynku i zaczęła atakować kolejne osoby.

Napastniczka została zatrzymana. Na razie nie są znane dokładne przyczyny ani motywy ataku. Z informacji Konsulatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Mediolanie wynika, że wszystko wyglądało na atak furii. Potwierdzają to świadkowie, którzy mówią, że kobieta „była w szale”. 
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Bomba, która zabiła w Jemenie 40 dzieci, została wyprodukowana w Stanach

Bomba użyta w ataku saudyjskiej koalicji na szkolny autobus w Jemenie została wyprodukowana w Stanach Zjednoczonych i oficjalnie sprzedana Rijadowi – podaje CNN. W ataku, do którego doszło 9 sierpnia, zginęło 51 osób, z czego 40 to dzieci. – Krzyczałem w złości, wokół mnie kobiety zaczęły upadać na ziemię – wspomina Zeid Al Homran, ojciec dwóch chłopców, którzy zginęli w ataku. – Ludzie wykrzykiwali imiona swoich dzieci. Próbowałem powiedzieć tym kobietom, że to nie może być prawda. Wtedy jakiś mężczyzna biegnąc przez tłum zaczął krzyczeć, że samolot uderzył w autobus – dodaje zrozpaczony mężczyzna. Został mu jedynie pięcioletni syn.

Zginęły dziesiątki dzieci

Bomba, która spadła tamtego dnia na szkolny autobus zabiła 51 osób, w tym 40 dzieci – poinformował w zeszłym tygodniu jemeński minister zdrowia. Jak dodał 79 osób – w tym 56 dzieci – zostało rannych. Dzieci podróżujące autokarem jechały właśnie na targ w Dahjan, w muhafazie Sada w północno-zachodnim Jemenie. Śmierć tych ludzi była wynikiem nalotu przeprowadzonego przez międzynarodową koalicję pod przywództwem Arabii Saudyjskiej. Ta poinformowała w oświadczeniu, że przeprowadziła nalot na pozycje, w których znajdowały się wyrzutnie rakiet służące do atakowania saudyjskiego miasta Jizan. Oskarżyła też Hutich wspieranych przez Iran o wykorzystywanie dzieci jako żywych tarcz.

Arabia Saudyjska odpiera zarzuty o celowe atakowanie cywili i nazywa incydent „legalną militarną operacją” i akcją odwetową na atak balistyczny przeprowadzony przez Hutich dzień wcześniej. – Zobaczyłem, jak bomba uderza w autobus – relacjonuje jeden ze świadków. – Rozerwała go wśród sklepów i rozrzuciła ciała na drugą stronę budynków. Ciała były wszędzie – wspomina. Jak pisze CNN, część zwłok była tak zmasakrowana, że ich identyfikacja okazała się niemożliwa. Wokół leżały fragmenty szkolnych książek, szczątki autobusu i nadpalone plecaki.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Szczegóły zbabójstwa 28-latki w Łaniętach. Motywem zazdrość o księdza

Na początku sierpnia w budynku parafialnym w Łaniętach Anna W. zaatakowała 28-latkę i jej siostrzeńca. Kobieta w wyniku napaści zmarła. Miejscowi twierdzą, że motywem zbrodni mogła była zazdrość o księdza.

3 sierpnia w Łaniętach 38-letnia Anna W. uzbrojona w nóż, wiatrówkę i miotacz gazowy włamała się do mieszkania parafialnego, w którym przebywała 28-letnia Karolina i jej 12-letni siostrzeniec. Najpierw nożem raniła chłopca w ucho, ten zdołał uciec, później zaatakowała 28-letnią kobietę. 28-latce udało się wydostać na zewnątrz, wtedy z kościoła wybiegł jeden z mieszkańców i obezwładnił Annę W.
Zabójstwo w Łaniętach. Motywem zazdrość o księdza

Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, w programie „Uwaga!” opisywał szczegóły zbrodni. – Kobietą kierowały bardzo silne emocje. Działała w szale. Świadczy o tym przede wszystkim ilość i lokalizacja obrażeń na ciele 28-letniej kobiety. Podczas sekcji stwierdzono zarówno rany szyi, okolicy głowy, jak i pleców. Wszystko wskazuje na to, że 28-latka była przypadkową ofiarą zbrodni. Faktycznym celem była matka 12-letniego chłopca – opowiadał Kopania. 28-letnia Karolina miała aż 10 ran: szyi, głowy, pleców. Zmarła z powodu wykrwawienia.

Napastniczka, Anna W., zajmowała się dekorowaniem kościoła w Łaniętach, w pobliskiej miejscowości strzelce prowadziła kwiaciarnię. Celem kobiety miała być nie Karolina, a jej starsza siostra Iwona, która od pewnego czasu mieszkała na terenie parafii i sprzątała kościół. Według mieszkańców W. była zakochana w księdzu i gdy ten zrezygnował z jej usług, zaczęła się mścić. Mieszkańcy są zgodni co do motywów zbrodni.

Chyba się zakochała. Powiedziała: „Ksiądz będzie mój”. Przywoziła mu torty. Walczyła o księdza. Była zazdrosna, że Iwonka mieszka na parafii – mówią reporterowi „Uwagi!”.

Anna W. nie przyznaje się do winy. Podczas przesłuchania stwierdziła, że nie pamięta zdarzenia. Za zabójstwo grozi jej dożywocie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

18-letnia Aleksandra G. z Suwałk usłyszała już zarzut dzieciobójstwa

Od początku nie chciała tego dziecka. Kiedy w końcu w męczarniach urodziła synka, zawinęła go w ręcznik i ukryła pod wanną w łazience. Aleksandra G. (18 l.) z Suwałk usłyszała już zarzut dzieciobójstwa. Prokuratura wyjaśnia okoliczności tej tragedii. Ola w Suwałkach mieszkała od kilku lat. Przyjechała tu z malutkiej wioski, aby się uczyć. Jak wyjaśniała w prokuraturze, dziecka ani nie planowała, ani nie chciała. Ale też nie miała zamiaru go zabijać. Chciała urodzić i zostawić w oknie życia. Nie wiadomo dlaczego tego nie zrobiła. Ciążę ukrywała przed rodziną, żeby nikt się o niej nie dowiedział.

Już od początku lipca nie czuła ruchów dziecka. Nie wiedziała, kiedy ma być poród, bo nie chodziła do ginekologa. Kiedy zaczął się poród, spanikowała. Poszła do malutkiej łazienki i tam urodziła. Z jej zeznań wynika, że chłopczyk nie płakał, ani nie oddychał. Zawinęła go w ręcznik i wepchnęła do małego schowka pod wanną. Później położyła się do łóżka.

Dziewczyna nie czuła się zbyt dobrze. Kiedy w kilkanaście godzin po porodzie spotkała się z mamą, dostała gwałtownego krwotoku. Ale nadal nie przyznawała się do niczego. Matka wezwała pogotowie. W szpitalu lekarze szybko zorientowali się, że dziewczyna niedawno rodziła. Ale Ola zaprzeczała. Dopiero przyparta do muru, wyznała, że urodziła chłopca i gdzie znajduje się jego ciało. Nadal nie wyjawiła, kto jest jego ojcem i czy wiedział o ciąży i dziecku.

Wobec Aleksandry G. zastosowano policyjny dozór, ma też zakaz opuszczania kraju. Za kilka tygodni będą znane szczegółowe wyniki sekcji zwłok dziecka chłopca i będzie wiadomo, czy chłopczyk rzeczywiście urodził się martwy i czy jego matka mówi prawdę.
Źródło info i foto: Fakt.pl