Przedszkolanka skazana za znęcanie się nad dziećmi. Zabiła 2-latkę

Sąd w Moenchengladbach w kraju związkowym Nadrenia Północna-Westfalia skazał w piątek 25-letnią Sandrę M. na dożywocie za zabicie dwuletniego dziecka w przedszkolu, w którym pracowała – poinformowała agencja Reutera. Sędziowie uznali, że w kwietniu ubiegłego roku w Viersen Sandra M. naciskała na klatkę piersiową dwuletniej Grety, uniemożliwiając jej oddychanie. Dziewczynka zmarła w szpitalu dwa tygodnie później.

Podczas rozprawy sąd przesłuchał inne dzieci, które twierdziły, że były maltretowane fizycznie przez kobietę. 25-latka, obywatelka Niemiec, była wcześniej zwalniana z pracy w innych przedszkolach.

Będzie odwołanie

Sandra M. twierdziła, że jest niewinna, a jej prawnicy powiedzieli, że planują odwołać się od wyroku. Zgodnie z niemieckim prawem może ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po 15 latach.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nie żyje 3-letnia Hania z Kłodzka. Śledczy sprawdzają, jak wyglądał nadzór nad rodziną

Zaniepokojona płaczem sąsiadka zawiadomiła wcześniej policję, jednak funkcjonariuszy płacz nie zaniepokoił, bo dziecko już spało. Kurator sądowa o śladzie klapsa na pośladku dziewczynki informowała sąd, ale ten nie znalazł podstaw, by dziecko umieścić w opiece zastępczej. Prokuratura bada nie tylko sprawę zabójstwa trzyletniej Hani, ale też to, czy nadzór nad rodziną był właściwie sprawowany.

Hania zmarła w nocy z 19 na 20 lutego w szpitalu w Kłodzku. Początkowo zakładano, że powodem było to, iż matka przez kilka minut polewała ją zimną wodą. Prysznic miał być karą za to, że trzylatka zmoczyła łóżko. Gdy dziewczynka zaczęła wymiotować, słabnąć i tracić przytomność, wezwano pogotowie. I choć akcja reanimacyjna trwała kilkadziesiąt minut, Hani nie udało się uratować.

„Dla mnie to było nienormalne, że to dziecko ciągle płacze”

Początkowo śledczy postawili 30-letniej matce Lucynie K. i Łukaszowi B., jej 25-letniemu partnerowi zarzuty znęcania się nad dziewczynką. Jednak wszystko zmieniły wstępne wyniki sekcji zmarłej trzylatki. Te – jak informowała prokuratura – wykazały, że przyczyną śmierci trzylatki były obrażenia wielonarządowe. Śledczy zmienili więc zarzuty. Kobieta i jej partner są podejrzani o znęcanie się, ze szczególnym okrucieństwem, nad dziewczynką i jej zabójstwo. Zdaniem prowadzących sprawę, nad Hanią znęcano się od 2018 roku aż do dnia jej śmierci. Rodzina była objęta opieką pomocy społecznej, miała też przydzielonego asystenta rodziny.

Reporterzy „Uwagi” TVN dotarli do sąsiadki rodziny. Kobieta o płaczu dziecka poinformowała policję. – Dla mnie to było nienormalne, że to dziecko ciągle płacze. Zadzwoniłam na policję. Funkcjonariusze poszli do nich, a potem zadzwonili do mnie. Spytali, czy mam dzieci, bo jak tak, to powinnam wiedzieć, że dzieci płaczą i nie należy wzywać od razu policji – opowiada kobieta, która od policjanta miała też usłyszeć radę, jak zachować się w podobnej sytuacji. – Usłyszałam, że dobra sąsiadka powinna zejść do nich i spytać, czy potrzebują pomocy, bo to młodzi rodzice. Policjanci zapewnili mnie, że wszystko jest tam w porządku – relacjonuje sąsiadka rodziny Hani, w rozmowie z reporterami „Uwagi” TVN.

Policji nic nie zaniepokoiło, sąd nie znalazł przesłanek

Co na to policja? Kamil Rynkiewicz, rzecznik dolnośląskiej policji, podkreśla, że zgłoszenie i interwencja dotyczyła płaczu małego dziecka. A gdy funkcjonariusze pojawili się na miejsce dziecko nie płakało i spało w łóżeczku. – Nic nie wzbudziło podejrzeń policjantów – stwierdza Rynkiewicz.

Gdy Hania miała kilkanaście miesięcy urzędnicy zainteresowali się jej losem. Wszystko dlatego, że dziewczynka miała zasinione oczy. Poza tym kurator rodziny miała też otrzymać informacje o „niewłaściwych metodach wychowawczych”, między innymi izolowaniu i częstych klapsach. Jak – wyjaśnia w rozmowie z reporterami „Uwagi” TVN – Marzena Rusin-Gielniewska z Sądu Okręgowego w Świdnicy kurator stwierdziła wówczas ślad po klapsie na pośladku dziewczynki. O sprawie powiadomiono sąd opiekuńczy, a ten przeprowadził postępowanie. – Nie wykazało ono jednak przesłanek do ustanowienia pieczy zastępczej – przekazuje Rusin-Gielniewska.

Prokuratura Okręgowa w Świdnicy, która prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa dziewczynki, zbada też czy pomoc społeczna i kurator sądowy właściwie zajmowali się rodziną trzyletniej Hani. Kontrolę zapowiedział także burmistrz Kłodzka, który czeka teraz na wyjaśnienia dyrekcji ośrodka pomocy społecznej.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zapadł wyrok ws. zabójstwa właściciela restauracji. Dwaj obywatele Indii skazani

Sąd Okręgowy Warszawa-Praga wydał wyrok w sprawie zabójstwa 37-letniego właściciela restauracji z kuchnią nepalską w Legionowie. Za winnych morderstwa uznani zostali dwaj obywatele Indii. Jeden z nich otrzymał karę 10 lat pozbawienia wolności, natomiast drugi karę w wysokości ośmiu lat. Trzeci z oskarżonych został uniewinniony. Prokuratura zapowiedziała apelację.

Trzej obywateli Indii odpowiadali przez sądem oskarżeni o to, że w nocy z 26 na 27 grudnia 2018 roku w nepalskiej restauracji „Everest” w Legionowie „działali wspólnie i w porozumieniu, w bezpośrednim zamiarze pozbawienia życia 37-letniego Ishwora S.”. Z ustaleń śledczych wynikało, że pokrzywdzony został obezwładniony, przytrzymany, a na jego szyi zaciśnięto pętlę z szalika, którym został uduszony.

Sprawcy porzucili zwłoki w należącej do pokrzywdzonego toyocie yaris przy ul. Gen. Bolesława Roi w Legionowie. 29 grudnia zwróciła uwagę na zaparkowane auto kobieta, która spacerowała z psem, wezwała pomoc. Ishwor S. siedział na miejscu kierowcy, był siny i odrapany na twarzy. Miał zsunięte spodnie i zdarte noski butów, wskazujące na to, że mógł być przez kogoś ciągnięty. Policjanci znaleźli przy zwłokach dokumenty, dzięki którym od razu ustalono, że zmarłym jest mężczyzna, którego zaginięcie zgłoszono dzień wcześniej.

Konflikty w pracy

30 grudnia przeszukano mieszkanie ofiary i zatrzymano współlokatorów zamordowanego mężczyzny, będących jednocześnie pracownikami restauracji „Everest”. Jeden z nich, który później był świadkiem w sprawie, znał kulisy śmierci szefa. Zeznał, że Sanjeev K. wielokrotnie odgrażał się, że pobije Ishwora S., ponieważ obrażał jego rodzinę i krzyczał, gdy K. popełniał w pracy jakieś błędy. Konflikty nasiliły się, gdy Sanjeev K. i Tapender S. postanowili zrezygnować z pracy w Legionowie i podjąć lepiej płatne zajęcie w podobnej restauracji w Łodzi. Ishwora S. oskarżał pracowników, że chcą mu zepsuć biznes.

Świadek powiedział też, że 26 grudnia, wychodząc z restauracji „Everest”, widział jak S. i K. oraz trzeci mężczyzna wchodzą do lokalu, w którym był ich szef. O tym, co zdarzyło się w środku, opowiedział mu nazajutrz Sanjeev K. Mówił, że udusił pracodawcę. Jednym z powodów miała być próba wymuszenia przez 37-latka pieniędzy od pracowników za legalizację ich pobytu w Polsce oraz powtarzające się groźby deportacji.

Prokurator z Prokuratury Rejonowej w Legionowie ustalił, że Sanjeev K. przygotował sobie alibi na wypadek zatrzymania. Prosił swoją dziewczynę, by podczas przesłuchania zapewniała, że noc, w którą doszło do zabójstwa, spędzili razem. Natomiast 27 grudnia mężczyzna na własną rękę „szukał” Ishwora S., jeżdżąc po ulicach Legionowa. Kobieta nie wiedziała, że jej partner zabił pracodawcę.

To ich zdradziło
30 grudnia zatrzymano Sanjeeva K. i Tapendera S. Ich obecność na miejscu zbrodni, a następnie w miejscu znalezienia zwłok potwierdziły m.in. dane logowań ich telefonów komórkowych. Badania osmologiczne i genetyczne dowiodły, że obaj oskarżeni byli w samochodzie, w którym znaleziono zwłoki. Saini A., trzeci podejrzany – znajomy zabójców – został zatrzymany 3 stycznia 2019 roku.

Podczas pierwszego przesłuchania Sanjeev K. nie przyznał się do winy. Zmienił swoje wyjaśnienia dopiero podczas posiedzenia aresztowego – opowiedział, że to on zacisnął szalik na szyi szefa, a Tapender S. trzymał ofiarę. Kilka tygodni później oskarżony wysłał do prokuratora pismo, w którym winę za zabójstwo zrzucił na Tapendera S. Sanjeev K. nie chciał wziąć udziału w wizji lokalnej. Tapender S. nie przyznał się do winy w toku śledztwa. Udziału w zbrodni nie potwierdzał także Saini A.

Wyrok sądu

Jak ustaliła Polska Agencja Prasowa, wyrok w tej sprawie zapadł w lutym br., po przeprowadzeniu 14 rozpraw. Wydała go sędzia Małgorzata Wasylczuk, a w składzie orzekającym drugim sędzią była Barbara Piwnik.

Sąd uznał, że 28-letni Sanjeev K. i 29-letni Tapender S. są winni zabójstwa właściciela restauracji „Everest” w Legionowie. Sani A. został przed Sąd Okręgowy Warszawa-Praga uniewinniony od zarzucanej mu zbrodni. Tapender S. został także skazany za posiadanie marihuany, którą znaleziono przy nim w chwili zatrzymania.

29-latek został skazany na karę łączną ośmiu lat pozbawienia wolności. 28-letniemu Sanjeevowi K. sąd wymierzył karę 10 lat więzienia. Żaden z nich nie był wcześniej karany. Obaj skazani mają wyższe wykształcenie.

Mężczyznom groziło dożywocie. Oskarżyciel publiczny, który wnioskował o wyższe kary dla sprawców zbrodni, złożył do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga wniosek o sporządzenie pisemnego uzasadnienia wyroku. Po zapoznaniu się z jego treścią zostanie wywiedziona apelacja, ponieważ orzeczone przez sąd kary są w ocenie prokuratury niewspółmierne do zarzucanych oskarżonym czynów.
Źródło info i foto: interia.pl

Zabójstwo dziennikarza. Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na Arabię Saudyjską

Administracja prezydenta USA Joe Bidena ogłosiła sankcje i zakazy wizowe dla obywateli Arabii Saudyjskiej w związku z zabiciem saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszodżdżiego w 2018 roku. Powstrzymano się od nałożenia sankcji na księcia Mohammad ibn Salmana. To pokłosie upublicznionego raportu wywiadu USA, w którym stwierdzono, że następca tronu Arabii Saudyjskiej Mohammad ibn Salman zlecił operację pojmania lub morderstwa Chaszodżdżiego.

Ministerstwo finansów USA nałożyło sankcje na byłego zastępcę szefa wywiadu Arabii Saudyjskiej Ahmeda al-Asiriego oraz siły szybkiego reagowania Saudyjskiej Gwardii Królewskiej. Podmioty objęte sankcjami mają zamrożone wszelkie aktywa w USA, a obywatele Stanów Zjednoczonych mają zabronione prowadzenie z nimi interesów.

Ograniczenia wizowe

W związku z zabójstwem Chaszodżdżiego Stany Zjednoczone wprowadziły również ograniczenia wizowe dla 76 obywateli Arabii Saudyjskiej. To działanie w ramach szerszej polityki skierowanej do rządów, które prowadzą działania przeciwko dziennikarzom i dysydentom poza granicami ich państw. „Ze względu na bezpieczeństwo dla wszystkich w naszych granicach, sprawcy atakujący w dysydentów w imieniu jakiegokolwiek obcego rządu nie powinni mieć możliwości dotarcia na terytorium Stanów Zjednoczonych” – przekazał w oświadczeniu sekretarz stanu Anthony Blinken.

Mimo obciążenia Mohammada ibn Salmana Waszyngton nie zdecydował się ukarać bezpośrednio następcy saudyjskiego tronu, który de facto rządzi krajem. Do takiego kroku w piątek wezwała USA ekspertka ONZ ds. praw człowieka Agnes Callamard. Jej zdaniem władze Arabii Saudyjskiej powinny także ujawnić szczegóły morderstwa.

Zwłok nie odnaleziono

Opozycyjny wobec władz w Rijadzie Chaszodżdżi został zabity w saudyjskim konsulacie w Stambule, do którego poszedł 2 października 2018 roku, by załatwić formalności związane ze ślubem. Władze saudyjskie przez długi czas twierdziły, że nie mają nic wspólnego z jego zaginięciem, ale ostatecznie przyznały, że doszło do zabójstwa, gdy zawiodły próby nakłonienia dziennikarza do dobrowolnego powrotu do kraju. Zwłok nigdy nie odnaleziono. Saudyjski prokurator przyznał, że zostały rozczłonkowane i wyniesione z konsulatu.

Stosunki USA z Arabią Saudyjską

Poprzedni prezydent USA Donald Trump nigdy nie chciał publicznie obwiniać Mohammada ibn Salmana, dbając o sojusz z Arabią Saudyjską, którą traktował jako filar swojej antyirańskiej strategii i lojalnego kupca amerykańskiej broni. Biden od dawna jednak utrzymywał, że z powodu kontrowersji, które narosły wokół sprawy Chaszodżdżiego i naruszania praw człowieka, Arabia Saudyjska powinna być traktowana przez USA z większym dystansem.

Wysoki rangą urzędnik administracji Bidena, zastrzegając anonimowość, powiedział, że nowe podejście Waszyngtonu do relacji z Rijadem ma na celu „stworzenie nowego punktu wyjścia” bez zrywania podstaw stosunków na Bliskim Wschodzie.
Źródło info i foto: interia.pl

Zabójstwo w Pruszkowie. Zatrzymany na miejscu zbrodni 28-latek usłyszał zarzut

– 28-letni Łukasz B. usłyszał zarzut zabójstwa. Nie przyznał się do popełnienia zarzucanego czynu – informuje prokuratura. Mężczyzna został zatrzymany w ubiegłym tygodniu w Pruszkowie, gdzie doszło do zabójstwa.

W ubiegły wtorek w Pruszkowie przy ulicy Broniewskiego doszło do ataku ostrym narzędziem. Poszkodowany zmarł, policja zatrzymała na miejscu jedną osobę.

W poniedziałek rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz poinformowała nas o zarzutach dla zatrzymanego. – Prokuratura Rejonowa w Pruszkowie prowadzi śledztwo w sprawie o czyn z artykułu 148 paragraf jeden Kodeksu karnego, w toku którego zarzut zabójstwa usłyszał Łukasz B. (28 lat). Podejrzany nie przyznał się do popełnienia zarzucanego czynu, złożył wyjaśnienia, których treść objęta jest tajemnicą postępowania – przekazała Skrzyniarz.

Jak zaznaczyła, sąd przychylił się do wniosku prokuratora i zastosował wobec tymczasowe aresztowanie. – Obecnie trwa postępowania dowodowe – podsumowała rzeczniczka.

Mężczyzna zmarł mimo reanimacji

W dniu tragedii Małgorzata Wersocka z biura prasowego stołecznej policji mówiła nam, że zgłoszenie dotyczyło „zranienia mężczyzny ostrym narzędziem”. – Na miejsce przyjechało pogotowie ratunkowe. Reanimacja nie przyniosła skutku. Mężczyzna zmarł – opisywała policjantka.

Na miejscu była również straż pożarna, która dostała prośbę o wsparcie. – Na miejsce pojechał jeden nasz zastęp w celu udzielenia pierwszej pomocy, później na miejsce przyjechało pogotowie i policja. Pomimo udzielonej pomocy ta osoba niestety nie przeżyła – relacjonował Karol Kroć z pruszkowskiej straży pożarnej.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Sheffield: 26-letni Polak winny gwałtu i morderstwa 21-letniej studentki

Paweł R. winny! Sąd w Sheffield uznał 26-letniego Polaka mieszkającego w Wielkiej Brytanii, za winnego zgwałcenia i zamordowania 21-letniej studentki Libby Squire. Ciało kobiety wrzucił do rzeki. Wymiar kary, jaka go czeka, zostanie podany w piątek.

Do przerażającej zbrodni doszło w nocy z 31 stycznia na 1 lutego 2019 r. w Hull we wschodniej Anglii. Jak wykazali prokuratorzy, Paweł R. (mający już na koncie wyroki za przestępstwa seksualne!) jeździł wieczorem po okolicy w poszukiwaniu kobiety, którą mógłby zaatakować. Jego ofiarą okazała się studentka filozofii z miejscowego uniwersytetu, którą „przechwycił” spod klubu nocnego, gdzie nie została wpuszczona, gdyż była pijana.

Według przedstawionej przez prokuraturę wersji 26-latek pojechał z nią do miejscowego parku, gdzie ją zaatakował, a następnie wrzucił do rzeki. Ciało dziewczyny odnaleziono dopiero niemal dwa miesiące później przy ujściu rzeki Humber do morza! Patolodzy nie byli w stanie ustalić, co było bezpośrednią przyczyną zgonu, ani czy jeszcze żyła, kiedy trafiła do wody.

Świadkowie zeznali, że słyszeli krzyki dochodzące z parku. Jednym z kluczowych dowodów były też nagrania z miejskich kamer, na których widać sprawcę i ofiarę. Paweł R. przyznał się zresztą do tego, że jeździł po mieście, szukając kobiety, z którą mógłby uprawiać seks, a także, że uprawiał seks z Libby Squire. Twierdził jednak, że było to za obopólną zgodą. Prokuratura wykazała, że jego zeznania były niespójne i wiele razy składał fałszywe zeznania. Jak wyjaśniał 26-latek, który jest żonaty i ma dwójkę dzieci, skłamał, bo nie chciał, by żona dowiedziała się, że ją zdradzał.

Co ważne, Polak już odsiaduje karę 5 lat i 8 miesięcy więzienia, na którą został skazany w 2019 r. w innym procesie, gdzie został uznany za winnego czterech przestępstw wojeryzmu, dwóch o naruszenia przyzwoitości publicznej i trzech włamań połączonych z kradzieżą m.in. akcesoriów erotycznych i kobiecej bielizny!
Źródło info i foto: se.pl

Peter Madsen, morderca szwedzkiej dziennikarki, skazany za ucieczkę z więzienia

Duński konstruktor Peter Madsen, który odsiaduje dożywocie za zamordowanie w łodzi podwodnej szwedzkiej dziennikarki, został we wtorek skazany na rok i dziewięć miesięcy pozbawienia wolności za ucieczkę z więzienia. Wyrok utrudni mu starania o wcześniejsze zwolnienie. Sąd w Glostrup pod Kopenhagą uznał ponadto Madsena za winnego karalnych gróźb śmierci, kierowanych do funkcjonariuszy służby więziennej oraz policji.

Morderca przyznał się, że 20 października wydostał się z więzienia Herstedvester w Kopenhadze, mając własnoręcznie wykonaną atrapę broni oraz naśladujący ładunek wybuchowy pas. Przedmioty te wykonał podczas zajęć resocjalizacyjnych w stolarni. Został jednak schwytany po pięciu minutach. Jak ustaliła prokuratura, działał w pojedynkę i nikt nie został poszkodowany.

Madsen tłumaczył próbę ucieczki złymi – jego zdaniem – warunkami w więzieniu. Po tym incydencie został przeniesiony do zakładu karnego o zaostrzonym rygorze w Strostrom na wyspie Falster.

Według agencji Ritzau kolejny wyrok utrudni mordercy starania o wcześniejsze lub warunkowe zwolnienie z odbycia kary dożywocia.

Madsen w 2018 roku został skazany przez sąd w Kopenhadze na dożywocie za zamordowanie w sierpniu 2017 roku szwedzkiej dziennikarki Kim Wall.

Nie przyznał się do zabójstwa

Konstruktor łodzi podwodnych nie przyznał się do zabójstwa, a jedynie do rozczłonkowania ciała kobiety i wyrzucenia jego części za burtę swej łodzi. Sąd uznał, że jest on również winien zbezczeszczenia zwłok, jak i przestępstwa na tle seksualnym. W jego komputerze znaleziono materiały pornograficzne z przemocą.

Madsen nie odwołał się od wyroku, a jedynie domagał złagodzenia kary. Wniosek ten został jednak przez sąd wyższej instancji odrzucony. Ofiara Madsena Kim Wall, która miała doświadczenie w realizacji materiałów w Syrii, Sri Lance czy na Haiti, weszła na pokład jego łodzi, aby zrealizować o nim reportaż. Madsen był wówczas znany jako zdolny wynalazca i wizjoner, który chciał wystrzelić się w kosmos. Aby zrealizować ten cel, rywalizował z dawnymi współpracownikami, z którymi rozstał się w nieprzyjemnych okolicznościach.

Dopiero po morderstwie dziennikarki wyszło na jaw, że przejawiał on cechy psychopatyczne oraz narcystyczne. Rodzice Wall, również z zawodu dziennikarze, aby upamiętnić córkę ustanowili stypendium, które co roku w dniu jej urodzin 23 marca jest przyznawane młodym dziennikarkom.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabójstwo dwóch chłopów w Turzanach. Nowe informacje

Turzany koło Inowrocławia. To w tej miejscowości doszło do tragedii. Nie żyje dwóch chłopców w wieku 3 oraz 5 lat. Bracia najprawdopodobniej zostali zamordowani przez swoją matkę. W sobotę ma odbyć się sekcja zwłok. Do tej tragedii doszło w piątek rano w Turzanach pod Inowrocławiem (województwo kujawsko-pomorskie). Jak przekazał „Fakt”, ciała dwóch braci w wieku 3 oraz 5 lat odnalazł ich ojciec.

Jak wskazał tabloid, dzieci najprawdopodobniej zostały zamordowane przez swoją matkę. Kobieta miała próbować odebrać sobie życie. Trafiła ona do szpitala. Z informacji tabloidu wynika, że ciała chłopców odnalazł ich ojciec w piątkowy poranek. W domu miał on także odnaleźć zakrwawione ciało swojej żony. Jak przekazał natomiast „Super Express”, chłopcy najprawdopodobniej próbowali ratować się ucieczką. Jednak nie udało się im przeżyć, ich matka miała ich zamordować. 37-latka miała później próbować odebrać sobie życie. W wannie odnalazła ją teściowa.

Po policję miał zadzwonić ojciec chłopców, który usłyszał krzyk swoje matki. To ona miała wejść pierwsza do mieszkania. – Jak weszliśmy do środka domu, zobaczyliśmy w nim pełno krwi. Dwójka chłopców była martwa. Wstępnie ustaliliśmy, że zginęli od ciosów nożem w klatkę piersiową i plecy – przekazał „SE” jeden z policjantów. Dodał on, że chłopcy musieli uciekać „dlatego te ciosy w plecy”.

Asp. szt. Izabella Drobniecka z Komendy Powiatowej Policji w Inowrocławiu przekazała w rozmowie z „Faktem”, że w trakcie oględzin stwierdzono na ciałach dzieci obrażenia oraz rany, które mogły przyczynić się do ich śmierci.

– Obrażenia, rany na ciałach dzieci wskazują, że zgon nie nastąpił z przyczyn naturalnych. Podejrzewamy udział osób trzecich – przekazała tabloidowi prokurator Agnieszka Adamska-Okońska z Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy.

Nieoficjalnie ustalono także, że rany kłute zostały zadane w okolicy pleców oraz klatki piersiowej. W sobotę ma odbyć się sekcja zwłok dzieci.
Źródło info i foto: wp.pl

Zabójstwo w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym Psychiatrycznym w Rasztowie

W Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym Psychiatrycznym w Rasztowie w powiecie wołomińskim doszło do zabójstwa 79-letniego pensjonariusza. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, związek ze sprawą może mieć 56-letni współlokator pacjenta. Mężczyzna został przewieziony do zamkniętego specjalistycznego zakładu psychiatrycznego w Warszawie.

Policja otrzymała zgłoszenie w sprawie zdarzenia w środę po godz. 5 nad ranem. Gdy funkcjonariusze zjawili się na miejscu, 79-letni pacjent Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego Psychiatrycznego w Rasztowie już nie żył. Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, pensjonariusz dzielił pokój z 56-letnim mężczyzną i to on jest podejrzewany o zabójstwo.

Z nieoficjalnych doniesień „GW” wynika, że 79-latek miał zostać zaatakowany deską, która była elementem łóżka. Prokuratura poinformowała o zabezpieczeniu narzędzia zbrodni.

Jak podaje Polsatnews.pl, 56-latek nie był agresywny i został ujęty przez pracowników zakładu jeszcze przed przyjazdem policjantów. Został przewieziony do zakładu zamkniętego w Warszawie. Lekarz nie wyraził zgody na umieszczenie mężczyzny w policyjnej izbie zatrzymań – powiedział w rozmowie z portalem asp. szt. Tomasz Sitek z Komendy Powiatowej Policji w Wołominie.

Zakład znajduje się ok. 7 kilometrów od Radzymina. Pacjenci umieszczani są w pokojach 2,3 lub 4-osobowych. Na każdym piętrze jest także izolatka. ZOL w Rasztowie podlega Samodzielnemu Wojewódzkiemu Zespołowi Publicznych Zakładów Psychiatrycznej Opieki Zdrowotnej w Warszawie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zabójstwo na weselu w Lublinie. Pan młody nie jest winny

Po kilku dniach śledztwa w sprawie śmierci 50-letniego mężczyzny do której doszło na weselu w Lublinie, wyszło na jaw, że to nie pan młody jest winny tragedii, a jeden z gości weselnych. Zatrzymany 44-letni Paweł L. to wielokrotny recydywista, mężczyzna usłyszał już zarzuty.

Do tragicznego finału wesela doszło w sobotę przed lokalem przy ul. Niezapominajki w Lublinie. Policjanci zostali wezwani do zakrwawionego mężczyzny, który leżał przed restauracją.

Jak się okazało na przyjęciu doszło do szarpaniny między weselnikami. 50-letni mężczyzna został uderzony, po czym przewrócił się i uderzył głową w kostkę brukową. Poszkodowany trafił do szpitala, jednak na skutek silnych obrażeń po kilku godzinach zmarł.
Źródło info i foto: o2.pl