Polak zabity nożem w Niemczech

22-letni Krystian razem z Sebastianem M. często wyjeżdżali do Niemiec do pracy. Podczas jednej z imprez doszło do tragedii. Pijany 39-latek rzucił się na kolegę. Przyznał się do zabójstwa, a sąd skazał go na 5,5 roku więzienia. Krystian i Sebastian M. pochodzili z tych samych okolic z Podkarpacia. W Niemczech pracowali na budowie razem z innymi Polakami. Dramat rozegrał się podczas urodzin jednego z członków ekipy w listopadzie 2017 r. W nocy 39-latek zaatakował 22-latka nożem. Patrzył jak się wykrwawia – podaje „Fakt”.

Kilka godzin wcześniej znajomi wstawili wspólne zdjęcie na portalu społecznościowym. Sebastian M. przyznał się do zbrodni, ale nie potrafił wyjaśnić powodów morderstwa. W momencie zdarzenia był pijany, miał aż 3 promile alkoholu w organizmie. Niemiecki sąd uznał, że mężczyzna miał ograniczoną poczytalność.

Właśnie zapadł wyrok. 39-latek został skazany na 5,5 roku pozbawienia wolności. Część kary może odbyć w klinice odwykowej, bo jest alkoholikiem. Wyrok jest prawomocny. W rodzinnej miejscowości Krystiana są zaskoczeni decyzją sądu. – To żadna kara – mówią z rozgoryczeniem.
Źródło info i foto: wp.pl

Lubin: Zaczepiali dziewczynę. 15-letni Jakub zginął, bo stanął w obronie koleżanki

Chłopiec, który w sobotę w nocy zginął od ciosu nożem, stanął w obronie koleżanki. Policja nie informuje, który z trzech agresywnych mężczyzn jest podejrzewany o dokonanie zabójstwa. Jeden z nich usłyszał w niedzielę taki zarzut. Do tragedii doszło w centrum Lubina.

Do tragedii na Wzgórzu Zamkowym w centrum Lubina doszło w sobotę, około godziny 1 w nocy, kiedy do grupy młodzieży, w której był 15-letni Jakub, podeszli trzej mężczyźni w wieku 21, 22 i 23 lat. Podobno zaczęli w ordynarny sposób zaczepiać jedną z dziewczyn.

Jakub chciał stanąć w jej obronie. Wtedy otrzymał śmiertelny cios w klatkę piersiową. Policja nie informuje, który z mężczyzn ugodził ofiarę.

– Wszyscy trzej są znani policji, byli już karani za drobne przestępstwa – kradzieże sklepowe i posiadanie nieznacznej ilości narkotyków. Jeden z nich był pod wpływem alkoholu – relacjonuje reporter TVP Info Marcin Lustig. St. aspirant Sylwia Serafin z KPP w Lubinie poinformowała, że od mężczyzn została pobrana krew do analizy. Badanie ma sprawdzić, czy nie byli pod wpływem narkotyków.

To było brutalne morderstwo

W niedzielę jednemu z nich prokuratura postawiła zarzut zabójstwa – poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy prok. Lidia Tkaczyszyn.

Zakończyło się też przesłuchanie drugiego z podejrzanych w tej sprawie. – Postawiono mu zarzuty dwóch przestępstw – nieudzielenia pomocy ofierze oraz niezawiadomienia o popełnionej zbrodni morderstwa – powiedziała rzeczniczka.

Wobec obu mężczyzn sporządzono wnioski o areszt. – Trzeci z zatrzymanych wkrótce zostanie doprowadzony do prokuratury. Jemu też zostaną przedstawione zarzuty nieudzielenia pomocy ofierze oraz niezawiadomienia o popełnionej zbrodni morderstwa – powiedziała prokurator Tkaczyszyn.

Śledczy nie udzielają na razie informacji na temat szczegółów wydarzeń, w wyniku których zginął 15-latek. – Możemy powiedzieć jedynie, że prokurator ma mocne dowody, które jednoznacznie wskazują mężczyznę, który zadał cios 15-latkowi. Było to brutalne morderstwo – powiedziała prokurator.
Źródło info i foto: TVP.info

Prokurator wniósł o sądzenie 15-letniego sprawcy zabójstwa w szkole jak dorosłego

Prokurator wniósł o sądzenie nieletniego sprawcy zabójstwa w szkole w Wawrze jak dorosłego – przekazał rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga sędzia Marcin Kołakowski. Prokurator wniósł też o umieszczenie 15-latka w schronisku dla nieletnich. Obecnie chłopak jest w policyjnej izbie dziecka. Sąd przekazał prokuraturze prowadzenie sprawy zabójstwa nastolatka.

Pismo Prokuratury Rejonowej Warszawa – Praga Południe wpłynęło do warszawskiego Sądu Okręgowego wczoraj w godzinach popołudniowych. Prokurator złożył w nim wniosek m.in. o przekazanie mu postępowania do dalszego prowadzenia z uwagi na to, że zachodzi podejrzenie popełnienie zbrodni zabójstwa. Jeśli sąd przychyli się do tego wniosku, nieletni będzie sądzony jak osoba dorosła.

W stosunku do osób nieletnich nie można orzec kary dożywotniego pozbawienia wolności.

Prokurator wniósł również o uznanie go za stronę postępowania i zawiadamianie o terminach rozpraw i posiedzeń sądu rodzinnego. Chce także, aby 15-latka umieszczono w schronisku dla nieletnich. Jak poinformował dziś sędzia Kołakowski, sąd rodzinny miał zająć się tą sprawą na posiedzeniu dziś o godz. 9.

Rzecznik Komendy Stołecznej Policji kom. Sylwester Marczak przekazał, że obecnie chłopak przebywa w policyjnej izbie dziecka. W tej sprawie trwają czynności z udziałem sądu rodzinnego prowadzone w oparciu o Ustawę o postępowaniu w sprawach nieletnich.

– Sąd przekazał prowadzenie sprawy prokuraturze, a to oznacza, że prokuratura będzie podejmowała dalsze czynności w sprawie, w szczególności najprawdopodobniej zostanie dopuszczony dowód z opinii biegłych psychiatrów na okoliczność poczytalności sprawcy, ale także zostanie zbadany stopień rozwoju sprawcy podejrzanego o ten czyn, a nadto warunki i właściwości osobiste – poinformował podczas konferencji prasowej rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga sędzia Marcin Kołakowski.

Jak podkreślił, „jeżeli zatem na podstawie tych przeprowadzonych dowodów prokurator dojdzie do wniosku, że zostały spełnione przesłanki przewidziane w art. 10 par. 2 – wówczas podejrzany będzie sądzony na podstawie przepisów Kodeksu karnego”.

Przywołany przepis mówi, że nieletni, który po ukończeniu 15 lat dopuszcza się czynu zabronionego określonego w artykułach Kodeksu karnego, m.in. zabójstwa, „może odpowiadać na zasadach określonych w tym kodeksie, jeżeli okoliczności sprawy oraz stopień rozwoju sprawcy, jego właściwości i warunki osobiste za tym przemawiają, a w szczególności, jeżeli poprzednio stosowane środki wychowawcze lub poprawcze okazały się bezskuteczne”.

– Jeżeli prokurator stwierdzi, że przesłanki z tego przepisu nie zostały spełnione, wówczas uprawniony jest do nie wnoszenia aktu oskarżenia i przekazania sprawy do sądu rodzinnego i wówczas sąd rodzinny będzie orzekał na podstawie przepisów o postępowaniu w sprawach nieletnich – zaznaczył.
Źródło info i foto: onet.pl

Dziś rozpocznie się proces ws. gwałtu i zabójstwa 15-letniej Małgosi. W sprawie niesłusznie skazany został Tomasz Komenda

O 9.30 przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu rozpocznie się proces ws. gwałtu i zabójstwa 15-letniej Małgosi z Jelcza-Laskowic. Do zbrodni doszło w Miłoszycach w noc sylwestrową 1997 roku. W 2003 roku to właśnie za tę zbrodnię niesłusznie został skazany Tomasz Komenda, który w więzieniu spędził 18 lat.

Przed laty to Tomasz Komenda został skazany za gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi w Miłoszycach. Komenda do aresztu trafił w 2000 roku, a w 2003 r. Sąd Okręgowy we Wrocławiu skazał go na 15 lat więzienia. Rok później sąd drugiej instancji zaostrzył karę do 25 lat, a sprawa otarła się jeszcze o SN, ale wyrok już się nie zmienił.

Po latach policjanci i prokuratorzy wrócili do śledztwa, bo pojawiły się nowe dowody. 15 marca 2018 r. wrocławski sąd penitencjarny warunkowo zwolnił Tomasza Komendę z dalszego odbywania kary, natomiast 16 maja 2018 r. Sąd Najwyższy oczyścił go ze wszystkich zarzutów. Teraz Komenda domaga się prawie 19 mln zł zadośćuczynienia i odszkodowania.

W ponownym procesie zbrodni miłoszyckiej na ławie oskarżonych zasiądą Ireneusz M. oraz Norbert Basiura (zgodził się na publikację swoich danych – przyp.red). To właśnie ich śledczy oskarżyli o gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi. Proces, który poprowadzi sędzia Marek Poteralski, rozpocznie się dziś o godz. 9.30.

Wiadomo, że sędzia chce, by odbywały się co najmniej trzy posiedzenia w miesiącu, a prokuratura zamierza przesłuchać ponad 130 świadków. Prawdopodobnie w morderstwo była zamieszana jeszcze jedna osoba – jej poszukiwania cały czas trwają.

Zbrodnia miłoszycka

Do zbrodni doszło w nocy z 31 grudnia 1996 roku na 1 stycznia 1997 roku. W jednej z dyskotek w Miłoszycach odbywała się wówczas zabawa sylwestrowa, na którą wybrała się pochodząca z Jelcza-Laskowic 15-letnia Małgosia. Wiadomo, że tuż po północy do dziewczyny, która stała na zewnątrz podszedł chłopak. Powiedział, że ma na imię Irek, jest jej bratem i odprowadzi ją do domu. 15-latka poszła z nim, mimo iż nie miała brata. Do domu nigdy nie wróciła.

Ciało dziewczyny znaleziono następnego dnia na podwórku jednej z posesji. Małgosia zmarła wskutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran.

Kim są oskarżeni?

Ireneusza M. śledczy zatrzymali w czerwcu 2017 r., nie przyznał się do zabójstwa dziewczyny. Wiadomo, że mężczyzna został przez śledczych przesłuchany zaraz po zbrodni, bo był jednym z uczestników zabawy sylwestrowej. Ze szczegółami opisał wówczas skarpetki Małgosi – 15-latka miała je na sobie, gdy znalezioną jej ciało. Wówczas na podstawie badań DNA oraz odcisku szczęki wykluczono go jednak z grona podejrzanych.

Prokuratorzy, którzy badają sprawę, nie mają jednak wątpliwości, że M. jest jednym ze sprawców. Mówią o mocnych dowodach. Mężczyzna był już karany za gwałty, a za jeden z nich w 2015 r. sąd skazał go na sześć lat więzienia.

Drugi z oskarżonych – Norbert Basiura – został zatrzymany we wrześniu zeszłego roku, 21 latach od zbrodni w Miłoszycach. W chwili zabójstwa nastolatki miał 19 lat i pracował jako ochroniarz w dyskotece, w której bawiła się dziewczyna. Od 14 lat pracował jako strażak w Jelczu-Laskowicach. Przed laty on także został wykluczony z grona podejrzanych.

Teraz śledczy przekonują, że Basiura jest jednym ze sprawców. Podobnie jak M. usłyszał zarzut gwałtu ze szczególnym okrucieństwem oraz zabójstwa Małgosi, twierdzi jednak, że jest niewinny. Pod koniec stycznia Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uchylił areszt wobec niego, uznając, że będąc na wolności nie będzie utrudniał postępowania. Obu oskarżonym grozi dożywocie.
Źródło info i foto: onet.pl

Teneryfa: Są nowe informacje w sprawie zabójstwa w jaskini

43-letni Niemiec podstępem wywiódł swoją żonę i dwoje dzieci w góry Teneryfy, a potem ich zamordował. Mężczyzna został już aresztowany. Pomogły zeznania jego młodszego syna, któremu udało się uciec.

43-letni Thomas H. mieszkał od jakiegoś czasu na Teneryfie. Początkowo podawano, że mężczyzna pracował w rejonie Costa Adeje jako kucharz. Niemieckie media podały jednak, że najprawdopodobniej był bezrobotny i utrzymywał się głównie z najmu, ponieważ jest właścicielem kilku nieruchomości w niemieckim Halle. Sąsiedzi na Teneryfie twierdzili, że mężczyzna bardzo słabo mówił po hiszpańsku.

W ubiegły weekend do mężczyzny przyjechała jego rodzina – żona oraz dwóch synów. Chociaż para była w separacji, kobieta chciała, aby dzieci spędziły z ojcem święta wielkanocne. Według hiszpańskich śledczych 43-latek od jakiegoś czasu planował morderstwo bliskich. Mężczyzna postanowił zabrać rodzinę na wycieczkę w góry. W tym celu wynajął ciemnoniebieskiego busa volkswagena. 43-latek obiecywał specjalny świąteczny piknik w miejscu znanym jako Ifonche, które jest położone między dwoma wąwozami – El Burro (Osioł) i El Infierno (Piekło).

„Młodszemu synowi udało się uciec”

Kiedy dojechali na miejsce, zachęcił żonę Silvię i synów Jakoba i Jonasa, aby weszli do jaskini, gdzie miały się rzekomo znajdować ukryte wcześniej przez niego prezenty świąteczne.Młodszy syn zeznał, że tuż po wejściu do jaskini 43-latek uderzył swoją żonę. – Mój brat się rzucił na tatę, żeby go powstrzymać. Tata odepchnął go. Mama się podniosła, a wtedy on znowu ją uderzył – opowiadał chłopiec. Z jego relacji wynika, że wraz z bratem próbowali powstrzymać ojca i rzucali w niego kamieniami, jednak bezskutecznie. Młodszemu synowi udało się uciec. Dziecko przez kilka godzin chodziło po górach w poszukiwaniu ratunku. Brudnego i zmęczonego chłopca znalazła kobieta mieszkająca w okolicy- Rosi Perez. Ponieważ malec mówił tylko w języku niemieckim, powiadomiła o sprawie policję.

Jak podaje „El Pais”, blisko 100 funkcjonariuszy gwardii cywilnej, policji oraz straży pożarnej szukało jaskini, w której doszło do tragedii. Po dotarciu na miejsce znaleźli ciała kobiety i 10-letniego chłopca. Według mediów, Sylvia miała urazy głowy i krtani, ślady uderzenia na plecach. Dzięki zdjęciom samochodu, który wypożyczył 43-latek, śledczym udało się do niego dotrzeć. Jak się okazuje, ojciec Thomasa H. mieszkał zaledwie dziewięć kilometrów od miejsca, w którym znaleziono zagubionego Jonasa. Podczas przesłuchania stwierdził, że nie wie, gdzie są jego bliscy. „La Vanguardia” zwraca jednak uwagę na fakt, iż miał na twarzy liczne zadrapania, co może sugerować, że żona i syn próbowali się bronić przed jego agresją. Mężczyzna został oskarżony o dwa morderstwa i usiłowanie trzeciego. Odmówił składania zeznań.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Taksówkarz z Wrocławia z zarzutem usiłowania zabójstwa rowerzysty

Obywatel Ukrainy trafił do szpitala po tym, jak wrocławski taksówkarz potrącił go – według informacji lokalnych mediów – celowo. Prokuratura przekazała, że kierowca samochodu jest podejrzany o usiłowanie zabójstwa. Przedstawiła też pierwsze wyniki śledztwa.

O wypadku we Wrocławiu jako pierwszy napisał portal RMF24.pl. Jak podali dziennikarze, w sobotę rano wrocławski taksówkarz celowo potrącił rowerzystę narodowości ukraińskiej w Parku Skowronim. Wcześniej między mężczyznami miało dojść do kłótni o to, że rowerzysta przejechał na czerwonym. Sytuację opisały też m.in. portale Radia Wrocław i „Gazety Wrocławskiej”, która informowała o „zemście” taksówkarza za zajechanie mu drogi.

Wrocław. Prokuratura mówi o usiłowaniu zabójstwa rowerzysty

Sprawą zajęły się policja i prokuratura. W niedzielę wrocławscy śledczy wydali komunikat. Informują, że 37-letni Artur Ch. dostał zarzut usiłowania zabójstwa Yurija H. Grozi mu dożywocie. Prokuratura wnioskowała do sądu o aresztowanie podejrzanego na 3 miesiące.

„Jak wynika z dokonanych ustaleń (…) na jednej z wrocławskich ulic Artur Ch., kierując samochodem osobowym, w pewnym momencie zderzył się z jadącym rowerzystą” – piszą śledczy. – „Po zdarzeniu rowerzysta zatrzymał się, mężczyźni wymienili między sobą kilka zdań, po czym pokrzywdzony odjechał w kierunku pobliskiego parku. Artur Ch., udał się swoim samochodem w pościg za ww. rowerzystą. Gdy obaj mężczyźni dojechali do pobliskiego parku, Artur Ch. uderzył swoim pojazdem w jadącego na rowerze pokrzywdzonego, a następnie po nim przejechał” – podano w komunikacie. Obaj mężczyźni byli trzeźwi.

Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu Justyna Pilarczyk opisała, że obrażenia, jakich doznał Yurii H., to „uraz klatki piersiowej z odmą opłucnową obustronną oraz złamaniem żeber”. Po wypadku pomogli mu przechodnie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Cypr: Trwają poszukiwania ciał ofiar seryjnego mordercy

Na Cyprze trwają poszukiwania zwłok ofiar pierwszego w historii wyspy seryjnego mordercy. 35-letni kapitan cypryjskiej Gwardii Narodowej Nikos Metaxa przyznał się do zabójstwa siedmiu cudzoziemek, w tym dwóch dziewczynek w wieku sześciu i ośmiu lat.

Wyznania Metaxy dotyczące jego mordów, a także fakt, że mimo iż prawie wszystkie jego ofiary były zgłoszone jako zaginione, a policja nie prowadziła w tej sprawie żadnych dochodzeń, wstrząsnęły cypryjskim społeczeństwem.

Jesteśmy świadkami serii strasznych przestępstw popełnionych na ludziach, którzy przybyli tu szukać pracy, tak samo jak w przeszłości robiły to dziesiątki tysięcy Cypryjczyków. Ten przypadek jest bez precedensu i ani nasze sumienie, ani nasze społeczeństwo nie będą tego tolerować – powiedział prezydent Cypru Nikos Anastasiadis w telewizji orędziu.

Afera Metaxy wybuchła w niedzielę 14 kwietnia, kiedy niemiecki turysta, fotografując opuszczoną kopalnię pirytu w Mitsero, dostrzegł unoszące się na powierzchni wypełnionego wodą szybu zwłoki kobiety.

Policja szybko ustaliła, że ciało należy do zaginionej w maju ubiegłego roku 38-letniej obywatelki Filipin Mary Rose Tiburcio. Tiburcio pracowała na Cyprze jako pomoc domowa.

Według jej przyjaciółki, która zgłosiła zaginięcie, w dniu swojego zniknięcia Tiburcio była umówiona z mężczyzną, którego poznała na międzynarodowym portalu randkowym Badoo. Na spotkanie zabrała ze sobą swoją 6-letnią córeczkę Sierrę Graze Seucalliuc. Po obu zaginął wszelki słuch. Nikt jednak ich nie szukał.

Natomiast już po zidentyfikowaniu zwłok Tiburcio i ponownym przesłuchaniu jej znajomej policja szybko ustaliła tożsamość mężczyzny, z którym Filipinka miała się spotkać. Okazał się nim właśnie Metaxa. W jego komputerze i telefonie detektywi odkryli też zdjęcia i dane innych zaginionych kobiet. Po kilku dniach przesłuchań przyparty do muru Metaxa zaczął wyznawać swoje czyny; w sumie do tej pory przyznał się do siedmiu zabójstw w latach 2016-2018.

Wśród jego ofiar są cztery Filipinki, włączając w to sześcioletnią Sierrę, jedna Nepalka oraz Rumunka Livia Florentina Bunea z 8-letnią córką Eleną.

Zdaniem przewodniczącej Federacji Stowarzyszeń Filipińskich na Cyprze Ester Beatty Metaxa prawdopodobnie także zgwałcił przynajmniej dwie inne kobiety z Filipin. Tak jednak je zastraszył, że nie zgłosiły sprawy policji.

Jedna z tych kobiet w tej chwili z policją współpracuje. Jest zrozpaczona, że nie zgłosiła się wcześniej, ponieważ uważa, że być może doprowadziłoby to do wcześniejszego aresztowania mordercy. Druga ofiara wyjechała z Cypru – powiedziała Beatty.

Policja podejrzewa też, że Metaxa może być także sprawcą zabójstwa 40-letniej Wietnamki Dam Thi Hop, której ciało znaleziono na terenie północnego Cypru w styczniu tego roku.

Wszystkie kobiety zabite przez Metaxę były samotne i w trudnej sytuacji materialnej. Na Cypr przyjechały, by pracować, głównie jako pomoce domowe. W swoich rodzinnych krajach większość z nich pozostawiła zależne od siebie finansowo osoby, do których miesiąc w miesiąc wysyłały pieniądze.

Tak robiła 28-letnia Arian Palanas Lozano, zaginiona w lipcu 2018 r., której ciało znaleziono w tym samym szybie, co zwłoki Tribucio. Arian była bardzo piękna. W domu zostawiła chorych rodziców, którym co miesiąc pomagała finansowo. Są zdruzgotani – powiedziała jej przyjaciółka.

Rumunka Bunea była po rozwodzie. Jej sąsiedzi powiedzieli, że jej córka Elena była dzieckiem autystycznym, wymagającym specjalnej opieki, a matka, która spędzała z nią dużo czasu, miała problemy ze znalezieniem pracy.

Morderca wybierał na swoje ofiary osoby nisko sytuujące się w społeczeństwie cypryjskim, za którymi nikt nie stał, których nikt nie mógł obronić – powiedziała Lissa Jataas, mieszkająca na wyspie filipińska aktywistka na rzecz obrony praw człowieka, która pomaga kobietom z Filipin pracującym na Cyprze. Ubolewa, że nie skoncentrowała się bardziej na sprawie zaginionych.

Metaxa swoje ofiary gwałcił, a następnie dusił. Ich zwłoki wrzucał do szybu kopalni w Mitsero, dwóch jezior znajdujących się niedaleko kopalni, a także studni na pobliskim poligonie. Do tej pory policja zdołała odnaleźć w sumie trzy ciała – Tribucio, Lozano i prawdopodobnie Asmity Khadki Bisty z Nepalu. W dalszym ciągu poszukiwane są zwłoki małej Sierry, 30-letniej Maricar Valdez Arguiola z Filipin oraz 36-letniej Buney i jej córki.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowe informacje w sprawie brutalnego zabójstwa Polaka w Meksyku

Krzysztof Chmielewski został zamordowany pod koniec kwietnia 2018 r. Jego siostra Izabela Schmidke chciała dowiedzieć się więcej o przyczynach tej tragedii, więc razem z dziennikarzami Superwizjera udała się do Meksyku. Na miejscu wyszło na jaw wiele faktów.

Krzysztof Chmielewski zginął w Meksyku w połowie kwietnia 2018 r. Podróżował z Kanady do Argentyny. Początkowo przekonywano, że uległ on wypadkowi drogowemu koło miasta Ocosingo. Miał spaść z urwiska, ale nie było żadnych połamanych kości ani obrażeń wewnętrznych. Dopiero po jakimś czasie wyszło na jaw, że został zamordowany. Sprawa 37-latka wypłynęła przy okazji odnalezienia ciała Niemca Holgera Franza Hagenbuscha, który przez chwilę podróżował z Polakiem.

Makabryczny stan zwłok Krzysztofa Chmielewskiego

Zwłoki Polaka były w makabrycznym stanie. Były pozbawione głowy i stopy. Ustalono, że podrzucono je do wąwozu. Rodzina od początku miała problemy ze sprowadzeniem ciała Chmielewskiego do Polski. Siostra 37-latka Izabela Schmidke przekonywała, że nie ma pieniędzy na wyprawę na miejsce tragedii. Dodatkowo nie otrzymała wystarczającej pomocy ze strony polskich władz w Meksyku.

Sprawę opisywała nie tylko polskie, ale także światowe media. Kiedy zrobiło się o niej głośno doszło do zmiany prokuratora zajmującego się śmiercią Polaka. Siostra Chmielewskiego podejrzewała, że władze chciały coś ukryć. 37-latek został pochowany bez jej zgody.
Źródło info i foto: wp.pl

Trwa śledztwo w sprawie zabójstwa w warszawskim kościele. „Ofiara miała rany tłuczone głowy”

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola wszczęła w piątek śledztwo po tragedii na plebanii kościoła św. Augustyna. Postępowanie dotyczy zabójstwa 64-letniego Marka T. i spowodowania obrażeń ciała u jednego z księży. Napastnik, 40-letni zawodnik sztuk walki, nieprzytomny przebywa w szpitalu.

Jak podał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Łukasz Łapczyński, śledztwo zostało wszczęte w piątek przed południem przez Prokuraturę Rejonową Warszawa-Wola.

– Dzisiaj po wpływie akt do prokuratury i zapoznaniu się z całością zgromadzonego na tym etapie materiału dowodowego prokurator wszczął śledztwo w kierunku zabójstwa pokrzywdzonego poprzez zadanie mu uderzeń skutkujących licznymi obrażeniami głowy oraz w sprawie spowodowania obrażeń ciała na okres powyżej siedmiu dni u księdza, który próbował obezwładnić napastnika – przekazał prok. Łapczyński.

Prokuratura zleciła sekcję zwłok zmarłego 64-latka, która rozpoczęła się w piątek około południa.

Napastnik, Jan B., nie usłyszał jeszcze zarzutów. W czwartek po obezwładnieniu przez policjantów zemdlał i dotychczas nie odzyskał przytomności, przebywa w jednym z warszawskich szpitali. Prokurator Łapczyński powiedział, że od 40-latka pobrano materiał do badań na zawartość alkoholu lub innych środków odurzających w organizmie.

Jak podaje prokuratura, Jan B. trenował sztuki walki, jest dobrze zbudowany i silny. Do zdarzenia, którego miał być sprawcą, doszło w czwartek popołudniu na plebanii kościoła św. Augustyna przy ul. Nowolipki w Warszawie. Jan B. zaatakował 64-letniego mężczyznę. Kiedy na pomoc poszkodowanemu ruszył ksiądz, też został zaatakowany. Po reanimacji pokrzywdzony został przewieziony do szpitala, gdzie zmarł. Ofiara miała rany tłuczone głowy.

Rzecznik Archidiecezji Warszawskiej ks. Przemysław Śliwiński przekazał, że ofiarą napadu był ojciec jednego z księży archidiecezji, który przyszedł do kościoła do spowiedzi.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Po 28 latach żona i kochanek odpowiedzą za zabójstwo?

Po 28 latach Ewa F. i Waldemar B. zostali oskarżeni o zabójstwo Stanisława F. Zdaniem śledczych żona mężczyzny i jej kochanek mieli zamordować Stanisława F. we śnie, a następnie usiłować kierować podejrzenia na sprawców pochodzących z Niemiec.

Śledztwo w tej sprawie było pierwotnie prowadzone przez ówczesną Prokuraturę Wojewódzką w Jeleniej Górze i 30 czerwca 1992 roku zostało umorzone wobec niewykrycia sprawców tej zbrodni. Prokuratorzy Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu po blisko 26 latach od tej zbrodni, w lipcu 2017 roku wrócili do tej sprawy. Prokuratorzy przeprowadzili w sprawie czynności, które doprowadziły do uzyskania nowych dowodów w tym m.in. opinie biegłych wielu specjalności, w tym z zakresu biologii (DNA), badania pisma ręcznego, daktyloskopii, serologii, medycyny sądowej, psychologii śledczej i wariografii kryminalistycznej. Czynności te doprowadziły do podjęcia umorzonego śledztwa. Szczególnie istotne znaczenie dowodowe, w ocenie oskarżenia, mają listy, które w tamtym czasie były tworzone. Jeden z listów zdołano zabezpieczyć i uznać jako szczególnie istotny materiał dowodowy w tej sprawie.

Oskarżeni zaplanowali swoje działania

Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego prokuratorzy odtworzyli przebieg zdarzeń, które miały miejsce w latach 1989-1994, czyli w czasie przed zabójstwem i po zabójstwie Stanisława F. Prokuratorzy ustalili, że Ewa F. i Waldemar B. zaplanowali i przygotowali swoje działania. Ponadto dokonywali czynności, które miały na celu skierować podejrzenie popełnienia zabójstwa na sprawców pochodzących z Niemiec. Było to związane z wyjazdami pokrzywdzonego do RFN w celach zarobkowych, co oskarżeni postanowili wykorzystać. Starali się wykazać, że grożą mu nieustalone osoby za coś czego miał dopuścić się w RFN. Wysyłali do niego listy i wykonywali telefony z groźbami.

Zarzut zabójstwa

Prokurator Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu oskarżył Ewę F. oraz Waldemara B. o zabójstwo Stanisława F. do którego doszło w nocy z 17 na 18 października 1991 roku w miejscowości Sobota w gminie Lwówek Śląski. Jak ustalili prokuratorzy pokrzywdzony został zaatakowany podczas snu. Stanisławowi F. zadano z dużą siłą kilka ciosów w głowę, tułów powodując liczne obrażenia ciała, które doprowadziły do krwotoku wewnętrznego i zgonu pokrzywdzonego.

Zarzut usiłowania zabójstwa

Ponadto prokurator oskarżył Ewę F. i Waldemara B. o dwukrotne usiłowanie zabójstwa Stanisława F. Jak ustalili prokuratorzy pierwsze usiłowanie miało miejsce w nocy 6 grudnia 1990 roku, kiedy Waldemar B. z bronią palną przyszedł pod dom Stanisława F. Zgodnie z uzgodnionym wcześniej podziałem ról Ewa F. wyjrzała przez okno, a następnie zawołała męża, mówiąc mu, że ktoś do niego przyszedł. Waldemar B. w tym czasie znajdował się pod domem pokrzywdzonego w miejscu, z którego był niewidoczny dla mieszkańców budynku. Gdy Stanisław F. wyjrzał przez okno Waldemar B. strzelił do niego z broni palnej, ale nie trafił pokrzywdzonego. Pocisk odbił się od ściany budynku blisko Stanisława F. Plan oskarżonych wynikał z wiedzy jaką posiadała Ewa F. o zwyczajach mieszkańców tego budynku, a w konsekwencji przekonania, że pokrzywdzony będzie wyglądał przez okno.

Drugi zarzut usiłowania zabójstwa

Kolejny zarzut usiłowania zabójstwa, o jaki prokurator oskarżył Ewę F. oraz Waldemar B., dotyczy zdarzenia jakie miało miejsce w nocy z 9 na 10 października 1991 roku. Wówczas Stanisław F. miał udać się w wyjazd służbowy. Ewa F. poinformowała Waldemara B., o której godzinie pokrzywdzony będzie jechał drogą do oddalonego o około 7 kilometrów Lwówka Śląskiego. Waldemar B. położył w poprzek drogi ścięte drzewo, w taki sposób, że Stanisław F. nie mógł tej przeszkody ominąć, ani przez nią przejechać. Oskarżeni chcieli w ten sposób upozorować wypadek komunikacyjny w wyniku którego pokrzywdzony poniósłby śmierć. Ponadto oskarżeni zaplanowali, że gdyby nie udało się zrealizować tego planu, a pokrzywdzony wyszedłby z samochodu wówczas Waldemar B. miał go zaatakować i zabić. Oskarżeni nie zrealizowali swojego planu, ponieważ pokrzywdzony nie wysiadł z samochodu, zawrócił i pojechał inną drogą.

Pozostałe zarzuty

Prokurator oskarżył również Waldemara B. o cztery inne czyny w tym groźby karalne kierowane wobec Marcina P. naruszenie czynności narządu ciała Marcina W. zniszczenie mienia na szkodę Marcina W. oraz groźby karalne kierowane wobec Marcina W. i jego żony.

Oskarżeni są tymczasowo aresztowani

Z uwagi na konieczność zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania na wniosek prokuratora w toku śledztwa Sąd zastosował wobec oskarżonych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Środek ten był kilkukrotnie przedłużany przez Sądy i jest nadal stosowany. Ewa F. i Waldemar B. nie przyznali się do zarzucanych im czynów. Oskarżonym grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Wprost.pl