Gdańsk: Ksiądz oskarżony o gwałt na 17-latce. Trafi do aresztu

Duchowny z Gdańska został zatrzymany i trafił do aresztu. Oskarżenia pod jego adresem są bardzo poważne. Według śledczych, ksiądz kilka lat temu miał zgwałcić 17-letnią dziewczynę. Duchowny nie przyznaje się do winy. Do gwałtu miało dojść kilka lat temu, gdy ksiądz jeszcze jako wikariusz pełnił posługę w jednej z gdańskich parafii. Poszkodowana miała wówczas 17 lat – donosi portal Trójmiasto.pl.

W czwartek duchowny został zatrzymany i usłyszał zarzuty.

– Po zatrzymaniu mężczyzna został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał dwa zarzuty dotyczące doprowadzenia przemocą do obcowania płciowego pokrzywdzonej – powiedziała w rozmowie z portalem prokurator Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Ksiądz nie przyznał się do winy. Na wniosek prokuratury mężczyzna został tymczasowo aresztowany. Duchownemu grozi kara od 2 do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Meksyk: Aresztowani polscy marynarze oczyszczeni z zarzutów

Dwaj polscy marynarze, których aresztowano w Meksyku, zostali oczyszczeni z zarzutów i wypuszczeni na wolność – taką decyzję podjął sąd w Ciudad Victoria – informuje RMF FM. Do Polski wracają pierwszy oficer statku UBC Savannah i pracownik maszynowni. Trzeci z naszych rodaków – kapitan masowca – będzie musiał jeszcze pozostać w areszcie, a wraz z nim 19 Filipińczyków, czyli pozostali członkowie załogi. Wszyscy marynarze zostali aresztowani na początku sierpnia, kilka dni po tym, jak podczas rozładunku kruszywa w porcie w meksykańskiej Altamirze zauważyli w ładowni podejrzane pakunki. Kapitan natychmiast przerwał pracę i wezwał do portu policję.

Zwolnieni z aresztu Polacy otrzymali już paszporty tymczasowe od polskiego konsula. Cypryjska firma, która zatrudnia załogę, organizuje transport pierwszego oficera i pracownika maszynowni do kraju. Sąd zdecydował o pozostawieniu kapitana w areszcie, bo zdaniem miejscowych śledczych, dowodzący jednostką nie dopełnił swoich obowiązków. Prokurator zarzucając to kapitanowi powołał się jedynie na meksykańskie przepisy o żegludze i handlu na morzu. Zdaniem obrońców Polaków, nie przestawił on jednak żadnych konkretnych dowodów, mogących to w jakikolwiek sposób poprzeć. Wszystko wskazuje więc na to, że polskiego kapitana czeka proces przed meksykańskim sądem.

Nie wiadomo jeszcze, co czeka pozostałą część załogi, czyli 19 Filipińczyków. W ich przypadku sąd nie podjął jeszcze żadnej konkretnej decyzji – ani o przedstawieniu zarzutów, ani o ewentualnym zwolnieniu ich do domu.

Statek UBC Savannah to masowiec pływający pod cypryjską banderą. 11 lipca o 4:15 czasu lokalnego jednostka zacumowała w porcie w kolumbijskiej Branquilli. Załoga przypłynęła tam zrealizować zlecenie transportu 16 500 ton tzw. met-coke, czyli koksu metalurgicznego. O godzinie 12:00 tego samego dnia rozpoczęto załadunek.

Zarówno kapitan jak i miejscowe służby miały informację o tym, że istnieje ryzyko próby przemytu kokainy z Kolumbii. M.in. dlatego UBC Savannah, przed wypłynięciem z portu w Branquilli, była dwukrotnie kontrolowana przez kolumbijską policję antynarkotykową. Pierwszą kontrolę w dzienniku pokładowym odnotowano 14 lipca między 01:21 a 02:30 miejscowego czasu. Kolejną – w ciągu dnia, między 16:20 a 18:50. Oprócz tego, miejscowe służby przyglądały się również samemu procesowi załadunku. Żadna z kontroli nie wykazała nieprawidłowości.

Do Altamiry UBC Savannah dotarła po pięciu dniach. Kiedy ruszył rozładunek kruszywa i stopniowo opróżniano wszystkie ładownie, w jednej z nich załoga zauważyła podejrzane pakunki. Na mostek wezwano wówczas kapitana, który zdecydował o natychmiastowym przerwaniu prac i wezwaniu na miejsce policji. Okazało się, że w workach znajduje się kokaina. Początkowo zabezpieczono tylko nielegalne pakunki, ale po kilku dniach śledczy podjęli decyzję, by aresztować całą załogę masowca.

Termin rozprawy, na której sąd będzie podejmować kolejne decyzje dotyczące polskiego kapitana, nie jest jeszcze znany.
Źródło info i foto: interia.pl

Jest postępowanie dyscyplinarne wobec dwóch sędziów. Chodzi o ich wypowiedzi w mediach

Zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędzia Przemysław Radzik wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec dwóch sędziów „niestosujących się do nakazu powściągliwego korzystania z mediów społecznościowych”. Chodzi o sędziego SO w Krakowie Waldemara Ż. oraz Olimpię B.-M. z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp.

O wszczęciu postępowania poinformowano w środę w komunikacie. Jak podkreślił rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych sędzia Piotr Schab, sędziom przedstawiono zarzuty popełnienia przewinień dyscyplinarnych z art. 107 par. 1 ustawy Prawo o ustroju sadów powszechnych, w którym mowa o „oczywistej rażącej obrazie przepisów prawa i uchybienia godności urzędu”.

Wśród zarzutów wobec sędziego Waldemara Ż. wymieniono udzielony przez niego wywiad z 4 lipca 2019 r. dla portalu Prawo.pl. Zdaniem rzecznika dyscyplinarnego sędzia wygłosił w nim „manifest polityczny dotyczący jego poglądów i ocen związanych z działaniem konstytucyjnych organów państwa, w tym Trybunału Konstytucyjnego i Krajowej Rady Sądownictwa”, a także kwestionował legalność powołania Kamila Zaradkiewicza na urząd sędziego Sądu Najwyższego.

(Sędzia) określił zadane przez ten Sąd w składzie z SSN Kamilem Zaradkiewiczem, pytania prawne do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie statusu sędziów powołanych na podstawie niezgodnych z Konstytucją uchwał Krajowej Rady Sądownictwa w latach 2011-2015, mianem „ustawki”, zmierzającej do osiągnięcia politycznego celu – czytamy.

Zdaniem sędziego Schaba wypowiedź Ż. mogła poniżyć Zaradkiewicza w opinii publicznej i „narazić na utratę zaufania potrzebnego dla wykonywania stanowiska sędziego Sądu Najwyższego”.

W przypadku sędzi Olimpii B.-M. odniesiono się do jej wpisów na Twitterze z 9 oraz 25 sierpnia. O jednym z prokuratorów i jednocześnie kandydacie na wolne stanowisko sędziowskie w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego sędzia miała napisać, że „nie ma stażu i łamał prawa człowieka”. Z kolei pisząc o ministrze sprawiedliwości Zbigniewie Ziobro, sędzia oceniła, że jest on ministrem, który „wyprodukował aferę”, a także, że jest „odpowiedzialny za stworzenie systemu korupcyjnego w sądach i prokuraturze uzależniającego wymiar sprawiedliwości od woli politycznej”.

Zgodnie z przywołanymi przepisami Zbioru Zasad Etyki Zawodowej Sędziów i Asesorów Sądowych sędzia nie może żadnym swoim zachowaniem stwarzać nawet pozorów nierespektowania porządku prawnego, ma obowiązek kierowania się zasadami uczciwości, godności, honoru i przestrzegania dobrych obyczajów oraz unikania zachowań, które mogłyby przynieść ujmę godności sędziego oraz podważyć zaufanie do jego bezstronności i niezawisłości oraz obowiązek powściągliwego korzystania z mediów społecznościowych – podkreślił sędzia Schab.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Policjanci znaleźli kobietę z raną szyi. Chciała zakończyć związek z 45-letnim Ukraińcem

Zarzut usiłowania zabójstwa usłyszał 45-letni obywatel Ukrainy. Mężczyzna zaatakował nożem swoją partnerkę. – Prawdopodobnym motywem jego postępowania była zazdrość o kobietę – poinformowała w środę oficer prasowa Komendanta Rejonowego Policji Warszawa VI podkom. Paulina Onyszko.

– Załoga patrolowa z Targówka otrzymała zgłoszenie, że w budynku przy ul. Malborskiej ktoś potrzebuje pomocy. Drzwi wskazanego mieszkania otworzył nietrzeźwy mężczyzna. W łazience policjanci znaleźli jego nieprzytomną partnerkę – przekazała podkom. Paulina Onyszko.

37-letnia kobieta miała ranę szyi. Na miejsce błyskawicznie wezwano karetkę pogotowia.

– Ratownicy opatrzyli poszkodowaną i przewieźli ją do szpitala. Całe szczęście, jej życiu i zdrowiu nie zagraża już niebezpieczeństwo – poinformowała podkom. Onyszko.

„Badanie alkomatem wykazało, że miał ponad 1,6 promila”

Funkcjonariusze zatrzymali jej 45-letniego partnera i zabezpieczyli ślady na miejscu. Obywatel Ukrainy trafił do policyjnej izby zatrzymań w komendzie przy ul. Jagiellońskiej.

– Badanie alkomatem wykazało, że miał ponad 1,6 promila w wydychanym powietrzu. Śledczy przygotowali materiał dowodowy i wraz z zatrzymanym przekazali go do prokuratury. Tam przedstawiono mężczyźnie zarzuty dotyczące usiłowania zabójstwa 37-latki – poinformowała w środę policja.

Jak ustalili śledczy, prawdopodobnym motywem postępowania 45-latka była zazdrość o partnerkę, która chciała zakończyć z nim związek. Sąd na wniosek prokuratora zastosował wobec niego 3-miesięczny areszt. Mężczyźnie grozi kara dożywotniego więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Grupa przestępcza przemyciła ok. 600 cudzoziemców. Zarzuty dla czterech osób

Ponad sześciuset cudzoziemców z Bliskiego Wschodu, środkowej Azji i północnej Afryki nielegalnie trafiło do Polski z pomocą grupy przestępczej, w którą kolejny raz uderzyło Centralne Buro Śledcze Policji. Zatrzymano i postawiono zarzuty czterem osobom uczestniczącym w tym procederze.

Członkowie gangu ułatwiali cudzoziemcom pobyt na terenie naszego kraju wbrew przepisom ustawy o cudzoziemcach, m.in. poprzez organizowanie dokumentów pozwalających na ubieganie się o udzielenie przez właściwego wojewodę zezwolenia na pobyt czasowy i pracę. Osoby te również reprezentowały cudzoziemców w prowadzonych postępowaniach administracyjnych. Według śledczych, dzięki działaniom grupy ponad 600 cudzoziemców m.in.: obywateli Pakistanu, Syrii, Algierii, Iraku, Egiptu, Libii, Iranu czy Indii, mogło przebywać na terenie naszego kraju wbrew przepisom. Wstępne wyliczenia wskazują, że członkowie grupy mogli zarobić blisko 920 tysięcy euro.

W ostatnich dniach w Warszawie oraz jej najbliższej okolicy, ale także na północy Mazowsza policjanci CBŚP wspólnie ze Strażą Graniczną przeprowadzili działania, podczas których zatrzymano cztery osoby podejrzane m.in. o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, której członkowie ułatwiali legalizację pobytu cudzoziemcom na terenie Polski. To już kolejne uderzenie w tę grupę. Pierwsze działania przeprowadzono w marcu br., kiedy to zatrzymano 16 osób, w tym 13 Polaków i 3 obywateli Ukrainy.

Śledztwo prowadzone jest od wielu miesięcy przez policjantów z Centralnego Biura Śledczego Policji z Zarządu w Olsztynie wspólnie z funkcjonariuszami z Placówki Straży Granicznej w Bydgoszczy, a nadzorowane jest przez Podlaski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Białymstoku.

W kwietniu i maju przeprowadzono następne działania zatrzymując podejrzanych i zabezpieczając materiał dowodowy. W sprawie występuje już 28 podejrzanych, którym łącznie przedstawiono 248 zarzutów. Służby zabezpieczyły majątek podejrzanych w wysokości ok 2 mln zł.

Sprawa ma charakter rozwojowy, niewykluczone są kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Były agent CBA w areszcie. Trwa śledztwo

W śledztwie dotyczącym powoływania się na wpływy w CBA były funkcjonariusz Biura został aresztowany na dwa miesiące, a drugi ma m.in. dozór policji – poinformowała rzeczniczka prasowa Prokuratury Regionalnej w Warszawie Agnieszka Zabłocka-Konopka.

Zabłocka-Konopka powiedziała, że w tym śledztwie zarzuty postawiono w sumie siedmiu osobom.

– Wśród nich znaleźli się dwaj byli funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego, którym postawiono zarzuty m.in. przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków służbowych – podała rzeczniczka.

– Jeden z agentów został aresztowany na dwa miesiące, a wobec drugiego został zastosowany m.in. dozór policji – wyjaśniła prokurator. – Czynności procesowe z ich udziałem przeprowadzono w ostatnim czasie – dodała.

Zaznaczyła, że postępowanie w tej sprawie, które toczy się od 2018 r. w Prokuraturze Regionalnej w Warszawie jest wielowątkowe i trwa.

– Z uwagi na aktualny etap postępowania i obowiązującą tajemnicę śledztwa jakiekolwiek bliższe informacje dotyczące osób mających status podejrzanych oraz zakresu stawianych im zarzutów, nie mogą być ujawniane – podkreśliła prok. Zabłocka-Konopka.

Za powoływanie się na wpływy w instytucjach państwowych grozi kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia, a przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków zagrożone jest karą do trzech lat.
Źródło info i foto: TVP.info

Szturm na posiadłość Ałmazbeka Atambajewa byłego prezydenta Kirgistanu. Doszło do strzelaniny

​Szturm na siedzibę byłego prezydenta Kirgistanu Ałmazbeka Atambajewa. Przed rezydencją Atambajewa doszło do strzelaniny. Polityk nie chciał stawić się na przesłuchaniu ws. niesłusznie zwolnionego z więzienia gangstera. Żołnierze kirgiskich sił specjalnych przeprowadzili szturm na rezydencję byłego prezydenta we wsi Koy-Tash w Kirgistanie. W tym czasie Atambajew był na dziedzińcu.

Przed domem zgromadziło się wielu zwolenników byłego prezydenta. Służby specjalne zaczęły strzelać gumowymi kulami i rzuciły kilka granatów ogłuszających. Sojusznicy Atambajewa próbowali także wznieść barykady na drogach, by umożliwić siłom bezpieczeństwa dotarcie do polityka. W wyniku akcji rannych zostało około 10 osób. Wśród poszkodowanych jest także 24-letni dziennikarz.

Jak informują rosyjskie media, Atambajew został zabrany przez służby specjalne i przetransportowany w nieznanym kierunku. Według jego zwolenników, polityka wsadzono do helikoptera.

W Kirgistanie toczy się dochodzenie parlamentarne przeciwko Atambajewowi, który przestał rządzić krajem w 2017 roku. W czerwcu 2018 roku deputowani pozbawili polityka immunitetu i oficjalnego statusu byłego prezydenta, a także postawili mu dziewięć zarzutów, w tym pomagania organizacjom przestępczym, ukrywania dochodów i korupcji. W ciągu ostatniego półtora roku wielu współpracowników Atambajewa również było ściganych.

Według RIA Nowosti głównym powodem zatrzymania Atambajewa był fakt, że trzykrotnie odmówił przyjścia na przesłuchanie w sprawie lidera zorganizowanej grupy przestępczej Aziza Batukajewa – w 2013 roku w gangster został zwolniony z aresztu, gdyż stwierdzono u niego ostrą białaczkę. Gdy go jednak zatrzymano po roku w Rosji, był już całkiem zdrowy. Według śledczych przestępca został wypuszczony pod fałszywym pretekstem.

Zgodnie z kirgiskim prawem, jeżeli świadek trzykrotnie zignoruje wezwanie na przesłuchanie, policja ma prawo go do tego zmusić. Atambajew wcześniej zaproponował pisemną odpowiedź, którą chciał przekazać za pośrednictwem prawnika. Ałmazbek Atambajew stał na czele Kirgistanu od 2011 do 2017 roku, kiedy to przekazał urząd zwycięzcy wyborów Soorobajowi Dżeenbekowowi.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kibic, który pobił 14-latka w czasie Marszu Równości w Białymstoku trafił do aresztu

Zarzuty udziału w dwóch pobiciach usłyszał 24-latek, którego policja poszukiwała po Marszu Równości. Mężczyzna był podejrzany m.in. o pobicie 14-latka. Kibic Jagiellonii Białystok sam zgłosił się na policję.

– Sąd w Białymstoku przychylił się do wniosku i aresztował na okres 2 miesięcy mieszkańca powiatu monieckiego, którego poszukiwaliśmy jako osobę podejrzaną o dokonanie dwóch pobić – informuje nadkom. Tomasz Krupa, oficer prasowy podlaskiej policji.

Mężczyzna był poszukiwany po marszu m.in. za pobicie 14-latka. W czasie marszu ubrany był w charakterystyczną koszulkę w barwach Jagiellonii Białystok. Policja podaje, że jeden z podejrzanych w tej sprawie został zatrzymany jeszcze w dniu marszu. Aresztowany 24-latek zgłosił się na policję w poniedziałek w towarzystwie adwokata.

Trwa ustalanie tożsamości kilkudziesięciu osób, które zakłócały Marsz Równości w Białymstoku. Policja powołała specjalny zespół składający się z 21 policjantów. Zajmują się oni ustaleniem i identyfikacją osób łamiących prawo podczas zgromadzenia.
Źródło info i foto: se.pl

Olecko: Są pierwsze zarzuty władz miasta wobec MOPS-u. Kto zawinił w sprawie 9-miesięcznej Blanki

Są pierwsze zarzuty władz Olecka w stosunku do działania Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Urząd wszczął kontrole w MOPS-ie po tragicznej śmierci 9-miesięcznej Blanki w rodzinie objętej monitoringiem tego ośrodka. Według władz Olecka, pracownik MOPS-u nie był na rozprawie, podczas której sąd decydował o zwrocie Blanki biologicznej matce, po skierowaniu dziecka do rodziny zastępczej. Ośrodek złożył w tej sprawie do akt negatywną opinię.

Po sądowej decyzji, że dziewczynka wróci do naturalnej rodziny, pomoc społeczna nie złożyła zażalenia na to postanowienie ani nie zwróciła się do sądu o uzasadnienie.

Jak mówił RMF FM burmistrz Olecka Karol Sobczak, kontrolerzy czekają teraz na wyjaśnienie tych wątpliwości. Przyznał, że kontrola jest utrudniona – dokumentację zabezpieczyła prokuratura, więc kontrolerzy opierają się na rozmowach. Właśnie zapadła decyzja o przedłużeniu ich działań do końca sierpnia.

Podkreślono jednak, że opiekun społeczny nie zaniedbywał rodziny. Opiekun społeczny z ramienia MOPS-u opiekował się dzieckiem i matką, i rodziną, można powiedzieć, od dnia narodzin rodzin – poinformował burmistrz Olecka. Jak dodał, z przeprowadzonego wywiadu wynika, że pracownik regularnie monitorował sytuację w rodzinie. Nie wychodzi nam obraz, że tutaj pracownik socjalny zaniedbywał swoje obowiązki – dodał.

2 listopada, gdy pracownicy MOPS dostali komunikat od mieszkańców, że coś złego dzieje się z matką, pracownicy MOPS wraz z policją podjęli działania w sposób natychmiastowy – powiedział, dodając, że było to działanie na tyle szybkie, że już 5 listopada sąd na wniosek MOPS-u „zabezpieczył dziecko w rodzinie zastępczej”. Jak mówił, podczas gdy dziecko przebywało w tzw. pogotowiu zastępczym, matka poddała się terapii, leczeniu i cały czas „podejmowała dobrą wolę do tego, by dziecko do niej wróciło”.

7 lutego tego roku nastąpiła sytuacja, że sąd zwrócił się z opinią do PCPR (Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie – PAP), jak PCPR ocenia taką możliwość, by dziecko wróciło do matki biologicznej. Opinia PCPR oraz naszego MOPS-u była negatywna i sąd nie przychylił się do tych próśb matki – powiedział.

Pracownik socjalny miał dziecko na rękach tydzień przed śmiercią i nie zauważył tam tego, co jest w obiegu opinii publicznej, że dziecko było katowane przez ileś miesięcy, że dziecko było obolałe, że na ciele były jakieś ślady – zaznaczył Sobczak.

9-miesięczna dziewczynka zmarła 22 czerwca wieczorem. Policja zatrzymała w związku ze śmiercią dziecka jej rodziców. Sekcja zwłok dziewczynki wykazała, że przyczyną jej śmierci był krwotok wewnętrzny i uszkodzenie mózgu. Dziewczynka miała obrażenia głowy, klatki piersiowej, uszkodzone płuco przebite złamanym żebrem. Dziecko było prawdopodobnie bite tępym narzędziem. Mogło także być uderzane o kant stołu. Dziewczynka została także wykorzystana seksualnie.

Kilka dni później rodzice zostali tymczasowo aresztowani. Wcześniej prokuratura przedstawiła im zarzuty zabójstwa dziecka ze szczególnym okrucieństwem, znęcania się nad niemowlęciem i wykorzystania seksualnego dziewczynki. 36-latka i 44-latek nie przyznają się do zarzutów. Do zabójstwa dziewczynki doszło po trzech miesiącach od jej powrotu z rodziny zastępczej do biologicznych rodziców.

Grzegorz W., ojciec Blanki, został w poniedziałek zwolniony z aresztu, gdyż dowody uzyskane w toku prowadzanego postępowania wskazały, że mężczyzna nie jest sprawcą zarzucanych mu czynów.

Jak poinformowała Prokuratura Okręgowa w Suwałkach, wyniki badań DNA dowodzą, że ślady biologiczne na ciele zmarłej dziewczynki nie należą do Grzegorza W. Z kolei wydruki połączeń telefonicznych oraz lokalizacja telefonu komórkowego podejrzanego wskazują, że w czasie zbrodni nie przebywał w mieszkaniu, gdzie jej dokonano. Także świadkowie potwierdzają, że był w tym czasie w innym miejscu.
Źródło info i foto: RMF24

Przemyśl: Agenci CBA w PWiK. Zabezpieczono liczne dokumenty

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego wkroczyli do Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Przemyślu oraz do domu byłego prezesa PWiK. Agenci zabezpieczyli różne dokumenty. Na razie nikt z Przemyśla nie został zatrzymany, nikomu nie zostały przedstawione zarzuty.

– Potwierdzam, że funkcjonariusze CBA weszli do siedziby PWiK w Przemyślu oraz domu byłego prezesa PWiK. Zabezpieczone zostały różne dokumenty – mówi Nowinom Temistokles Brodowski, rzecznik CBA.

Na razie CBA nie ujawnia szczegółów sprawy. Rzecznik podkreśla jedynie, że nikt nie został zatrzymany, ani nikomu nie postawiono zarzutów. Z nieoficjalnych informacji, do których dotarliśmy, wynika, że sprawa przemyska ma związek ze śledztwem prowadzonym przez CBA w Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie. O niej CBA informuje już oficjalnie.

Agenci CBA zatrzymali dyrektora pionu wsparcia w Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie oraz dwóch przedsiębiorców-wspólników spółki ze Śląska. Czynności przeprowadzono w związku z podejrzeniem przyjęcia co najmniej 50 tysięcy złotych przez zatrzymanego dyrektora. Chodzi o sprawę zamówień publicznych. Przeszukano siedzibę MPWiK, siedzibę śląskiej firmy oraz mieszkania zatrzymanych osób. Wczoraj zatrzymane zostały kolejne dwie osoby w tej sprawie z PWiK w Gliwicach. Obie są podejrzane o przyjęcie co najmniej kilkudziesięciu tysięcy złotych łapówki.

– Sprawa jest rozwojowa – twierdzi CBA.
Źródło info i foto: nowiny24.pl