Sprawa zaginięcia Maddie McCann. Główny podejrzany zabrał głos

Od kilku tygodni świat znów żyje sprawą zaginięcia 3-letniej Madeleine McCann w 2007 r. Niemieccy śledczy twierdzą, że dziewczynkę porwał i zamordował Christian B., który w niemieckim więzieniu odsiaduje wyrok za gwałt. Nie przedstawiają jednak dowodów na jego winę. Tymczasem głos w sprawie zabrał właśnie sam podejrzany. Przez swoich prawników przekazał, że nie zabił małej Maddie McCann.

3-letnia Brytyjka Madeleine McCann zaginęła w maju 2007 roku, podczas rodzinnych wakacji w Portugalii. Dziewczynka w nocy z 3 na 4 maja po prostu zniknęła ze swojego łóżeczka w kurorcie Praia da Luz, a jedynym śladem, jaki po sobie zostawiła, było otwarte okno.

Choć poszukiwania były prowadzone na szeroką skalę, to w sprawie nigdy nie doszło do przełomu. Aż do teraz. Kilka tygodni temu niemieccy śledczy z Brunszwiku poinformowali, że mają głównego podejrzanego w sprawie. Ich zdaniem, za porwanie i zabójstwo Maddie McCann odpowiada 43-letni obecnie Christian B. Prokurator przekazał, że posiada dowody na jego winę, jednak nie są one jeszcze wystarczające do postawienia zarzutów mężczyźnie. Nie zdradził też szczegółów śledztwa.

Brytyjskie media podają właśnie informację, że w 2016 r. w kamperze, którym Niemiec miał podróżować między swoim krajem a Portugalią, znaleziono stroje kąpielowe i inne ubrania należące do kilkuletnich dzieci. Samochód był zaparkowany na działce kupionej przez B. sześć lat wcześniej. Na terenie posesji znaleziono także worek z pendrive’ami, na których znajdowało się ponad 8 tys. plików zawierających pornografię dziecięcą i molestowanie dzieci. Teren ten przeszukiwano w związku z zaginięciem w 2015 r. w Niemczech 5-letniej Ingi Gehricke. Dziewczynka była wówczas nazywana „Niemiecką Maddie”.

Do brytyjskiego „Mail on Sunday” zgłosił się mężczyzna o imieniu Dieter, którego córka znała się z Christianem B. Opowiedział, że B. zabrał go kiedyś na przejażdżkę swoim kamperem.

– Zajrzałem do środka i zapytałem go, czym się zajmuje w Portugalii, gdzie pracuje. Odpowiedział mi: „Mam pieniądze, ponieważ prowadzę specjalny biznes. Szmugluję w moim vanie trawkę”. Potem dodał: „Biorę 50 kg marihuany i rozwożę ją po Europie. Nikt tego nie widzi. Mogę przewozić dzieci. Mogę przewozić w tym vanie narkotyki i dzieci, bo to bezpieczna przestrzeń. Nikt ich nie znajdzie. Nikt cię nie złapie”. Wtedy myślałem, że żartuje – powiedział Dieter w rozmowie z „Mail on Sunday”.

Nie wiadomo, gdzie obecnie znajduje się kamper należący do Christiana B. Prokurator zapytany o to, czy znaleziono w nim kluczowe dowody na udział B. w zaginięciu Madeleine McCann, odpowiedział, że jest to możliwe, jednak nie może nic na ten temat powiedzieć.

Tymczasem po wypłynięciu na jaw tych informacji głos zabrał sam Christian B., który odsiaduje obecnie wyrok siedmiu lat więzienia. Jak przekazał jego obrońca, mężczyzna „zaprzecza, że miał jakikolwiek udział” w zaginięciu Madeleine McCann.

Christian Brückner, główny podejrzany w sprawie zaginięcia Madeleine McCann, był wielokrotnie karany, m.in. za pedofilię, posiadanie pornografii dziecięcej, gwałty, kradzieże, handel narkotykami. Obecnie odsiaduje w więzieniu karę 7 lat więzienia. Śledczy wiążą go z jeszcze czterema innymi zaginięciami nieletnich: Rene Hasee w 1996 r. w Algarve w Portugalii, Caroli Titze, której ciało znaleziono w czerwcu ’96 na plaży w Belgii, Joany Cipriano, która zaginęła w 2004 r. w Figueira w Portugalii oraz Ingi Gehricke, zaginionej w 2015 r. w Niemczech.
Źródło info i foto: Fakt.pl

USA: Zaginiona wnuczka Kennedy’ego i jej syn nie żyją

Maeve Kennedy Townsend McKean i jej 8-letni syn Gideon nie żyją. 40-latka była wnuczką Roberta F. Kennedy’ego (brata zamordowanego Johna F. Kennedy’ego). W czwartek 2 kwietnia rodzina poinformowała o ich zaginięciu, kilka dni później mąż Maeve przekazał, że zarówno ona jak i synek, zginęli w tragicznych okolicznościach.

Wnuczka Roberta F. Kennedy’ego Maeve Kennedy Townsend McKean i jej ośmioletni syn Gideon utonęli w wodach zatoki Chesapeake, w stanie Maryland. 40-latka wybrała się z rodziną – mężem Davidem McKean i trojgiem dzieci Gideonem, Gabriellą i Tobym do ich wakacyjnego domu w Shady Side. Stwierdzili, że w czasie narodowej kwarantanny będzie im tam wygodniej, a dzieci będą miały dużo miejsca do biegania.

Wzruszające słowa męża

2 kwietnia, gdy rodzina dotarła na miejsce, Maeve Kennedy wyszła pograć z synem na zewnątrz. Kiedy piłka wpadła do wody, postanowili podpłynąć po nią kajakiem. Jak przekazał na Facebooku McKean, piłka znajdowała się w rejonie, gdzie woda jest płytka i nie ma prądu. Wiatr zepchnął ich jednak w stronę zatoki. Pół godziny później matkę i syna, zauważył z oddali sąsiad i wezwał straż przybrzeżną. Następnego dnia znaleziono przewrócony kajak. Stało się jasne, że Maeve i Gideon nie żyją.

„Była moim najlepszym przyjacielem, moją bratnią duszą. Mogłeś usłyszeć śmiech Maeve kilka bloków dalej, a ona śmiała się sporo. Była magiczna z niekończącymi się pokładami energii, oddana wymyślaniu zabaw dla naszych dzieci, biorąca kolejny projekt w pracy albo dla naszej społeczności i spędzająca czas z naszymi przyjaciółmi. Była w Korpusie Pokoju, przebiegła Boston Marathon […]. Była najjaśniejszym światłem, jakie kiedykolwiek poznałem” – napisał załamany David poście na Facebooku.

Nad klanem ciąży klątwa?

W sierpniu 2019 roku w tragicznych okolicznościach zmarła inna wnuczka Roberta F. Kennedy’ego, Saoirse Kennedy Hill. 22-latka przedawkowała narkotyki. W 2012 roku synowa polityka Mary Kennedy popełniła samobójstwo. On sam natomiast został zamordowany w 1968 roku, podobnie jak brat John F. Kennedy.

Syn zabitego prezydenta John F. Kennedy Jr. również zginął w gwałtowny sposób. W lipcu 1999 roku samolot, którym leciał z żoną Carolyn Bessette-Kennedy i szwagierką Lauren Gail Bessette rozbił się niedaleko wyspy Martha’s Vineyard. To nie jedyne dramatyczne wydarzenia, z którymi musiał mierzyć się znany klan. Wiele osób sądzi, że nad rodziną ciąży klątwa, którą rzekomo rozpoczął nieudany zabieg lobotomii przeprowadzony w 1944 roku na Rosemary Kennedy, siostrze Johna i Roberta.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Odnaleziono zaginionego 14-latka

14-letni Filip Dylak, który zaginął po wyjściu z domu w niedzielę wieczorem znalazł się na Dworcu Centralnym w Warszawie. Chłopiec jest pod opieką policjantów. Jak powiedziała PAP oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku Karina Kamińska, chłopiec został rozpoznany przez kobietę i jest pod opieka policjantów.

Chłopiec znalazł się na Dworcu Centralnym w Warszawie.

„Jest cały i zdrowy, rozpoznała go osoba, która widziała wizerunek chłopca w mediach” – powiedziała Kamińska.

Policjanci szukali 14-letniego Filipa Dylaka po tym, jak wieczorem rodzice zgłosili jego zaginięcie. Chłopiec w niedzielę około 12.40 wyszedł z domu do kościoła. Policjanci o zaginięciu chłopca zostali zaalarmowani w niedzielę o godz. 18.30.

Nastolatek ma orzeczoną niepełnosprawność, jego życie mogło być zagrożone. Policja ogłosiła alarm i wszczęła pilne poszukiwania.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zatrzymano kolejne osoby mogące mieć związek z zabójstwem 45-latki

W piątek policjanci zatrzymali dwóch kolejnych mężczyzn mogących mieć związek z zabójstwem 45-letniej mieszkanki powiatu lęborskiego. Kobieta została znaleziona martwa pod koniec maja br. Do tej sprawy wcześniej został już zatrzymany 44-latek, który przebywa w areszcie. Za to przestępstwo grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Pod koniec maja br. policjanci zostali zawiadomieni o zaginięciu 45-letniej mieszkanki powiatu lęborskiego. Mundurowi od razu rozpoczęli jej poszukiwania. W związku z podejrzeniem, że mogło dojść do przestępstwa do poszukiwań zostało zaangażowanych kilkudziesięciu policjantów wspieranych przez funkcjonariuszy innych służb i mieszkańców powiatu. Następnego dnia odnaleziono ciało poszukiwanej kobiety. Wszystko wskazywało na to, że doszło do zabójstwa. Na miejscu pracowała grupa dochodzeniowo-śledcza wraz z technikiem kryminalistyki. Przeprowadzono oględziny z udziałem prokuratora i zabezpieczono ślady.

Jeszcze w dniu zgłoszenia zaginięcia policjanci zatrzymali 44-letniego męża kobiety. Mężczyzna został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzut zabójstwa i został tymczasowo aresztowany.

Do pracy nad szczegółowym wyjaśnieniem zbrodni zostali zaangażowani najlepsi specjaliści z gdańskiej komendy wojewódzkiej, którzy ściśle współpracowali z prokuratorami z Prokuratury Okręgowej w Słupsku. Śledczy pracowali wielotorowo – przesłuchiwali świadków i działali operacyjne. Zabezpieczone ślady poddali badaniom. W wyniku szeroko zakrojonych czynności śledczych zebrano materiał dowodowy, który pozwolił na wytypowanie kolejnych osób mających związek z zabójstwem.

W piątek rano kilkunastu policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku wspieranych przez gdańskich antyterrorystów weszli jednocześnie do pięciu mieszkań. Policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn w wieku 24 i 34 lat podejrzanych o to przestępstwo. W trakcie przeszukań funkcjonariusze zabezpieczyli m. in. dopalacze, kolejne ślady związane ze zbrodnią, pieniądze, telefony komórkowe i nośniki danych.

Zatrzymani zostali doprowadzeni do prokuratury Okręgowej w Słupsku, tam prokurator przedstawił im zarzuty zabójstwa, ustalono, że mężczyźni działali wspólnie i w porozumieniu na podstawie wcześniej ustalonego podziału ról. W niedziele sąd zastosował wobec nich środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Za tego typu przestępstwo grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Sekret domu mordercy 10-letniej Kristiny z Mrowin

Zabójstwo Kristiny z Mrowin wstrząsnęło niemal wszystkich w Polsce. Roznegliżowane zwłoki dziewczynki znaleziono w lesie kilka godzin po jej zaginięciu. Do zabicia 10-latki z Mrowin przyznał się Jakub A. 22-letniego studenta z Wrocławia zatrzymano w domu dziadków. Sąsiedzi rodziny są przerażeni ostatnimi wydarzeniami. Mieli nadzieję, że Jakub odmieni to grzeszne miejsca i w reszcie zaznają trochę spokoju.

Kristina dobrze znała swojego zabójcę. Jakub A. miał być szaleńczo zakochany w matce 10-latki, która po rozwodzie z mężem wróciła z Irlandii z dziećmi do Mrowin na Dolnym Śląsku. Możliwe, że gdy Kristina zobaczyła kolegę mamy 13 czerwca, nie przeczuwała niczego złego. Tymczasem w głowie Jakuba A. zakiełkował plan pozbycia się niechętnej mu dziewczynki. Kristina nie chciała bowiem, by matka wiązała się ze studentem.

Zaginięcie Kristiny jako pierwsza zauważyła koleżanka 10-latki. Wspólnie chodziły na zajęcia śpiewu do pobliskiego Żarowa. Kiedy Kristina nie zjawiła się na lekcji, ta zadzwoniła do jej matki, by zapytać, co się stało. Chwilę potem na bramie miejscowego boiska znaleziono różową kurtkę dziewczynki. Wieczorem tego samego dnia spacerowicze natknęli się w pobliskim lesie na ciało Kristiny.

Zabójstwo Kristiny miało wyglądać na zbrodnię popełnioną przez pedofila

Początkowo wszystko wskazywało na to, że 10-latkę z Mrowin zabił pedofil. Zwłoki Kristny były bowiem częściowo rozebrane. Sprawca chciał w ten sposób jedynie zmylić policję i odciągnąć od siebie podejrzenia. Kristina nie została zgwałcona. Obrażenia wskazują jednak na to, że morderca wyładował na Kristinie całą swoją wściekłość. Dziewczynka zmarła na skutek kilkudziesięciu ciosów zadanych w klatkę piersiową i szyję.

Jakuba A. zatrzymano dopiero po kilku dniach. Stróże prawa twierdzą, że od początku był głównym podejrzanym w sprawie zabójstwa 10-latki z Mrowin. Policja zaskoczyła studenta we Wrocławiu gdzie mieszkał i studiował. 22-latek ukrył się w domu, który niegdyś należał do jego dziadków od strony ojca. Kilka miesięcy temu matka rozpoczęła remont budynku.

Wreszcie miało być normalnie

Dziadkowie Jakuba A. byli lekarzami i często wyjeżdżali na misje. Dziadek 22-latka zmarł w 2018 roku, a babcia mieszka poza Wrocławiem. Rodzina przez długi czas wynajmowała wybudowany jeszcze w latach 60 budynek. Mieszkali tam różni ludzie.

Jak dowiedział się Fakt24 przez jakiś czas mieściła się tam m.in. agencja towarzyska. Także inni lokatorzy pozostawiali dużo do życzenia i byli zmorą dla sąsiadów. Dwa tygodnie temu mieszkańcy dowiedzieli się, że do domu wprowadzi się rodzina Jakuba A. „No w końcu będzie normalnie!” – pomyśleli.

16 czerwca przed południem sąsiedzi usłyszeli huk. Zaniepokojeni wyjrzeli przez okno i zobaczyli funkcjonariuszy w kominiarkach oraz wycelowaną bronią. Jeden kazał im odejść od okna. Po zabraniu Jakuba A. policja przez kilka godzin przeszukiwała dom, z podjazdu zabrano dwa auta.

Tego samego dnia student został przewieziony do prokuratury w Świdnicy, gdzie odbyło się jego przesłuchanie. Jakub A. usłyszał zarzut zabójstwa Kristiny ze szczególnym okrucieństwem i przyznał się do winy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Lębork: Trwają poszukiwania zaginionej 40-latki. W grę wchodzi zabójstwo lub porwanie

Wczoraj o godz. 19 komendant policji w Lęborku ogłosił alarm pierwszego stopnia. To pokłosie zgłoszenia o zaginięciu ok. 40-letniej kobiety. Stróże prawa przez wiele godzin przeszukiwali gospodarstwo w Janowicach. Na razie bezskutecznie. Obecnie poszukiwania zostały przerwane. Mają być kontynuowane jutro. Sprawa jest bardzo tajemnicza. W zaginięciu kobiety mogą mieć udział osoby trzecie. Możliwe, że mamy do czynienia z porwaniem lub zabójstwem.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zaginął 30-letni Pablo Alonso Suarez

Pablo Alonso Suarez zaginął w miejscowości Ogardy w województwie lubuskim. W poniedziałek wieczorem mężczyzna wyszedł na spacer z psem. Jednak do domu wróciło tylko zwierzę. Z 30-latkiem nie ma kontaktu, nie ma też śladu po nim. Poszukiwania prowadzi policja i straż pożarna. Służby nie wykluczają żadnego scenariusza – podaje Onet.

Policja w Strzelcach Krajeńskich dostała zgłoszenie o zaginięciu mężczyzny już w poniedziałkową noc. Palbo Alonso Suarez wyszedł na spacer z psem o godzinie 22.30. Po pewnym czasie do domu wrócił sznaucer miniaturka, a 30-latek przepadł bez wieści. Hiszpan nie mieszka na stałe w Polsce, przyjechał tu w odwiedziny ze swoją znajomą. Razem na stałe mieszkają w Hiszpanii.

Onet podaje, jak wiele sił zaangażowało się w poszukiwania 30-latka: – Z naszej jednostki w poszukiwania zaangażowani są wszyscy policjanci. W akcji biorą udział także mundurowi z oddziału prewencji komendy wojewódzkiej, są też strażacy i służby leśne. Na miejsce skierowane także helikopter – mówi portalowi mł. asp. Tomasz Bartos z Komendy Powiatowej Policji w Strzelcach Krajeńskich.

Pablo Alonso Suarez ma 180 cm wzrostu i jest szczupłej budowy ciała, ma aparat ortodontyczny. 30-latek jest ubrany w białą kurtkę z czarnym zamkiem z kieszeniami u góry, w białą koszulkę z krótkim rękawem (z nadrukowanymi bananami), krótkie, białe spodenki i czarno-niebieskie trampki. Ma czarny zegarek.

Osoby, które mogą mieć informację o zaginionym mężczyźnie, proszone są o kontakt z KPP w Strzelcach Kraj tel. 095 76 30 811,. pod numerem telefonu 997 lub 112.
Źródło info i foto: wp.pl

Zaginął były ambasador Korei Północnej we Włoszech, Jo Song Gil

O zaginięciu północnokoreańskiego dyplomaty, do niedawna ambasadora we Włoszech, informuje południowokoreański deputowany Kim Min-ki. Według prasy 48-letni Jo Song Gil szukał azylu na Zachodzie Europy. Według Kim Min-ki dyplomata z Korei Północnej zaginął wraz z żoną na początku listopada zeszłego roku po wyjściu z północnokoreańskiej ambasady w Rzymie. Gazeta „JoongAng Ilbo” podała, powołując się na bliżej nieokreślone źródła dyplomatyczne, że Jo złożył wniosek o azyl w jednym z zachodnich krajów i przebywa w „bezpiecznym miejscu” z rodziną pod ochroną włoskiego rządu.

Jak pisze Reuters, Włochy nie potwierdzają tych doniesień. Według włoskiej dyplomacji tamtejszy MSZ nie miał żadnych informacji o staraniach Jo o azyl we Włoszech. Oświadczono jedynie, że Pjongjang wysłał do Rzymu pod koniec zeszłego roku nowego ambasadora, co jest „całkowicie normalną procedurą”.

Ambasada we Włoszech jest dla Korei Północnej jedną z ważniejszych placówek dyplomatycznych – zajmuje się również relacjami między Pjongjangiem a Organizacją Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), mającą siedzibę w Rzymie. Korea Północna od lat boryka się z poważnymi niedoborami żywności.
Źródło info i foto: onet.pl

Zaginęła 17-letnia Karolina Szyc

Funkcjonariusze z Komisariatu Policji w Janowie Podlaskim (woj. lubelskie) poszukują 17-letniej Karoliny Szyc. Nastolatka ostatni raz nawiązała kontakt z rodziną pod koniec października br. Jak podają policjanci, 17-latka 2 września wyszła z domu, skąd miała pojechać do Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego. Na miejsce nigdy nie dotarła.

Ostatni raz z rodziną kontaktowała się 28 października, nie zdradzając jednak miejsca pobytu. Zawiadomienie o zaginięciu nastolatki funkcjonariusze otrzymali na początku listopada. Karolina Szyc ma 168 cm wzrostu i jest szczupłej budowy ciała. Włosy zaginionej są długie, proste, koloru rudego. Dziewczyna ma tatuaż na lewej piersi obrazujący literę A, a także pieprzyk na przedniej części szyi.

Każdy, kto widział zaginioną lub ma jakiekolwiek informacje o miejscu jej pobytu proszony jest o kontakt z policją pod numerem telefonu (83) 344 83 00 lub 112.
Źródło info i foto: interia.pl

Turcja szykuje rewizję w saudyjskim konsulacie po zaginięciu dziennikarza

Władze tureckie zapowiedziały we wtorek rewizję w Konsulacie Generalnym Królestwa Arabii Saudyjskiej w Stambule w związku z zaginięciem saudyjskiego dziennikarza w ub. tygodniu. Zaniepokojenie losami dziennikarza wyraziło brytyjskie MSZ i Departament Stanu USA.

Tureccy śledczy twierdzą, że rewizja w Konsulacie Generalnym Królestwa Arabii Saudyjskiej jest nieodzowna, ponieważ istnieją podejrzenia, że publicysta Dżamal Chaszodżdżi, który był niestrudzonym krytykiem władz w Rijadzie, został zamordowany na jego terenie w ubiegłym tygodniu.

Rzecznik tureckiego MSZ poinformował, że Arabia Saudyjska zgodziła się wpuścić śledczych do swej placówki dyplomatycznej, choć nadal podtrzymuje swą wersję wydarzeń, zgodnie z którą przebywający od kilku lat na emigracji w USA niepokorny dziennikarz – otrzymujący od 2017 r. regularne, anonimowe pogróżki, które miały na nim wymóc milczenie – wyszedł z konsulatu w tym samym dniu, w którym doń przybył.

Oświadczenie to poprzedziła seria deklaracji dyplomatycznych wydawanych już to przez Rijad, już to przez Ankarę, które wzajemnie się wykluczały, jeśli chodzi o wersję wydarzeń. W ramach tej wymiany w poniedziałek prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zażądał od władz saudyjskich, by przedstawiły niezbite dowody, że 59-letni Dżamal Chaszodżdżi faktycznie opuścił teren saudyjskiej placówki dyplomatycznej.

USA tonują wypowiedzi

Zaniepokojenie losami dziennikarza wyraziły we wtorek władze amerykańskie i brytyjskie. Prezydent USA Donald Trump oświadczył we wtorek, że zamierza rozmawiać o zaginięciu dziennikarza z władzami Arabii Saudyjskiej. W poniedziałek sekretarz stanu USA Mike Pompeo wezwał rząd w Rijadzie, by wsparł „głębokie śledztwo” i „był transparentny w kwestii (jego) wyników”.

Wypowiedzi Amerykanów stały się we wtorek po południu nieco ostrożniejsze. Rzeczniczka Departamentu Stanu USA, Heather Nauert powiedziała mianowicie podczas spotkania z dziennikarzami w Waszyngtonie, że dyplomacja amerykańska „nie ma żadnej wiedzy na temat zniknięcia dziennikarza i tego, czy pozostaje on przy życiu”, ale zwróci się do Arabii Saudyjskiej i Turcji z prośbą o wyjaśnienia. – Wolelibyśmy unikać wydawania przedwczesnych sądów na ten temat – podkreśliła.

„Podejdziemy do tego incydentu bardzo poważnie”

Bardziej stanowczą postawę w sprawie zaginięcia dziennikarza zajęła dyplomacja Wielkiej Brytanii. Szef brytyjskiego MSZ Jeremy Hunt poinformował za pośrednictwem Twittera, że zawezwał ambasadora Arabii Saudyjskiej w Londynie do MSZ, „by przedstawić mu niecierpiące zwłoki pytania ws. Dżamala Chaszodżdżiego”.

„Przemoc wobec dziennikarzy narasta jak świat długi i szeroki, a jest to ogromne zagrożenie dla wolności słowa. Jeśli doniesienia prasowe się potwierdzą, podejdziemy do tego incydentu bardzo poważnie. Przyjaźnie opierają się na tym, czy dzielimy te same wartości” – napisał Jeremy Hunt.

Wszedł do konsulatu i zniknął

59-letni Chaszodżdżi nie daje znaku życia, odkąd 2 października rano przekroczył próg konsulatu Arabii Saudyjskiej w Stambule, gdzie udał się, by załatwić formalności związane z zamiarem ożenku. Policję zawiadomiła narzeczona dziennikarza, która czekała na niego przed placówką.

Rząd w Rijadzie twierdzi, że Chaszodżdżi wyszedł z konsulatu we wtorek, przed tygodniem, i zaginął dopiero później. Z kolei władze w Ankarze wskazują, że nie ma dowodów świadczących o tym, że w ogóle opuścił saudyjską placówkę dyplomatyczną.

Ponadto – jak podała turecka agencja Anadoulu, opierając się na danych tureckiego wywiadu – w tym samym dniu, w którym dziennikarz uzyskał możliwość załatwienia formalności w konsulacie, do Stambułu przybyła w dwóch samolotach 15-osobowa grupa urzędników saudyjskich, którzy weszli do oddziału konsularnego mniej więcej w tym samym czasie, co on. Opuścili oni Turcję tego samego dnia.

Agencja wzmiankuje też, że samoloty saudyjskie były poddane rewizji na lotnisku, ale nie przyniosła ona rezultatów, które byłyby negatywne dla Rijadu. Saudyjska agencja prasowa SPA podała w niedzielę, że władze w Rijadzie wysłały do Turcji zespół śledczych, którzy mają pomóc w prowadzonym tam dochodzeniu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl