Portugalia: Trzej urzędnicy podejrzani o zamordowanie Ukraińca

​Portugalska policja zatrzymała trzech pracowników Urzędu ds. Cudzoziemców i Granic (SEF), podejrzanych o zamordowanie na lotnisku w Lizbonie obywatela Ukrainy. Mężczyzna, jak wynika z dochodzenia, przed śmiercią miał być torturowany. Według informacji policji, wszyscy trzej urzędnicy jeszcze w poniedziałek wieczorem usłyszą zarzuty dotyczące zamordowania na lotnisku pasażera, który przyleciał z Turcji. Mężczyzna przybył do Lizbony z wizą turystyczną.

Z dokumentów śledztwa, do których dotarła portugalska telewizja TVI wynika, że urzędnicy uniemożliwili obywatelowi Ukrainy wyjście z lotniska, żądając od niego powrotu do Turcji następnym samolotem.

Pasażer źle zareagował na taką decyzję pracowników SEF zatrudnionych na lotnisku (…) i prawdopodobnie doznał ataku epilepsji – ustaliła TVI.

Według śledztwa po przeniesieniu pasażera do osobnego pomieszczenia na lotnisku urzędnicy mieli go torturować. Ciało Ukraińca, zakutego w kajdanki, znaleziono 12 marca na terenie lizbońskiego portu lotniczego nazajutrz po zdarzeniu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Co dalej z 14-letnim mordercą z Chełma?

Makabryczne morderstwo w Chełmie na Lubelszczyźnie wstrząsnęło całym miastem i regionem. Prokuratura zakończyła swoje działania na tym etapie, a teraz 14-letnim zabójcą zajmie się sąd. Co dalej z Łukaszem W.? Chłopak wyszedł ze szpitala i trafił do schroniska dla młodzieży.

Nastolatek zamordował swoją przybraną matkę i ranił jej syna. Od makabrycznego morderstwa w Chełmie minął blisko tydzień. 14-letnim zabójcą zajmie się teraz sąd rodzinny. Co dalej z Łukaszem W.? Jaką karę poniesie?

Przypomnijmy: do zbrodni doszło w minioną sobotę. Chłopak zadźgał nożem macochę i poważniej ranił przybranego, 18-letniego brata. Okazuje się, że… fascynowali go inni mordercy! Tuż przed zbrodnią napisał w internecie, że „pora zabijać”.

Po zbrodni został zatrzymany i w niedzielny poranek trafił do szpitala, był ranny. W środę został przewieziony dla schroniska dla nieletnich, gdzie poczeka na proces.

Prokuratura Rejonowa w Chełmie, która zajmuje się sprawą, przekazała już akta Łukasza W. do Sądu Rodzinnego i Nieletnich. To on zadecyduje o tym, jaką karę poniesie 14-latek. Grozi mu m.in. pobyt w zakładzie poprawczym
Źródło info i foto: se.pl

Niemcy: Trwa proces „pielęgniarza śmierci”. Ofiar było więcej?

Pochodzący z Polski pielęgniarz zaprzeczał, by zabijał z rozmysłem – pisze niemiecka prasa w relacjach z procesu Grzegorza W.

Nadkomisarz Johannes Pletl zapewne długo nie będzie mógł zapomnieć przesłuchań mężczyzny, nazywanego „pielęgniarzem śmierci”, który stanął w zeszłym tygodniu przed sądem krajowym w Monachium za zamordowanie sześciu osób – pisze w poniedziałek (2.12.2019) dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. Pletl pięć razy przesłuchiwał pochodzącego z Polski 38-letniego Grzegorza W., który przyznał się do popełnienia sześciu zabójstw, a także trzykrotnego usiłowania zabójstwa i trzykrotnego niebezpiecznego uszkodzenia ciała. Przestępstwa popełnił za pomocą zastrzyku z wysoką dawką insuliny, którą wstrzykiwał podopiecznym. Niewykluczone, że zostanie oskarżony o siódme zabójstwo.

„Z rąk Grzegorza W. Mogło zginąć jeszcze więcej osób. Jak przyznał Pletl, w ciągu roku pielęgniarz mógł podać zagrażającą życiu dawkę insuliny nawet 20 seniorom” – relacjonuje „SZ”.

Kradł proszek do prania, wino i trochę biżuterii

Grzegorz W. był zatrudniany jako pielęgniarz za pośrednictwem polskich i niemieckich agencji. Twierdził, że z zawodu był ślusarzem i mechanikiem, ale ukończył półroczny kurs dla pielęgniarzy osób starszych, obejmujący 120 godzin. Według ustaleń śledczych uczęszczał na kurs jedynie dwa lub trzy miesiące. Prokuratura jest przekonana, że nigdy nie zamierzał pracować jako pielęgniarz. Praca ta miała mu jedynie otworzyć drzwi do domów niemieckich seniorów, których zamierzał okradać.

Od maja 2015 roku pracował w 69 niemieckich domach. Według Pletla siedem osób zmarło w obecności Grzegorza W., osiem trafiło do szpitali. Tylko u dwóch osób stwierdzono obniżony poziom cukru we krwi. Z 19 miejsc, w których pracował W. miał zniknąć bez śladu, wraz z rozmaitymi przedmiotami. „Co takiego wynosił? Proszek do prania, papier toaletowy, mydło w płynie, szczotki do toalet. Raz ukradł Federalny Krzyż Zasługi, 15 butelek wina z piwnicy, żywność i trochę biżuterii, którą chciał w Polsce zastawić w lombardzie” – informuje dziennik „Die Welt”. Nie miał w Niemczech stałego miejsca zamieszkania, za każdym razem przyjeżdżał do pracy z Polski i szybko znikał, gdy jego podopieczni umierali albo trafiali do szpitala.

Wpadł w zeszłym roku, po nagłej śmierci swego 83-letniego podopiecznego z Ottobrunn Franza Xavera. Gdy przy W. Znaleziono złoty zegarek zmarłego oraz zastrzyk insuliny, policja postawiła mu zarzuty.

„Seniorzy byli agresywni”

Podczas przesłuchań pielęgniarz miał odpowiadać bardzo składnie, bardzo rzadko tracił nad sobą kontrolę.

Jako pielęgniarz zajmował się starszymi osobami, często z demencją. „Jeden z podopiecznych musiał umrzeć, bo nie przesypiał nocy, druga, 79-letnia kobieta – aby W. mógł w spokoju przeszukać i okraść jej dom, innemu podopiecznemu podał insulinę, bo z powodu demencji zachowywał się agresywnie” – relacjonuje prasa zeznania nadkomisarza.

Na pytanie o to, dlaczego ci ludzie musieli umrzeć, W. miał odpowiedzieć: „Bo byli wobec mnie agresywni. Nie chciałem, aby ktokolwiek zmarł. Nie jestem psychicznie chorym idiotą. Chciałem normalnie pracować, ale oni byli agresywni” – miał zeznawać Grzegorz W. Opisywał, że niektórzy podopieczni wyzywali go od „polskiej świni”, pluli na niego jedzeniem, rzucali ekskrementami albo nie pozwalali mu się dotknąć.

Twierdził także, że „od insuliny nie można umrzeć” i w „UE jeszcze nikt nie umarł wskutek podania insuliny”. Chciał jedynie uspokoić podopiecznych, by spali w nocy. Tylko raz miał przyznać, że mogło to doprowadzić do śmierci.

Fatalny obraz całej branży

Twierdził, że sam choruje na cukrzycę, dlatego ma dostęp do leku. Musiał zdawać sobie sprawę ze skutków przedawkowania. Wątpliwości śledczych budzi jednak to, skąd miał tak dużą ilość insuliny.

„Die Welt” zwraca uwagę, że w związku z procesem Grzegorza W. powstaje fatalne wrażenie o całej branży, zajmującej się pośredniczeniem w zatrudnianiu opiekunów osób starszych w Niemczech. Agencje przekonują, że chcą tego, co najlepsze dla babci i dziadka, a w rzeczywistości mają na względzie tylko swój interes – dodaje gazeta. „Czy niemieckie agencje, które współpracują z polskimi i słowackimi pośrednikami, nie powinny uważać, by oferować klientom wyłącznie personel, o nieposzlakowanej reputacji? Czy nikt nie spytał W. o policyjne poświadczenie niekaralności? Najwyraźniej nie. Bo w przeciwnym razie klienci trzymaliby się z daleka od skazanego w Polsce na dziewięć lat więzienia za przestępstwa przeciwko własności. Ale zadowolono się tym, co sam mówił o sobie” – konkluduje dziennik.
Źródło info i foto: interia.pl

Podwójny zabójca zatrzymany na polsko-ukraińskim przejściu granicznym

Na polsko-ukraińskim przejściu granicznym w Korczowej na Podkarpaciu zatrzymano 32-letniego Ukraińca. Mężczyznę w całej Europie poszukiwano pilnym nakazem aresztowania. Jest podejrzany o dwa zabójstwa na terenie Czech.

Ścigany Ukrainiec od dłuższego czasu przebywał w Czechach i tam dokonał zbrodni. Według portalu Novinky.cz, doszło do niej 17 listopada w internacie, przerobionym na hostel w Opatovicach nad Łabą. Pokoje wynajmowali tu głównie sezonowi pracownicy ze Wschodu.

Wieczorem doszło do awantury. Dwóch mężczyzn znaleziono w kałuży krwi. Ktoś wezwał karetkę. Ofiary próbowano reanimować, ale bezskutecznie. Zginęły od ciosów zadanych nożem.

Nożownik ulotnił się przed przyjazdem policji. Postanowił natychmiast uciec z kraju. W Pradze wsiadł do autobusu, jadącego do Kijowa. Sądził, że śledczy nie zdążą wpaść na jego trop.

Ale sygnał o poszukiwaniach błyskawicznie dotarł do polskich służb granicznych. Kiedy w Korczowej mundurowi kontrolowali pasażerów i sprawdzali ich paszporty w bazach danych, od razu zorientowali się z kim mają do czynienia.

– W stosunku do Ukraińca zachodziła uzasadniona obawa, że może być niebezpieczny i uzbrojony. W czasie zatrzymania mężczyzna był zaskoczony i nie stawiał żadnego oporu – relacjonują funkcjonariusze Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej.

Ukrainiec na razie pozostaje w dyspozycji przemyskiej prokuratury i oczekuje na rozpoczęcie procedury ekstradycyjnej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nowe informacje dotyczące seryjnego mordercy z Kołobrzegu

Jakim trzeba być zimnym i wyrachowanym draniem, jak mocne trzeba mieć nerwy, żeby zamordować właścicielkę mieszkania, a potem przez lata w nim żyć, jakby nic się nie stało! Iwona K. (†31 l.) straciła życie, bo zawierzyła swojemu przyszłemu oprawcy – Mariuszowi G. (43 l.) z Kołobrzegu.

Fakt ustalił wstrząsające szczegóły ostatnich miesięcy życia Iwony K., prawdopodobnie pierwszej ofiary krwawego Tulipana z Kołobrzegu. Do mieszkania przy ul. Mariackiej sprowadziła się wraz ze swoim partnerem i córeczką w 2014 roku. Wcześniej mieszkała w Stolnie kolo Chełmna. – Tak, ta pani mieszkała w naszej klatce – wspomina pani Grażyna.

Sąsiedzi ponoć bardzo na Iwonę narzekali. To z powodu głośnych imprez w jej mieszkaniu. Któregoś razu po takiej imprezie Iwona zdemolowała skrzynkę na listy i wybiła szybę w drzwiach wejściowych do klatki. Odszedł od niej wieloletni partner, córeczką zajęli się dziadkowie, a wokół Iwony zaczął się kręcić Mariusz G., syn sąsiada z dołu. – Po tym, jak w styczniu 2016 roku spaliło się jej mieszkanie, to miała je sprzedać Mariuszowi G. Tak wszyscy myśleli. Później nikt z nas już jej nie widział – opowiada sąsiadka.

Fakt dowiedział się od urzędników, że Mariusz G. przy załatwianiu formalności w urzędach, gdzie była potrzebna obecność Iwony K., posługiwał się wystawionym przez nią notarialnym upoważnieniem. Zabójca wyremontował spalone mieszkanie i tam się wprowadził. Przez lata rodzina myślała, że Iwona gdzieś wyjechała. Dopiero po tym, jak śledczy wpadli na trop mordercy i go aresztowali, wyszło na jaw, że kobieta nie żyje. Zabójca zabił ją wiosną 2016 r. a zwłoki ukrył w lesie pod Charzynem.

„Nadzieja zawsze umiera ostatnia”

– Bałam się, że siostrę spotkało coś makabrycznego – zwierza się Faktowi Małgorzata (37 l.), starsza siostra zamordowanej Iwony († 31 l.). – Przeczucia mnie nie myliły, choć nadzieja umiera ostatnia – dodaje. Zapłakana siostra opowiada nam, że z Iwoną zawsze miały silną więź. W swoim życiu przeszły wiele: dom dziecka i adopcję. – Żyłyśmy ze sobą bardzo blisko. Wiedziałabym, gdyby coś było u niej nie tak – mówi pani Małgorzata.

– Nie wiadomo dlaczego w mieście mówiono, że Iwona zmienia partnerów jak rękawiczki. Ona miała wieloletniego partnera i małą córeczkę Madzię. Wyjechali do Kołobrzegu w poszukiwaniu lepszego życia. Ostatni raz widziałam ją tam na krótko przed zaginięciem. Kilka dni później ostałam od niej SMS-a, że zrywa kontakt i mamy jej nie szukać. Jestem pewna, że to nie ona to napisała. To nie w jej stylu. Szukaliśmy jej, ale bez rezultatów. O śmierci Iwonki dowiedziałam się od taty. Jestem załamana – mówi pani Małgorzata.

„Myślę, że to co się stało uratowało mojej siostrze życie”

– To, co się teraz dzieje, wydaje mi się jakimś strasznym snem – płacze Joanna G., siostra Doroty Ł. (35 l.), narzeczonej seryjnego mordercy z Kołobrzegu. Nie wiadomo jak drobna 35-letnia blondynka z Koszalina, prowadząca sklep z bibelotami, poznała Mariusza G. Nie chwaliła się rodzinie. – Dorota poznała go w marcu tego roku – wspomina Joanna G. – A już w czerwcu planowała wziąć z nim ślub w Kołobrzegu – dodaje.

Na rodzinie narzeczonej Mariusz G. już od pierwszego spotkania zrobił dobre wrażenie. – Był miły i uprzejmy. Przedstawił się nam jako marynarz po rozwodzie. Z poprzedniego związku miał mieć córkę. Ślub Mariusza i Doroty był planowany na 15 czerwca. Areszt pokrzyżował ten plan. Po zatrzymaniu prowadzonym przez nią sklepem zajęła się najbliżsi.

– Nie wierzę, żeby moja siostra miała coś wspólnego z tymi wszystkimi morderstwami – twierdzi Joanna G. – Ujawnienie tych zbrodni uratowało mojej siostrze życie – dodaje.

Kalendarium zbrodni

– Wiosna 2016 r. – zaginięcie Iwony K. (†31 l.). Do jej mieszkania wprowadza się Mariusz G.

– 10 października 2018 r. – zaginięcie Anety D. (†37 l.). Jej mieszkanie Mariusz G. sprzedał.

– 7 czerwca 2019 r. – policja wydaje komunikat, że w Kołobrzegu zaginęła 54-letnia Bogusława R.

– 12 czerwca 2019 r. – do aresztu trafia Mariusz G. oskarżony o zagarnięcie mienia osoby zaginionej i jego narzeczona Dorota Ł.

– Czerwiec-listopad 2019 r. – po aresztowaniach policjanci przeszukują lasy w okolicach miejscowości Obroty. Na terenie starej piaskarni odkrywają grób, a w nim ciało zaginionej w czerwcu Bogusławy R.

– 6 listopada 2019 r. – Mariusz G. usłyszał zarzut zabójstwa Bogusławy R.

– 8 listopada 2019 r. – prokuratura po odnalezieniu kolejnych leśnych grobów oskarżyła Mariusza G. o zabójstwo dwóch innych zaginionych kobiet, Iwony K. i Anety D.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ruszył proces dzieciobójczyni z Ciecierzyna

Ruszył proces Aleksandry J. (27l), która zamordowała czwórkę swoich dzieci. Zeznania kobiety są tak wstrząsające, że włos jeży się na głowie! Wyrodna matka przyznaje się do zabójstw, ale winą obarcza swojego konkubenta.

Aleksandra J. przed sądem w Opolu łkała, że nie chciała skrzywdzić swoich nowo narodzonych dzieci. Tłumaczyła, że zabijała, bo bała się swojego konkubenta, Dawida W. Twierdziła, że mężczyzna wiele razy mówił jej, że jeśli urodzi kolejne dziecko, to zabierze jej ich syna Daniela, a ją wyrzuci z domu.

Dawid W. jest również oskarżony w tej sprawie – o pomocnictwo w zbrodni. Ale mężczyzna twierdzi, że nie wiedział o ciążach partnerki i że ta kłamie, próbując przerzucić na niego całą odpowiedzialność.

Sąd odczytał zeznania kobiety, które złożyła w śledztwie. Są przerażające! Aleksandra J. mówiła m.in., że jedno z dzieci wsadziła do worka i zaniosła do szopy przy domu. Inne, jak pamięta, tuż po urodzeniu złapało ją za palec. Rozpłakała się wtedy i zaczęła je przepraszać za to, że musi zabić. Zwyrodniała matka w śledztwie mówiła takie rzeczy, że aż nie mieszczą się w głowie! Np. o tym, że zakopała dziecko pod jabłonią, bo… lubi jabłka i te przypominałyby jej o dziecku, które zamordowała!

Zarówno Aleksandrze J. jak i Dawidowi W. grozi dożywotnie więzienie.

Przypomnijmy, że sprawa wyszła na jaw w ubiegłym roku. Kobieta wraz z partnerem i synem mieszkali w Ciecierzynie, niewielkiej wsi w Opolskiem. O tym, że coś złego może się tam dziać, służby dowiedziały się od sąsiadów. Ci bowiem widzieli, że kobieta była w ciąży, a później, na pytania „gdzie jest dziecko” odpowiadała w różny sposób. Raz, że w ogóle w ciąży nie była, innym razem, że zostawiła potomka w szpitalu, żeby ktoś adoptował maleństwo.

Szybko okazało się, jaka jest prawda. Policja na terenie posesji znalazła zwłoki czterech dzidziusiów. Jedno z dzieci było schowane w piecu… Wiadomo, że dzieci przychodziły na świat od 2013 do 2018 roku. Wszystkie urodziły się żywe…
Źródło info i foto: se.pl

W Meksyku odkryto ponad 3 tys. grobów. Sprawcami zabójstw najczęściej organizacje przestępcze

Meksykańskie władze odkryły ponad 3 tys. ukrytych grobów, w których pochowano 4,9 tys. osób zamordowanych w okresie od 2006 r. do połowy sierpnia 2019 r. – ogłosił w piątek rząd prezydenta Andresa Manuela Lopeza Obradora.

„Poszukiwanie osób zaginionych stanowi priorytet mojej administracji” – oświadczył na konferencji prasowej meksykański podsekretarz ds. praw człowieka Alejandro Encinas.

Sprawcami większości zabójstw osób, których miejsca pochówku odnaleziono, są meksykańskie organizacje przestępcze, m.in. koncerny narkotykowe, ale znaczny udział w zbrodniach miały także grupy przestępcze powiązane z lokalnymi władzami.

Encinas podkreślił, że jedną z głównych przyczyn takiego nasilenia przestępczości w Meksyku była „nieobecność państwa”, a obecny rząd „stara się to zjawisko zminimalizować”.

Prezydent Lopez Obrador niezwłocznie po objęciu urzędu 1 grudnia 2018 r. uznał oficjalnie kompetencje komisji Narodów Zjednoczonych do spraw ofiar uprowadzeń. Przedstawiciele komisji odwiedzą Meksyk w drugim półroczu 2020 r.

Przewodnicząca meksykańskiej Krajowej Komisji Poszukiwania Osób, Karla Quintana, oświadczyła w piątek na konferencji prasowej, że komisja działa w imieniu „tysięcy osób poszukujących swych zaginionych krewnych”.

Dodała, że po raz pierwszy w historii państwo meksykańskie ogłosiło oficjalnie dane dotyczące ofiar zbrodni popełnionych przez organizacje i grupy przestępcze.
Źródło info i foto: interia.pl

Podejrzany o zabójstwo 10-letniej Kristiny stawia żądania

Œwidnica, 16.06.2019. Zatrzymany mê¿czyzna doprowadzany na przes³uchanie w prokuraturze w Œwidnicy, 16 bm. Mê¿czyzna zosta³ zatrzymany ws. zabójstwa dziewczynki. Jak informowa³a wczeœniej prokuratura w Œwidnicy, przyczyn¹ œmierci 10-letniej dziewczynki, której cia³o znaleziono 13 bm. w lesie szeœæ kilometrów od miejscowoœci Mrowiny, by³y rany k³ute klatki piersiowej i szyi; zbrodnia mia³a pod³o¿e seksualne. (mr) PAP/Maciej Kulczyñski
UWAGA!!! ZAKAZ PUBLIKACJI WIZERUNKU ZATRZYMANEGO ORAZ WIZERUNKU FUNKCJONARIUSZY OPERACYJNYCH POLICJI!!!

Czekający na osądzenie Jakub A., podejrzany o zabicie 10-letniej Kristiny, może zostać przeniesiony do szpitala. Na razie przebywa w jednym z dolnośląskich zakładów karnych, gdzie ma opinię grzecznego, ale roszczeniowego więźnia. 

O sprawie pisze wrocławska „Gazeta Wyborcza”. Jakub A. przebywa obecnie na terenie zakładu karnego w Wołowie niedaleko Trzebnicy (woj. dolnośląskie). Został tam umieszczony po tym, jak usłyszał zarzut zabójstw 10-letniej Kristiny (córki kobiety, z którą się spotykał), przyznał się do winy, a sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu. 

Jakub A. pod stałą ochroną 

Z uwagi na charakter przestępstwa (jego ofiarą padło dziecko) oraz możliwy lincz ze strony współwięźniów 22-latek przebywa w jednoosobowej, odizolowanej celi pod stałą, 24-godzinną kontrolą ze strony personelu więziennego. 

Jak donosi „GW”, A. przebywa w pomieszczeniu, które zostało oddzielone tzw. kordonem buforowym, co oznacza, iż w cele sąsiadujące z jego celą są puste. Cela podejrzanego jest ponadto monitorowana całą dobę — do tego stopnia, że ekran, na których widać pomieszczenie, obserwuje jeden funkcjonariusz. Zwykle taka osoba musi rozdzielić swoją uwagę na dziewięć ekranów. 

Co ciekawe, mężczyzna zdaje sobie sprawę z zagrożenia ze strony innych osadzonych, którzy już w trakcie, gdy transportowano go do więzienia, grozili mu śmiercią (sprawcy przestępstw wobec dzieci znajdują się bowiem najniżej w więziennej hierarchii i są przez innych osadzonych dręczeni). Z tego też powodu nie korzysta z przysługującej mu możliwości wychodzenia na spacery. 

Może trafić na poddział szpitalny, na razie żąda prasy i TV

To jednak niejedyny kłopot, z jakim muszą się zmierzyć pracownicy wołowskiego zakładu penitencjarnego. Jak bowiem informuje „Wyborcza”, Jakub A. ma opinię więźnia grzecznego, ale przy tym bardzo roszczeniowego. 

– Zażądał np. codziennego dostępu do świeżej prasy i telewizora. Protestuje też przeciwko objęciu go „enką” („N” oznacza status więźnia wyjątkowo niebezpiecznego), a nawet sugerował, żeby przenieść go do celi z jakimś znajomym, który też odbywa tu karę – mówi jeden z rozmówców „GW”.

Wrocławska „Wyborcza” pisała już wcześniej o tym, że 22-latek najprawdopodobniej zostanie przeniesiony na oddział szpitalny, gdzie poddany zostanie obserwacji psychiatrycznej. Wynika to z faktu, iż w jego rodzinie zanotowano przypadki schizofrenii, a wątek ten może być przydatny w kontekście ew. próby uznania go za osobę niepoczytalną. Do tego potrzebna będzie jednak kolejna opinia biegłych. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

54-latek zlecił zabójstwo żony. Atak zaplanowano w Kazimierzu Dolnym

Stołeczni policjanci zatrzymali 54-latka podejrzanego o zlecenie zabójstwa żony, a także jego 35-letniego znajomego, który miał mu pomagać w zbrodni. W Prokuraturze Okręgowej w Warszawie obaj usłyszeli zarzuty. Zostali też tymczasowo aresztowani przez sąd.

Jak przekazał rzecznik warszawskiej policji kom. Sylwester Marczak, 54-latka, który jest podejrzany o zlecenie zabójstwa żony, i 35-latka, który miał pomagać w realizacji tego planu, zatrzymali funkcjonariusze z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw.

Miała zginąć w czasie wyjazdu do Kazimierza Dolnego

Policjanci nie wykluczają, że 54-latek chciał poprzez zabójstwo żony rozwiązać problemy osobiste i finansowe. Według policji, podejrzany planował zbrodnię od kwietnia 2018 roku. Chciał dokonać „zbrodni doskonałej”, opracowanej w najdrobniejszych szczegółach. Kobieta miała zostać pozbawiona życia w czasie wyjazdu do Kazimierza Dolnego. 35-latek, który miał pomagać głównemu podejrzanemu, to jego znajomy, na co dzień prowadzący z nim interesy.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi policja pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jej rzecznik, prok. Łukasz Łapczyński, poinformował, że wynagrodzeniem za zabójstwo miało być mieszkanie na warszawskim Mokotowie. Osobę, która miała dokonać zabójstwa, miał znaleźć 35-latek. Służby znają personalia tej osoby.

Podejrzanym grozi dożywocie

W Prokuraturze Okręgowej 54-latek usłyszał zarzut nakłaniania do zabójstwa żony, do czego nie doszło dzięki działaniom policji. – W przypadku drugiego mężczyzny zarzuty dotyczą pomocnictwa do przestępstwa poprzez m.in. skontaktowanie zleceniodawcy z osobą, która miała dokonać zabójstwa, oraz udzielanie rad i wskazówek co do przebiegu zbrodni – wyjaśnił prok. Łapczyński.

Obaj podejrzani nie przyznali się do zarzucanych im przestępstw i złożyli obszerne wyjaśnienia sprzeczne ze zgromadzonym w tej sprawie materiałem dowodowym.

Na wniosek prokuratora w ubiegłym tygodniu sąd zastosował wobec nich tymczasowe aresztowanie na trzy miesiące.

Podejrzanym grozi nawet dożywotnie więzienie.

Śledczy nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Polacy uczestniczyli w morderstwie DJ-a Bobby’ego Ryana

To Polak miał zabić irlandzkiego DJ-a Bobby’ego Ryana, a następnie, już w Polsce, popełnić z tego powodu samobójstwo – twierdzą irlandzkie media. W ubiegłym tygodniu, po najdłuższym w historii Irlandii procesie za zabójstwo, na dożywocie został skazany 50-letni Patrick Quirke, który miał je zlecić.

Bobby Ryan, znany też jako „Mr Moonlight” był rolnikiem, pracował też na pół etatu jako DJ w okolicach Limerick.

Powodem zabójstwa miała być zazdrość Quirke’a, rolnika z Tipperary, o Mary Lowry, księgową z lokalnej rzeźni, z którą skazany miał wcześniej romans (jest wdową po bracie żony Quirke’a). Ryan zaginął 3 czerwca 2011 roku wychodząc od Lowry, która była ówcześnie jego partnerką. Jego ciało zostało znalezione dopiero prawie dwa lata później, 30 kwietnia 2013 roku.

Irlandzkie media podają jednak, że w morderstwie mieli brać udział Polacy. Zdaniem dziennika „Limerick Leader”, który powołuje się na anonimowe źródła policyjne, Quirke miał poprosić jednego Polaka, aby wynajął kolejnego, który następnie zabił irlandzkiego DJ-a.

„Garda (irlandzka policja – red.) nie zdążyła przesłuchać mężczyzny. Odebrał sobie życie w momencie, gdy połączono go z tą sprawą, więc nie można było bliżej zbadać tego śladu” – mówił dziennikowi jeden z funkcjonariuszy. O tym, że w morderstwie mieli brać udział Polacy, słyszeli też mieszkańcy Tipperary, w którym doszło do zabójstwa.
Źródło info i foto: polsatnews.pl