Lublin: Nowe zatrzymania w śledztwie przeciwko „Masie”

Osiem kolejnych osób zostało zatrzymanych w sprawie przeciwko Jarosławowi Ł. ps. ”Masa” – poinformowała Prokuratura Krajowa. Podejrzani usłyszeli m.in. zarzuty korupcyjne i dotyczące płatnej protekcji.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Lublinie. „Masa” oraz 15 innych osób usłyszało zarzuty. Jarosław Ł. został zatrzymany w maju ubiegłego roku. Wśród podejrzanych byli wówczas Zbigniew G., naczelnik wydziału wywiadu kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi oraz przedsiębiorca z Łodzi Wojciech Z.

O kolejnych zatrzymaniach poinformował PAP dział prasowy Prokuratury Krajowej. Realizacja odbyła się w połowie ubiegłego tygodnia.

– Po przeprowadzeniu czynności na terenie województw mazowieckiego, łódzkiego, wielkopolskiego i podlaskiego zatrzymano osiem osób, w tym Wojciecha Z. Oraz Zbigniewa G. – podała prokuratura.

– Prokurator przedstawił zatrzymanym zarzuty m.in. popełnienia czynów o charakterze korupcyjnym, oszustw kredytowych, płatnej protekcji, wyłudzeń odszkodowań komunikacyjnych, doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem innych – poinformowała PK. Przedmiotem przestępstw korupcyjnych miały być głównie alkohol, środki anaboliczne, leki, zegarki, pióra i produkty grzewcze.
Źródło info i foto: onet.pl

Były szef KNF w rękach CBA

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego. – Mężczyzna trafi do prokuratury w Katowicach, gdzie usłyszy zarzuty korupcyjne – poinformował Temisitokles Brodowski z wydziału komunikacji społecznej Biura.

– Dzięki intensywnej pracy agentów CBA w ubiegłym tygodniu, w tym przeszukaniom prowadzonym przez funkcjonariuszy Biura, przesłuchaniom świadków, zabezpieczeniu dokumentacji, a także sprzętu elektronicznego oraz nośników danych udało się w szybkim tempie dokonać zatrzymania Marka Ch. w celu postawienia mu zarzutów – oświadczył dziś rano Brodowski. Działania te są wynikiem afery KNF, której początek dała publikacja dziennikarzy „Gazety Wyborczej”. Według śledczych ekspertyza wykonana przez ABW miała kluczowe znaczenie dla oceny prawno-karnej materiału przekazanego przez Czarneckiego.

Śledztwo ws. afery KNF nadzoruje śląski wydział zamiejscowy departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej, który przekazał je do prowadzenia CBA.

Afera KNF

„Gazeta Wyborcza” informowała 13 listopada, że w marcu 2018 r. ówczesny przewodniczący KNF zaoferował Leszkowi Czarneckiemu przychylność dla Getin Noble Banku w zamian za około 40 mln zł – miało to być wynagrodzenie dla wskazanego przez szefa KNF prawnika. Brytyjski „Financial Times”, pisząc o sprawie, podawał z kolei 13,6 miliona. Po artykule w „GW” Chrzanowski złożył dymisję, a premier ją przyjął.

Śledztwo w tej sprawie wszczęto 14 listopada. Jako wstępną kwalifikację prawną przyjęto z art. 231 par. 2 Kodeksu karnego – przekroczenie przez funkcjonariusza publicznego uprawnień celem osiągnięcia korzyści majątkowej przez osobę trzecią. Śledztwo prowadzi śląski wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej, zostało ono powierzone do prowadzenia przez CBA.

Funkcjonariusze Biura 14 listopada przeszukali siedzibę KNF, a także miejsca zamieszkania Marka Chrzanowskiego. Agenci zabezpieczyli wtedy dokumentację, a także sprzęt elektroniczny i nośniki elektroniczne, których używał b. przewodniczący KNF. W śledztwie zabezpieczono też dokumenty: protokoły i nagrania posiedzeń KNF dotyczące sprawy.

– Samo złożenie oferty zatrudnienia konkretnego człowieka można uznać za korupcję (…) Wskazanie jednego procenta to tylko jej dopełnienie – komentował sprawę pełnomocnik Czarneckiego, Roman Giertych. – Przestępstwo korupcyjne nie wymaga określenia konkretnej wartości – podkreślał. Odniósł się w ten sposób do „relacji medialnych”, według których wartość 1 proc. wartości banku była zapisana na kartce, ale nie pojawia się ona w rozmowach.

– Nawet gdyby ten jeden procent nie padł, to i tak korupcja byłaby ewidentna (…) Ale skoro ta wartość padła, to możemy mówić o dopełnieniu oferty korupcyjnej – wskazywał Giertych.

Zobacz także – KNF: informacje, które pojawiły się w „GW”, są nieprawdziwe

W sprawie afery KNF po pierwszej publikacji „Gazety Wyborczej” pojawiały się kolejne doniesienia mediów na jej temat. „Rzeczpospolita” 23 listopada informowała, że „Chrzanowski za pomocą nieznanych w Polsce obligacji hybrydowych miał podeprzeć ofertę korupcyjną dla Leszka Czarneckiego. To za ich wprowadzenie mógł zażądać 1 proc. skapitalizowanej wartości banku biznesmena”.
Źródło info i foto: onet.pl

CBA: Układ korupcyjny w Radomiu?

W 2016 roku Centralne Biuro Antykorupcyjne miało materiał do postawienia zarzutów korupcyjnych dwóm posłom PiS z Radomia. Jednak po zmianie władzy sprawę rozmyto, a funkcjonariusz, który ją prowadził, odszedł ze służby – wynika z dziennikarskiego śledztwa Radia ZET i „Gazety Wyborczej”. Lokalni politycy PiS – były prezydent miasta Andrzej Kosztowniak oraz Marek Suski – byli wezwani na dywanik do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, zdołali go jednak przekonać notarialnym poświadczeniem, że są niewinni.

Dziennikarz Radia ZET Mariusz Gierszewski i Wojciech Czuchnowski z „GW” dotarli do materiałów operacyjnych CBA, z których wynika, że od 2013 roku biuro rozpracowywało układ korupcyjny działający wśród czołowych samorządowców PiS w Radomiu.

Wśród rozpracowywanych był także prezydent z PiS Andrzej Kosztowniak. Zarzuty były na tyle poważne, że sprawą miał interesować się sam Jarosław Kaczyński, który na jednym ze spotkań zażądał poświadczenia notarialnego od radomskich polityków PiS, że ci nie brali łapówek.

Kosztowniak o szczegółach nie chciał rozmawiać z Radiem ZET, a pytany o spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim uciął krótko: „To są sprawy wewnątrzpartyjne”.

Mercedes w formie łapówki

Jak wynika z materiałów zebranych przez CBA, radomskich samorządowców miał korumpować lokalny biznesmen, którego firmy były jednym z głównych wykonawców prowadzonych w Radomiu i województwie mazowieckim robót budowlanych zlecanych m.in. przez Urząd Miasta w Radomiu.

W materiałach CBA padają między innymi nazwiska Andrzeja Kosztowniaka, posła PiS i wieloletniego prezydenta Radomia, czy Igora M., byłego wiceprezydenta miasta, a także ówczesnego, a teraz już byłego posła PiS Krzysztofa S.

Operacja pod kryptonimem „Pierwszak” była prowadzona na szeroką skalę. W jej toku wszystkim tzw. figurantom założono podsłuchy telefoniczne, do akcji zaangażowano też dwóch tajnych współpracowników o kryptonimach „Fredro” oraz „Doktor”. Do działań wykorzystany był również agent CBA działający pod przykryciem.

Posiadany i zweryfikowany przez dziennikarzy materiał wylicza kilkadziesiąt przypadków, w których CBA podejrzewało, że doszło do korupcji przy kontraktach z instytucjami samorządowymi.

Do korupcji miało dojść przy przetargu na zakup firmy Techmatrans, przetargach na inwestycje przy rozbudowie Fabryki Broni „Łucznik” czy rozbudowie i modernizacji Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej. Łapówki, które mieli przyjmować urzędnicy, były wręczane w gotówce, ale także w postaci nieruchomości. W jednym przypadku korzyścią był mercedes CLA (rocznik 2013, wartość 200 tys. zł).

Tłumaczyli się przed Kaczyńskim

Sprawa i zebrany materiał był na tyle poważny, że według informacji Radia ZET i „GW” Marek Suski, bez którego, jak mówią partyjni koledzy, „w radomskim PiS nic się nie dzieje”, musiał tłumaczyć się władzom PiS. Po raz pierwszy sprawę poruszono na posiedzeniu Komitetu Politycznego partii, po raz kolejny miesiąc przed wyborami samorządowymi w 2014 roku.

Jak relacjonuje nasz informator, prezes Kaczyński wezwał Suskiego i Andrzeja Kosztowniaka na Nowogrodzką. Kosztowniak miał usłyszeć, że nie jest już kandydatem na prezydenta Radomia. Obaj politycy przekonywali Kaczyńskiego o swojej niewinności.

Prezes PiS dał im dwie godziny na znalezienie notariusza, przed którym złożą oświadczenie, że nie brali udziału w żadnych nielegalnych działaniach. Według naszego informatora takie oświadczenie na pewno złożył Kosztowniak.

W lutym 2016 r. kierująca sprawą łódzka delegatura CBA miała już gotowy materiał dla prokuratury. Na jego podstawie można było skierować do Sejmu wniosek o pozbawienie Kosztowniaka immunitetu poselskiego, a pozostałym od razu postawić zarzuty.

Tak się jednak nie stało. Jak ustali dziennikarze w toku swojego śledztwa, dowodzący operacją „Pierwszak” funkcjonariusz został od niej odsunięty i odszedł ze służby. Dziennikarze dotarli do niego, ale nie chciał rozmawiać o sprawie. Jak mówią jego znajomi, „jest rozgoryczony i chce o wszystkim zapomnieć”.

CBA wciąż prowadzi sprawę

Pytane o sprawę „Pierwszak” biuro prasowe CBA odpowiada, że działania są prowadzone. „Sprawa zaowocowała skierowaniem do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa. Obecnie śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Regionalna w Lublinie. Sprawa weszła w fazę ad personam, zarzuty usłyszała jedna osoba” – informuje biuro prasowe CBA.

Zarzuty korupcyjne usłyszał były wiceprezydent Igor M. Dwa dni temu prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia. Do Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Radomiu trafił także wniosek o wydanie wyroku skazującego na pierwszym posiedzeniu bez procesu i orzeczenie uzgodnionych z oskarżonym kar.

To oznacza, że oskarżony Igor M. musiał przyznać się do winy. Dziennikarze śledczy Radia ZET i „GW” skontaktowali się z Andrzejem Kosztowniakiem, który mówi, że nic nie wie, by był obiektem „operacji specjalnej” CBA.

– Jako prezydent Radomia byłem przez CBA wiele razy przesłuchiwany – stwierdza jedynie. Nie chce rozmawiać o szczegółach. Pytany o to, czy musiał tłumaczyć się przed prezesem Kaczyńskim, ucina: – Nie będę mówił w mediach o wewnętrznych sprawach partii. Temu, że takie spotkanie się odbyło, jednak nie zaprzecza.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Silvio Berlusconi uniewinniony

Sąd w Mediolanie uniewinnił Silvio Berlusconiego od ciążących na nim zarzutów korupcyjnych. Były premier Włoch w 2013 roku został skazany na cztery lata więzienia i zakaz pełnienia funkcji publicznych przez pięć lat. Dochodzenie dotyczące oszustw w, należącej do niego, telewizji Mediaset przy zakupie praw do emisji filmów zostało wszczęte jeszcze w 2003 roku. Silvio Berlusconi bronił się twierdząc, że pełnił wówczas funkcję premiera, nie mógł więc kontrolować polityki inwestycyjnej spółki.
Źródło info i foto: interia.pl

Dziś sąd podejmie decyzję ws. aresztu posła Stanisława Gawłowskiego

W niedzielę o 10.30 Sąd Okręgowy w Szczecinie ma zdecydować o tymczasowym areszcie dla Stanisława Gawłowskiego, sekretarza generalnego PO. Prokuratura Krajowa skierowała do sądu wniosek w tej sprawie zaznaczając, że areszt jest konieczny, ponieważ „zachodzi realna obawa matactwa procesowego”. Posłowi Gawłowskiemu przedstawiono pięć zarzutów, w tym trzy korupcyjne.

W sobotnim komunikacie PK podkreślono, że „poseł Stanisław G., znając zakres śledztwa w części dotyczącej przestępstw korupcyjnych, może usiłować dotrzeć do osób, których przesłuchania zaplanowano, w celu uzgodnienia wspólnych wersji oświadczeń procesowych”.

„Tym samym może on podejmować działania zmierzające do zakłócenia prawidłowego toku dalszego postępowania. Zachodzi również uzasadniona obawa, że pozostając na wolności Stanisław G. ostrzeże inne, nieustalone dotąd osoby, i np. uzgodni z nimi wspólną linię obrony w celu uniknięcia przez nie odpowiedzialności karnej albo jej zminimalizowania” – oceniła Prokuratora Krajowa w komunikacie.

Sekretarz Generalny PO usłyszał w piątek zarzuty popełnienia pięciu przestępstw, w tym trzech o charakterze korupcyjnym. Jak podała prokuratura, podstawą do postawienia zarzutów był „bardzo obszerny materiał dowodowy zgromadzony przez Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej w toku śledztwa dotyczącego tzw. afery melioracyjnej”.

Zarzuty dotyczą czasu, gdy Gawłowski (który zgodził się na ujawnianie nazwiska i upublicznianie wizerunku) pełnił w rządach PO-PSL funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska. Zdaniem prokuratury przyjął wtedy jako łapówki co najmniej 175 tysięcy złotych w gotówce, a także dwa zegarki o łącznej wartości prawie 26 tysięcy złotych. Nakłaniał on także do wręczenia łapówki w wysokości co najmniej 200 tysięcy złotych oraz ujawnił informacje niejawne i dopuścił się plagiatu pracy doktorskiej.

Główne, korupcyjne zarzuty, które usłyszał Gawłowski, związane są z prowadzonym od 2013 roku śledztwem w sprawie tzw. „afery melioracyjnej”. Chodzi o nieprawidłowości przy realizacji co najmniej 105 inwestycji o wartości kilkuset milionów złotych, prowadzonych przez Zachodniopomorski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie.

Według prokuratury areszt jest konieczny także w związku z kolejnymi prowadzonymi w sprawie posła Gawłowskiego śledztwami. Pierwsze z nich – podano – dotyczy wręczenia Gawłowskiemu przez biznesmena Bogdana K. łapówki w kwocie 100 tysięcy złotych, drugie jest związane z zakupem apartamentu w Chorwacji, który w rzeczywistości mógł być ukrytą formą korzyści majątkowej. Prokuratura podała, że nie wyklucza kolejnego wniosku o uchylenie Stanisławowi Gawłowskiemu immunitetu w związku z tymi sprawami.

„Pozostając na wolności Stanisław G. mógłby zatem podejmować działania zmierzające do zakłócenia prawidłowego toku dalszego postępowania” – wyjaśniła w komunikacie Prokuratura Krajowa.

„Przebywając na wolności podejrzany poseł może też podejmować próby uniknięcia konsekwencji karnych, a przynajmniej odwleczenia ich w czasie” – oceniła PK.

Agenci ABW na polecenie Prokuratury Krajowej zatrzymali w piątek biznesmena Bogdana K., któremu ma zostać postawiony zarzut wręczenia 100 tys. zł łapówki Stanisławowi Gawłowskiemu w czasie, gdy ten pełnił funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska w rządzie PO-PSL. Prokuratura złożyła również wniosek o tymczasowy areszt dla biznesmena.

Zarzuty dla rodziny Gawłowskiego

Jak podała prokuratura, zarzuty usłyszeli też Piotr K. i Halina K., spowinowaceni z rodziną posła PO. Prokuratura zarzuca im pranie brudnych pieniędzy o łącznej wysokości 403 tys. zł. Podczas przeszukania mieszkania Gawłowskiego śledczy znaleźli dokumenty dotyczące zakupu apartamentu w Chorwacji, wystawione na te osoby. Prokuratorzy podejrzewają, że rzeczywistym właścicielem apartamentu może być poseł PO, a mieszkanie to łapówka. Wobec Piotra K. i Haliny K. zastosowano poręczenia majątkowe w kwotach po 5 tys. zł.

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali w piątek posła i sekretarza generalnego Platformy Obywatelskiej Stanisława Gawłowskiego, po tym, jak wraz ze swoim pełnomocnikiem, mec. Romanem Giertychem stawił się tego dnia w szczecińskim wydziale Prokuratury Krajowej.
Źródło info i foto: TVP.info

Poseł PO Stanisław Gawłowski jedzie do prokuratury w Szczecinie. Zostanie aresztowany?

Sekretarz generalny i poseł PO Stanisław Gawłowski zapowiedział, że w piątek pojawi się w prokuraturze w Szczecinie, aby śledczy mogli przesłuchać go w sprawie zarzutów korupcyjnych. W czwartek Sejm wyraził zgodę na jego zatrzymanie i tymczasowy areszt. – Nie ma żadnych podstaw do tego, żeby postawić mi zarzuty, a już tym bardziej zatrzymywać – podkreślił Gawłowski. „Będziemy w Prokuraturze Krajowej w Szczecinie przy ul. Mickiewicza 153 ok. godziny 11. Mamy nadzieje, że prokuratorzy będą gotowi na przesłuchanie” – napisał w piątek na Twitterze pełnomocnik Gawłowskiego Roman Giertych.

„Ta sprawa nadaje się do umorzenia”

– Centralne Biuro Antykorupcyjne chyba stchórzyło, bo nie przyjechało zatrzymać pana posła. Przez wiele miesięcy prokuratura domagała się zgody Sejmu na zatrzymanie i aresztowanie, zgoda została wydana, a ani policja, ani CBA nie pokwapiły się, aby przyjechać. Może chodzi o to, aby wejść o szóstej rano, zrobić to bardziej spektakularnie – mówił Giertych w czwartek wieczorem.

W ocenie mecenasa śledczy powinni zakończyć postępowanie wobec Gawłowskiego.

– Po tylu miesiącach mamy prawo oczekiwać, że w piątek prokuratura wreszcie przesłucha pana posła Gawłowskiego i umorzy postępowanie, bo ta sprawa, mówię jako adwokat, naprawdę nadaje się wyłącznie do jak najszybszego umorzenia – powiedział Giertych.

Według niego, zgoda Sejmu na zatrzymanie i aresztowanie Gawłowskiego „ma przykryć spadające sondaże PiS”.

„Prokuratura pozbawia mnie prawa do obrony”

Gawłowski powtórzył, że chce wreszcie usłyszeć zarzuty.

– Ponieważ nie doczekałem się w czwartek odwiedzin policji ani CBA i zatrzymania, wyruszamy do Szczecina, żebyśmy mogli się zgłosić rano w Prokuraturze Krajowej, w delegaturze w Szczecinie. Mamy nadzieję, że prokuratura będzie przygotowana, żeby postawić mi zarzuty; że je jutro usłyszę, sprawa szybko trafi do sądu i w sądzie prokurator będzie musiał udowodniać winę – mówił w czwartek.

– Prokuratura pozbawia mnie póki co konstytucyjnego prawa do obrony. Ciągle słyszę o zarzutach, a nikt mi ich nie postawił, formalnie ciągle nie mogę się bronić – dodał. Przypomniał, że przed trzema miesiącami zrzekł się immunitetu i nie ma przeszkód, by postawić mu zarzuty.

– Jeżeli będzie wola polityczna Zbigniewa Ziobry, to pewnie mnie zatrzymają, trudno. Będę pierwszym więźniem politycznym IV RP. Natomiast jeżeli prokuratorzy będą chcieli zachować się rzetelnie, to w piątek usłyszę, że całe postępowanie zostało umorzone – komentował Gawłowski.

W czwartek Sejm wyraził zgodę na zatrzymanie i aresztowanie Gawłowskiego. Wystąpiła o to Prokuratura Krajowa. Zachodniopomorski wydział zamiejscowy departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie zamierza postawić Gawłowskiemu zarzuty popełnienia pięciu przestępstw, w tym trzech o charakterze korupcyjnym. Chodzi o okres, gdy Gawłowski pełnił funkcję wiceministra środowiska w rządach PO-PSL. Miał wówczas przyjąć jako łapówkę co najmniej 175 tysięcy złotych w gotówce i dwa zegarki o wartości prawie 25 tysięcy złotych. Zarzuty dotyczą też podżegania do wręczenia korzyści majątkowej w wysokości co najmniej 200 tysięcy złotych, ujawnienia informacji niejawnej i plagiatu pracy doktorskiej.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Wpłacono milion złotych poręczenia majątkowego w imieniu Stanisława Koguta

Zgodnie z decyzją prokuratora, który w styczniu przedstawił parlamentarzyście zarzuty korupcyjne, w imieniu senatora Stanisława Koguta wpłacono milion zł poręczenia majątkowego. Niezależnie od tego, sąd wkrótce rozpozna zażalenie obrony na środki zapobiegawcze wobec Koguta. Informację o wpłacie poręczenia przekazał w czwartek PAP rzecznik prowadzącej śledztwo Prokuratury Regionalnej w Katowicach Waldemar Łubniewski.

W styczniu Senat nie zgodził się na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie Koguta, o co wnioskowała prokuratura. Prokuratorzy deklarowali, że obawiają się, iż może on utrudniać śledztwo.

Po decyzji Senatu prokuratura wezwała Koguta na przesłuchanie – odbyło się ono pod koniec stycznia. Senator usłyszał w prokuraturze trzy formułowane już wcześniej zarzuty dotyczące przyjmowania korzyści majątkowych. Nie przyznał się do winy. Wcześniej w tym samym śledztwie został zatrzymany m.in. syn senatora.

Po przesłuchaniu prokuratura zastosowała wobec Koguta dwa środki zapobiegawcze – poręczenie majątkowe i zakaz opuszczania kraju. „Prokurator zakreślił termin, w którym powinno wpłynąć poręczenie i to nastąpiło” – powiedział prok. Łubniewski.

Niezależnie od tego przed kilkoma dniami do prokuratury wpłynęło zażalenie na stosowanie wobec Koguta środków zapobiegawczych. W piśmie obrona kwestionuje m.in. wysokość kaucji wobec podejrzanego. Po analizie zażalenia pod względem formalnym prokuratura przesłała je do sądu. Nie jest jeszcze znany termin, w którym zażalenie zostanie rozpoznane.

Trzy zarzuty korupcyjne

Senator usłyszał te same zarzuty, które znalazły się w skierowanym przez prokuraturę do Senatu wniosku o zgodę na jego zatrzymanie i aresztowanie.

Według prokuratury Kogut miał wywrzeć wpływ na wydanie decyzji o umorzeniu postępowania administracyjnego, które dotyczyło wpisania do rejestru zabytków budynku dawnego hotelu Cracovia i kina Kijów w Krakowie. W zamian za to – jak podawała Prokuratura Krajowa – „senator miał przyjąć obietnicę udzielenia mu korzyści majątkowej znacznej wartości w kwocie 1 miliona złotych”, przy czym połowa tych pieniędzy „została przyjęta w formie darowizny wpłaconej na rzecz Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym, w której senator pełnił funkcję prezesa zarządu”.

Prokuratura zarzuca też Kogutowi, że przyjął korzyść majątkową o wartości co najmniej 170 tys. zł w zamian za wywarcie wpływu na prezesa zarządu i członków zarządu PKP SA w zakresie podjęcia decyzji dotyczącej jednej z umów zawartych pomiędzy PKP a innym podmiotem gospodarczym, na mocy której „krakowska firma miała otrzymać 4 miliony 400 tysiące złotych jako udział w kosztach prowadzonej inwestycji rozbudowy dworca autobusowego w Krakowie”.

Trzeci zarzut dotyczy „pośrednictwa przy załatwianiu sprawy penitencjarnej skazanego za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą”. Według prokuratury Kogut miał pośredniczyć w zamianie sposobu odbywania kary przez skazanego na lżejszy system półotwarty, za co miał otrzymać korzyść majątkową o wartości co najmniej 24 tys. zł – wyposażenie w oświetlenie obiektów sportowych należących do Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym.

Więcej zatrzymanych

W grudniu ub. roku Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało pięć osób podejrzanych o korupcję, w tym m.in. syna senatora Koguta – Grzegorza, który jest wiceprezesem zarządu małopolskiej Fundacji Pomocy Osobom Niepełnosprawnym; prezesem tej fundacji jest senator Kogut. Całej piątce przedstawiono zarzuty.

Prokuratura informowała też o zamiarze postawienia zarzutów również senatorowi Kogutowi, który sam zrzekł się immunitetu chroniącego parlamentarzystę i został przez PiS zawieszony w prawach członka partii.

Poza synem senatora, CBA zatrzymało w grudniu także: założyciela i prezesa inwestora na rynku nieruchomości Griffin Real Estate Przemysława G., członka zarządu dewelopera Echo Investment Mikołaja M., prezesa zarządu spółki Małopolskie Dworce Autobusowe Grzegorza F. i biznesmena Marcina Sz.

Podejrzani mieli przyjąć łapówki na łączną kwotę blisko 1,2 mln zł. W kolejnych dniach zatrzymani byli przesłuchiwani, stawiano im zarzuty, a sąd decydował o środkach zapobiegawczych. Czterej zatrzymani, wśród nich syn senatora, zostali aresztowani.

Według śledczych ich przestępstwa polegały na przyjmowaniu łapówek, podejmowaniu się przez podejrzanych pośrednictwa w załatwianiu spraw w zamian za takie korzyści, przyjmowaniu obietnicy korzyści majątkowej. Proceder miał trwać od listopada 2015 r. do grudnia 2016 r. Podejrzanym może grozić kara do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Warszawa: Podejrzany o korupcję wykładowca akademicki zatrzymany przez CBA

Pracownik naukowy jednej z warszawskich wyższych uczelni zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne – dowiedziało się Radio ZET. Usłyszał już w krakowskiej prokuraturze zarzuty korupcyjne. Pracownik uczelni prowadził w jednej z prywatnych spółek projekty informatyczne. Chciał załatwić 6 milionów złotych dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Był tak zdesperowany, że obiecywał pośrednikowi 900 tysięcy złotych łapówki. CBA zebrało przeciw niemu dowody i zatrzymało wczoraj. Przeszukano także jego mieszkanie.

CBA prowadzi od połowy ubiegłego roku śledztwo w sprawie nieprawidłowości przy programach badawczych finansowanych przez NCBiR.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

9 pracowników Elektrowni Szczecin przyznało się do korupcji

9 podejrzanych, których rola w procederze była drugorzędna, przyznało się do zarzucanych czynów – poinformował Maciej Jóźwiak z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. – Osoby te złożyły obszerne wyjaśnienia, które były nie tylko zgodne z dotychczasowymi ustaleniami śledczych, ale też w sposób znaczny ubogacały zebrany materiał dowodowy – zaznaczył.

Dodał, że wobec tych osób sąd zdecydował o objęciu ich policyjnym dozorem; mają oni także zakaz opuszczania kraju i muszą wpłacić od 10 tys. zł do 60 tys. zł poręczenia majątkowego. Wobec 3 osób sąd zastosował areszt na okres 3 miesięcy – poinformował prokurator. Jak podkreślił, „rola tych podejrzanych była znacząca w procederze działania na szkodę Elektrowni Szczecin”. CBA poinformowało, że wśród aresztowanych znajduje się główny inżynier elektrowni oraz biznesmen.

Biomasa nie była biomasą

Szczecińska delegatura CBA prowadzi śledztwo dotyczące korupcji przy dostawach do pieca zasilanego biomasą w Elektrowni Szczecin. Według śledczych zawartość docierających do elektrowni transportów nie była biomasą. W piątek zatrzymano 12 osób pod zarzutem m.in. przyjmowania korzyści materialnych i działalności w zorganizowanej grupie przestępczej.

Podczas prowadzonego śledztwa funkcjonariusze CBA ustalili, że odpowiedzialni za nadzór nad jakością paliwa pracownicy elektrowni potwierdzali – w zamian za łapówki – że ciężarówki były wypełnione odpowiednią technicznie biomasą, przez co produkowany z paliwa prąd był złej jakości.

Milion zł w gotówce

CBA poinformowało w piątek, że wśród zatrzymanych 12 osób, znaleźli się pracownicy Zespołu Elektrowni Dolna Odra – Elektrowni Szczeci oraz biznesmen. Ujawniono, że funkcjonariusze zatrzymali na gorącym uczynku Głównego Inżyniera Elektrowni Szczecin S.A., który miał przyjąć 50 tys. zł łapówki. Zabezpieczono także ok. 1 mln zł w gotówce, w tym ponad 100 tys. zł w pomieszczeniach służbowych pracowników Elektrowni Szczecin.

W piątek PGE Polska Grupa Energetyczna złożyła wniosek o ściganie zatrzymanych pracowników elektrowni oraz o uzyskanie statusu pokrzywdzonego. Elektrownia Szczecin jest oddziałem jednej z jej spółek córek – PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna. Wstępne ustalenia śledczych wskazują na wielomilionowe szkody spółki Skarbu Państwa – Polskiej Grupy Energetycznej.Żródło info i foto: polsatnews.pl

Były senator PO nie przyznaje się do zarzutu płatnej protekcji

Józef P. – były senator Platformy Obywatelskiej, eurodeputowany lewicy i opozycjonista w czasach PRL-u – nie przyznał się do stawianych mu zarzutów korupcyjnych. Wcześniejsze informacje Radia Merkury potwierdził dziś naczelnik Prokuratury Krajowej w Poznaniu Piotr Baczyński. Polityk odmówił też składania wyjaśnień.

Oprócz Józefa P. zatrzymany został jego asystent i dziewięć innych osób. Wszyscy zostali przesłuchani, ale część jest przesłuchiwana po raz kolejny, zeznania niektórych są ze sobą konfrontowane. Kilka przesłuchanych osób zwolniono już do domu, stosując wcześniej wolnościowe środki zapobiegawcze takie jak poręczenie majątkowe czy dozór policyjny. Prokurator Baczyński nie chciał powiedzieć, czy wobec byłego senatora zastosowano te środki, czy prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o tymczasowy areszt.

Józef P. został zatrzymany wczoraj przez Centralne Biuro Antykorupcyjne we Wrocławiu. Został on przewieziony do Poznania. Zarzuty dotyczą przyjmowania lub oferowania pieniędzy w zamian za obietnicę załatwienia spraw w instytucjach państwowych i samorządowych. Były senator i działacz opozycji w czasach PRL usłyszał zarzuty płatnej protekcji i uzyskiwania korzyści w związku z zajmowanym stanowiskiem. Miał przyjąć w sumie 46 tysięcy złotych. Prokuratora podała, że materiał dowodowy zbierała od kwietnia ubiegłego roku.
Żródło info i foto: onet.pl