Adrian P. skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo 17-latki

Karę 25 lat więzienia wymierzył sąd Adrianowi P. oskarżonemu o zabicie 17-letniej dziewczyny po wyjściu z dyskoteki w 2018 roku. Nieprawomocny wyrok w tej głośnej na Śląsku sprawie zapadł w poniedziałek przed rybnickim wydziałem Sądu Okręgowego w Gliwicach. Informację na temat orzeczenia przekazała rzeczniczka Sądu Okręgowego w Gliwicach sędzia Agata Dybek-Zdyń.

Ukrył ciało w dole

Do zbrodni doszło nocą z 2 na 3 lutego tego 2018 r. w Rybniku. Śledczy ustalili, że 20-letni wówczas Adrian P. pobił Alicję F., udusił ją, a następnie ukrył ciało w dole w pobliżu garaży – tam martwą dziewczynę znalazł przypadkowy przechodzień. Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Rybniku.

Krótko przed zbrodnią Adrian i Alicja – uczennica jednej z rybnickich szkół – spotkali się w jedynym z rybnickich lokali, gdzie nastolatka świętowała urodziny znajomej. Wyszli razem z klubu, zarejestrowały ich kamery monitoringu. Oboje skręcili w stronę garaży, gdzie nastolatka straciła życie.

Śledczy ustalili, że w chwili zabójstwa sprawca był pod wpływem alkoholu i amfetaminy. Ponieważ był już wcześniej karany, prokuratura przyjęła, iż dopuścił się przestępstwa w warunkach recydywy.

Prokurator domagał się w mowie końcowej dla P. dożywocia. Według oskarżenia nie ma żadnych wątpliwości, że 20-latek zaatakował dziewczynę, zadając jej poważne, skutkujące śmiercią ciosy i nie ma mowy o nieszczęśliwym wypadku. Ofiara miała rany głowy, twarzoczaszki i szyi, zmarła na skutek gwałtownego ucisku na szyję i uduszenia własną krwią z ran głowy.

Chcieli uniewinnienia

Obrona domagała się uniewinnienia, ponieważ nie ma dostatecznych dowodów na to, że P. zabił dziewczynę. Oskarżony na początku śledztwa częściowo przyznał się do winy – mówił, że uderzył Alicję, a po tym, jak ją odepchnął, dziewczyna już się nie podniosła. Później zmienił wyjaśnienia.

Sąd skazał Adriana P. na 25 lat więzienia. O warunkowe przedterminowe zwolnienie będzie mógł starać się najwcześniej po 20 latach.
Źródło info i foto: interia.pl

Karpacz: Zatrzymany przyznał się do zabójstwa 43-letniej kobiety

Mężczyzna zatrzymany przez policję przyznał się do zabójstwa kobiety w hotelu w Karpaczu (Dolnośląskie). Motyw zbrodni był na tle uczuciowym. Kobieta została uduszona – podała jeleniogórska prokuratura. Ciało 43-letniej kobiety znaleziono w sobotę po godz. 22.30 w jednym z hoteli w Karpaczu. W niedzielę 43-letni mężczyzna podejrzewany o jej zabójstwo został zatrzymany w województwie pomorskim.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Tomasz Czułowski poinformował, że w poniedziałek 43-letni mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa i przyznał się do tego czynu.

Sprawca składał wyjaśnienia. Motyw zbrodni był uczuciowy. Prokurator złoży wniosek do sądu o tymczasowy areszt. Wstępna opinia z sekcji zwłok potwierdza dotychczasowe ustalenia, że pokrzywdzona zmarła na skutek uduszenia – powiedział prok. Czułowski.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Stefan W. w chwili zabójstwa Pawła Adamowicza był niepoczytalny. Jest opinia biegłych

Według opinii biegłych, na którą nieoficjalnie powołuje się m.in. Radio Gdańsk, Stefan W. w chwili zabójstwa Pawła Adamowicza był niepoczytalny. Oznacza to, że nie będzie on sądzony, a trafi do zamkniętego szpitala psychiatrycznego. Prokuratura miała jednak uznać, że analiza biegłych zawiera pewne niejasności. Obrona mówi Onetowi: – Postępowanie powinno zostać umorzone.

– W mojej ocenie biegli podtrzymali wnioski ze swojej opinii i nie ma żadnych podstaw do zmiany tej opinii. Uważam, że postępowanie powinno zostać umorzone – mówi Onetowi Artur Kotulski, obrońca Stefana W.

I dodaje: – Biegli z aresztu śledczego w Krakowie to najlepsi eksperci w Polsce. Zostali wybrani nie przez obronę, a przez prokuraturę.

Obrońca Stefana W.: pierwszy raz z czymś takim się spotkałem

Prokuratura nie podaje żadnych informacji na temat obecnego postępowania czy ustaleń biegłych. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk mówi nam tylko, że postępowanie wciąż trwa, a Stefan W. przebywa w gdańskim areszcie. – Pierwszy raz z czymś takim się spotkałem, że prokuratura nie chce ujawnić opinii – komentuje mec. Kotulski.

Jeżeli ustalenia biegłych zostaną podtrzymane i okaże się, że Stefan W. nie był poczytalny w momencie zabójstwa Pawła Adamowicza, prokuratura powinna zawnioskować do sądu o umorzenie postępowania przeciwko Stefanowi W. Nie będzie to jednak oznaczać, że mężczyzna wyjdzie na wolność.

Jeżeli biegli uznają, że mężczyzna jest potencjalnie niebezpieczny dla otoczenia, trafi on do szpitala psychiatrycznego. O tym jednak zadecyduje sąd.

Stefan W. był wcześniej karany

Stefan W. był wcześniej karany za napady z bronią w ręku na placówki bankowe. W tej sprawie zatrzymano go w czerwcu 2013 r., a rok później sąd orzekł wobec niego karę 5 lat i 6 miesięcy więzienia. 8 grudniu ub.r. Stefan W. zakończył odbywanie kary.

Miesiąc później (13 stycznia) podczas imprezy WOŚP w Gdańsku Stefan W. zaatakował nożem prezydenta Pawła Adamowicza. Włodarz Gdańska zmarł dzień później w szpitalu.
Źródło info i foto: onet.pl

Tajemnicza śmierć w hotelu w Karpaczu. Jest śledztwo

W niedzielę policja zatrzymała mężczyznę podejrzewanego o zabójstwo w Karpaczu (Dolnośląskie). Ciało martwej kobiety znaleziono w sobotę w nocy w jednym z tamtejszych hoteli – podała jeleniogórska policja.

Rzecznik prasowa jeleniogórskiej policji Edyta Bagrowska poinformowała PAP w niedzielę wieczorem, że 43-letni mężczyzna podejrzewany o zabójstwo kobiety w hotelu w Karpaczu został zatrzymany w niedzielę na terenie innego niż dolnośląskie województwa.

Zostanie przewieziony do Jeleniej Góry, gdzie odbędą się z nim czynności śledcze. Ma status osoby podejrzewanej, bo jeszcze nie przedstawiono mu zarzutów. Sekcja zwłok kobiety ma wskazać dokładne przyczyny jej śmierci – powiedziała policjantka.

Ciało martwej kobiety znaleziono w sobotę po godz. 22.30 w jednym z hoteli w Karpaczu. Policja nie chciała ze względu na dobro śledztwa informować, że poszukuje podejrzewanego o zabójstwo sprawcę.

Informację o śmierci 43-latki podało jako pierwsze radio RMF FM. Stacja przekazała nieoficjalne informacje, że policja poszukuje mężczyzny, który miał odjechać spod hotelu samochodem BMW na angielskich numerach rejestracyjnych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sąd w Teksasie wstrzymał wykonanie kary śmierci. Sprawa zabójstwa do ponownego rozpatrzenia

Sąd apelacyjny w Teksasie podjął w piątek decyzję o wstrzymaniu egzekucji Rodneya Reeda, który został skazany na karę śmierci za morderstwo swojej 19-letniej kochanki w 1996 roku. Ta miała zostać wykonana w środę. Pojawiły się nowe poszlaki i dowody, które podważają jego winę.

Jak informuje agencja Reutera, sąd apelacyjny w Teksasie wstrzymał egzekucję Reeda i orzekł, że jego prawnicy spełnili wymogi prawne dotyczące ponownego rozpatrzenia przez sąd niższej instancji pod kątem tego, czy oskarżyciele przedstawili fałszywe zeznania i ukryli dowody przemawiające na korzyść mężczyzny. Reed od początku twierdzi, że jest niewinny.

51-letni Rodney Reed został skazany na karę śmierci w 1998 roku za morderstwo Stacey Stites, 19-latki, z którą utrzymywał kontakty intymne. Kobieta została znaleziona martwa na skraju drogi. Śledczy ustalili, że została zgwałcona, a później uduszona.

Mogło dojść do wielu błędów

Jak podaje Reuters, eksperci medycyny sądowej, którzy zeznawali przeciwko Reedowi, przyznali później, że popełniali błędy. Śledczy nie zbadali dokładnie, czy morderstwa nie popełnił Jimmy Fennell, miejscowy policjant i narzeczony ofiar. Przez jakiś czas był on głównym podejrzanym, jednak został kilka razy przesłuchany, przeszedł testy wykrywające kłamstwa i badania krwi i nigdy nie został oskarżony.

Wątpliwości budzi również fakt, iż czarnoskórego mężczyznę winnym zabójstwa uznała ława przysięgłych złożona z białoskórych osób. Niewykluczone, że w grę mógł wchodzić również aspekt rasowy.

Sprawa Rodneya Reeda relacjonowana jest przez media i emocjonuje opinię publiczną. Petycję o uwolnienie mężczyzny, którą zamieszczono w internecie, podpisały niemal trzy miliony osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Tomasz J. wysadził kamienicę, by zatrzeć ślady innej Zbrodni. zabił żonę i cztery inne osoby

„Musiałby mi łeb odrąbać i przyszyć nowy, bo ja już z nim nie chcę żyć, ani w ogóle nic” – napisała do nowego partnera Beata J. Jak ustaliła prokuratura, niedługo potem mąż kobiety Tomasz J. z zazdrości zmasakrował jej ciało. By zatrzeć ślady, wysadził w powietrze kamienicę, w której mieszkała. Zginęły cztery kolejne osoby. W piątek rusza proces mężczyzny. 44-latek jest oskarżony o zabójstwo pięciu osób i usiłowanie zabójstwa 34.

To pierwszy taki proces w Polsce. Do tej pory nikt nie odpowiadał przed sądem za usiłowanie zabójstwa tak wielu osób. Tomasz J. będzie siedział za kuloodporną szybą. Jednym ze świadków może być jego 14-letni syn Kacper, który wcześniej nieomal zginął w wypadku, do którego mężczyzna miał celowo doprowadzić.

Chłopiec przebywa pod opieką cioci. Kilka tygodni temu sąd pozbawił jego ojca praw rodzicielskich. – Sytuacja mojej klientki i chłopca jest bardzo ciężka z uwagi na to, że ta sprawa wiele ich kosztuje. W procesie będą oskarżycielami posiłkowymi, ale z powodów emocjonalnych raczej nie będą uczestniczyć w rozprawach – mówi mec. Katarzyna Golusińska, pełnomocnik ciotki 14-letniego Kacpra. Chłopiec cały czas jest pod opieką psychologa.

Sprawcę wskazali świadkowie

4 marca 2018 roku wszystkie media informowały o wybuchu w poznańskiej kamienicy przy ulicy 28 czerwca 1956 r. Służby wezwane na miejsce w gruzach znalazły pięć ciał. Jedno z nich miało obrażenia, które nie mogły powstać w wyniku katastrofy budowlanej. Potencjalnego sprawcę szybko wskazali świadkowie.

Mieszkańcy kamienicy opowiedzieli śledczym o mieszkającej pod numerem piątym Beacie J. Kobieta niedawno rozstała się z mężem. Tak się go bała, że wymieniła zamki w drzwiach. Tomasz J. miał się nad nią znęcać i nadużywać alkoholu. „Gdy dowiedział się o założeniu sprawy rozwodowej, groził Beacie samobójstwem i ‚pozbawieniem wszystkiego, co jest dla niej ważne”’ – przyznał sąsiad zamordowanej kobiety.

Beata J. wystąpiła o rozwód po wypadku samochodowym. Prokuratura ustaliła, że Tomasz J., jadąc 109 km/h na drodze, gdzie dopuszczalna prędkość wynosiła 60, celowo zjechał na pobocze i wjechał w drzewo. Jego 14-letni syn bardzo ucierpiał w wypadku. Z powodu obrażeń głowy długo był nieprzytomny. Miał zapadnięte płuco i bardzo skomplikowane złamania prawej nogi. Przeszedł kilka operacji i cały czas wymaga rehabilitacji.

Paradoksalnie, być może właśnie wypadek, a w konsekwencji rehabilitacja sprawiły, że jeszcze żyje. 3 marca 2018 r. Tomasz J. przyleciał do Poznania. Z lotniska odebrał go ojciec i zawiózł prosto do mieszkania żony, z którą był w separacji. Po 15 minutach Tomasz J. zadzwonił do ojca, że zostanie u kobiety dłużej. Ten pojechał do domu i położył się spać. Rano dowiedział się, że kamienica, do której zawiózł syna, wybuchła. 14-letniego Kacpra nie było w budynku, bo przebywał wówczas w szpitalu na rehabilitacji.

Chciał ukryć ślady

Jak wynika z aktu oskarżenia, do wybuchu doszło w chwili, gdy do mieszkania Beaty J. próbowali wejść jej znajomi. Przez kilka minut nie mogli otworzyć drzwi. Przebywający w środku Tomasz J. odkręcił rurę doprowadzającą gaz do kuchenki. Siła wybuchu była tak duża, że część kamienicy się zawaliła.

Prokuratura ustaliła, że Tomasz J. miał doprowadzić do wybuchu, bo bał się, że znajomi żony odkryją, co zrobił. Z postępowania wynika bowiem, że z zazdrości rzucił się na swoją żonę z nożem. Zadał jej 11 ciosów w klatkę piersiową. Gdy już nie żyła, zbezcześcił jej ciało, zadając wiele obrażeń ostrym narzędziem.

Poza zamordowaną Beatą J. w wyniku wybuchu gazu zginęły cztery osoby. Pod paznokciami Tomasza J. znaleziono ślady DNA jego żony. Na jego spodniach i butach była jej krew. Jego ślady DNA były na rurce doprowadzającej gaz. Tomasz J. odmówił składania wyjaśnień. Nie chciał się odnieść do tego, czy przyznaje się do winy.

Chciał, żeby mama była szczęśliwa

Przesłuchiwany przez śledczych 14-letni Kacper zeznał, że nie pamięta wypadku samochodowego. Przyznał, że rodzice nie darzyli się sympatią, ale w jego obecności starali się nie kłócić. Zdarzało się jednak, że po wypiciu piwa ojciec wulgarnie odnosił się do matki i awanturował się. Chłopiec wiedział o rozwodzie i chciał, by do niego doszło, bo zależało mu na tym, by mama była szczęśliwa.

W piątek o 9:30 rozpocznie się proces Tomasza J. Ma odpowiadać za umyślne spowodowanie wypadku, w którym ranny został jego syn, a także za zabójstwo żony i czterech innych osób przebywających w kamienicy oraz za usiłowanie zabójstwa kolejnych 34. Grozi za to dożywocie. Kamienica, w której doszło do wybuchu, ze względów bezpieczeństwa miała zostać rozebrana.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowe informacje dotyczące seryjnego mordercy z Kołobrzegu

Jakim trzeba być zimnym i wyrachowanym draniem, jak mocne trzeba mieć nerwy, żeby zamordować właścicielkę mieszkania, a potem przez lata w nim żyć, jakby nic się nie stało! Iwona K. (†31 l.) straciła życie, bo zawierzyła swojemu przyszłemu oprawcy – Mariuszowi G. (43 l.) z Kołobrzegu.

Fakt ustalił wstrząsające szczegóły ostatnich miesięcy życia Iwony K., prawdopodobnie pierwszej ofiary krwawego Tulipana z Kołobrzegu. Do mieszkania przy ul. Mariackiej sprowadziła się wraz ze swoim partnerem i córeczką w 2014 roku. Wcześniej mieszkała w Stolnie kolo Chełmna. – Tak, ta pani mieszkała w naszej klatce – wspomina pani Grażyna.

Sąsiedzi ponoć bardzo na Iwonę narzekali. To z powodu głośnych imprez w jej mieszkaniu. Któregoś razu po takiej imprezie Iwona zdemolowała skrzynkę na listy i wybiła szybę w drzwiach wejściowych do klatki. Odszedł od niej wieloletni partner, córeczką zajęli się dziadkowie, a wokół Iwony zaczął się kręcić Mariusz G., syn sąsiada z dołu. – Po tym, jak w styczniu 2016 roku spaliło się jej mieszkanie, to miała je sprzedać Mariuszowi G. Tak wszyscy myśleli. Później nikt z nas już jej nie widział – opowiada sąsiadka.

Fakt dowiedział się od urzędników, że Mariusz G. przy załatwianiu formalności w urzędach, gdzie była potrzebna obecność Iwony K., posługiwał się wystawionym przez nią notarialnym upoważnieniem. Zabójca wyremontował spalone mieszkanie i tam się wprowadził. Przez lata rodzina myślała, że Iwona gdzieś wyjechała. Dopiero po tym, jak śledczy wpadli na trop mordercy i go aresztowali, wyszło na jaw, że kobieta nie żyje. Zabójca zabił ją wiosną 2016 r. a zwłoki ukrył w lesie pod Charzynem.

„Nadzieja zawsze umiera ostatnia”

– Bałam się, że siostrę spotkało coś makabrycznego – zwierza się Faktowi Małgorzata (37 l.), starsza siostra zamordowanej Iwony († 31 l.). – Przeczucia mnie nie myliły, choć nadzieja umiera ostatnia – dodaje. Zapłakana siostra opowiada nam, że z Iwoną zawsze miały silną więź. W swoim życiu przeszły wiele: dom dziecka i adopcję. – Żyłyśmy ze sobą bardzo blisko. Wiedziałabym, gdyby coś było u niej nie tak – mówi pani Małgorzata.

– Nie wiadomo dlaczego w mieście mówiono, że Iwona zmienia partnerów jak rękawiczki. Ona miała wieloletniego partnera i małą córeczkę Madzię. Wyjechali do Kołobrzegu w poszukiwaniu lepszego życia. Ostatni raz widziałam ją tam na krótko przed zaginięciem. Kilka dni później ostałam od niej SMS-a, że zrywa kontakt i mamy jej nie szukać. Jestem pewna, że to nie ona to napisała. To nie w jej stylu. Szukaliśmy jej, ale bez rezultatów. O śmierci Iwonki dowiedziałam się od taty. Jestem załamana – mówi pani Małgorzata.

„Myślę, że to co się stało uratowało mojej siostrze życie”

– To, co się teraz dzieje, wydaje mi się jakimś strasznym snem – płacze Joanna G., siostra Doroty Ł. (35 l.), narzeczonej seryjnego mordercy z Kołobrzegu. Nie wiadomo jak drobna 35-letnia blondynka z Koszalina, prowadząca sklep z bibelotami, poznała Mariusza G. Nie chwaliła się rodzinie. – Dorota poznała go w marcu tego roku – wspomina Joanna G. – A już w czerwcu planowała wziąć z nim ślub w Kołobrzegu – dodaje.

Na rodzinie narzeczonej Mariusz G. już od pierwszego spotkania zrobił dobre wrażenie. – Był miły i uprzejmy. Przedstawił się nam jako marynarz po rozwodzie. Z poprzedniego związku miał mieć córkę. Ślub Mariusza i Doroty był planowany na 15 czerwca. Areszt pokrzyżował ten plan. Po zatrzymaniu prowadzonym przez nią sklepem zajęła się najbliżsi.

– Nie wierzę, żeby moja siostra miała coś wspólnego z tymi wszystkimi morderstwami – twierdzi Joanna G. – Ujawnienie tych zbrodni uratowało mojej siostrze życie – dodaje.

Kalendarium zbrodni

– Wiosna 2016 r. – zaginięcie Iwony K. (†31 l.). Do jej mieszkania wprowadza się Mariusz G.

– 10 października 2018 r. – zaginięcie Anety D. (†37 l.). Jej mieszkanie Mariusz G. sprzedał.

– 7 czerwca 2019 r. – policja wydaje komunikat, że w Kołobrzegu zaginęła 54-letnia Bogusława R.

– 12 czerwca 2019 r. – do aresztu trafia Mariusz G. oskarżony o zagarnięcie mienia osoby zaginionej i jego narzeczona Dorota Ł.

– Czerwiec-listopad 2019 r. – po aresztowaniach policjanci przeszukują lasy w okolicach miejscowości Obroty. Na terenie starej piaskarni odkrywają grób, a w nim ciało zaginionej w czerwcu Bogusławy R.

– 6 listopada 2019 r. – Mariusz G. usłyszał zarzut zabójstwa Bogusławy R.

– 8 listopada 2019 r. – prokuratura po odnalezieniu kolejnych leśnych grobów oskarżyła Mariusza G. o zabójstwo dwóch innych zaginionych kobiet, Iwony K. i Anety D.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Rosja: Historyk Oleg Sokołow przyznał się do zabójstwa byłej studentki

Przez lata uczył studentów historii, był znany z uwielbienia Napoleona, teraz czeka na proces o zabójstwo. Znany rosyjski historyk wojskowości Oleg Sokołow przyznał się przed sądem do zamordowania swojej byłej studentki, z którą miał wieloletni romans. W sobotę pijanego mężczyznę wyciągnięto z rzeki w Petersburgu, po tym, gdy do niej wpadł, najprawdopodobniej chcąc pozbyć się części zwłok ofiary. W jego plecaku znaleziono kobiece ręce.

63-letni Oleg Sokołow to jeden z najbardziej znanych rosyjskich historyków i ekspert w dziedzinie wojen napoleońskich, o których napisał kilka książek. Był też konsultantem przy filmach o tej tematyce. Profesor został w poniedziałek oskarżony o zabójstwo swojej 24-letniej kochanki i byłej studentki Anastasji Juszczenko. O zatrzymaniu Sokołowa media powiadomiły w weekend. Według tych doniesień kobieta została zastrzelona, a sprawca próbował ukryć fragmenty jej ciała w jednym z kanałów.

„Nie rozumiem, jak do tego doszło”

Historyk w poniedziałek złożył zeznania przed sądem. Mężczyzna przyznał się do zabójstwa 24-latki. Wyznał, że przez pięć lat miał z nią romans i zapewnił, że ją kochał. Jak relacjonował, w dzień śmierci kobiety oboje pokłócili się o jego dzieci z poprzedniego małżeństwa, o które Juszczenko miała być zazdrosna. Jak zeznał, w pewnym momencie partnerka zaatakowała go nożem, wtedy on miał oddać do niej cztery strzały z broni myśliwskiej.

– Nie rozumiem, jak do tego doszło. Coś takiego nigdy wcześniej mi się nie przytrafiło. Zaatakowała mnie – powiedział w sądzie Sokołow cytowany przez agencję Interfax. – Ta dziewczyna, która wydawała mi się pięknym ideałem, zamieniła się w potwora – stwierdził, cytowany przez BBC.

Jak zeznał, po zabójstwie poćwiartował ciało ofiary przy użyciu piły i noża kuchennego. Szczątki spakował do trzech plecaków i wrzucił do petersburskiej rzeki Mojka, by ukryć ślady zbrodni. Do tej pory śledczy znaleźli tylko jeden z nich.

Skrucha mordercy

Jak relacjonują media, Sokołow wyraził skruchę. Na sali sądowej był wyraźnie przybity, co jakiś czas chowając twarz w dłoniach – relacjonuje Reuters. Jak podało BBC, w pewnym momencie mężczyzna zaczął szlochać tak głośno, że sędzia zdecydował wstrzymać przesłuchanie. Prawnik profesora Aleksander Poczujew przekonywał, że jego klient mógł działać pod wpływem stresu. Historyk przebywa obecnie w petersburskim areszcie pod zarzutem zabójstwa. W poniedziałek sąd zarządził, że ma w nim spędzić dwa miesiące w oczekiwaniu na proces.

Ręce kochanki w plecaku

Policja dokonała makabrycznego odkrycia po tym, gdy pijanego Sokołowa wyciągnięto z rzeki. W jego plecaku znaleziono ręce ofiary, których prawdopodobnie chciał się pozbyć. Służby przeszukały dom mężczyzny, gdzie znaleziono pozbawione głowy i kończyn ciało. Historyk przyznał – cytowany przez BBC – że chciał pozbyć się zwłok, a następnie publicznie popełnić samobójstwo przebrany za Napoleona. Zespół poszukiwawczy przekazał w poniedziałek, że szczątki ofiary mogły zostać porwane przez prąd aż do Zatoki Fińskiej. Nurkowie, którzy wciąż poszukują w rzece pozostałych części ciała Juszczenko, w poniedziałek trafili na szkielet mężczyzny. Według agencji Reutera znalezisko nie ma związku ze sprawą zabójstwa 24-latki.

„Dość ekscentryczny człowiek”

Oleg Sokołow to jeden z najbardziej znanych rosyjskich naukowców i miłośnik okresu napoleońskiego, określany jako jeden z liderów ruchu rekonstrukcji historycznych w Rosji. Został między innymi odznaczony francuskim Orderem Narodowym Legii Honorowej. Według rosyjskich mediów ofiara Sokołowa brała udział w tworzeniu licznych publikacji naukowych historyka. O profesorze w rosyjskich mediach opowiadali jego studenci. Jak stwierdził jeden z nich, jest on „dość ekscentrycznym człowiekiem”.

– Bardzo często wyzwala swoje emocje i nie przejmuje się swoimi zachowaniami – dodał. Inny student opowiedział, jak Sokołow zarządził w klasie egzamin, ponieważ któryś z jego uczniów „zakwestionował cechy Napoleona”. – Profesor często egzaminował studentów w bardzo subiektywny sposób – powiedział.

Placówki usuwają nazwisko historyka po drastycznym zabójstwie

Sokołow był członkiem Francuskiego Instytutu Nauk Społecznych, Ekonomicznych i Politycznych (Issep), z którego został usunięty kilka godzin po tym, jak informacja o zbrodni dotarła też do Francji. „Nie wyobrażaliśmy sobie, że mógłby dokonać tak okropnego czynu” – napisano w oświadczeniu instytutu. W poniedziałek niezależna rosyjska telewizja Dożd podała, że Instytut Nauk Społecznych, Ekonomicznych i Politycznych w Lyonie wykluczył historyka ze swej rady naukowej. Francuska uczelnia poinformowała na swojej stronie internetowej, że „z przerażeniem dowiedziała się z mediów o okrutnej zbrodni popełnionej prawdopodobnie przez Sokołowa” i podjęła decyzję o bezzwłocznym pozbawieniu go stanowiska w radzie naukowej. Według mediów nazwisko naukowca zniknęło wcześniej ze strony internetowej Rosyjskiego Towarzystwa Wojskowo-Historycznego (RWIO). Organizacja ta, w której władzach zasiada minister kultury Rosji Władimir Miedinski, zapewniła ze swej strony, że wbrew doniesieniom medialnym Sokołow nie był z nią związany.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Mariusz G. z zarzutami zabójstwa kolejnych kobiet

Mężczyzna, zatrzymany za zabójstwo kobiety na terenie gminy Kołobrzeg, usłyszał kolejne zarzuty. Jak informuje prokurator ze szczecińskiego „Archiwum X”, mężczyzna jest podejrzany o zamordowanie także dwóch innych kobiet. Polsat informuje, że Mariusz G. rozkochiwał w sobie kobiety, a potem przejmował ich majątek. 6 listopada usłyszał zarzut zabójstwa 54-latki. Bogusława R. była poszukiwana od 7 czerwca. Jej ciało znaleziono niedaleko rzeki Parsęty w Kołobrzegu. Miała zmasakrowaną głowę – sprawca prawdopodobnie użył siekiery.

43-letni mężczyzna przywłaszczył sobie też jej mienie. Chciał także znajomemu sprzedać samochód kobiety.

Jak informuje prokuratura, w przeszłości Mariusz G. utrzymywał kontakty z dwiema innymi kobietami, które zaginęły w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach. Polsat podaje, że jedna z nich, 37-letnia Aneta, zaginęła w październiku 2018 roku. Tego samego dnia była widziana właśnie z 43-latkiem. Przed zniknięciem przepisała mu swoje mieszkanie. Druga z kobiet zaginęła wiosną 2016 roku.

Śledczy ze szczecińskiego „Archiwum X” podaje, że ich działania „pozwoliły na ujawnienie dwóch kolejnych ukrytych ciał obu poszukiwanych pokrzywdzonych”.

Mężczyzna pozostaje tymczasowo aresztowany. Śledztwo wciąż trwa. Mariuszowi G. grozić może nawet dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest wyrok w sprawie brutalnego zabójstwa 39-latki

Katowali Tatianę (†39 l.) kijem bejsbolowym, dźgali nożem i obcięli jej palce. Mimo to sąd uznał, że zabójcy kobiety nie działali ze szczególnym okrucieństwem. Skazał dwóch morderców na 25 lat więzienia. – Ten wyrok to kpina – mówią załamani bliscy ofiary.

Tatiana Wesołowska mieszkała przy ul. Czarlińskiego w Toruniu. Arkadiusz K. (32 l.) wynajmował u niej pokój. Do zbrodni doszło w nocy 9 grudnia 2017 roku. Bandyta był pod wpływem amfetaminy. Skrępował swoją gospodynię i – jak to później określił – „urządził sobie przesłuchanie”. Śledczym przyznał, że bił Tatianę kijem bejsbolowym i zadawał ciosy nożem. Nożycami do cięcia drutu uciął kobiecie kilka palców. – Toporkiem chciałem uciąć też głowę, ale mi się nie udało – mówił.

Przekonywał, że działał sam. Na ławie oskarżonych zasiadł jednak także jego kumpel Dawid P. (32 l.). Obaj odpowiadali za zabójstwo kobiety. Oni nie mieli żadnej litości, ale sąd okazał się dla nich łaskawy i uznał, że nie działali ze szczególnym okrucieństwem. Zamiast na dożywocie skazał morderców na 25 lat więzienia. Po 20 latach będą mogli ubiegać się o wcześniejsze zwolnienie.

Sąd skazał również byłą partnerkę Arkadiusza K. – Magdalenę K. (43 l.), która miała pomagać zabójcom zacierać ślady. Za kratami spędzi 14 lat. Sąd orzekł, że oskarżeni mają zapłacić rodzinie zamordowanej zadośćuczynienie w wysokości 330 tys. zł.

– Śmiechu warte, cyrk na sali. Chciałabym, żeby państwo zobaczyli czego dopuściły się te bestie – płacze siostra ofiary, Milena Meller (47 l.).

– Tacy ludzie nie powinni nawet istnieć. To jest skandal. Nie wiem, co się wydarzyło w tym sądzie. Będziemy się odwoływać – dodaje ojciec zamordowanej Tatiany, pan Janusz Dyliński (65 l.). – My tu mamy piekło na Ziemi. Oni ją tak zmasakrowali, że była niepodobna do siebie. Przez cały proces śmiali nam się w twarz. My tego tak nie zostawimy. Dopóki mamy siły, będziemy walczyć – zapewnia matka ofiary, pani Danuta Dylińska (69 l.).
Źródło info i foto: Fakt.pl