41-letni mężczyzna ze Szczekocin zgwałcił córkę i jej koleżankę. Ofiar było więcej?

Aż pięć zarzutów usłyszał 41-letni mężczyzna ze Szczekocin, który miał dopuścić się gwałtu na swojej córce i jej koleżance. Dziewczynki nie mają jeszcze 15 lat. Nie wyklucza się, że ofiar może być więcej. Do przestępstw miało dochodzić między 2015 a 2020 rokiem.

Mężczyzna został aresztowany i postawiono mu pięć zarzutów. Jak przekazał „Dziennikowi Zachodniemu” rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Piotr Wróblewski, pierwszy zarzut to doprowadzenie za pomocą przemocy małoletniej córki do obcowania płciowego. Drugi z nich to doprowadzenie za pomocą przemocy innej małoletniej dziewczynki do obcowania płciowego. Kolejne to znęcanie się nad żoną i córką oraz groźby wobec córki.

41-latek miał też grozić dziewczynce, że ją zabije, gdy powie o tym, co się stało. Wobec mężczyzny zastosowano trzymiesięczny areszt. Jak informuje „Super Express”, zawiadomienie złożyła dyrekcja szkoły, do której chodziła córka mężczyzny. Jak czytamy na stronie „Dziennika Zachodniego”, nie wykluczone, że ofiar mogło być więcej.
Źródło info i foto: wp.pl

Katowice: 34-latek podejrzany o zgwałcenie dwóch córek swojej partnerki

Katowicka policja zatrzymała 34-letniego mężczyznę, podejrzanego o zgwałcenie dwóch córek swojej partnerki. Sąd zdecydował już o jego aresztowaniu. O podejrzeniu seksualnego wykorzystywania dziewczynek policję zawiadomiła matka – była partnerka podejrzanego. Kobieta nabrała podejrzeń po tym, jak przeczytała esemesy, jakie mężczyzna wysyłał do jednej z jej córek.

Z ustaleń policjantów wynika, że 34-letni mężczyzna przez cztery lata miał się dopuszczać wielokrotnie aktów pedofilii wobec córek swojej ówczesnej partnerki. Został zatrzymany w swoim domu. Był zaskoczony wizytą funkcjonariuszy.

Policjanci znaleźli w jego mieszkaniu narkotyki.

Zebrany materiał dowodowy pozwolił przedstawić mu łącznie pięć zarzutów: dwa dotyczą zgwałcenia osoby małoletniej poniżej lat 15 w czynie ciągłym z jednoczesnym znęcaniem się nad ofiarą, kolejne dwa – prezentowania treści pornograficznych osobie małoletniej w czynie ciągłym oraz ostatni – posiadania znacznej ilości narkotyków.

34-latek został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy. Grozi mu do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Notariusze i gangsterzy z mafii mieszkaniowej odpowiedzą przed sąd

Jan S., notariusz z Gdańska, mimo postawionych mu zarzutów wciąż przyjmuje klientów w swojej kancelarii położonej w prestiżowej części miasta. A za oszustwa, przez które ludzie tracili dach nad głową, grozi mu do 10 lat więzienia!

Prokuratura w Gdańsku właśnie zakończyła śledztwo w głośnej sprawie tzw. mafii mieszkaniowej. Przed sądem odpowie siedem osób – trzech notariuszy i czterech członków gangu, którzy szukali ludzi w trudnej sytuacji finansowej i namawiali ich na wzięcie pożyczki pod zastaw mieszkania. Nieuczciwi notariusze konstruowali umowy w taki sposób, by pożyczonych pieniędzy nie dało się zwrócić. W ten sposób gang oszukał 50 osób z całej Polski. Przejęte przez przestępców lokale były warte 10 mln zł!

Jak to możliwe, że notariusz Jan S. wciąż pracuje? Choć śledczy zakazali jemu i jego kolegom po fachu wykonywania zawodu, to sąd w 2018 r. pozwolił im wznowić działalność.

– Jeśli sąd uchylił środek zapobiegawczy w postaci zawieszenia wykonywania zawodu przez notariuszy, mogą oni prowadzić działalność i nie łamią przy tym żadnych przepisów – potwierdza specjalista prawa karnego Piotr Kruszyński

– Dziwi mnie wiązanie notariuszy zamieszanych w tę sprawę ze strukturami mafijnymi. Podobne działania prowadzi połowa notariuszy w Polsce – mówił w 2018 r. w rozmowie z Faktem Jan S. Teraz, gdy wisi nad nim widmo długoletniej odsiadki, jest zdecydowanie mniej rozmowny. – Nie będę z państwem rozmawiał, proszę wyjść – uciął rozmowę z naszymi dziennikarzami, którzy odwiedzili go w kancelarii.

Wszystkim notariuszom zamieszanym w sprawę grozi do 10 lat więzienia. Reszta oskarżonych może usłyszeć wyrok nawet 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Gdańsk: Zabójstwo w szpitalu na Zaspie. Sprawca usłyszał zarzuty

Krzysztof Sz., który w szpitalu na Zaspie zaatakował 93-letniego pacjenta i pielęgniarkę, usłyszał zarzuty. Mężczyzna będzie odpowiadał za zabójstwo oraz spowodowanie obrażeń ciała.

Prokurator skierował do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie 61-latka. Wcześniej przedstawił 61-letniemu Krzysztofowi Sz. zarzut zabójstwa 93-letniego pacjenta z zamiarem bezpośrednim oraz spowodowania obrażeń ciała u pielęgniarki.

93-latek doznał licznych obrażeń w postaci stłuczenia powłok twarzy i głowy oraz złamań kości twarzoczaszki. Ze wstępnej opinii po przeprowadzonej sekcji zwłok wynika, że bezpośrednią przyczyną jego śmieci było uduszenie krwią spływającą do dróg oddechowych z doznanych obrażeń – rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk.

Krzysztof Sz. nie przyznał się do winy. Jak powiedziała PAP Wawryniuk, w trakcie przesłuchania zasłaniał się niepamięcią. Za zabójstwo grozi mu od 8 do 25 lat więzienia lub kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Mężczyźni nie znali się

Śledczy ustalają, dlaczego mężczyzna, który w nocy z czwartku na piątek zaatakował 93-latka i pielęgniarkę w Szpitalu św. Wojciecha na Zaspie w Gdańsku w czwartek wieczorem trafił na oddział wewnętrzny. Sprawca przebywał na sali razem ze swoją ofiarą zaledwie kilka godzin. Mężczyźni nie znali się.

Pacjent trafił do szpitala karetką specjalistyczną z zespołem, ale nie z powodów psychiatrycznych. Nie było podstaw, aby nie przyjąć go na SOR z chorobą, którą się pojawił. Byliśmy w stanie mu pomóc. Po dwóch dniach przeniesiono go na oddział chorób wewnętrznych, ponieważ nie mieliśmy wolnych miejsc na oddziale internistycznym – powiedziała w rozmowie z PAP rzecznik szpitali Copernicus Katarzyna Brożek.

Jak informują pacjenci szpitala 61-latek miał wcześniej zachowywać się agresywnie.

9 stycznia faktycznie pacjent był pobudzony. Otrzymał on środki uspokajające, po których zasnął i uspokoił się. Po kolejnej kontroli lekarza, który przebadał mężczyznę i przeprowadził z nim wywiad nie było podstaw do tego, aby podać mu kolejne lekarstwa lub przenieść go na inny oddział i poddać konsultacji z psychiatrą – wyjaśniła Brożek.

Śledczy sprawdzają również, czy nadzór nad pacjentami szpitala był prawidłowy.

Dochowaliśmy wszelkich standardów zabezpieczenia – podkreśliła Brożek. Przekazaliśmy materiał dowodowy organom ścigania. Zaraz po zdarzeniu pacjentom, pracownikom oraz rodzinie ofiary zapewniliśmy opiekę psychologiczną. Zespół psychologów przyjechał do szpitala, każdy mógł skorzystać z pomocy – dodała.

Zadał ofierze ciosy w głowę

Do tragedii doszło w nocy z czwartku na piątek około godz. 3 na oddziale wewnętrznym Szpitala św. Wojciecha na Zaspie. Jeden z pacjentów, 61-letni mieszkaniec Sopotu, zaatakował przebywającego z nim na sali 93-latka. Napastnik zadał ofierze szereg ciosów w głowę.

Jak powiedziała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk, wszystko wskazuje na to, że mężczyzna napadł na 93-latka wykorzystując znajdujący się w sali sprzęt medyczny. Najprawdopodobniej chodzi o stojak do kroplówki. Sprzęt został zabezpieczony przez śledczych – dodała Wawryniuk.

Uciekając 61-latek zaatakował również na pielęgniarkę, która odnalazła ciało zamordowanego pacjenta. Została złapana za szyję, prawdopodobnie sprawca próbował ją udusić, ale na miejsce przybiegła druga pielęgniarka i wtedy mężczyzna uciekł z sali – relacjonował w piątek prezes spółki Copernicus Podmiot Leczniczy Dariusz Kostrzewa.

Kobieta przebywa w domu i jest pod opieką psychologa. Została przebadana przez lekarzy, fizycznie wszystko jest w porządku, ale psychicznie jeszcze długo będzie do siebie do chodziła – powiedziała Brożek. Policjanci zatrzymali podejrzewanego o zabójstwo mężczyznę na jednym z przystanków autobusowych. Na miejscu tragedii zabezpieczono ślady i przesłuchano świadków.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Biznesmen Zbigniew S. ponownie zatrzymany

Zbigniew S, który publicznie groził ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze i jego rodzinie, został zatrzymany przez kieleckich policjantów. Prokuratura postanowiła o zmianie i uzupełnieniu zarzutów, które zostaną mu przedstawione.

Zbigniewowi S. postawiony zostanie zarzut popełnienia przestępstwa, w związku z wydarzeniami, do których doszło 15 października 2019 r. w Warszawie, w budynku Ministerstwa Sprawiedliwości. Według prokuratury podczas wizyty w siedzibie ministerstwa Zbigniew S. użył groźby pozbawienia „życia matki oraz dziecka ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry”. Groźby te powtórzył następnie w nagranym materiale audio–wideo upublicznionym w internecie.

„Miały one na celu wymuszenie na prokuratorze generalnym podjęcia działań zmierzających do polecenia prokuratorom i funkcjonariuszom organów ścigania zaniechania czynności służbowych związanych z prowadzeniem postępowań przeciwko członkom rodziny Zbigniewa S.” – czytamy w komunikacie Prokuratury Krajowej.

Świadek koronny i zdjęcia w internecie

Kolejne nowe zarzuty dotyczą także popełnienia przestępstw, których Zbigniew S. dopuścił się wspólnie i w porozumieniu ze świadkiem koronnym Piotrem K., ps. Broda. Polegały one m.in. na rozpowszechnianiu fałszywych zdjęć i informacji mających zdyskredytować i pozbawić zaufania publicznego najważniejsze w prokuraturze osoby, odpowiadające za walkę z przestępczością zorganizowaną – prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę oraz zastępcę prokuratora generalnego do spraw przestępczości zorganizowanej i korupcji Beatę Marczak.

Prokuratura zamierza też postawić w tej sprawie zarzuty Piotrowi K. W związku z innymi wcześniej popełnionymi przez niego przestępstwami, w czerwcu 2019 r. została skierowana prośba o pomoc prawną do ukraińskiej prokuratury, celem możliwości ekstradycji.

W sumie w śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Kielcach Zbigniewowi S. zostały lub zostaną postawione zarzuty popełnienia 188 przestępstw. Wśród osób pokrzywdzonych bezprawnymi groźbami lub zniewagami Zbigniewa S. są m.in. politycy, policjanci, prokuratorzy i sędziowie. Wśród nich są prezydent Andrzej Duda, a także Jarosław Kaczyński, Jacek Sasin czy Barbara Piwnik.
Źródło info i foto: onet.pl

„Król dopalaczy” z zarzutami. Jan S. usłyszał w sumie 12 zarzutów

Dwanaście zarzutów prokuratorskich usłyszał Jan S., znany również jako „król dopalaczy”. W poniedziałek w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Praga Północ przeprowadzono czynności procesowe z udziałem podejrzanego.

Jak powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa – Praga Marcin Saduś, zarzuty postawione Janowi S. dotyczą między innymi kierowania zorganizowaną grupą przestępczą zajmującą się handlem dopalaczami i narkotykami oraz ich przemytem, a także prania brudnych pieniędzy.

„Kolejnym kluczowym zarzutem, który został ogłoszony Janowi S., jest narażenie 16 tysięcy osób na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia poprzez wprowadzenie do obrotu dopalaczy charakteryzujących się szczególną szkodliwością dla zdrowia konsumentów. Z tego przestępstwa Jan S. uczynił sobie stałe źródło dochodu. Za popełnione czyny podejrzanemu grozi do 15 lat więzienia” – powiedział Marcin Saduś.

Jak poinformowała Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga, w najbliższych godzinach ma zostać skierowany wniosek do sądu o przedłużenie tymczasowego aresztu wobec Jana S. Następnie podejrzany ma być przekazany policjantom z Wrocławia, gdzie zaplanowane są czynności w ramach innego śledztwa dotyczącego podżegania przez Jana S. do zabójstwa prokuratora generalnego i innych funkcjonariuszy publicznych.
Źródło info i foto: radioszczecin.pl

Konin: Zaskakujące przypuszczenia ws. śmierci 21-latka postrzelonego przez policjanta

Śmierć 21-letniego Adama Cz. wstrząsnęła całą Polską. Chłopak zginął 14 listopada zastrzelony przez policjanta, który podejrzewał go o handel narkotykami. Funkcjonariusz, który oddał śmiertelny strzał, po zdarzeniu trafił do szpitala psychiatrycznego. Jak informuje „Głos Wielkopolski”, śledczy zadali biegłym z różnych dziedzin 38 szczegółowych pytań. Po zebraniu tych opinii funkcjonariusz może zostać przesłuchany. W całej sprawie pojawiły się szokujące przypuszczenia. Dotyczą one terminu, w którym policjant stanie przed prokuratorem. Funkcjonariusz zmienił już miejsce zamieszkania. W przeprowadzce pomogły mu Komenda Główna Policji i MSWiA.

W listopadzie na jednym z osiedli w Koninie 21-letnie Adama Cz. po krótkim pościgu został zastrzelony przez policjanta. Wiadomo, że funkcjonariusz nie oddał strzału ostrzegawczego. Chwilę po tragedii, funkcjonariusz trafił do szpitala psychiatrycznego. Jego stan był bardzo zły. Jak informuje „Głos Wielkopolski” policjant opuścił już szpital, jednak wciąż nie został przesłuchany. I prawdopodobnie… prędko nie będzie!

– W ostatnich dniach prokurator, uwzględniając zakres dotychczasowego materiału, powołał biegłych z różnych specjalizacji w celu przeprowadzenia badań daktyloskopijnych, biologicznych, fizykochemicznych, mechanoskopijnych oraz śladów drobin powystrzałowych – przekazał dziennikowi prokurator Krzysztof Bukowiecki, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Łodzi.

Policjant zostanie przesłuchany za rok?

Śledczy powołali aż 38 biegłych w tej sprawie. Do końca lutego mają oni wydać opinię w tej sprawie. Dopiero wtedy, kiedy śledczy zapoznają się z ich opiniami, funkcjonariusz zostanie przesłuchany. Jak przekazała w rozmowie z TVP Poznań, cała procedura może zająć jednak nie dwa miesiące, a nawet rok, albo i dłużej. Chodzi nie tyle o same ekspertyzy, co ich przeanalizowanie.

– W przypadku śledztwa może to być wydłużone do roku. Przepisy przewidują również, że w szczególnych wypadkach może ono zostać wydłużone na czas nieoznaczony – mówiła w rozmowie z TVP adwokat Katarzyna Zych-Wachowiak.

Policjant zmienił miejsce zamieszkania

Prokuratura przesłuchała już wszystkich świadków w tej sprawie. Niektórzy z nich, jak podaje „Głos Wielkopolski”, zostali przesłuchani dwukrotnie. Funkcjonariusz, który postrzelił 21-latka, zmienił już miejsce zamieszkania. Pomoc w zmianie nowego miejsca zaoferowała mu m.in Komenda Główna Policji i MSWiA.

Jak przebiegała interwencja w Koninie

W czwartek, 14 listopada rano Adam umówił się z 15-letnim Sebastianem pod salonem fryzjerskim przy ul. Wyszyńskiego. Miał się z nim wymienić na części do e-papierosa. Na miejsce Sebastian przyszedł ze swoim kolegą, 15-letnim Kacprem.

– Adam ciął nożyczkami celulozowy wkład do e-papierosa, później zalał liquid do atomizera. Dał mi sprawdzić, czy działa – opowiada Sebastian. W tym czasie w stronę szkoły podjechał radiowóz. Adam wziął atomizer, który przyniósł Sebastian i sprawdził go. W tym czasie radiowóz zawrócił. Wysiedli dwaj policjanci. Ten, który wcześniej siedział za kierownicą, krzyknął „stać, policja”.

– Adam rzucił butelkę z liquidem, powiedział, że zaraz wróci i zaczął uciekać – wspomina Sebastian. Adam zniknął za rogiem bloku. Za nim pobiegł policjant. Drugi został z Sebastianem i Kacprem.

– Po ok. 10 sekundach usłyszałem drugi okrzyk „stój, policja!”, później po jakiś 5 sekundach jeszcze „stój, bo strzelam” i po 3 sekundach padł strzał. Jeden strzał – podkreśla Sebastian. Policjant, który stał z 15-latkami, wezwał dodatkowy patrol. Przyjechała drogówka, później kolejne radiowozy oznakowane i nieoznakowane. Adam wykrwawił się w ciągu kilku sekund, po tym jak kula trafiła go kilka centymetrów od serca.

Śledztwo prowadzone jest w sprawie nieumyślnego przekroczenia uprawnień i nieumyślnego spowodowania śmierci. Na razie policjant nie usłyszał żadnych zarzutów.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Warszawski neonazista trafił do aresztu. Zaatakował członków Food Not Bombs

22-letni neonazista, który wraz z dwoma innymi osobami zaatakował członków Food Not Bombs, został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy. Mężczyźnie przedstawiono siedem zarzutów, w tym jeden dotyczący publicznego propagowania faszyzmu.

W niedzielę członkowie organizacji Food Not Bombs (FNB) zostali zaatakowani, gdy rozdawali przed wejściem do stacji metra Centrum posiłki potrzebującym. Na nagraniu umieszczonym na koncie FNB na Facebooku widać, jak trzech mężczyzn podchodzi do osób związanych z tą organizacją i niszczy im baner. – Oblano nas gazem, poszarpano oraz zwyzywano – podali na Facebooku działacze. Mężczyźni mieli również wznosić nazistowskie gesty i okrzyki oraz atakować przypadkowych przechodniów.

Jeszcze tego samego dnia policjanci zatrzymali w związku ze sprawą 16-letniego mężczyznę. Następnego dnia zatrzymano 22-latka. Drugiemu z mężczyzn śledczy przedstawili łącznie siedem zarzutów, w tym zarzut publicznego propagowania faszystowskiego ustroju państwa (art. 256 kk). Pozostałe zarzuty dotyczą naruszenia nietykalności cielesnej zarówno członków FNB jak i osób, które zareagowały na napaść (art. 217 a kk oraz art. 217 kk), znieważenia (art. 216 kk) oraz zmuszania pokrzywdzonych przemocą do określonego zachowania (art. 191 par. 1 kk). Jak poinformował prok. Łukasz Łapczyński, zarzuty te dotyczą popełnienia przestępstw w warunkach występku chuligańskiego. Ponadto czyny z art. 217 kk oraz 216 kk, ścigane z oskarżenia prywatnego, prokurator objął ściganiem z urzędu.

– Po wykonaniu czynności z podejrzanym prokurator skierował do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie. Posiedzenie aresztowe odbyło się dziś rano. Sąd podzielił argumentację wskazaną we wniosku prokuratora i zastosował tymczasowe aresztowanie na okres 3 miesięcy – poinformował prokurator Łapczyński. Policjanci ustalili również dane trzeciego mężczyzny biorącego udział w zajściu. Jest on nadal poszukiwany.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Strzelce Opolskie: Policjant za pieniądze przekazywał dane ofiar wypadków. Grozi mu 10 lat więzienia

Policjant Andrzej Sz. usłyszał zarzuty. Chodzi o przekazywanie danych ofiar wypadków w zamian za łapówkę. Teraz grozi mu 10 lat więzienia. Jak podaje portal nto.pl, funkcjonariusz od ponad dwóch lat przeczesywał policyjne bazy danych, by zbierać informację o ofiarach wypadków. Szukał zdarzeń nie tylko z powiatu strzeleckiego, ale także z całej Polski.

– Oskarżony pozyskał w ten sposób informacje o ok. 2100 osobach. To imiona, nazwiska, adresy, a także informacje dotyczące rodzaju obrażeń – informuje Stanisław Bar, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu.

Śledczy ustalili, że Andrzej Sz. miał przekazywać dane dwóm braciom – Rafałowi i Dariuszowi K. z Raciborza, którzy prowadzą kancelarię zajmującą się odszkodowaniami. Policjant przyjął co najmniej 2,5 tys. złotych w formie łapówki.
Źródło info i foto: wp.pl

Kamil D. został przesłuchany w prokuraturze. Trafi do aresztu?

Katowicka prokuratura chce aresztowania znanego dziennikarza Kamila D., podejrzanego o oszustwo i podrobienie weksla. Wniosek w tej sprawie jeszcze we wtorek trafi do sądu – podali śledczy po zakończonym we wtorek przesłuchaniu podejrzanego.

Z uwagi na treść wyjaśnień, które zdaniem prokuratora wymagają zweryfikowania, a również z uwagi na grożąca surową karę za czyn zarzucany podejrzanemu, który stanowi samoistną przesłankę do stosowania środków zapobiegawczych, prokurator zdecydował się skierować wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania – powiedziała dziennikarzom rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Katowicach Agnieszka Wichary.

Jak dodała, wniosek o aresztowanie na trzy miesiące ma trafić Sądu Rejonowego Katowice-Wschód jeszcze we wtorek. Sąd będzie miał dobę na jego rozpoznanie. Prokuratura nie odpowiada na pytanie, w jaki sposób D. ustosunkował się do zarzutów. Wichary nie chciała odnieść się do podanych w mediach informacji, że D. przyznał się do winy. Z uwagi na dobro śledztwa, jesteśmy przed posiedzeniem przed sądem, nie mogę tego ujawnić – oświadczyła prokurator.

Dziennikarz został zatrzymany w poniedziałek przez Centralne Biuro Śledcze Policji. Jego przesłuchanie, które rozpoczęło się w poniedziałek wieczorem, we wtorek od rana było kontynuowane. Zakończyło się późnym popołudniem, D. został wyprowadzony z gmachu prokuratury przez policjantów.

Jak w poniedziałek informowała prokuratura, stawiane D. zarzuty dotyczą podrobienia weksla i dokumentów towarzyszących zabezpieczeniu kredytu hipotecznego na blisko 3 mln zł, który został zawarty w sierpniu 2008 r. Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte w sierpniu br. z zawiadomienia poręczyciela, a także banku, który w tej sprawie również jest pokrzywdzony. Prokuratura zaznaczyła, że w ostatnich dniach wpłynęła kluczowa w tej sprawie opinia biegłego z zakresu pisma ręcznego.

Jak informowały w sierpniu br. media, w tym roku bank zwrócił się do byłej już żony dziennikarza z wezwaniem do wykupu weksla z powodu nieuiszczenia należności przez kredytobiorcę. Była żona zaprzeczyła, że złożyła swój podpis na wekslu, kwestionując autentyczność podpisu na papierze. Oświadczyła, że podpis został podrobiony, a jej nie było przy sporządzeniu tego weksla ani nigdy go nie widziała.

Prok. Wichary uściśliła w poniedziałek, że weksel został podpisany w 2008 r., natomiast później, w 2011 r., podpisany został kolejny dokument, który weryfikował konieczność poddania się egzekucji, a który był wymagany przez bank dla zabezpieczenia kredytu. Także ten zarzut dotyczy okresu 2008-2011 – wskazała prokurator. Tam faktycznie jest jeszcze jeden weksel, natomiast na chwilę obecną otrzymana w ostatnich dniach opinia z zakresu pisma ręcznego pozwoliła nam na przedstawienie zarzutu dotyczącego weksla na kwotę 3 mln zł – wyjaśniła.

Zawiadomienie dotyczy dwóch weksli, ale z uwagi na konieczność wykonania jeszcze kolejnych czynności procesowych, które będą polegały przede wszystkim na zweryfikowaniu osoby, która dokonała podpisu za poręczyciela na tym wekslu, dlatego na dzień dzisiejszy materiały dowodowe pozwoliły na przedstawienie zarzutu dotyczącego tylko weksla na kwotę 3 mln zł – uściśliła prok. Wichary.

Dodała, że zarzucane Kamilowi D. przestępstwo to zbrodnia przeciwko środkom płatniczym. Zgodnie z kodeksem karnym przestępstwo z artykułu 310 par. 1 kodeksu karnego, dotyczące m.in. podrobienia papieru wartościowego, jakim jest weksel, „podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5 albo karze 25 lat pozbawienia wolności”.

Poprzednio dziennikarz został zatrzymany pod koniec lipca br. Na drodze krajowej nr 1 pod Piotrkowem Trybunalskim, Kamil D. uczestniczył w kolizji na remontowanym odcinku trasy. Jak się okazało, prowadząc samochód miał 2,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Trafił do policyjnej izby zatrzymań. Po wytrzeźwieniu został przewieziony do piotrkowskiej prokuratury rejonowej, gdzie usłyszał dwa zarzuty: sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, którego dopuściła się osoba będąca w stanie nietrzeźwości, oraz kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości. Za takie przestępstwa grozi nawet 12 lat więzienia. Mężczyzna przyznał się tylko do jazdy pod wpływem alkoholu, co jest zagrożone karą dwóch lat pozbawienia wolności.

Prokuratura rejonowa skierowała wtedy do sądu wniosek o aresztowanie podejrzanego, ale sąd nie przychylił się do tego i zastosował wobec dziennikarza poręczenie majątkowe, dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju. Zażalenie od tej decyzji złożyła do sądu II instancji Prokuratura Okręgowa w Piotrkowie Trybunalskim, która przejęła śledztwo. Sąd Okręgowy podtrzymał decyzję sądu I instancji. Zmienił natomiast wysokość poręczenia – kwotę 15 tys. zł podwyższył do 100 tys. zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl