Zarzuty po strzelaninie w Piastowie

Stołeczna policja zatrzymała trzech mężczyzn i kobietę w związku ze strzelaniną, do której doszło w połowie września pod Warszawą. Służby nie wykluczają, że mogło chodzić o porachunki. Niektórzy z uczestników zdarzenia mogą usłyszeć wyrok dożywocia. Do zdarzenia doszło w nocy z 12 na 13 września na terenie Piastowa (woj. mazowieckie). Na jednej z posesji doszło do strzelaniny, w której ucierpiał mężczyzna. Do domu mieszkającej tam kobiety wdarł się jej były partner. Miał wybić młotkiem szybę, a następnie oddać kilka strzałów w kierunku osób znajdujących się w pomieszczeniu.

Strzelanina w Piastowie

W odpowiedzi jeden z domowników również chwycił za broń i zaczął strzelać w kierunku napastników. Na posesji przebywał jeszcze jeden mężczyzna, który został postrzelony. Ranny trafił do szpitala, a policja rozpoczęła poszukiwania jego kompana. Przeprowadzono oględziny miejsca zdarzenia, zabezpieczono ślady oraz przesłuchano pokrzywdzoną i świadków.

Okazało się, że 30-latek, w kierunku którego padły strzały, sam otworzył ogień do napastników, raniąc jednego z nich. Mężczyzna został doprowadzony do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, gdzie usłyszał zarzuty. Odpowie za usiłowanie zabójstwa oraz posiadanie bez wymaganego zezwolenia broni palnej.
Źródło info i foto: wp.pl

Sąd skazał księdza, który oskarżony był o przestępstwa seksualne wobec podopiecznych domu dziecka w Częstochowie

Pięć lat więzienia wymierzył dziś sąd księdzu Mirosławowi L., który był oskarżony m.in. o przestępstwa seksualne wobec podopiecznych salezjańskiego domu dziecka w Częstochowie. Ksiądz otrzymał też dożywotni zakaz zajmowania stanowisk związanych z edukacją i opieką nad małoletnimi. Wyrok nie jest prawomocny.

Prokuratura przedstawiła duchownemu 11 zarzutów na szkodę pięciu podopiecznych w wieku od 14 do 17 lat. Informację o treści wyroku przekazał rzecznik Sądu Okręgowego w Częstochowie Dominik Bogacz. Sędzia poinformował, że sąd uznał oskarżonego za winnego części czynów, w niektórych przypadkach zmieniając ich opis, kilka czynów połączył w ciąg przestępstw, od niektórych zaś go uniewinnił.

Poza karą więzienia sąd orzekł dożywotni zakaz zajmowania stanowisk i wykonywania działalności związanej z edukacją, wychowaniem, leczeniem i opieką nad małoletnimi, a także środek zabezpieczający w postaci pobytu w zakładzie psychiatrycznym.

Sąd wymierzył też L. karę grzywny w wysokości tysiąca złotych i zobowiązał do wypłaty pokrzywdzonym zadośćuczynień w wysokości od 2 do 8 tys. zł. Wyrok nie jest prawomocny. Z uwagi na charakter sprawy proces toczył się z wyłączeniem jawności. Niejawne były także ustne motywy orzeczenia, wygłoszone przez sąd.

Akt oskarżenia w tej sprawie częstochowska prokuratura skierowała do sądu latem 2017 r. Ks. L. był dyrektorem placówki opiekuńczo-wychowawczej od 2012 roku. We wrześniu 2016 roku Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Częstochowie – sprawujący nadzór nad placówką jako organizator pieczy zastępczej nad dziećmi w wieku powyżej 10. roku życia – przeprowadził w ośrodku doraźną kontrolę. Skutkowała ona zawiadomieniem do prokuratury.

W związku z zawiadomieniem o przestępstwie prokurator wszczął w tej sprawie śledztwo oraz wystąpił do sądu rejonowego w Częstochowie o przesłuchanie kilku wychowanków placówki z udziałem biegłego psychologa. We wrześniu 2016 r. dyrektor został zatrzymany i przedstawiono mu zarzuty. Na wniosek prokuratora częstochowski sąd rejonowy go aresztował. W czerwcu 2017 roku Sąd Okręgowy w Częstochowie zwolnił L., stosując zamiast aresztu poręczenie majątkowe w kwocie 50 tys. zł, dozór policji i zakazując mu kontaktowania się z pokrzywdzonymi.

Wśród 11 przestępstw, które znalazły się w akcie oskarżenia znalazły się zarzuty doprowadzenia małoletnich do wykonania i poddania się tzw. innym czynnościom seksualnym, poprzez nadużycie stosunku zależności oraz zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej wychowanków, które polegało na uderzeniu ich w twarz. Według prokuratury, miało do tego chodzić w latach 2014-2016.
Źródło info i foto: onet.pl

„Łowcy głów” zatrzymali mężczyznę poszukiwanego ENA. Pedofil wpadł w Łodzi

Poznańscy „Łowcy głów” zatrzymali mężczyznę poszukiwanego europejskimi nakazami aresztowania w śledztwach dotyczących przestępstw seksualnych wobec dzieci. Mężczyzna trafił do aresztu w Łodzi, gdzie będzie oczekiwał na decyzję sądu o przekazaniu go do Irlandii Północnej. Poszukiwany mężczyzna został zatrzymany w Łodzi. Na jego trop wpadli policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych KWP w Poznaniu tzw. „Łowcy głów”.

Rzecznik wielkopolskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak wyjaśnił, że „policja z Irlandii Północnej od jakiegoś czasu prowadziła dwa śledztwa w sprawie przestępstw seksualnych na szkodę dzieci oraz osób starszych i nieporadnych”. Podejrzanym okazał się Polak mieszkający na stałe od kilkunastu lat w Irlandii Północnej – dodał.

Mężczyźnie postawionych zostało łącznie ponad 80 zarzutów. Po opuszczeniu policyjnego aresztu zniknął.

Policjanci z Poznania ustalili, że podejrzany sprzedał swoje mieszkanie w Irlandii Północnej za dość dużą sumę pieniędzy. Kilkanaście lat wcześniej służył jako najemnik w Legii Cudzoziemskiej. To mogło wskazywać, że mógł zaszyć się w jakimś zakątku na świecie i odszukanie go nie będzie proste – podkreślił Borowiak.

„Łowcy głów” ustalili, że uciekinier jakiś czas temu poznał kobietę z tego miasta i dwa miesiące temu wprowadził się do jej mieszkania. Tam został zatrzymany.

Trafił do Aresztu Śledczego w Łodzi, gdzie będzie oczekiwał na decyzję sądu o przekazaniu go do Irlandii Północnej.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policjanci okazali się gangsterami. Usłyszeli zarzuty

Mają od 33 do 41 lat. Ich misją miała być ochrona prawa i obywateli. Okazało się jednak, że mają to za nic, ponieważ wolą się wzbogacić. Trzej, byli już, policjanci z Bogatyni i Zgorzelca (woj. dolnośląskie) mają sporo na sumieniu. Prokuratura zarzuca im m.in. udział w zorganizowanych grupach przestępczych.

Mężczyźni, którym prokuratura w Jeleniej Górze właśnie postawiła zarzuty, to byli policjanci komisariatu w Bogatyni i komendy powiatowej w Zgorzelcu w wieku od 33 do 41 lat. Zostali zatrzymani w styczniu 2019 roku. Najwyraźniej sumienie ich nie gryzło, ponieważ w tym momencie dwóch z nich nadal pełniło służbę!

Dwóch z oskarżonych, Sławomir N. i Paweł M., usłyszało po 6 zarzutów, a trzeciemu, Pawłowi S. zostało przedstawionych łącznie 10 zarzutów. – Poza udziałem w grupach przestępczych, popełnili szereg innych czynów zabronionych, w tym m.in. przyjmowania korzyści majątkowych w zamian za zaniechanie czynności służbowych oraz przekazywanie informacji o prowadzonych postępowaniach karnych – wyjaśnia Tomasz Czułowski, rzecznik jeleniogórskiej prokuratury okręgowej.

Jak ujawnia prokuratura, policjanci nieźle się na tym wzbogacili. W zamian za porzucenie sprawy odkrytej plantacji marihuany, we trzech zgarnęli okrągłą sumkę 80 tysięcy złotych. To ich najwyraźniej rozzuchwaliło. Dwóch z nich przyjęło 40 tysięcy złotych łapówki w zamian za odstąpienie od ścigania złodziei samochodów. Potem próbowali sprzedać 3,5 kilograma substancji psychotropowych, ale kupiec się rozmyślił, więc do transakcji nie doszło.

Z kolei trzeci z oskarżonych celowo umożliwił poszukiwanemu przestępcy ucieczkę sabotując jego zatrzymanie. W zamian za łapówki miał też ukrywać informacje o pobiciu innej osoby, podawać nieprawdziwe dane w notatce służbowej z interwencji, przekazywać przestępcom informacje o prowadzonych postępowaniach, a nawet nakłaniać kogoś do fałszywego zawiadomienia o przestępstwie, które miał popełnić inny policjant.

– Oskarżeni uczynili sobie z procederu łapownictwa stałe źródło dochodu – podkreśla prok. Czułowski. – Łącznie przyjęli korzyści majątkowe w kwocie około 350 tysięcy złotych – wylicza. Teraz mogą trafić za kratki nawet na 20 lat.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej, który groził Katarzynie Lubnauer z zarzutami

44-latek usłyszał zarzuty o kierowanie gróźb pozbawienia życia do Katarzyny Lubnauer, a także o znieważenie jej w korespondencji mailowej. Grożą mu nawet dwa lata pozbawienia wolności. Włodzimierz D., funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej, groził przewodniczącej partii Nowoczesna Katarzynie Lubnauer śmiercią oraz pisał do niej maile pełne pogróżek. Prokuratura i policja zakończyły już jego przesłuchiwanie, a 44-latek usłyszał w związku ze sprawą dwa zarzuty – donosi Onet.

Są zarzuty dla funkcjonariusza Straży Marszałkowskiej. Groził Lubnauer

Włodzimierz D. miał w wiadomości do Katarzyny Lubnauer napisać, że „trzeba cię zabić jak tego złodzieja Adamowicza”. Mężczyzna przyznał się do winy, ma również dozór policyjny i zakaz zbliżania się do Katarzyny Lubnauer na odległość mniejszą niż 100 m. Usłyszał od prokuratury dwa zarzuty.

Prok. Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie poinformowała dziennikarzy Onetu:

Prokurator przedstawił Włodzimierzowi D. zarzuty kierowania gróźb pozbawienia życia pod adresem Katarzyny Lubnauer oraz znieważenia pokrzywdzonej treścią korespondencji mailowej. Włodzimierz D. złożył wyjaśnienia i wyraził skruchę za swoje zachowanie. Przeprosił przewodniczącą Nowoczesnej i dodatkowo zapewnił, że nie chciał nikogo skrzywdzić. Bardzo żałuje tego, jak postąpił.

Mirosława Chyr dodała, że w ramach nadzoru policyjnego funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej musi się stawiać pięć razy w tygodniu w komisariacie. W ramach środka zapobiegawczego prokuratura zawiesiła go także w wykonywaniu obowiązków zawodowych.

Funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej groził Katarzynie Lubnauer

Jak opisywaliśmy, w niedzielę 22 września – gdy Katarzyna Lubnauer gościła w „Kawie na Ławę”- na maila redakcji TVN 24 wysłano wiadomość o treści: „Lubnauer ty k**** sz**** dz**** s****, trzeba cię zabić jak tego złodzieja Adamowicza”. Stacja TVN zgłosiła sprawę na policję. Zanim mężczyzna został zatrzymany, Lubnauer została powiadomiona przez funkcjonariuszy, by nie opuszczała swojego sejmowego pokoju hotelowego, bo sprawca może znajdować się w pobliżu.

Dziennikarzom Radia Zet udało się ustalić, że za groźbami wobec liderki Nowoczesnej stał funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej, który pracował w formacji powołanej do ochrony Sejmu i Senatu 19 lat. Włodzimierz D. został zatrzymany przez policjantów w nocy, w trakcie swojej pracy.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

24-latek usłyszał zarzuty. Wypchnął babcię z okna

Zarzuty zabójstwa i rozboju usłyszał 24-latek, który podczas awantury domowej miał wypchnąć z okna swoją 80-letnią babcię. Kobieta zmarła. Mężczyźnie grozi dożywocie. 19 września służby dostały informację o starszej kobiecie wypchniętej z okna na drugim piętrze jednego z bloków w Rumi (Pomorze). Zdarzenie mieli widzieć sąsiedzi kobiety. Kobieta doznała bardzo poważnych obrażeń głowy oraz klatki piersiowej. Zmarła po przewiezieniu do szpitala.

– Został zatrzymany 24-letni sprawca, któremu przedstawiono zarzut z artykułu 148 kodeksu karnego paragraf 1, czyli zabójstwa – przekazał nam Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Mężczyzna jest wnukiem zmarłej kobiety.

„Motyw rabunkowy”

Do przestępstwa miało dojść w trakcie awantury domowej – kobieta miała odmówić wnukowi pieniędzy. Po wypchnięciu staruszki, mężczyzna miał jej zabrać 150 złotych oraz biżuterię. Jak ustalili śledczy, tego dnia rano 24-latek miał też wtargnąć do mieszkania byłej partnerki w Wejherowie. Tam również wszczął awanturę i zabrał kobiecie 20 złotych. Z tego powodu postawiono mu zarzut rozboju. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, złożył wyjaśnienia. Prokuratura nie zdradza ich treści. 24-latek był wcześniej karany, między innymi za jazdę pod wpływem alkoholu. Obecnie za zgodą sądu na wniosek prokuratury przebywa w areszcie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Harcerki zginęły podczas nawałnicy. Synoptyk z Krakowa z zarzutami

Prokuratura przedstawiła zarzuty kolejnej osobie w związku tragedią podczas obozu harcerskiego w Suszku na Pomorzu. Podczas nawałnicy zginęły tam dwie nastoletnie harcerki. Teraz zarzut usłyszał synoptyk z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Krakowie. Grzegorz M., który w dniu tragedii pełnił dyżur, ma odpowiadać za niedopełnienie obowiązków.

Według prokuratury synoptyk Grzegorz M. z Krakowa nie zarządził najwyższego stopnia zagrożenia silnym wiatrem, chociaż prognozy pogody wskazywały na takie właśnie zagrożenie. Zdaniem śledczych, gdyby pracownik IMGW wydał ostrzeżenie, służby i Rządowe Centrum Bezpieczeństwa szybciej mogłyby podjąć działania. Synoptyk Grzegorz M. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień.

Krakowski pracownik IMGW to już szósta osoba, która usłyszała zarzuty w sprawie tragedii na obozie harcerskim. Wcześniej podobna decyzja zapadła w sprawie Andrzeja N. – byłego dyrektora wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego Starostwa Powiatowego w Chojnicach, komendanta obozu harcerskiego w Suszku – Włodzimierz D. i jego zastępcy, oraz synoptyków z IMGW w Krakowie i Warszawie.

Tragedia w Suszku wstrząsnęła całą Polską. W obozie harcerskim brało udział 130 harcerzy z Łodzi. Po potężnej nawałnicy zginęły dwie młode harcerki: 13-letnia Asia i 14-letnia Olga, które zostały przygniecione przez drzewo. 38 osób zostało rannych i trafiło do szpitali. W tym czasie, w wyniku szalejących na północy Polski wichur zniszczonych zostały dziesiątki tysięcy hektarów lasu i tysiące domów, a obrażenia odniosło ok. 50 osób. Gwałtowne nawałnice i trąby powietrzne spustoszyły północną część Polski w nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 r.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Gwałt na 13-miesięcznej dziewczynce. Jest zarzut dla 32-latka

Zarzut zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem 13-miesięcznej dziewczynki postawiła w piątek 32-letniemu Łukaszowi K. Prokuratura Rejonowa w Szczecinku. Mężczyzna częściowo przyznał się do winy. Grozi mu kara do 15 lat pozbawienia wolności.

O postawieniu zarzutu zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem 13-miesięcznej dziewczynki Łukaszowi K. poinformowała dziennikarzy w piątek prokurator Prokuratury Rejonowej w Szczecinku Marzena Ludwiniak-Aniołowska. Jeszcze dziś sąd, na wniosek prokuratury, decydować będzie o zastosowaniu trzymiesięcznego tymczasowego aresztu wobec podejrzanego.

Podejrzany częściowo przyznał się do zarzucanego czynu, za którego popełnienie grozi kara od 5 lat do 15 lat pozbawienia wolności.

Prokuratura poinformowała, że z drugą osobą zatrzymaną w sprawie „jeszcze dziś będą prowadzone czynności”. Prokuratura planuje postawić jej zarzut narażenia na niebezpieczeństwo dziecka, które znajdowało się pod jej opieką. Nie planuje wnioskować jej o tymczasowy areszt.

Prokurator potwierdziła wcześniejsze nieoficjalne informacje dotyczące braku pokrewieństwa obu osób z pokrzywdzoną 13-miesięczną dziewczynką. Dziecko miało być pod ich opieką.

Ludwiniak-Aniołowska nie chciała mówić o szczegółach postępowania, zasłaniając się dobrem śledztwa.

Z informacji uzyskanych przez PAP ze źródeł zbliżonych do śledztwa wynika, że podejrzany i druga z osób zatrzymanych to jego żona. Mają dwoje kilkuletnich dzieci.

To szpital w Szczecinku, do którego w środę dziewczynkę przywieźli jej rodzice, powiadomił prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa na dziecku. Według informacji przekazanych dziennikarzom w piątek przez dyrektora ds. medycznych szpitala Marka Ogrodzińskiego wynika, że w trakcie badania dziecka „lekarz stwierdził obecność rany krocza”. Wstępne rozpoznanie potwierdziły konsultacje z lekarzem ginekologiem i pediatrą. Lekarze mieli podejrzenie, iż uraz u dziecka powstał „w wyniku czynu nierządnego”. Lekarze zdecydowali, że konieczne jest przetransportowanie dziecka do placówki o wyższej referencyjności, do Szczecina. Dziewczynka nadal jest hospitalizowana.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Była prezes Wisły Kraków zatrzymana. Szokujące zarzuty

Między innymi zarzut uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej usłyszała Marzena S. Była prezes Wisły Kraków została zatrzymana we wtorek w związku ze śledztwem dotyczącym wyprowadzania pieniędzy z klubu. Wśród osób, które usłyszały zarzuty jest też m.in były wiceprezes „Białej Gwiazdy”, Robert N. – informuje Polska Agencja Prasowa.

Była prezes krakowskiej Wisły Marzena S., wraz z trzema innymi osobami, została zatrzymana we wtorek. Zatrzymanie ma związek ze śledztwem dotyczącym niegospodarności w klubie. Cała czwórka została doprowadzona do Prokuratury Regionalnej w Poznaniu, gdzie przedstawiono im zarzuty.

Jak informuje PAP, Marzena S. usłyszała zarzut uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej, a także popełnienia przestępstw gospodarczych związanych z wyrządzeniem szkody w mieniu Wisły Kraków SA w łącznej kwocie niemal 7,3 mln zł oraz narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo spowodowania powstania szkody majątkowej w wysokości prawie 2,6 mln zł w związku z zawarciem niekorzystnych umów na realizację usług na rzecz klubu, między innymi z podmiotem reprezentowanym przez Annę M.–Z.

Śledczy podają, że zarzuty dotyczą także zaniechania wypłat wynagrodzeń zawodnikom klubu, co miało skutkować rozwiązaniem kontraktów i stratą finansową dla spółki. Przedmiotem śledztwa jest też przywłaszczenie 824 tys. złotych i doprowadzenie do przyznania członkom zarządu spółki znacznie zawyżonych wynagrodzeń: dwie osoby otrzymały z tego tytułu od sierpnia 2017 roku do sierpnia 2018 roku ponad 1,3 mln zł.

Zarzuty dla byłego wiceprezesa

Oprócz S. zarzuty usłyszał też m.in były wiceprezes spółki i byłe członek Rady Nadzorczej Wisły, Robert S. i Anna M.-Z. – żona Grzegorza Z., współkierującego grupą kibiców Wisły. Prokurator przedstawił im zarzut uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej oraz udziału w przywłaszczeniu ponad 824 tys. zł z tytułu zawarcia fikcyjnej umowy sponsoringowej. Wszystkim podejrzanym grozi do 10 lat więzienia.

Długi krakowskiej Wisły

Wisła Kraków ma ogromne problemy finansowe. Długi klubu wynoszą ponad 40 mln złotych. S. która kierowała klubem od sierpnia 2016 r. do 31 grudnia 2018 r omal nie doprowadziła krakowskiej Wisły na skraj bankructwa i przekazania stu procent akcji niewiarygodnym biznesmenom na czele z Vanną Ly. Dopiero akcja ratunkowa Jakuba Błaszczykowskiego, Jarosława Królewskiego i Tomasza Jażdżyńskiego tchnęła nowe życie w 13-krotnego mistrza polski.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Jutro kolejny akt oskarżenia w związku z aferą reprywatyzacyjną. Dotyczy 13 osób

We wtorek prokuratura skieruje do sądu kolejny akt oskarżenia w związku z tzw. aferą reprywatyzacyjną w Warszawie – poinformował w poniedziałek prokurator generalny Zbigniew Ziobro. Jak zaznaczył, akt oskarżenia obejmuje 13 osób i dotyczy 13 nieruchomości.

Z informacji przekazanej przez prokuraturę wynika, że w zapowiadanym akie oskarżenia zarzucono oskarżonym popełnienie 37 przestępstw, w tym korupcji. Z ustaleń śledczych wynika, że urzędnicy warszawskiego ratusza przyjęli łapówki w kwocie ponad 2 mln zł, a szkoda wyrządzona w związku z przestępczym procederem przekracza 90 mln zł.

Podczas konferencji prasowej Zbigniew Ziobro, przekazał, że „jutro (wtorek – PAP) wpływa do sądu kolejny akt oskarżenia w sprawie nieruchomości warszawskich i oszustw związanych z działalnością grup przestępczych, które grabiły Warszawę z nieruchomości”.

Z kolei prokurator Michał Ostrowski podkreślił, że akt oskarżenia, który zostanie skierowany do sądu przez Prokuraturę Regionalną we Wrocławiu we wtorek, będzie już siódmym aktem oskarżenia w zakresie tzw. afery reprywatyzacyjnej w Warszawie. „Akt oskarżenia dotyczy 13 oskarżonych. Łącznie zarzucono im 37 przestępstw, w tym przestępstw korupcyjnych, gdzie kwota korzyści majątkowych przyjętych przez urzędników Urzędu m. st. Warszawy przekracza dwa miliony zł” – zaznaczył prok. Ostrowski.

Jak dodał, łączna szkoda wyrządzona w zakresie tego aktu oskarżenia przekracza 90 mln zł.

Prokurator przekazał przy tym, że w ramach tego aktu oskarżenia oskarżonych zostanie sześciu urzędników warszawskiego ratusza, czterech radców prawnych, jeden notariusz i dwóch handlarzy roszczeń.

– Kolejny akt oskarżenia wobec 13 osób w związku z reprywatyzacją w Warszawie to dowód na patologię, jaka miała miejsce w urzędzie miasta; za błędnymi decyzjami często szły wręczane korzyści majątkowe, łącznie mówimy o ponad 45 mln zł – powiedział wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta.

Kaleta, który jest też przewodniczącym komisji weryfikacyjnej, powiedział podczas konferencji we wtorek, że zapowiedziany akt oskarżenia wobec 13 osób w związku z reprywatyzacją „to kolejny dowód na to, jaka patologia miała miejsce w urzędzie m.st. Warszawy”.

Zaznaczył, że komisja weryfikacyjna zajmowała się wieloma adresami, które są objęte aktem oskarżenia. „Wskazywaliśmy na szereg wątpliwości towarzyszących wydawaniu decyzji reprywatyzacyjnych, również oskarżeni w tej sprawie zeznawali przed komisją i w wielu sprawach komisja poczyniła szereg ustaleń, we współpracy z prokuraturą udało się zbudować pełny obraz tej patologii” – powiedział Kaleta.

Mówił, że za błędnymi decyzjami reprywatyzacyjnymi „bardzo często szły wręczane korzyści majątkowe urzędnikom m.st. Warszawy w niebagatelnych kwotach”. „Łącznie mówimy o korzyściach majątkowych obecnie powyżej 45 mln zł” – powiedział Kaleta.

Przypomniał, że we wtorek zaproponuje komisji weryfikacyjnej treść raportu z ponad dwuletniej pracy.
Źródło info i foto: gazetaprawna.pl