Wielka Brytania: Zwłoki Polaka przy przepompowni ścieków. 3 osoby zatrzymane

Brytyjska policja zatrzymała trzy osoby w sprawie morderstwa 46-letniego Polaka na terenie Bostonu. Zwłoki mężczyzny zostały znalezione 12 stycznia, obok przepompowni ścieków. Dwie z zatrzymanych osób usłyszały już zarzut zabójstwa. Sprawcy są również Polakami.

Do wstrząsającej zbrodni na naszym rodaku doszło 12 stycznia, w Bostonie (Anglia). Jak poinformowała telewizja BBC, tego dnia przy brzegu duktu wodnego – znajdującego się obok przepompowni ścieków – znaleziono zwłoki mężczyzny. Brytyjska policja szybko ustaliła, że zmarły to 46-letni Polak. 46-latek mieszkał na przedmieściach Bostonu.

Mężczyzna najprawdopodobniej został dotkliwie pobity

Na jego ciele odkryto liczne rany, które świadczyły o brutalnym pobiciu. Zwłoki mężczyzny natomiast zostały wrzucone do zbiornika wodnego.

Trzy dni później, dokładnie 15 stycznia, bostońscy policjanci zatrzymali trzy osoby, które usłyszały zarzuty w tej sprawie – to 26-letni Adam K., 26-letnia Justyna Ś. i 33-letni Adam M. Dwie pierwsze osoby usłyszały zarzut zabójstwa, natomiast Adam M. stanie przed sądem za składanie fałszywych zeznań.

„To był trudny czas dla wielu mieszkańców Bostonu i, oczywiście, dla bliskich ofiary” – KARL WHIFFEN, LINCOLNSHIRE POLICE

Karl Whiffen z policji w Lincolnshire zwrócił się również do mieszkańców miasta.

„Dlatego bardzo chciałbym podziękować za pomoc lokalnej społeczności w śledztwie” – KARL WHIFFEN, LINCOLNSHIRE POLICE
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Słowacja: Świadkowie zeznają na korzyść biznesmena oskarżonego o zlecenie zabójstwa dziennikarza śledczego

Przed sądem w Pezinoku koło Bratysławy zeznawali przedsiębiorcy, którzy nie potwierdzili dotychczasowych zeznań obciążających Mariana Kocznera. Biznesmen jest oskarżony o zlecenie zabójstwa dziennikarza śledczego Jana Kuciaka.

Współwłaściciel słowackiej grupy finansowej Penta Jaroslav Haszczak zaprzeczył przed sądem, że oskarżony napisał do niego SMS o przygotowaniach do likwidacji nieokreślonej osoby. Jego zdaniem w wulgarnie sformułowanej wiadomości Kocznerowi chodziło o odwołanie z funkcji szefa grupy śledczej badającej aferę korupcyjną sprzed ponad 10 lat, w którą zamieszana miała być Penta.

Według Haszczaka Koczner jest klientem jednego z banków należących do grupy i w Pentę zainwestował 10 mln euro. Świadek zeznał, że z Kocznerem rozmawiał o artykułach, które publikowały należące do grupy media (w Czechach jest to sieć regionalnych dzienników; na Słowacji m.in. tygodnik „7 dni plus”), ale nie odniósł wrażenia, że Koczner groził dziennikarzom za publikowane na jego temat materiały.

Zgodnie z aktem oskarżenia Koczner zlecił zabójstwo Kuciaka w zemście za publikacje dziennikarza o wątpliwych interesach biznesmena. Jeden z czterech oskarżonych przyznał się przed sądem do zamordowania dziennikarza i jego narzeczonej Martiny Kusznirovej w lutym 2018 r.

Przed sądem zeznawał także przedsiębiorca i daleki krewny byłego szefa słowackiej policji Norbert Boedoer; zaprzeczył, by miał współfinansować razem z Kocznerem inwigilację dziennikarzy. Zeznania w tej sprawie składał już były dziennikarz i były szef agencji wywiadowczej SIS Peter Toth, który przyznał się przed sądem do zorganizowania śledzenia reporterów.

Boedoer zaprzeczył także, by to od niego pochodziły informacje o śledztwie związanym z zabójstwem Kuciaka i Kusznirovej.

Główna rozprawa w sprawie zabójstwa rozpoczęła się 13 stycznia. Zeznawał m.in. skazany prawomocnym wyrokiem sądu pośrednik w zleceniu zabójstwa Zoltan Andrusko. O winie oskarżonego Kocznera i jego bliskiej znajomej, oskarżonej o pośrednictwo w zbrodni Aleny Zsuzsovej, mówił przed sądem występujący w charakterze świadka Toth.

W piątym dniu procesu, we wtorek zeznawać mają reporterzy portalu Aktuality.sk, dla którego pisał zamordowany reporter. Jako świadek wezwany został m.in. redaktor naczelny portalu Peter Bardy. Jan Kuciak i jego narzeczona Martina Kusznirova zginęli w lutym 2018 r. w miejscowości Velka Macza, w kraju (województwie) trnawskim na południowym zachodzie Słowacji. Zbrodnia wywołała w kraju falę demonstracji i doprowadziła do kryzysu politycznego, w wyniku którego upadł rząd premiera Roberta Fico. Na stanowisku zastąpił go należący do tego samego ugrupowania SMER-Socjaldemokracja (SMER-SD) Peter Pellegrini.
Źródło info i foto: TVP.info

Tunezja: 8 wyroków śmierci za krwawy zamach

Zapadł wyrok w sprawie terrorystów, którzy 5 lat wcześniej zorganizowali zamach na autobus straży prezydenckiej. Sąd zdecydował, że ośmiu uczestników ataku zasłużyło na śmierć. W wyniku ich działań w Tunezji życie straciło 12 osób.

Jak informuje AFP, oskarżeni zostali uznani za winnych zabójstwa. W toku śledztwa wyszło na jaw, że wszyscy byli członkami organizacji terrorystycznych.

Tożsamość wszystkich skazanych nigdy nie została ujawniona. W procesie osobiście uczestniczyli tylko 4 z 8 terrorystów. Mohsen Dali, zastępca prokuratora, wyjawił, że wcześniej odbyły się rozprawy dwóch innych osób, które brały udział w przygotowaniu zamachu. Wymierzono im kary 10 lat pozbawienia wolności i dożywotniego więzienia.

Do zamachu doszło w listopadzie 2015 roku w Tunisie . CGTN przypomina, że 12 osób zginęło, a 20 zostało rannych. Autobus przewożący ochroniarzy przejeżdżał przez aleję Mohammeda V, jedną z głównych ulic stolicy. Al-Badżi Ka’id as-Sibsi, ówczesny prezydent Tunezji, jechał do telewizji na zaplanowany wywiad. Atak nastąpił we wnętrzu autobusu. W trakcie śledztwa rozważano wersję, że ładunek wybuchowy został podłożony na poboczu drogi lub że w pojazd trafiła rakieta. Ostatecznie służby specjalne ustaliły, że bomba została zdetonowana przez jednego z pasażerów.

Po ataku prezydent Tunezji ogłosił w kraju stan wyjątkowy. Publicznie zobowiązał się do skuteczniejszej i szerzej zakrojonej walki z terrorystami. Stan wyjątkowy miał trwać trzydzieści dni, wprowadzono także godzinę policyjną dla mieszkańców.

To był trzeci z serii ataków w 2015 roku w Tunezji. W marcu tego roku terroryści zaatakowali w muzeum Bardo w Tunisie, a w czerwcu – kurorcie Susa nad Morzem Śródziemnym. W zamachach tych zginęło kolejno 22 i 38 osób.
Źródło info i foto: o2.pl

Lubuskie: Znaleziono rozczłonkowane zwłoki. Prokuratura przedstawiła zarzuty zabójstwa i zbezczeszczenia zwłok

Prokurator przedstawił zarzuty zabójstwa i zbezczeszczenia zwłok 68-latkowi ze Skwierzyny w Lubuskiem. Mężczyzna został zatrzymany w związku ze znalezieniem części kobiecych zwłok, które – jak przyznał – należały do jego 64-letniej konkubiny – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wlkp. Roman Witkowski.

Dzisiaj mężczyzna został przesłuchany w charakterze podejrzanego. Usłyszał dwa zarzuty – zabójstwa i zbezczeszczenia zwłok swojej konkubiny. 68-latek przyznał się do pocięcia zwłok, ale zaprzeczył, by zabił 64-latkę. Wskazał też miejsce, w którym miał wrzucić do rzeki pozostałe części ciała kobiety – powiedział PAP Witkowski.

Podejrzany wyjaśnił, że nie wie, dlaczego tak postąpił. Twierdził, że chyba zwariował. Z dalszych wyjaśnień wynika natomiast, że chodziło mu o dalsze pobieranie renty – dodał Witkowski.

Przedstawiony 68-latkowi zarzut zabójstwa jest zagrożony karą dożywocia, a za znieważenie zwłok grozi do pięciu lat więzienia. Prokurator skieruje do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie podejrzanego, który prawdopodobnie w niedzielę zostanie rozpatrzony przez sąd. Przeprowadzona w piątek sekcja części zwłok kobiety nie przyniosła przełomu w sprawie. Poddano jej dolną część tułowia z nogami. Biegły nie był w stanie na tej podstawie ustalić przyczyny zgonu kobiety. Stwierdził jedynie, że do rozczłonkowania zwłok doszło po śmierci.

Najprawdopodobniej zwłoki należały do zaginionej 64-latki, choć to obecnie wynika jedynie z wyjaśnień podejrzanego mężczyzny. Pozostałe części zwłok są poszukiwane przez policję w miejscu przez niego wskazanym. Zlecono również badania genetyczne.

Poszukiwania zaginionej kobiety

Do makabrycznego odkrycia doszło w czwartek wieczorem. Tego dnia, około godz. 15 policja otrzymała zgłoszenie od pracowników Ośrodka Pomocy Społecznej o zaginięciu 64-letniej mieszkanki Skwierzyny. Wcześniej do Ośrodka zgłosiła się jej sąsiadka zaniepokojona tym, że od dłuższego czasu jej nie widziała. Ruszyły policyjne poszukiwania.

W pierwszej kolejności funkcjonariusze udali się do domu zaginionej, gdzie przebywał jej konkubent. Pijany mężczyzna nie był w stanie wyjaśnić, co stało się z jego partnerką. Podczas przeszukania posesji, ok. godz. 21 w pomieszczeniu gospodarczym na podwórku znaleziono dolną część ludzkiego tułowia z nogami.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Międzyrzeczu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowe fakty ws. zabójstwa Jana Kuciaka

Na zlecenie oskarżonego biznesmena Mariana Kocznera kazałem współpracownikom śledzić dziennikarza Jana Kuciaka – zeznał przed sądem Peter Toth, były dziennikarz i były szef Słowackiej Służby Informacyjnej (SIS).

Toth zeznał, że oskarżony o zlecenie zabójstwa Koczner wynajął go do sprawdzenia przeszłości i aktualnych kontaktów 28 pracowników mediów. Powiedział, że oskarżony dołączył do listy inwigilowanych dziennikarzy nazwisko Kuciaka.

Jak wynika z aktu oskarżenia, fotografie Kuciaka, które były efektem jego inwigilacji, trafiały do Kocznera, a później przez pośredników do zabójców reportera. Toth w sądzie zidentyfikował zdjęcie, o którym mówił w swoich wtorkowych zeznaniach skazany już prawomocnym wyrokiem na 15 lat więzienia pośrednik Zoltan Andrusko. Przedstawiało dziennikarza na przystanku autobusowym i zostało wykonane latem 2017 r. Fotografię Toth przekazał Kocznerowi na nośniku pamięci USB, który policja znalazła w domu przedsiębiorcy.

Jak zeznał Toth, Koczner miał powiedzieć, że po zamordowaniu jednego z nieprzychylnych mu dziennikarzy „reszta by się przestraszyła”. Zdaniem Totha o Kuciaku Koczner wypowiadał się w sposób obraźliwy i wulgarny, a coś związanego z reporterem musiało go zdenerwować.

Jak przypominali w kuluarach dziennikarze, Kuciak opublikował pierwszy duży tekst poświęcony niejasnym interesom Kocznera latem 2017 r.

Tropy z grypsów

Toth przed sądem opisał trwające kilka lat bliskie, przyjacielskie związki z Kocznerem. Mówił, że oskarżony planował wejście do polityki i założenie partii o nazwie Cel (Ciel).

Toth zeznał również, że aresztowany w czerwcu 2019 r. w związku z fałszowaniem weksli Koczner prosił go w grypsach o nawiązanie kontaktu z jego bliską znajomą, której nazwiska mu nie podał. Były szef wywiadu skojarzył, że była to Alena Zsuzsova. Z zakodowanych informacji, które im przekazywał, wydedukował, że Zsuzsova i Koczner stoją za zamordowaniem Jana Kuciaka i jego narzeczonej. Wówczas zdecydował się na rozmowę z policjantami.

Jak zeznał Toth, jeden z grypsów, który oskarżony wysłał z aresztu, miał dotyczyć prośby o interwencję u byłego premiera Roberta Fico, gdy Koczner złożył skargę konstytucyjną na swoje aresztowanie. O to samo zabiegał u sędziego sądu konstytucyjnego Mojmira Mamojki, którego nazywał przyjacielem, a także u prokuratora prokuratury specjalnej Duszana Kovaczika. Od wysoko postawionych funkcjonariuszy policji miał dostawać informacje o przebiegu śledztwa dotyczącego zamordowania dziennikarza i jego narzeczonej.

Sędzia Mamojka po zeznaniach Totha zaprzeczył publicznie, by dostał od Kocznera taką prośbę.

Koczner w sądzie wielokrotnie nazywał wypowiedzi Totha kłamstwami, a także uznał je za element kampanii wyborczej (wybory do parlamentu odbędą się 29 lutego 2020 roku).

Peter Toth w latach 90. należał do czołówki słowackich dziennikarzy śledczych. Jego teksty o autorytarnych rządach premiera Vladimira Mecziara zapewniły mu dużą popularność. Zajmując się środowiskiem mafijnym, nawiązał współpracę ze służbami specjalnymi i po zmianie rządów w 1998 roku został szefem SIS.

Mord Kuciaka i jego narzeczonej

Jan Kuciak i Martina Kusznirova zginęli w lutym 2018 r. w miejscowości Velka Macza, w kraju (województwie) trnawskim na południowym zachodzie Słowacji. Zbrodnia wywołała w kraju falę demonstracji i doprowadziła do kryzysu politycznego, w wyniku którego upadł rząd premiera Roberta Fico. Na stanowisku premiera zastąpił go należący do tego samego ugrupowania SMER–Socjaldemokracja (SMER-SD) Peter Pellegrini.

Główna rozprawa w sprawie zabójstwa rozpoczęła się w poniedziałek. Na ławie oskarżonych zasiadają cztery osoby: oskarżony o zlecenie zabójstwa przedsiębiorca Marian Koczner, pośredniczka między nim a wykonawcami zabójstwa Alena Zsuzsova, były policjant Tomasz Szabo i były żołnierz, który przyznał się do popełnienia morderstwa Miroslav Marczek.
Źródło info i foto: onet.pl

Opoczno: 31-latek zasztyletowany na jednej z ulic. 15-latek odpowie za zbrodnię jak dorosły

31-letni mężczyzna został zasztyletowany na jednej z ulic Opoczna. Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia, a konającego mężczyznę znalazł znajomy. Mimo że natychmiast wezwał karetkę, poszkodowanego nie udało się uratować. Zmarł w opoczyńskim szpitalu. Policjanci w dobę rozwikłali zagadkę zabójstwa i ujęli sprawców.

Dramatyczne sceny rozegrały się 7 stycznia. Około godz. 19.30 na jednej z opoczyńskich ulic konającego na chodniku mężczyznę znalazł jego znajomy. Mimo, że natychmiast wezwał pomoc, kolegi nie udało się uratować. Zmarł po przewiezieniu do szpitala. Policjanci zaczęli zbierać dowody zbrodni i powoli rozwikływać zagadkę.

Po nitce do kłębka

– Analizą sprawy zajęli się kryminalni z opoczyńskiej policji. Skrupulatnie kompletowali materiał dowodowy, który z każdą chwilą przybliżał ich do rozwikłania okoliczności zbrodni. Docierali do świadków i zaczęli wiązać ofiarę z trojgiem mieszkańców Opoczna. Mozolna praca policjantów przyniosła efekty. Już w niecałą dobę od zgłoszenia funkcjonariusze zatrzymali podejrzanych o udział w zabójstwie – przekazała asp.szt. Barbara Stępień z Komendy Powiatowej Policji w Opocznie.

Udało się ustalić, że zabójstwo było wynikiem kłótni i szarpaniny, do jakich doszło pomiędzy 31-latkiem, a 44-letnim mężczyzną. Starszy ugodził nożem młodszego, a następnie wsiadł do samochodu i odjechał. Świadkowie zdarzenia – 34-letnia konkubina sprawcy oraz jego 15-letni kuzyn – odjechali wraz z nim nie udzielając pomocy ofierze.

Sprawca był wielokrotnie karany

44-latek wcześniej był wielokrotnie karany za różnego rodzaju przestępstwa w tym m. in spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Mężczyzna słyszał już zarzut zabójstwa, a jego partnerka oraz 15-latek zostali oskarżeni o pomocnictwo w zbrodni.

– Nieletni będzie odpowiadał jak osoba dorosła. Do czasu rozprawy osadzony zostanie schronisku dla nieletnich. Sprawcy natomiast grozi kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności – tłumaczy rzecznik opoczyńskiej komendy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Rzucił się z siekierą na policjantów. Grozi mu dożywocie

Zarzut usiłowania zabójstwa usłyszał mężczyzna, który 8 stycznia w jednej z wrocławskich kamienic zaatakował siekierą policjantów. Napastnik został postrzelony przez funkcjonariuszy i trafił do szpitala. Za usiłowanie zabójstwa policjantów grozi mu dożywotnie więzienie. Dramatyczna akcja rozegrała się 8 stycznia w kamienicy przy ul. Kościuszki we Wrocławiu. Policjanci zostali wezwani na interwencję w związku z agresywnym zachowaniem jednego z lokatorów, który najpierw uszkodził siekierą drzwi do mieszkania sąsiada, a później z tym niebezpiecznym narzędziem przechadzał się po klatce schodowej.

Gdy funkcjonariusze przyjechali na miejsce z jednego z mieszkań wypadł agresywny mężczyzn i rzucił się na nich z siekierą. Zanim zdążyli zareagować uderzył jednego z nich siekierą. Na szczęście ostrze trafiło w kamizelkę kuloodporną, którą miał na sobie funkcjonariusz. Aby powstrzymać agresywnego mężczyznę policjanci musieli użyć broni palnej. Postrzelony napastnik trafił do szpitala.

– „Po ustaleniu, że mogą zostać wykonane z jego udziałem czynności procesowe, zostały ogłoszone względem niego zarzuty popełnienia przestępstw: usiłowania zabójstwa, stosowania przemocy w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego do zaniechania prawnej czynności służbowej, czynnej napaści na funkcjonariusza publicznego oraz uszkodzenia mienia” – informuje Maciej Zagożdżon z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

Za zarzucane czyny podejrzanemu może grozić nawet dożywotnie pozbawienie wolności. Prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o jego tymczasowe aresztowanie.
Źródło info i foto: se.pl

Słowacja: Zabójca Jana Kuciaka przyznał się do winy

Na rozpoczętej w poniedziałek głównej rozprawie w sprawie zabójstwa dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego narzeczonej prokurator przedstawił główne punkty oskarżenia i opisał przebieg zbrodni. Oskarżony o zabójstwo Miroslav Marczek przyznał się do winy.

Według aktu oskarżenia zabójstwo Kuciaka zlecił zasiadający na ławie oskarżonych przedsiębiorca Marian Koczner. Miała być to zemsta za artykuły dziennikarza o jego niejasnych interesach. Zlecenie, a także wynagrodzenie za zabójstwo, miała przekazać znajoma Kocznera, również oskarżona Alena Zsuzsova. Odbiorcą pieniędzy i informacji o Kuciaku miał być odbywający już karę 15 lat więzienia Zoltan Andrusko. W śledztwie współpracował z policją i zawarł umowę z prokuraturą.

Według aktu oskarżenia Andrusko wynajął byłego policjanta Tomasza Szabo, który już wcześniej współpracował z byłym wojskowym Marczekiem; kilkakrotnie obejrzeli dom, w którym później zginęli Kuciak i jego narzeczona Martina Kusznirowa. Według prokuratury Marczek i Szabo ćwiczyli także sposób ucieczki. 21 lutego 2018 r. wieczorem pojechali do miejsca zamieszkania Kuciaka i czekali na dogodny moment. Około godz. 20.21 Marczek miał wejść do domu i zastrzelić dziennikarza, dwukrotnie trafiając go w klatkę piersiową z pistoletu FEG kaliber 9 mm, wyposażonego w tłumik domowej roboty. Pojedynczym strzałem w głowę miał zabić Kusznirovą.

Po morderstwie Marczek wsiadł do samochodu, którym kierował Szabo, i wspólnie pojechali na spotkanie z Andruską. Według aktu oskarżenia mieli mu powiedzieć: „Załatwione”, co dzień później Andrusko powtórzył Zsuzsovej, która następnie od Kocznera miała dostać 50 tys. euro i przekazać je Andrusko.

Po odczytaniu aktu oskarżenia Marczek przyznał się do zabójstwa Kuciaka i Kusznirovej. Do udziału w zabójstwie dziennikarza nie przyznał się Koczner, który przyjął jedynie zarzut o nielegalnym posiadaniu broni. Szabo nie ustosunkował się do kwestii winy, a Zsuzsova powiedziała, że jest niewinna.
Źródło info i foto: onet.pl

Zabójstwo w szpitalu w Gdańsku. Sprawca był wcześniej agresywny

Śledczy sprawdzają, dlaczego mężczyzna – podejrzewany o zabójstwo 93-latka w szpitalu na Zaspie w Gdańsku – został przyjęty na oddział chorób wewnętrznych. Jak informują pacjenci, 61-latek był wcześniej agresywny. Jeszcze dzisiaj ma zostać doprowadzony do prokuratury, gdzie zostanie przesłuchany. Śledztwo w tej sprawie nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Gdańsku.

Śledczy ustalają, dlaczego mężczyzna, który w nocy z czwartku na piątek zaatakował 93-latka i pielęgniarkę w Szpitalu św. Wojciecha na Zaspie w Gdańsku w czwartek wieczorem trafił na oddział wewnętrzny. Sprawca przebywał na sali razem ze swoją ofiarą zaledwie kilka godzin. Mężczyźni nie znali się.

Pacjent trafił do szpitala karetką specjalistyczną z zespołem, ale nie z powodów psychiatrycznych. Nie było podstaw, aby nie przyjąć go na SOR z chorobą, którą się pojawił. Byliśmy w stanie mu pomóc. Po dwóch dniach przeniesiono go na oddział chorób wewnętrznych, ponieważ nie mieliśmy wolnych miejsc na oddziale internistycznym – powiedziała w rozmowie z PAP rzecznik szpitali Copernicus Katarzyna Brożek.

Jak informują pacjenci szpitala 61-latek miał wcześniej zachowywać się agresywnie.

9 stycznia faktycznie pacjent był pobudzony. Otrzymał on środki uspokajające, po których zasnął i uspokoił się. Po kolejnej kontroli lekarza, który przebadał mężczyznę i przeprowadził z nim wywiad nie było podstaw do tego, aby podać mu kolejne lekarstwa lub przenieść go na inny oddział i poddać konsultacji z psychiatrą – wyjaśniła Brożek.

Śledczy sprawdzają również, czy nadzór nad pacjentami szpitala był prawidłowy.

Dochowaliśmy wszelkich standardów zabezpieczenia – podkreśliła Brożek. – Przekazaliśmy materiał dowodowy organom ścigania. Zaraz po zdarzeniu pacjentom, pracownikom oraz rodzinie ofiary zapewniliśmy opiekę psychologiczną. Zespół psychologów przyjechał do szpitala, każdy mógł skorzystać z pomocy – dodała.

Do tragedii doszło w nocy z czwartku na piątek około godz. 3 na oddziale wewnętrznym Szpitala św. Wojciecha na Zaspie. Jeden z pacjentów, 61-letni mieszkaniec Sopotu, zaatakował przebywającego z nim na sali 93-latka. Napastnik zadał ofierze szereg ciosów w głowę.

Jak powiedziała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk, wszystko wskazuje na to, że mężczyzna napadł na 93-latka wykorzystując znajdujący się w sali sprzęt medyczny. Najprawdopodobniej chodzi o stojak do kroplówki. „Sprzęt został zabezpieczony przez śledczych” – dodała Wawryniuk.

Uciekając 61-latek zaatakował również na pielęgniarkę, która odnalazła ciało zamordowanego pacjenta. – Została złapana za szyję, prawdopodobnie sprawca próbował ją udusić, ale na miejsce przybiegła druga pielęgniarka i wtedy mężczyzna uciekł z sali – relacjonował w piątek prezes spółki Copernicus Podmiot Leczniczy Dariusz Kostrzewa.

Kobieta przebywa w domu i jest pod opieką psychologa. – Została przebadana przez lekarzy, fizycznie wszystko jest w porządku, ale psychicznie jeszcze długo będzie do siebie do chodziła – powiedziała Brożek.

Policjanci zatrzymali podejrzewanego o zabójstwo mężczyznę na jednym z przystanków autobusowych. Na miejscu tragedii zabezpieczono ślady i przesłuchano świadków.

Jak przekazała PAP Wawryniuk prokurator zapoznał się już z wynikami sekcji zamordowanego 93-latka i jeszcze dzisiaj przesłucha podejrzewanego o zabójstwo mężczyznę, który przebywa teraz w policyjnej izbie zatrzymań.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Gdańsk: Zabójstwo w szpitalu. Świadkowie przesłuchani. Trwa sekcja zwłok zamordowanego pacjenta

Prokuratura przesłuchała świadków w sprawie tragicznej śmierci pacjenta szpitala na Zaspie w Gdańsku. Trwa sekcja zwłok. Śledczy czekają na jej wyniki. Informacje o trwającej sekcji zwłok przekazała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk. Śledczy przesłuchali już świadków. Na miejscu tragedii zabezpieczono ślady.

– Prawdopodobnie doszło do zabójstwa – powiedział w rozmowie z dziennikarką Wirtualnej Polski Karoliną Kołodziejczyk kom. Michał Sienkiewicz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku. 93-latek zmarł w nocy z czwartku na piątek.

93-letni mężczyzna leżał na sali oddziału chorób wewnętrznych szpitala na Zaspie. Został zaatakowany przez przebywającego z nim w jednym pomieszczeniu 61-latka. Agresywny pacjent uciekł. Funkcjonariusze zatrzymali go na przystanku autobusowym.

Poszkodowana została też pielęgniarka, która odbywała obchód. – Prawdopodobnie było tak, że pielęgniarka po wejściu do sali zauważyła nietypowe ułożenie pacjenta, wówczas mógł już nie żyć. Kobieta pochyliła się nad nim i zobaczyła ślady krwi na głowie. Wtedy została zaatakowana – stwierdził prezes Copernicus Sp. z o.o. Dariusz Kostrzewa na konferencji prasowej władz szpitala.

Ustalono, że mężczyzna zadał 93-latkowi ciosy w głowę. Najprawdopodobniej wykorzystał do tego znajdujący się w sali sprzęt medyczny. Prok. Wawryniuk zapewniła, że odpowiednia aparatura została zabezpieczona.
Źródło info i foto: wp.pl