Japonia: 10 zabitych i prawie 40 rannych w pożarze studia animacji. Zatrzymano podejrzanego o podpalenie

Co najmniej 10 osób zginęło, a blisko 40 odniosło obrażenia w czwartkowym pożarze studia animacji w Kioto w środkowozachodniej części wyspy Honsiu w Japonii. Kilkoro spośród poszkodowanych jest nieprzytomnych. Policja aresztowała już 41-letniego mężczyznę pod zarzutem podpalenia. Podejrzany również doznał obrażeń i został odwieziony do szpitala.

Associated Press, Reuters i AFP piszą o co najmniej 35 rannych, spośród których dziesięcioro jest w stanie ciężkim.

Pożar wybuchł około godz. 10.30 czasu lokalnego (godz. 3.30 w Polsce) w trzykondygnacyjnym budynku studia animacji, gdy mężczyzna wbiegł do środka i rozprzestrzenił niezidentyfikowany płyn, który spowodował pożar – poinformowała straż pożarna i policja w prefekturze Kioto.

Płomienie opanowano po kilku godzinach

Japońska publiczna telewizja NHK pokazywała zdjęcia, na których widać, jak z budynku studia wydobywa się szary i czarny dym. Płomienie opanowano po kilku godzinach. Według straży pożarnej w momencie wybuchu pożaru w budynku przebywało ponad 70 osób, ale większość z nich zdołała wydostać się na zewnątrz. Przed siedzibą studia ustawiono namiot, w którym udzielono pierwszej pomocy medycznej.

Kyoto Animation, lepiej znane jako KyoAni, zostało założone w 1981 roku jako studio produkcji animacji i komiksów. Znane jest z megahitowych historii o licealistkach, w tym „Lucky Star”, „K-On!” i „Haruhi Suzumiya”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Polska nie wyda Szwecji Rosjanina, który porwał dzieci z rodziny zastępczej

Warszawski Sąd Okręgowy odmówił wydania Rosjanina, który uciekł z dziećmi do Polski ze Szwecji. Szwecja wydała za nim Europejski Nakaz Aresztowania pod zarzutem uprowadzenia trzech córek z rodziny zastępczej. Polska prokuratura nie wystąpiła jednak o tymczasowy areszt.

W środę 10 lipca Warszawski Sąd Okręgowy nie zgodził się na wydanie Szwecji 39-letniego Rosjanina Denisa Lisova, który w kwietniu tego roku wraz z trzema córkami został zatrzymany przez Straż Graniczną na lotnisku w Warszawie. Mężczyzna chciał docelowo dostać się do Rosji. Jego obrońca argumentował, że szwedzka opieka socjalna odebrała mu dzieci i umieściła je w rodzinie zastępczej po tym, jak jego żona zachorowała. Była hospitalizowana, lekarze podejrzewali u niej schizofrenię. W ocenie szwedzkich władz ojciec sam nie był zdolny do prawidłowego wychowania swoich córek.

Denis Lisow podkreśla, że służby socjalne nigdy nie zarzuciły mu zaniedbań wychowawczych. Dodatkowo, jego zdaniem, dzieci miały zostać przekazanie rodzinie zastępczej odmiennej kulturowo, pochodzenia arabskiego. Według Rosjanina szwedzkie władze postawiły mu warunek, którego nie był w stanie spełnić – by odzyskać dzieci miał zalegalizować swój pobyt w Szwecji.

Porwał córki i chciał uciec do Rosji

Lisov od siedmiu lat mieszkał w Szwecji. Przyjechał tam ze swoją żoną i najstarszą córką Sofią (obecnie 12-letnią). Po wyjeździe na emigrację małżeństwu urodziły się jeszcze dwie córki – 6-letnia dziś Serafina i 4-letnia Alisa.

Kilka lat temu u żony Lisova zdiagnozowano chorobę i wtedy rodziną zainteresowała się szwedzka opieka społeczna. Zdecydowano, że ojciec nie radzi sobie z opieką nad trzema córkami, więc dziewczynki zostały umieszczone w rodzinie zastępczej. Denisowi Lisovowi przyznano cotygodniowe, 6-godzinne widzenia z dziećmi. Mężczyzna nie mógł się z tym pogodzić, więc postanowił porwać córki. Chciał wywieźć je do rodzinnego kraju. Do Polski przypłynął promem, następnie z warszawskiego lotniska chciał dostać się do swojego kraju.

Mężczyzna jednak, z pomocą rzecznika praw dziecka Mikołaja Pawlaka, złożył w Polsce wniosek o przyznanie mu statusu uchodźcy. W sprawę włączyła się też fundacja Ordo Iuris oraz Ministerstwo Sprawiedliwości.

Sąd uznał działania władz szwedzkich za „skrajne”

– Sąd stwierdza, że wydany w sprawie niniejszej przez władze szwedzkie europejski nakaz aresztowania narusza wolności i prawa człowieka obywatela Denisa Lisova – uzasadniał sędzia Dariusz Łubowski. Sąd stwierdził też, że Denis Lisov „nie mógł zachować bezczynności, gdy widział, że dzieciom działa się krzywda”. Działanie władz szwedzkich sąd uznał za „skrajne”. Odebranie dzieci miało być „wbrew dobru dziecka”, stąd miała zaistnieć „obligatoryjna przesłanka odmowy przekazania Lisova władzom szwedzkim”.

„Polska po raz kolejny staje po stronie rozdzielanych w innych krajach rodzin” – napisał na Twitterze obrońca ojca dzieci, Bartosz Lewandowski z Ordo Iuris. Prezes fundacji Jerzy Kwaśniewski dodał: „Polski Sąd Okręgowy potwierdza, że Szwecja naruszyła międzynarodowe gwarancje praw człowieka – ochronę życia rodzinnego z art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Wydanie Denisa Lisova Szwecji groziłoby dalszym łamaniem praw człowieka”.

Sprawę skomentował też wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik. „Dobra decyzja Sądu w sprawie p. Denisa Lisova, wszyscy pozostają w Polsce. Tożsamość dzieci jest fundamentalna. Dziękuję Sądowi. Dziękuję Prokuraturze! Dobro dzieci wygrało. Fajnie być Polakiem” – napisał.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Sri Lanka: Areszt dla urzędników po zamachu wielkanocnym

Szef policji i sekretarz w ministerstwie obrony Sri Lanki zostali aresztowani w związku z zaniechaniami, które uniemożliwiły zapobieżenie zamachowi w Niedzielę Wielkanocną. Zdaniem prokuratora generalnego funkcjonariusze publiczni mieli m.in. zignorować informacje indyjskiego wywiadu.

Zawieszonego wcześniej w obowiązkach szefa policji Pujitha Jayasundera oraz byłego sekretarza w ministerstwie obrony Hemasiriego Fernando zatrzymano pod zarzutem zaniedbań podczas pełnienia stanowisk publicznych. Funkcjonariuszom nie udało się zapobiec zamachowi, w którym zginęły 258 osoby.

Ostatnie ostrzeżenie przed godz. 7 rano w dzień zamachu

Fernando i Jayasundera mieli m.in. zignorować informacje indyjskiego wywiadu o planowanym zamachu. Zdaniem przewodniczącego Konferencji Episkopatu Sri Lanki kard. Malcolma Ranjitha ostatnie ostrzeżenie miało miejsce przed godz. 7 rano w dzień zamachu. Kardynał stwierdził, że gdyby otrzymał ostrzeżenie, zamknąłby kościoły i zawrócił ludzi do domów.

Prokurator generalny Dappula de Livery nazwał postępowanie szefa policji i sekretarza „ciężkimi przestępstwami przeciw ludzkości”.

Prokurator wydał nakaz aresztowania już 27 czerwca, lecz policja prawie tydzień ociągała się z podjęciem działań wobec podejrzanych. Dopiero drugi list ponaglający z 1 lipca wymusił działania policji wobec byłego szefa policji i sekretarza. W momencie aresztowania obaj byli hospitalizowani ze względu na zły stan zdrowia.

Obaj funkcjonariusze byli wcześniej zawieszeni w obowiązkach służbowych przez prezydenta Maithripala Sirisena. Podczas zeznań przed komisją parlamentarną powołaną przez premiera Ranila Wickremesinghe sugerowali, że prezydent również dopuścił się zaniedbań.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

24-letnia kobieta z zarzutem zabójstwa. Sprawa dotyczy śmierci 31-latka z okolic Słupska

​Zarzut zabójstwa usłyszała kobieta zatrzymana w sprawie śmierci 31-latka z okolic Słupska. Zdecydowano także o jej aresztowaniu. W nocy z piątku na sobotę, po spotkaniu ze znajomymi w miejscowości Głobino, mężczyzna trafił do szpitala. Nie udało się go uratować. Śmiertelny okazał się cios zadany ostrym narzędziem w klatkę piersiową. Według ustaleń śledczych cios miała zadać 24-letnia kobieta. To ona usłyszała zarzut. Przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia.

Prokuratorzy nie chcą jednak mówić na tym etapie sprawy o szczegółach, m.in. ze względu na pojawiające się w sprawie dopalacze – usłyszał nasz dziennikarz od prokuratora rejonowego w Słupsku Piotra Nierebińskiego.

W sprawie zatrzymano też trzy inne osoby. Wszyscy zostali zwolnieni.

24-latka została tymczasowo aresztowana
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejna akcja CBŚP. Były rajdowy mistrz Polski miał wyłudzić pieniądze z VAT

Centralne Biuro Śledcze Policji na polecenie prokuratury w Łodzi zatrzymało Filipa N. Mężczyzna usłyszał zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, przez której działalność Skarb Państwa miał stracić co najmniej 65 mln zł – podaje Prokuratura Krajowa. Jak podaje RMF FM Filip N. to były rajdowy mistrz Polski.

Jak podaje biuro prasowe Prokuratury Krajowej, na polecenie prokuratora Łódzkiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Łodzi funkcjonariusze CBŚP zatrzymali Filipa N. „Prokurator przedstawił mu zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przestępstw skarbowych. Na wniosek prokuratora Sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania” – poinformowano.

„Ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że Filip N. osiągał korzyści majątkowe z popełnianych przestępstw skarbowych oraz gospodarczych. Podejrzanemu grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności” – podano.

W toku postępowania – jak informuje PK – prokurator ustalił, że zorganizowana grupa przestępcza działała w latach 2012–2017, która doprowadziła do niekorzystnego rozporządzania mieniem Skarbu Państwa. Miało to się stać m.in. poprzez wyłudzenia podatkowe związane z fikcyjnym obrotem artykułami elektronicznymi, pojazdami mechanicznymi oraz częściami do nich, a także prawami do rozpowszechniania i kopiowania utworów słowno-muzycznych.

Prokuratura informuje ponadto, że podmioty zarządzane przez grupę przestępczą wprowadzały w błąd urzędy skarbowe, co do faktycznego wewnątrzunijnego obrotu towarami, w tym – jak napisano – co do zwrotu podatku VAT, a także co do wysokości należnego podatku. „Na skutek działalności grupy Skarb Państwa stracił co najmniej 65 mln złotych” – zaznaczono.

„W toku dotychczasowych czynności procesowych dokonano zabezpieczenia dokumentacji księgowej związanej z prowadzoną działalnością dotyczącą obrotu pojazdami, elektroniką i utworami słowno-muzycznymi. Zabezpieczono także od Filipa N. szereg przedmiotów, których zawartość będzie poddawana analizie w toku dalszych czynności” – napisano.

Ponadto, prokurator skierował do sądu wniosek o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania. „Sąd w pełni podzielił argumentację prokuratora i zastosował tymczasowe aresztowanie na okres 3 miesięcy” – podano.
Źródło info i foto: onet.pl

Nowy zarzut dla zabójcy 10-latki z Mrowin

Prokuratura w Świdnicy postawiła w sumie dwa zarzuty 22-latkowi podejrzanemu o zabójstwo 10-letniej Kristiny w Mrowinach. Pierwszy dotyczy zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, w tym znieważenia zwłok. Drugi dotyczy podżegania innej osoby do udziału w zabójstwie.

Jak poinformował prokurator Mariusz Pindera z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, Jakub A. szukał osoby, która pomogłaby mu zabić Kristinę. Nie ma w tej chwili żadnych zarzutów stawianych, żeby działał wspólnie w porozumieniu z kimkolwiek innym. Twierdzi, że zrobił to sam – mówi prok. Pindera. Przyznał, że osoba, którą 22-latek miał namawiać do udziału w zbrodni, zgłosiła się sama w sobotę do prokuratury. Nie chciał jednak wyjawić, kto to jest.

Jak poinformował Pindera, mężczyzna przyznał się do drugiego zarzutu – podżegania do zabójstwa. Potwierdził tę informację, która wskazywała na jego rolę. Natomiast nie przyznawał się do samego zabójstwa – powiedział.W trakcie wizji lokalnej w końcu się złamał – przyznał się i potwierdził, że jest sprawcą tego zabójstwa. Potem, dosłuchiwany w poniedziałek w godzinach wieczornych, już protokolarnie potwierdził – przyznał się do stawianych mu obydwu zarzutów – dodał.

Nasze dotychczasowe ustalenia wskazują, że było to zabójstwo zaplanowane i przygotowywane już od jakiegoś czasu – podkreślił prokurator Pindera. Prokurator nie ujawnia, jakie były motywy Jakuba A. Przyznał, że dziewczynka znała 22-latka, dlatego wsiadła z nim do samochodu.

Wiadomo, że Jakub A. zostanie skierowany na badania psychiatryczne. Dziś do świdnickiego sądu trafi wiosek o trzymiesięczny aresztu dla 22-latka. Na jego rozpatrzenie sąd będzie miał 24 godziny.

22-latek próbował zmylić policję

Za zabójstwo 10-letniej Kristiny mężczyźnie grozi dożywocie.

Jak wynika z informacji reporterów RMF FM, 22-latek dobrze znał się z matką dziewczynki i był w niej zakochany. Niewykluczone, że chciał nawiązać bliską relację z kobietą, ta jednak wolała poświęcić się wychowywaniu dzieci, w tym Kristiny. Motywem zbrodni mogła więc być zazdrość. Dziewczynka miała być przeszkodą stojącą na drodze związku mężczyzny z jej matką.

22-latek w czwartek przyjechał po Kristinę samochodem, zabrał dziewczynkę i zabił. 10-latka wsiadła do samochodu mężczyzny, bo dobrze go znała. Jak informowaliśmy, ciało dziecka zostało porzucone w lesie, w taki sposób, aby upozorować napaść przez pedofila. Nieoficjalnie wiadomo, że nie doszło do gwałtu na dziewczynce.

Rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Ciarka potwierdził nasze informacje – mężczyzna znał dziewczynkę, a zbrodnia została przygotowana tak, by skierować śledczych na fałszywe tropy. Rzecznik przyznał również, że ułożenie zwłok wskazywało, że dziewczynka padła ofiarą pedofila.

Podczas zatrzymania Jakub A. sprawiał wrażenie zaskoczonego

22-letni Jakub A. został zatrzymany w niedzielę po południu we Wrocławiu, gdzie mieszkał i studiował. Podczas zatrzymania, śledczy zabezpieczyli m.in. samochód alfa romeo, należący prawdopodobnie do niego. Policja opublikowała wideo, na którym widać, jak funkcjonariusze wchodzą do domu, gdzie przebywał podejrzany. Mężczyzna nie stawiał oporu. Sprawiał wrażenie zaskoczonego wtargnięciem służb.

Jak informowała prokuratura w Świdnicy, przyczyną śmierci 10-letniej dziewczynki, której ciało znaleziono w czwartek w lesie sześć kilometrów od miejscowości Mrowiny, były rany kłute klatki piersiowej i szyi. Ciało dziewczynki znaleziono w czwartek około godziny 17 w lesie sześć kilometrów od miejscowości Mrowiny, gdzie mieszkała. Zwłoki znalazła kobieta, która była w lesie na spacerze.

Dziewczynka w czwartek około godziny 13 wyszła ze szkoły położonej w centrum wsi Mrowiny. Od domu dzielił ją kilometr. Ostatni raz była widziana 200 metrów od miejsca, w którym mieszkała.

Przeprowadzona sekcja zwłok dziewczynki trwała 12 godzin. Po jej zakończeniu prokuratorzy poinformowali, że przyczyną śmierci dziecka były rany kłute klatki piersiowej i szyi. Wiadomo, że sprawca zadał dziewczynce kilkadziesiąt ciosów nożem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

22-letni Jakub A. myślał, że będzie to zbrodnia doskonała. „Był zakochany w matce 10-latki, dziewczynka mu przeszkadzała”

„22-letni oprawca Kristiny z Mrowin, to wrocławianin Jakub A. Mieszał na Partynicach” – poinformowała w poniedziałek Gazeta Wrocławska. Mężczyzna przyznał się w czasie wizji lokalnej do zabójstwa 10-latki ze szczególnym okrucieństwem. Według nieoficjalnych informacji, Jakub A. miał być zakochany w matce dziewczynki i uważał, że dziecko przeszkadza mu w relacjach z kobietą.

Ciało 10-letniej Kristiny znaleźli spacerowicze w czwartek około godz. 17 w lesie, sześć kilometrów od Mrowin, gdzie mieszkała. Przyczyną jej śmierci były rany kłute klatki piersiowej i szyi. Śledczy początkowo sądzili, że zbrodnia ma podłoże seksualne. Zwłoki były bowiem częściowo rozebrane. Okazało się jednak, że dziewczynka nie została zgwałcona.

„Myślał, że to zbrodnia doskonała”

Dla zmylenia pościgu sprawca po zabójstwie ułożył jej ciało w taki sposób, aby zbrodnia przypominała atak pedofila.

– Podejrzany o morderstwo 10-latki myślał, że będzie to zbrodnia doskonała i od samego początku tak zaplanował jej wykonanie jak i wyrobienie sobie różnego rodzaju alibi, aby wprowadzić śledczych na fałszywe tropy – powiedział Polsat News rzecznik Komendanta Głównego Policji Mariusz Ciarka.

– Mężczyzna znał zarówno dziewczynkę jak i jej matkę, jednak konkubent czy partner to zbyt daleko idące słowa – poinformował Mariusz Ciarka.

Według nieoficjalnych informacji zatrzymany to student Dolnośląskiej Szkoły Wyższej. We Wrocławiu mieszkał z rodzicami. Mężczyzna miał być zakochany w matce 10-latki.

– Dopiero zaczynali się spotykać. Córka mu przeszkadzała – miała powiedzieć „Gazecie Wrocławskiej” osoba związana ze śledztwem.

Sprawca miał przygotowane alibi

Mężczyzna początkowo nie przyznał się do zabójstwa, miał też przygotowane alibi. Przełom nastąpił dopiero po przeprowadzeniu wizji lokalnej.

– Podczas tych czynności z Prokuratorem Okręgowym sprawca zdał sobie sprawę, że dalsze brnięcie w wersje niewiarygodne nie ma sensu i przyznał się – poinformował w poniedziałek minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

Minister sprawiedliwości zapewnił, że prokuratura będzie domagać się dla podejrzanego kary dożywocia z możliwością odroczenia przedterminowego zwolnienia. Na wtorek zaplanowano przygotowanie wniosku o jego tymczasowe aresztowanie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

17-latka z zarzutem zabójstwa noworodka. Trafiła do aresztu

Zarzut zabójstwa usłyszała matka noworodka, którego ciało, miesiąc temu znaleziono w rzece w Grabcu koło Szczekocin w Śląskiem. 17-latka została aresztowana. Dziewczyna przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia. Śledczy na razie nie ujawniają szczegółów. Prokurator postawił 17-latce zarzut zabójstwa córki. Zarzut może się jednak jeszcze zmienić.

Matka noworodka przejdzie jeszcze badana psychiatrycznie – informują prokuratorzy.

Ciało dziewczynki znaleziono w rzece na początku maja. Kilka dni później jedna z placówek medycznych powiadomiła policję, że zgłosiła się kobieta, która wymagała pomocy z powodu dużej utraty krwi. Okazało się, że kilka dni wcześniej urodziła dziecko. 17-latka nie została wtedy zatrzymana. Przebywała pod opieką lekarzy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowe informacje dotyczące ataku nożownika w Poznaniu

Najpewniej dopiero w poniedziałek odbędzie się przesłuchanie i przedstawienie zarzutów napastnikowi, który w sobotę późnym popołudniem śmiertelnie ranił nożem mężczyznę na przystanku w Poznaniu – poinformował w niedzielę PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

„Obecnie przesłuchiwani są świadkowie tego zdarzenia, natomiast czynności z udziałem zatrzymanego prowadzone będą najprawdopodobniej w poniedziałek od rana. Nadal zbieramy materiał dowodowy, więc co do kwalifikacji czynu i zarzutu nie chciałbym się jeszcze w tej chwili wypowiadać” – powiedział PAP w niedzielę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Michał Smętkowski.

Jak dodał, w poniedziałek o godz. 9 ma się także rozpocząć sekcja zwłok ofiary. Do ataku doszło w sobotę ok. godz. 18 na przystanku MPK przy Alejach Solidarności w Poznaniu. Zaatakowany mężczyzna został ugodzony nożem; zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Miał ok. 40 lat.

29-letni napastnik został zatrzymany kilka minut po godz. 21 w jednym z mieszkań na poznańskich Winogradach. Podinsp. Iwona Liszczyńska z wielkopolskiej policji powiedziała PAP w niedzielę, że „sprawca w chwili zatrzymania przez policję był nietrzeźwy”.

Jak dodała, „z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że ofiara i napastnik znali się; krótko przed zdarzeniem razem spożywali alkohol i wtedy właśnie doszło między nimi do kłótni” – podkreśliła.
Źródło info i foto: interia.pl

17-letni nożownik z zarzutami. Zaatakował pielęgniarkę w szpitalu

17-letni Krystian B. usłyszał w piątek zarzut usiłowania zabójstwa kobiety. Nastolatek był pacjentem Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. W środę zaatakował pielęgniarkę, zadając jej trzy ciosy nożem. Kobieta w stanie ciężkim została przewieziona do kliniki chirurgii serca. Jej życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo. W piątek 17-letni Krystian B., mieszkaniec Strzegomia, został przewieziony do Prokuratury Rejonowej dla Wrocławia Śródmieścia.

– 17- latek usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa Doroty W., pielęgniarki jednego z wrocławskich szpitali. Przyznał się do popełnienia zarzuconego mu czynu i złożył wyjaśnienia. Prokurator wystąpił do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie Krystiana B. na trzy miesiące – poinformowała Justyna Pilarczyk, rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. Jak dodała, mężczyźnie grozi kara do 25 lat więzienia.

Atak w szpitalu

Jak informuje prokuratura, Krystian B. od 14 maja tego roku był pacjentem oddziału chorób zakaźnych szpitala klinicznego we Wrocławiu. Miało to być związane z powikłaniami po zażyciu nieznanej substancji. Możliwe, że chodzi o dopalacze. Do ataku na pielęgniarkę doszło w środę wieczorem. Kobieta podała mu leki i odwróciła się. Wtedy nastolatek zadał jej trzy ciosy nożem w plecy w okolice łopatek. Nastolatek rzucił nóż i uciekł ze szpitala. Zatrzymany został następnego dnia o godz. 10.00 na jednym z podwórek w Śródmieściu

– Dorota W. w wyniku doznała obrażeń ciała w postaci trzech ran kłutych między łopatkami z kanałami drążącymi do obu jam otrzewnowych oraz krwawieniem do jam opłucnowych – poinformowała prokurator Pilarczyk. Kobieta miała ponadto odmę opłucnową i złamane żebro. Zdaniem prokuratury, obrażenia te stanowią ciężki uszczerbek na zdrowiu i zagrażały jej życiu.
Źródło info i foto: wp.pl