Zabójstwo dziennikarza Dżamala Chaszukdżiego w konsulacie. Jego rodzina pozywa saudyjskiego księcia

Rodzina zabitego w 2018 roku saudyjskiego dziennikarza Dżamala Chaszukdżiego złożyła pozew do sądu federalnego w Waszyngtonie, oskarżając księcia koronnego Mohammeda bin Salmana o osobiste podjęcie decyzji o zamordowaniu publicysty, który był zagorzałym krytykiem rodziny królewskiej w Arabii Saudyjskiej.

W pozwie wymieniany jest książę Mohammed bin Salman i wielu urzędników saudyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych. Oskarżeni oni są o „brutalną i bezczelną zbrodnię, która była planowana tygodniami i dokonana została z premedytacją”.

Dżamal wierzył, że wszystko jest możliwe w Ameryce, dlatego pokładamy ufność w amerykańskim systemie wymiaru sprawiedliwości i wierzymy w sprawiedliwość – oświadczyła organizacja praw człowieka, która złożyła pozew w imieniu rodziny zabitego dziennikarza.

Opozycyjny wobec władz w Rijadzie Chaszukdżi został zabity w saudyjskim konsulacie w Stambule, do którego poszedł 2 października 2018 roku, by załatwić formalności związane ze ślubem. Władze saudyjskie przez długi czas twierdziły, że nie mają nic wspólnego z jego zaginięciem, ale ostatecznie przyznały, że doszło do zabójstwa, gdy zawiodły próby nakłonienia dziennikarza do dobrowolnego powrotu do kraju. Zwłok nigdy nie odnaleziono. Saudyjski prokurator przyznał, że zostały rozczłonkowane i wyniesione z konsulatu.

Na początku września sąd drugiej instancji w Rijadzie skazał na kary po 20 lat więzienia pięciu oskarżonych o zabicie saudyjskiego dziennikarza. Trzy inne osoby skazano na kary od siedmiu do 10 lat pozbawienia wolności.

Proces w Arabii Saudyjskiej był szeroko krytykowany przez organizacje praw człowieka, według których żaden wyższy rangą saudyjski urzędnik ani nikt podejrzany o zlecenie zabójstwa nie został uznany za winnego. Podważono także niezależność saudyjskiego sądu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Francja zamknie swój największy meczet po brutalnym morderstwie nauczyciela

Szef MSW Francji Gerald Darmanin nakazał w poniedziałek zamknięcie Wielkiego Meczetu w Pantin w Paryżu, największej muzułmańskiej świątyni we Francji. To reakcja na zamordowanie nauczyciela historii Samuela Paty’ego, który pokazywał uczniom karykatury Mahometa.

– „Poprosiłem prefekta Seine-Saint-Denis o zamknięcie meczetu w Pantin” – powiedział minister w telewizji TF1 i zaznaczył, że prefekt powinien podpisać nakaz zamknięcia świątyni jeszcze w poniedziałek wieczorem.

W poniedziałek władze francuskie rozpoczęły serię akcji, wymierzonych w ruch islamistyczny i obiecały „wojnę z wrogami Republiki”. Policja przeprowadziła operacje przeciwko „kilkudziesięciu osobnikom” w ramach walki z islamizmem.

Darmanin przekazał ponadto, że obecnie prowadzonych jest ponad 80 śledztw dotyczących mowy nienawiści w internecie we Francji oraz bada się, czy niektóre organizacje, stowarzyszenia czy grupy działające we francuskiej społeczności muzułmańskiej, w tym Wspólnota przeciwko islamofobii we Francji (CCIF) powinny zostać rozwiązane w związku z oskarżeniami o propagowanie przemocy i nienawiści. W ramach tych dochodzeń doszło do zatrzymań.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

FBI: Chcieli porwać gubernator Michigan Gretchen Whitmer

Federalne Biuro Śledcze (FBI) informuje o rozbiciu siatki, która planowała porwanie gubernator stanu Michigan Gretchen Whitmer i szturm na stanowy parlament. W sprawie aresztowano 12 osób.

Z dokumentów FBI wynika, że spiskowcy dwukrotnie omawiali porwanie gubernator do „bezpiecznego miejsca” w Wisconsin. Tam miałaby mieć „proces”. Zdaniem spiskowców Whitmer, która wprowadziła w swoim stanie szerokie restrykcje związane z epidemią koronawirusa, sprzeniewierzyła się konstytucji Stanów Zjednoczonych.

W przekazanym sądowi dokumencie agent FBI informuje, że członkowie grupy mówili m.in. o „zamordowaniu tyranów”. Spiskowcy prowadzili rekrutację do swojej siatki – zachęcali do rozmów z sąsiadami i rozpowszechniania swojego planu.

Grupa początkowo rozważała szturm na stanowy parlament w Michigan. Później jednak głównym planem było porwanie gubernator z jej wakacyjnego domu na północy Michigan. By przygotować się do akcji, w sierpniu i wrześniu konspiratorzy dwukrotnie udali się pod dom gubernator. W planach mieli wysadzenie mostu oraz detonowanie ładunków, by przeszkodzić służbom bezpieczeństwa w próbie odbicia Whitmer. Ostatnie ćwiczenia planowali na koniec października. Cała akcja miała zostać przeprowadzona jeszcze przed amerykańskimi wyborami prezydenckimi, które odbędą się 3 listopada.

Do środy wieczór – jak podaje portal Detroit News – pod zarzutami stanowymi i federalnymi aresztowano 12 osób.

Śledztwo wszczęto na początku 2020 roku. FBI dowiedziało się o spisku z mediów społecznościowych i dyskusji o obaleniu władz przemocą. Na jednym ze spotkań grupy w Ohio była wynagradzana przez federalne służby osoba, której informacje pomogły w aresztowaniach. Źródło otrzymało w zamian 8,6 tys. USD.

Słowa wsparcia dla reprezentującej Partię Demokratyczną Whitmer płyną zarówno od polityków jej macierzystego ugrupowania, jak i Republikanów. – To jedna z największych spraw w najnowszej historii policji w Michigan – ocenił pułkownik Joe Gasper.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wynalazca Peter Madsen przyznał się do zabójstwa dziennikarki przez telefon

Peter Madsen, wynalazca z Danii, przyznał się w rozmowie z dziennikarzem do brutalnego zamordowania szwedzkiej dziennikarski. – Tylko jedna osoba jest winna, tą osobą jestem ja – powiedział. Mężczyzna odsiaduje karę dożywocia. Jak donosi BBC, powołując się na duńską prasę, Peter Madsen przyznał się do zbrodni dziennikarzowi, który potajemnie nagrał 20 godzin wspólnych rozmów telefonicznych. Pierwszy odcinek dziennikarskiego materiału „Secret recordings with Peter Madsen” ma zostać wyemitowany w środę.

Podczas rozmowy z dziennikarzem Madsen został zapytany, czy zabił Kim Wall. – Tak – odpowiedział. – Tylko jedna osoba jest winna, tą osobą jestem ja – wyznał. Choć sama rozmowa była nagrywana potajemnie, później Madsen zgodził się na opublikowanie wywiadu.

Duński wynalazca Peter Madsen został skazany w kwietniu 2018 r. na karę dożywotniego więzienia za zabójstwo szwedzkiej dziennikarki Kim Wall. Kobieta weszła w sierpniu 2017 r. na pokład jego łodzi podwodnej w zatoce Køge, a później słuch o niej zaginął. Z wody wyłowiono fragmenty jej ciała.

Zdaniem prokuratury, Madsen przed zamordowaniem kobiety torturował ją, a jej zabójstwo miało być „umotywowane seksualnie”. Wynalazca kilkukrotnie zmieniał zeznania. Przyznał się do rozczłonkowania ciała dziennikarki, ale twierdził, że do śmierci kobiety doszło w wyniku wypadku.

Petera Madsena skazano także za przestępstwo na tle seksualnym, pozbawienie wolności innej osoby oraz za dwa przestępstwa związane z naruszeniem bezpieczeństwa żeglugi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zabójstwo 16-letniej Kornelii z Piaseczna. Patryk B. trafi na obserwację psychiatryczną

25-letni Patryk B., podejrzany o brutalne zamordowanie 16-letniej Kornelii z Piaseczna, mógł być pod silnym wpływem swojej 17-letniej dziewczyny Martyny. Biegli, którzy przebadali go sądowo-psychiatrycznie, uznali, że konieczna będzie kilkutygodniowa obserwacja mężczyzny.

Patryk B. i Martyna S. są podejrzani o brutalne zamordowanie 16-letniej Kornelii z Piaseczna. Dziewczyna zaginęła 11 lutego, a 26 kwietnia jej ciało znaleziono w lesie w Łęgach Oborskich w Konstancinie. Śledczy nie mają wątpliwości, że zbrodnia została dokładnie zaplanowana. Patryk B. i jego dziewczyna przyznali się do winy i złożyli obszerne wyjaśnienia.

Problem w tym, że badanie wariografem wykazało, że oboje mogą kłamać, jeśli chodzi o role, jakie odegrali w zbrodni. 25-letni mężczyzna został już przebadany sądowo-psychiatrycznie przez biegłych. Ci jednak uznali, że do ustalenia poczytalności podejrzanego konieczna będzie obserwacja psychiatryczna. Może ona potrwać kilka tygodni.

Według informacji portalu tvp.info Patryk B. mógł być pod silnym wpływem, młodszej o osiem lat Martyny. Mężczyzna odstawał też od niej intelektualnie.

Podczas przesłuchań Patryk i Martyna składali wyjaśnienia, ale widać było, że każde z nich próbuje umniejszać swoją winę.

Śledczy nie mogą zlecić badań sądowo-psychiatrycznych 17-letniej podejrzanej, ponieważ wciąż Sąd Okręgowy w Warszawie nie rozpatrzył zażalenia na decyzję Sądu Rejonowego w Piasecznie. Ten ostatni uznał bowiem, że Martyna może odpowiadać jak dorosła. Zadecydował także o umieszczeniu nastolatki w schronisku dla nieletnich na trzy miesiące.

Jak wynika z ustaleń tvp.info, po zatrzymaniu w kwietniu br., ani Patryk B., ani Martyna S. nie wykazali żadnej skruchy. O zbrodni opowiadali beznamiętnie. Jakby nie zdawali sobie sprawy, że zabili człowieka.

Kornelia została zamordowana 11 lutego, w dniu zaginięcia. Dzień wcześniej mężczyzna wykopał dół w lesie w Łęgach Oborskich w Konstancinie. Kupił też od znajomego pistolet wiatrówkę. Liczył, że uda się nim zastrzelić Kornelię tak, by zbrodnia wyglądała na egzekucję. Według śledczych to Martyna zwabiła ofiarę na spotkanie pod pretekstem uczczenia urodzin, które miała 12 lutego.

Patryk i Martyna mieli wywieźć Kornelię na miejsce, w którym czekała już na nią „mogiła”. Nie wszystko poszło tam tak łatwo, jak sobie wyobrażali.

Patryk miał strzelić do Kornelii. Pistolet się zaciął. Wówczas mężczyzna miał założyć nastolatce dźwignię na szyi i zacząć ją dusić nawet wtedy, kiedy osunęła się na ziemię. Jednak Kornelia broniła się i podrapała napastnika po ręce. Wtedy Martyna miała chwycić pistolet i strzelić do koleżanki.

Zaraz potem oboje sprawców miało wrzucić Kornelię do dołu. Według śledczych dziewczyna dawała jeszcze oznaki życia. Patryk miał więc uderzyć ją dwukrotnie łopatą.

Mężczyzna przysypał ciało nastolatki patykami i ziemią. Nie sprawdził, czy jego ofiara żyje. Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że przyczyną śmierci Korneli było uduszenie. W jej płucach znaleziono ziemię.
Źródło info i foto: TVP.info

Były policjant seryjnym mordercą i gwałcicielem. Ruszył proces Josepha DeAngelo

„Zrobiłem to. Nie byłem w stanie pozbyć się go ze swojej głowy. Był moją częścią, zmusił mnie do tego” – takie słowa szeptał Joseph DeAngelo w pokoju przesłuchań po tym, jak został aresztowany w 2018 roku w związku z zamordowaniem 13 osób. Wczoraj w sądzie w Sacramento ruszył proces 74-letniego byłego policjanta. Do zbrodni dochodziło w latach 70. i 80. ubiegłego wieku.

Policja, zanim po wielu latach poszukiwań schwytała, Josepha DeAngelo, nazwała go Zabójcą z Golden State. 74-latek jest oskarżony o 13 zabójstw. Zdaniem policji dopuścił się też kilkudziesięciu gwałtów. Nie usłyszał jednak w związku z tym zarzutów – z powodu przedawnienia.

Do zbrodni dochodziło w latach 70. i 80. XX wieku w Kalifornii. Początkowo policja nie łączyła ich z jedną osobą, później jednak nabrała pewności, że wszystkich dokonał jeden seryjny zabójca. Ofiary, które przeżyły atak mordercy, opowiadały, że wkradał się on nocą do mieszkań przez okno. Mężczyzn krępował i groził, że ich zastrzeli, jeśli wydadzą choćby dźwięk w czasie, gdy gwałcił kobiety. Według aktu oskarżenia zabił 13 osób – w tym ojca, który próbował ochronić swoją 16-letnią córkę przed uprowadzeniem.

Morderca przez lata pozostawał nieuchwytny. Policja wpadła na jego trop dopiero w 2018 roku. Funkcjonariusze wykorzystali do tego celu stronę z drzewami genealogicznymi, w której były zapisane kody DNA.

74-letni Joseph DeAngelo nigdy wcześniej nie był brany pod uwagę w śledztwie jako podejrzany. Okazało się, że w momencie zbrodni pracował w Kalifornii jako policjant. Doskonale znał teren, w którym dopuszczał się przestępstw.

DeAngelo był wcześniej mechanikiem, jest też weteranem wojny w Wietnamie. Do momentu złapania prowadził spokojne życie dziadka.

Wczoraj w sądzie w Sacramento DeAngelo przyznał się do zarzutu 13 zabójstw. „Winny”, „Zrobiłem to” – tylko takie słowa padły z ust starszego, ubranego w pomarańczowy więzienny kombinezon mężczyzny. Jego twarz, w związku z przepisami sanitarnymi w czasie epidemii koronawirusa, zakrywała przyłbica. Dzięki temu, że się przyznał, nie grozi mu kara śmierci lecz dożywocie. Wyrok ma zostać wydany w sierpniu.

W 2018 roku, tuż po aresztowaniu, DeAngelo został na chwilę sam w pokoju przesłuchań. Jak ujawnił prokurator, mężczyzna zaczął wtedy mówić sam do siebie. Sprawiał wrażenie, jakby rozmawiał z kimś. Zrobiłem to. Nie miałem siły, by go odepchnąć. To on mnie zmusił. Wszedł we mnie, był w mojej głowie, był częścią mnie – mówił DeAngelo. Nie chciałem tego robić. Pozbyłem się Jerry’ego i wiodłem szczęśliwe życie. Zrobiłem to wszystko, zniszczyłem ich życie. Teraz więc muszę za to zapłacić – stwierdził DeAngelo.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Pakistan: Policja zatrzymał mężczyzn podejrzanych o terroryzm. To oni mieli zabić Piotra Stańczaka w 2009 roku

Pakistańska policja zatrzymała dwóch mężczyzn podejrzanych o zamordowanie polskiego inżyniera Piotra Stańczaka – podają media w Pakistanie. Mężczyzna zginął w 2009 r.

Jak podaje pakistański portal dawn.com powiązani z ugrupowaniem mężczyźni Tehreek-i-Taliban Pakistan zostali zatrzymani w Rawalpindi na północy kraju. Do ujęcia podejrzanych m.in. o zabójstwo doszło po tym, jak służby pakistańskie otrzymały raport wywiadowczy, z którego wynikało, że planują dokonać w Rawalpindi zamachu terrorystycznego. Według portalu mężczyźni są podejrzani o zabicie 12 lat temu Piotra Stańczaka.

Zabójstwo Piotra Stańczaka

Stańczak był pracownikiem Geofizyki Kraków. 28 września 2008 roku został porwany przez terrorystów w Pakistanie. 7 lutego 2009 roku został zamordowany. Porywacze twierdzili, że powodem było niespełnienie ich żądań ws. zwolnienia z więzień terrorystów oraz odmowa przejścia na islam przez uprowadzonego. Ciało Piotra Stańczaka kilka tygodni później zostało sprowadzone do Polski.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Portugalia: Trzej urzędnicy podejrzani o zamordowanie Ukraińca

​Portugalska policja zatrzymała trzech pracowników Urzędu ds. Cudzoziemców i Granic (SEF), podejrzanych o zamordowanie na lotnisku w Lizbonie obywatela Ukrainy. Mężczyzna, jak wynika z dochodzenia, przed śmiercią miał być torturowany. Według informacji policji, wszyscy trzej urzędnicy jeszcze w poniedziałek wieczorem usłyszą zarzuty dotyczące zamordowania na lotnisku pasażera, który przyleciał z Turcji. Mężczyzna przybył do Lizbony z wizą turystyczną.

Z dokumentów śledztwa, do których dotarła portugalska telewizja TVI wynika, że urzędnicy uniemożliwili obywatelowi Ukrainy wyjście z lotniska, żądając od niego powrotu do Turcji następnym samolotem.

Pasażer źle zareagował na taką decyzję pracowników SEF zatrudnionych na lotnisku (…) i prawdopodobnie doznał ataku epilepsji – ustaliła TVI.

Według śledztwa po przeniesieniu pasażera do osobnego pomieszczenia na lotnisku urzędnicy mieli go torturować. Ciało Ukraińca, zakutego w kajdanki, znaleziono 12 marca na terenie lizbońskiego portu lotniczego nazajutrz po zdarzeniu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

W Krakowie ruszył proces Roberta J. Mężczyzna oskarżony jest o zamordowanie 21 lat temu studentki i zbezczeszczenie jej zwłok

Przed krakowskim sądem ruszył w środę proces Roberta J., oskarżonego o zamordowanie 21 lat temu studentki i zbezczeszczenie jej zwłok. Po odczytaniu aktu oskarżenia proces ma toczyć się za zamkniętymi drzwiami. Sąd zamierza przesłuchać około 200 świadków. Powołano 20 biegłych. Rozprawa miała rozpocząć się o godzinie 9:30 przed krakowskim sądem okręgowym, jednak stało się to dopiero przed godziną 12.

Podczas środowej rozprawy prokurator Piotr Krupiński z Małopolskiego Wydziału Prokuratury Krajowej rozpoczął odczytywanie aktu oskarżenia. Po jego odczytaniu proces będzie toczyć się za zamkniętymi drzwiami. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami mecenasa Łukasza Chojniaka, adwokata oskarżonego o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem Roberta J., jego klient, doprowadzony na rozprawę z aresztu, prawdopodobnie skorzysta z prawa do składania wyjaśnień.

To już drugi termin rozpoczęcia tego głośnego procesu – 8 stycznia sąd zdecydował o odroczeniu go do 12 lutego. Powodem był wybór nowego ławnika, który nie zdążył zapoznać się z materiałem dowodowym. O odroczenie zawnioskował obrońca Roberta J.

– Nie było ze strony obrony innej możliwości, jak złożenie wniosku o odroczenie rozprawy, z uwagi na to, że jeden z sędziów – ławnik, nie z winy sądu, ale został powołany do tej sprawy na początku stycznia – wyjaśnił obrońca oskarżonego mec. Łukasz Chojniak.

Przekonywał w rozmowie z dziennikarzami, że w „sprawie poszlakowej, gdzie nie ma dowodu bezpośredniego, w sprawie, w której oskarżony – co trzeba stanowczo podkreślić – nie przyznaje się do stawianych mu zarzutów i stanowczo kwestionuje zarzuty, które są wobec niego formułowane, obrona nie miała innej możliwości, jak złożenie wniosku o przerwę w rozprawie”.

Akt oskarżenia liczy około 800 stron, a akta sprawy to niemal 500 tomów. Krakowski sąd wyznaczył już terminy rozpraw na kilka miesięcy, planuje przesłuchać około 200 świadków. Na razie są to osoby wskazane przez prokuratora – nie wiadomo, ilu świadków wskaże jeszcze m.in. obrona. Sąd w tej sprawie dysponuje opiniami około 20 biegłych.

Szczegóły sprawy są na tyle brutalne, że sąd zdecydował o wyłączeniu jawności rozpraw.

Ciało w Wiśle

Robert J. będzie odpowiadał za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem. Prokuratura zarzuca mu, że na przełomie 1998 i 1999 roku zamordował Katarzynę Z., studentkę religioznawstwa UJ. Fragmenty skóry i ciała wyłowiono z Wisły, jednak części zwłok nigdy nie odnaleziono. Szczątki zostały pozbawione skóry, jej fragmenty były fachowo odcięte i wypreparowane. Tożsamość ofiary ustalono dzięki badaniom genetycznym.

Mimo wysiłków śledczych nikogo w związku z tą sprawą nie zatrzymano aż do 2017 roku. Dopiero wówczas policjanci zdecydowali, że mają wystarczająco wiele dowodów przeciwko Robertowi J. i mężczyzna trafił do aresztu. Jak przyznają śledczy, był podejrzewany niemal od początku śledztwa, ale brakowało dowodów.

– Pociągnięcie do odpowiedzialności karnej sprawcy tej brutalnej zbrodni będzie możliwe dzięki wyjątkowo wytężonej pracy prokuratorów prowadzących to postępowanie oraz funkcjonariuszy policji, jak również biegłych powołanych do opiniowania w tej sprawie. Musieli się oni zmierzyć z przestępczym działaniem, które dotąd było nieznane polskiej i zagranicznej kryminalistyce – mówiła krótko po zatrzymaniu podejrzanego Beata Marczak, zastępczyni prokuratora generalnego.

Trenował sztuki walki

Prokuratura Krajowa podała natomiast, że „w sprawie tej przez wiele lat przeprowadzono żmudne czynności śledcze, które w konsekwencji doprowadziły do ustalenia sprawcy zabójstwa”.

– Prokuratorzy zlecali kolejne badania i opinie biegłych, żeby na podstawie najdrobniejszych nawet śladów dowiedzieć się jak najwięcej o okolicznościach mordu i samym sprawcy. Z tak bestialską zbrodnią i zbezczeszczeniem ciała nie mieliśmy jeszcze w Polsce do czynienia, dlatego prokuratura postawiła sobie za punkt honoru wykrycie sprawcy – mówiła osoba znająca kulisy śledztwa. Prokuratorzy zaangażowali dziesiątki biegłych z Polski i zagranicy. Korzystali ze wszystkich najnowocześniejszych metod badawczych oraz zdobyczy nauki i techniki.

Na ich zlecenie Laboratorium Ekspertyz 3D Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu po raz pierwszy na świecie sporządziło trójwymiarowy obraz zbrodni tylko na podstawie śladów pozostawionych przez sprawcę na tkankach ofiary. Dzięki badaniom Katedry Biologii Eksperymentalnej Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu udało się także wykryć związki chemiczne, które morderca podawał studentce. Takie badania najprawdopodobniej zostały wówczas przeprowadzone po raz pierwszy w historii polskiej kryminalistyki.

Na tej podstawie ustalono sposób zadawania ciosów przez mordercę i fakt, że mogła je zadawać osoba wyszkolona w określonych sztukach walki – trenował je właśnie Robert J.

Było to przełomowe dla śledztwa, w którym prokuratura – jak zapewnia – skrupulatnie zbadała wszystkie ślady pozostawione przez sprawcę, sposób jego działania i profil psychologiczny.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Meksyk: Tłum spalił żywcem mężczyznę podejrzanego o zgwałcenie i zamordowanie 6-letniej dziewczynki

Mieszkańcy jednej z gmin Meksyku postanowili sami wymierzyć sprawiedliwość mężczyźnie podejrzanemu o zgwałcenie i zamordowanie sześcioletniej dziewczynki. Jak podają lokalne media, mieszkańcy wspólnoty przywiązali go do słupa, a następnie oblali benzyną i podpalili. Alfredo Roblero został oskarżony o zgwałcenie i zabicie sześcioletniej dziewczynki o imieniu Jarid w gminie Cacahoatan, położonej południowym stanie Chiapas. Zaginięcie dziewczynki zgłoszono w czwartek. Następnego dnia policjanci znaleźli ją martwą.

Na wieść o zbrodni mieszkańcy gminy postanowili wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Ciotka zamordowanej dziewczynki chciała podobno wydać podejrzanego policji, ale usłyszała od ludzi, że Roblero nie opuści gminy żywy.

Jak informują lokalne media, mężczyzna został pobity przez tłum i przywiązany do słupa. Następnie oblano go benzyną i podpalono. Na miejsce miała zostać wezwana policja, ale życia Roblero nie udało się już uratować. W sprawie śmierci mężczyzny prowadzone jest dochodzenie.

Po wydarzeniach w Cacahoatan władze Chiapas wydały oświadczenie, w którym przypomniały obywatelom, że nie mogą oni sami wymierzać kary podejrzanym.
Źródło info i foto: TVP.info