USA: Brutalne morderstwo 20-letniej żołnierki. Znaleziono zmasakrowane szczątki kobiety

Morderstwo 20-letniej Vanessy Guillen wstrząsnęło Stanami Zjednoczonymi. Zmasakrowane szczątki najprawdopodobniej należące do kobiety znaleziono po ponad dwóch miesiącach od jej zaginięcia. Wszystko wskazuje na to, że zamordował ją inny żołnierz, który podczas późniejszej konfrontacji z policją, popełnił samobójstwo.

Guillen była widziana ostatni raz 22 kwietnia w bazie wojskowej Fort Hood w Killeen w Teksasie, w której odbywała służbę. Kobieta zniknęła bez śladu, zostawiając w bazie rzeczy osobiste takie jak kluczyki do auta i portfel. Śledczy zajmujący się sprawą od początku podejrzewali udział osób trzecich. Codziennie tereny w pobliżu bazy przeszukiwało ok. 500 żołnierzy.

Z relacji rodziny kobiety wynikało, że kilka tygodni przed swoim zaginięciem 20-latka była molestowana przez jednego z sierżantów w bazie. Nie chciała jednak ujawnić jego danych i poruszać sprawy publicznie, bo, jak tłumaczyła, „to nie byłaby pierwsza tego typu skarga na sierżanta”, która przeszła „bez echa”.

Podejrzany popełnił samobójstwo

Po kilku tygodniach policja ustaliła głównego podejrzewanego w sprawie – 20-letniego żołnierza Aarona Davida Robinsona, odbywającego służbę w tej samej bazie. Z ustaleń śledczych wynikało, że w dzień zaginięcia mężczyzna wdał się w kłótnię z zaginioną, a następnie wychodził z bazy pchając przed sobą duże plastikowe pudło na kółkach.

Robinson w ostatni wtorek uciekł ze swojego posterunku. Już w środę mężczyznę namierzyli śledczy, jednak przy próbie nawiązania kontaktu, żołnierz popełnił samobójstwo, strzelając do siebie z bliskiej odległości.

Tego samego dnia, ludzkie szczątki zostały znalezione nieopodal rzeki Leon w hrabstwie Bell, ok. 32 kilometrów od Fort Hood. Ciało ofiary zostało pocięte, wrzucone do trzech dołów, a następnie zalane cementem. Choć rodzina Guillen jest przekonana, że to właśnie zaginiona 20-latka (mieli ją poznać po charakterystycznych włosach – red.), to FBI czeka na ostateczne wyniki DNA.

Pomoc w ukryciu ciała

W czwartek oddział Departamentu Sprawiedliwości dla zachodniego Teksasu poinformował o postawieniu zarzutów ws. morderstwa Guillen, 22-letniej Cecily Aguliar. Kobieta jest żoną jednego z żołnierzy w bazie. Z informacji mediów wynika, że para planowała rozwód, a 22-latka spotykała się w ciągu ostatnich miesięcy z głównym podejrzanym w sprawie – Davidem Robinsonem.

Z ustaleń śledczych wynika, że 22 kwietnia Robinson przyznał się Aguilar do zabicia 20-latki. Do morderstwa miało dojść w zbrojowni, wcześniej doszło do kłótni. Robinson miał krzyczeć do Guillen, że ta „nie zniszczy mu kariery”, a następnie kilkukrotnie uderzyć kobietę młotkiem w głowę. Następnie miał pociąć ciało, zapakować je do plastikowego pudła i wywieźć w pobliże rzeki Leon. Tam z pomocą swojej partnerki, próbował ukryć szczątki i zalał je betonem.

Agenci federalni oskarżają Aguilar o pomoc w pozbyciu się zwłok i pomoc w tuszowaniu dowodów. Kobiecie grozi do 20 lat więzienia. Śledztwo jest w toku. Dyrekcja Fort Hood w opublikowanym oświadczeniu zapewniła, że „nie znalazła związku” między zaginięciem kobiety a „oskarżeniami o napastowanie seksualne”. Sprawę ma wyjaśnić osobna komisja.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Były policjant seryjnym mordercą i gwałcicielem. Ruszył proces Josepha DeAngelo

„Zrobiłem to. Nie byłem w stanie pozbyć się go ze swojej głowy. Był moją częścią, zmusił mnie do tego” – takie słowa szeptał Joseph DeAngelo w pokoju przesłuchań po tym, jak został aresztowany w 2018 roku w związku z zamordowaniem 13 osób. Wczoraj w sądzie w Sacramento ruszył proces 74-letniego byłego policjanta. Do zbrodni dochodziło w latach 70. i 80. ubiegłego wieku.

Policja, zanim po wielu latach poszukiwań schwytała, Josepha DeAngelo, nazwała go Zabójcą z Golden State. 74-latek jest oskarżony o 13 zabójstw. Zdaniem policji dopuścił się też kilkudziesięciu gwałtów. Nie usłyszał jednak w związku z tym zarzutów – z powodu przedawnienia.

Do zbrodni dochodziło w latach 70. i 80. XX wieku w Kalifornii. Początkowo policja nie łączyła ich z jedną osobą, później jednak nabrała pewności, że wszystkich dokonał jeden seryjny zabójca. Ofiary, które przeżyły atak mordercy, opowiadały, że wkradał się on nocą do mieszkań przez okno. Mężczyzn krępował i groził, że ich zastrzeli, jeśli wydadzą choćby dźwięk w czasie, gdy gwałcił kobiety. Według aktu oskarżenia zabił 13 osób – w tym ojca, który próbował ochronić swoją 16-letnią córkę przed uprowadzeniem.

Morderca przez lata pozostawał nieuchwytny. Policja wpadła na jego trop dopiero w 2018 roku. Funkcjonariusze wykorzystali do tego celu stronę z drzewami genealogicznymi, w której były zapisane kody DNA.

74-letni Joseph DeAngelo nigdy wcześniej nie był brany pod uwagę w śledztwie jako podejrzany. Okazało się, że w momencie zbrodni pracował w Kalifornii jako policjant. Doskonale znał teren, w którym dopuszczał się przestępstw.

DeAngelo był wcześniej mechanikiem, jest też weteranem wojny w Wietnamie. Do momentu złapania prowadził spokojne życie dziadka.

Wczoraj w sądzie w Sacramento DeAngelo przyznał się do zarzutu 13 zabójstw. „Winny”, „Zrobiłem to” – tylko takie słowa padły z ust starszego, ubranego w pomarańczowy więzienny kombinezon mężczyzny. Jego twarz, w związku z przepisami sanitarnymi w czasie epidemii koronawirusa, zakrywała przyłbica. Dzięki temu, że się przyznał, nie grozi mu kara śmierci lecz dożywocie. Wyrok ma zostać wydany w sierpniu.

W 2018 roku, tuż po aresztowaniu, DeAngelo został na chwilę sam w pokoju przesłuchań. Jak ujawnił prokurator, mężczyzna zaczął wtedy mówić sam do siebie. Sprawiał wrażenie, jakby rozmawiał z kimś. Zrobiłem to. Nie miałem siły, by go odepchnąć. To on mnie zmusił. Wszedł we mnie, był w mojej głowie, był częścią mnie – mówił DeAngelo. Nie chciałem tego robić. Pozbyłem się Jerry’ego i wiodłem szczęśliwe życie. Zrobiłem to wszystko, zniszczyłem ich życie. Teraz więc muszę za to zapłacić – stwierdził DeAngelo.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: 37-latek zamordował byłą partnerkę i jej córki

Tragedia w mieście St. Matthews w Południowej Karolinie (Stany Zjednoczone). Mężczyzna zastrzelił swoją byłą partnerkę i jej dwie córki. Powodem miała być zazdrość. Jak poinformowała lokalna policja, 37-latek dowiedziawszy się, że jego była partnerka wybrała się na plażę z innym mężczyzną, pojechał do jej domu. Zastał kobietę przed budynkiem i tam zaczął dusić.

Kiedy na pomoc matce rzuciła się jedna z jej czterech córek, mężczyzna wyciągnął broń i najpierw zastrzelił byłą partnerkę, a potem 12-latkę. Potem wycelował w 18-latkę, postrzelił ją w ramię, gdy uciekała do sąsiadów. Później 18-latka była świadkiem, jak mężczyzna ściga 15-letnią dziewczynę i wbiega za nią do ich domu.

Jak poinformowała policja, 15-latka została znaleziona martwa. W domu znaleziono też martwego napastnika, który prawdopodobnie popełnił samobójstwo.
Źródło info i foto: TVP.info

Upadła linia obrony Mamuki K. Brutalnie zamordował 27-letnią Paulinę D.

Jest podejrzany o potworną zbrodnię i robił wszystko, by nie trafić za kraty. Uciekł za granicę, a gdy już wpadł w ręce policji, starał się odwlec moment postawienia go przed sądem. Wygląda jednak na to, że już w czerwcu akt oskarżenia przeciwko Mamuce K. trafi do sądu. Brutalne zabójstwo pięknej łodzianki Pauliny D (†27 l.) wstrząsnęło całą Polską. W 2018 roku kobieta wyszła z dyskoteki i na swojej drodze spotkała 41-letniego Mamukę K., Gruzina, który pracował na łódzkiej budowie.

Ciało w torbie

Nie wiadomo, dlaczego poszła z nim do hostelu, w którym mieszkali także inni robotnicy. Tam została brutalnie pobita i zraniona nożem. Sześć dni później jej ciało zapakowane w turystyczną torbę znaleziono w okolicach Stawów Jana.

Po zabójstwie morderca uciekł na Ukrainę. Tam został schwytany i osadzony w areszcie. Udawał niepoczytalnego, okaleczając się, starał się o nadanie mu statusu uchodźcy, a nawet pisał odwołania, domagając się zwolnienia. I o mały włos wyszedłby na wolność, bo sąd w Kijowie uchylił mu areszt. Dopiero po interwencji prokuratora generalnego Ukrainy sąd zdecydował, że mężczyzna trafi do polskiego więzienia.

Jeszcze jedna opinia

– Mamy nadzieję, że już niebawem zakończymy śledztwo. Otrzymaliśmy opinię psychiatrów i psychologa, zebraliśmy niemal kompletny materiał dowodowy – tłumaczy Faktowi Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Do zakończenia śledztwa brakuje jeszcze tylko tzw. opinii biologicznej. – Specjaliści na podstawie śladów krwi znajdujących się na miejscu zbrodni, próbują odtworzyć to, co się wydarzyło w łódzkim hostelu – wyjaśnia Bartosz Tiutiunik, pełnomocnik rodziny zamordowanej Pauliny.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Podlasie: Arkadiusz A. zamordował żonę. Domaga się niższego wyroku

Przez lata udawał pokrzywdzonego męża, którego opuściła zła żona. Arkadiusz A. (54 l.) wmawiał wszystkim, że bez słowa wyjechała za granicę. Ale policjanci Archiwum X mu nie odpuścili. Odkryli, że zamordował żonę z zimną krwią. Dwa lata temu został skazany na 15 lat więzienia, ale właśnie odwołał się od wyroku. Powód? Twierdzi, że 8 lat za kratkami to wystarczająca dla niego kara.

Krystyna A. (†41 l.) z Bielska Podlaskiego zaginęła w 2011 roku. Przez siedem lat jej mąż przekonywał najbliższych, że żona uciekła za granicę. Dla uwiarygodnienia swojej wersji złożył nawet w jej imieniu PIT i wziął zaocznie rozwód.

Rodzina jednak nie uwierzyła w nagłą ucieczkę kobiety. Bliscy Krystyny zeznali w sądzie, że nie opuściłaby rodziny bez słowa. I w końcu przerażająca prawda wyszła na jaw. Na zawinięte w dywan ciało Krystyny A. natknął się w lecie spacerowicz.

Wtedy Arkadiusz A. przyznał się do zabicia żony. Bronił się jednak, że zrobił to niechcący, podczas szarpaniny.

– Ona złapała za nóż, krzycząc, że mnie zarżnie. Wyrwałem go jej, ale złapała mnie za ubranie. Popchnąłem ją, lecz przewracając się, pociągnęła mnie za sobą. To był ułamek sekundy. Nagle zobaczyłem nóż wbity w jej bok – opowiadał w sądzie Arkadiusz A., twierdząc, że tragedia wydarzyła się przypadkowo.

Dlatego odwołał się od wyroku. Uważa, że powinien być sądzony za zbrodnię w afekcie, bo żona nadużywała alkoholu i się awanturowała.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Włochy: Lekarz zamordował pielęgniarkę. 27-latek uważał , że zaraziła go koronawirusem

28-letni lekarz, pracujący na co dzień w jednym z sycylijskich szpitali, udusił 27-letnią pielęgniarkę, a prywatnie swoją partnerkę. Mężczyzna podejrzewał, że kobieta zaraziła go koronawirusem. Niedługo po dokonaniu zbrodni próbował popełnić samobójstwo.

Antonio De Pace zamordował 27-letnią pielęgniarkę, a następnie sam poinformował policję o popełnionej zbrodni. Gdy funkcjonariusze zjawili się na miejscu, zastali ciało kobiety i lekarza, który kilka chwil wcześniej podciął sobie żyły.

De Pace został odratowany w szpitalu, w którym sam pracował. W trakcie przesłuchania przyznał, że zbrodni dokonał w ataku szału. Był przekonany, że 27-latka zaraziła go koronawirusem. Wiadomo jednak, że badania dały wynik negatywny i żadne z nich nie zachorowało na COVID-19.

Śledczy ustalili, że 27-letnia Lorena Quaranta zamieściła w mediach społecznościowych wpis, w którym apelowała do swoich kolegów z pracy, aby w dobie walki z epidemią koronawirusa, zdobyli się na poświęcenie.

„Teraz bardziej niż kiedykolwiek musimy wykazać się odpowiedzialnością i miłością do życia. Musimy okazywać szacunek sobie, swojej rodzinie i krajowi. Musimy myśleć i pamiętać o tych, którzy codziennie poświęcają swoje życie w opiece nad naszymi chorymi” – napisała na Facebooku.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

28-latek wtargnął do domu w Brzydowie, zamordował kobietę i ranił jej córkę

Brutalny atak w Warmińsko-Mazurskiem. 28-latek wtargnął do jednego z domów i zaatakował młotkiem oraz nożem dwie kobiety. Do zbrodni doszło w miejscowości Brzydowo koło Ostródy. Jak dowiedział się dziennikarz RMF FM Piotr Bułakowski, około godz. 7 rano do jednego z domów wtargnął 28-letni mężczyzna i zaatakował dwie kobiety.

43-latka została raniona młotkiem i nożem. Kobieta zginęła na miejscu. Ciężko ranna została jej 20-letnia córka, która otrzymała ciosy nożem w klatkę piersiową i udo. Została zabrana helikopterem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

28-latek zbiegł z miejsca zdarzenia, ale po krótkim pościgu został zatrzymany przez policję. Według nieoficjalnych informacji, 28-latek jest pijany i dopiero jak wytrzeźwieje zostanie przesłuchany.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Bilans ofiar ataków w Hanau rośnie, sprawca nagrał film

Mężczyzna, który – jak wcześniej informowano – prawdopodobnie zamordował w Hanau dziewięć osób, został w czwartek rano znaleziony martwy w swoim mieszkaniu. Policja wychodzi z założenia, że morderca działał sam, a następnie popełnił samobójstwo. Według najnowszych doniesień z Niemiec, liczba ofiar śmiertelnych masakry wzrosła już 11. Wiele osób w stanie krytycznym przebywa pod opieką lekarzy w szpitalu.

Prawdopodobny sprawca został znaleziony martwy w swoim domu w Hanau. Specjalne oddziały interwencyjne policji odkryły tam też inne ciało. Dochodzenie jest w toku. Obecnie nic nie wskazuje na to, że są inni sprawcy

11 osób nie żyje, pięć jest ciężko rannych – to bilans nocnej masakry w zachodnioniemieckim, 100-tysięcznym mieście Hanau w Hesji, niedaleko Frankfurtu nad Menem. Wśród zabitych jest sprawca ataków na dwie palarnie fajek wodnych. Stan przebywających w szpitalu ciężko rannych osób jest krytyczny – liczba śmiertelnych ofiar strzelaniny może więc nadal wzrastać.

Sprawcę znaleziono martwego

Wszystko wskazuje na to, że zamachowiec popełnił samobójstwo. Z ustaleń dziennika „Bild” wynika, że był on obywatelem Niemiec i miał pozwolenie na broń myśliwską. W samochodzie mężczyzny znaleziono amunicję. Według policji do pierwszej strzelaniny w barze z fajkami wodnymi w śródmieściu Hanau doszło w środę ok. godz. 22. Do baru wtargnął zamachowiec i zastrzelił z pistoletu trzy osoby.

Drugi atak miał miejsce kilkanaście minut później, w podobnym barze oddalonym o 2,5 km, w dzielnicy Kesselstadt. Tutaj napastnik zastrzelił pięć osób, a pięć ranił. Jedna z nich zmarła w szpitalu. Z nieoficjalnych informacji niemieckich mediów wynika, że sprawca nagrał wideo, w którym przyznaje się do zamachów. Zostawił też pożegnalny list. Te informacje jednak nie zostały jeszcze oficjalnie potwierdzone
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Białoruś: Kara śmierci za brutalne zabójstwo 8-miesięcznej dziewczynki

Sąd Najwyższy Białorusi utrzymał karę śmierci dla mężczyzny, który bestialsko zamordował 8-miesięczną dziewczynkę. Wyrok w tej sprawie usłyszała również matka niemowlęcia. Widok zmasakrowanego dziecka, któremu odcięto główkę, zszokował nawet doświadczonych funkcjonariuszy i pracowników pogotowia ratunkowego, którzy przyjechali na miejsce zbrodni.

Do zabójstwa doszło w październiku 2018 roku w Łunińcu, który jest stolicą rejonu w obwodzie brzeskim na południu Białorusi. 25-letnia matka dziewczynki i jej 47-letni znajomy zamordowali dziecko podczas libacji alkoholowej, którą urządzili w mieszkaniu.

Dziecko przeszkadzało płacząc

Z ustaleń dziennikarzy wynika, że płacząca dziewczynka miała przeszkadzać dorosłym w imprezie. Zwłoki dziecka znalazł po powrocie do domu jego ojciec. Prokuratura poinformowała, że przed śmiercią dziewczynkę skatowano. Na jej ciele znaleziono ślady po przynajmniej 46 ciosach – najprawdopodobniej zadanych kuchennym nożem.

Według białoruskich mediów dziecko miało również odciętą głowę. Widok był tak makabryczny, że zszokował lekarzy i policjantów, którzy zostali wezwani na miejsce zbrodni. Matka dziewczynki i jej znajomy zostali zatrzymani przez policję. Oskarżono ich o morderstwo ze szczególnym okrucieństwem.

Kara śmierci i 25 lat więzienia

W październiku 2019 roku zapadł pierwszy wyrok w tej sprawie. Mężczyzna i kobieta zostali uznani za winnych popełnienia zbrodni. Sąd obwodu brzeskiego skazał mężczyznę na najwyższy możliwy wyrok – karę śmierci. Tak surowej kary uniknęła natomiast matka dziewczynki. Białoruskie prawo wyklucza bowiem zastosowanie kary śmierci wobec kobiet, dlatego kobieta została skazana na maksymalną karę – 25 lat więzienia.

Oskarżeni odwołali się od wyroku. 31 stycznia tego roku tamtejszy Sąd Najwyższy odrzucił jednak apelację i podtrzymał wcześniejszy werdykt. Skazanych może jeszcze ułaskawić prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka, ale według miejscowych dziennikarzy szansa na to jest znikoma.

Kara śmierci na Białorusi

Białoruś jest ostatnim krajem w Europie, w którym wykonuje się wyroki śmierci. W ciągu ostatnich 20 lat stracono tam ponad 300 osób.

Egzekucje odbywają się przez rozstrzelanie i mają charakter niepubliczny. Oprócz osób doprowadzających skazanego i wykonujących wyrok w egzekucji uczestniczą: prokurator, przedstawiciel zakładu karnego oraz lekarz.

Miejsca pochówku straconych skazańców są objęte tajemnicą państwową, a rodziny informuje się tylko o samym fakcie wykonania wyroku. Na karę śmierci nie mogą być na Białorusi skazane osoby nieletnie, kobiety i mężczyźni w wieku emerytalnym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Warszawa: Zwłoki matki i dziecka w jednym z mieszkań. Nieoficjalnie: zamordował ich ojciec chłopca

Na warszawskiej Pradze Północ znaleziono zwłoki kobiety i jej 6-letniego syna. Według nieoficjalnych informacji, podwójnego morderstwa dokonał ojciec dziecka. Mężczyzna popełnił samobójstwo. Do zabójstwa matki i jej dziecka doszło w nocy z 29 na 30 stycznia na Pradze-Północ, w kamienicy przy ul. Tarchomińskiej.

– Podejrzewa się, że mogło dojść do zabójstwa matki i dziecka, a następnie samobójstwa. Sprawcą miał być ojciec dziecka, to są nadal informacje nieoficjalnie – mówi Elżbieta Szymkowska, reporterka Polsat News, która jest na miejscu zdarzenia.

Jak dowiedział się polsatnews.pl, mężczyzna miał grozić, że przed śmiercią zabije jeszcze pięć innych osób. Z niepotwierdzonych informacji wynika, że nieżyjąca kobieta miała 24 lata, a mężczyzna 44.
Źródło info i foto: polsatnews.pl