Brenton Tarrant, sprawca masakry w Christchurch, skazany na wyrok bezwzględnego dożywocia

Brenton Tarrant, który dokonał dwóch ataków na meczety w nowozelandzkim Christchurch, został skazany na wyrok bezwzględnego dożywocia. W zamachach zginęło 51 osób, najmłodsza z ofiar miała trzy lata. Do zamachów na meczety w Christchurch doszło 15 marca 2019 roku. Mężczyzna uzbrojony w karabin maszynowy zamordował – jak się później okazało – 51 osób, w tym m.in. 3-letniego chłopca. Ranne zostało 40 osób.

Sprawca ataku, Australijczyk Brenton Tarrant, atak na pierwszy z meczetów Masdżid Al-Nur transmitował w mediach społecznościowych. Później przejechał do drugiego, Masdżid Linwood, zabijając tam kolejne osoby. Został zatrzymany tego samego dnia, 15 marca, przez policję.

29-letni Brenton Tarrant został 27 sierpnia skazany za masakrę, której dokonał w nowozelandzkim mieście. Sąd najpierw uznał go winnym pozbawienia życia 51 osób, a później wskazał, że Tarrant usiłował zabić kolejne 40. Do tego nowozelandzki sąd skazał go za przeprowadzenia zamachu terrorystycznego.

Brenton Tarrant przyznał się do stawianych mu zarzutów. Ten wyrok jest bez precedensu w Nowej Zelandii: w tym kraju nigdy wcześniej nikogo nie skazano za akty terroryzmu. Dodatkowo sąd skazał Tarranta na bezwzględne dożywocie, od którego nie przysługuje mu wcześniejsze zwolnienie z więzienia.

Sędzia o zamachowcu z Christchurch: Okazałeś zero litości

W trakcie procesu Brenton Tarrant nie zabierał głosu, ale instruował swojego prawnika, co ma mówić w jego imieniu – zauważa CNN. To jego adwokat Pip Hall ogłosił, że „pan Tarrant się nie sprzeciwia, powinien być skazany na dożywocie”. Z kolei sędzia sędzia Cameron Mander przeczytał na sali listę ofiar zamachu w Christchurch, a także listę rannych. – Nie okazałeś litości. To było brutalne i bezduszne, twoje działania były nieludzkie. (…). Nie masz żadnej empatii dla swoich ofiar.

Premierka Nowej Zelandii Jacinda Ardern podkreśliła, że nawet taki wyrok nie uśmierzy bólu, jaki pozostał po ataku. Wróciła też do swojego apelu sprzed wielu miesięcy, by „skazać” zamachowca na zapomnienie i nie wspominać jego czy nazwiska. – Dzisiaj, mam nadzieję, jest ostatni dzień, gdy mamy jakiekolwiek powody, aby usłyszeć lub wypowiadać nazwisko człowieka, który za tym stoi – powiedziała.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Christchurch: Zamach w meczecie. Rodziny ofiar w sądzie. „Zabiłeś swoje własne człowieczeństwo i nie sądzę, żeby świat wybaczył ci twoją straszną zbrodnię”

Zamachowiec, który w zeszłym roku zabił 51 osób w dwóch meczetach w Nowej Zelandii, obserwował bez emocji, jak krewni jego ofiar opowiadali w sądzie o masakrze, której dokonał. Oskarżyciele twierdzą, że napastnik starannie zaplanował atak, by ofiar było jak najwięcej. Ubrany w szare więzienne ubranie Brenton Tarrant przyglądał się między innymi matce Aty Elayyana, 33-letniego bramkarza nowozelandzkiej drużyny futsalowej, który zginął w meczecie Al Noor.

Maysoon Salama powiedziała, że ​​nieustannie zastanawiała się, co myślał jej syn w ostatnich chwilach, „uzbrojony jedynie w swoją odwagę”. – Nie mogę ci wybaczyć… dałeś sobie prawo zabrania dusz 51 osobom. Naszą jedyną zbrodnią w twoich oczach jest to, że jesteśmy muzułmanami – powiedziała.

– Zabiłeś swoje własne człowieczeństwo i nie sądzę, żeby świat wybaczył ci twoją straszną zbrodnię. Obyś otrzymał najcięższą karę za swój zły czyn w tym życiu i późniejszym – dodała.

Elayyan znajdował się w tylnej części meczetu, podczas gdy jego ojciec, będący blisko frontu, przeżył atak, mimo że został postrzelony w głowę i ramię.

Gamal Fouda, imam meczetu Al Noor, powiedział Tarrantowi, że został „zwiedziony i zmylony”. – Mogę powiedzieć rodzinie terrorysty, że stracili syna, a my straciliśmy wielu z naszej społeczności – powiedział Fouda. – Szanuję ich, ponieważ cierpią tak jak my – dodał.

„Miał zamiar zaszczepić strach w tych, których opisał jako najeźdźców”

29-letni Australijczyk Brenton Tarrant przyznał się do 51 zarzutów morderstwa, 40 usiłowania zabójstwa i jednego zarzutu popełnienia aktu terrorystycznego podczas ataku w mieście Christchurch 15 marca ubiegłego roku. Zamach transmitował na żywo na Facebooku. Wcześniej opublikował w mediach społecznościowych swój manifest.

Prokurator koronny Barnaby Hawes stwierdził, że Tarrant powiedział policji, że chce wzbudzić strach wśród niewielkiej mniejszości muzułmańskiej w Nowej Zelandii. Napastnik miał również wyrazić ubolewanie, że nie zabił więcej osób i ujawnić, że zamierzał spalić meczet Al Noor po strzelaninach – powiedział Hawes. Opowiadał też, że zamachowiec oddał „dwa precyzyjnie wycelowane strzały” w trzyletniego Mucaada Ibrahima, który trzymał się nogi swojego ojca. Ibrahim był najmłodszą ofiarą strzelaniny.

Jak mówił prokurator, Tarrant spędził lata na kupowaniu broni palnej o dużej mocy, badał rozkład meczetów, latając dronem nad swoim głównym celem i tak ustalał czas ataków, aby zmaksymalizować liczbę ofiar. Większość ofiar Tarranta zginęła w meczecie Al Noor, zabił też siedem osób w drugim meczecie, zanim został zatrzymany w drodze do trzeciego.

Tarrant będzie mógł zabrać głos podczas przesłuchań, chociaż sędzia Cameron Mander ma uprawnienia do zapewnienia, aby sąd nie został wykorzystany jako platforma dla ekstremistycznej ideologii.

Ochrona i snajperzy w okolicy sądu

W czasie rozprawy w okolicy sądu w Christchurch wprowadzono dodatkowe środki bezpieczeństwa, jak zwiększona ilość ochrony i policji oraz snajperzy na okolicznych dachach. Relacje na żywo z sali sądowej zostały zakazane, wprowadzono również ograniczenia dotyczące tego, co mogą przekazywać media.

Sędzia Mander powiedział, że nie skaże Tarranta przed czwartkiem, aby osoby, które przeżyły, i członkowie rodzin ofiar mieli możliwość zwrócenia się do sądu. Za morderstwo grozi w Nowej Zelandii kara dożywocia. Sędzia może nałożyć na oskarżonego karę dożywotniego pozbawienia wolności bez możliwości wcześniejszego zwolnienia. Jest to wyrok, który nigdy nie był stosowany w Nowej Zelandii.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Bilans ofiar ataków w Hanau rośnie, sprawca nagrał film

Mężczyzna, który – jak wcześniej informowano – prawdopodobnie zamordował w Hanau dziewięć osób, został w czwartek rano znaleziony martwy w swoim mieszkaniu. Policja wychodzi z założenia, że morderca działał sam, a następnie popełnił samobójstwo. Według najnowszych doniesień z Niemiec, liczba ofiar śmiertelnych masakry wzrosła już 11. Wiele osób w stanie krytycznym przebywa pod opieką lekarzy w szpitalu.

Prawdopodobny sprawca został znaleziony martwy w swoim domu w Hanau. Specjalne oddziały interwencyjne policji odkryły tam też inne ciało. Dochodzenie jest w toku. Obecnie nic nie wskazuje na to, że są inni sprawcy

11 osób nie żyje, pięć jest ciężko rannych – to bilans nocnej masakry w zachodnioniemieckim, 100-tysięcznym mieście Hanau w Hesji, niedaleko Frankfurtu nad Menem. Wśród zabitych jest sprawca ataków na dwie palarnie fajek wodnych. Stan przebywających w szpitalu ciężko rannych osób jest krytyczny – liczba śmiertelnych ofiar strzelaniny może więc nadal wzrastać.

Sprawcę znaleziono martwego

Wszystko wskazuje na to, że zamachowiec popełnił samobójstwo. Z ustaleń dziennika „Bild” wynika, że był on obywatelem Niemiec i miał pozwolenie na broń myśliwską. W samochodzie mężczyzny znaleziono amunicję. Według policji do pierwszej strzelaniny w barze z fajkami wodnymi w śródmieściu Hanau doszło w środę ok. godz. 22. Do baru wtargnął zamachowiec i zastrzelił z pistoletu trzy osoby.

Drugi atak miał miejsce kilkanaście minut później, w podobnym barze oddalonym o 2,5 km, w dzielnicy Kesselstadt. Tutaj napastnik zastrzelił pięć osób, a pięć ranił. Jedna z nich zmarła w szpitalu. Z nieoficjalnych informacji niemieckich mediów wynika, że sprawca nagrał wideo, w którym przyznaje się do zamachów. Zostawił też pożegnalny list. Te informacje jednak nie zostały jeszcze oficjalnie potwierdzone
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Niemcy: Zamknięte drogi i helikoptery nad miastem Hanau. 9 ofiar strzelaniny

Policja potwierdziła śmierć dziewięciu osób w wyniku ataków, do jakich doszło w środę późnym wieczorem w Hanau w zachodnich Niemczech. Co najmniej pięć osób jest poważnie rannych. Niemiecka policja poinformowała w czwartek nad ranem o znalezieniu ciała domniemanego napastnika.

Z dotychczasowych ustaleń policji wynika, że do pierwszego ataku doszło w śródmieściu Hanau około godziny 22. Do baru z wodnymi fajkami wtargnął zamachowiec i zastrzelił z pistoletu trzy osoby, a co najmniej jedną poważnie ranił. Świadkowie mówili, że zamachowców mogło być kilku i po ataku odjechali czarnym samochodem.

Drugi atak miał miejsce kilkanaście minut później, w podobnym barze oddalonym o dwa i pół kilometra, w dzielnicy Kesselstadt. Tutaj napastnik lub napastnicy zastrzelili pięć osób i pięć ranili. Świadkowie napadu w relacji regionalnej rozgłośni radiowej mówili, że słyszeli osiem lub dziewięć strzałów i nie byli zgodni czy zamachowiec był jeden, czy też było ich kilku.

Jedna z rannych osób zmarła po kilku godzinach w szpitalu z powodu odniesionych ran.

Policja znalazła ciało domniemanego sprawcy

Policja przeczesywała w nocy miasto, w akcji używano m.in. helikopterów. Drogi wyjazdowe zostały zablokowane. Do Hanau przyjechały dodatkowe oddziały policji z sąsiednich miast. Policja nie komentowała doniesień mediów, w tym dziennika „Bild”, który podał informację o aresztowaniu podejrzanego o udział w atakach oraz hipotezę, iż były one skierowany przeciwko Kurdom. Nie podano też do publicznej wiadomości nazwisk ofiar ani ich przynależności etnicznej.

W czwartek nad ranem policja cytowana przez agencję Reutera poinformowała o znalezieniu ciała domniemanego napastnika w jego własnym domu. W tym miejscu odkryto również ciało drugiej osoby. Policja przekazała, że innych osób nie podejrzewa się o udział w środowych wydarzeniach, nie jest jednak jasne, czy druga z ofiar w domu podejrzewanego o ataki z nim współpracowała.

Hanau położone jest około 20 kilometrów na wschód od Frankfurtu nad Menem i ma prawie 100 tysięcy mieszkańców.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Matka nożownika z Londynu zabrała głos

– Rozmawiałam z nim przez telefon w niedzielę. Powiedział: mamo, przyrządzisz mi mutton biryani? – zdradziła stacji Sky News matka zamachowca z Londynu, Haleema Faraz Khan. 20-letni Sudesh Amman zranił w niedzielę nożem trzy osoby na ruchliwej ulicy Streatham w stolicy Wielkiej Brytanii. Zastrzeliła go policja. Do ataku przyznało się Państwo Islamskie.

– Gdy pierwszy raz usłyszałam o zamachu, miałam przeczucie, że mój syn jest za to odpowiedzialny. Dzwoniłam do niego zaraz po ataku. Nie odbierał. To był dobry, grzeczny chłopak – przyznała Khan.

Kobieta widziała się z synem w czwartek przed zamachem. – Wyglądał „normalnie” – mówiła.

Przedterminowo wyszedł na wolność

Zamachowiec zaatakował w niedzielę po godzinie 14:00 na Streatham w południowym Londynie. Zranił nożem trzy osoby, po czym zastrzelili go policjanci. 20-letni sprawca, który mieszkał w północno-zachodniej części miasta, w styczniu został przedterminowo zwolniony z więzienia. Zamiast po 3 latach, wyszedł po półtora roku.

Odbywał tam wyrok za przestępstwa o charakterze terrorystycznym, m.in. za kolportowanie treści zachęcających do walki w imię Allaha.

„Zradykalizował się w więzieniu”

Haleema Faraz Khan podkreśliła, że syn zradykalizował się w zakładzie karnym w Belmarsh oraz oglądając w sieci propagandowe islamistyczne materiały.

– Stał się bardziej religijną, zamkniętą osobą. (…) Oglądał filmy, które zrobiły mu pranie mózgu – dodała jego matka.

Kobieta zaznaczyła, że przed pobytem w odosobnieniu syn zachowywał się inaczej. Był „dobry, grzeczny, zawsze uśmiechnięty”. Przyjaciel Ammana z Park High School w Stanmore, do którego zamachowiec uczęszczał w latach 2011-2016, również przyznał, że nie wykazywał on oznak ekstremizmu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Polak-bohater z London Bridge wydał oświadczenie

Polak, który stoczył bohaterską walkę z terrorystą na London Bridge, wydał oświadczenie ws. zajścia. Opowiedział m.in. o tym, jak znalazł się w grupie osób próbujących powstrzymać nożownika. „Kiedy zaczął się atak, działałem instyntkownie” – napisał i poprosił o to, by uszanować jego prywatność.

Londyńska policja opublikowała oświadczenie 38-letniego Łukasza, którego interwencja zapobiegła dalszemu rozlewowi krwi podczas ataku nożownika na London Bridge. W zamachu zginęła dwójka studentów Cambridge – 23-letnia Saskia Jones i 25-letni Jack Merrit. Brytyjskie media już wcześniej zaznaczały, że ofiar nożownika mogłoby być dużo więcej, gdyby nie interwencja świadków, którzy – nie zważając na własne bezpieczeństwo – rzucili się, by obezwładnić mężczyznę

Oświadczenie Polaka po ataku na London Bridge: ” Podczas ataku działałem instynktownie”

W oświadczeniu Polak zaznaczył, że nie trzymał kła narwala, a kij, który znalazł w restauracji. To w budynku, z którym znajduje się restauracja, nożownik zaczął atakować ludzi. W oświadczeniu czytamy:

W piątkowe popołudnie 29 listopada pracowałem normalnie w Fishmongers Hall, kiedy wydarzyło się coś niewyobrażalnego i doszło do tragicznego ataku terrorystycznego. Wraz z kilkoma innymi osobami próbowałem powstrzymać mężczyznę, który atakował ludzi w budynku. Użyłem drąga, który znalazłem, ktoś inny trzymał kieł narwala.

Łukasz przyznał, że już wtedy został zaatakowany, ale i tak pobiegł za terrorystą w stronę mostu:

Mężczyzna mnie zaatakował, po czym wybiegł z budynku. Byłem w grupie, która za nim podążyła i zatrzymała na moście. Zostałem pchnięty nożem, a później trafiłem do szpitala. Jestem wdzięczny, że mogłem wrócić do domu.

Jego szef, Toby Williamson, w rozmowie z mediami zdradził, że w pewnym momencie Łukasz został sam na sam z terrorystą, co dało innym ludziom czas na ucieczkę:

W pewnym momencie uderzył zamachowca w klatkę piersiową i odbił się od niej, wtedy wiedział już, że coś jest nie tak. A on miał na sobie tę kamizelkę. Później doszło do walki między nimi z użyciem noża. Łukasz został zraniony aż pięć razy. Był ciężko ranny, ale ani przez chwilę się nie zawahał. Później dołączyły do niego dwie lub trzy osoby. Napastnik uciekł po schodach, Łukasz biegł tuż za nim: był ranny, ale walczył do końca – opisywał. Łukasz podkreślił, że jego zachowanie w tej kryzysowej sytuacji było instynktowne. Poprosił też, by uszanować jego prywatność i dać czas na rekonwalescencję:

Kiedy doszło do ataku, działałem instynktownie. Próbuję teraz jakoś się uporać z traumą wywołaną przez to zajście i chciałbym, by pozwolono mi to zrobić w prywatności i ze wsparciem mojej rodziny.

Polak na końcu swojego oświadczenia przekazał wyrazy współczucia rodzinom ofiar nożownika: „Chciałbym przekazać swoje kondolencje rodzinom, które straciły ukochane osoby. Wysyłam im wyrazy wsparcia oraz wszystkim, którzy ucierpieli przez ten bezsensowny atak”.

Zamachowcem był 28-letni Usman Khan. Zabił dwie osoby, ranił trzy, w tym właśnie Łukasza. Media podkreślają, że walczący z nożownikiem mężczyźni podjęli się starcia, gdy wydawało się, że kamizelka, którą miał na sobie, zawierała ładunki wybuchowe. Jak się później okazało tzw. pas szahida Khana zawierał w sobie jedynie imitacje ładunków.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zamachowiec z Halle przyznał się do winy. Działał z pobudek antysemickich

Mężczyzna, który w środę 9 października próbował wtargnąć do synagogi w mieście Halle, a następnie zastrzelił dwie osoby, przyznał się do winy. Podczas przesłuchania stwierdził także, że działał z pobudek antysemickich.

O tym, że 27-letni Staphan Balliet przyznał się do zarzucanych mu czynów, poinformowała niemiecka prokuratura generalna. Mężczyzna zeznawał podczas kilkugodzinnego przesłuchania, które w czwartek wieczorem przeprowadził sędzia śledczy Sądu Federalnego. Jak informuje „Die Welt”, Balliet przyznał się, że jego działania były powodowane jego ekstremistycznymi i antysemickimi poglądami. 27-latek znajduje się obecnie w areszcie śledczym. W nakazie aresztowania, który wydano w czwartek wieczorem, oskarża się go o podwójne morderstwo oraz siedmiokrotne usiłowanie zabójstwa.

Niemcy: Zamachowiec z Halle nagrał atak i zamieścił nagranie w internecie

Stephan Balliet został aresztowany w środę po tym, jak na jednej z ulic w mieście Halle zastrzelił 40-letnią kobietę i 20-letniego mężczyznę. Wcześniej próbował wedrzeć się do synagogi, aby zaatakować znajdujących się tam Żydów. W tym czasie w świątyni znajdowało się 51 osób, które obchodziły żydowskie święto Jom Kippur. Podczas ucieczki Balliet strzelił też do 40-letniej kobiety i 41-letniego mężczyzny. Zostali oni przetransportowani do szpitala. Według śledczych Stephan Balliet miał przy sobie materiały wybuchowe oraz cztery rodzaje broni palnej. Jak informuje „Deutsche Welle”, mężczyzna filmował swój czyn kamerą na kasku i zamieścił nagranie w internecie.

Niemcy: Mieszkańcy Halle w żałobie. Niemiecka prasa komentuje antysemicki atak
Mieszkańcy Halle opłakują ofiary antysemickiego ataki. Na rynku w Halle oraz przed synagogą układają kwiaty i znicze. Niemieckie dzienniki analizują zamach, zadając sobie pytanie o to, jakie są nastroje w społeczeństwie.

„Nawet jeśli strzelał tylko Stephan B., to i tak jest on elementem niemieckiej i międzynarodowej sieci prawicowych ekstremistów. Walka przeciwko temu narastającemu zagrożeniu powinna w zasadzie być umieszczona na samym szczycie najważniejszych działań politycznych, ale tak nie jest. Zamachowiec z Halle mógł poczuć się umocniony w swojej postawie i zachęcony do podjęcia działań o jednoznacznie terrorystycznym charakterze nie tylko przez ludzi o faszystowskich poglądach, którzy działają w ukryciu na całym świecie. Mogła go do nich skłonić także nienawiść i wrogość do Żydów i migrantów ze strony tak wielu, nie rzucających się na co dzień w oczy obywateli, którzy dają jej stale wyraz w internecie. Czy akt terroru z Halle przynajmniej dla części z nich okaże się przestrogą i ostrzeżeniem?” – pyta „Sueddeutsche Zeitung” cytowany przez serwis „Deutsche Welle”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nożownik z Chemnitz usłyszał wyrok

Alaa S. został skazany przez sąd w Chemnitz w Saksonii na 9 i pół roku więzienia za zabójstwo i spowodowanie niebezpiecznych obrażeń ciała. Po ataku nożownika w Chemnitz zaostrzyły się nastroje antyimigranckie. Prokurator domagał się dla 24-letniego Syryjczyka kary 11 lat pozbawienia wolności, mówiąc o „wysokim stopniu brutalności”. Ofiara nie mogła się bronić i nie miała możliwości ucieczki. Obrona wystąpiła o uwolnienie od zarzutów, gdyż z dowodów „nie wynika”, że oskarżony popełnił zarzucane mu czyny.

Do zabójstwa 35-letniego Daniela H. doszło podczas festynu 26 sierpnia 2018 w Chemnitz. Zdaniem sądu, Alaa S. zabił go nożem oraz ranił kolejnego mężczyznę. Pomagał mu w tym iracki uchodźca, który jest ścigany listem gończym.

Podczas trwającego od marca procesu Alaa S. nie ustosunkował się do zarzutów. Przed ostatnią rozprawą w wywiadzie dla telewizji ZDF stwierdził, że jest niewinny. Sąd nie wziął tej wypowiedzi pod uwagę. Przed wydaniem wyroku oskarżony zaapelował o sprawiedliwy wyrok. – Mogę mieć tylko nadzieję, że prawda wyjdzie na światło dzienne i że zapadnie sprawiedliwy wyrok – takie słowa mężczyzny przekazał tłumacz. – Nie chcę być drugą ofiarą prawdziwego zabójcy, ponosząc za niego karę. To moja jedyna nadzieja – dodał Alaa S. Pierwszą ofiarą był w jego mniemaniu zabity Daniel H.

Po tragedii Chemnitz stało się na wiele miesięcy miejscem przemarszów skrajnej prawicy i napadów o podłożu rasistowskim. Zaatakowano cztery restauracje prowadzące zagraniczną kuchnię, w tym jedną żydowską. Organy ścigania zajęły się działalnością terrorystycznej grupy „Rewolucja Chemnitz”, której członkowie staną przed sądem 23 września.

Miasto broniło się przed etykietką „bastionu nazistów”, organizując koncerty przeciw rasizmowi. Sytuacja nadal jest napięta. Nastroje mogą być gorące także w najbliższą niedzielę, podczas demonstracji skrajnie prawicowego ugrupowania Pro Chemnitz. Podczas wyborów do saksońskiego landtagu 1 września prawicowa Alternatywa dla Niemiec ma szansę na zdobycie pokaźnej liczby głosów.
Źródło info i foto: onet.pl

Somalia: Zamachowiec wtargnął do ratusza. Samobójczy zamach w Mogadiszu

W Mogadiszu doszło do samobójczego zamachu bombowego, w którym zginęło kilka osób – przekazała somalijska policja. Dokładny bilans ofiar nie jest znany. Ciężko ranny został także burmistrz miasta. Zamachowiec wtargnął do ratusza w stolicy Somalii, gdzie zdetonował ładunek obwiązany wokół pasa. Nie wiadomo, w jaki sposób udało mu się wejść do budynku. Jak pisze agencja prasowa Associated Press, niektórzy przedstawiciele somalijskich służb bezpieczeństwa podejrzewają, że mógł przekupić urzędników.

Atak nastąpił po rozmowie burmistrza Abdirahmana Omara Osmana z nowym wysłannikiem ONZ do Somalii Jamesem Swanem. Reuters pisze, że doszło do niego w trakcie spotkania dotyczącego bezpieczeństwa w ratuszu. Dokładny bilans ofiar nie jest znany. Reuters przypomina, że w Somalii dziennikarze mają zakaz przebywania w miejscach, gdzie doszło do zamachów. Budynki rządowe często są w Somalii celami ataków bombowych powiązanej z Al-Kaidą islamistycznej organizacji Asz-Szabab. Do tej pory do środowego zamachu nie przyznała się jednak żadna organizacja. W poniedziałek rano przed hotelem w pobliżu międzynarodowego lotniska w stolicy Somalii eksplodował samochód pułapka. Jak przekazały służby medyczne, co najmniej 17 osób zginęło, a 28 zostało rannych. Do przeprowadzenia zamachu przyznała się Asz-Szabab.

Somalia pogrążona w wojnie

Somalia jest pogrążona w krwawej wojnie domowej od 1991 roku. Choć ekstremiści ponieśli w ostatnich latach straty, ich ugrupowanie nadal przeprowadza krwawe ataki w wielu rejonach Somalii, przede wszystkim – w stolicy kraju, Mogadiszu. Ugrupowanie Asz-Szabab zostało wpisane na listę grup terrorystycznych przez Australię, Kanadę, Norwegię, Szwecję, Wielką Brytanię i Stany Zjednoczone.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Tunezyjska policja powstrzymała zamachowca-samobójcę

Mężczyzna, który miał na sobie pas szahida, próbował uciec przed tunezyjskimi agentami służb. Policja okrążyła go i zlikwidowała, zanim zdążył odpalić ładunek.

Okazało się, że mężczyzna to poszukiwany przez policję radykalny islamista Aymen Smiri. Policja otworzyła ogień, gdy Smiri zaczął stawiać opór – poinformował rzecznik ministerstwa spraw wewnętrznych. Dodał, że oprócz zamachowca-samobójcy nikt nie zginął.

Reuters pisze, że według świadków to nie służby specjalne zlikwidowały potencjalnego terrorystę, ale on sam targnął się na swe życie, gdy został otoczony przez funkcjonariuszy. W ocenie świadków eksplozja wywołana zdetonowaniem ładunku „była bardzo silna”. To kolejny z zamachów bombowych, do jakich doszło w ostatnich dnia w Tunisie. W czwartek miały miejsce dwa ataki na funkcjonariuszy policji, w których zginął jeden oficer i kilkanaście osób odniosło rany. Do obydwu ataków przyznało się Państwo Islamskie.

Tunezyjskie siły bezpieczeństwa są regularnym celem ugrupowań działających głównie w regionach górskich przy granicy z Algierią. Od 2011 r., gdy obalony został prezydent Zin el-Abidine Ben Ali i zakończyła się dyktatura, siły wojskowe i policja starają się zneutralizować zagrożenie terrorystyczne. Sytuacja poprawiła się po poważnych atakach terrorystycznych, do jakich doszło w 2015 roku, gdy podjęto działania na rzecz ochrony bezpieczeństwa. W zamachach tych zginęło 60 zagranicznych turystów i 13 funkcjonariuszy tunezyjskich służb.

Po trzech latach zamachowcy znowu przypomnieli o sobie. W październiku 2018 r. 30-letnia samobójczyni wysadziła się w powietrze przed wejściem do jednego z hoteli przy alei Habiba Burgiby, będącej główną arterią stolicy Tunezji. W zamachu obrażenia odniosło 15 osób, w tym – 10 policjantów.

Ten samobójczy zamach był „odosobnionym aktem” – podkreślały wówczas władze, zaniepokojone perspektywą omijania Tunezji przez turystów, którzy właśnie w 2018 r. zaczęli ponownie odwiedzać ten kraj. Dochody z turystyki są niezwykle ważne dla zmagającej się z kryzysem gospodarczym Tunezji. Najnowsza seria ataków wydaje się przeczyć tezie o odosobnionym charakterze tych ataków.
Źródło info i foto: onet.pl