Portugalia: Trzej urzędnicy podejrzani o zamordowanie Ukraińca

​Portugalska policja zatrzymała trzech pracowników Urzędu ds. Cudzoziemców i Granic (SEF), podejrzanych o zamordowanie na lotnisku w Lizbonie obywatela Ukrainy. Mężczyzna, jak wynika z dochodzenia, przed śmiercią miał być torturowany. Według informacji policji, wszyscy trzej urzędnicy jeszcze w poniedziałek wieczorem usłyszą zarzuty dotyczące zamordowania na lotnisku pasażera, który przyleciał z Turcji. Mężczyzna przybył do Lizbony z wizą turystyczną.

Z dokumentów śledztwa, do których dotarła portugalska telewizja TVI wynika, że urzędnicy uniemożliwili obywatelowi Ukrainy wyjście z lotniska, żądając od niego powrotu do Turcji następnym samolotem.

Pasażer źle zareagował na taką decyzję pracowników SEF zatrudnionych na lotnisku (…) i prawdopodobnie doznał ataku epilepsji – ustaliła TVI.

Według śledztwa po przeniesieniu pasażera do osobnego pomieszczenia na lotnisku urzędnicy mieli go torturować. Ciało Ukraińca, zakutego w kajdanki, znaleziono 12 marca na terenie lizbońskiego portu lotniczego nazajutrz po zdarzeniu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

69-latek zabił żonę, z którą przebywał w izolacji

Nie wszyscy radzą sobie z przebywaniem w izolacji wymuszonej epidemią koronawirusa. W Wielkiej Brytanii doszło do prawdopodobnie pierwszego popełnionego w takich okolicznościach zabójstwa – podał w poniedziałek dziennik „The Times”. 69-letni Anthony Williams z Cwmbran w południowej Walii został oskarżony o zabójstwo swojej o dwa lata młodszej żony Ruth, z którą przebywał w izolacji.

„To taki szok. Mieszkali tu od dawna. Nie widziałem ich od dłuższego czasu, ale wygląda, że wszyscy tutaj są w izolacji. Policja była tu przez cały weekend, przeprowadzając rewizje w domu. To prawdziwa tragedia” – powiedział anonimowo jeden ze świadków.

Jak poinformowała rzeczniczka policji, funkcjonariusze otrzymali wezwanie do jednego z domów w sobotę wcześnie rano i znaleźli tam nieprzytomną kobietę, która po przewiezieniu do szpitala zmarła.

Mężczyzna we wtorek stanie przed sądem. Nie podano, od jak dawna małżeństwo przebywało w izolacji.
Źródło info i foto: interia.pl

17 policjantów zabitych w zasadzce komunistycznych rebeliantów w Indiach

Siedemnastu indyjskich policjantów zostało zabitych, a kolejnych czternastu rannych w ataku maoistowskich partyzantów. To element rebelii trwającej już od ponad pół wieku we wschodnich Indiach. Do ataku doszło w dystrykcie Sukma w środkowo-wschodniej części Indii. Policjanci, należący do jednostek walczących z maoistowską rebelią w stanie Chhattisgarh, zostali prawdopodobnie wciągnięci w pułapkę w sobotę po południu.

Jak mówi szef lokalnej policji, Shalbh Sinha, po operacji poszukiwawczej, odnaleziono ciała 17 policjantów Rebelianci zrabowali również broń należącą do zabitych funkcjonariuszy

Region, w którym działali policjanci, jest uznawany za jedną z twierdz maoistowskich powstańców, powołujących się na ideologię stworzoną przez twórcę komunistycznych Chin, Mao Zedonga.

Powstanie maoistowskie w Indiach

Powstanie maoistowskie w Indiach trwa, z przerwami, od 1967 roku. Obecnie na terenie kraju, zwłaszcza jego wschodniej części, operuje kilkanaście bojówek, które często angażują się w walki z policją. Powstańcy, zwani Naksalitami, sprzeciwiają się funkcjonującym w Indiach stosunkom gospodarczym, które uważają za przedłużenie systemu kastowego.

Występują głównie w imieniu wykluczonych, często skrajnie biednych wspólnot. Zwykle pozbawionych ziemi chłopów oraz mieszkańców slumsów. Sprzeciwia się też dzieleniu mieszkańców wrogie sobie grupy religijne. W ostatnich latach w wyniku powstania ginie rocznie kilkaset osób. Rząd Indii uważa maoistów za organizację terrorystyczną oraz często zarzuca Chinom udzielanie im wsparcia oraz schronienia.
Źródło info i foto: o2.pl

Sąd aresztował podejrzanych o brutalne zabójstwo w Lubaniu

Na trzy miesiące aresztował sąd trzech mężczyzn w wieku od 21 do 38 lat, podejrzanych o brutalne zabójstwo, do którego doszło w nocy z 15 na 16 marca w Lubaniu (woj. dolnośląskie) – poinformowała w poniedziałek Prokuratura Krajowa. Jak podała w komunikacie Prokuratura Krajowa, podejrzani o zbrodnię to Piotr M., Patryk M. i Paweł M. – mieszkańcy Lubania.

Mieli oni, zdaniem śledczych, brutalnie pobić mężczyznę – uderzać go m.in. metalowym prętem, a nożem zadać rany twarzy. „Następnie sprawcy pozostawili konającego pokrzywdzonego w mieszkaniu, gdzie na skutek odniesionych obrażeń zmarł” – podała prokuratura.

Podejrzani o tę zbrodnię usłyszeli zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Na wniosek prokuratury zostali aresztowani na trzy miesiące. Grozi im dożywocie.
Źródło info i foto: interia.pl

Zabójstwo czterech noworodków. Dożywocie dla Aleksandry J. i jej partnera Dawida W.

Za zabójstwo i współudział w zabójstwie czterech noworodków Sąd Okręgowy w Opolu skazał Aleksandrę J. i jej partnera Dawida W. na dożywotnie kary więzienia. Makabryczna zbrodnia wstrząsnęła lokalną społecznością. Sędziemu odczytującemu uzasadnienie wyroku łamał się głos.

Makabryczna zbrodnia w Ciecierzynie wyszła na jaw pod koniec 2018 roku, kiedy to pracownicy pomocy społecznej zorientowali się, że jedna z mieszkanek wsi nie ma dziecka, mimo że wcześniej widziano ją w ciąży. Powiadomiona została policja, która na posesji zamieszkałej przez 29-letnią dzisiaj Aleksandrę J. i jej 38-letniego partnera Dawida W., znalazła szczątki czworga niemowląt.

W trakcie śledztwa ustalono, że w latach 2013, 2015, 2016 i 2018 kobieta czterokrotnie zachodziła w ciążę i za każdym razem, bezpośrednio po porodzie, dusiła swoje dzieci. J. przyznała się do winy. Jak tłumaczyła, nie chciała sprzeciwiać się swojemu partnerowi, zależało jej na utrzymaniu związku z 37-letnim Dawidem W., od którego była uzależniona ekonomicznie i emocjonalnie.

Badanie wykrywaczem kłamstw

We wrześniu 2019 roku ruszył proces obojga rodziców. Matka została oskarżona o zabójstwo, zaś ojciec – o współudział w zabójstwie.

Mężczyzna konsekwentnie nie przyznawał się do winy. W śledztwie zapewniał, że nic nie wiedział o ciążach swojej partnerki i losie ich czworga dzieci. Prokuratura ustaliła jednak, że W. wywierał presję psychiczną na kobiecie. Formułował wobec niej oczekiwania, aby w ich związku nie było więcej potomstwa.

Dawida W. przebadano wariografem. Przed sądem przedstawiono wyniki tego badania. Zdaniem biegłych mężczyzna celowo próbował okłamać śledczych, wiedział o ciążach Aleksandry J., a w jednym przypadku namawiał ją do zabójstwa noworodka.

„Byłam przerażona”

W piątek strony wygłosiły mowy końcowe. Oskarżyciel wspomniał małoletniego syna oskarżonych, na którym zbrodnia odcisnęła duże piętno.

– Badanie wykazało, że jest dzieckiem doskonale rozwijającym się. Chłopiec wie, że jego mama przebywa w więzieniu, nie chciał rozmawiać z biegłymi o mamie. Chłopiec doświadcza koszmarów sennych, które świadczą o olbrzymiej traumie małoletniego. Chłopiec tęskni za mamą. Pozostaje pod stałą opieką psychologów – słyszymy.

Ojciec – jak wynika z ustaleń biegłych – nigdy nie był synem specjalnie zainteresowany. Zawsze miał dbać głównie o swój interes. Przed sądem nie był zbyt rozmowny. Stwierdził, że nie wie jak wytłumaczyć to, co się stało.

Więcej do powiedzenia miała Aleksandra J., która pokajała się przed sądem i podkreślała rolę swojego partnera. Kobieta twierdzi, że gdyby nie on, to nadal miałaby dzieci przy sobie.

– Byłam przerażona, bo wiedziałam jaka będzie reakcja Dawida na to, że jestem w ciąży. On wiedział o każdym moim kroku, cieszyłam się każdą ciążą tak długo, jak tylko mogłam. Wpajał mi do głowy, że jeśli nie stanie się to, co się wydarzyło, stracę mojego syna. Nie chciałam nigdy skrzywdzić żadnego z nich, nie planowałam żadnego z tych czynów. To była dla mnie ulga, że mogłam wskazać te miejsca pani prokurator. Z chwilą pierwszego dziecka wiedziałam, że jestem zniszczona. Gdybym mogła cofnąć czas i odejść od Dawida, to zrobiłabym to – mówiła 29-latka.

„Odczłowieczone. Odmówiono im nawet pochówku”

Sąd przyznał, że dał wiarę wyjaśnieniom kobiety praktycznie w całej rozciągłości, natomiast w całości odrzucił wyjaśnienia Dawida W. Oboje zostali uznani winnymi zarzucanych im czynów. Obojgu sąd wymierzył karę łączną dożywotniego więzienia, a także po 200 tysięcy złotych od każdego na rzecz ich syna Daniela.

W uzasadnieniu sędzia podkreślił, jak ważne w ocenie czynu były opinie biegłych psychiatrów i psychologów, którzy stwierdzili pełną poczytalność Aleksandry J. i Dawida W. – Nie ma żadnych wątpliwości, że oskarżeni dopuścili się wszystkich czynów z pełną świadomością tego, co robią. Z pełną swobodą, którą dysponowali, gdy chodzi o możliwość pokierowania swoim postępowaniem. Nie występują u oskarżonych żadne zaburzenia, które uniemożliwiałyby rozpoznanie zła, które jest czynione i pokierowania swoim postępowaniem – tłumaczył sędzia Dariusz Kita.

W dalszej części podawania ustnych motywów wyroku wdarły się emocje. Sędziemu łamał się głos, robił długie pauzy między zdaniami.

– Najbardziej bulwersujące, iż przestępstwa zostały popełnione na szkodę osób absolutnie niewinnych, czystych, bezbronnych, którym należy się szczególny obowiązek spoczywający na rodzicach. Obowiązek opieki, miłości i troski. Żadnego z tych obowiązków dzieci ze strony rodziców nie uzyskały. Wprost przeciwnie. Zostały w sposób brutalny pozbawione życia, a w trzech przypadkach zostały odczłowieczone. Odmówiono im nawet właściwego pochówku. Trudno jest zrozumieć taki sposób postępowania rodziców – podkreślał sędzia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Słowacja: Zatrzymano cztery osoby w związku z zabójstwem dziennikarza śledczego Jana Kuciaka

Funkcjonariusze słowackiego Krajowego Biura Kryminalnego (NAKA) zatrzymali w środę rano cztery kobiety, które według mediów były w kontakcie z Marianem Kocznerem, oskarżonym o zlecenie zabójstwa dziennikarza śledczego Jana Kuciaka.

Wśród zatrzymanych jest była wiceminister sprawiedliwości w rządzie partii Kierunek Socjaldemokracja (SMER-SD) Monika Jankovska oraz jej siostra, a także sędzia Miriam Repakova i sędzia Denisa Cvikova. Wszystkie kobiety utrzymywały bliskie kontakty z Kocznerem, o czym świadczą bilingi ich numerów komórkowych i wiadomości tekstowe z ich telefonów odtworzone przez biegłych w trakcie śledztwa.

Grupa dochodzeniowa „Mgła”, która dokonała zatrzymań, została powołana jesienią 2019 roku. Wchodzący w jej skład funkcjonariusze badają kontakty Kocznera ze światem polityki, wymiarem sprawiedliwości, a także z policją i mediami.

Media przypominają, że telefony komórkowe, które służyły przedstawicielom środowiska sędziowskiego do kontaktowania się z Kocznerem, skonfiskowano jeszcze latem 2019 r. W styczniu br. przeprowadzono zaś przeszukania u Jankovskiej, Cvikovej i innych sędziów oraz przedsiębiorców.

Oczyszczenie środowiska sędziowskiego i wymiaru sprawiedliwości z mafijnych powiązań było jednym z tematów kampanii przed wyborami parlamentarnymi, które odbyły się na Słowacji 29 lutego. Zwyciężyły w nich partie, które obiecywały wyeliminowanie korupcji z życia publicznego. Nieformalne powiązania świata polityki, wymiaru sprawiedliwości i biznesu pozwoliły zleceniodawcy zabójstwa dziennikarza pozostawać w przeświadczeniu o swej całkowitej bezkarności – podkreślali kandydaci opozycji.

W ostatnich wyborach rządząca od 2006 roku partia SMER-SD otrzymała 18,3 proc. głosów, zajmując drugie miejsce za ugrupowaniem Zwyczajni Ludzie i Niezależne Osobistości (OLaNO).

Przeprowadzenie serii aresztowań w środowisku sędziowskim potwierdziła w środę na portalach społecznościowych słowacka policja, której NAKA jest częścią.

Jan Kuciak i jego narzeczona Martina Kusznirova zostali zamordowani 21 lutego 2018 roku. W grudniu 2019 roku urząd specjalnego prokuratora, w którego kompetencjach jest m.in. prowadzenie spraw dotyczących korupcji i przestępczości zorganizowanej oraz przestępstw, których dopuścili się wysocy rangą urzędnicy państwowi, przekazał sądowi akt oskarżenia. O zlecenie zabójstwa oskarżony został przedsiębiorca Marian Koczner.

W grudniu 2019 r. rozpoczął się proces pięciu osób podejrzewanych u udział w morderstwie. Na ławie oskarżonych zasiadł sam Koczner, bezpośredni zabójcy dziennikarza Tomasz Szabo i Miroslav Marczek, Alena Zsuzsova i Zoltan Andrusko, którzy byli pośrednikami. Do tej pory skazany został tylko Andrusko, który zdecydował się na współpracę z wymiarem sprawiedliwości, co zagwarantowało mu status świadka koronnego. Zsuzsova została oczyszczona z zarzutów.

Kolejna rozprawa odbyła się 13 stycznia. Proces trwa. Kocznerowi grozi kara dożywotniego więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ełk: Zabójstwo przed barem z kebabem. Tunezyjczyk skazany prawomocnym wyrokiem

Na 12 lat więzienia skazał w środę Sąd Apelacyjny w Białymstoku Tunezyjczyka, oskarżonego o zabójstwo 21-latka k. baru z kebabem w Ełku (woj. warmińsko-mazurskie). Sąd odwoławczy utrzymał karę, choć uznał, iż sprawca działał z zamiarem nie bezpośrednim, a ewentualnym zabójstwa.

Orzeczenie jest prawomocne.

Skazany był kucharzem w tym ełckim barze; to od awantury w lokalu zaczęło się całe zajście w noc sylwestrową 2016/2017. Gdy z baru wybiegł młody mężczyzna, zabierając bez płacenia dwie butelki napojów, w pościg ruszył Tunezyjczyk oraz właściciel lokalu, z pochodzenia Algierczyk. Gdy dogonili 21-latka, doszło do szarpaniny, podczas której chłopak został pchnięty nożem. Wskutek odniesionych obrażeń zmarł.

12 lat więzienia

Właściciel lokalu został oskarżony o udział w bójce i nieudzielenie pomocy rannemu; już wcześniej dobrowolnie poddał się karze roku więzienia w zawieszeniu.

Tunezyjczyka oskarżono o zabójstwo i udział w bójce z użyciem noża; do takiego zarzutu nie przyznał się przez całe postępowanie. W czerwcu 2019 roku Sąd Okręgowy w Suwałkach skazał go na 12 lat więzienia. Orzekł też, iż skazany ma zapłacić matce i siostrze 21-latka, które miały w sprawie status oskarżycielek posiłkowych, w sumie 70 tys. zł zadośćuczynienia.

Jego obrońca w apelacji wnioskował o uniewinnienie, ewentualnie uchylenie wyroku i zwrot sprawy do pierwszej instancji lub o łagodniejszą karę. Apelację złożył też pełnomocnik rodziny zmarłego; chciał kary 25 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Policjanci wracają do sprawy zabójstwa sprzed 21 lat

43-latek został znaleziony martwy po tym, jak pił alkohol na tzw. betonach. Obok ciała znaleziono drewniany kołek, najprawdopodobniej narzędzie zbrodni. Wówczas nie udało się ustalić sprawcy. Funkcjonariusze liczą, że rozwój kryminalistyki pomoże im zawęzić krąg podejrzanych.

Sprawa dotyczy wydarzeń, do których doszło w 1999 r. w Żaganiu (woj. lubuskie). 43-latek miał spotkać się z kolegami, aby napić się z nimi alkoholu. Wychodząc z mieszkania natknął się na młodą kobietę, którą zaprosił „na wódkę” na tzw. betonach. Podczas spotkania mężczyzna stał się natarczywy i miało dojść do szamotaniny. Kobieta w końcu się uwolniła i pobiegła do domu.

Następnego dnia 43-latek został znaleziony martwy. Obok ciała znaleziono drewniany kołek, najprawdopodobniej narzędzie zbrodni. Śledczy dokonali wówczas licznych przesłuchań świadków. Zebrany wtedy materiał dowody nie pozwolił na wniesienia aktu oskarżenia przeciwko konkretnym osobom. Nie udał się ustalić sprawcy zabójstwa.

Po 21 latach policjanci z „Archiwum X” wracają do sprawy. Funkcjonariusze liczą, że uda im się zawęzić krąg podejrzanych, dzięki rozwojowi kryminalistyki oraz nowym metodom laboratoryjnym badania śladów biologicznych. Podkreślają, że ślady biologiczne są niezbywalne i niepowtarzalne. Kryminalni nie wykluczają również powrotu do ponownych badań wariograficznych. Ich celem jest wznowienie postępowania w sprawie.
Źródło info i foto: wp.pl

Bydgoszcz: 40-letni kobieta usłyszała zarzut zabójstwa 2-miesięcznych bliźniąt

Prokuratura Rejonowa Bydgoszcz-Południe postawiła 40-letniej matce zarzut zabójstwa dwóch bliźniąt – informuje „Express Bydgoski”. Do tragedii doszło 10 lutego na bydgoskim Okolu. Sekcja zwłok wykazała, że dwumiesięczne bliźnięta zmarły „na skutek uduszenia gwałtownego w mechanizmie utonięcia”.

Kobieta mieszkała wraz z mężem, pięcioletnią córką i dwumiesięcznymi bliźniakami na bydgoskim Okolu. W dniu tragicznego (10 lutego) zdarzenia ojciec dzieci musiał wyjść z domu, a starsza córka była w szkole. Jak informuje „Super Express” 40-latka cierpiała na zaburzenia związane z depresją poporodową, dlatego też poproszono sąsiadkę, by za jakiś czas zajrzała do mieszkania.

Bydgoszcz. 40-letnia matka z zarzutem zabójstwa 2-miesięcznych bliźniąt. Kobieta trafiła do aresztu

Gdy sąsiadka pojawiła się mieszkaniu, zauważyła w łóżeczkach niemowlęta niedające oznak życia. Na miejscu pojawili się ratownicy, jednak mimo reanimacji chłopców nie udało się uratować. Na ciałach chłopców nie stwierdzono obrażeń. Według informacji „Expressu Bydgoskiego” stan psychiczny matki był natomiast na tyle zły (lekarze mówili nawet o możliwości zagrożenia życia), że została przewieziona na oddział psychiatryczny szpitala w Świeciu.

W trakcie sekcji zwłok wykazano, że przyczyną śmierci bliźniąt było „uduszenie gwałtowne w mechanizmie utonięcia”. W piątek Prokuratura Rejonowa Bydgoszcz-Południe postawiła kobiecie zarzut dwóch zabójstw. Zawnioskowano też o 3-miesięczny areszt, na co zgodę wyraził sąd. W charakterze świadka przesłuchano też męża 40-latki.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Warszawska policja zatrzymała podejrzanego o zabójstwo

„Policjanci z warszawskiej Woli zatrzymali 37-latka podejrzanego o zabójstwo. Z ustaleń śledczych wynika, że w wyniku kłótni mężczyzna zadał swojemu znajomemu trzy śmiertelne ciosy w klatkę piersiową” – powiedziała w środę rzeczniczka wolskiej policji kom. Marta Sulowska. Podejrzany trafił do aresztu.

Do zdarzenia doszło kilka dni temu w jednym z bloków na warszawskiej Woli. Policjanci przyjechali do mieszkania i zauważyli w nim podejrzanego, który miał na sobie liczne ślady krwi. Mężczyzna nerwowo przemieszczał się po korytarzu i agresywnie się zachowywał. Funkcjonariusze obezwładnili go i zatrzymali – poinformowała komisarz Sulowska.

W drugim pomieszczeniu znajdował się mężczyzna, który był nieprzytomny i nie reagował na żadne bodźce. Policjanci sprawdzili jego funkcje życiowe – były niewyczuwalne. Na miejsce została wezwana załoga karetki pogotowia, która stwierdziła zgon – tłumaczyła policjantka.

Według śledczych pomiędzy znajomymi mężczyznami doszło do kłótni i szarpaniny, podczas której 37-latek chwycił za leżący na stole nóż i zadał pokrzywdzonemu trzy ciosy w klatkę piersiową.

Na miejsce przyjechała grupa dochodzeniowo-śledcza, która prowadziła oględziny pod nadzorem prokuratora. 37-latek został doprowadzony do wolskiej komendy. Badanie alkomatem wykazało, że miał on prawie dwa promile alkoholu w organizmie – dodała.
Zatrzymany mężczyzna usłyszał w prokuraturze zarzut zabójstwa. Decyzją sądu został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.

Za zabójstwo może mu grozić nawet dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl