Napadali na tiry. Wpadali w zasadzkę policjantów

5 włamywaczy do tirów wpadło w zasadzkę, przygotowaną przez sieradzkich policjantów. Mieszkańcy Otwocka w wieku od 30 do 43 lat trafili do tymczasowego aresztu na 3 miesiące i będą odpowiadać za kradzieże z włamaniem oraz usiłowania włamań do samochodów ciężarowych na parkingach w powiecie sieradzkim i zgierskim w Łódzkiem. Policjanci z Sieradza zatrzymali pięciu mieszkańców Otwocka w wieku od 30 do 43 lat, specjalizujących się we włamaniach do samochodów ciężarowych. Sprawcy wpadli w policyjną zasadzkę, kiedy jechali ze skradzionym towarem.

Byli obserwowani przez policjantów, a później ujęli ich funkcjonariusze z Łodzi. Parę godzin wcześniej mężczyźni włamali się do tira na parkingu przy autostradzie A2 w powiecie zgierskim – opowiada rzecznik Łódzkiego Komendanta Policji – Joanna Kącka.

Sprawcy, którzy przyjechali osobówką, przecięli plandekę ciężarówki. Po kilku minutach pojawił się tam bus, na który włamywacze przeładowali skradzione z tira zestawy mebli ogrodowych. Następnie oba pojazdy odjechały do Warszawy, gdzie zostały zatrzymane przez policjantów.

W busie znajdowały się skradzione meble ogrodowe o wartości kilkunastu tysięcy złotych oraz noże z zapasowymi ostrzami, nożyce do cięcia metalu, wiertarka, telefony komórkowe, rękawiczki i komplet tablic rejestracyjnych.

Działali prawdopodobnie od stycznia

Niewykluczone, że podejrzani odpowiedzą także za inne włamania na terenie kilku województw. Pod koniec stycznia sieradzka policja otrzymała zgłoszenie o włamaniu do mana stojącego na parkingu przy drodze ekspresowej S8. Wykorzystując sen kierowcy, sprawcy przecięli plandekę części ładunkowej, skąd skradli kilkaset kartonów ze sprzętem elektronicznym o łącznej wartości ponad 500 tys. zł. Do połowy marca na tym samym parkingu dochodziło do kolejnych włamań.

Zatrzymani mężczyźni trafili do policyjnego aresztu. Wszyscy usłyszeli prokuratorskie zarzuty kradzieży z włamaniem oraz usiłowania włamań do samochodów ciężarowych na parkingach w powiecie sieradzkim i zgierskim. Za takie przestępstwa grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. Na wniosek Prokuratora Rejonowego w Sieradzu, sąd zastosował wobec wszystkich podejrzanych trzymiesięczny areszt. Mężczyźni w przeszłości byli notowani przez policję.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Meksyk: Zasadzka kartelu narkotykowego na władzę

Co najmniej 13 policjantów i pracowników biura prokuratora generalnego zginęło w środkowej części Meksyku w ataku gangu na konwój sił bezpieczeństwa – poinformowały w czwartek czasu lokalnego meksykańskie władze. Jadący w konwoju funkcjonariusze brali udział w operacji przeciwko zbrojnym grupom działającym w tym rejonie, około 140 km na południowy zachód od stolicy kraju.

„W tym tchórzliwym ataku zginęło pięciu policjantów i ośmiu pracowników biura prokuratora generalnego” – poinformowały we wspólnym komunikacie policja i prokuratura. Siły bezpieczeństwa rozpoczęły obławę na napastników. „Ten atak nie pozostanie bezkarny” – podkreśliły władze.

Od wielu lat Meksyk jest areną krwawych walk i porachunków między grupami przestępczymi, głównie kartelami narkotykowymi. Dochodzi także do licznych zabójstw, porwań i wymuszeń. Obecnie w tym kraju odnotowuje się średnio blisko 100 zabójstw dziennie. Ponad 82 tysiące ludzi uznanych jest za zaginionych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Legendarny dowódca Al-Kaidy w Afryce Północnej zginął w zasadzce

Minister obrony Francji Florence Parly potwierdziła w piątek, że francuski kontyngent w Mali zlikwidował 3 czerwca szefa Al-Kaidy w Afryce Płn., Abdelmaleka Droukdala. Legendarny dowódca islamistów został zabity w zasadzce k. miasta Tessalit na północy kraju. Jak zaznaczyła francuska minister w swym tweecie: „wraz z 50-letnim Droukdalem armia francuska zneutralizowała też grupę jego bliskich współpracowników”. Nie podała jednak żadnych dalszych szczegółów.

Pochodzący z Algierii, „Abdelmalek Droukdal był członkiem ścisłego kierownictwa Al-Kaidy, odpowiedzialnym w za Al-Kaidę w krajach islamskiego Maghrebu (AQMI) oraz operacje prowadzone w Sahelu wzdłuż południowych obrzeży Sahary” – podkreśliła szefowa francuskiego MON. Wyjaśniła też, że operacja, która przyniosła likwidacje groźnego dowódcy, jest częścią szerszej akcji oczyszczania obszarów na północy Mali przez liczący 5 tys. żołnierzy kontyngent francuski . „19 maja – napisała – francuscy wojskowi schwytali Mohameda el Mrabata, który jest weteranem dżihadu w Sahelu tropikalnym”.

W ostatnich miesiącach francuskim oddziałom udało się zlikwidować łącznie ponad 500 dżihadystów – pisze AFP powołując się na zaufane źródła wojskowe. Dżihadyści są odpowiedzialni za blisko 4 tys. ofiar śmiertelnych, jakie pociągnęła za sobą działalność Al-Kaidy w Mali, Nigrze i Burkinie Faso w ciągu ostatniego roku.

Niespokojnie w Mali, Nigrze i Burkina Faso

Abdelmalek Droukdal (bądź Droukdel), znany również jako Abou Moussab Abdelwadoud, był z zawodu inżynierem. Walczył wcześniej w Afganistanie. Gdy pod koniec 2004 r. objął funkcję emira salafickiej grupy nauczania (kaznodziejstwa) i walki, stosunkowo szybko przekształcił ją w lokalną gałąź Al-Kaidy. Powstanie AQMI ogłoszono w 2007 r. – przypomina agencja AFP.

Północne rejony Mali zostały opanowane grupy dżihadystów związane z Al-Kaidą w marcu i kwietniu 2012 r. Islamiści zostali stamtąd wyparci w wyniku francuskiej interwencji zbrojnej, rozpoczętej w styczniu 2013 r. Jednak całe obszary kraju wciąż pozostają poza kontrolą sił malijskich, francuskich czy oenzetowskiej misji Minusma.

Od 2015 roku akty przemocy na północnym wschodzie Mali były coraz częstsze. Przemoc rozprzestrzeniła się na rejony centralne Mali oraz na sąsiednie państwa Niger i Burkina Faso. Wojska malijskie prowadzą od wielu miesięcy na pograniczu Nigru i Mali wspólną operację z udziałem armii Nigru. Niezależnie od tych działań, swoją operację na południu kraju prowadzą też siły francuskie; armię wspiera francuska brygada antyterrorystyczna.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Meksyk: Zemsta gangu na policjantach

Członkowie meksykańskiego kartelu narkotykowego Jalisco New Generation (CJNG) zabili 14 funkcjonariuszy policji w mieście Aguililla w stanie Michoacán. Według wstępnych ustaleń, mogło dojść do zasadzki. Do ataku doszło na obrzeżach miasta. Niczego niespodziewający się policjanci odpowiadali na wezwanie, gdy nagle napastnicy w opancerzonych ciężarówkach otworzyli do nich ogień, strzelając z karabinów maszynowych. Gangsterzy podpalili też kilka radiowozów. 14 osób uznano za zmarłych, 3 trafiły do szpitala.

„Jesteśmy w kontakcie z rządem stanowym i przekażemy wszystkie możliwe zasoby, jakimi dysponujemy, aby znaleźć odpowiedzialnych za atak i postawić ich przed wymiarem sprawiedliwości” – napisał meksykański minister bezpieczeństwa publicznego na Twitterze.

Gang zostawił policjantom komunikat. W sieci opublikowane zostały filmy i zdjęcia z miejsca ataku. Widać na nich zniszczone, płonące samochody. Według doniesień mediów w niektórych pojazdach członkowie kartelu zostawili wiadomość, aby lokalna policja przestała wspierać rywalizujące z nimi gangi narkotykowe.
Źródło info i foto: o2.pl

Nieudana próba szantażu w Opolu. Próbowali wyłudzić pieniądze. Wpadli w policyjną zasadzkę

Nieudana próba szantażu w Opolu. Dwóch mężczyzn próbowało w ten sposób wyłudzić pieniądze. Obaj wpadli w policyjną zasadzkę.

Na początku miesiąca jeden z mieszkańców Opola odebrał tajemniczy telefon. Nieznany mu mężczyzna próbował go szantażować. Twierdził, że ma dokumenty, które mogą skompromitować prawną i rodzinną sytuację 59-latka. Dokumenty miały być zwrócone, jeśli mężczyzna w umówionym miejscu opłaci okup.

Mieszkaniec Opola skontaktował się z policjantami, a ci przygotowali zasadzkę.

Do wręczenia okupu na jednym z parkingów nie doszło. Policja zatrzymała 2 szantażystów z Opola i ze Śląska. Obaj przyznali się do winy. Żadnych kompromitujących dokumentów mieć nie mogli, bo nie znali szantażowanego mężczyzny i wybrali go przypadkowo.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Fałszywy policjant zatrzymany podczas zasadzki

Policjanci ze śródmiejskiego wydziału wywiadowczo-patrolowego zapobiegli utracie 100 000 złotych i zatrzymali mężczyznę podejrzanego o oszustwo metodą „na policjanta”. Podczas rozmowy telefonicznej przestępca wprowadził w błąd pokrzywdzonego, a następnie pod pretekstem prowadzonej akcji próbował nakłonić go do przekazania fałszywemu policjantowi wypłaconych z banku pieniędzy. W zorganizowaną zasadzkę wpadł Rafał R. Za usiłowanie oszustwa 45-latkowi grozi teraz do 8 lat pozbawienia wolności. Na wniosek śledczych sąd podjął już decyzję o tymczasowym aresztowaniu mężczyzny na 3 miesiące.

Do zatrzymania 45-latka doszło na warszawskiej Pradze Północ. To tam śródmiejscy policjanci zorganizowali zasadzkę, w którą wpadł kompletnie zaskoczony takim rozwojem sytuacji Rafał R. Zanim jednak do tego doszło nieustalona jeszcze osoba zadzwoniła do pokrzywdzonego i podszywając się pod funkcjonariusza policji nakłoniła swoją ofiarę do pójścia do banku i wypłacenia z konta 100 000 złotych.

Opowiedziana przez oszusta historia miała wzbudzić u pokrzywdzonego przekonanie, że bierze udział w policyjnej akcji wymierzonej w przestępców dokonujących kradzieży pieniędzy z kont klientów banku.

Oszust polecił mężczyźnie, aby przyniósł gotówkę w umówione miejsce i przekazał ją w depozyt policjantowi, który się po nią zgłosi. Zamiast planowanego łupu na fałszywego policjanta pod wskazanym adresem czekali już prawdziwi policjanci ze śródmiejskiego wydziału wywiadowczo-patrolowego.

Zaplanowana i zorganizowana w najdrobniejszych szczegółach akcja zakończyła się zatrzymaniem Rafała R. i zapobiegnięciem utraty przez pokrzywdzonego wszystkich oszczędności.

Zgromadzony w sprawie materiał dowodowy pozwolił prokuraturze na postawienie mężczyźnie zarzutu usiłowania oszustwa. Na wniosek śledczych sąd podjął już decyzję o tymczasowym aresztowaniu 45-latka na 3 miesiące. Za to przestępstwo kodeks karny przewiduje do 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

30-latek oszukiwał hurtowników na terenie całego kraju

30-latek mógł oszukać nawet kilkudziesięciu hurtowników na terenie niemal całego kraju. Wpadł w policyjną zasadzkę w Opolu. Zatrzymany na „gorącym uczynku” mężczyzna, na podstawie sfałszowanego potwierdzenia przelewu bankowego, próbował wyłudzić towar. Straty wynikające z jego przestępczej działalności mogą sięgać nawet 100 000 złotych. Grozi mu teraz kara do 8 lat więzienia. Policjanci zabezpieczyli dodatkowo mienie mężczyzny na poczet przyszłych kar. Sprawa ta ma charakter rozwojowy.

Cyberkryminalni z Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu natrafili na trop oszusta wyłudzającego towary z hurtowni elektrycznych. Policjanci dokładnie przyjrzeli się jego działalności oraz metodzie wprowadzania innych firm w błąd. Ustalili oni, że mężczyzna ten najpierw telefonicznie sprawdza, która z hurtowni wyda towar na podstawie samego potwierdzenia przelewu. Później fałszował bankowe dokumenty, które okazywał pracownikom firm i pobierał towar.

Na podstawie zebranych informacji kryminalni wytypowali miejsce, gdzie oszust może znów spróbować wyłudzić towar. Przygotowali więc na terenie jednej z hurtowni w Opolu zasadzkę. Podejrzewany mężczyzna podjechał tam citroenem z przełożonymi, francuskimi tablicami rejestracyjnymi. Tam – zupełnie zaskoczony – został przez policjantów zatrzymany. Okazało się, że mężczyzną tym jest 30-letni mieszkaniec Małopolski.

Policjanci przeszukali jego miejsce zamieszkania i pracy. Odzyskali część wyłudzonego sprzętu do hurtowników oraz zajęli jego mienie na poczet przyszłych kar. 30-latek do tej pory usłyszał 2 zarzuty związane z oszustwami i posłużeniem się fałszywymi dokumentami. Dotyczą one wyłącznie zdarzeń z samej Opolszczyzny. Jednak śledczy z Komendy Miejskiej Policji w Opolu podejrzewają, że mężczyzna działał na terenie kilku województw. Mógł on oszukać nawet kilkadziesiąt hurtowni na blisko 100 000 złotych. Za takie przestępstwa grozi mu kara nawet do 8 lat więzienia. Sąd może orzec również zadośćuczynienie dla pokrzywdzonych. Sprawa ta ma charakter rozwojowy.
Źródło info i foto: Policja.pl

Poszukiwany pedofil z Chorzowa. Jest portret pamięciowy

Prokuratura w Chorzowie wydała list gończy za 50-letnim Mariuszem Dąbrowskim. Jest podejrzany o molestowanie 12-latki. Pieniędzmi chciał kupić jej milczenie. Nie udało się. Ale ta sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. Na jaw wyszedł policyjny absurd.

Chodzi o sprawę opisaną 9 kwietnia przez katowicką „Gazetę Wyborczą”. 6 grudnia 12-letnią dziewczynkę z Chorzowa zaczepił na przystanku kierowca bmw. Mężczyzna podstępem namówił ją, by wsiadła do samochodu, a następnie razem z nią odjechał do innej części miasta. Tam zaczął się przy niej onanizować, a po tym dał jej 50 zł. Chciał w ten sposób kupić jej milczenie.

Mundurowi spłoszyli pedofila

Sytuacja się powtórzyła 20 grudnia. W końcu matka 12-latki zauważyła u dziewczyny pieniądze. Sprawa wyszła na jaw, zawiadomiona została chorzowska policja. Matka powiedziała funkcjonariuszom, że mężczyzna ponownie pojawi się na przystanku 27 grudnia. Jednak policja nie wysłała na miejsce ani jednego policjanta – opisuje „Wyborcza”.

Zasadzkę zorganizowano dopiero 3 stycznia. Problem w tym, że na miejsce, w którym miał pojawić się pedofil, przyjechał oznakowany radiowóz drogówki, policjanci sprawdzali przejeżdżających kierowców. To spłoszyło mężczyznę.
Policja: Mogło dojść do nieprawidłowości

6 kwietnia Prokuratura Rejonowa w Chorzowie wydała list gończy za Mariuszem Dąbrowskim. To on jest podejrzewany w tej sprawie.

Co więcej, po nieudanej zasadzce matka 12-latki zaczęła dostawać pogróżki.

Działania policji w sprawie podejrzanego o pedofilię bada obecnie KMP w Chorzowie oraz śląska KWP. Policjanci przyznają, że doszło do błędów. „Dotychczasowe ustalenia wskazują, że mogło dojść do nieprawidłowości” – czytamy w policyjnym komunikacie.
Dwie osoby straciły stanowisko

W wyniku postępowania prowadzonego przez komendanta chorzowskiej policji podinsp. Roberta Łuszcza stanowisko stracił zastępca naczelnika wydziału kryminalnego. Wszczęto także postępowanie dyscyplinarne w stosunku do policjantki z pionu dochodzeniowo-śledczego, która była referentem sprawy. Jak informuje policja, dalsze czynności pozwolą na ustalenie, czy należy wszcząć postępowania wobec innych funkcjonariuszy. „Czynności w tej sprawie, prowadzone przez policjantów z Chorzowa, jak i z KWP w Katowicach są w toku, a ich podstawowym celem usprawnienie działania naszej formacji, poprawa komunikacji i uniknięcie w przyszłości podobnych zdarzeń” – informuje policja.
Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23252196,trwaja-poszukiwania-pedofila-ze-slaska-mogl-trafic-za-kratki.html

Pedofil uciekł policji. Teraz grozi rodzinie ofiary

Policjanci z Chorzowa zwlekali z zasadzką na pedofila, a kiedy już ją zrobili, na miejsce wysłali oznakowany radiowóz. Nie zabezpieczyli też nagrania z kamery, która zarejestrowała sprawcę wraz z ofiarą. Efekt tego jest taki, że mężczyzna zdołał uciec, a matka pokrzywdzonej dziewczynki dostaje teraz groźby.

Basia ma 12 lat i mieszka w Chorzowie. Kiedy 6 grudnia szła do szkoły, na przystanku tuż obok niej zatrzymał się samochód. Kierowca opuścił szybę i poprosił dziewczynkę, żeby podeszła. Twierdził, że jedzie do mieszkającej w pobliżu dziewczyny, ale nie wie, jak wjechać między okoliczne budynki.

50 zł za milczenie

– Pomożesz mi? – zapytał. Basia podeszła do limuzyny i zobaczyła, że na tylnej kanapie leży duży bukiet kwiatów. Wsiadła więc do auta. Mężczyzna wywiózł dziewczynkę do innej dzielnicy miasta, zaparkował w ustronnym miejscu, po czym w obecności 12-latki się onanizował. Zabronił Basi komukolwiek opowiadać o tym, co się wydarzyło. Za milczenie dał jej 50 zł. 20 grudnia sytuacja się powtórzyła. Mężczyzna ponownie zwabił dziewczynkę do auta. Kiedy skończył się onanizować, zapowiedział, że za tydzień znowu przyjedzie.

Tego samego dnia mama 12-latki zauważyła, że córka ma pieniądze. – Kiedy ją zaczęłam pytać, skąd je ma, córka powiedziała, że dostała je od jakiegoś pana z czarnego bmw. Od razu zapaliła mi się lampka ostrzegawcza – wspomina Wiktoria, mama Basi. Nie była nachalna, nie naciskała, spokojnie rozmawiała z córką. W końcu dziewczynka opowiedziała jej, że pan z bmw „wyciąga siusiaka i bawi się nim, jakby sikał”. Wiktoria od razu powiadomiła policję w Chorzowie.

Po co zasadzka, gdy są ferie
– Powiedziałam policjantom, że ten człowiek zapowiedział córce, iż w środę 27 grudnia znowu pojawi się na przystanku. Zasugerowałam, żeby zrobili zasadzkę – mówi mama dziewczynki.

Co zrobiła policja? Nic. Na miejsce nie wysłano ani jednego policjanta.

– Chłopcy w kryminalnym uznali, że to nie ma sensu, bo w szkołach jest przerwa świąteczna, dzieci nie mają zajęć, więc pedofil na pewno nie przyjedzie – wyjaśnia policjant znający kulisy sprawy.

Zasadzkę na pedofila zorganizowano dopiero w środę 3 stycznia. Akcja okazała się jednak kompromitacją, bo na miejscu pojawił się oznakowany radiowóz drogówki, a mundurowi sprawdzali przejeżdżających kierowców.

– Nie było koordynacji działań między drogówką a kryminalnym. Jedni nie wiedzieli, że palą akcję drugich – mówi oficer policji.

Wiktoria sama zaczęła prowadzić poszukiwania. I ustaliła, że w pobliżu przystanku, gdzie przyjeżdżał mężczyzna, znajduje się prywatna klinika z zewnętrznym monitoringiem.

– Jej pracownicy powiedzieli mi, że nagranie mogą udostępnić wyłącznie policji – mówi mama 12-latki. Kobieta powiadomiła o tym komendę. I ostrzegła, że film trzeba zgrać jak najszybciej, bo po kilku dniach obraz zostanie „nadgrany”. Policja tego nie zrobiła, film przepadł.

Basia została przesłuchana dopiero 3 stycznia, a policja z propozycją sporządzenia portretu pamięciowego pedofila wystąpiła dopiero 19 stycznia. Zrobiono go pod koniec stycznia. Wcześniej Basia, korzystając z programu graficznego, sama sporządziła na komputerze wizerunek mężczyzny, który ją wywoził.

Policja: To niedopuszczalne

– Nie wytrzymałam i napisałam skargę do szefa chorzowskiej policji. Przecież ten pedofil mógł krzywdzić w tym czasie inne dzieci – mówi Wiktoria.

Podinspektor Robert Łuszcz, nowy komendant miejski w Chorzowie, dokładnie zbadał sprawę. I nie miał wątpliwości, że jego podwładni działali opieszale, bez determinacji i źle skoordynowali działania podczas zasadzki.

Oficer pełniący obowiązki zastępcy naczelnika wydziału kryminalnego stracił stanowisko i wrócił do pracy w komisariacie, a z zaangażowanymi w sprawę funkcjonariuszami przeprowadzono rozmowy dyscyplinujące. Dopiero wtedy śledztwo nabrało przyśpieszenia. Kryminalni, korzystając z nagrań miejskiego monitoringu, ustalili numery rejestracyjne czarnego bmw, a potem nazwisko jego właściciela. Było już jednak za późno na zatrzymanie. Mężczyzna się ukrywa.

Kiedy prokuratura złożyła do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie oraz wydanie listu gończego za kierowcą bmw, do sprawy włączył się jego adwokat. Prawnik złożył wniosek o zapoznanie się z materiałem dowodowym.

– Zgodnie z przepisami musieliśmy wyrazić na to zgodę, akta zostały jednak zanonimizowane – podkreśla Katarzyna Małecka-Kowalczyk, szefowa Prokuratury Rejonowej w Chorzowie.

W sobotę ktoś zaczął wydzwaniać do Wiktorii i wyzywać ją od „k…”. Kobieta dostała też SMS-a, w którym ktoś podał jej domowy adres oraz napisał „Wiemy, przyjedziemy”. Policja objęła jej rodzinę ochroną. Groźby zaczęła też dostawać szefowa prokuratury w Chorzowie.

Arkadiusz Andała, szef biura detektywistycznego Andała Patrol, który zaangażował się w sprawę, ufundował 10 tys. zł nagrody w zamian za informację o miejscu pobytu właściciela czarnego bmw. Można je przekazywać pod numer 509 336 001 – Informatorom gwarantuję pełną anonimowość – podkreśla Andała.

Dr Aleksandra Wentkowska, pełnomocnik terenowy rzecznika praw obywatelskich w Katowicach uważa sprawę za skandaliczną, a policja według niej popełniła zatrważająco dużo błędów. Wiktoria napisała już do RPO skargę na udostępnienie obrońcy poszukiwanego mężczyzny akt sprawy zawierających dane 12-latki.
Źródło info i foto: Wyborcza.pl

Dziennikarz z Azerbejdżanu ranny w zasadzce w mieście Colomiers. Jego żona nie żyje

Dziennikarz z Azerbejdżanu Rahim Namazow został w piątek poważnie ranny, a jego żona śmiertelnie postrzelona w wyniku zasadzki w mieście Colomiers, niedaleko Tuluzy – poinformowała agencja AFP. Para od 2010 r. przebywała we Francji. Według pierwszych doniesień policji w kierunku Namazowa oraz jego żony Aidy oddano łącznie siedem strzałów, kiedy para znajdowała się przed domem.

Namazow, zanim uciekł do Francji, był trzykrotnie aresztowany w Azerbejdżanie. W 2010 roku, już po przyjeździe do Francji, opublikował film na YouTubie, w którym wyjaśniał przyczyny swojego zatrzymania: „Napisałem w swojej gazecie, że powinniśmy spodziewać się sfałszowanych wyborów, dlatego zostałem trzykrotnie aresztowany”.

Namazow powiedział również, że jemu i jego rodzinie grożono śmiercią, dlatego zdecydował się opuścić Azerbejdżan i uciec do Francji.

Według lokalnej gazety „La Depeche” Namazow kontaktował się ostatnio z policją w Colomiers, aby przekazać, że czuje się zagrożony.

„Jeśli okaże się, że to zabójstwo jest powiązane z groźbami śmierci, które otrzymał, jest to niezwykle poważny atak na wolność prasy” – powiedziała wiceszefowa towarzyszenia dziennikarzy w Tuluzie Sylviane Baudois.

Jak zauważa AFP, Namazow nie zgłosił lokalnym władzom, że przebywa na politycznym uchodźstwie i że jest dziennikarzem. Międzynarodowe organizacje pozarządowe często krytykują Azerbejdżan za represje wobec obrońców praw człowieka i przeciwników prezydenta Ilhama Alijewa. Szef państwa odrzuca te oskarżenia. W ubiegłorocznym zestawieniu organizacji Reporterzy bez Granic na temat wolności prasy Azerbejdżan znalazł się na 162. miejscu spośród 180 państw.
Źródło info i foto: interia.pl