Sprawa Ewy Tylman. Policjanci nakłaniali do składania fałszywych zeznań?

Jak donosi „Fakt”, prokuratura w Zielonej Górze bada nowy wątek, jakoby policjanci CBŚ mieli namawiać domniemanego świadka, gangstera „Ramzesa” do kłamstwa. Ewa Tylman zaginęła w Poznaniu w nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku, wracała wtedy z firmowej imprezy w towarzystwie Adama Z. Dopiero w lipcu 2016 roku udało się odnaleźć jej ciało w Warcie.

W 2019 roku sąd uznał, że Adam Z., jeden z głównych podejrzanych, nie zabił Ewy Tylman i uniewinnił go. Jednak w styczniu 2020 roku Sąd Apelacyjny uchylił ten wyrok, a sprawa wróciła do ponownego rozpatrzenia. Śledczy wskazywali, że Z. miał zepchnąć dziewczynę ze skarpy i wrzucić do wody i dotąd trzymają się tej tezy. Choć jak zauważa „Fakt”, prokuratura „nigdy nie dysponowała niezbitymi dowodami na winę Adama Z.”.

Prokuratura bada nowy wątek ws. śledztwa po śmierci Ewy Tylman

W trakcie procesu zgłosił się świadek, który utrzymywał, że Adam Z., gdy przebywał w areszcie, wyjawił mu, że to on zabił Tylman. Świadkiem był gangster „Ramzes”, Paweł P., a sąd ostatecznie nie dał wiary jego relacji.

Wszczęto więc śledztwo ws. składania fałszywych zeznań przez „Ramzesa”, podczas którego prokuratorzy natrafili na nowy trop. „Fakt” przytacza w tej sprawie wypowiedź Łukasza Wojtasika z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze:

„Na kanwie tego postępowania powstało podejrzenie, że za nakłanianiem „Ramzesa” do składania fałszywych zeznań mogą stać funkcjonariusze publiczni, dokładniej policjanci CBŚP. Te materiały z tego powstępowania zostały wyłączone i objęte osobnym śledztwem, które jednak zostało czasowo zawieszone”.

Z kolei „Ramzes” twierdzi, że do składania fałszywych zeznań nakłaniał go zielonogórski prokurator.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sprawa zaginięcia Maddie McCann. Główny podejrzany zabrał głos

Od kilku tygodni świat znów żyje sprawą zaginięcia 3-letniej Madeleine McCann w 2007 r. Niemieccy śledczy twierdzą, że dziewczynkę porwał i zamordował Christian B., który w niemieckim więzieniu odsiaduje wyrok za gwałt. Nie przedstawiają jednak dowodów na jego winę. Tymczasem głos w sprawie zabrał właśnie sam podejrzany. Przez swoich prawników przekazał, że nie zabił małej Maddie McCann.

3-letnia Brytyjka Madeleine McCann zaginęła w maju 2007 roku, podczas rodzinnych wakacji w Portugalii. Dziewczynka w nocy z 3 na 4 maja po prostu zniknęła ze swojego łóżeczka w kurorcie Praia da Luz, a jedynym śladem, jaki po sobie zostawiła, było otwarte okno.

Choć poszukiwania były prowadzone na szeroką skalę, to w sprawie nigdy nie doszło do przełomu. Aż do teraz. Kilka tygodni temu niemieccy śledczy z Brunszwiku poinformowali, że mają głównego podejrzanego w sprawie. Ich zdaniem, za porwanie i zabójstwo Maddie McCann odpowiada 43-letni obecnie Christian B. Prokurator przekazał, że posiada dowody na jego winę, jednak nie są one jeszcze wystarczające do postawienia zarzutów mężczyźnie. Nie zdradził też szczegółów śledztwa.

Brytyjskie media podają właśnie informację, że w 2016 r. w kamperze, którym Niemiec miał podróżować między swoim krajem a Portugalią, znaleziono stroje kąpielowe i inne ubrania należące do kilkuletnich dzieci. Samochód był zaparkowany na działce kupionej przez B. sześć lat wcześniej. Na terenie posesji znaleziono także worek z pendrive’ami, na których znajdowało się ponad 8 tys. plików zawierających pornografię dziecięcą i molestowanie dzieci. Teren ten przeszukiwano w związku z zaginięciem w 2015 r. w Niemczech 5-letniej Ingi Gehricke. Dziewczynka była wówczas nazywana „Niemiecką Maddie”.

Do brytyjskiego „Mail on Sunday” zgłosił się mężczyzna o imieniu Dieter, którego córka znała się z Christianem B. Opowiedział, że B. zabrał go kiedyś na przejażdżkę swoim kamperem.

– Zajrzałem do środka i zapytałem go, czym się zajmuje w Portugalii, gdzie pracuje. Odpowiedział mi: „Mam pieniądze, ponieważ prowadzę specjalny biznes. Szmugluję w moim vanie trawkę”. Potem dodał: „Biorę 50 kg marihuany i rozwożę ją po Europie. Nikt tego nie widzi. Mogę przewozić dzieci. Mogę przewozić w tym vanie narkotyki i dzieci, bo to bezpieczna przestrzeń. Nikt ich nie znajdzie. Nikt cię nie złapie”. Wtedy myślałem, że żartuje – powiedział Dieter w rozmowie z „Mail on Sunday”.

Nie wiadomo, gdzie obecnie znajduje się kamper należący do Christiana B. Prokurator zapytany o to, czy znaleziono w nim kluczowe dowody na udział B. w zaginięciu Madeleine McCann, odpowiedział, że jest to możliwe, jednak nie może nic na ten temat powiedzieć.

Tymczasem po wypłynięciu na jaw tych informacji głos zabrał sam Christian B., który odsiaduje obecnie wyrok siedmiu lat więzienia. Jak przekazał jego obrońca, mężczyzna „zaprzecza, że miał jakikolwiek udział” w zaginięciu Madeleine McCann.

Christian Brückner, główny podejrzany w sprawie zaginięcia Madeleine McCann, był wielokrotnie karany, m.in. za pedofilię, posiadanie pornografii dziecięcej, gwałty, kradzieże, handel narkotykami. Obecnie odsiaduje w więzieniu karę 7 lat więzienia. Śledczy wiążą go z jeszcze czterema innymi zaginięciami nieletnich: Rene Hasee w 1996 r. w Algarve w Portugalii, Caroli Titze, której ciało znaleziono w czerwcu ’96 na plaży w Belgii, Joany Cipriano, która zaginęła w 2004 r. w Figueira w Portugalii oraz Ingi Gehricke, zaginionej w 2015 r. w Niemczech.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sprawa zaginięcia Madeleine McCann. Będzie przełom?

Angielska policja podejrzewa, że 43-latek odbywający karę w niemieckim więzieniu ma związek z zaginięciem Madeleine McCann. Dziewczynka w 2007 r. zniknęła z hotelowego pokoju w portugalskim kurorcie. Wytypowany przez funkcjonariuszy mężczyzna był wtedy w okolicy. Wykonał tajemniczą rozmowę telefoniczną, a dzień później pozbył się zdezelowanego kampera, w którym mieszkał. Ujawniono zdjęcia pojazdu.

Podejrzany mieszkał w portugalskim regionie Algarve od 1995 do 2007 roku. To właśnie tam leży kurort Praia da Luz, gdzie w maju 2007 roku wypoczywała rodzina McCannów.

– Więzień mieszkał przez cały ten czas w kamperze i prowadził „koczowniczy tryb życia”. W dniu, gdy zniknęła Madeleine McCann, rozmawiał przez telefon między 19:32 a 20:02 – ujawnił Mark Cranwell z brytyjskiej policji, cytowany przez BBC.

Podejrzany mężczyzna przebywa w Niemczech w więzieniu za popełnienie przestępstwa niezwiązanego ze sprawą. Wcześniej usłyszał też inne wyroki.

Podejrzany był wśród wytypowanych 600 osób

Zdaniem Cranwella kluczowe w sprawie mogą okazać się zeznania osób, które miały kontakt z podejrzanym. – Mogą być świadomi rzeczy, które zrobił. Być może zwierzył się, że brał udział w zniknięciu Madeleine – powiedział kryminalny.

Policjant ujawnił, że 43-latek był jedną z 600 osób, które znalazły się w gronie sprawdzanych przez śledczych na samym początku postępowania ws. zaginięcia 3-letniej dziewczynki. Wtedy nie był jednak podejrzanym. Cranwell dodał, dzień po zniknięciu Madeleine, 43-latek przekazał komuś swojego kampera, jak i drugie auto – jaguara. Przekazał też, że brytyjskie śledztwo w sprawie czterolatki nadal dotyczy „osoby zaginionej”.

Są zdjęcia aut i numery telefonów

Brytyjska policja opublikowała zdjęcia obu samochodów, które należały do Niemca oraz numer telefonu, pod który dzwonił podejrzany mężczyzna. Podała również numer, z którego 43-latek dzwonił. Informacje te zamieszczono w filmie opublikowanym na Twitterze. Według policji „ludzie mogą coś wiedzieć o tych numerach”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: Kobieta twierdzi, że jest poszukiwaną Moniką z Legnicy. Zaginęła 26 lat temu

Policja wznowiła śledztwo ws. zaginięcia dziecka przed 26 laty w Legnicy na Dolnym Śląsku. Półtoraroczna Monika Bielawska zniknęła wówczas z wózka przed apteką. Za porwanie dziecka skazano po wielu latach jej ojca. Nigdy nie ustalono, co stało się z jego córkę. Teraz zgłosiła się 27-letnia kobieta z USA, która twierdzi, że może być tą osobą.

W 1994 roku dziecko zniknęło z wózka sprzed apteki w Legnicy, gdy dziadkowie kupowali tam leki. Jednym z tropów w śledztwie i poszukiwaniu małej Moniki było założenie, że mogła zostać porwana przez ojca, którego policja bezskutecznie poszukiwała przez wiele lat.

– Byliśmy z mężem, wnuczką i Robertem u lekarza. Weszłam do apteki, żeby kupić dziecku leki. Robert został z dzieckiem. Gdy wyszłam z apteki już ich nie było – mówiła w 2011 r. reporterce „Interwencji” Julia Markowska, babcia zaginionej Moniki Bielawskiej.

Dopiero w 2008 roku ojciec po uzyskaniu listu żelaznego pojawił się w Polsce, a sąd uznał go winnym porwania i sprzedaży córki i skazał go na 15 lat więzienia. W śledztwie skazany ojciec zmieniał zeznania i choć twierdził, że jest niewinny, to wersja o porwaniu i sprzedaży dziecka za granicę również się pojawiła. Karę więzienia odbywa od 2013 roku.

Twierdzi, że jest dziewczynką z Legnicy

Oficer prasowa legnickiej policji mł. aspirant Jagoda Ekiert powiedziała we wtorek, że policja wznowiła śledztwo w sprawie zaginięcia dziecka przed 26 laty.

– Skontaktowała się z nami 27-letnia osoba z zagranicy, która twierdzi, że jest dziewczynką z Legnicy, która zniknęła w 1994 roku. Kobieta niedawno dowiedziała się, że jest osobą adoptowaną i zaczęła poszukiwać swej prawdziwej tożsamości. Na jednym z portali o osobach zaginionych natknęła się na sprawę z Legnicy. I twierdzi, że odpowiada rysopisowi – powiedziała policjantka.

– Córka do mnie dzwoniła dzisiaj rano, że nasza Monisia się odnalazła. Kilka zdjęć przysłała swoich – podobne są do mnie i do córki. To Monisia – mówiła w Radiu Wrocław Julia Markowska, babcia zaginionej.

Dodała, że do USA „trafiła najpewniej przez Ukrainę”.

Konieczne porównanie materiału genetycznego

Aby potwierdzić lub wykluczyć pokrewieństwo konieczne będzie porównanie materiału genetycznego i właśnie ku temu zmierzają działania policji we wznowionym śledztwie. Na razie nie pobrano jeszcze materiału genetycznego od matki zaginionej dziewczynki, ponieważ pracuje ona w Niemczech. A z powodu koronawirusa jej przyjazd do Legnicy jest utrudniony. Ma to nastąpić w ciągu kilku tygodni.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Norwegia: Multimilioner Tom Hagen aresztowany pod zarzutem zabójstwa żony

Norweski multimilioner Tom Hagen został aresztowany jako podejrzany o zabójstwo żony Anne-Elisabeth Hagen, która zaginęła 18 miesięcy temu. Wcześniej Hagen utrzymywał, że kobieta została porwana. Informował nawet przez swojego prawnika, że porywacze zwrócili się do niego w sprawie okupu.

Policja zatrzymała milionera Toma Hagena. Jego prawnik zaprzecza, by potentat rynku nieruchomości i energii miał związek ze śmiercią żony. Podkreśla również, że jego klientowi nie przedstawiono zarzutów. Anne-Elisabeth Hagen zaginęła w październiku 2018 r. Sprawa przedostała się do mediów dopiero w styczniu 2019 r. Prawnik Hagena poinformował wówczas, że porywacze skontaktowali się z milionerem ws. okupu.

Teraz policja uważa, że Anne-Elisabeth Hagen została zabita, a nie uprowadzona. Twierdzi też, że ma wystarczające dowody, by podejrzewać o zabójstwo Toma Hagena. Podkreślono jednak, że śledztwo trwa i nadal jest kilka pytań bez odpowiedzi.

„Szczególnie ważne będzie wyjaśnienie roli, jaką odegrał Tom Hagen, by odnaleźć Anne-Elisabeth Hagen i ustalić, czy inne osoby były zaangażowane” – podaje norweska policja. Przyznaje, że początkowo sądzono, że kobieta została uprowadzona dla okupu, jednak w lipcu 2019 r. uznano, że żona milionera najprawdopodobniej została zabita.

„Uważamy teraz, że nie doszło do uprowadzenia i nigdy nie było żadnych prawdziwych negocjacji. Innymi słowy, podjęto jasną i dobrze zaplanowaną próbę wprowadzenia policji w błąd” – czytamy w oświadczeniu policji.

Norweski system prawny pozwala policji na przetrzymywanie podejrzanego zanim zostaną mu postawione formalne zarzuty.
Źródło info i foto: onet.pl

Zaginęła 16-letnia Kinga Ryter z Libiąża

Policja poszukuje 16-letniej Kingi Ryter z Libiąża pod Chrzanowem w woj. małopolskim. Dziewczyna przed weekendem wyszła z domu i do tej pory nie skontaktowała się z bliskimi. Nastolatka ostatni raz widziana była w piątek – 31 stycznia. To wtedy 16-latka wyszła z domu. Dziewczyna nie nawiązała żadnego kontaktu z rodziną i przyjaciółmi przez weekend ani w poniedziałek rano. Stąd decyzja rodziny i małopolskiej policji ws. apelu o pomoc w odnalezieniu uczennicy oraz informacja o poszukiwaniach.

Kinga Ryter jest szczupłej budowy ciała. Ma ok. 160 cm wzrostu i proste czarne włosy do ramion.

W dniu zaginięcia ubrana była w czarną kurtkę z kapturem. Miała białe adidasy i czapkę w kolorze granatowym. Dziewczyna może także posiadać przy sobie czarny plecak. Osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje o zaginionej, proszone są o kontakt z komisariatem w Libiążu (tel. 32 627 71 97), komendą w Chrzanowie (tel. 32 62 46 200) albo najbliższą jednostką policji (tel. 997 i 112).
Źródło info i foto: wp.pl

Zaginęła 16-letnia Oliwia Ziółkowska. wyszła z Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej w Wyszkowie

Policja z Wyszkowa (województwo mazowieckie) poszukuje 16-letniej Oliwii. Nastolatka 29 stycznia bieżącego roku opuściła placówkę wychowawczą, w której przebywała. Od tej pory słuch o niej zaginął. Z 16-latką nie udało się również skontaktować telefoniczne. Funkcjonariusze apelują o pomoc w poszukiwaniach.

„Wyszkowscy policjanci prowadzą poszukiwania zaginionej 16-latki. Oliwia Ziółkowska wyszła z Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej w Wyszkowie w dniu 29 stycznia 2020 roku i do chwili obecnej nie wróciła. Nie udało się też nawiązać z nią kontaktu telefonicznego” – czytamy w komunikacie wyszkowskiej policji.

Rysopis zaginionej nastolatki

Jak informuje policja, nastolatka w chwili zaginięcia miała na sobie zieloną kurtkę z kapturem, legginsy w kolorze czarnym i białe, sportowe obuwie.

16-letnia Oliwia Ziółkowska ma 170 centymetrów wzrostu. Ma również długie włosy w kolorze blond, szczupłą sylwetkę i niebieskie oczy – czytamy na stronie komendy.

„Osoby posiadające jakiekolwiek informacje o zaginięciu lub miejscu pobytu poszukiwanej nastolatki proszone są o pilny kontakt z Komendą Powiatową Policji w Wyszkowie tel. 29 743 6200 lub 112, bądź osobiście – KPP w Wyszkowie ul. Kościuszki 13” – apeluje policja.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zaginęła 17-letnia Agnieszka Wróbel

Zaginęła 17-letnia Agnieszka Wróbel z Białki Tatrzańskiej. Nastolatka wyszła z domu w ostatnią niedzielę i do tej pory nie skontaktowała się z rodziną. Policja z Zakopanego prosi o pomoc w poszukiwaniach. Agnieszka Wróbel z Białki Tatrzańskiej zaginęła w niedzielę 26 stycznia. Wyszła z domu około 7 rano i do dziś nie nawiązała kontaktu ze swoimi bliskimi. Rodzina 17-latki zgłosiła zaginięcie na policję.

Zaginęła 17-letnia Agnieszka Wróbel z Białki Tatrzańskiej. Policja prosi o pomoc

17-letnia Agnieszka Wróbel ma około 170 cm wzrostu, długie proste włosy w kolorze ciemny blond i zielone oczy. Kiedy rodzina widziała ją po raz ostatni, miała na sobie popielatą kurtkę z kapturem marki 4F oraz czarne adidasy marki Nike.

Osoby, które wiedzą, gdzie znajduje się Agnieszka, proszone są o kontakt z zakopiańską jednostką policji pod numerem telefonu 182023400. Zgłoszenia w tej sprawie można kierować także pod numery alarmowe 997 i 112.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Są nowe ustalenia ws. zaginięcia Iwony Wieczorek

Reporterka TVP Info dotarła do nowych ustaleń w sprawie głośnego zaginięcia Iwony Wieczorek sprzed dziesięciu lat. W programie „Alarm” przedstawiono relację sąsiadów, którzy twierdzą, że w nocy z 16 na 17 lipca 2010 r. słyszeli kłótnię nastolatki ze znajomymi.

Iwona Wieczorek zaginęła w nocy z 16 na 17 stycznia 2010 r. 19-letnia wówczas dziewczyna wyszła z jednego z sopockich klubów, ale nie dotarła do domu. Śledztwo prowadziła Komenda Wojewódzka Policji i Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. W trakcie śledztwa przesłuchano 300 świadków i sprawdzano kilkanaście hipotez. W sprawę zaangażowało się też krakowskie „Archiwum X”.

Mimo upływu dziesięciu lat, nadal jednak nie ustalono, co stało się z nastolatką.

Sąsiedzi mieli słyszeć kłótnię

Reporterka TVP dotarła do sąsiadów, którzy twierdzą, że w noc zaginięcia słyszeli kłótnię Iwony Wieczorek ze znajomymi. Policja zgłosiła się po nagranie z monitoringu dopiero po dwóch tygodniach, gdy nagrał się już nowszy materiał.

Dziennikarka rozmawiała też z wychowawczynią nastolatki, która do tej pory nie została przesłuchana. Śledczy zjawili się w szkole dwa lata po zaginięciu Wieczorek.

„Myślę, że Iwona nie mogłaby uciec. Nie miała powodu, by to robić” – powiedziała nauczycielka w rozmowie z TVP.

„Reporterce programu ‚Alarm’ bez problemów udało się dotrzeć do ludzi, do których z opóźnieniem lub wcale nie dotarli śledczy. Być może dlatego nie udało im się wyjaśnić tej sprawy. Do dziś nikt nie rozmawiał z sąsiadami, którzy twierdzą, że słyszeli kłótnię Iwony ze znajomymi” – czytamy na stronie TVP Info.

Matka zaginionej: To potwierdza moją wersję

„Jak policja robiła rozeznania, to nikt nic nie wiedział. Być może rozmawiali z innymi osobami, albo wówczas ludzie bali się o tym mówić. Te ustalenia potwierdzają jednak moją wersję, że Iwona była pod domem i to właśnie tutaj wydarzyła się tragedia. Pozostaje tylko pytanie, co się później z nią stało” -komentuje ustalenia TVP w rozmowie z „Faktem” Iwona Kinda, matka Iwony zaginionej.

Kobieta zarzuca policji, że popełniono wiele błędów w śledztwie. „Mam wielkie zastrzeżenia do pracy policji” – mówi.
Źródło info i foto: interia.pl

Zaginęła 16-letnia Aleksandra Ledzion

Aleksandra Ledzion zaginęła w Warszawie. Poszukiwania prowadzą policjanci z wydziału nieletnich komendy Praga-Północ. Aleksandra Ledzion 17 stycznia wyszła z domu na praktyki zawodowe i nie wróciła do miejsca zamieszkania ani nie nawiązała kontaktu z rodziną. 16-latki poszukują funkcjonariusze z Wydziału ds. Nieletnich i Patologii Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI na Pradze-Północ.

Zaginęła Aleksandra Ledzion. Policja prosi o pomoc w poszukiwaniach

Policja opublikowała wizerunek zaginionej i prosi osoby, które mają jakiekolwiek informacje na temat miejsca pobytu nastolatki o natychmiastowy kontakt z Dyżurnym Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI przy ul. Jagiellońskiej 51 (całodobowy nr tel. 22 603-75-55) lub policjantem prowadzącym sprawę (tel. 22 603-82-59, powołując się na numer l.dz. WNP-II-85/20), a także najbliższą jednostką Policji.

Kontaktować można się także pod bezpłatnym numerem telefonu 112 lub za pośrednictwem e-maila na adres: oficer.prasowy.krp6@ksp.policja.gov.pl lub dyzurny.krp6@ksp.policja.gov.pl.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl