Tychy: Jest akt oskarżenia przeciwko policjantowi, który miał zgwałcić 6-letnie dziecko

Prokuratura Rejonowa w Tychach skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko policjantowi, który miał zgwałcić 6-letnią koleżankę swojej córki. Jej matka milczała, bo mężczyzna groził, że zabije dziewczynkę.

Mężczyzna usłyszał zarzuty zgwałcenia 6-latki oraz dopuszczenia się wobec niej „innej czynności seksualnej” oraz doprowadzenia jej do takiej czynności. Kolejne zarzuty, które mu postawiono, dotyczą pokazywania jej pornografii i grożenia pozbawieniem życia lub zdrowia.

Policjant miał wykorzystywać 6-latkę, gdy przychodziła na noc do jego córki. Z ustaleń śledczych wynika, że groził jej śmiercią, jeśli powie komukolwiek o tym, co z nią robi. Matka dziewczynki dowiedziała się o wszystkim ale milczała, bojąc się, że mężczyzna spełni swoje groźby.

Gdy sprawa wyszła na jaw, 6-latkę przesłuchano w obecności biegłego psychologa. Ekspert uznał, że jej słowa są wiarygodne. Mężczyzna trafił do aresztu. Wcześniej pracował w jaworznickiej drogówce. Jest już bezrobotny.
Źródło info i foto: wp.pl

Alex Salmond, były pierwszy minister Szkocji trafił do aresztu

64-letni były pierwszy minister (szef autonomicznego rządu) Szkocji Alex Salmond został aresztowany przez policję. Ma to związek z zarzutami, których na razie nie ujawniono. Salmond ma od razu stanąć przed sądem w Edynburgu – podały brytyjskie media.

Według mediów Salmond najprawdopodobniej nie przebywa w areszcie.

Dwa tygodnie temu wygrał on sądowy spór ze szkockim rządem, który w styczniu zeszłego roku wszczął przeciwko niemu dochodzenie w związku z podejrzeniem molestowania dwóch kobiet w 2013 r. W tym czasie pełnił funkcję pierwszego ministra.

Sąd oddalił ten zarzut, bowiem zeznano, że na kilka tygodni przed złożeniem zawiadomienia o przestępstwie obie kobiety rozmawiały z rządowym śledczym.

Zdaniem sądu postępowanie przeciwko Salmondowi było nielegalne i „nacechowane wyraźną stronniczością”.

Salmond nie zajmuje obecnie żadnego stanowiska publicznego po tym, jak w przedterminowych wyborach parlamentarnych z 2017 r. stracił swój mandat w brytyjskiej Izbie Gmin. Ostatnio prowadził cotygodniowy program w prokremlowskiej rosyjskiej telewizji RT.
Źródło info i foto: TVP.info

Zatrzymano 30-latka, który groził prezydentowi Włocławka. Grozi mu do 3 lat więzienia

Mężczyzna usłyszał zarzuty kierowania gróźb karalnych wobec prezydenta, nakłaniania do popełnienia zbrodni i podszywania się pod inną osobę w internecie. Grozi mu kara 3 lat pozbawienia wolności. To nie jedyne zatrzymania związane z kierowaniem gróźb karalnych pod adresem włodarzy miast w Kujawsko-pomorskiem.

W ostatnim tygodniu incydentów związanych z kierowaniem gróźb pod adresem włodarzy miast w województwie kujawsko-pomorskim było przynajmniej kilka – przyznaje podinsp. Monikę Chlebicz, rzeczniczka prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy.

Grożono prezydentowi Włocławka Markowi Wojtkowskiemu oraz włodarzowi Grudziądza Maciejowi Glamowskiemu. We Włocławku i w Inowrocławiu konieczne były ewakuacje urzędów po fałszywych informacjach o podłożeniu bomby.

We Włocławku groźby kierowano na jednym z portali społecznościowych. To na nim 30-letni mężczyzna założył fałszywy profil. Sierżant Tomasz Tomaszewski z Komendy Miejskiej Policji we Włocławku poinformował, że mężczyzna został zatrzymany w piątek i usłyszał trzy zarzuty – namawiania do popełnienia zbrodni, kierowania gróźb karalnych wobec prezydenta miasta oraz wykorzystania wizerunku innej osoby do popełnienia przestępstwa.

– Grozi mu do trzech lat więzienia. Sąd zastosował wobec niego trzymiesięczny areszt – poinformował w sobotę Tomaszewski.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Proboszcz, wikary i gosposia z zarzutami. Grozi im do 3 lat więzienia

Były proboszcz Grzegorz K., wikary Dariusz N. oraz ich gosposia Daria P. usłyszeli zarzuty udziału w bójce. Grozi im nawet do 3 lat pozbawienia wolności. Wikary usłyszał dodatkowo zarzut kierowania gróźb karalnych. Grozi mu za to do 2 lat więzienia, jednak ma być to tematem odrębnego postępowania – podaje „Wyborcza Kielce”.

Zarzuty są wynikiem śledztwa w sprawie awantury na plebanii w Mnichowie, do której doszło w czerwcu 2018 r. Mieszkańcy zarzucili wówczas proboszczowi bicie wikariusza i zmusili go do opuszczenia budynku parafii. Twierdzili, że kapłan już od dłuższego czasu stosował przemoc wobec swojego 30-letniego podopiecznego. Proboszcz przedstawił jednak zupełnie inną wersję wydarzeń. Twierdził, że to on jest ofiarą przemocy. Mówił, że wikary zaczął go bić, bo ten zwrócił mu uwagę z powodu niestosownego zachowania.

Po awanturze proboszcz Grzegorz K. został odwołany i do dziś nie dostał przydziału do żadnej parafii. Wikary Dariusz N. został natomiast przeniesiony.
Źródło info i foto: o2.pl

Są zarzuty po śmierci nastolatek w koszalińskim escape roomie

Za umyślne stworzenie niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślne doprowadzenie do śmierci osób, które zginęły w pożarze odpowie mężczyzna zatrzymany po śmierci w tzw. escape roomie pięciu nastolatek z Koszalina – poinformowała prokuratura. Briefing prasowy rzecznika Prokuratury Okręgowej w Koszalinie odbył się w niedzielę wieczorem i miał związek z piątkowym pożarem. Tam w tzw. escape roomie zginęło pięć dziewcząt. Jeden mężczyzna jest ciężko poparzony.

– Zatrzymanym mężczyzną jest Miłosz S., któremu ogłaszany jest zarzut, że w sposób umyślny doprowadził do tego, że stworzone zostało niebezpieczeństwo wybuchu pożaru w obiekcie, gdzie znajdował się escape room i w taki sposób, nieumyślnie już z kolei, doprowadził do śmierci osób, które zginęły w pożarze, jaki w tym budynku wybuchł w dniu 4 stycznia tego roku – poinformował w niedzielę po godz. 19. rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski.

– Mamy jako podstawę tego zarzutu stwierdzenie, że pan podejrzany był osobą faktycznie wykonującą czynności w ramach działalności gospodarczej, którą zgłosiła do ewidencji jego najbliższa krewna i był osobą, która przygotowywała wyposażenie pomieszczeń w tych różnego rodzaju pokojach zagadek. Nie zwrócił uwagi na to, że nie ma tam właściwego ogrzewania tych obiektów, i że nie ma tam przede wszystkim dróg ewakuacyjnych, które w razie jakiegoś niebezpieczeństwa pozwalałaby uczestnikom opuszczać pomieszczenie rozrywki – dodał.

W niedzielę lekarze zgodzili się na przesłuchanie 25-letniego pracownika escape roomu, który został poważnie poparzony. W piątek został on wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej.

Zginęły w trakcie urodzin

Już w piątek przesłuchano wstępnie właścicielkę budynku, w którym znajdował się escape room oraz najemcę pomieszczeń. Policja pod nadzorem prokuratury prowadzi czynności, by ustalić również, jak dokładnie zaprószono ogień i dlaczego przebywające w escape roomie nastolatki nie mogły się z niego wydostać.

Trwają także ustalenia, która firma dostarczała gaz do obiektu, bo rozszczelnienie butli gazowej miało być przyczyną pożaru. Biegli swoje ostateczne opinie sformułują za kilka dni. W piątek utworzony został zespół śledczy, kilku prokuratorów wykonuje czynności procesowe w tej sprawie. W obiekcie znajdował się monitoring, który prokuratura także stara się odczytać. Podczas niedzielnej konferencji prasowej z premierem Mateuszem Morawieckim i ministrem spraw wewnętrznych i administracji Joachimem Brudzińskim, komendant główny policji gen. insp. Jarosław Szymczyk podkreślił, że nad sprawą będą pracować najbardziej doświadczeni funkcjonariusze pionów operacyjnych i dochodzeniowo-śledczych Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. Wstępnie biegli ustalili, że wszystkie pięć nastolatek zmarło w wyniku zatrucia czadem.

Pożar wybuchł nagle w piątek około godz. 17 w lokalu przy ul. Piłsudskiego 88 w Koszalinie. Ogień pojawił się w pomieszczeniu obok tego, w którym odbywała się zabawa urodzinowa, w której brały udział 15-latki i szybko się rozprzestrzenił. – Z wstępnych ustaleń wynika, że przyczyną było rozszczelnienie butli gazowej – informował w sobotę prokurator Gąsiorowski.

W niedzielę w całym mieście ogłoszono żałobę.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Były szef KNF w rękach CBA

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego. – Mężczyzna trafi do prokuratury w Katowicach, gdzie usłyszy zarzuty korupcyjne – poinformował Temisitokles Brodowski z wydziału komunikacji społecznej Biura.

– Dzięki intensywnej pracy agentów CBA w ubiegłym tygodniu, w tym przeszukaniom prowadzonym przez funkcjonariuszy Biura, przesłuchaniom świadków, zabezpieczeniu dokumentacji, a także sprzętu elektronicznego oraz nośników danych udało się w szybkim tempie dokonać zatrzymania Marka Ch. w celu postawienia mu zarzutów – oświadczył dziś rano Brodowski. Działania te są wynikiem afery KNF, której początek dała publikacja dziennikarzy „Gazety Wyborczej”. Według śledczych ekspertyza wykonana przez ABW miała kluczowe znaczenie dla oceny prawno-karnej materiału przekazanego przez Czarneckiego.

Śledztwo ws. afery KNF nadzoruje śląski wydział zamiejscowy departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej, który przekazał je do prowadzenia CBA.

Afera KNF

„Gazeta Wyborcza” informowała 13 listopada, że w marcu 2018 r. ówczesny przewodniczący KNF zaoferował Leszkowi Czarneckiemu przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za około 40 mln zł – miało to być wynagrodzenie dla wskazanego przez szefa KNF prawnika. Brytyjski „Financial Times”, pisząc o sprawie, podawał z kolei 13,6 miliona. Po artykule w „GW” Chrzanowski złożył dymisję, a premier ją przyjął.

Śledztwo w tej sprawie wszczęto 14 listopada. Jako wstępną kwalifikację prawną przyjęto z art. 231 par. 2 Kodeksu karnego – przekroczenie przez funkcjonariusza publicznego uprawnień celem osiągnięcia korzyści majątkowej przez osobę trzecią. Śledztwo prowadzi śląski wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej, zostało ono powierzone do prowadzenia przez CBA.

Funkcjonariusze Biura 14 listopada przeszukali siedzibę KNF, a także miejsca zamieszkania Marka Chrzanowskiego. Agenci zabezpieczyli wtedy dokumentację, a także sprzęt elektroniczny i nośniki elektroniczne, których używał b. przewodniczący KNF. W śledztwie zabezpieczono też dokumenty: protokoły i nagrania posiedzeń KNF dotyczące sprawy.

– Samo złożenie oferty zatrudnienia konkretnego człowieka można uznać za korupcję (…) Wskazanie jednego procenta to tylko jej dopełnienie – komentował sprawę pełnomocnik Czarneckiego, Roman Giertych. – Przestępstwo korupcyjne nie wymaga określenia konkretnej wartości – podkreślał. Odniósł się w ten sposób do „relacji medialnych”, według których wartość 1 proc. wartości banku była zapisana na kartce, ale nie pojawia się ona w rozmowach.

– Nawet gdyby ten jeden procent nie padł, to i tak korupcja byłaby ewidentna (…) Ale skoro ta wartość padła, to możemy mówić o dopełnieniu oferty korupcyjnej – wskazywał Giertych.

Zobacz także – KNF: informacje, które pojawiły się w „GW”, są nieprawdziwe

W sprawie afery KNF po pierwszej publikacji „Gazety Wyborczej” pojawiały się kolejne doniesienia mediów na jej temat. „Rzeczpospolita” 23 listopada informowała, że „Chrzanowski za pomocą nieznanych w Polsce obligacji hybrydowych miał podeprzeć ofertę korupcyjną dla Leszka Czarneckiego. To za ich wprowadzenie mógł zażądać 1 proc. skapitalizowanej wartości banku biznesmena”.
Źródło info i foto: onet.pl

Podejrzenie korupcji w instytucji wojskowej. Zarzuty dla 6 osób

Żandarmeria Wojskowa zatrzymała czterech przedsiębiorców i dwoje pracowników Stołecznego Zarządu Infrastruktury. Są podejrzani o zlecanie prac remontowych konkretnym firmom za łapówki, w tym za alkohol i zagraniczne wjazdy. Usłyszeli zarzuty.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Wydział Wojskowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie i Mazowiecki Oddział Żandarmerii Wojskowej. Dotyczy ono udzielania i przyjmowania w latach 2016-2017 łapówek w zamian za zlecanie prac remontowych i budowlanych konkretnym przedsiębiorcom. Jak poinformował rzecznik prokuratury prok. Łukasz Łapczyński, do zatrzymań doszło 20 listopada rano.

Zatrzymana została Dorota D., starszy inspektor Wydziału Eksploatacji Nieruchomości, odpowiedzialna za przeglądy i odbiory techniczne budynków, których budowę lub remont zlecał jej kolega z wydziału, a prywatnie także partner – Dariusz J. Kobieta akceptowała przeprowadzone przez niego odbiory techniczne, co natychmiast uruchamiało wypłatę pieniędzy dla przedsiębiorców. Dariusz J. również został we wtorek ujęty przez funkcjonariuszy żandarmerii.

– Oboje usłyszeli zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych w postaci pokrycia kosztów pobytów w ośrodku narciarskim w Austrii oraz imprez z nimi związanych. W zamian za to z pominięciem procedur udzielili zamówienia publicznego polegającego na pracach remontowych na terenie 10 Pułku Samochodowego w Warszawie – powiedział prok. Łapczyński.

Dodał, że zarzuty obejmują także obietnicę dalszych zamówień publicznych na roboty remontowe i budowlane w kompleksach wojskowych, którymi zarządza Stołeczny Zarząd Infrastruktury.

4 tys. zł i urlop w Wiedniu

Dariusz J. (emeryt wojskowy) ma także zarzut przyjęcia 1100 złotych łapówki i alkoholu w zamian za zlecenie prac budowlanych konkretnej firmie. Miał także pomóc swojej partnerce, biorąc w jej imieniu 3 tysiące złotych łapówki. Według prokuratury J. zgodził się także przyjąć od jednego z budowlańców tzw. korzyść osobistą, w formie pokrycia wyjazdu na urlop w Wiedniu.

58-letniemu J. zarzucono również poświadczanie nieprawdy w protokołach przeglądu technicznego, a także w protokołach odbioru remontowanych budynków wojskowych w Radomiu i w Warszawie. Śledczy ustalili, że podpisywał takie dokumenty, nie będąc na miejscu i przed faktycznym zakończeniem inwestycji.

Zarzuty udzielania łapówek usłyszeli czterej pracownicy firm z Warszawy, Legionowa i z Zamościa. Prokurator skierował do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie Dariusza J. W czwartek sąd przychylił się do wniosku. Prokuratura obawiała się, że główny podejrzany i – jak wynika ze wstępnych ustaleń – inicjator przestępstw, będzie próbował mataczyć w śledztwie, nakłaniając inne osoby do zmiany zeznań.

„Ustalanie rzeczywistej skali procederu”

Jak powiedział prok. Łapczyński, postępowanie jest w początkowej fazie i „trwa ustalanie rzeczywistej skali procederu”. Pozostałych podejrzanych prokurator objął policyjnym dozorem. Musieli też wpłacić poręczenia majątkowe w kwotach od 10 do 20 tysięcy złotych. Ponadto Dorota D. została zawieszona w czynnościach służbowych.

Stołeczny Zarząd Infrastruktury jest „stacjonarną jednostką wykonawczą Szefa Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, powołaną do zarządzania nieruchomościami Skarbu Państwa, będącymi w trwałym zarządzie lub znajdującymi się we władaniu MON”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Bydgoszcz: Operator filmowy Matthew L. z zarzutami naruszenia nietykalności cielesnej

– Prokurator przedstawił operatorowi filmowemu Matthew L. zarzuty m.in. naruszenia nietykalności cielesnej policjantów i ratownika medycznego – powiedziała PAP rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy Agnieszka Adamska-Okońska. Trwają czynności z udziałem gościa odbywającego się w Festiwalu Filmowego Camerimage. Bydgoska prokuratura złożyła w środę do sądu wniosek o zastosowanie trzech miesięcy aresztu.

– Prokurator uznał, że okoliczności tego zdarzenia uzasadniają skierowanie do sądu takiego wniosku, o tego rodzaju środek zapobiegawczy. Mężczyzna złożył wyjaśnienia w tej sprawie, ale nie udzielamy w tej chwili szczegółowych informacji z trwającego postępowania – podkreśliła Adamska-Okońska.

Sąd zajmie się tym wnioskiem w czwartek przed południem. Znany operator jest gościem odbywającego się w Bydgoszczy Festiwalu Filmowego Camerimage.

– Prokurator przedstawił temu mężczyźnie dwa zarzuty. Jeden dotyczy jego zachowania względem ratowników medycznych – polegającego na naruszeniu nietykalności, spowodowaniu obrażeń ciała i znieważeniu. Nietykalność i spowodowanie obrażeń ciała dotyczą jednego z ratowników, a znieważanie obu. Drugi zarzut dotyczy naruszenia nietykalności cielesnej oraz znieważenia funkcjonariuszy policji – wskazała Adamska-Okońska.

Wcześniej mężczyzna usłyszał zarzuty podczas czynności przeprowadzanych przez policjantów. Za naruszenie nietykalności funkcjonariusza publicznego na służbie grozi do 3 lat więzienia. W prokuraturze trwają czynności z jego udziałem. Nie ma jeszcze decyzji co do ewentualnego środka zapobiegawczego.

50-letni amerykański operator został zatrzymany we wtorek, m.in. po naruszeniu nietykalności policjantów. To Matthew L. – nominowany do Oscara za „Czarnego łabędzia”.

– O piątej rano mieliśmy zgłoszenie dotyczące awantury w jednym z bydgoskich hoteli, którą miał wszcząć 50-letni obywatel USA z ratownikami medycznymi. Po przyjechaniu na miejsce mężczyzna szarpał się z ratownikami i nie reagował na polecenia policjantów. Sam miał obrażenia twarzy. Jego agresja skierowała się w stronę policjantów, którym naubliżał i naruszył ich nietykalność cielesną – powiedziała PAP we wtorek rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy podinsp. Monika Chlebicz.

Później operator został przewieziony do szpitala z uwagi na jego stan zdrowia. – Po licznych konsultacjach trafił do policyjnej izby zatrzymań. Jutro planowane jest wykonanie z nim czynności procesowych, gdyż policjanci złożyli zawiadomienie o znieważeniu i naruszeniu ich nietykalności cielesnej – podkreśliła Chlebicz. Dodała, że mężczyzna był mocno nietrzeźwy. Po południu we wtorek zrobili to również ratownicy medyczni.
Źródło info i foto: onet.pl

Kusili ludzi ofertami pracy w Szwecji. Trzy osoby z Pomorza z zarzutami handlu ludźmi

Mężczyzna i dwie kobiety z Pomorza z zarzutami w sprawie handlu ludźmi i prania brudnych pieniędzy. Chodzi o co najmniej 4,5 mln złotych i nawet pół tysiąca pracowników, którzy zmuszani byli do niewolniczej pracy.

Zatrzymany w tej sprawie mężczyzna od 2016 roku werbować miał do pracy w Szwecji i Polsce obywateli Gruzji, Mołdawii, Ukrainy i Białorusi. Ogłoszenie umieszczane były na polskich oraz ukraińskich serwisach, dotyczyły głównie branży budowlanej.

Po sprowadzeniu do Polski zwerbowane osoby były kierowane do prac budowlanych. Części z nich zabierano paszporty. Zarówno na terenie Polski, jak i Szwecji nie miały zapewnionych godnych warunków zamieszkania. Pracowały bez formalnych warunków zatrudnienia. Wynagrodzenie nie było wypłacane, a jeżeli było to w kwotach nie wystarczających na zaspokojenie potrzeb życiowych. Pracownikom potrącano za mieszkanie, rzekome ubezpieczenie, odzież roboczą. W celu zmuszenia do wykonywania poleceń, stosowano groźby kar finansowych, wydaleniem z kraju, a w razie ucieczki, odnalezieniem ich oraz ich rodzin – informuje Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, która nadzorowała śledztwo prowadzone w tej sprawie przez Morski Oddział Straży Granicznej.

To właśnie pogranicznicy w październiku ubiegłego roku wpadli na trop tej grupy. W firmie należącej do zatrzymanego mężczyzny, działającej w okolicy Wejherowa, prowadzili wtedy kontrolę związaną z zatrudnianiem cudzoziemców.

Z pracownikami nie podpisywano umów lub sporządzano je w języku dla nich niezrozumiałym, zabierano im paszporty, umowy, oświadczenia o pracy. Gdy upominali się o zapłatę, grożono im deportacją lub fałszywie oskarżano o kradzież, wysyłając zawiadomienia do organów ścigania. Z ustaleń śledczych wynika, że 42-latek organizował obowiązkowe odprawy pracownicze, na których zastraszał pracowników, poniżał ich, ubliżał, a nawet bił. Często wykorzystywał też krytyczne położenie przyjezdnych, którzy nie mieli już własnych środków do życia i musieli polegać wyłącznie na wynagrodzeniu, jakie miała wypłacać firma 42-latka. Wstępnie szacuje się, że sprawcy mogli wykorzystać do pracy przymusowej przeszło 540 osób – opisuje proceder Andrzej Juźwiak, rzecznik prasowy Komendanta Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku.

Pieniądze za pracę wykorzystywanych ludzi zatrzymany mężczyzna dostawał od wielu firm. W trakcie śledztwa ustalono, że były one przelewane na konta dwóch kobiet, a potem wielokrotnie transferowane między różnymi rachunkami. Według prokuratury w ten sposób wyprano co najmniej 4,5 miliona złotych.

Mężczyźnie prokurator zarzucił popełnienie przestępstwa handlu ludźmi. Przestępstwo to jest zbrodnią, zagrożoną karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 3 lata. Zatrzymanym kobietom prokurator zarzucił popełnienie przestępstwa prania brudnych pieniędzy. To przestępstwo zagrożone jest karą pozbawienia wolności od roku do lat 10. Wobec kobiet prokurator zastosował środki wolnościowe w postaci poręczenia majątkowego w kwotach 200000 oraz 100000 złotych, dozoru policji połączonego z zakazem kontaktowania się z pokrzywdzonymi oraz zakazem opuszczania kraju – mówi Grażyna Wawryniuk. Śledczy w tej sprawie chcieli także tymczasowego aresztowania mężczyzny podejrzanego o handlu ludźmi. Sąd zgodził się na takie rozwiązanie i na trzy miesiące aresztował 42-latka.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: 44 zarzuty dla sprawcy masakry w synagodze

Sprawcy sobotniej strzelaniny w synagodze w Pittsburghu, w której zginęło 11 osób, postawiono 44 zarzuty – poinformowała prokuratura federalna USA. W środę sformułowany został akt oskarżenia wobec 46-letniego Roberta Bowersa.

Poprzednio prokuratura informowała o 29 zarzutach, w tym przestępstwa z nienawiści, m.in. na tle religijnym, przestępstwa z użyciem broni palnej, ataku na funkcjonariuszy policji i wiele innych. Za część z nich grozi kara śmierci.

W czwartek odbędzie się druga rozprawa Bowersa. Pierwsza odbyła się w poniedziałek, a sprawca strzelaniny pojawił się na niej w wózku inwalidzkim. Obecnie przebywa w areszcie bez możliwości wniesienia kaucji.

W przeddzień drugiej rozprawy, po upublicznieniu aktu oskarżenia, prokurator federalny Scott Brady powiedział: „Dziś rozpoczyna się proces poszukiwania sprawiedliwości dla ofiar tych nienawistnych czynów”.

„Najbardziej śmiercionośny atak w historii USA”

W sobotnim ataku na synagogę śmierć poniosło 11 osób, a sześć zostało rannych, w tym czterech policjantów. Sprawca tragedii, uzbrojony w cztery sztuki broni, wszedł do synagogi Drzewo Życia podczas uroczystości nadania dziecku imienia i otworzył ogień do wiernych.

Według Ligi Przeciwko Zniesławieniu (Anti-Defamation League) strzelanina w Pittsburghu „jest prawdopodobnie najbardziej śmiercionośnym atakiem na społeczność żydowską w historii Stanów Zjednoczonych”.

W środę rozpoczęły się pogrzeby ofiar strzelaniny. Pochowano trzy osoby. Pozostałe zostaną pochowane do końca tygodnia
Źródło info i foto: polsatnews.pl