Rodzice aresztowani w związku ze śmiercią miesięcznego Wiktora z Rudy Śląskiej. Usłyszeli zarzuty

O aresztowaniu rodziców podejrzanych ws. śmierci miesięcznego chłopca z Rudy Śląskiej, który w środę zmarł w szpitalu w Katowicach, zdecydował w piątek wieczorem Sąd Rejonowy w Gliwicach. Wcześniej oboje rodzice usłyszeli w Prokuraturze Okręgowej w Gliwicach zarzuty znęcania się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem, a także spowodowania urazu, którego skutkiem była jego śmierć.

Jak poinformowała prok. Karina Spruś z gliwickiej prokuratury, sąd przychylił się do wniosku prokuratury o zastosowanie aresztu wobec obojga rodziców. Prokuratura przesłuchała w piątek zatrzymanych jeszcze w środę rodziców Wiktora – 29-letnią matkę i 30-letniego ojca. W piątek rano na podstawie wyników sekcji zwłok podała, że przyczyną śmierci dziecka był rozległy uraz czaszkowo-mózgowy.

Zarzuty dla rodziców

O zarzutach przedstawionych po kilkugodzinnym przesłuchaniu poinformowała w piątek po południu prok. Karina Spruś z gliwickiej prokuratury.

– Matce małoletniego Wiktora przedstawiono dwa zarzuty: pierwszy zarzut dotyczy znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad małoletnim dzieckiem (…). Drugi zarzut dotyczy natomiast udzielania pomocy do zabójstwa małoletniego dziecka – powiedziała prok. Spruś.

Przypomniała, że pierwszy z tych czynów jest zagrożony karą pozbawienia wolności do lat 8, a drugi – podobnie jak samo dokonanie zabójstwa – karą od 8 lat do dożywocia.

– Ojcu przedstawiono dwa zarzuty. Pierwszy zarzut jest zarzutem łącznym: znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad małoletnim dzieckiem i spowodowania u niego urazu czaszkowo-mózgowego, którego skutkiem była śmierć małoletniego dziecka – wskazała prok. Spruś.

– Natomiast drugi z zarzutów dotyczy sprawy z ub. roku, która była prowadzona w Rudzie Śląskiej, a która została przejęta do dalszego prowadzenia przez Prokuraturę Okręgową w Gliwicach – i jest to zarzut spowodowania obrażeń ciała u małoletniej Wiktorii (starszej siostry Wiktora – red.): złamania trzech żeber, naruszających czynności narządów ciała na okres powyżej siedmiu dni – dodała.

Pierwszy z zarzuconych ojcu czynów jest zagrożony karą dożywocia; drugi – karą od 3 miesięcy do lat 5 pozbawienia wolności.

Nie przyznali się do winy

– Oboje podejrzani nie przyznali się do stawianych im zarzutów. W swoich bardzo obszernych wyjaśnieniach przedstawili swoją wersję, natomiast z uwagi na to, że konieczna jest weryfikacja tych wyjaśnień, nie mogę przytoczyć ich szczegółów – zastrzegła prok. Spruś.

Zasygnalizowała, że prowadzący sprawę prokurator złoży jeszcze w piątek do Sądu Rejonowego w Gliwicach wniosek o tymczasowe aresztowanie obojga rodziców. Posiedzenie aresztowe – według ustaleń prokuratury – miałoby się odbyć w sobotę rano. Prokuratura badała już wcześniej i umorzyła postępowanie ws. obrażeń ciała u dziewczynki. Ubiegłoroczna opinia biegłego była niejednoznaczna. Nie wskazała, w jaki sposób mogło dojść do urazu. Teraz to postępowanie wznowiono i połączono ze sprawą śmierci miesięcznego Wiktora.

Pytana w piątek o tę kwestię prok. Spruś zaznaczyła, że nie zna całości materiału w tym postępowaniu i nie wie, czy uzyskano w nim kolejną opinię czy też zreinterpretowano dotychczasową. W tej sprawie sąd uchylił decyzję o umorzeniu wskutek zażalenia wywiedzionego przez kuratora dziecka.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Hans G. skazany. Jest winny znieważania polskich pracowników zatrudnionych w swojej firmie

Decyzją Sądu Okręgowego w Gdańsku Hans G. został uznany za winnego znieważania polskich pracowników zatrudnionych w swojej firmie. Mężczyzna był oskarżony o stosowanie wobec nich mowy nienawiści. Natalia Nitek-Płażyńska, występująca jako powódka, jest rozczarowana ogłoszonym wyrokiem.

Sąd Okręgowy w Gdańsku zmienił wyrok sądu niższej instancji ws. Hansa G., niemieckiego przedsiębiorcy, którego Natalia Nitek-Płażyńska – obecna żona posła PiS Kacpra Płażyńska – pozwała za kierowanie wobec niej gróźb karalnych oraz za znieważanie polskich pracowników pracujących w firmie oskarżonego.

Hansa G. uznano winnym znieważenia, jednak gdański sąd nie przychylił się do zarzutów dotyczących stosowania gróźb.

„Sąd uznał, że Hans G. popełnił przestępstwo. Znieważył Polaków! Wyrok jest prawomocny. Jednocześnie nie rozumiem i nie zgadzam się z tym, że nie został skazany za groźby. Jak inaczej rozumieć jego słowa, że „chciałby pozabijać Polaków”? Najważniejsze jednak, że został skazany” – napisała na Twitterze Natalia Nitek-Płażyńska.

W grudniu 2019 roku Sąd Rejonowy w Wejherowie uznał, że Hans G. znieważył pięć pracownic swojej firmy działającej w Pomorskiem i skazał na karę 20 tys. złotych grzywny. Zobowiązał go też do nawiązki na rzecz czterech pozostałych pokrzywdzonych kobiet i wpłaty w wysokości 5 tysięcy złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.

Sędzia stwierdził wówczas również, że Hans G. będzie musiał zapłacić blisko 40 tys. zł z tytułu opłaty za ekspertyzę fonoskopijną, którą zleciła prokuratura w jego sprawie.

Za używanie gróźb karalnych wobec Nitek-Płażyńskiej niemiecki przedsiębiorca został skazany przez wejherowski sąd na 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Nakazano mu też przeprosić oskarżającą go kobietę, sąd zakazał mu także kontaktu z nią.

„Dziękuję wszystkim za wsparcie w mojej kilkuletniej batalii. To nie był dla mnie łatwy czas, ale wiem, że reprezentowałam nie tylko siebie ale i wielu Polaków, którzy nie godzą się na takie traktowanie” – dodała Natalia Nitek-Płażyńska.
Źródło info i foto: wp.pl

Gubernatorowi rosyjskiego Kraju Chabarowskiego z zarzutami organizacji zabójstw biznesmenów

Gubernatorowi rosyjskiego Kraju Chabarowskiego Siergiejowi Furgałowi przedstawiono zarzuty dotyczące organizacji zabójstw biznesmenów w latach 2004-2005 i prób takich zabójstw – poinformował w czwartek Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej.

Zdaniem śledczych Furgał „ma związek z organizacją zabójstw i próbami zabójstw zorganizowanymi przez grupę przestępczą w latach 2004-2005 na terenie Kraju Chabarowskiego i obwodu amurskiego”. Ofiarami tych zamachów na zlecenie padli miejscowi biznesmeni. W ramach śledztwa zatrzymani zostali w czwartek dwaj deputowani regionalnego zgromadzenia ustawodawczego w Kraju Chabarowskim.

Jak podał kanał informacyjny 112 na komunikatorze Telegram, ofiarami zabójstw, z którymi – zdaniem śledczych – ma związek Furgał, byli czterej biznesmeni: Jewgienij Zoria, Oleg Bułatow, Eduard Kuczynski i Roman Sandałow. Kilka mediów, w tym dziennik „Kommiersant”, podało, że przypisywany Furgałowi jest także nieudany zamach na przedsiębiorcę Olega Smolskiego.

Obserwatorzy nie wykluczają, że śledztwo wobec Furgała jest odwetem za jego zwycięstwo w 2018 roku w wyborach gubernatora Kraju Chabarowskiego. Furgał stanął do wyborów jako kandydat Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR) i był oceniany jako jedynie formalny rywal p.o. gubernatora Wiaczesława Szporta z rządzącej partii Jedna Rosja. Niespodziewanie jednak Furgał wygrał wybory i nie brak teraz głosów, że w ocenie władz złamał zawarty z nimi układ.

Szef LDPR Władimir Żyrinowski zagroził w piątek złożeniem mandatów całej frakcji w niższej izbie parlamentu, Dumie Państwowej. Żyrinowski zarzucił śledczym używanie metod „jak za Stalina”.

50-letni obecnie Furgał jest absolwentem uczelni medycznej i pracował jako lekarz, ale w latach 90. zajął się biznesem. Kierował firmami w Kraju Chabarowskim. Jego długoletnim partnerem biznesowym był Nikołaj Mistriukow, zatrzymany w 2019 roku z powodu podejrzeń o zabójstwa, których ofiarą padli biznesmeni.

Furgał zaczął karierę polityczną w 2005 roku, gdy wszedł do regionalnego zgromadzenia ustawodawczego w Kraju Chabarowskim. Wówczas właśnie związał się z populistyczno-nacjonalistyczną LDPR. Z jej ramienia trzykrotnie był wybierany do Dumy Państwowej – w roku 2007, 2011 i 2016. Jako deputowany Dumy kierował komisją zdrowia w niższej izbie parlamentu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabójstwo Polki w Danii. Akt oskarżenia przeciwko gangowi „Braciaków”

Prokuratura objęła aktem oskarżenia 16 osób z tzw. gangu „Braciaków”. Członkom zorganizowanej grupy przestępczej zarzucono popełnienie ponad 40 przestępstw. Zabójstwo Polki w Danii, usiłowanie zabójstwa innej kobiety czy handel narkotykami to tylko niektóre z nich.

Śledztwo prowadzi gdańska Prokuratura Regionalna wspólnie z gdańskim zarządem Centralnego Biura Śledczego Policji. Dotyczyło ono porachunków pomiędzy gangami zajmującymi się stręczycielstwem oraz handlem narkotykami. Gangiem „Braciaków” dowodzą bracia z Gdyni.

„Oskarżonym zarzucono m.in udział w zorganizowanej grupie przestępczej, dokonanie i usiłowanie dokonania zabójstwa, czerpanie korzyści z cudzego nierządu, posiadanie znacznej ilości środków odurzających, wprowadzanie do obrotu znacznej ilości środków odurzających i substancji psychotropowych, a także nakłaniania do składania fałszywych zeznań”, przekazała rzeczniczka prasowa Prokuratury Regionalnej w Gdańsku Marzena Muklewicz.

Dania. W pożarze zginęła Polka

Na początku 2017 roku w Aalborgu podpalono agencję towarzyską, prowadzoną przez polską grupę przestępczą. W pożarze zginęła Polka – Honorata H., a druga z kobiet została ciężko poparzona. Zginął także jeden z podpalaczy. Z ustaleń śledczych wynika, że przestępstwa dokonało dziewięciu mężczyzn z trójmiejskiego gangu. Część z nich ukrywała się w Hiszpanii. Następnie ustalono kolejnych członków gangu, w tym trzy kobiety. Oskarżonym grozi nawet 15 lat więzienia.

Lista zarzutów jest długa

Przypomnijmy, że jeszcze grudniu 2014 roku Pomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Gospodarczej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Gdańsku skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko braciom B. Na jednej z rozpraw w 2015 roku sąd zdecydował o zmianie środka zapobiegawczego z tymczasowego aresztowania na środki wolnościowe. Zastosował wobec oskarżonych poręczenie majątkowe, a także zakaz opuszczania kraju.

Oskarżeni po zwolnieniu przez sąd z aresztu latem 2015 roku rozpoczęli działalność na terenie Danii, a po zabójstwie Honoraty H. ukryli się w Hiszpanii. Tam zajęli się handlem narkotykami.
Źródło info i foto: wp.pl

Francois Fillon i jego żona Penelope winni sprzeniewierzenia środków publicznych

Sąd uznał w poniedziałek (29 czerwca) byłego premiera Francji Francoisa Fillona i jego małżonkę Penelope, oskarżonych o sprzeniewierzenie publicznych pieniędzy, za winnych zarzucanych im czynów. Sąd odrzucił wniosek obrony o ponowne wysłuchanie jej argumentów ze względu na pojawienie się nacisków podczas śledztwa.

Śledczy ustalili po ponad dwóch latach dochodzenia, że Penelope Fillon była fikcyjnie zatrudniana przez męża jako asystentka we francuskim parlamencie w latach 1998-2013. Podobne zarzuty fikcyjnego zatrudniania dotyczyły również dwójki dzieci Fillonów, które otrzymywały wynagrodzenie za pracę w charakterze prawników, gdy Fillon był senatorem w latach 2005-2007.
Źródło info i foto: interia.pl

Policjant z Komendy Powiatowej Policji w Żurominie z zarzutem pobicia

Zarzut pobicia usłyszał policjant z Komendy Powiatowej Policji w Żurominie na Mazowszu – dowiedział się reporter RMF FM. Śledztwo w sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Mławie. Funkcjonariusz nie przyznał się do zarzutów. Złożył też wyjaśnienia, które będą teraz weryfikowane.

Śledczy nie ujawniają szczegółów. Wiadomo natomiast, że w tym pobiciu uczestniczył jeszcze jeden napastnik. Osoba poszkodowana, którą kopano i uderzano pięściami, nie ma poważniejszych obrażeń. To zdarzenie – jak dodaje prokuratura – miało podłoże obyczajowe i nie ma związku z pełnieniem przez policjanta służby. Zostało też zarejestrowane przez kamery miejskiego monitoringu.

Do tej pory udało się też przesłuchać świadków pobicia. Szefostwo policji wszczęło wobec funkcjonariusza wewnętrzne postępowanie. Zapadła też decyzja o zawieszeniu policjanta.
Źródło info i foto: interia.pl

Więzili i zbiorowo gwałcili 26-latkę. Zapadł wyrok

Przed Sądem Okręgowym w Łodzi zapadł wyrok w głośnej sprawie uwięzienia i wielokrotnego zbiorowego zgwałcenia 26-letniej kobiety. Ofiara trzech mężczyzn po ośmiu dniach katuszy uwolniła się i trafiła do szpitala. Kobieta zmarła na skutek odniesionych obrażeń. Jaką karę poniosą jej oprawcy?

Wstrząsająca sprawa miała swój początek w 2017 roku. 26-letnia Monika R. 17 lipca poznała w autobusie mężczyznę, który zaprosił ją do swojego mieszkania na imprezę. Tam wraz z dwoma innymi mężczyznami uwięził, bił i wielokrotnie gwałcił swoją ofiarę. W tym czasie trwały poszukiwania kobiety po tym, jak jej zaginięcie zgłosiła rodzina. 26-latce udało się uwolnić po ośmiu dniach. Kobieta trafiła do szpitala, gdzie przez blisko miesiąc walczyła o życie. Pomimo kilku operacji, ofiara gwałcicieli zmarła.

Zaostrzenie zarzutów

Dwóch z jej oprawców – 33-latka i 36-latka pod zarzutem gwałtu aresztował 31 lipca Sąd Rejonowy dla Łodzi Widzewa, na wniosek widzewskiej prokuratury. Wobec trzeciego z mężczyzn – 36-latka, prokurator zastosował środek zapobiegawczy w postaci policyjnego dozoru i zakazu opuszczania kraju. 24 sierpnia 2017 roku Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro poinformował, że podjął decyzję o odwołaniu zastępcy Prokuratora Rejonowego Łódź-Widzew w Łodzi, który prowadził sprawę 26-latki. Wszczęto wobec niego postępowanie dyscyplinarne.

Prokurator Generalny uznał, że przedstawiony mężczyznom zarzuty dotyczące wspólnego zgwałcenia kobiety (art. 197 par. 3 kodeksu karnego), zagrożone karą 3 lat więzienia, są nieadekwatne do zbrodni, której się dopuścili. Po interwencji Zbigniewa Ziobry śledztwo przeniesiono do Prokuratury Okręgowej w Łodzi i aresztowano także trzeciego z mężczyzn.

Grzegorz K., Sebastian T. oraz Tomasz K., w którego mieszkaniu latem 2017 r. była przetrzymywana 26-latka ze Zgierza, zostali oskarżeni o uszkodzenia ciała kobiety ze skutkiem śmiertelnym, gwałt zbiorowy ze szczególnym okrucieństwem oraz pozbawienie wolności połączone ze szczególnym udręczeniem.

Brutalna zbrodnia
Proces toczył się przed Sądem Okręgowym w Łodzi, a uzasadnienie wyroku – ze względu na szczególnie drastyczny charakter sprawy, było niejawne. Sędzia Monika Gradowska ogłosiła, że troje oskarżonych uznano winnymi tego, że w okresie od 19 lipca do 27 lipca 2017 r. w krótkich odstępach czasu po uprzednim użyciu przemocy z cechami szczególnego okrucieństwa i pozbawiając wolności wielokrotnie doprowadzali swoją ofiarę do obcowania płciowego.

Biegli na podstawie sekcji zwłok uznali, że zgon 26-latki był wynikiem doznanych obrażeń i powikłań po nich. W telefonie jednego z mężczyzn znaleziono zdjęcia, które ilustrowały brutalne poczynania oprawców wobec ofiary. Zdaniem biegłych, wszyscy mężczyźni byli poczytalni. Usłyszeli maksymalne wyroki – po 25 lat więzienia. Matce ofiary mają zapłacić jako zadośćuczynienie 250 tys. złotych. Grzegorz K. dodatkowo został uznany winnym grożenia pozbawieniem życia swojej ofiary i jej matki, za co czeka go kara roku i 10 miesięcy więzienia. Prokuratura nie wyklucza apelacji, bowiem zgodnie z zaostrzonymi przepisami, za brutalny gwałt sąd może wymierzyć karę dożywocia.

Sąd w trakcie postępowania ujawnił wstrząsające szczegóły sprawy. Mężczyźni – początkowo dwaj, a następnie także trzeci, który do nich dołączył – przez osiem dni znęcali się nad Moniką E.. Kobieta była więziona i upajana alkoholem. W tym czasie sprawcy wielokrotnie brutalnie ją gwałcili, bili, poniżali, zastraszali ciągnęli za włosy i przypalali papierosami. Grozili, że zabiją ją oraz jej matkę.

Ofiara po ośmiu dniach uwolniła się i uciekła do znajomego. W obawie przed oprawcami, utrzymywała, że była u znajomych i nie chciała zawiadamiać policji. Dopiero po namowach ze strony matki wyznała, co się stało, i po 10 dniach od początku gehenny trafiła do szpitala. Przez blisko miesiąc toczyła się walka o jej życie. 26-latka zmarła w szpitalu 19 sierpnia.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Paweł Tanajno z zarzutami. „Sąd wybrał opcję najgorszą dla policji”

Sąd miał bardzo wiele możliwości, a wybrał opcję najgorszą dla policji, tzn. skierował sprawę ponownie do prokuratury – powiedział w rozmowie z PAP Paweł Tanajno. W sobotę podczas protestu przedsiębiorców został zatrzymany za naruszenie nietykalności policjantów, a w poniedziałek zwolniony do domu.

Według Tanajno, który zgodził się na podawanie nazwiska, sąd miał bardzo wiele możliwości. Po pierwsze – jak stwierdził – postępowanie przyspieszone nie oznacza tego, że musi zostać ono przeprowadzone jednego dnia, ale przez kilka kolejnych. Drugą możliwością, zdaniem Tanajno, miałoby być skierowanie postępowania do trybu zwykłego bez kierowania sprawy ponownie do prokuratury.

Ale sąd wybrał opcję najgorszą dla policji, tzn. skierował sprawę jeszcze raz do prokuratury. Myślę, że sąd dał w ten sposób prokuraturze szansę, żeby uratować tę sprawę. Nie żeby mnie skazać, tylko żeby się w ogóle z tego wycofać – mówił Tanajno. Zaznaczył, że w jego ocenie zeznania policjantów nie współgrają z zarejestrowanymi zdarzeniami.

Zapytany o to, czy będą kolejne protesty przedsiębiorców odpowiedział, że „na pewno będą pozwy do prokuratury”. – Po pierwsze o fałszywe oskarżenie mnie ze strony czterech policjantów, a po drugie o zablokowanie legalnej demonstracji 16 maja (…). Myślę, że prokuratura zostanie zalana setkami spraw – ocenił.

Zaznaczył również, że nie jest on inicjatorem tych protestów. – To ludzie chcą protestować. To nie jest protest partyjny, to nie jest protest związkowy. My nie mamy żadnej organizacji, ja nie mogę skrzyknąć swoich członków do tego, żeby protestowali. Jeżeli ludzie zechcą protestować, to będą protestowali – podkreślił.

Sąd na poniedziałkowym posiedzeniu zdecydował o przekazaniu sprawy do prokuratury, gdzie ma być prowadzona na zasadach ogólnych, w tzw. trybie zwykłym. Wcześniej postępowanie było prowadzone w trybie przyspieszonym. Paweł Tanajno, który od soboty przebywał w policyjnej izbie zatrzymań, został zwolniony do domu.

Mamy tu do czynienia z normalnym postępowaniem, które jest nadzorowane przez prokuraturę. Samo postanowienie sądu zbyt wiele nie zmienia, bo cały czas mamy do czynienia z osobą, której postawiono zarzut naruszenia nietykalności policjantów – powiedział w rozmowie z PAP rzecznik stołecznej policji nadkom. Sylwester Marczak.

Rzecznik podkreślił, że policja za każdym razem będzie zdecydowanie reagować na przypadki agresji w stosunku na policjantów, bez względu na to, jaką będą one miały formę.

Informację o zatrzymaniu podano w sobotę na Twitterze warszawskiej policji. – Nie będzie przyzwolenia na atakowanie policjantów. Jeżeli ktoś wyciąga rękę na funkcjonariusza, zmusza nas do zdecydowanej reakcji. Potwierdzamy, że w związku z naruszeniem nietykalności cielesnej policjanta zatrzymany został Paweł T. – napisano.

W niedzielę odbyło się posiedzenie Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia w Warszawie, dotyczące zażalenia Pawła T. na jego zatrzymanie. „Sąd uznał, że było ono legalne zasadne i prawidłowe” – mówił rzecznik KSP nadkom. Sylwester Marczak.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Czerwony Bór: Sprawa zabójstwa noworodka. Ciało dziecka znaleziono na wysypisku śmieci. Trwają poszukiwania matki

Nikomu nie postawiono dotąd zarzutów w śledztwie dotyczącym zabójstwa noworodka, którego zwłoki znaleziono na wysypisku śmieci w Czerwonym Borze (Podlaskie); nadal poszukiwania jest matka tego dziecka – poinformował w poniedziałek zastępca szefa Prokuratury Okręgowej w Łomży Rafał Kaczyński. W miniony piątek policja zatrzymała w związku z tym śledztwem dwie osoby; potwierdził to rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa. Nie chciał jednak mówić o szczegółach.

– Osoby te zostały przesłuchane w charakterze świadków; nadal poszukiwana jest matka dziecka – powiedział prok. Kaczyński. Zaznaczył, że śledztwo prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie (czy osobom), czyli dotąd nikomu nie postawiono zarzutów.

Zwłoki noworodka – chłopca – znalazł 8 maja pracownik Zakładu Przetwarzania i Unieszkodliwiania Odpadów w Czerwonym Borze. Pierwsze czynności na miejscu prowadzone były pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Zambrowie, ostatecznie śledztwo przejęła łomżyńska prokuratura okręgowa. Dotyczy ono zbrodni zabójstwa.

Taką kwalifikację prawną potwierdziły też badania przeprowadzone w Zakładzie Medycyny Sądowej w Białymstoku. Biegli wskazali, że przyczyną śmierci dziecka był uraz wielomiejscowy. Aby ustalić szczegóły, potrzebne będą jednak wyniki badań histopatologicznych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zmiana zarzutów dla Krystiana O. Może być sądzony za „zabójstwo drogowe”. Grozi mu dożywocie

Prokuratura zmieniła zarzuty dla Krystiana O., mężczyzny, który śmiertelnie potrącił pieszego na Sokratesa. Biegli wyliczyli też, z jaką prędkością jechał swoim bmw w chwili wypadku.

O zmianie zarzutów poinformowała „Gazeta Stołeczna”. Krystian O., zdaniem biegłych, w miejscu, gdzie obowiązuje dopuszczalna prędkość 50 km/h, miał na liczniku 136 km/h. „Biorąc pod uwagę, że Krystian O. przekroczył blisko trzykrotnie dopuszczalną prędkość podczas zbliżania się do przejścia dla pieszych, prokurator uznał, że podejrzany przewidywał możliwość zabicia człowieka i godził się na popełnienie takiego czynu. W takiej sytuacji zachowanie podejrzanego należało zakwalifikować z art. 148 § 1 Kodeksu karnego” – mówi „Wyborczej” prokurator Mirosława Chyr, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Co to oznacza? Krystian O. będzie więc odpowiadał przed sądem za „zabójstwo w zamiarze ewentualnym”, za co grozi mu nawet dożywotnie pozbawienie wolności.

Ponadto, jak podaje „Gazeta Stołeczna” do prokuratury wpłynęła opinia z zakresu techniki motoryzacyjnej. Specjalista stwierdził, że auto po przeróbkach „było w stanie technicznym niepozwalającym na dopuszczenie do ruchu”. BMW według biegłego miało zmodyfikowany układ hamulcowy, zdemontowany czujnik ABS, zmodyfikowany układ kierowniczy i układ zawieszenia, nieprzewidywane przez producenta przystosowanie pojazdu do ruchu prawostronnego.

Tragiczny wypadek

Do tragicznego wypadku doszło w październiku. Przez pasy na Sokratesa w rejonie Petofiego przechodzili rodzice z dzieckiem w wózku. Rozpędzony kierowa bmw śmiertelnie potrącił ojca, który szedł przed matką z dzieckiem. Tragiczne wydarzenia rozegrały się na przejściu dla pieszych z azylem. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zapowiedział, że ulica Sokratesa przejdzie gruntowną modernizację.

Kierowca bmw usłyszał początkowo zarzut spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym oraz narażenia pieszych – kobiety i jej dziecka – znajdujących się na przejściu na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Źródło info i foto: tvn24.pl