Zatrzymano trzecią osobę w związku z zamachem w Nicei

Francuska policja zatrzymała kolejną, trzecią już osobę podejrzaną o kontakt z terrorystą z Nicei. Zatrzymany to 33-latek. „Staramy się ustalić jego rolę w tej sprawie” – poinformowało źródło w wymiarze sprawiedliwości. Mężczyzna został zatrzymany w piątek. Przedstawiciel francuskiego wymiaru sprawiedliwości poinformował w sobotę rano, że w piątek aresztowano trzecią osobę w związku z czwartkowym zamachem w bazylice Notre Dame w Nicei, na południu Francji, w którym zginęły trzy osoby.

Policja podała wkrótce potem, że do trzeciego zatrzymania doszło zaraz po aresztowaniu drugiego podejrzanego, który miał kontakt z zamachowcem przed atakiem. Trzeci zatrzymany to 33-letni mężczyzna. „Staramy się ustalić jego rolę w tej sprawie” – poinformowało źródło w wymiarze sprawiedliwości.

35-latek w areszcie

35-latek, który miał kontakt z 21-letnim Tunezyjczykiem, sprawcą zabójstwa trzech osób, został przesłuchany i umieszczony w piątek w areszcie – podały źródła sądowe, potwierdzając informacje radia France Info. Mężczyzna jest podejrzany o to, że dzień przed atakiem w bazylice Notre Dame w Nicei miał kontakt ze sprawcą zabójstw, podobnie jak aresztowany wcześniej 47-letni mężczyzna. Wiadomo, że zabójca przez 15 dni, gdy mieszkał u krewnego w Palermo – według cytowanych przez media źródeł we włoskim wywiadzie – nie miał żadnych kontaktów ze środowiskami radykałów i nie wyrażał ekstremistycznych poglądów czy też zamiaru dopuszczenia się zamachu.

Zabójca, 21-letni Tunezyjczyk Brahim Aoussaoui wraz z grupą imigrantów zszedł 20 września z łodzi na Lampedusie i trafił do ośrodka pobytu w Bari w Apulii. 25 października przedostał się nielegalnie do Francji. Cztery dni później zaatakował ludzi nożem w bazylice Notre Dame w Nicei, zabijając dwie kobiety i kościelnego.

Dzień po ataku dzięki współpracy wywiadowczej ustalono, że w momencie przybycia do Włoch Tunezyjczyk nie był terrorystą należącym do jakiejś komórki ani tzw. samotnym wilkiem, zradykalizowanym w internecie. Nadal nie jest jasne, co popchnęło go do ataku w bazylice i obcięcia głowy jednej z trzech ofiar.

Media cytują opinię, że wpływ mógł mieć klimat napięć, jaki odczuł we Francji na tle otwartego konfliktu między prezydentem Emmanuelem Macronem i przywódcą Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Francja: Zabójca nauczyciela zapłacił uczniom ok. 350 euro za wskazanie ofiary

Zabójca nauczyciela historii Samuela Paty’ego zidentyfikował go tylko dzięki pomocy dwóch licealistów, w wieku 14 i 15 lat, którzy wskazali mu ofiarę w zamian za 300-350 euro – potwierdził w środę francuski prokurator ds. terroryzmu Jean-Francois Ricard.

Ricard, który przejął dochodzenie w sprawie tego zamachu, powiedział też podczas konferencji prasowej, że 18-letni zabójca Abdullah Anzorow „pojawił się w okolicach liceum około godz. 14” i usiłował zidentyfikować Paty’ego. Zaoferował w tym celu „pewnemu uczniowi sumę od 300 do 350 euro” i dwóch licealistów opisało Anzorowowi nauczyciela, a tuż przed godz. 17 „grupa nastolatków powiązanych z tymi pierwszymi (uczniami) wskazała napastnikowi Samuela Paty’ego, gdy wychodził z liceum” – powiedział prokurator.

Zamachowiec wypłacił następnie sumę obiecaną licealiście i ruszył za nauczycielem. Według Ricarda powiedział wcześniej uczniom, że zamierza „upokorzyć i pobić” Paty’ego, aby zmusić go do przeproszenia za pokazanie uczniom karykatur Mahometa.

Ricard oznajmił, że postępowanie w tej sprawie obejmie obu nastolatków, którzy wskazali ofiarę, i przypomniał, że oskarżenia „w sprawach dotyczących terroryzmu obejmujące nieletnich nie są rzeczą nową”.

Ricard podkreślił również, że istnieje „bezpośredni związek przyczynowy” między kampanią wymierzoną w Paty’ego w mediach społecznościowych a zamachem.

Prokurator ocenił, że zamordowanie nauczyciela wpisuje się w serię ataków będących odpowiedzią na „wezwania do zabójstw”, które ogłosiła między innymi Al-Kaida i powiązane z nią organizacje po opublikowaniu przez francuski magazyn satyryczny „Charlie Hebdo” karykatur proroka na początku września.

Ricard przypomniał, że 25 września w pobliżu dawnej siedziby redakcji „Charlie Hebdo” doszło do kolejnego zamachu, w którym nożownik ranił dwie osoby.

W sumie siedem osób, w tym licealiści, stanie przed sądem w związku z zabójstwem nauczyciela. Dziewięć osób zostało wypuszczonych z aresztu bez postawienia im zarzutów.

Wśród osób, które prawdopodobnie zostaną postawione w stan oskarżenia, jest Brahim C., ojciec jednej z uczennic; śledczy oceniają, że to on prawdopodobnie wydał na nauczyciela „fatwę”, edykt religijny obowiązujący muzułmanów, co mogło skłonić Azanowa do zabójstwa.

Śledczy bardzo wnikliwie badają wiadomości wymieniane przed morderstwem za pomocą aplikacji WhatsApp między rodzicem a zabójcą – podała wcześniej agencja AFP.

Przed sądem staną także działacz islamistyczny Abdelhakim Sefrioui, bliski znajomy Brahima C. oraz trzech znajomych 18-letniego Czeczena urodzonego w Moskwie, który dopuścił się tego brutalnego mordu. Jeden z nich jest podejrzany o przywiezienie zabójcy na miejsce zbrodni, drugi jest podejrzewany o towarzyszenie mu przy zakupie broni.

Anzorow zamordował Paty’ego w biały dzień, przed jego szkołą w Conflans-Sainte-Honorine. Ofiarę z obciętą głową znaleziono około 200 metrów od szkolnego budynku. W trakcie policyjnej akcji sprawca morderstwa został zastrzelony, a prokuratura wszczęła dochodzenie w sprawie „zabójstwa w związku z działalnością terrorystyczną”.

W październiku Paty pokazywał uczniom karykatury proroka Mahometa na zajęciach poświęconych wolności słowa, co rozgniewało wielu muzułmańskich rodziców. Muzułmanie uważają, że jakiekolwiek przedstawienie Mahometa jest bluźnierstwem.

„Około 15 śledztw” w sprawach „apologii terroryzmu i gróźb śmierci lub prowokacji” do zbrodni zostało wszczętych przez prokuraturę do spraw terroryzmu po zamordowaniu Paty’ego – poinformowała paryska prokuratura.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sprawa zabójcy Pawła Adamowicza. Jest decyzja ws. strażników i policjantów

Toruńska prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie możliwego niedopełnienia obowiązków przez strażników więziennych i funkcjonariuszy policji. Chodzi o ich działania wobec Stefana W. – zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, po otrzymaniu informacji, że może być on niebezpieczny. Śledztwo dotyczyło m.in. działań funkcjonariuszy służby więziennej i policji po przekazaniu przez matkę Stefana W. informacji o tym, że może być on niebezpieczny po wyjściu na wolność z więzienia bądź planować coś złego.

„Postępowanie w tej sprawie zostało umorzone. W opinii prokuratury nie doszło do wyczerpania znamion przestępstwa z artykułu 231. Kodeksu Karnego” – przekazał prokurator Jarosław Kilkowski z Prokuratury Okręgowej w Toruniu.

Decyzja o umorzeniu postępowania nie jest prawomocna. Pokrzywdzonym przysługuje w terminie 7 dni od doręczenia postanowienia w tej sprawie możliwość wniesienia zażalenia. Taką możliwość ma składający zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa brat zabitego prezydenta Gdańska Piotr Adamowicz.

„Poinformowali o swoich zastrzeżeniach”

– Funkcjonariusze policji, którzy uzyskali informacje od matki Stefana W., poinformowali o swoich zastrzeżeniach Służbę Więzienną. Ta również podjęła wszystkie niezbędne czynności w tej sprawie i o swoich działaniach oraz ustaleniach poinformowała policję. Służby działały w tej sprawie w sposób skoordynowany i prokuratura nie dopatruje się w podjętych przez nie krokach znamion niedopełnienia obowiązków. Funkcjonariusze policji i służby więziennej w naszej ocenie zadziałali prawidłowo – poinformował prokurator Kilkowski. Przyznał, że m.in. w więzieniu przeprowadzono ze Stefanem W. rozmowę.

13 stycznia 2019 r., w czasie gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, ówczesny prezydent Gdańska został zaatakowany nożem. Zmarł dzień później w szpitalu. Napastnik 27-letni Stefan W. został zatrzymany tuż po ataku na samorządowca.
Źródło info i foto: wp.pl

Wielka Byrtania: Kobieta musi oddać 40 tys. funtów zabójcy swojej córki

77-letnia Brytyjka została wezwana do przekazania 40 tys. funtów, co ma stanowić zwrot kosztów prawnych poniesionych przez zabójcę jej córki. To wynik przegranego przez nią procesu, w którym wnioskowała o uchylenie wobec mężczyzny zwolnienia warunkowego. W 1988 r. 64-letni dziś Ian Simms udusił 22-letnią wówczas Helen McCourt, gdy ta wracała z pracy do domu. Mężczyzna został skazany rok później.

Simms odmówił natomiast ujawnienia miejsca ukrycia zwłok. Pomimo zakrojonych na szeroką skale poszukiwań, ciała Helen nigdy nie udało się odnaleźć.

Zgodnie z prawem uchwalonym w marcu ubiegłego roku, zabójca, który odmawia wskazania miejsca ukrycia ciała ofiary nie może wnioskować o zwolnienie warunkowe. Rzecz w tym, że Simms opuścił więzienie tuż przed wprowadzeniem tego prawa.

Matka zamordowanej, Marie McCourt wytoczyła proces, domagając się ponownego umieszczenia Simmsa w więzieniu. Sąd Najwyższy orzekł jednak na korzyść Komisji ds. Zwolnień Warunkowych i nakazał kobiecie pokrycie kosztów prawnych poniesionych przez zabójcę jej córki.

W listopadzie ub.r. Marie McCourt uruchomiła zbiórkę na platformie Go Found Me informując, że prawnicy Simmsa będą domagać się od niej dużej sumy pieniędzy. Decyzją sądu musi teraz zwrócić równowartość wpłaconych darowizn, czyli ok. 40 tys. funtów.

Marie zadeklarowała, że nadal będzie kontynuować poszukiwania ciała swojej córki. Przyznała też, że jest rozczarowana decyzją sądu. – Simms odebrał życie mojej córce i odebrał jej prawo do chrześcijańskiego pochówku – powiedziała.
Źródło info i foto: TVP.info

Biegli psychiatrzy wydali opinię dotyczącą Stefana W. Mężczyzna zabił prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku otrzymała opinię biegłych psychiatrów dotyczącą Stefana W. podejrzanego o zabójstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Obszerna dokumentacja zostanie poddana analizie. O tym, że opinia dotarła do prokuratury, poinformowała we wtorek PAP rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

„Opinia biegłych psychiatrów wpłynęła do prokuratury i obecnie będzie poddawana analizie. Nie ujawniamy jej treści” – powiedziała PAP Wawryniuk.

Sporządzona przez biegłych psychiatrów opinia zawiera ocenę stanu zdrowia psychicznego Stefana W., a także jego poczytalności w momencie popełnienia zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. W październiku ub.r. prokuratura otrzymała już jedną opinię dotyczącą stanu zdrowia psychicznego Stefana W. Sporządzono ją po kilkutygodniowej obserwacji mężczyzny.

Po zapoznaniu się z analizą prokuratorzy uznali jednak, że jest ona niekompletna i niejasna. Wątpliwości nie rozwiały dodatkowe wyjaśnienia udzielone ustnie przez biegłych. W grudniu ub.r. prokuratura powołała więc drugi zespół biegłych, który przeprowadził kolejną kilkutygodniową obserwację Stefana W. W skład zespołu wchodził m.in. psycholog śledczy, którego zadaniem było zbadanie motywów, jakimi kierował się Stefan W.

Ten ekspert sporządził swoją opinię, a prokuratura dostarczyła ją psychiatrom przygotowującym analizę stanu zdrowia psychicznego Stefana W. i jego poczytalności. To właśnie ta opinia psychiatryczna dotarła do gdańskiej prokuratury.

13 stycznia ub.r. wieczorem 27-letni Stefan W. podczas gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wtargnął na scenę i zaatakował nożem prezydenta Adamowicza. Na nagraniach pokazujących zdarzenie widać jak napastnik przebiega przez scenę, podbiega do prezydenta Gdańska i uderza go nożem. Później, chodząc po scenie, podnosi w górę ręce w geście zwycięstwa. „Halo, halo. Nazywam się Stefan W., siedziałem niewinnie w więzieniu, Platforma Obywatelska mnie torturowała, dlatego właśnie zginął Adamowicz” – krzyczał ze sceny, zanim został obezwładniony – wynika z filmów, na których zarejestrowano zdarzenie.

Jeszcze w nocy ugodzony kilkukrotnie nożem Adamowicz przeszedł w szpitalu pięciogodzinną operację. Następnego dnia zmarł. Sekcja zwłok wykazała na jego ciele m.in. trzy głębokie rany – jedną zadaną w okolicy serca i dwie w brzuch.

Stefan W. został zatrzymany tuż po ataku na samorządowca. Postawiono mu zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Czyn ten jest zagrożony karą co najmniej 12 lat więzienia, 25 lat pozbawienia wolności, a nawet dożywocia. Stefan W. nie przyznał się do jego popełnienia. W chwili zdarzenia był trzeźwy, nie był także pod wpływem środków odurzających ani leków.

Wcześniej Stefan W. był karany za napady z bronią w ręku na placówki bankowe. W tej sprawie zatrzymano go w czerwcu 2013 r., a rok później sąd skazał go na 5,5 roku więzienia. Odbywanie kary skazany skończył 8 grudnia 2018 r.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabójca goryla Rafikiego skazany na 11 lat więzienia w Ugandzie

Zabójca jednego z najbardziej znanych goryli górskich w Ugandzie, Rafikiego, został skazany na 11 lat więzienia. Felix Byamukama przyznał się do nielegalnego wkroczenia na teren chroniony i zabicia goryla – poinformował w czwartek (30 lipca) serwis internetowy BBC News. Byamukama twierdził, że Rafikiego zabił w samoobronie, kiedy został przez niego zaatakowany. Przyznał się również do zabicia dujkera i dzikana, a także do posiadania mięsa tych zwierząt.

Wcześniej powiedział Uganda Wildlife Authority (UWA), agencji rządowej, która zajmuje się m.in. ochroną dzikiej przyrody, że razem z trzema innymi osobami wszedł na teren Nieprzeniknionego Lasu Bwindi z zamiarem polowania na mniejsze zwierzęta. Trzej pozostali aresztowani nie przyznali się do winy. Czekają na proces.

Ważny osobnik w stadzie i kraju

Rafiki zaginął 1 czerwca, a jego ciało znaleziono następnego dnia. Śledztwo wykazało, że został zabity ostrym przedmiotem, który uszkodził jego narządy wewnętrzne. Wiek goryla szacowano na 25 lat. Rafiki był przywódcą stada składającego się z 17 osobników, żyjącego w Parku Narodowym Bwindi. Członkowie stada byli przyzwyczajeni do kontaktu z ludźmi.

Ekolodzy obawiali się, że przywództwo w stadzie przejmie dziki samiec, przez co grupa nie będzie chciała mieć kontaktu z ludźmi, a to z kolei wpłynie na turystykę. UWA poinformowała jednak, że stado jest obecnie kierowane przez młodszego samca z tej samej rodziny.

Jak podał BBC News, goryle górskie przyciągają turystów do Ugandy, a Rafiki był bardzo popularny wśród odwiedzających park. Na świecie żyje nieco ponad tysiąc goryli górskich. Zamieszkują one Nieprzenikniony Las Bwindi w Ugandzie oraz obszar na styku granic trzech krajów: Demokratycznej Republiki Konga, Rwandy i Ugandy.
Źródło info i foto: interia.pl

Karol F. skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo 15-latka

Zabójca przepraszał i zarzekał się, że szczerze żałuje. Sądu jednak nie wzruszył. Za odebranie życia Kubie (†15 l.) sędzia skazał Karola F. (20 l.) na 25 lat więzienia. Nie pomogły mu ostatnie słowa biegłych, którzy przypomnieli, że morderca wychował się w patologicznej rodzinie, a w dzień zabójstwa wypił pół litra wódki i 8 piw. Ojciec Kuby przyjął wyrok ze łzami w oczach.

To miał być idealny wieczór spędzony w gronie przyjaciół. 10 maja ubiegłego roku Kuba wraz z koleżankami wybrał się na maraton filmowy do kina w Lubinie (Dolny Śląsk). W oczekiwaniu na drugi seans poszli na spacer i wtedy natknęli się na Karola F. (20 l.), Sebastiana H. (21 l.) i Dawida M. (23 l.), którzy wyraźnie szukali zaczepki. Zaczęło się od uszczypliwych komentarzy w kierunku koleżanek Kuby. Nagle Karol złapał okulary jednej z nich i wyrzucił w krzaki.

Gdy Kuba poszedł szukać okularów, o wiele większy od 15-latka oprawca poszedł za nim z nożem i zadał śmiertelny cios nożem w okolice serca. Potem uciekł do znajomych. Wszyscy trzej odeszli w stronę pobliskiej galerii. 20-latek nie omieszkał pochwalić się kolegom, co zrobił. Ci jednak nie zrobili nic. Gdy wykrwawiającego się nastolatka znalazły koleżanki, na ratunek było już za późno.

W środę, zanim przed Sądem Okręgowym w Legnicy zapadł wyrok w tej bulwersującej sprawie, sędzia wysłuchał jeszcze dwóch biegłych. Psycholog i psychiatra wydali opinię przemawiającą częściowo na korzyść Karola F. – Oskarżony ma jeszcze nieukształtowaną osobowość, w rodzinie nikt się nim nie interesował – mówili przed wyrokiem. Podkreślali też, że osobowość oskarżonego wciąż się kształtuje, a osadzenie na długi czas w zakładzie karnym może wpłynąć negatywnie na ten proces. W swojej opinii zaznaczyli też wpływ, jaki wypity alkohol miał na ograniczoną kontrolę nad emocjami. – Nie zmienia to faktu, że Karol F. był poczytalny i świadomy konsekwencji swoich czynów – dodali biegli.

Mimo to sędzia skazał mordercę na 25 lat. Karol F. wysłuchał wyroku z opuszczoną głową. Nie patrzył już w pełne łez oczy ojca Kuby, którego jeszcze tego samego dnia przepraszał, mówiąc, że „to nie powinno się wydarzyć”. Na skruchę było jednak zdecydowanie za późno. – Naprawdę są sprawy, które, nawet jak się sądzi trochę lat, ciężko objąć rozumem. Że z tak błahych powodów dochodzi do tak tragicznych konsekwencji. Tego pewnie nigdy do końca nie zrozumiemy – mówił w ustnym uzasadnieniu sędzia Witold Wojtyło. – Sytuacja jest całkowicie niewytłumaczalna z ludzkiego punktu widzenia – podkreślał.

Sędzia zauważył, że zachowanie Jakuba Z. przyczyniło się do tego, że dziś nie żyje, „choć będąc najmłodszym, jako jedyny zachował się jak dojrzały człowiek, jak mężczyzna”. Nie dopatrzył się natomiast działania z zamiarem bezpośrednim, ponieważ nic nie wskazuje na to, że F. chciał zabić. Działał jednak z pewnością z zamiarem ewentualnym, czyli zadając cios w okolice serca brał pod uwagę, że zabije. – Zdaniem sądu przy takich okolicznościach sprawy i przy takiej osobowości sprawcy, nie było podstaw do orzekania kary dożywocia – podkreślił sędzia dodając, że za okoliczność łagodzącą nie można uznać trudnego dzieciństwa oskarżonego. – Pan F. jest kowalem własnego losu – zaznaczył.

Do więzienia trafią też koledzy oprawcy, którzy nie zawiadomili służb o przestępstwie. Zarzut nieudzielenia pomocy umierającemu chłopcu upadł, ponieważ z ustaleń biegłych wynika, że nie żył on w momencie, gdy Dawid i Sebastian dowiedzieli się o zdarzeniu. – Oczywiście, jest to moralnie naganne i zasługuje na całkowite potępienie. Powinni wrócić i sprawdzić czy człowiek żyje, czy nie żyje. Ale to ustawodawca określa zakres przepisu o nieudzieleniu pomocy. Jeśli osoba zmarła, nie można jej już udzielić – wyjaśniał sędzia. Sebastian H. został skazany na pół roku więzienia, a Dawid M. na 1,5 roku, ponieważ na jego telefonie znaleziono dziecięcą pornografię.

Wyrok nie jest prawomocny. Wniosek apelacyjny zapowiedziała już obrona głównego oskarżonego, Karola F. Tata zamordowanego Kuby na razie nie komentuje sprawy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Szczytno: Pirat zabójca trafił do aresztu

Rozpędzonym fordem mustangiem wjechał w wózek z 1,5-rocznymi bliźniakami i ich babcię. Maluchy – Kubuś i Bartek – w ciężkim stanie trafiły do szpitala. Kubusia nie udało się uratować. Bartek wciąż walczy o życie. Sprawca tego potwornego wypadku, Adam D. (29 l.) ze Szczytna (woj. warmińsko-mazurskie), nareszcie żegna się z wolnością. Sąd aresztował go na 3 miesiące.

– Miał ciężką nogę i rajcowała go szybka jazda. Jak przycisnął gaz, słychać go było w całym mieście – mówi jeden z mieszkańców Szczytna.

Po wypadku prokuratura wnioskowała o areszt dla Adama D., ale sąd odmówił. Uzasadnił to tym, że sprawca złożył wyjaśnienia i wyraził skruchę. Pirat drogowy stracił paszport i prawo jazdy, dostał też dozór policyjny, ale wrócił do domu. Dopiero po zażaleniu prokuratury sąd zmienił decyzję i nakazał aresztowanie Adama D.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że istnieje nagranie z monitoringu, na którym widać, jak ford mustang z dużą prędkością przejeżdża przez tory kolejowe, a później próbuje ominąć samochód osobowy, który wyjeżdża z bocznej uliczki. Żeby uniknąć zderzenia, kierowca mustanga odbija w lewo, traci panowanie nad autem i taranuje wózek z bliźniakami.

Obrońca Adama D. nie zgadza się z decyzją sądu. – Będziemy składać zażalenie. Mój klient przyznał się do winy. Przedstawimy też nowe wnioski dowodowe – zapowiada adwokat Andrzej Jemielita. Adamowi D. grozi do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zabójstwo 16-letniej Kornelii K. Jej przyjaciółka była mózgiem zbrodniczego planu?

Zabójstwo miało pozostać mroczną tajemnicą pary. Wszystko wskazuje na to, że mózgiem zbrodniczego planu była właśnie Martyna. Przez znajomych była określana jako „dziewczyna z jajami”. Pewna siebie i perfidna. Czuła się bezkarna i lepsza od innych. Chwaliła się, że jej ojciec jest ważnym policjantem. Jednak – jak mówią znajomi – jest zwykłym „klawiszem”, czyli więziennym strażnikiem.

Martyna była dumna, że spotyka się z dorosłym mężczyzną. Rodziców Kornelii, którzy szukali zaginionej córki, okłamywała w żywe oczy. Udawała, że bardzo martwi się o przyjaciółkę.

Szatański plan zbrodni

Zabójstwo przyjaciółki Martyna zaplanowała bardzo szczegółowo. 11 lutego, w dniu swoich urodzin, spotkała się z Kornelią i zaprowadziła niewinną dziewczynę na spotkanie z mordercą.

Z zimną krwią przyglądała się, jak Patryk strzela do jej przyjaciółki i dusił ją. Potem pomogła w ukryciu ciała w płytkim grobie i przysypała je liśćmi. Podczas wizji lokalnej przeprowadzonej po odkryciu zwłok bez cienia emocji pokazywała śledczym, jak mordowali Kornelię.

Jak opowiadają znajomi, 25-latek to osiedlowy chuligan i drobny diler narkotykowy. Bywał agresywny, zwłaszcza po pijanemu. Na swoim profilu w internecie chwali się wynikiem ankiety, że jest psychopatą. Mimo to znajomi nie wierzą, że to w jego głowie zrodził się plan morderstwa.

– To tępak – mówią o nim.

Tak kręcił zabójca

Patryk B. do końca mataczył i rzucał podejrzenia na innych. Wybielał też swoją wspólniczkę i dziewczynę Martynę, mówiąc, że jest bardzo zestresowana i przejęta zniknięciem Kornelii.

Przez dwa miesiące, do czasu przypadkowego znalezienia zwłok Korneli, jej zabójca okłamywał wszystkich. W rozmowach z przyjaciółką mamy Kornelii, która wspomagała ją w poszukiwaniach, wskazywał na kolegę Kornelii z dawnych lat. Insynuował, że dziewczyna jest z nim i że on na pewno sprowadzi ją na złą drogę.

Oferował nawet pomoc w odszukaniu chłopaka. „Ja go jakoś znajdę, nienawidzę chłopaków, którzy się znęcają nad dziewczynami” – napisał.

Chronił też swoją dziewczynę, zapewniając, że jest niewinna. W perfidny i bezczelny sposób pisał, że martwi się o Kornelię i jest bardzo zaangażowany w jej odnalezienie. „Postaram się pomuc (pisownia oryginalna) jak mogę. To najważniejsze, żeby wróciła teraz cała i zdrowa” – napisał obłudnie w jednym z SMS-ów morderca dziewczyny.

Jak doszło do zbrodni?

Jak ustalili śledczy, 11 lutego Kornelia razem z Martyną S. zjawiła się na parkingu pod Konstancinem. Tam czekał już na nich Patryk B. W pewnym momencie wyjął zza paska wiatrówkę i strzelił Kornelii prosto w głowę. Kiedy ogłuszona dziewczyna bezwładnie osunęła się na ziemię, Patryk B. udusił Kornelię na oczach swojej dziewczyny.

Nikt tego nie usłyszał. Morderca przeniósł ciało nastolatki na pobliską łąkę i ukrył w płytkim dole, który przysypał liśćmi. Po zniknięciu Kornelii zabójcza para była nawet przesłuchiwana przez policję. Żadne z nich nie puściło pary z ust. Sprawa ruszyła dopiero 26 kwietnia po odnalezieniu zwłok.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Słowacja: Sąd skazał zabójcę Jana Kuciaka

Sąd w Pezinoku koło Bratysławy w poniedziałek skazał na 23 lata pozbawienia wolności Miroslava Marczeka, który przyznał się do zastrzelenia w lutym 2018 roku słowackiego dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kusznirovej. Marczek przyznał się też do zabicia w grudniu 2016 r. przedsiębiorcy Petra Molnara.

Prokuratur Ladislav Novocky i oskarżyciel posiłkowy Daniel Lipszyc wnioskowali o karę 25 lat więzienia. Zwracali uwagę na fakt, że zabójstwa dziennikarza i jego narzeczonej dokonano z zimną krwią, zbrodnia została zaplanowana, a sprawca nie rokuje szans na resocjalizację. Kary dożywocia domagał się przedstawiciel prawny Zlaticy Kusznirovej, matki zamordowanej kobiety.

Marczek na własną prośbę nie uczestniczył w poniedziałkowej rozprawie. Wyrok nie jest prawomocny. Prokurator powiedział dziennikarzom, że odwoła się do Sądu Najwyższego. Przewodnicząca składu sędziowskiego Rużena Sabova uznała, że oskarżony miał znaczny udział w wyjaśnieniu zbrodni, ale dokonał zabójstw z zimną krwią. Zwróciła uwagę, że chociaż skazany współpracował z wymiarem sprawiedliwości, to na współpracę zdecydował się dopiero wtedy, gdy ujawniane przed sądem fakty zaczęły świadczyć na jego niekorzyść.

Sabova szczególną uwagę zwróciła na zamordowanie narzeczonej Kuciaka, której nie obejmowało zlecenie zabójstwa. Podkreśliła, że morderca chciał pozbyć się świadka. Sędzia podkreśliła, że ofiary zabójstwa łączyły z ich rodzinami bardzo bliskie stosunki, i w związku z tym wymierzyła dodatkową karę finansowego odszkodowania.

Marczek, 37-letni były żołnierz, przyznał się do zabójstwa Kuciaka i jego narzeczonej w styczniu br. Jego relacji o tym, jak strzelał do dziennikarza i Kusznirovej wysłuchali obecni na sali sądowej rodzice Kuciaka i matka zamordowanej. Wyraził skruchę z powodu dokonanych zbrodni, co zaznaczali w poniedziałek jego obrońcy.

Marczek jest drugą osobą skazaną w sprawie o zamordowanie Kuciaka i jego narzeczonej, w grudniu 2019 r. karę 15 lat więzienia wymierzono Zoltanowi Andrusce, który przyznał się do udziału w przekazaniu zlecenia zabójstwa bezpośredniemu wykonawcy.

Po przyznaniu się Marczeka do winy postępowanie w jego sprawie wyłączono z głównego procesu, w którym oskarżonym o zlecenie zabójstwa Kuciaka pozostaje przedsiębiorca Marian Koczner, opisywany przez Kuciaka w jego artykułach.

Na ławie oskarżonych zasiadają także współpracownica Kocznera Alena Zsuzsova, która miała przekazać zlecenie morderstwa, oraz kuzyn Marczeka, Tomasz Szabo, również oskarżony o zabójstwo Kuciaka i jego narzeczonej. Najbliższa rozprawa zaplanowana jest na przyszły tydzień.
Źródło info i foto: Dziennik.pl