Zabójstwo nauczyciela we Francji. Zatrzymano 4 osoby

Cztery osoby, w tym osobę nieletnią, zatrzymano w nocy z piątku na sobotę w związku z brutalnym zabójstwem nauczyciela historii w Conflans-Sainte-Honorine, na zachodnich przedmieściach Paryża – poinformowało źródło policyjne. Według tego źródła osoby te pochodzą z kręgu rodzinnego domniemanego zabójcy, który został zastrzelony przez policję.

Policja nie ujawniła żadnych bliższych danych o zabójcy, który obciął nauczycielowi głowę. W mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się informacje, według których był to 18-letni cudzoziemiec pochodzenia czeczeńskiego. Ofiarę z obciętą głową znaleziono w piątek późnym popołudniem około 200 metrów od liceum, w którym pracował w podparyskim Conflans Saint-Honorine, w departamencie Yvelines.

Prokuratura wszczęła dochodzenie w sprawie „zabójstwa w związku z przedsięwzięciem terrorystycznym”. Nauczyciel prowadził zajęcia na temat wolności słowa i pokazywał podczas nich karykatury Mahometa. 

Zabójstwo zaszokowało całą Francję

Francuscy politycy, nauczyciele i media są wstrząśnięci bestialskim zabójstwem nauczyciela, któremu sprawca obciął w piątek głowę z powodu nauczania o wolności wypowiedzi i pokazywania karykatur Mahometa. W atmosferze pełnej emocji deputowani Zgromadzenia Narodowego, niższej izby francuskiego parlamentu, oddali w piątek wieczorem cześć pamięci zamordowanego nauczyciela i potępili „ohydny atak”.

Deputowany Hugues Renson (Republiko Naprzód ! – LREM) oświadczył: „Z przerażeniem dowiedzieliśmy się o ohydnym ataku, który miał miejsce w piątek. W imieniu reprezentacji narodowej, w imieniu nas wszystkich, chciałbym oddać hołd pamięci ofiary”.

Prezydent Emmanuel Macron, który przybył na miejsce zbrodni nazwał atak na nauczyciela „islamistycznym atakiem terrorystycznym” na człowieka, który nauczał o wolności wypowiedzi. Nauczyciele i związki zawodowe w reakcji na śmierć kolegi proszą o uczczenie śmierci nauczyciela minutą ciszy w sobotę o godz. 11 w otwartych z tej okazji placówkach edukacyjnych.

W sieciach społecznościowych wielu internautów okazuje wsparcie dla rodziny i bliskich ofiary, a także dla całego zawodu dotkniętego tragedią. Pedagodzy i osoby chcące wyrazić swój sprzeciw wobec przemocy stworzyli w mediach społecznościowych hashtag #JeSuisProf (Jestem nauczycielem).

Reakcja „Charlie Hebdo” 

Redakcja tygodnika satyrycznego „Charlie Hebdo” również zareagowała na piątkowy atak. „»Charlie Hebdo« wyraża swoje przerażenie i bunt po tym, jak nauczyciel wykonujący swój zawód został zamordowany przez religijnego fanatyka” – napisała redakcja gazety.

„Wyrażamy nasze najgłębsze wsparcie dla jego rodziny, bliskich i wszystkich nauczycieli” – dodano. „Nietolerancja właśnie przekroczyła nowy próg i nie wydaje się powstrzymywać przed niczym aby narzucić terror naszemu krajowi. Tylko determinacja władzy politycznej i solidarność wszystkich pokona tę faszystowską ideologię” – podkreśliła redakcja.

„Barbarzyństwo za rogiem”
Były prezydent Francois Hollande wezwał do jedności „w obliczu barbarzyństwa”. „Po przerażającym zabójstwie nauczyciela Republika i jej szkoła ponownie stają się celem islamistycznego terroryzmu” – napisał Hollande na Twitterze. „Barbarzyństwo i obskurantyzm wymagają zjednoczenia bardziej niż kiedykolwiek. Moje serce kieruje się ku rodzinie nauczyciela i całej społeczności nauczycielskiej” – dodał były prezydent.

„Profesor ze ściętą głową. Barbarzyństwo za rogiem. Tu właśnie prowadzi islamski totalitaryzm, który wielokrotnie potępiałem. Koniec ze ślepotą, koniec z retrospekcją! Wszyscy razem musimy działać” – oświadczył były premier i kandydat na prezydenta Francois Fillon.

Minister edukacji Jean-Michel Blanquer w sobotę zapowiedział spotkania z pracownikami uczelni i rodzicami uczniów. „Zwrócę się do wszystkich nauczycieli, całego personelu i rodzin. Republika się nie poddaje” – napisał na Twitterze Blanquer, który nazwał atak na nauczyciela „atakiem na Republikę”.

„Osiągnęliśmy szczyt barbarzyństwa”

Szef opozycyjnych Republikanów Christian Jacob zapytał:”Nauczyciel odpowiedzialny za dziedzictwo i wartości sekularyzmu w edukacji narodowej został zamordowany. Czy nasz kraj zemści się stanowczo i zdecydowanie?”. „Wielkie przemówienia muszą ustąpić miejsca poważnym decyzjom przeciwko islamskiemu terroryzmowi” – dodał Jacob, nawiązując do przemówień prezydenta Macrona.

„Osiągnęliśmy szczyt barbarzyństwa (…). Myślę o krewnych nauczyciela i obecnych policjantach. Walka z islamistycznym terroryzmem to nieustanna walka. Ta walka nie zostanie wygrana słowami, ale czynami” – stwierdził z kolei konserwatysta Damien Abad.

„Profesor ścięty za prezentację karykatur »Charlie Hebdo«: jesteśmy we Francji na tym poziomie nieznośnego barbarzyństwa. Islamizm toczy z nami wojnę: musimy siłą wypędzić go z naszego kraju” – stwierdziła szefowa Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen.

Lider Francji Nieujarzmionej Jean-Luc Melenchon nazwał akt terroru „Haniebną zbrodnią w Conflans!”. „W rzeczywistości zabójca uważa siebie za Boga, za którego się podaje. On brudzi swoją religię. I wyrządza nam piekło, musimy żyć z mordercami jego pokroju” – napisał Melenchon na Twitterze.
Źródło info i foto: interia.pl

Wielka Byrtania: Kobieta musi oddać 40 tys. funtów zabójcy swojej córki

77-letnia Brytyjka została wezwana do przekazania 40 tys. funtów, co ma stanowić zwrot kosztów prawnych poniesionych przez zabójcę jej córki. To wynik przegranego przez nią procesu, w którym wnioskowała o uchylenie wobec mężczyzny zwolnienia warunkowego. W 1988 r. 64-letni dziś Ian Simms udusił 22-letnią wówczas Helen McCourt, gdy ta wracała z pracy do domu. Mężczyzna został skazany rok później.

Simms odmówił natomiast ujawnienia miejsca ukrycia zwłok. Pomimo zakrojonych na szeroką skale poszukiwań, ciała Helen nigdy nie udało się odnaleźć.

Zgodnie z prawem uchwalonym w marcu ubiegłego roku, zabójca, który odmawia wskazania miejsca ukrycia ciała ofiary nie może wnioskować o zwolnienie warunkowe. Rzecz w tym, że Simms opuścił więzienie tuż przed wprowadzeniem tego prawa.

Matka zamordowanej, Marie McCourt wytoczyła proces, domagając się ponownego umieszczenia Simmsa w więzieniu. Sąd Najwyższy orzekł jednak na korzyść Komisji ds. Zwolnień Warunkowych i nakazał kobiecie pokrycie kosztów prawnych poniesionych przez zabójcę jej córki.

W listopadzie ub.r. Marie McCourt uruchomiła zbiórkę na platformie Go Found Me informując, że prawnicy Simmsa będą domagać się od niej dużej sumy pieniędzy. Decyzją sądu musi teraz zwrócić równowartość wpłaconych darowizn, czyli ok. 40 tys. funtów.

Marie zadeklarowała, że nadal będzie kontynuować poszukiwania ciała swojej córki. Przyznała też, że jest rozczarowana decyzją sądu. – Simms odebrał życie mojej córce i odebrał jej prawo do chrześcijańskiego pochówku – powiedziała.
Źródło info i foto: TVP.info

Słowacja: Sąd skazał zabójcę Jana Kuciaka

Sąd w Pezinoku koło Bratysławy w poniedziałek skazał na 23 lata pozbawienia wolności Miroslava Marczeka, który przyznał się do zastrzelenia w lutym 2018 roku słowackiego dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kusznirovej. Marczek przyznał się też do zabicia w grudniu 2016 r. przedsiębiorcy Petra Molnara.

Prokuratur Ladislav Novocky i oskarżyciel posiłkowy Daniel Lipszyc wnioskowali o karę 25 lat więzienia. Zwracali uwagę na fakt, że zabójstwa dziennikarza i jego narzeczonej dokonano z zimną krwią, zbrodnia została zaplanowana, a sprawca nie rokuje szans na resocjalizację. Kary dożywocia domagał się przedstawiciel prawny Zlaticy Kusznirovej, matki zamordowanej kobiety.

Marczek na własną prośbę nie uczestniczył w poniedziałkowej rozprawie. Wyrok nie jest prawomocny. Prokurator powiedział dziennikarzom, że odwoła się do Sądu Najwyższego. Przewodnicząca składu sędziowskiego Rużena Sabova uznała, że oskarżony miał znaczny udział w wyjaśnieniu zbrodni, ale dokonał zabójstw z zimną krwią. Zwróciła uwagę, że chociaż skazany współpracował z wymiarem sprawiedliwości, to na współpracę zdecydował się dopiero wtedy, gdy ujawniane przed sądem fakty zaczęły świadczyć na jego niekorzyść.

Sabova szczególną uwagę zwróciła na zamordowanie narzeczonej Kuciaka, której nie obejmowało zlecenie zabójstwa. Podkreśliła, że morderca chciał pozbyć się świadka. Sędzia podkreśliła, że ofiary zabójstwa łączyły z ich rodzinami bardzo bliskie stosunki, i w związku z tym wymierzyła dodatkową karę finansowego odszkodowania.

Marczek, 37-letni były żołnierz, przyznał się do zabójstwa Kuciaka i jego narzeczonej w styczniu br. Jego relacji o tym, jak strzelał do dziennikarza i Kusznirovej wysłuchali obecni na sali sądowej rodzice Kuciaka i matka zamordowanej. Wyraził skruchę z powodu dokonanych zbrodni, co zaznaczali w poniedziałek jego obrońcy.

Marczek jest drugą osobą skazaną w sprawie o zamordowanie Kuciaka i jego narzeczonej, w grudniu 2019 r. karę 15 lat więzienia wymierzono Zoltanowi Andrusce, który przyznał się do udziału w przekazaniu zlecenia zabójstwa bezpośredniemu wykonawcy.

Po przyznaniu się Marczeka do winy postępowanie w jego sprawie wyłączono z głównego procesu, w którym oskarżonym o zlecenie zabójstwa Kuciaka pozostaje przedsiębiorca Marian Koczner, opisywany przez Kuciaka w jego artykułach.

Na ławie oskarżonych zasiadają także współpracownica Kocznera Alena Zsuzsova, która miała przekazać zlecenie morderstwa, oraz kuzyn Marczeka, Tomasz Szabo, również oskarżony o zabójstwo Kuciaka i jego narzeczonej. Najbliższa rozprawa zaplanowana jest na przyszły tydzień.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sekret domu mordercy 10-letniej Kristiny z Mrowin

Zabójstwo Kristiny z Mrowin wstrząsnęło niemal wszystkich w Polsce. Roznegliżowane zwłoki dziewczynki znaleziono w lesie kilka godzin po jej zaginięciu. Do zabicia 10-latki z Mrowin przyznał się Jakub A. 22-letniego studenta z Wrocławia zatrzymano w domu dziadków. Sąsiedzi rodziny są przerażeni ostatnimi wydarzeniami. Mieli nadzieję, że Jakub odmieni to grzeszne miejsca i w reszcie zaznają trochę spokoju.

Kristina dobrze znała swojego zabójcę. Jakub A. miał być szaleńczo zakochany w matce 10-latki, która po rozwodzie z mężem wróciła z Irlandii z dziećmi do Mrowin na Dolnym Śląsku. Możliwe, że gdy Kristina zobaczyła kolegę mamy 13 czerwca, nie przeczuwała niczego złego. Tymczasem w głowie Jakuba A. zakiełkował plan pozbycia się niechętnej mu dziewczynki. Kristina nie chciała bowiem, by matka wiązała się ze studentem.

Zaginięcie Kristiny jako pierwsza zauważyła koleżanka 10-latki. Wspólnie chodziły na zajęcia śpiewu do pobliskiego Żarowa. Kiedy Kristina nie zjawiła się na lekcji, ta zadzwoniła do jej matki, by zapytać, co się stało. Chwilę potem na bramie miejscowego boiska znaleziono różową kurtkę dziewczynki. Wieczorem tego samego dnia spacerowicze natknęli się w pobliskim lesie na ciało Kristiny.

Zabójstwo Kristiny miało wyglądać na zbrodnię popełnioną przez pedofila

Początkowo wszystko wskazywało na to, że 10-latkę z Mrowin zabił pedofil. Zwłoki Kristny były bowiem częściowo rozebrane. Sprawca chciał w ten sposób jedynie zmylić policję i odciągnąć od siebie podejrzenia. Kristina nie została zgwałcona. Obrażenia wskazują jednak na to, że morderca wyładował na Kristinie całą swoją wściekłość. Dziewczynka zmarła na skutek kilkudziesięciu ciosów zadanych w klatkę piersiową i szyję.

Jakuba A. zatrzymano dopiero po kilku dniach. Stróże prawa twierdzą, że od początku był głównym podejrzanym w sprawie zabójstwa 10-latki z Mrowin. Policja zaskoczyła studenta we Wrocławiu gdzie mieszkał i studiował. 22-latek ukrył się w domu, który niegdyś należał do jego dziadków od strony ojca. Kilka miesięcy temu matka rozpoczęła remont budynku.

Wreszcie miało być normalnie

Dziadkowie Jakuba A. byli lekarzami i często wyjeżdżali na misje. Dziadek 22-latka zmarł w 2018 roku, a babcia mieszka poza Wrocławiem. Rodzina przez długi czas wynajmowała wybudowany jeszcze w latach 60 budynek. Mieszkali tam różni ludzie.

Jak dowiedział się Fakt24 przez jakiś czas mieściła się tam m.in. agencja towarzyska. Także inni lokatorzy pozostawiali dużo do życzenia i byli zmorą dla sąsiadów. Dwa tygodnie temu mieszkańcy dowiedzieli się, że do domu wprowadzi się rodzina Jakuba A. „No w końcu będzie normalnie!” – pomyśleli.

16 czerwca przed południem sąsiedzi usłyszeli huk. Zaniepokojeni wyjrzeli przez okno i zobaczyli funkcjonariuszy w kominiarkach oraz wycelowaną bronią. Jeden kazał im odejść od okna. Po zabraniu Jakuba A. policja przez kilka godzin przeszukiwała dom, z podjazdu zabrano dwa auta.

Tego samego dnia student został przewieziony do prokuratury w Świdnicy, gdzie odbyło się jego przesłuchanie. Jakub A. usłyszał zarzut zabójstwa Kristiny ze szczególnym okrucieństwem i przyznał się do winy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

To była prawdziwa egzekucja. Zabił małżeństwo jubilerów, strzelając im w głowy

Anna i Jerzy Sz. byli zamożnymi jubilerami. Uchodzili za uczciwych i spokojnych. Mimo to ich śmierć przypomina egzekucję z gangsterskich filmów. Zabójca czekał na nich w domu, strzelił w ich głowy, po czym wyszedł nie zabierając nic wartościowego. Rok przed i pół roku po śmierci jubilerów doszło do bardzo podobnych zbrodni w innych częściach Polski.

Anna i Jerzy Sz. mieszkali w Gdańsku. Mieli sklep z biżuterią w Pasażu Królewskim w centrum miasta.

„Byli to ludzie zamknięci w sobie. Nie utrzymywali kontaktów z sąsiadami. Nie wpuszczali do swojego domu żadnych osób. Jesienią 1995 lub 1996 roku do złotnika zaczęli przyjeżdżać młodzi ludzie bardzo luksusowymi samochodami. Rozmawiali tylko z nim. Wydawało mi się to bardzo podejrzane, bo osoby z tych samochodów stawały pod moimi oknami i obserwowały nasze mieszkanie” – zeznała sąsiadka małżeństwa Sz.

– Mogli prowadzić jakieś lewe interesy. Wiadomo, że Anna Sz. odebrała telefony od jakiegoś mężczyzny, który jej zagroził, że jeżeli czegoś nie zrobi, to dostanie, jak to określił: kułakiem w gębę. To było kilka miesięcy przed zabójstwem – powiedziaa reporterowi „Interwencji” Mateusz Krasowski z portalu Zbrodnie z Archiwum X.

„Ktoś czekał na nich w domu”

4 września 1997 r. państwo Sz. wrócili z pracy do domu. Pan Jerzy wszedł na górę i usiadł przed telewizorem. Jego żona rozpakowywała na dole zakupy. Była zaskoczona, bo nie mogła znaleźć ich psa.

– Ktoś czekał na nich w domu. To superfachowcy musieli zrobić, na zlecenie – stwierdził sąsiad małżeństwa Sz.

Wszystko wskazuje na to, ktoś dostał się do domu dzięki dorobionemu kluczowi lub wytrychowi.

– To sugeruje, że jest to osoba, która albo była bywalcem tego domu albo doskonale miała ten teren rozpoznany. Wszystko przebiegło bardzo spokojnie. Mówiąc krótko: ktoś wszedł, wykonał egzekucję i wyszedł z domu – dodała prof. Ewa Gruza, kryminolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Strzał w tył głowy

Zabójca strzelił najpierw do Jerzego Sz. – Ona krzyku narobiła i uciekła do garażu. Ktoś za nią poszedł i ją między samochodem a drzwiami zastrzelił – opowiedział sąsiad zamordowanych.

– Została zaatakowana młotkiem, otrzymała trzy ciosy w głowę, po czym sprawca oddał strzał prosto w twarz. W domu były różnego rodzaju antyki, była biżuteria, sprawca mógł wziąć klucze od tego sklepu jubilerskiego i zabrać, co chciał, ale nic takiego nie miało miejsca – zauważył Krasowski.

Małżeństwo miało psa. Zabójca przez dokonaniem egzekucji schował go w karton i wyniósł do piwnicy.

– Czyli wiedział, że jest pies i jakie ma on usposobienie, że jest spokojny i nie będzie szczekał, nie będzie się rzucał, bo w przeciwnym razie by tego psa zabił, ogłuszył, uśpił – zauważyła prof. Ewa Gruza, kryminolog.

Syn w gronie podejrzanych

Ciała państwa Sz. dwa dni po zabójstwie znalazł syn pani Anny z poprzedniego małżeństwa – 39-letni wówczas Witold K.

W przeszłości miał kłopoty z prawem. Był oskarżony o przemyt narkotyków. Leczył się też psychiatrycznie. Bezskutecznie starał się nawet o pozwolenie na broń.

– Był zatrzymywany jako osoba podejrzewana o popełnienie tego przestępstwa, natomiast nie potwierdzono jakimkolwiek dowodem, aby mógł mieć jakiś związek z tym zdarzeniem. Małżeństwo chciało wydziedziczyć syna tej kobiety i na takim tle ewentualnie miały być podejmowane działania. Motywu nie zdołano jednak potwierdzić – poinformowała Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

„Jak nie dostanę tych pieniędzy, to cię zabiję”

To fragment zeznań Anny Sz., córki zamordowanych: „Moja matka, Anna Sz. latem tego roku powiedziała mi, że Witold sprowokował kłótnię, w wyniku czego ojciec chwytając Witolda za ramię wyrzucił go ze sklepu w Pasażu Królewskim. Powodem tej ostrej kłótni było to, że Witold domagał się jakichś pieniędzy. Doprowadzony do wściekłości użył słów wypowiedzianych do matki: jak nie dostanę tych pieniędzy, to cię zabiję”.

Rok przed zabójstwem państwa Sz., doszło do bardzo podobnej zbrodni. W Siennicy koło Nasielska zamordowana została czteroosobowa rodzina, także zamożna. Wszyscy zginęli od strzałów w głowę, a zabójca nie zabrał nic z domu.

– Mówimy w kryminalistyce o tym samym modus operandi (sposobie działania – red.). Rzeczą rozsądną, a w zasadzie konieczną jest przeanalizowanie tych spraw wspólnie. Zbadanie, czy mają jakieś wątki wspólne – powiedziała prof. Gruza.

„Broń prawdopodobnie przygotował ten sam rusznikarz”

W marcu 1998 roku zginęła kolejna rodzina. Tym razem w Warszawie. To starsze małżeństwo: 68-letni Władysław i 61-letnia Alicja K. Razem z nimi zamordowano ich 35-letniego syna, Roberta. Znaleziono ich w mieszkaniu. Morderca działał identycznie, jak w Gdańsku.

– Co ciekawe, takiej samej broni, prawdopodobnie przygotowanej przez tego samego rusznikarza, użyto w Siennicy – ujawnił Artur Górski z Magazynu Focus Śledczy.

Od zabójstwa gdańskich jubilerów minęło 20 lat. Śledztwo w tej sprawie dawno zostało już umorzono. Podjęcie go na nowo rozważa policyjne Archiwum X.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Holandia: Aresztowano podejrzanego o zabójstwo 25-letniej Polki

25-letnią Polkę znaleziono martwą w sobotę w hotelu pracowniczym w Maarsbergen – liczącej ok. 650 mieszkańców wsi w holenderskiej prowincji Utrecht. Świadkowie twierdzili, że chwilę przed wezwaniem policji słyszeli krzyk. W poniedziałek policja poinformowała o zatrzymaniu 26-letniego Polaka, którego podejrzewa o zabójstwo kobiety. Kobieta mieszkała w budynku, w którym po zamknięciu w 2015 r. działającego w nim hotelu Amrâth, kwaterowano zagranicznych pracowników. W hotelu pracowniczym mieszkają głównie imigranci z Polski.

W poniedziałek holenderska policja poinformowała, że aresztowano 26-letniego Polaka, którego podejrzewa o „przyczynienie się do śmierci” kobiety. Wiadomo, że mężczyzna znał 25-latkę, mieli mieszkać wspólnie w tym samym lokalu. Portal ad.nl podał, że okoliczni mieszkańcy, na chwilę przed odnalezieniem ciała, słyszeli krzyk.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Lublin: Makabryczne zabójstwo kobiety. Domniemany sprawca rzucił się z 11. piętra

Do makabrycznego zabójstwa 25-letniej kobiety doszło w Lublinie. Do zabicia dziewczyny przyznał się jej chłopak. Z taką informacją zadzwonił do swojej matki, a następnie wyskoczył z okna mieszkania na 11. piętrze.

Około godziny 10:30 w Lublinie z okna mieszkania na 11. piętrze w bloku przy ul. Bursztynowej wyskoczył 25-letni mężczyzna. Wcześniej zadzwonił do matki i poinformował ją, że zamordował swoją dziewczynę. Mężczyzna został przewieziony do szpitala, jest reanimowany. W mieszkaniu policja znalazła zwłoki 25-letniej dziewczyny. Zginęła prawdopodobnie od ran kłutych. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że jej ciało było umieszczone w dwóch workach foliowych i zamknięte w walizce.

Na miejscu wciąż pracuje policja i prokurator.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: Seryjny zabójca w mieście Phoenix

W amerykańskim mieście Phoenix grasuje seryjny zabójca. W wyborze ofiar zabójca kieruje się przypadkowością. Podchodzi do nich znienacka w nocy i strzela z broni półautomatycznej. Zanim śledczy ustalili, że chodzi o tego samego mężczyznę, który zabił siedem osób, minęło kilka tygodni. Od marca tego roku zabójca atakował dziewięciokrotnie. Dwukrotnie zabójca brał na celownik dzieci – jedną z ofiar jest 11-letnia Maleah Ellis, która zginęła zastrzelona przez napastnika, gdy słuchała muzyki w samochodzie.

Policja zwiększyła kwotę nagrody do 50 tysięcy dolarów, a także opublikowała portret pamięciowy mężczyzny, który najprawdopodobniej jest 20-letnim Latynosem – stosunkowo szczupłym i wysokim. Według policyjnego profilera zabójca jest narcystycznym psychopatą.

Jednocześnie zabójca nie był w żaden sposób związany z żadną z ofiar. Jednak w jego działaniach pojawia się jakaś regularność – niektóre zbrodnie miały miejsce we wschodniej części Phoenix, w tym ostatnia. Jednak zdecydowana większość ataków miała miejsce w roboczej, zachodniej dzielnicy Maryvale.
Żródło info i foto: onet.pl

Zatrzymano domniemanego zabójcę rosyjskiego pilota bombowca

Według tureckiej gazety Alparslan Celik został aresztowany w środę wraz z 13 innymi osobami w restauracji w Izmirze, na zachodzie Turcji. Do interwencji policji i zatrzymania doszło, gdyż ktoś powiadomił siły bezpieczeństwa, że w restauracji przebywają uzbrojeni mężczyźni.

Władze nie podały na razie oficjalnie powodów zatrzymania 14-osobowej grupy, która wciąż jest przesłuchiwana. Według dziennika „Hurriyet” Celik walczył w Syrii u boku syryjskich Turkmenów przeciwko wojskom prezydenta Baszara el-Asada.

Po listopadowym strąceniu rosyjskiego samolotu w pobliżu granicy między Turcją a Syrią turecka prasa podawała, że Celik przyznał się do zastrzelenia rosyjskiego pilota Olega Pieszkowa. Miał go zabić, chociaż Rosjanin, opadając na spadochronie, nie mógł się bronić. Chwilę wcześniej Pieszkow zbombardował pozycje Turkmenów.

Pod koniec listopada 2015 roku turecki F-16 zestrzelił rosyjski Su-24, który miał naruszyć mimo ostrzeżeń przestrzeń powietrzną Turcji w pobliżu granicy z Syrią. Rosja zaprzecza i twierdzi, że jej samolot w ogóle nie znalazł się w tureckiej przestrzeni.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Dziś w sądzie zeznają świadkowie w sprawie zabójstwa 10-latki przez Samuela N.

„Zachowywał się normalnie. Wiedział, co zrobił. Pytałem go, czy wie, że zabił dziecko. Odpowiedział, że wie, ale opowie o tym policji” – tak zeznawał w sądzie w Jeleniej Górze jeden ze świadków w procesie Samuela N. Mężczyzna jest oskarżony o zadanie siekierą śmiertelnego ciosu 10-letniej dziewczynce w centrum Kamiennej Góry.

W sądzie zeznają dziś świadkowie, między innymi mężczyzna, który złapał napastnika tuż po ataku, policjanci oraz rodzice Kamili. Na sali sądowej pojawili się także rodzice Samuela N. Jego matka, która ostatnio zaatakowała dziennikarzy, dziś ubrana jest w żałobny strój. Sam oskarżony od ostatniej rozprawy zmienił swój wygląd. Ściął włosy i zgolił brodę.

Druga rozprawa rozpoczęła się od przesłuchania świadków – między innymi mężczyzny, który pomógł w zatrzymaniu Samuela N. Taksówkarze krzyczeli: „łapcie zabójcę”. Zobaczyłem faceta z siekierą. Otoczyliśmy go we trzech. Dalej trzymał siekierę. Baliśmy się podejść. Mężczyzna rzucił siekierę i znów uciekał. Sam go goniłem. Po drodze pomógł mi znajomy, listonosz. Po stu metrach ten chłopak wbiegł między samochody. Tam ktoś go zablokował i go złapaliśmy. Za moment podjechała policja – zeznawał.

On się zachowywał normalnie. Wiedział, co zrobił. Pytałem go, czy że zabił dziecko. Odpowiedział, że wie, ale opowie o tym policji – zeznał świadek.

Rzuciłem torbę i pobiegłem za mężczyzną, którego gonił mój kolega. Po zatrzymaniu na początku był agresywny. Próbował się bronić. Szamotał się. Dopiero, gdy złapaliśmy go za ręce, powiedział, że nie będzie z nami rozmawiał. Chciał, byśmy wezwali policję – zeznał listonosz, który pomógł w złapaniu napastnika.
Biegli: Wiedział, co robił

W czasie rozprawy prokurator przypomniała także zeznania policjanta, który pracował przy sprawie. Wynika z nich, że mężczyzna chciał zabić wcześniej pracownika urzędu pracy. Był zdesperowany i sfrustrowany tym, że nie dostał pomocy. Nie mógł znaleźć pracy. Samuel N. odmówił składania zeznań w czasie pierwszej rozprawy. Nie odpowiadał także na pytania prokuratury.

W czasie śledztwa biegli orzekli, że mężczyzna wiedział, co robił. Sam Samuel N. potwierdził w sądzie, że nigdy nie leczył się psychiatrycznie. W czasie śledztwa zeznawał jednak, że widzi rzeczy, o których wiedział, że nie istnieją. Obrona Samuela N. będzie kwestionować opinię biegłych, którzy orzekli, że mężczyzna był w czasie ataku poczytalny.

Chciał się zemścić na urzędnikach

Samuel N. 18 sierpnia ubiegłego roku dowiedział się, że stracił prawo do zasiłku dla bezrobotnych. Dzień później do torby schował siekierę i poszedł do Powiatowego Urzędu Pracy przy ulicy Sienkiewicza w Kamiennej Górze. Tam po kłótni z urzędnikami został wyproszony. Z urzędu pracy 27-latek poszedł do rynku. Mijając księgarnię, wyjął siekierę z torby i uderzył nią w tył głowy 10-latkę. Zostawił siekierę i uciekł. Kilka minut później napastnika zatrzymali świadkowie.

Dziewczynka w ciężkim stanie helikopterem została przewieziona do szpitala w Wałbrzychu. Tam zmarła. Przyczyną śmierci Kamili Cz. były obrażenia po uderzeniu siekierą. Samuel N. przyznał się do winy. Tłumaczył, że to efekt narastającej w nim frustracji związanej z problemami ze znalezieniem pracy. Gdy odebrano mu zasiłek, chciał się zemścić na urzędnikach, którzy jego zdaniem nie chcieli mu pomóc. W budynku urzędu pracy było zbyt wiele osób, dlatego mężczyzna zrezygnował z ataku na urzędników.
Żródło info i foto: RMF24.pl