7 osób z zarzutami. Chodzi o wyłudzenie 1.5 mln złotych z NFZ

Siedem osób usłyszało zarzuty w związku ze śledztwem dotyczącym wyłudzenia 1,5 mln zł z NFZ. Wśród podejrzanych jest lekarka i dwoje właścicieli aptek z powiatu przemyskiego, którzy – decyzją sądu – trafili do aresztów.

Śledztwo w sprawie oszustw na szkodę podkarpackiego NFZ nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie. Dotyczy ono doprowadzenia podkarpackiego oddziału NFZ, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wielkiej wartości. W postępowaniu ustalono, że chodzi o około 1,5 mln zł.

Rzecznik rzeszowskiej prokuratury okręgowej prok. Artur Grabowski poinformował, że podejrzani wyłudzali refundacje z podkarpackiego NFZ na leki zawierające srebro koloidalne. Mieli w tym celu wprowadzać w błąd co do zasadności wskazanego rodzaju i sposobu leczenia i pozorować obrót tymi lekami.

Siedem osób podejrzanych
Podejrzanymi jest siedmioro mieszkańców powiatu przemyskiego: 55-letnia lekarka Ella S., właściciele aptek: 33-letni Rafał K. i 62-letnia Krystyna K., a także 63-letni Andrzej K., 32-letnia Natalia K., 36-letnia Katarzyna K. i 27-letnia Anna C.

W śledztwie ustalono, że właściciele aptek na terenie powiatu przemyskiego: Krystyna K. i Rafał K. „weszli w porozumienie z lekarzem rodzinnym Ellą S.”. Lekarka miała wypisywać recepty na farmaceutyki na schorzenia dermatologiczne dla tzw. osób zaufanych.

Prok. Grabowski dodał, że te zaufane osoby to głównie członkowie rodziny właścicieli aptek.

Na podstawie tych recept w punktach aptecznych miała być sporządzana maść, w której skład wchodziło srebro koloidalne.

„Lekarz stwarzała jedynie pozory leczenia. Recepty poświadczały nieprawdę, były wystawiane instrumentalnie, bez potrzeb medycznych. Zastosowanie składników tego leku recepturowego było bezzasadne i obecnie niestosowane w lecznictwie dermatologicznym. Leki nie były też faktycznie realizowane w aptekach, leczy tylko formalnie wprowadzane do systemu” – wyjaśnił prok. Grabowski.

Dodał, że faktury przedstawione NFZ przez prowadzących apteki, które miały potwierdzić zakup składników do wytworzenia maści wynikających z recept, zostały zakwestionowane jako sfałszowane przez przedstawiciela hurtowni farmaceutycznej wskazywanej jako sprzedawca tych maści.

Ponadto dokumentacja przekazywana przez właścicieli apteki do Funduszu zawierała nieprawdziwe dane, na których podstawie uzyskiwano refundacje.W ten sposób wyłudzono refundacje z Narodowego Funduszu Zdrowia na kwotę ponad półtora miliona złotych.

Do 15 lat pozbawienia wolności

Jak poinformowała w czwartek w komunikacie Prokuratura Krajowa pięcioro z podejrzanych zostało zatrzymanych w poniedziałek. Wszyscy podejrzani (siedmioro) usłyszeli zarzuty popełnienia oszustw dotyczących mienia wielkiej wartości, fałszowania i posługiwania się fałszywymi dokumentami.

Lekarce grozi kara pozbawienia wolności do lat 10, właścicielom aptek – do 15 lat, ponieważ – jak informuje prokuratura – z popełnienia przestępstwa uczynili sobie stałe źródło dochodów. Podejrzani prowadzili swój proceder od 2016 do 2018 r. Z podejrzanych tylko Rafał K. przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu.

Na poczet obowiązku naprawienia szkody i kary grzywny prokurator zabezpieczył mienie należące do podejrzanych na kwotę około 1,3 mln zł. Na wniosek prokuratury sąd zastosował wobec lekarki Elli S. i dwojga właścicieli aptek: Krystyny K. i Rafała K. areszty na trzy miesiące.
Źródło info i foto: interia.pl

Nowe informacje dotyczące ataku nożownika w Poznaniu

Najpewniej dopiero w poniedziałek odbędzie się przesłuchanie i przedstawienie zarzutów napastnikowi, który w sobotę późnym popołudniem śmiertelnie ranił nożem mężczyznę na przystanku w Poznaniu – poinformował w niedzielę PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

„Obecnie przesłuchiwani są świadkowie tego zdarzenia, natomiast czynności z udziałem zatrzymanego prowadzone będą najprawdopodobniej w poniedziałek od rana. Nadal zbieramy materiał dowodowy, więc co do kwalifikacji czynu i zarzutu nie chciałbym się jeszcze w tej chwili wypowiadać” – powiedział PAP w niedzielę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Michał Smętkowski.

Jak dodał, w poniedziałek o godz. 9 ma się także rozpocząć sekcja zwłok ofiary. Do ataku doszło w sobotę ok. godz. 18 na przystanku MPK przy Alejach Solidarności w Poznaniu. Zaatakowany mężczyzna został ugodzony nożem; zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Miał ok. 40 lat.

29-letni napastnik został zatrzymany kilka minut po godz. 21 w jednym z mieszkań na poznańskich Winogradach. Podinsp. Iwona Liszczyńska z wielkopolskiej policji powiedziała PAP w niedzielę, że „sprawca w chwili zatrzymania przez policję był nietrzeźwy”.

Jak dodała, „z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że ofiara i napastnik znali się; krótko przed zdarzeniem razem spożywali alkohol i wtedy właśnie doszło między nimi do kłótni” – podkreśliła.
Źródło info i foto: interia.pl

Mieszkańcy jednej z wsi w Wielkopolsce mieli terroryzować mieszkańców. Usłyszeli zarzuty

Zarzuty m.in. pobicia, gróźb, wymuszeń rozbójniczych, zmuszania do określonych zachowań, rozbojów, posiadania i udzielania narkotyków usłyszało dwóch mieszkańców gminy Łobieżnica (woj. wielkopolskie), którzy mieli od dłuższego czasu terroryzować mieszkańców wsi, w której mieszkali. Obaj trafili do aresztu.

Policjanci z Wyrzysku oraz Łobżenicy otrzymali niepokojące informacje o tym, że dwóch mężczyzn terroryzuje mieszkańców jednej z wsi znajdującej się na terenie gminy Łobżenica. Sprawcy mieli m.in. bić sąsiadów, wyłudzać od nich pieniądze, grozić podpaleniem, wywozić do lasu i tam pozostawiać.

Bili, straszyli i mieli narkotyki

Mundurowi zatrzymali dwóch mężczyzn w wieku 30 i 32 lat. Usłyszeli oni m.in. zarzuty pobicia, gróźb, wymuszeń rozbójniczych, zmuszania do określonych zachowań, rozbojów, posiadania i udzielania narkotyków. Na wniosek policji z Wyrzysku oraz Prokuratury Rejonowej w Złotowie, sąd zastosował wobec zatrzymanych mężczyzn środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na 3 miesiące.

Mężczyznom grozi kara do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Sparaliżowany gangster Arkadiusz K. oskarżony o kolejne przestępstwa

Sparaliżowany warszawski gangster od kilkunastu lat „wymyka się” śledczym, którzy w tym czasie przedstawili mu kilkadziesiąt zarzutów. Chodzi o Arkadiusza K. ps. „Chory”, który zdaniem prokuratury, nawet unieruchomiony w łóżku, nadzorował handel narkotykami w gangu „Szkatuły”. Do sądu trafił kolejny akt oskarżenia przeciwko K., tym razem m.in. za udział w obrocie blisko 5 kg kokainy i 6 kg heroiny.

Arkadiusz K. to największa zmora warszawskich prokuratorów i policjantów. Na przełomie wieków miał należeć do najbardziej zaufanych kompanów Rafała S. ps. „Szkatuła”. W późniejszych latach mówiono, że jest „kapitanem u Szkatuły”. Zdaniem śledczych w tym okresie miał być bardzo aktywny i popełniać szereg przestępstw.

W listopadzie 2003 r. K. umówił się z członkami konkurencyjnego gangu na spotkanie, tzw. rozkminkę, w pobliżu Multikina na warszawskim Ursynowie. Na miejsce przyjechał z dziewczyną, licząc, że gdyby była to pułapka, potencjalni zamachowcy zrezygnowaliby z ataku. To jednak rzeczywiście była zasadzka, a zamaskowani napastnicy otworzyli ogień do K. Jedna z kul trafiła mężczyznę w kręgosłup.

Zamach mieli zorganizować członkowie gangu mokotowskiego. Początkowo wydawało się, że Arkadiusz K. będzie całkowicie sparaliżowany. Mężczyzna wykazał się jednak dużą wolą walki. Po wielomiesięcznych zabiegach mógł poruszać rękoma i jeździć na wózku.

Dwie godziny dziennie, dwa razy w tygodniu

Według śledczych inwalidztwo nie przerwało kariery K., który jakiś czas po postrzeleniu zyskał pseudonim „Chory”. Sparaliżowany gangster miał być jednym z największych handlarzy narkotyków w stolicy. Od 13 lat regularnie stawiane są mu kolejne zarzuty dotyczące jego działalności w stołecznym półświatku.

Procesy Chorego ciągną się latami, ponieważ biegli z Zakładu Medycyny Sądowej uznali, że jest on „trwale niepełnosprawny i może brać udział w czynnościach procesowych w pozycji leżącej, maksymalnie przez dwie godziny dziennie i nie częściej niż dwa razy w tygodniu”. To praktycznie wyklucza przeprowadzenie procesu przeciwko niemu.
Śledczy z Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji nie składają jednak broni i oskarżyli Chorego o popełnienie kolejnych przestępstw. W 2002 r., gdy był jeszcze w pełni sprawny, Arkadiusz K. miał m.in. razem ze swoimi szefami Rafałem S. ps. „Szkatuła” i Marcinem K. ps. „Belmondziak” brać udział w próbie porwania znanego stołecznego złodzieja samochodów Ireneusza T. Według skruszonych gangsterów to Szkatuła miał w 2002 r. wpaść na pomysł, aby „zrobić Irka”, czyli porwać go dla okupu.

Panowie znali się z czasów, gdy Rafał S. zajmował się kradzieżami samochodów. Stąd miał wiedzieć, że T. zgromadził znaczne oszczędności. Podczas zebrania bandy ustalono, że Ireneusz T. zostanie „zawinięty” spod ośrodka Gwardii, gdzie trenował, a wolność odzyska, gdy zapłaci 100 tys. dolarów.

Pierwsza próba porwania nie udała się, bo „cel” za bardzo się pilnował. Podczas drugiej napastnicy próbowali wciągnąć T. do samochodu, ale ten stawił opór. Wówczas jeden z porywaczy zadał mu dwa ciosy nożem w nogi. Do porwania nie doszło, bo w pewnym momencie zrejterować miał Belmondziak i reszta kompanii musiała odpuścić. Gdy po latach przesłuchano Ireneusza T., ten zaprzeczył, aby kiedykolwiek próbowano go porwać czy napaść.

Heroina od Bukaciaka

Kolejne zarzuty dotyczą okresu, gdy K. był już przykuty do łóżka. Według śledczych w latach 2011-12 wziął udział w obrocie około 5 kg kokainy i 6 kg heroiny. Narkotyki miał dostarczyć Rafał B. ps. „Bukaciak”. Jeden z „gadaczy” (tak często śledczy określają skruszonych przestępców) opowiadał, że kiedy był w domu u Chorego, ten w najlepsze dyrygował narkotykowymi transakcjami.

– Na tej heroinie od „Bukaciaka” zarobiliśmy tyle, że będzie na pomoce dla chłopaków – miał powiedzieć K. swoim gościom.

Arkadiusz K. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Twierdzi, że jest niewinny.

W 2013 r. Arkadiusz K. został oskarżony o to, że w latach 2007-11 miał mieć związek z przemytem i sprzedażą: 806 kg marihuany, 190 kg amfetaminy, około 45 kg kokainy i 42 kg heroiny. Wartość takiej ilości środków odurzających na czarnym rynku przekracza nawet 50 mln zł. Łącznie gangster usłyszał 40 zarzutów, w tym także napadów i uprowadzeń z czasów, gdy był jeszcze pełnosprawny.

W maju 2012 r. K. trafił nawet do aresztu. Warszawscy śledczy próbowali to zrobić od 2006 r., ale opinie biegłych wskazywały, że podejrzany nie może przebywać za kratami. Prokuratorom pomogły filmy z imprez gangu Szkatuły, na których uwieczniono K. Brał on udział w przyjęciach, siedząc na wózku inwalidzkim. Wcześniej zapewniał, że niemal cały czas spędza leżąc w łóżku.

Skruszeni opowiadali, że Chory załatwiał sprawy przez dziesiątki telefonów komórkowych lub odwiedzających go kurierów. W latach 2008-11 miał zajmować się także zbieraniem haraczy od stołecznych prostytutek. Przez blisko dwa lata, od maja 2006 r. do połowy lutego 2008 r., ściągał zdaniem śledczych haracz od trzech praskich dilerów narkotyków, pobierając od każdego z nich 200 zł miesięcznie. „Pokemony”, jak gangsterzy nazywają dilerów, musieli regularnie uiszczać „koncesję”, gdyż w innym wypadku groziło im pobicie i zakaz prowadzenia interesów.
Źródło info i foto: TVP.info

Słabe zarzuty wobec założyciela WikiLeaks

Brytyjska policja aresztowała Juliana Assange w czwartek w londyńskiej ambasadzie Ekwadoru, gdzie udzielono mu azylu jeszcze w 2012 r. Aresztowanie było możliwe dzięki nakazowi ekstradycji wystawionemu przez Stany Zjednoczone, które oskarżają go o spisek w celu włamania do komputera – wygląda na to, że sprawę ma już wygraną, pisze Jack Shafer z POLITICO.

Brytyjska policja aresztowała Juliana Assange w czwartek w londyńskiej ambasadzie Ekwadoru, gdzie udzielono mu azylu jeszcze w 2012 r. Aresztowanie było możliwe dzięki nakazowi ekstradycji wystawionemu przez Stany Zjednoczone, które oskarżają go o spisek w celu włamania do komputera – wygląda na to, że sprawę ma już wygraną, pisze Jack Shafer z POLITICO.

Jeżeli jednak bliżej przyjrzymy się aktowi oskarżenia, który skupia się na bardzo wąskiej kwestii włamania do komputera, to widać wyraźnie, że amerykański rząd jest w pełni świadomy, czym by ryzykował oskarżając wydawcę o to, że coś opublikował. Assange może się w ten sposób znaleźć w wymarzonej dla siebie roli, a wyznaczył mu ją ten sam rząd, którym się brzydzi.

Jeżeli sprawa przebiegnie zgodnie z oczekiwaniami, Assange najpierw będzie miał okazję, by jeszcze w Wielkiej Brytanii pokazać światowej opinii publicznej, że to wszystko jest polityczną ustawką. A jeżeli nawet przegra tę rundę i sprawa przeniesie do Stanów Zjednoczonych, być może zdoła zmusić amerykański rząd, by zgodnie z prawem dostarczył jako dowód tonę dokumentów, czyli to, co Assange uwielbia najbardziej.

Biorąc pod uwagę szeroką paletę zarzutów, które prokuratorzy rozważali przeciwko Assange’owi, w tym zarzut szpiegostwa, ich akt oskarżenia wygląda cienko. Jeżeli prokuratorzy nie podniosą silniejszych zarzutów przeciwko Assange’owi – a Reuters informuje, że Departament Sprawiedliwości rozważa taką opcję – były zbieg może wykorzystać brytyjską procedurę ekstradycyjną, by uniknąć amerykańskiego sądu.

Co zarzucają Assangeowi

Adwokat Ken White jako jeden z pierwszych zwrócił uwagę na wąski zakres aktu oskarżenia. Unika on jak ognia problemów związanych z Pierwszą Poprawką – gwarantującą wolność słowa – i nie obciąża Assange’a zarzutami związanymi z ujawnianiem tajemnic państwowych. Oskarża go natomiast o przestępstwa komputerowe – pomoc byłej szeregowej Chelsea Manning przy włamaniu do zastrzeżonego rządowego systemu komputerowego zawierającego informacje niejawne. (To właśnie Manning ściągnęła zastrzeżone pliki i udostępniła je WikiLeaks, który je potem opublikował).

Czy Assange rzeczywiście w tym pomagał? Oskarżenie w tej kwestii jest dość mętne. „Złamanie hasła miało pozwolić Manning zalogować się” do komputerów, do których nie powinna mieć dostępu, głosi akt oskarżenia. „Takie działanie mogło utrudnić śledczym identyfikację Manning jako źródła”, czytamy dalej.

Twierdzenie rządu, że Assange zaoferował Manning pomoc przy łamaniu haseł, nie jest żadną nowością – sprawa wypłynęła podczas procesu Manning w 2011 r. Sprawę opisało wtedy POLITICO piórem Josha Gersteina, który ujawnił, że prokuratorzy przedstawili zapis czatów z komputera osobistego Manning, w których poprosiła użytkownika o nicku „Nathaniel Frank” o radę w sprawie łamania haseł. Prokuratorzy powiązali tę tożsamość z adresem e-mail używanym przez Assange’a. „Frank” odpowiedział, że ma tablice matematyczne, zwane „tęczowymi”, które mogą jej pomóc.

Prokuratorzy prawdopodobnie z dwóch powodów zdecydowali się oskarżyć Assange’a o zwykłe przestępstwo komputerowe, a nie o szpiegostwo. Przestępstwa komputerowe są prawnie karalne zarówno w USA, jak i w Wielkiej Brytanii, a przypadki ekstradycji, które ich dotyczą, są stosunkowo proste.

Wniesienie oskarżenia o szpiegostwo skomplikowałoby ekstradycję, pozwalając obwinionemu powołać się na „wyjątek przestępstwa politycznego” i podnieść argument, że traktat pomiędzy USA i Wielką Brytanią stanowi, że nikt nie może zostać poddany ekstradycji za przestępstwo o charakterze politycznym. Fethullah Gulen, turecki dysydent mieszkający obecnie w Stanach Zjednoczonych, chce właśnie na mocy tej klauzuli zabezpieczyć się przed próbą ekstradycji do Turcji.

Czego obawiają się amerykańscy prokuratorzy

Jeśli amerykańscy prokuratorzy nie wniosą żadnych dodatkowych zarzutów przeciwko Assange’owi, z pewnością będzie on argumentował w postępowaniu ekstradycyjnym, że Stany Zjednoczone próbują oszukać władze brytyjskie w kwestii ich prawdziwych motywów: podnoszą kwestię przestępstwa A (hakerstwo), podczas gdy ich prawdziwym zamiarem jest ukaranie go za niezapisane w akcie oskarżenia przestępstwo B (pomoc w kradzieży dokumentów niejawnych). (Obecny akt oskarżenia sugeruje, że Assange podejmował takie próby, ale nie stawia wprost takiego zarzutu).

Oskarżony mógłby także z powodzeniem argumentować, że zarzuty komputerowe są listkiem figowym i że Stany Zjednoczone używają ich jako pretekstu w celu przeprowadzenia ekstradycji, by następnie oskarżyć go o szpiegostwo, gdy przyjedzie do Ameryki. Każdy z tych argumentów mógłby przekonać Brytyjczyków.

Nawet jeżeli prokuratorzy doprowadzą do ekstradycji Assange’a, nadal będzie on mógł mocno uprzykrzać im życie. Mógłby na przykład domagać się wydania mnóstwa dokumentów rządowych, by bez względu na wagę zarzutów, zwiększyć swoje szanse na obronę. Czy prokuratorzy są gotowi przekazać Julianowi Assange’owi dodatkowe informacje – za pośrednictwem jego prawników – tylko po to, by go pogrążyć? Za przestępstwo, o które jest obecnie oskarżany grozi stosunkowo niewielka kara pięciu lat więzienia.

Powodem, dla którego prokuratorzy nie chcą powiązać Assange’a ze szpiegostwem, jest to, co „Washington Post” w artykule z 2013 r. nazwał „problemem »New York Timesa«”. Dotyczył on decyzji z czasów Obamy, by nie oskarżać Assange’a. „Gdyby Departament Sprawiedliwości postawił w stan oskarżenia Assange’a, musiałby również oskarżyć »New York Timesa« i inne media i dziennikarzy, którzy opublikowali materiały niejawne, w tym Washington Post i brytyjski dziennik »Guardian«”, powiedział gazecie anonimowy amerykański urzędnik.

Może być prawdą, co podnoszą zaniepokojeni obrońcy wolności prasy, że działania podjęte przeciwko Assange’owi sygnalizują gotowość części administracji Trumpa, by uchylić część zabezpieczeń gwarantowanych przez Pierwszą Poprawkę i ścigać media za ujawnianie informacji niejawnych. Nie powinno to jednak odstraszyć dziennikarzy od wykonywania ich zawodu w taki sposób jak dotychczas. Jeżeli administracja Trumpa nie zdecyduje się na radykalne kroki, Pierwsza Poprawka wydaje się bezpieczna.
Źródło info i foto: onet.pl

Atak na byłego prezydenta Siedlec. Nożownik usłyszał zarzuty

Były prezydent Siedlec Wojciech Kudelski opuścił szpital – poinformował PAP dyrektor ds. medycznych z Mazowieckiego Szpitala Wojewódzkiego w Siedlcach Mariusz Mioduski. Dodał, że jego stan jest dobry.

Wojciech Kudelski został wypisany ze szpitala w niedzielę popołudniu. Jego stan po ataku nożownika i operacji ratującej życie na tyle się poprawił, że mógł opuścić lecznicę. „Jest w stanie dobrym, stabilnym, bez powikłań” – powiedział PAP dyrektor ds. medycznych z Mazowieckiego Szpitala Wojewódzkiego w Siedlcach Mariusz Mioduski.

Były prezydent Siedlec został zaatakowany 1 kwietnia przed godz. 8. przez Dejana S. Nożownik działając w bezpośrednim zamiarze pozbawienia go życia zadał mu z bardzo dużą siłą cios nożem w okolice nadbrzusza po stronie lewej, powodując ranę o głębokości ok. 15 centymetrów. Samorządowiec, który obecnie jest radnym wojewódzkim PiS, z obrażeniami ciała trafił do szpitala i przebył operację.

Śledczy ustalili, że napastnik, który zaatakował Kudelskiego, w przeszłości leczył się psychiatrycznie. Sąd zdecydował o zastosowaniu wobec niego tymczasowego aresztu na okres trzech miesięcy, to jest do 30 czerwca 2019 roku. Tym samym przychylił się do wniosku prokuratury w tej sprawie. Mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa i spowodowania obrażeń ciała zagrażających życiu. Grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Toruń: Ruszył proces w sprawie zabójstwa 3-latka. Radosław M. przed sądem

W sądzie w Toruniu (województwo kujawsko-pomorskie) rozpoczął się proces w sprawie zabójstwa 3-letniego Tomusia z Grudziądza. O bulwersującą zbrodnię oskarżony jest 32-letni Radosław M., konkubent matki Tomusia – Angeliki L.. Mężczyźnie grozi dożywocie, a matce zamordowanego 3-latka – 15 lat więzienia za zaniechanie, które naraziło Tomusia na bezpośrednie zagrożenie.

13 listopada 2017 roku do szpitala w Kwidzynie trafił 3-letni Tomuś. Pogotowie wezwał jego 31-letnie wówczas ojczym, który twierdził, że dziecko wypadło mu z rąk podczas zmiany pieluszki. Chłopiec był w ciężkim stanie i miał liczne obrażenia ciała, wskazujące na znęcanie się nad nim. Mimo starań lekarzy Tomusia nie udało się uratować.

– Malec był w ciężkim stanie, nieprzytomny. Nie reagował na żadne bodźce zewnętrzne. Na skórze miał dużo zasinień, oba przedramiona były złamane. Centralny układ nerwowy nie funkcjonował. Zwołana komisja podjęła decyzję o odłączeniu dziecka od aparatury – mówił po śmierci chłopca Piotr Brzeziński, ordynator oddziału anestezjologii i intensywnej terapii dla dzieci ze szpitala specjalistycznego w Grudziądzu. Policjanci zatrzymali Radosława M. o raz matkę Tomusia Andżelikę L.. Właśnie ruszył proces w sprawie oskarżonego o morderstwo mężczyzny.

Mężczyźnie postawiono szereg zarzutów, z których jeden dotyczy zabójstwa 3-latka, a inny o znęcaniu się nad jego rodzeństwem. Mężczyźnie grozi dożywocie. Matce Tomusia – Andżelice L. – za zaniechanie, które naraziło jej dziecko na bezpośrednie zagrożenie życia, grozi 15 lat więzienia. Sąd zdecydował się na wyłączenie jawności procesu. Tuż po tragedii, sześcioro rodzeństwa skatowanego Tomka w wieku od 5 do 12 lat trafiło do ośrodka opiekuńczego. Andżelika L. była wówczas w kolejnej ciąży.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Harvey Weinstein nie odpowie za molestowanie seksualne Ashley Judd

Sędzia federalny po raz drugi odrzucił część zarzutów aktorki Ashley Judd wobec producenta filmowego Harveya Weinsteina. Judd pozywa Weinsteina za molestowanie seksualne i zniesławienie – informuje NBC News. Sędzia Philip Gutierrez raz odrzucił już te zarzuty we wrześniu ubiegłego roku – sędzia stwierdził wówczas, że Weinsteina i Judd nie łączył taki rodzaj więzi zawodowej, który pozwalałby je stawiać zgodnie z prawem Kalifornii.

Sędzia federalny stwierdził jednocześnie, że Judd może nadal sądzić się z Weinsteinem o zniesławienie jakiego miał się dopuścić wobec niej.

– Od początku mówiliśmy, że te zarzuty były nieusprawiedliwione i jesteśmy zadowoleni z tego, że sąd też tak na to spojrzał – powiedziała Phyllis Kupferstein, prawnik Weinsteina.

Sąd po raz kolejny zajął się zarzutami Judd dotyczącymi molestowania seksualnego, ponieważ od 1 stycznia w Kalifornii w życie weszły zmiany w prawie, zgodnie z którymi reżyserzy i producenci filmowi zostali dodani do listy osób, którym można stawiać zarzuty jakie Judd postawiła Weinsteinowi. Aktorka złożyła więc ponownie pozew powołując się na znowelizowane prawo.

Sędzia orzekł jednak, że zmiany w prawie były na tyle istotne, że doprowadziły do powstania zupełnie nowych przepisów. Dodał również, że stanowy ustawodawca nie wskazał, że zmodyfikowane prawo powinno działać wstecz, dlatego Judd nie może powoływać się na nie w swoim pozwie.

Sędzia podkreślił jednak, że nie podważa stwierdzenia Judd, że padła ona ofiarą molestowania seksualnego.

– Sąd chce podkreślić, że nie rozstrzyga czy powódka była molestowana seksualnie w potocznym znaczeniu tego słowa – stwierdził Gutierrez.

Judd złożyła pozew w kwietniu 2017 roku. Aktorka twierdziła, że Weinstein, wówczas jedna z najpotężniejszych osób w Hollywood, zaprosił ją do swojego pokoju hotelowego w Beverly Hills pod koniec 1996 lub na początku 1997 roku, by porozmawiać z nią o potencjalnych rolach filmowych, w jakich mogłaby zostać obsadzona.
Źródło info i foto: rp.pl

Są zarzuty po śmierci nastolatek w koszalińskim escape roomie

Za umyślne stworzenie niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślne doprowadzenie do śmierci osób, które zginęły w pożarze odpowie mężczyzna zatrzymany po śmierci w tzw. escape roomie pięciu nastolatek z Koszalina – poinformowała prokuratura. Briefing prasowy rzecznika Prokuratury Okręgowej w Koszalinie odbył się w niedzielę wieczorem i miał związek z piątkowym pożarem. Tam w tzw. escape roomie zginęło pięć dziewcząt. Jeden mężczyzna jest ciężko poparzony.

– Zatrzymanym mężczyzną jest Miłosz S., któremu ogłaszany jest zarzut, że w sposób umyślny doprowadził do tego, że stworzone zostało niebezpieczeństwo wybuchu pożaru w obiekcie, gdzie znajdował się escape room i w taki sposób, nieumyślnie już z kolei, doprowadził do śmierci osób, które zginęły w pożarze, jaki w tym budynku wybuchł w dniu 4 stycznia tego roku – poinformował w niedzielę po godz. 19. rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski.

– Mamy jako podstawę tego zarzutu stwierdzenie, że pan podejrzany był osobą faktycznie wykonującą czynności w ramach działalności gospodarczej, którą zgłosiła do ewidencji jego najbliższa krewna i był osobą, która przygotowywała wyposażenie pomieszczeń w tych różnego rodzaju pokojach zagadek. Nie zwrócił uwagi na to, że nie ma tam właściwego ogrzewania tych obiektów, i że nie ma tam przede wszystkim dróg ewakuacyjnych, które w razie jakiegoś niebezpieczeństwa pozwalałaby uczestnikom opuszczać pomieszczenie rozrywki – dodał.

W niedzielę lekarze zgodzili się na przesłuchanie 25-letniego pracownika escape roomu, który został poważnie poparzony. W piątek został on wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej.

Zginęły w trakcie urodzin

Już w piątek przesłuchano wstępnie właścicielkę budynku, w którym znajdował się escape room oraz najemcę pomieszczeń. Policja pod nadzorem prokuratury prowadzi czynności, by ustalić również, jak dokładnie zaprószono ogień i dlaczego przebywające w escape roomie nastolatki nie mogły się z niego wydostać.

Trwają także ustalenia, która firma dostarczała gaz do obiektu, bo rozszczelnienie butli gazowej miało być przyczyną pożaru. Biegli swoje ostateczne opinie sformułują za kilka dni. W piątek utworzony został zespół śledczy, kilku prokuratorów wykonuje czynności procesowe w tej sprawie. W obiekcie znajdował się monitoring, który prokuratura także stara się odczytać. Podczas niedzielnej konferencji prasowej z premierem Mateuszem Morawieckim i ministrem spraw wewnętrznych i administracji Joachimem Brudzińskim, komendant główny policji gen. insp. Jarosław Szymczyk podkreślił, że nad sprawą będą pracować najbardziej doświadczeni funkcjonariusze pionów operacyjnych i dochodzeniowo-śledczych Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. Wstępnie biegli ustalili, że wszystkie pięć nastolatek zmarło w wyniku zatrucia czadem.

Pożar wybuchł nagle w piątek około godz. 17 w lokalu przy ul. Piłsudskiego 88 w Koszalinie. Ogień pojawił się w pomieszczeniu obok tego, w którym odbywała się zabawa urodzinowa, w której brały udział 15-latki i szybko się rozprzestrzenił. – Z wstępnych ustaleń wynika, że przyczyną było rozszczelnienie butli gazowej – informował w sobotę prokurator Gąsiorowski.

W niedzielę w całym mieście ogłoszono żałobę.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Były szef KNF w rękach CBA

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego. – Mężczyzna trafi do prokuratury w Katowicach, gdzie usłyszy zarzuty korupcyjne – poinformował Temisitokles Brodowski z wydziału komunikacji społecznej Biura.

– Dzięki intensywnej pracy agentów CBA w ubiegłym tygodniu, w tym przeszukaniom prowadzonym przez funkcjonariuszy Biura, przesłuchaniom świadków, zabezpieczeniu dokumentacji, a także sprzętu elektronicznego oraz nośników danych udało się w szybkim tempie dokonać zatrzymania Marka Ch. w celu postawienia mu zarzutów – oświadczył dziś rano Brodowski. Działania te są wynikiem afery KNF, której początek dała publikacja dziennikarzy „Gazety Wyborczej”. Według śledczych ekspertyza wykonana przez ABW miała kluczowe znaczenie dla oceny prawno-karnej materiału przekazanego przez Czarneckiego.

Śledztwo ws. afery KNF nadzoruje śląski wydział zamiejscowy departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej, który przekazał je do prowadzenia CBA.

Afera KNF

„Gazeta Wyborcza” informowała 13 listopada, że w marcu 2018 r. ówczesny przewodniczący KNF zaoferował Leszkowi Czarneckiemu przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za około 40 mln zł – miało to być wynagrodzenie dla wskazanego przez szefa KNF prawnika. Brytyjski „Financial Times”, pisząc o sprawie, podawał z kolei 13,6 miliona. Po artykule w „GW” Chrzanowski złożył dymisję, a premier ją przyjął.

Śledztwo w tej sprawie wszczęto 14 listopada. Jako wstępną kwalifikację prawną przyjęto z art. 231 par. 2 Kodeksu karnego – przekroczenie przez funkcjonariusza publicznego uprawnień celem osiągnięcia korzyści majątkowej przez osobę trzecią. Śledztwo prowadzi śląski wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej, zostało ono powierzone do prowadzenia przez CBA.

Funkcjonariusze Biura 14 listopada przeszukali siedzibę KNF, a także miejsca zamieszkania Marka Chrzanowskiego. Agenci zabezpieczyli wtedy dokumentację, a także sprzęt elektroniczny i nośniki elektroniczne, których używał b. przewodniczący KNF. W śledztwie zabezpieczono też dokumenty: protokoły i nagrania posiedzeń KNF dotyczące sprawy.

– Samo złożenie oferty zatrudnienia konkretnego człowieka można uznać za korupcję (…) Wskazanie jednego procenta to tylko jej dopełnienie – komentował sprawę pełnomocnik Czarneckiego, Roman Giertych. – Przestępstwo korupcyjne nie wymaga określenia konkretnej wartości – podkreślał. Odniósł się w ten sposób do „relacji medialnych”, według których wartość 1 proc. wartości banku była zapisana na kartce, ale nie pojawia się ona w rozmowach.

– Nawet gdyby ten jeden procent nie padł, to i tak korupcja byłaby ewidentna (…) Ale skoro ta wartość padła, to możemy mówić o dopełnieniu oferty korupcyjnej – wskazywał Giertych.

Zobacz także – KNF: informacje, które pojawiły się w „GW”, są nieprawdziwe

W sprawie afery KNF po pierwszej publikacji „Gazety Wyborczej” pojawiały się kolejne doniesienia mediów na jej temat. „Rzeczpospolita” 23 listopada informowała, że „Chrzanowski za pomocą nieznanych w Polsce obligacji hybrydowych miał podeprzeć ofertę korupcyjną dla Leszka Czarneckiego. To za ich wprowadzenie mógł zażądać 1 proc. skapitalizowanej wartości banku biznesmena”.
Źródło info i foto: onet.pl