Zabójstwo nauczyciela we Francji. Zatrzymano 4 osoby

Cztery osoby, w tym osobę nieletnią, zatrzymano w nocy z piątku na sobotę w związku z brutalnym zabójstwem nauczyciela historii w Conflans-Sainte-Honorine, na zachodnich przedmieściach Paryża – poinformowało źródło policyjne. Według tego źródła osoby te pochodzą z kręgu rodzinnego domniemanego zabójcy, który został zastrzelony przez policję.

Policja nie ujawniła żadnych bliższych danych o zabójcy, który obciął nauczycielowi głowę. W mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się informacje, według których był to 18-letni cudzoziemiec pochodzenia czeczeńskiego. Ofiarę z obciętą głową znaleziono w piątek późnym popołudniem około 200 metrów od liceum, w którym pracował w podparyskim Conflans Saint-Honorine, w departamencie Yvelines.

Prokuratura wszczęła dochodzenie w sprawie „zabójstwa w związku z przedsięwzięciem terrorystycznym”. Nauczyciel prowadził zajęcia na temat wolności słowa i pokazywał podczas nich karykatury Mahometa. 

Zabójstwo zaszokowało całą Francję

Francuscy politycy, nauczyciele i media są wstrząśnięci bestialskim zabójstwem nauczyciela, któremu sprawca obciął w piątek głowę z powodu nauczania o wolności wypowiedzi i pokazywania karykatur Mahometa. W atmosferze pełnej emocji deputowani Zgromadzenia Narodowego, niższej izby francuskiego parlamentu, oddali w piątek wieczorem cześć pamięci zamordowanego nauczyciela i potępili „ohydny atak”.

Deputowany Hugues Renson (Republiko Naprzód ! – LREM) oświadczył: „Z przerażeniem dowiedzieliśmy się o ohydnym ataku, który miał miejsce w piątek. W imieniu reprezentacji narodowej, w imieniu nas wszystkich, chciałbym oddać hołd pamięci ofiary”.

Prezydent Emmanuel Macron, który przybył na miejsce zbrodni nazwał atak na nauczyciela „islamistycznym atakiem terrorystycznym” na człowieka, który nauczał o wolności wypowiedzi. Nauczyciele i związki zawodowe w reakcji na śmierć kolegi proszą o uczczenie śmierci nauczyciela minutą ciszy w sobotę o godz. 11 w otwartych z tej okazji placówkach edukacyjnych.

W sieciach społecznościowych wielu internautów okazuje wsparcie dla rodziny i bliskich ofiary, a także dla całego zawodu dotkniętego tragedią. Pedagodzy i osoby chcące wyrazić swój sprzeciw wobec przemocy stworzyli w mediach społecznościowych hashtag #JeSuisProf (Jestem nauczycielem).

Reakcja „Charlie Hebdo” 

Redakcja tygodnika satyrycznego „Charlie Hebdo” również zareagowała na piątkowy atak. „»Charlie Hebdo« wyraża swoje przerażenie i bunt po tym, jak nauczyciel wykonujący swój zawód został zamordowany przez religijnego fanatyka” – napisała redakcja gazety.

„Wyrażamy nasze najgłębsze wsparcie dla jego rodziny, bliskich i wszystkich nauczycieli” – dodano. „Nietolerancja właśnie przekroczyła nowy próg i nie wydaje się powstrzymywać przed niczym aby narzucić terror naszemu krajowi. Tylko determinacja władzy politycznej i solidarność wszystkich pokona tę faszystowską ideologię” – podkreśliła redakcja.

„Barbarzyństwo za rogiem”
Były prezydent Francois Hollande wezwał do jedności „w obliczu barbarzyństwa”. „Po przerażającym zabójstwie nauczyciela Republika i jej szkoła ponownie stają się celem islamistycznego terroryzmu” – napisał Hollande na Twitterze. „Barbarzyństwo i obskurantyzm wymagają zjednoczenia bardziej niż kiedykolwiek. Moje serce kieruje się ku rodzinie nauczyciela i całej społeczności nauczycielskiej” – dodał były prezydent.

„Profesor ze ściętą głową. Barbarzyństwo za rogiem. Tu właśnie prowadzi islamski totalitaryzm, który wielokrotnie potępiałem. Koniec ze ślepotą, koniec z retrospekcją! Wszyscy razem musimy działać” – oświadczył były premier i kandydat na prezydenta Francois Fillon.

Minister edukacji Jean-Michel Blanquer w sobotę zapowiedział spotkania z pracownikami uczelni i rodzicami uczniów. „Zwrócę się do wszystkich nauczycieli, całego personelu i rodzin. Republika się nie poddaje” – napisał na Twitterze Blanquer, który nazwał atak na nauczyciela „atakiem na Republikę”.

„Osiągnęliśmy szczyt barbarzyństwa”

Szef opozycyjnych Republikanów Christian Jacob zapytał:”Nauczyciel odpowiedzialny za dziedzictwo i wartości sekularyzmu w edukacji narodowej został zamordowany. Czy nasz kraj zemści się stanowczo i zdecydowanie?”. „Wielkie przemówienia muszą ustąpić miejsca poważnym decyzjom przeciwko islamskiemu terroryzmowi” – dodał Jacob, nawiązując do przemówień prezydenta Macrona.

„Osiągnęliśmy szczyt barbarzyństwa (…). Myślę o krewnych nauczyciela i obecnych policjantach. Walka z islamistycznym terroryzmem to nieustanna walka. Ta walka nie zostanie wygrana słowami, ale czynami” – stwierdził z kolei konserwatysta Damien Abad.

„Profesor ścięty za prezentację karykatur »Charlie Hebdo«: jesteśmy we Francji na tym poziomie nieznośnego barbarzyństwa. Islamizm toczy z nami wojnę: musimy siłą wypędzić go z naszego kraju” – stwierdziła szefowa Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen.

Lider Francji Nieujarzmionej Jean-Luc Melenchon nazwał akt terroru „Haniebną zbrodnią w Conflans!”. „W rzeczywistości zabójca uważa siebie za Boga, za którego się podaje. On brudzi swoją religię. I wyrządza nam piekło, musimy żyć z mordercami jego pokroju” – napisał Melenchon na Twitterze.
Źródło info i foto: interia.pl

Sprawa zabójcy Pawła Adamowicza. Jest decyzja ws. strażników i policjantów

Toruńska prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie możliwego niedopełnienia obowiązków przez strażników więziennych i funkcjonariuszy policji. Chodzi o ich działania wobec Stefana W. – zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, po otrzymaniu informacji, że może być on niebezpieczny. Śledztwo dotyczyło m.in. działań funkcjonariuszy służby więziennej i policji po przekazaniu przez matkę Stefana W. informacji o tym, że może być on niebezpieczny po wyjściu na wolność z więzienia bądź planować coś złego.

„Postępowanie w tej sprawie zostało umorzone. W opinii prokuratury nie doszło do wyczerpania znamion przestępstwa z artykułu 231. Kodeksu Karnego” – przekazał prokurator Jarosław Kilkowski z Prokuratury Okręgowej w Toruniu.

Decyzja o umorzeniu postępowania nie jest prawomocna. Pokrzywdzonym przysługuje w terminie 7 dni od doręczenia postanowienia w tej sprawie możliwość wniesienia zażalenia. Taką możliwość ma składający zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa brat zabitego prezydenta Gdańska Piotr Adamowicz.

„Poinformowali o swoich zastrzeżeniach”

– Funkcjonariusze policji, którzy uzyskali informacje od matki Stefana W., poinformowali o swoich zastrzeżeniach Służbę Więzienną. Ta również podjęła wszystkie niezbędne czynności w tej sprawie i o swoich działaniach oraz ustaleniach poinformowała policję. Służby działały w tej sprawie w sposób skoordynowany i prokuratura nie dopatruje się w podjętych przez nie krokach znamion niedopełnienia obowiązków. Funkcjonariusze policji i służby więziennej w naszej ocenie zadziałali prawidłowo – poinformował prokurator Kilkowski. Przyznał, że m.in. w więzieniu przeprowadzono ze Stefanem W. rozmowę.

13 stycznia 2019 r., w czasie gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, ówczesny prezydent Gdańska został zaatakowany nożem. Zmarł dzień później w szpitalu. Napastnik 27-letni Stefan W. został zatrzymany tuż po ataku na samorządowca.
Źródło info i foto: wp.pl

Tak zatrzymano zabójców 20-latka z Płocka

20-letni dostawca pizzy został związany, wywieziony w bagażniku za miasto, a następnie zamordowany. Według śledczych, była to zaplanowana egzekucja. Jego znajomi wpadli, bo narzędzia zbrodni: łopaty, sznur i wapno kupili w jednym sklepie. Prokuratura nie ma wątpliwości, że brutalne morderstwo 20-latka z Płocka zostało szczegółowo zaplanowane. Podejrzani go znali, wiedzieli, że pracował jako dostawca pizzy.

Wrzucili go do bagażnika

Jak powiedziała Polsat News Iwona Śmigielska-Kowalska z Prokuratury Okręgowej w Płocku, oprawcy zwabili ofiarę zamawiając pizzę, którą zjedli wspólnie w mieszkaniu na obrzeżach miasta. Następnie obezwładnili chłopaka przy użyciu taśmy klejącej oraz plastikowych zacisków. Następnie na kilka godzin zamknęli mężczyznę w bagażniku.

W tym czasie mężczyźni poruszając się bocznymi drogami przejechali kilkadziesiąt kilometrów do lasu w woj. kujawsko-pomorskim, gdzie już wszystko było przygotowane. Tam doszło do zabójstwa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Pośrednik w sprawie zabójstwa Jana Kuciaka obciąża biznesmena

Zoltan Andrusko, pośrednik w zabójstwie słowackiego dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego narzeczonej, zeznał, że zlecenie, które przekazał zabójcom, otrzymał od Aleny Zsuzsovej, znajomej biznesmena Mariana Kocznera. To właśnie Koczner miał chcieć śmierci dziennikarza. Proces toczy się przed słowackim sądem w Pezinoku.

Zoltan Andrusko, który przyznał się do pośrednictwa w zleceniu zabójstwa reportera Jana Kuciaka, został skazany i odbywa prawomocny wyrok 15 lat pozbawienia wolności, we wtorek zeznawał przed sądem jako świadek.

Powtórzył wcześniejsze zeznania, że pośredniczył w zleceniu zamordowania Jana Kuciaka między Aleną Zsuzsovą a Tomaszem Szabo i Miroslavem Marczekiem – oskarżonymi o dokonanie zabójstwa. Śmierci dziennikarza śledczego miał chcieć biznesmen Marian Koczner.

Pośrednik w zabójstwie obciąża Kocznera

Kuciak i jego narzeczona Martina Kusznirova zginęli 21 lutego 2018 roku. Zlecenie na zabójstwo Andrusko miał dostać pod koniec 2017 lub na początku 2018 roku od Zsuzsovej. Andrusko zeznał, iż kobieta powiedziała mu, „że tak to trzeba rozwiązać, żeby Kuciak zniknął, aby go nie znaleźli”.

W trwających dwie godziny wtorkowych zeznaniach Zoltan Andrusko opisywał przed sądem swoją znajomość z Zsuzsovą i jej znajomość z Kocznerem. Powiedział, że Koczner miał dobre, koleżeńskie stosunki z politykami. Wymienił byłego premiera Roberta Fico, byłego ministra spraw wewnętrznych Roberta Kaliniaka i byłego szefa policji Tibora Gaszpara. Dla Andruski miała to być gwarancja bezkarności Zsuzsovej.

Po raz pierwszy od początku rozprawy na sali sądowej doszło do konfrontacji świadka z oskarżonym, który starał się wykazać błędy w wypowiedziach Andruski. Koczner domagał się między innymi sprecyzowania informacji o charakterze swoich rzekomych relacji z politykami.

Pytał też, skąd świadek czerpał wiadomości na jego temat. Andrusko powtórzył, że o Kocznerze mówiła Zsuzsova, a wiedzę o nim miał z mediów. – Wszyscy na Słowacji wiedzą, kim jest Koczner – powiedział przed sądem.

Andrusko zeznał, że od Zsuzsovej, z którą przyjaźnił się od kilku lat, usłyszał, że w 2010 roku kazała zabić burmistrza miasteczka Hurbanovo Laszlo Basternaka (rzeczywiście został zamordowany).

Miał też dostać propozycje pośrednictwa w dokonaniu morderstw. Za jedno z tych zleceń, dotyczące prokuratora Marosza Żilinki, miał otrzymać w 2017 roku 20 tysięcy euro. Ponieważ do zabójstwa nie doszło, chciał zwrócić pieniądze i wówczas padło nazwisko Kuciaka. Później Zsuzsova miała mu jeszcze zapłacić co najmniej 50 tysięcy euro.

Obrońca Zsuzsovej Sztefan Neszmery powiedział dziennikarzom, że Andrusko od początku procesu twierdzi, że dostał zlecenie od jego klientki. – Teraz naszym zadaniem będzie obalenie tego twierdzenia – powiedział. Koczner i Zsuzsova słowa świadka określili jako niewiarygodne.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Gdańsk: Zabójstwo w szpitalu na Zaspie

W szpitalu na Zaspie miało dojść do zabójstwa. Policja zatrzymała już podejrzanego o to mężczyznę. Z ustaleń Radia Gdańsk wynika, że ofiarą zabójcy był pacjent w podeszłym wieku, a narzędziem zbrodni mógł być element wyposażenia sali. Na miejscu pracują służby. O dramacie, który rozegrał się w nocy z czwartku na piątek w szpitalu na gdańskiej zaspie, jako pierwsze poinformowało Radio Gdańsk. Na razie brak szczegółowych informacji dotyczących wieku ofiary i napastnika. Wiadomo, że śmierć poniosła osoba w podeszłym wieku, a z nieoficjalnych doniesień wynika, iż zabójca użył elementu wyposażenia szpitalnej sali. Z niepotwierdzonych dotąd informacji wynika, że obaj pacjenci leżeli na jednej sali.

Szpital, w którym zginął pacjent mieści się na Zaspie – północnej części Gdańska.

Wkrótce więcej informacji.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sąd w Sale utrzymał wyrok dla trzech zabójców turystek ze Skandynawii

Specjalizujący się w sprawach terroryzmu sąd apelacyjny w Sale utrzymał karę śmierci dla trzech zabójców turystek ze Skandynawii w grudniu 2018 r. W wypadku czwartego skazanego, któremu sąd pierwszej instancji wymierzył karę dożywocia, zasądzono karę śmierci. Czterej skazani byli członkami 19-osobowej grupy terrorystycznej związanej z Państwem Islamskim.

W grudniu 2018 r. skazani dokonali zabójstwa 24-letniej Louisy Vesterager Jepersen z Danii i 28-letniej Maren Ueland z Norwegii. Turystki rozbiły namiot w odludnym miejscu w łańcuchu Atlasu Wysokiego. Zginęły od broni białej. Obu kobietom odcięto głowy.

Śledztwo wykazało, że kobiety zostały zamordowane przez czterech mężczyzn, którzy trzy dni wcześniej złożyli przysięgę wierności Państwu Islamskiemu (IS) i grozili atakami terrorystycznymi. W przygotowanie mordu było jednak zaangażowanych więcej osób. Prokuratura postawiła zarzuty działalności terrorystycznej łącznie 20 osobom.

Sąd drugiej instancji, który zebrał się w mieście Sala w pobliżu Rabatu, potwierdził w środę kary zastosowane wobec 19 sprawców, którzy otrzymali uprzednio wyroki od 5 do 30 lat więzienia. W wypadku jednej osoby sąd zwiększył karę więzienia z 15 do 20 lat.

Podobnie jak sąd pierwszej instancji sąd apelacyjny uznał za uzasadnione nałożenie kary pieniężnej na czterech głównych sprawców. Mają oni zapłacić 2 mln dirhamów (190 tys. euro) rekompensaty rodzicom Maren Ueland. Wniosek członków rodziny Louise Vesterager Jespersen, którzy domagali się 10 mln dirhamów (930 tys. euro) odszkodowania od państwa marokańskiego „za szkody moralne” został w środę odrzucony.

Agence France Presse wskazuje w komentarzu, że chociaż w Maroku przestępcy skazywani są na karę śmierci, to faktycznie od 1993 r. w kraju tym obowiązuje moratorium na wykonywanie tej kary. Oznacza to, że zabójcy skandynawskich turystek spędzą długie lata w więzieniu, ale nie zostaną zgładzeni.

Władzom Maroka zależało na surowym ukaraniu zabójców, ponieważ zbrodnia na Dunce i Norweżce uderzała w branżę turystyczną. Turystyka jest zaś kluczowym sektorem gospodarki marokańskiej, stanowi 10 proc. bogactwa kraju i zaraz po rolnictwie zatrudnia najwięcej osób. W 2017 roku, tuż przed brutalnym zamordowaniem Skandynawek, Maroko zanotowało rekordową liczbę 11,3 mln turystów.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Maroko: Prokuratura zażądała kary śmierci dla trzech zabójców Skandynawek

Marokańska prokuratura zażądała w czwartek kary śmierci dla trzech spośród 24 oskarżonych w sprawie zabójstwa dwóch turystek ze Skandynawii z grudnia 2018 r. Morderstwa dokonano w imię Państwa Islamskiego (IS). Najwyższego wymiaru kary prokuratura domaga się dla 25-letniego Abdesamada Edżdżuda, uznawanego za szefa grupy, oraz dla dwóch zradykalizowanych Marokańczyków 27-letniego Junesa Uzijada i 33-letniego Raszida Afattiego.

Dwaj pierwsi przyznali się do zamordowania 24-letniej Louisy Vesterager Jespersen z Danii i 28-letniej Maren Ueland z Norwegii, podczas gdy Afatti mówił, że nagrał film z całego zdarzenia.

Pozostali oskarżeni w tym samym procesie, w wieku od 20 to 51 lat, usłyszeli zarzuty tworzenia grupy w celu popełniania aktów terroru, propagowania terroryzmu czy naruszania porządku publicznego. Prokuratura domaga się dla nich kar od 15 lat więzienia do dożywocia.

„Krwiożercze bestie”

Jak wynika z aktu oskarżenia, grupa mężczyzn przed zamordowaniem turystek popełniła wiele innych aktów terroru wymierzonych w różne cele. Podkreślono ponadto, że tylko trzy spośród wszystkich oskarżonych osób nie przyznało się do popierania dżihadystycznego IS.

Zabójców kobiet nazwano „krwiożerczymi bestiami”.

Trzej mężczyźni, wobec których zażądano kary śmierci, mówili przed sądem, że wcześniej próbowali dołączyć do IS. Gdy im się to nie udało, „zdecydowali prowadzić dżihad” na własną rękę. Na kilka dni przed zdarzeniem złożyli na nagraniu wideo przysięgę wierności IS. Państwo Islamskie oficjalnie nie wzięło na siebie odpowiedzialności za ten zamach.

Zwłoki Dunki i Norweżki znaleziono 17 grudnia na terenie Atlasu Wysokiego niedaleko wsi Imlil, ok. 60 km na południe od Marrakeszu. Tam, w odludnym miejscu turystki rozbiły namiot. Obu odcięto głowy. Gdy media obiegła informacja o morderstwie turystek, w internecie zaczęła krążyć petycja, w której domagano się kary śmierci dla ich zabójców.

Marokański wymiar sprawiedliwości wciąż wydaje wyroki kary śmierci, jednak od 1993 r. obowiązuje moratorium na ich wykonywanie; temat zlikwidowania kary śmierci jest w tym kraju obecny w debacie publicznej, a nowa konstytucja z 2011 roku wyraźnie mówi o „prawie do życia”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Stefan W. był pod wpływem środków psychoaktywnych? Są wyniki badań

Gdańska prokuratura informowała już o wynikach badania krwi na obecność alkoholu, które przeprowadzono u zabójcy prezydenta Pawła Adamowicza. Ich wyniki były negatywny. W czwartek pojawiła się informacja o kolejnych wynikach badań. Czy 27-latek był pod wpływem substancji psychoaktywnych, gdy zaatakował włodarza Gdańska?

W czwartek prok. Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku poinformowała o wynikach badań krwi Stefana W. Okazało się, że w momencie ataku na prezydenta Pawła Adamowicza napastnik nie był pod wpływem środków psychoaktywnych. Badania krwi 27-latka na obecność alkoholu, które prokuratura uzyskała już wcześniej, również były negatywne.

Sprawcy śmiertelnego ataku na prezydenta Gdańska postawiono zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Czyn ten zagrożony jest karą co najmniej 12 lat więzienia, 25 lat pozbawienia wolności, a nawet dożywocia. Stefan W. nie przyznał się do jego popełnienia. Mężczyzna został tymczasowo aresztowany.

Do tragedii doszło w niedzielę, 13 stycznia, podczas finału 27. edycji WOŚP w Gdańsku. Prezydent Paweł Adamowicz został zaatakowany nożem przez 27-letniego Stefana W. Samorządowiec doznał poważnej rany serca, przepony i narządów wewnątrz jamy brzusznej. W szpitalu przeszedł pięciogodzinną operację. W poniedziałek, 14 stycznia, prezydent Gdańska zmarł. W sobotę, 19 stycznia, odbył się pogrzeb gdańskiego włodarza.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Matka Stefana W. prosi o wybaczenie

Jako matka wciąż go kocham. Tylko rozpaczam, że zrobił coś strasznego. Tyle osób skrzywdził. Prezydenta, jego rodzinę, nas – mówi Jolanta, matka Stefana W. Z matką zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza rozmawiała Katarzyna Włodkowska. Wywiad ukazał się w poniedziałkowym wydaniu „Dużego Formatu”.

– Po zamachu na prezydenta w nocy wpadła policja, z bronią w ręku, zabrali synów na przesłuchanie. Niech nas ktoś zrozumie, on skrzywdził także nas. Tak bardzo bym chciała prosić żonę, dzieci, rodziców oraz brata pana prezydenta o wybaczenie, ale wiem, że proszę o dużo i być może będę musiała na to długo poczekać. Dlatego chciałam tego jedynego wywiadu – żeby dotarły do nich moje słowa: bardzo państwa przepraszam. Bardzo przepraszam za moje dziecko (szlocha). Proszę was o wybaczenie. Tak bardzo chciałabym cofnąć czas. Przepraszam wszystkich – mówi matka Stefana W.

Kobieta w rozmowie przeprowadzonej dla „Dużego Formatu” przez Katarzynę Włodkowską wspomina lata, które syn spędził w więzieniu i wydarzenia bezpośrednio poprzedzające zabójstwo prezydenta Adamowicza, a także dni po aresztowaniu Stefana W.

„Wrócił inny”
Jolanta o tragicznym ataku na Pawła Adamowicza dowiedziała się od swoich dzieci. Jak twierdzi – początkowo nie mogła rozpoznać syna. – Ale wtedy te słowa: „ Halo! Halo! Nazywam się Stefan…”. Jezu, synu, jak mogłeś… – wraca myślami do godzin, gdy toczyła się walka o życie prezydenta Gdańska. Rodzinę Stefana W. szybko namierzyła policja i dziennikarze. Jolanta jeszcze podczas składania zeznań miała nadzieję, że atak przeprowadzony przez jej syna nie okaże się śmiertelny. Wkrótce pojawiła się jednak informacja o tym, że Paweł Adamowicz nie przeżył.

Matka Stefana W. widziała syna po raz ostatni w niedzielę 13 stycznia w mieszkaniu, w którym po wyjściu z więzienia zamieszkał ze swoim rodzeństwem. Tego dnia odbywał się ślub cywilny Jolanty, ale syn zapowiedział, że nie pojawi się na uroczystości. – Stefana nie było prawie sześć lat, wrócił inny – mówi o synu.

„Wystraszyłam się”

Jolanta wspomina, że w trakcie ostatniego listopadowego widzenia jej syn twierdził, że w więzieniu wydarzyła mu się krzywda.

– Zdrowie mi zniszczyli, powtarzał, i że zrobi coś spektakularnego. Wystraszyłam się. Niektórzy z rodziny nie chcieli go już odwiedzać – przyznaje kobieta. Jak podkreśla, już po aresztowaniu za napady na placówki bankowe, gdy przebywał w areszcie w Gdańsku, Stefan W. otrzymał status więźnia niebezpiecznego. Niemal dwa lata spędził w izolatce. – Najpierw miał tam tylko radiowęzeł, potem pozwolono, byśmy mu przynieśli mały telewizor. I pewnego dnia powiedział mi, że z tego telewizora wychodzą głowy – mówi kobieta. Na jej prośbę syna po przewiezieniu do więzienia w Malborku poddano konsultacji psychiatrycznej, a w zakładzie w Szczecinie stwierdzono u niego schizofrenię paranoidalną.

– Wrócił, jakiś czas brał leki, ale przestał. Wtedy powiedział, że słyszy głosy, że w gdańskim areszcie był podtruwany, zniszczono mu żołądek, ktoś się znęcał. Nie wiem, czy to fakty, czy urojenia, ale zaczął żyć tym, że został niesprawiedliwie potraktowany. Ostatni rok był w Gdańsku-Przeróbce, zakładzie półotwartym. Podejrzewam, że to tam naoglądał się różnych wiadomości na kanałach informacyjnych i wmówił sobie niechęć do PO. Wcześniej nigdy o tym nie mówił – mówi matka Stefana W.

Ostrzegała przed własnym synem

Kobieta podkreśla, że po wyjściu syna więzienia poszła na policję, by ostrzec, że może zrobić coś nieobliczalnego. – Uważałam, że nie powinien wychodzić albo ktoś powinien go obserwować. Ale usłyszałam, że nie ma podstaw, że zgłoszą tylko swoje wątpliwości zakładowi karnemu. Nikt się ze mną później nie kontaktował – twierdzi Jolanta.

Matka Stefana W. mówi też o tym, jak popełniona przez jej syna zbrodnia wpłynęła na życie całej rodziny – począwszy o naruszaniu prywatności przez dziennikarzy, po obawę przed napaścią i chęcią ukrycia pokrewieństwa przez rodzeństwo poprzez zmianę nazwiska. – Urodziłam syna, który zabił człowieka, i muszę z tym żyć. Ale nigdy się go nie wyrzeknę. Będę z tym cierpieniem już do końca życia, choć syna straciłam na zawsze. Na wolności najpewniej już go nie zobaczę – mówi Jolanta. Kobieta na zakończenie wywiadu przeprasza rodzinę zamordowanego prezydenta Gdańska i prosi o wybaczenie.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Prokuratura zbada działania ochroniarzy przy zatrzymaniu zabójcy Pawła Adamowicza

Prokuratura będzie badała zachowanie ochroniarzy, którzy zatrzymali Stefana W. po tym, jak zaatakował prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza – poinformowała rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk. Według nieoficjalnych informacji PAP w niedzielny wieczór, już poza sceną, na której został zatrzymany, Stefan W. doznał złamania nosa i urazu palca.

Wawryniuk potwierdziła, że w poniedziałek, w trakcie przesłuchania w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku, prokurator zauważył na palcu podejrzanego opatrunek oraz „ślad na nosie”. Rzeczniczka wyjaśniła, że prokurator zapytał Stefana W., skąd wzięły się te rany, a mężczyzna odpowiedział, że doznał ich w czasie zatrzymania przez ochroniarzy.

– Ta kwestia oczywiście będzie wyjaśniana – powiedziała Wawryniuk. Dodała, że będzie ona badana w ramach śledztwa, w którym sprawdzana jest prawidłowość organizacji i zabezpieczenia niedzielnego gdańskiego finału WOŚP, w czasie której to imprezy zaatakowany został Paweł Adamowicz.

Wawryniuk powiedziała też, że po zatrzymaniu Stefan W. został zbadany przez lekarzy. Wyjaśniła, że badanie przeprowadzono zgodnie z zasadą nakazującą ich wykonanie przed umieszczeniem zatrzymanego w policyjnej izbie zatrzymań. Wawryniuk potwierdziła też, że po zatrzymaniu mężczyzna miał drgawki.

Poproszony o komentarz w sprawie niewielkich obrażeń Stefana W. pełnomocnik firmy ochroniarskiej „Tajfun” (ochraniała ona gdański finał WOŚP) Łukasz Isenko powiedział, że „z informacji, które posiada wynika, że zatrzymany już po zatrzymaniu bardzo się wyrywał, w związku z czym zostały zastosowane wobec niego chwyty obezwładniające”.

Zdaniem pełnomocnika „na pewno nie było tam działań celowych”. Isenko wskazał jednocześnie, że „nie wie, czy to ochroniarze spowodowali i ich działanie, natomiast jeżeli chodzi o obrażenia, to on (sprawca – red.) – na tzw. backstage’u, czego nie widzimy na żadnych nagraniach – bardzo się szarpał”.

Z kolei Artur Kotulski – obrońca z wyboru Stefana W., poinformował PAP, że w czasie krótkiego spotkania z klientem nie rozmawiał z nim o szczegółach związanych z jego zatrzymaniem przez ochroniarzy. Kotulski poinformował, że rozważa zażalenia na tymczasowe aresztowanie W.

W niedzielę wieczorem 27-letni Stefan W. podczas finału WOŚP w Gdańsku wtargnął na scenę i kilkakrotnie ugodził nożem prezydenta Adamowicza. Zamachowca zatrzymano na scenie. W poniedziałek krótko przed godz. 15 lekarze poinformowali, że prezydent Adamowicz zmarł. Wstępne wyniki sekcji zwłok mówią, że doznał on trzech głębokich ran w okolicach serca i brzucha.

W poniedziałek prokuratura postawiła Stefanowi W. zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Czyn ten zagrożony jest karą co najmniej 12 lat więzienia, 25 lat pozbawienia wolności, a nawet dożywocia. Stefan W. nie przyznał się do jego popełnienia. Gdański sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował o tymczasowym aresztowaniu podejrzanego.
Źródło info i foto: onet.pl