Zabrze: Areszt dla desperata, który groził wysadzeniem kamienicy

Jest tymczasowy areszt dla desperata z Zabrza. Mężczyzna groził wysadzeniem w powietrze kamienicy, w której mieszka. Według specjalistów zagrożenie eksplozją było bardzo realne.

Niewykluczone, że wcześniej doszło do konfliktu rodzinnego. Wiadomo również, że w przeszłości mężczyzna leczył się psychiatrycznie. Policję wezwała jego matka. W tym czasie 26-letni mężczyzna biegał już z 11-kilogramową butlą gazową po klatce schodowej i krzyczał, że wszystkich wysadzi w powietrze.

Butla była już odkręcona i cały czas ulatniał się z niej gaz.

Na szczęście policjantom udało się obezwładnić desperata. Mężczyzna usłyszał zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa wybuchu i pożaru oraz kierowania gróźb karalnych. Ale nie przyznał się do winy.

26-latek trafił do szpitala psychiatrycznego. Ale kiedy w innej placówce medycznej zmieniano mu opatrunki, uciekł. Po krótkich poszukiwaniach policjanci zatrzymali go ponownie, a do sądu trafił wniosek o tymczasowy areszt.
Źródło info i foto: RMF24.pl

23-latek uciekł ze szpitala psychiatrycznego. Rzucił się na policjantów z siekierą

Szokująca sprawa z powiatu ropczycko-sędziszowskiego. 23-letni mężczyzna, który uciekł ze szpitala psychiatrycznego zaatakował próbujących go zatrzymać policjantów. Jednemu z nich zadał cios siekierą w głowę.

23-latek przebywał w ostatnim czasie w szpitalu psychiatrycznym. Okazało się, że młody mężczyzna samowolnie opuścił placówkę, w której przebywał na samowolnym leczeniu. Istniało jednak podejrzenie, że może stanowić zagrożenie dla innych osób, dlatego o sprawie powiadomiono policję, która dołączyła do poszukiwań.

Funkcjonariusze udali się do miejsca zamieszkania poszukiwanego w miejscowości Brzeziny. Tam zeszli do niższych kondygnacji budynku. Po otwarciu kolejnych drzwi nastąpił niespodziewany atak. Mężczyzna zaatakował pierwszego z policjantów dużą siekierą. 23-latek zamachnął się i zadał cios. Policjant zdążył tylko nieznacznie zamortyzować uderzenie rękami. Ostra część siekiery wylądowała na jego głowie, na przedniej, prawej części czoła.

Wtedy przytomność umysłu wykazał drugi z funkcjonariuszy, który przy pomocy rannego partnera obezwładnił i unieszkodliwił szaleńca. Obaj policjanci wezwali na miejsce posiłki oraz karetkę pogotowia.

26-letni poszkodowany policjant został przetransportowany do szpitala. Tam okazało się, że doznał groźnego pęknięcia kości czaszki, rany czoła, a także okolic oczodołu. Jak powiedzieli lekarze, jego obecny stan zdrowia jest jednak stabilny i nie zagraża jego życiu.

Napastnik z kolei został zatrzymany i osadzony w policyjnym, areszcie. Niedługo później usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa połączony z czynną napaścią na funkcjonariusza policji. Sam zrezygnował jednak z odniesienia się do treści zarzutów i skorzystał z prawa odmowy złożenia wyjaśnień i udzielenia odpowiedzi na pytania.

Sąd przychylił się do wniosku prokuratora i tymczasowo aresztował podejrzanego na trzy miesiące. 23-latek na wyrok poczeka zatem za kratkami. Grozi mu kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 8 lat, kara 25 lat pozbawienia albo kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl

8 osób odpowie za przywiezienie do Borkowic groźnych chemikaliów

Osiem osób stanie przed sądem za przywiezienie do Borkowic (woj. mazowieckie) ponad tysiąca ton toksycznych odpadów. Niebezpieczne substancje odkryto pod koniec listopada w magazynach nieopodal szkoły. Wstępne analizy odpadów wykazały, że mogą należeć m.in. do niebezpiecznej rodziny trichloroetenu. Mieszkańcy domagali się ich szybkiego usunięcia, ponieważ obawiali się swoje zdrowie i życie.

Zatrzymani pochodzą z Mazowsza i Wielkopolski. Wśród nich jest jedna kobieta. Trzon grupy stanowiły cztery osoby, które nielegalnie składowały odpady niebezpieczne w innych miejscach Polski, m.in. w Toruniu czy w Osiecku (pow. otwocki).

Policjanci zabezpieczyli też nieruchomości warte ok. 7 mln złotych na poczet przyszłych kar.

Zagrożenie dla ludzi i środowiska

Pojemniki z odpadami nie miały żadnych oznaczeń, które pozwoliłyby na identyfikację ich składu chemicznego ani miejsca pochodzenia. Radomska prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo. Wstępne analizy substancji wykazały, że mogą należeć m.in. do rodziny trichloroetenów czyli substancji, które mogą zagrażać zdrowiu i życiu osób przebywających w ich pobliżu. Mogą także powodować zanieczyszczenie środowiska, w tym powietrza i gleby.

„Zatrzymani usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, której celem było składowanie odpadów niebezpiecznych. Grozi im do pięciu lat pozbawienia wolności” – poinformowała policja.

Mieszkańcy obawiają się trucizny

Mieszkańcy Borkowic obawiali się, że groźne składowisko zagrozi ich życiu i zdrowiu. Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w grudniu wniósł do wójta o natychmiastowe zobowiązanie posiadacza odpadów do ich usunięcia. Niebezpieczne substancje pozostały jednak w miejscu składowania.

– Koszt usunięcia tych odpadów to około 3-3,5 mln zł. Ale nie możemy za to zapłacić, bo magazyn znajduje się na terenie prywatnym. Z kolei właściciel mówi, że wynajął go komuś innemu – powiedział polsatnews.pl wójt gminy Robert Fidos.

W kwietniu z powodu zagrożenia dla zdrowia, uczniowie ze szkoły w Borkowicach zostali przeniesieni do innych placówek. Magazyn z chemikaliami znajdował się bowiem tuż obok szkolnego boiska. Dzieci do dziś nie wróciły do swojej szkoły.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Służby Sri Lanki wiedziały o zagrożeniu zamachami od ponad dwóch tygodni

Tragiczne zamachy na kościoły i hotele w Sri Lance, które kosztowały życie niemal 300 osób, mogły zostać powstrzymane. Tak przynajmniej wynika z deklaracji lankijskich polityków, którzy po tragedii ujawnili, że ostrzeżenia o zagrożeniu atakami pojawiały się regularnie od początku kwietnia. Dlaczego zostały zignorowane?

Kiedy w wielkanocną niedziele w kościołach i hotelach na Sri Lance wybuchły bomby, cały kraj był w szoku, a kiedy wydłużająca się lista ofiar trafiła do zagranicznych mediów, do położonego nad Oceanie Indyjskim państwa zaczęły spływać kondolencje z całego świata.

Wszystko wskazuje jednak na to, że zamachowi można było zapobiec. Jak donosi CNN, szereg członków rządu Sri Lanki i służby specjalne kilku krajów wiedziały, że atak terrorystyczny jest prawdopodobny. Mimo tego, z powodu politycznych konfliktów między lankijskimi politykami, ostrzeżenia zostały zignorowane.

Zignorowane ostrzeżenia

Wywiad USA i Indii po raz pierwszy poinformowały rząd Sri Lanki o potencjalnym zagrożeniu jeszcze na początku kwietnia. Ostrzeżenia powtarzane były kilkakrotnie i były na tyle szczegółowe, że zawierały listy potencjalnych podejrzanych.

W poniedziałek podczas konferencji prasowej po zamachach rzecznik rządu (i zarazem minister zdrowia) Rajith Senaratne potwierdził, że już 11 kwietnia rząd dysponował raportem, który stwierdzał, że lokalna organizacja islamistyczna National Thowheeth Jama’ath (NTJ) może dokonać ataków na kościoły.

Natomiast ostatnie ostrzeżenie ze strony służb wywiadowczych innych państw przekazane zostało lankijskim władzom… 10 minut przed atakami.

Polityczne podziały

Dlaczego wszystkie te ostrzeżenia zostały zignorowane? Przez ostatni rok Sri Lanka paraliżowana była przez konstytucyjny kryzys. Prezydent Maithripala Sirisena próbował zastąpić urzędującego premiera Ranil’ego Wickremesingha swoim sojusznikiem. Ostatecznie plan prezydenta nie powiódł się i w wyniku presji Sądu Najwyższego Wickremesinghe powrócił na stanowisko w grudniu.

Jednak od tego czasu między prezydentem a premierem trwał ciągły konflikt, Minister gospodarki Harsha de Silva w wywiadzie dla CNN przyznał, że premier był „utrzymywany w niewiedzy” w kwestii ostrzeżeń. Ponadto został on usunięty z Rady Bezpieczeństwa Narodowego

Gdy w niedzielę doszło do serii ataków na kościoły i hotele na Sri Lance, premier Wickremasinghe sam zwołał nadzwyczajne spotkanie Rady Bezpieczeństwa, ponieważ prezydent przebywał poza krajem z zagraniczną wizytą. Według rzecznika rządu członkowie Rady nie przyszli na spotkanie.

– Po raz pierwszy w historii widzieliśmy, że Rada Bezpieczeństwa odmówiła stawienia się na spotkanie z premierem kraju – podkreślił Rajith Senaratne.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Seria przestępstw na tle seksualnym w Finlandii. Władze są wstrząśnięte

Policja w Oulu poinformowała o licznych przypadkach przestępstw na tle seksualnym wobec nieletnich dziewcząt. Wśród kilkunastu podejrzanych są azylanci pochodzący z Bliskiego Wschodu i Afryki. Przestępstwa te wywołały reakcję najwyższych władz kraju.

„To niedopuszczalne, aby niektórzy z ubiegających się o azyl, a nawet ci, którym go już przyznano, przynosili tutaj zło i tworzyli poczucie zagrożenie” – oświadczył w sobotę prezydent Finlandii Sauli Niinisto, który wydał specjalne oświadczenie, gdy w piątek policja w Oulu nad Zatoką Botnicką (ok. 600 km na północ od Helsinek) poinformowała o dochodzeniu wobec czterech kolejnych osób podejrzanych o gwałt oraz wykorzystanie seksualne dziewcząt w wieku poniżej 15 lat. Trzech podejrzanych zostało zatrzymanych.

Komenda policji w Oulu na początku grudnia po raz pierwszy wydała komunikat o takich przestępstwach, o których popełnienie podejrzewa się m.in. cudzoziemców ubiegających się w Finlandii o azyl. Wtedy podejrzanych było dziesięć osób (osiem zostało zatrzymanych). Wśród nich były także osoby, które przebywają w Finlandii od wielu lat i którym nadano już fińskie obywatelstwo.

W prowadzonych przez policję dochodzeniach łącznie podejrzanych jest już kilkanaście osób, a ofiar 10. Do przestępstw miało dojść latem i jesienią ubiegłego roku. Według śledczych to „jedynie wierzchołek góry lodowej”, a wstępne dochodzenie wykazało, że z częścią ofiar kontakt sprawcy zainicjowali przez media społecznościowe.

„Wydarzenia w Oulu szokują”

„To niepojęte, że liczba podejrzanych wzrosła” – podkreślił Niinisto. Dodał, że, „wydarzenia w Oulu szokują”, są nieludzkie.

Także premier Juha Sipila w specjalnym oświadczeniu napisał, że napaści seksualne na dzieci wzbudziły w nim „głębokie poczucie zgorszenia”. „Rozumiem w pełni niepokój i szok obywateli” – dodał.

Szef rządu podkreślił, że „celem systemu azylowego jest pomaganie znajdującym się w niebezpieczeństwie, ale nie może on chronić przestępców”. Przypomniał, że w ostatnim czasie rząd przedstawił zmianę prawa m.in. ułatwiającą deportację obcokrajowców, którzy dopuścili się poważnych przestępstw.

Minister spraw wewnętrznych Kai Mykkanen w sobotnim wywiadzie w fińskiej telewizji powiedział, że dopuszczenie się poważnego przestępstwa na tle seksualnym powinno skutkować odebraniem fińskiego obywatelstwa tym, którym je nadano. W tej sprawie podjęto już działania legislacyjne.

Wzrost popularności nacjonalistycznej

Zdarzenia z Oulu przyciągnęły uwagę fińskich mediów już w grudniu. Komentatorzy podkreślają, że informacja o przestępstwach na tle seksualnym, o które podejrzewani są azylanci, mogły wpłynąć na ostatni wzrost popularności nacjonalistycznej i eurosceptycznej partii Finowie (PS), krytykującej politykę migracyjną i azylową rządu.

Przed wyborami parlamentarnymi, które odbędą się w połowie kwietnia 2019 r., poparcie dla tego ugrupowania, według opublikowanego w tym tygodniu sondażu, przekroczyło 10 proc (wcześniej ok. 8 proc.). Obecnie najbardziej popularna jest opozycyjna Socjaldemokratyczna Partia Finlandii (SDP) – ok. 21 proc.
Źródło info i foto: interia.pl

Toruń: Ruszył proces w sprawie zabójstwa 3-latka. Radosław M. przed sądem

W sądzie w Toruniu (województwo kujawsko-pomorskie) rozpoczął się proces w sprawie zabójstwa 3-letniego Tomusia z Grudziądza. O bulwersującą zbrodnię oskarżony jest 32-letni Radosław M., konkubent matki Tomusia – Angeliki L.. Mężczyźnie grozi dożywocie, a matce zamordowanego 3-latka – 15 lat więzienia za zaniechanie, które naraziło Tomusia na bezpośrednie zagrożenie.

13 listopada 2017 roku do szpitala w Kwidzynie trafił 3-letni Tomuś. Pogotowie wezwał jego 31-letnie wówczas ojczym, który twierdził, że dziecko wypadło mu z rąk podczas zmiany pieluszki. Chłopiec był w ciężkim stanie i miał liczne obrażenia ciała, wskazujące na znęcanie się nad nim. Mimo starań lekarzy Tomusia nie udało się uratować.

– Malec był w ciężkim stanie, nieprzytomny. Nie reagował na żadne bodźce zewnętrzne. Na skórze miał dużo zasinień, oba przedramiona były złamane. Centralny układ nerwowy nie funkcjonował. Zwołana komisja podjęła decyzję o odłączeniu dziecka od aparatury – mówił po śmierci chłopca Piotr Brzeziński, ordynator oddziału anestezjologii i intensywnej terapii dla dzieci ze szpitala specjalistycznego w Grudziądzu. Policjanci zatrzymali Radosława M. o raz matkę Tomusia Andżelikę L.. Właśnie ruszył proces w sprawie oskarżonego o morderstwo mężczyzny.

Mężczyźnie postawiono szereg zarzutów, z których jeden dotyczy zabójstwa 3-latka, a inny o znęcaniu się nad jego rodzeństwem. Mężczyźnie grozi dożywocie. Matce Tomusia – Andżelice L. – za zaniechanie, które naraziło jej dziecko na bezpośrednie zagrożenie życia, grozi 15 lat więzienia. Sąd zdecydował się na wyłączenie jawności procesu. Tuż po tragedii, sześcioro rodzeństwa skatowanego Tomka w wieku od 5 do 12 lat trafiło do ośrodka opiekuńczego. Andżelika L. była wówczas w kolejnej ciąży.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nożownik zaatakował w „Black Friday” w jednym z nowojorskich sklepów

W piątek 23 listopada wiele sklepów oferowało okazje i zniżki. Tego dnia w centrum handlowym w stanie Nowy Jork napastnik zaatakował dwie osoby nożem.

Syracuse, Nowy Jork, USA. Dwie osoby zostały ranne podczas „Czarnego Piątku”, czyli szaleństwa promocyjnych zakupów, w centrum handlowym w stanie Nowy Jork. Napastnik zaatakował dwie osoby nożem. Ranni mężczyźni mają około 20 lat. Trafili do szpitala. Policja poinformowała, że odniesione obrażenia nie zagrażają ich życiu.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Wznowiono proces w sprawie zabójstwa Kim Dzong Nama

W Malezji wznowiony został proces dwóch kobiet oskarżonych o zabicie w ubiegłym roku Kim Dzong Nama, przyrodniego brata przywódcy Korei Płn. Sędzia nie wyklucza, że było to zabójstwo polityczne. Indonezyjce Siti Aisyah i Wietnamce Doan Thi Huong grozi kara śmierci, jeśli zostaną uznane za winne zabójstwa.

Jak wskazuje agencja Reutera, w obecnej fazie procesu głos zabierze obrona. W czerwcu swoje wystąpienie zakończyło oskarżenie; przesłuchano 34 świadków.

Sędzia Azmi Ariffin zgodził się z oskarżeniem, że kobiety wraz z czterema osobami wciąż przebywającymi na wolności „miały wspólny zamiar” spowodowania śmierci Kim Dzong Nama. Chociaż sędzia nie wykluczył, że mogło być to zabójstwo polityczne, to wskazał, iż nie ma na to wystarczających dowodów – pisze Reutera.

Zeznania oskarżonych kobiet zaplanowano od listopada do lutego przyszłego roku.
Oskarżone utrzymują, że to był skecz

Według nagrań z kamer przemysłowych z 13 lutego 2017 roku kobiety wtarły gaz bojowy VX w twarz Kim Dzong Nama na zatłoczonym lotnisku w stolicy Malezji, Kuala Lumpur. Mężczyzna zmarł 20 minut później. Oskarżone nie przyznają się do winy i utrzymują, że brały udział w sfingowanym skeczu na potrzeby telewizyjnego reality show.

Sędzia zauważył jednak, że nie przekonał go argument obrony, iż mógł to być dowcip dla programu telewizyjnego, ponieważ nigdzie nie było ukrytej ekipy, a obiektowi żartu nic o tym nie powiedziano, jak to zwykle bywa w takich programach. „Jedynym celem takiego żartu jest zabawa bez zamiaru spowodowania jakiejkolwiek krzywdy (…) użycie tego słowa sugeruje, że działanie ma na końcu wszystkich rozśmieszyć, w tym obiekt dowcipu” – oświadczył sędzia.

Czterech podejrzanych uciekło

Adwokat Indonezyjki określił dowody przeciwko swojej klientce jako „słabe i poszlakowe”, ponieważ opierają się tylko na nagraniach z kamer i śladach VX na ciele kobiety. Adwokat Wietnamki powiedział, że po incydencie jego klientka zachowywała się jak niewinna osoba.

Indonezyjka i Wietnamka są jedynymi osobami podejrzanymi o zabójstwo Kim Dzong Nama, które udało się zatrzymać. Według południowokoreańskiego wywiadu zabójstwo zlecił przywódca Korei Płn. Kim Dzong Un. Malezyjska policja twierdzi, że czterech obywateli Korei Północnej, którzy zaplanowali morderstwo, uciekło z kraju w dniu śmierci przyrodniego brata północnokoreańskiego przywódcy.

Był potencjalnym zagrożeniem?

Kim Dzong Nam od lat przebywał na wygnaniu poza Koreą Północną i mieszkał głównie w należącym do Chin Makau; krytykował reżim północnokoreański i jego przywódcę. Według osób, które miały z nim styczność, Kim Dzong Nam nie ukrywał się i nie sprawiał wrażenia człowieka obawiającego się o swoje życie. Jego tajemnicze zabójstwo według obserwatorów stawia pytania o kwestie ewentualnej opozycji powstającej w Pjongjangu przeciwko rządzącemu Kim Dzong Unowi. Choć Kim Dzong Nam nie pretendował do władzy, jako najstarszy syn poprzedniego przywódcy kraju Kim Dzong Ila mógł być uznawany za potencjalne zagrożenie.
Źródło info i foto: interia.pl

WB: Policjanta, który miał kontakt z nowiczokiem, jest w dobrym stanie

Brytyjska policja poinformowała w sobotę wieczorem na Twitterze, że policjant, który mógł mieć kontakt z silnie trującym środkiem chemicznym nowiczok w Amesbury, przeszedł serię badań w szpitalu. Wykluczyły one jakiekolwiek zagrożenie dla jego życia i zdrowia. W ubiegłą sobotę do szpitala okręgowego w Salisbury trafiło dwoje bezdomnych z objawami wskazującymi na zatrucie środkiem chemicznym nowiczok.

Poszkodowani to 44-letnia Charlie Rowley i 45-letni Dawn Sturgess. Od tygodnia znajdują się oni w stanie krytycznym. Pochodzą z Amesbury, miejscowości położonej kilkanaście kilometrów od Salisbury, gdzie w marcu doszło do ataku na byłego pułkownika rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU i współpracownika brytyjskiego wywiadu Siergieja Skripala oraz jego córkę Julię.

Brytyjska prasa pisała, że Rowley i Sturgess weszli w kontakt z substancją nowiczok, gdy wzięli do rąk jakiś skażony przedmiot – fiolkę lub strzykawkę chroniącą resztki trucizny użytej w Salisbury cztery miesiące temu wobec byłego rosyjskiego agenta. Brytyjska prasa ustaliła, że bezdomni czterdziestolatkowie są silnie uzależnieni od narkotyków.
Zagrożenie zdrowotne dla ludności jest znikome

Policja oraz kierownictwo szpitala w Salisbury podkreślają, że zagrożenie zdrowotne dla ludności jest znikome, a badania, jakie przeszedł funkcjonariusz, miały definitywnie wykluczyć zagrożenie dla jego zdrowia. Policjant miał kontakt z ofiarami zatrucia w Amesbury. Dyrekcja szpitala podała, że oficer sam poprosił o konsultację. Był pacjentem szpitala w Swindon i potem został skierowany do kliniki w Salisbury.

W komunikacie policji wydanym w ubiegłym tygodniu zastrzeżono, że na obecnym etapie śledztwa nie udało się ustalić, czy zidentyfikowany na przedmiocie nowiczok był dokładnie tym samym, którego użyto do ataku na Skripala.

Po długim leczeniu w szpitalu Skripalowie zostali wypisani do domu i są pod opieką brytyjskich służb, które oskarżyły o atak władze Rosji. W reakcji na marcowy atak na Skripala doszło do największej serii wydaleń rosyjskich dyplomatów z krajów Europy Zachodniej od czasu zakończenia zimnej wojny.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowe informacje dotyczące napastnika z Liege

Wtorkowy atak w Liege, w którym recydywista zabił dwie policjantki i osobę postronną, był aktem terroru – oświadczyła oficjalnie w środę belgijska prokuratura federalna. Potwierdzono również, że mężczyzna w czasie zamachu wielokrotnie krzyczał „Allahu akbar”.

Prokurator Wenke Roggen powiedziała, że sprawa klasyfikowana jest jako „morderstwo o podłożu terrorystycznym”. Podkreśliła, że styl działania napastnika przypominał wskazówki, jakie w nagraniach daje dżihadystyczne Państwo Islamskie – by zabierać broń policjantom i ich zabijać. Teraz śledztwo koncentruje się na próbach potwierdzenia, czy sprawca na pewno nie miał żadnych wspólników – wskazała Roggen

Wielokrotny recydywista

Już wcześniej informowano, że sprawca ataku w Liege, we wschodniej Belgii, stał się w więzieniu radykalnym wyznawcą islamu, a celem jego ataku była policja.

Mężczyzna zaatakował na ulicy przed kawiarnią w centrum miasta dwie policjantki za pomocą noża; zabrał obydwu broń i je zastrzelił; strzałem zabił też przypadkowego mężczyznę siedzącego w samochodzie.

Napastnik później zbiegł z miejsca zdarzenia, zabarykadował się na szóstym piętrze pobliskiego liceum, gdzie wziął na zakładniczkę pracującą w szkole sprzątaczkę. Antyterroryści zabili sprawcę. Rannych zostało czterech policjantów, w tym jeden ciężko.

Sprawca, zidentyfikowany jako urodzony w Belgii Benjamin Herman, był wielokrotnym recydywistą, skazywanym za kradzieże, bójki i handel narkotykami; w więzieniu przebywał od 2003 roku. Według AFP w chwili śmierci miał 31 lat, a nie – jak wcześniej informowano – 36.

Zradykalizował się w więzieniu

W poniedziałek, na dzień przed atakiem, Herman wyszedł z więzienia pod Liege na dwudniową przepustkę; wcześniej korzystał z przepustek wielokrotnie. Również w poniedziałek zabił mężczyznę, z którym w przeszłości odsiadywał wyrok więzienia. Ofiara zmarła od uderzenia tępym narzędziem w głowę.

Według źródła zbliżonego do śledztwa wszczętego w sprawie ataku Herman podczas odbywania kary zradykalizował się pod wpływem islamistycznego współwięźnia i policja miała te informacje w jego kartotece.

W środę belgijski minister spraw wewnętrznych Jan Jambon poinformował, że śledztwo dotyczące ataku w Liege ma zbadać również okoliczności wypuszczenia mężczyzny z więzienia. „To naprawdę pojedynczy przypadek. (Sprawca) nie był częścią siatki przestępczej, nie otrzymał od nikogo instrukcji” – podkreślił minister, dodając, że śledczy nie mają żadnych informacji na temat kolejnych planowanych ataków.

W Belgii utrzymuje się stan najwyższej gotowości na wypadek ataków terrorystycznych od czasu zamachów w Paryżu i Brukseli w 2015 i 2016 roku, zorganizowanych przez brukselską komórkę dżihadystycznego Państwa Islamskiego.
Źródło info i foto: polsatnews.pl