Na Białorusi zatrzymano ponad 300 osób

Ponad 300 osób zatrzymano podczas niedzielnych protestów w Mińsku – poinformowała mińska milicja. Jak twierdzi centrum praw człowieka Wiasna, zatrzymania przeprowadzono też w innych miastach i miejscowościach. Demonstrujący, domagający się odejścia Alaksandra Łukaszenki, maszerują kolumnami i biorą udział w akcjach solidarności. To 126. dzień protestów powyborczych w tym kraju.

Na udostępnionej przez centrum Wiasna liście zatrzymanych widnieje 226 nazwisk. Zdecydowaną większość zatrzymań przeprowadzono w Mińsku, ale są też informacje o zatrzymaniach w Smolewiczach, Brześciu i Borowlanach.

Mińska milicja poinformowała, że w stolicy liczba uczestników akcji nie przekroczyła 800 osób. Dodano, że „za naruszenie przepisów o masowych zgromadzeniach” w Mińsku zatrzymano ponad 300 obywateli. Sprecyzowano, że zatrzymania przeprowadzono na podstawie artykułów dotyczących naruszenia porządku organizacji albo przeprowadzania masowych zgromadzeń i niepodporządkowania się poleceniu pracowników organów spraw wewnętrznych.

Zatrzymano dziennikarzy, ale i uczniów

Według niezależnego Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAŻ) w Mińsku zatrzymano korespondenta Biełsatu Stanisłaua Iwaszkiewicza. W niedzielę zatrzymano też redaktora portalu Onliner Mikałaja Hradziuszkę oraz dziennikarza Hienadzia Wieracinskiego. Tut.by podał, że do kontroli zatrzymano znanego muzyka Maksa Korża. Po sprawdzeniu telefonu został wypuszczony.

W Smolewiczach – relacjonuje Tut.by – zatrzymano 12 uczniów XI klasy, którzy wracali z próby tanecznej. Przewieziono ich do rejonowego oddziału spraw wewnętrznych. Jak relacjonuje jeden z uczniów, stali tam około 10 minut twarzami do ściany. Później milicjant powiedział, że dzieci są wolne i przeprosił za to, że pomylono ich z demonstrującymi – dodał rozmówca Tut.by. MSW potwierdziło, że uczniów przewieziono na komisariat, jednak zaprzeczyło temu, że dzieci miały stać przed budynkiem na baczność. Dodano, że milicjanci przeprosili uczniów „za niedogodności”.

Portal Onliner pisze, że w niedzielę rano, jak co tydzień, do Mińska władze ściągnęły dodatkowe siły milicyjne i sprzęt do rozpędzania demonstracji. Według portalu Tut.by w mieście widziano armatki wodne. Interfax-Zapad zwraca uwagę, że to pierwsza niedziela od początku protestów, kiedy w białoruskiej stolicy nie odnotowano problemów z łącznością przez internet mobilny i nie zamknięto stacji metra.

Demonstrujący w Mińsku, innych miastach i miejscowościach maszerowali kolumnami, część z nich trzymała flagi w biało-czerwono-białych barwach, używanych przez opozycję. W poprzednią niedzielę – według MSW – podczas akcji protestu zatrzymano ponad 340 osób, natomiast Wiasna poinformowała o 330 zatrzymanych.

Białorusini protestują

Na Białorusi od 9 sierpnia trwają akcje protestacyjne. Ich uczestnicy domagają się odejścia Łukaszenki i rozpisania nowych, uczciwych wyborów prezydenckich. W poprzednią niedzielę – według MSW – podczas akcji protestu zatrzymano ponad 340 osób, natomiast Wiasna poinformowała o 330 zatrzymanych.
Źródło info i foto: wp.pl

Kradzież pod bankomatem na Bielanach

Jedna z mieszkanek Bielan wypłaciła gotówkę z bankomatu na Wrzecionie. Zanim się spostrzegła nie miała już karty płatniczej.

Kobieta była obserwowana przez złodzieja. Wybrała kilkaset złotych z bankomatu, a kartę schowała do kieszeni. Wtedy do akcji wkroczył obywatel Białorusi. Wpadł na nią i wyciągnął jej kartę z kieszeni. Gdy mieszkanka wróciła do domu i sięgnęła do kieszeni karty już nie było. Mężczyzna w tym czasie poszedł do galerii i zrobił sobie zakupy za 630 zł. Sprawa szybko została zgłoszona na policję.

Śledczy przeanalizowali nagrania z kamer. Okazało się, że robił zakupy w 3 sklepach. 27-letni obywatel Białorusi został zatrzymany i przewieziony na komendę. Usłyszał łącznie 9 zarzutów. Grozi mu do 10 lat więzienia – informuje Elwira Kozłowska z komendy na Bielanach.
Źródło info i foto: se.pl

Białoruś: Kolejna fala zatrzymań demonstrantów

Białoruski OMON rozproszył uczestników kolejnej opozycyjnej demonstracji. W poniedziałek wieczorem w centrum Mińska zbierali się ludzie, aby poprzeć strajki w zakładach pracy. Doszło do licznych zatrzymań. W poniedziałek wieczorem demonstranci zebrali się na centralnym Placu Niepodległości. Następnie poszli chodnikiem w kierunku centrum Mińska. Po kilkuset metrach demonstrantów zaczęli zatrzymywać funkcjonariusze milicyjnego OMON-u. Media informują, że niektórzy demonstranci podczas interwencji zostali mocno pobici.

Podobna akcja z zatrzymywaniem demonstrantów miała miejsce w pobliżu placu Jakuba Kołasa i w okolicy stacji metra Puszkińska. Wcześniej funkcjonariusze masowo zatrzymywali w stolicy studentów biorących udział w strajku. Zamknięte przez władze Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna” dotychczas zebrało nazwiska około 230 osób zatrzymanych na całej Białorusi. Większość zatrzymań miała miejsce w Mińsku.

„Białoruś pod okupacją Łukaszenki. Ludzie są sprawdzani i zatrzymywani, jeśli wyglądają na nieco podejrzanych. Mińsk jest pełen łańcuchów solidarności” – napisał na Twitterze białoruski dziennikarz Franciszak Wiaczorka.

Protesty na Białorusi trwają od 9 sierpnia, kiedy odbyły się tam wybory prezydenckie. Urzędujący prezydent Aleksandr Łukaszenka ogłosił się ich zwycięzcą, ale opozycja twierdzi, że wyniki wyborów zostały sfałszowane. Gazeta „Nasza Niwa” informowała w weekend, że od czasu wyborów prezydenckich, które odbyły się 9 sierpnia na Białorusi zatrzymano w sumie ok. 15-16 tys. osób. Tylko w niedzielę na Białorusi zatrzymano ponad pół tysiąca demonstrantów. Zatrzymanych zazwyczaj karze się grzywnami i karami administracyjnymi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Funkcjonariusze CBA zatrzymali radcę prawnego związanego z biurem Stanisława K.

Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali dwie osoby w sprawie dotyczącej korupcji urzędniczej i powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych. Jednym z zatrzymanych jest radca prawny związany z biurem senatorskim b. senatora RP Stanisława K. Postępowanie w sprawie prowadzą funkcjonariusze krakowskiej delegatury CBA wspólnie z Prokuraturą Regionalną w Katowicach. W śledztwie zarzuty przedstawiono 26 podejrzanym, w tym byłemu senatorowi RP IX kadencji Stanisławowi K.

Jak informuje Wydział Komunikacji Społecznej CBA, chodzi o sprawę podejmowania się pośrednictwa w załatwieniu spraw w zamian za korzyści majątkowe, a także powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych oraz samorządowych województwa małopolskiego, a także udzielania korzyści majątkowych osobom pełniącym funkcje publiczne, w związku z pełnieniem tych funkcji.

„Kontynuując czynności w tej sprawie, agenci CBA zatrzymali w Krakowie kolejne dwie osoby, w tym Marcina K. radcę prawnego związanego z biurem senatorskim byłego senatora Stanisława K. oraz przedsiębiorcę Andrzeja K.” – poinformowało CBA w piątkowym komunikacie.

Jak zaznaczono – zatrzymani usłyszą w prokuraturze zarzuty „podjęcia się pośrednictwa w załatwieniu przejęcia na własność jednej z kamienic położonych w centrum Krakowa”.

Mężczyźni, w zamian za „przysługę”, mieli uzyskać obietnicę korzyści majątkowej w postaci udziałów we własności nieruchomości oraz gotówki w kwocie 1,5 mln złotych.

„Ustalenia procesowe wskazują, że zatrzymani powoływali się w związku z tym na wpływy m.in. u senatora Stanisława K. oraz w komisji ds. reprywatyzacji nieruchomości” – informuje CBA.

Sprawa ma charakter rozwojowy. Śledczy nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: interia.pl

Masowe zatrzymania na Białorusi, „leje się krew”.

Na Białorusi dochodzi do masowych zatrzymań demonstrantów. Z szacunków wynika, że na godzinę 22 czasu polskiego liczba osób, które trafiły do aresztów, przekroczyła 100 i „zwiększa się z minuty na minutę”. Są też ranni.

W środę na Białorusi doszło do zaognienia protestów z powodu oficjalnego zaprzysiężenia Alaksandra Łukaszenki, które odbyło się za zamkniętymi drzwiami i nie było wcześniej zapowiadane. Jak relacjonuje Informacyjna Agencja Radiowa, najwięcej zatrzymań miało miejsce w Mińsku, gdzie OMON przy użyciu armatek wodnych i milicyjnych pałek rozproszył kilkutysięczną demonstrację opozycji. Protesty odbywają się w kilku miejscach w stolicy, dlatego informacje o zatrzymaniach będą spływały z opóźnieniem.

„Służby działają bardzo brutalnie. Leje się krew. W Mińsku media informują o strzelaniu i wybuchach. Stosowano też armatki wodne i gaz łzawiący. Obrazki jak z pierwszych dni po wyborach. Dla każdego jest oczywiste, dlaczego Łukaszenka musiał potajemnie robić swoją inaugurację” – poinformował po godzinie 21 dziennikarz Andrzej Poczobut.

Z informacji niezależnych mediów wynika, że OMON znów postępował brutalnie, bijąc demonstrantów podczas zatrzymań. Media społecznościowe obiegły zdjęcia zakrwawionych osób, które zostały ranne podczas protestów. Do zatrzymań doszło również w Grodnie, Homlu czy Brześciu. Według szacunków agencji Interfax na ulice wyszło co najmniej 7 tys. protestujących, którym wyszły naprzeciw wzmocnione oddziały sił specjalnych.

„Lista zatrzymanych rośnie z minuty na minutę” – podała telewizja Biełsat. Jak wskazali dziennikarze, według stanu na godzinę 21 czasu polskiego do aresztów w różnych miastach na Białorusi trafiło co najmniej 90 osób, które zostały zidentyfikowane z imienia i nazwiska przez obrońców praw człowieka ze stowarzyszenia Wiasna. Poczobut niewiele później informował już o 116 zatrzymanych, którzy są znani z nazwiska.

Do działań funkcjonariuszy OMON-u odniosła się też rzeczniczka białoruskiego MSZ Wolha Czemadanawa, która w rozmowie z agencją Interfax nazwała pokojowe protesty „nielegalnymi akcjami”. – Milicjanci będą działać z uwzględnieniem zmiany sytuacji – dodała.

W ciągu dnia w Mińsku odbyła się niezapowiedziana inauguracja prezydentury Aleksandra Łukaszenki. Zaraz potem wyszli protestować najpierw studenci, a potem zwykli mieszkańcy. Protesty na Białorusi trwają od 9 sierpnia, gdy ogłoszono tam wyniki wyborów prezydenckich, w których oficjalnie zwyciężył Alaksandr Łukaszenka. Zdaniem opozycji i wielu Białorusinów wyniki zostały sfałszowane.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Pierwsze zatrzymania uczestników niedzielnego protestu na Białorusi

O zatrzymaniach uczestników niedzielnego protestu, którzy próbują skoncentrować się w różnych punktach w centrum miasta, informują media niezależne na Białorusi. Mimo tych zatrzymań ludzie gromadzą się, by wziąć udział w Pochodzie Sprawiedliwości. Portale TUT.by i Onliner.by informują o zatrzymaniach przy Prospekcie Zwycięzców i na ulicy Niamiha, a także w innych miejscach.

Mimo interwencji służb ludzie gromadzą się w okolicy pomnika Mińska Miasta-Bohatera. Media niezależne szacują, że zebrało się tam już kilka tysięcy ludzi i wciąż napływają nowi uczestnicy.

Przed niedzielnym protestem w Mińsku, które władze uważają za „nielegalną akcję masową”, na ulice miasta wyprowadzono milicję i wojsko, a także ciężarówki, sprzęt do rozpędzania demonstracji i transportery opancerzone.

Do centrum Mińska wjechało wiele ciężarówek z funkcjonariuszami i więźniarek, armatki wodne i inny sprzęt milicyjny, a także transportery opancerzone. Otoczone są niektóre budynki w centrum, a także zablokowane ulice – m.in. Prospekt Niepodległości na odcinku prowadzącym do pałacu prezydenckiego, Prospekt Puszkina i inne ulice.

Stacje metra w centrum zostały zamknięte, jak podano: „ze względu na bezpieczeństwo pasażerów”.

Ok. godziny 14.30 czasu białoruskiego (13.30 w Polsce) w centrum miasta tradycyjnie już zaczęły się problemy z dostępem do internetu z telefonów komórkowych. TUT.by powołując się na jednego z operatorów podał, że zrobiono to na żądanie „uprawnionych instytucji państwowych”.

Wiadomo również o zatrzymaniach w innych miastach, m.in. w Homlu i w Grodnie.
Źródło info i foto: TVP.info

Barwice: Dyrektorka przedszkola znęcała się nad dziećmi. Usłyszała trzy zarzuty

Dyrektorka i właścicielka przedszkola w Barwicach w województwie zachodniopomorskim usłyszała trzy zarzuty, w tym naruszenia nietykalności trzyletniego dziecka poprzez związanie mu rąk taśmą klejącą. Kobieta częściowo przyznała się do zarzucanych jej czynów. Nagranie ze zdarzenia zostało zarejestrowane przez kamerę monitoringu, ale – według ustaleń śledczych – zostało ono zniszczone. W sprawie został zatrzymany również mąż kobiety.

Dyrektorka i właścicielka niepublicznego przedszkola w Barwicach Katarzyna H. miała raz związać ręce taśmą klejącą trzyletniemu podopiecznemu.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski przekazał, że z zeznań, które złożyła, wynika, że „zrobiła to w tym celu, by uświadomić chłopcu, że się źle zachowuje wobec innych dzieci”. – On agresywnie się do nich odnosił, szczypał, gryzł. To miał być środek, który uzmysłowi mu, że tak nie należy się zachowywać – wyjaśnił prok. Gąsiorowski.

Śledczy: zapis z monitoringu zniknął

O zdarzeniu zawiadomiła policję matka dziecka, którą dyrektorka miała zwodzić w sprawie udostępnienia nagrania z monitoringu przedszkola, na którym widoczne miało być zachowanie chłopca i dyrektorki. Prokurator Gąsiorowski powiedział, że według ustaleń, „zapis z monitoringu został wyniesiony z przedszkola, wyrzucony”.

Do sprawy zatrzymano dyrektorkę, Katarzynę H. i jej męża. We wtorek zostali przesłuchani w Prokuraturze Rejonowej w Szczecinku i przedstawiono im zarzuty.

Kobieta usłyszała trzy zarzuty. – Pierwszy to naruszenie nietykalności przedszkolaka poprzez związanie mu rąk taśmą klejącą. Zarzut drugi, to nakłonienie dwóch osób pracujących w przedszkolu do składania fałszywych zeznań, kiedy sprawą zainteresowała się policja. Trzeci zarzut, to złożenie fałszywych zeznań, mimo prawa do odmowy ich składania – wymienił prok. Gąsiorowski.

Katarzyna H. przyznała się do pierwszego i trzeciego zarzutu. Za pierwszy czyn grozi jej kara do roku pozbawienia wolności, za drugi – do 8 lat, a za trzeci – do 5 lat. Mąż dyrektorki jest podejrzany o złożenie fałszywego zeznania. Najprawdopodobniej prokurator nie będzie składał wniosku o areszt dla żadnej z podejrzanych osób.

W przedszkolu w Barwicach jest prowadzona kontrola przez pracowników kuratorium oświaty. Na co dzień uczestniczy tam w zajęciach około 40 dzieci.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Tysiące osób pod rezydencją Łukaszenki. Trwają demonstracje na Białorusi

W największych białoruskich miastach ponownie odbyły się demonstracje opozycji, domagającej się ustąpienia prezydenta Alaksandra Łukaszenki. W Mińsku w manifestacji – według różnych źródeł – uczestniczyło od kilkudziesięciu tysięcy do ponad 200 tys. osób. Protest trwał ponad cztery godziny. Uczestnicy przeszli ulicami miasta aż pod pałac prezydencki. W manifestacji, która rozpoczęła się od zatrzymań i prób interwencji ze strony sił specjalnych milicji OMON, mogło wziąć udział – według szacunków Radia Swaboda – nawet 200 tys. ludzi.

Zatrzymano co najmniej 125 osób

MSW poinformowało o zatrzymaniu 125 osób w ciągu pierwszych dwóch godzin akcji. Później informacji o zatrzymaniach nie było. Pod koniec protestu MSW opublikowało informację, że w centrum miasta czasie manifestacji doszło do ataku na samochód milicji.

Tysiące ludzi pod pałacem prezydenckim

W Mińsku demonstranci przeszli głównymi ulicami miasta pod Pałac Niezależności, który jest nową siedzibą prezydenta Białorusi. Pałac prezydencki był otoczony przez siły milicji i wojska, w tym wozy opancerzone i uzbrojonych żołnierzy.

Urodzinowe „prezenty” dla Łukaszenki

Uczestnicy manifestacji przynieśli Alaksandrowi Łukaszence, który dziś kończy 66 lat, urodzinowe prezenty. Tam zablokował im drogę milicyjny OMON. Demonstranci zostawili przeniesione prezenty – trumnę z napisem „Dyktatura”, zrobionego z kartonu dużego karalucha i miniaturowy samochód-więźniarkę.

Wielka kukła karalucha, nawiązująca do ludowego przezwiska białoruskiego prezydenta, spacerowała wcześniej po ulicy Niemiga w centrum miasta. W innym miejscu swój performance urządzili tancerze na szczudłach, przebrani za śmierć i szkielety. Wiele plakatów podczas niedzielnego protestu nawiązywało do 66. urodzin Łukaszenki. „Uważaj, nie udław się wisienką” – napisano na rysunku z wielkim urodzinowym tortem.

„My na coś słodkiego! Wychodź, przyszliśmy na urodziny!” – krzyczeli uczestnicy protestu.

„Będziemy demonstrować aż do zwycięstwa”

Zebrani w niedzielę na ulicach mińska podkreślali, że trzeba kontynuować protesty.

„Mam nadzieję , że będziemy demonstrować aż do zwycięstwa. Bo jeśli opuścimy ręce, poddamy się i rozejdziemy po domach, to wszystko, co dotychczas zrobiliśmy, okaże się niepotrzebne” – powiedziała mieszkanka Mińska.

Na dzisiejszej demonstracji obecna była Maryja Kalesnikowa, członek prezydium Koordynacyjnej Rady, która stawia sobie za cel pomoc w pokojowym przekazaniu władzy. Przyszło też kilku znanych sportowców, m.in. Aleksandra Hierasimienia, mistrzyni świata w pływaniu.

Wyłączono internet

W Mińsku ok. godz. 15 (14 w Polsce) wyłączono internet komórkowy. Przed niedzielnym protestem milicja uprzedziła dziennikarzy, by nie podchodzili do uczestników protestu bliżej niż na 100 metrów. Gdy protestujący w Mińsku podchodzili do pałacu prezydenckiego, z jednostki wojskowej w dzielnicy Uruczcza na północnym-wschodzie miasta wyjechały wozy bojowe BMP. W znajdującym się naprzeciwko pałacu centrum handlowym rozpoczęła się ewakuacja. W tym czasie pokojowo nastawieni demonstranci nie przestawali składać prezydentowi życzeń z okazji urodzin.

Zatrzymania także w innych miastach

Uczestnicy pokojowych akcji byli zatrzymywani także w innych miastach, m.in. w Żodzino pod Mińskiem. Demonstracje, w których uczestniczyło po kilka tysięcy ludzi, odbywały się też w innych dużych miastach Białorusi: Grodnie, Brześciu, Homlu i Mohylewie.

Masowe protesty na Białorusi

Był to już 22. dzień protestów zorganizowanych przez opozycję, która podważa wynik ostatnich wyborów prezydenckich, które odbyły się 9 sierpnia. Tysiące obywateli domagają się odejścia prezydenta Alaksandra Łukaszenki. Reżim Łukaszenki przekonuje, że podejmowane są próby destabilizacji sytuacji w kraju.
Źródło info i foto: interia.pl

Dziennikarze zatrzymani w Mińsku są w areszcie

W czwartek wieczorem na białoruskich ulicach zatrzymano kilkaset osób, w tym co najmniej kilkudziesięciu dziennikarzy z różnych krajów. Niektórzy wciąż przebywają w areszcie – są wśród nich m.in. korespodenci Biełsatu. „Mają być sądzeni za udział w nielegalnym zgromadzeniu” – poinformowała dyrektorka stacji.

Podczas czwartkowej, pokojowej akcji protestacyjnej w Mińsku OMON dokonał zatrzymań kilkuset osób, które brały udział w demonstracji. Wśród zatrzymanych znalazło się też około 50 dziennikarzy z różnych krajów, którzy relacjonowali wydarzenia na Białorusi. Jak informowaliśmy wcześniej, był wśród nich m.in. polski dziennikarz – korespondent „Faktów” TVN, Andrzej Zaucha. Został on zwolniony przez milicję po kilku godzinach od zatrzymania.

Jak relacjonuje Andrzej Poczobut, dziennikarz i członek Zarządu Głównego Związku Polaków na Białorusi, większość dziennikarzy została już wypuszczona, ale co najmniej kilku przewieziono do aresztu. Chodzi m.in. o korespondentów Białsatu oraz o operatora amerykańskiej stacji „Current TV”. Wciąż nie ma także informacji, co stało się z dziennikarzami niemieckiej telewizji ZDF, z którymi od protestów redakcja nie ma kontaktu.

„Dziennikarka Kaciaryna Andrejewa i operator Maks Kalitouski nie zostali zwolnieni po zatrzymaniu w Mińsku. Zabrano ich do aresztu przy ulicy Akrestsin, prawdopodobnie będą sądzeni jutro” – podała telewizja Biełsat po północy.

Dyrektorka telewizji Biełsat Agnieszka Romaszewska-Guzy przekazała, że wśród zatrzymanych jest także trzeci dziennikarz – Aleksander Wasiukowicz. Wszyscy relacjonowali przebieg protestów. „Mają być sądzeni za „udział w nielegalnym zgromadzeniu”” – napisała.

Niektórzy dziennikarze, którzy zostali zwolnieni z posterunków, otrzymali nakaz natychmiastowego opuszczenia Białorusi. Jednemu ze szwedzkich korespondentów wydano 5-letni zakaz wjazdu do kraju.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Międzyrzecz: Poszukiwany schował się w kanapie. Został zatrzymany za przestępstwa narkotykowe

Policjanci z Międzyrzecza w województwie lubuskim zatrzymali 32-latka poszukiwanego do odbycia kary za przestępstwa narkotykowe. Namierzyli go w mieszkaniu znajomej, gdzie próbował ukryć się w kanapie – poinformowała Justyna Łętowska z Komendy Powiatowej Policji w Międzyrzeczu. Przy zatrzymanym funkcjonariusze zabezpieczyli też 82 woreczki strunowe z amfetaminą. Wszystkie były dokładnie wyważone i zamknięte – przygotowane do sprzedaży.

„Mężczyzna usłyszał zarzut posiadania znacznej ilości narkotyków, za co może trafić do więzienia nawet na 10 lat. Na wniosek prokuratora sąd zastosował wobec niego areszt tymczasowy” – powiedziała Łętowska.

Kryminalni szukający 32-latka z Międzyrzecza ustalili, że może przebywać w jednym z mieszkań na terenie tego miasta. Postanowili sprawdzić swój trop, jednak pomimo wielokrotnego pukania w drzwi, przez dłuższą chwilę nikt nie otwierał.

„Dopiero, gdy policjanci zapowiedzieli siłowe wejście do mieszkania, drzwi otworzyła kobieta twierdząc, że poszukiwanego mężczyzny u niej nie ma. Ten jednak tam był. Schował się w pojemniku na pościel wersalki” – dodała Łętowska.
Źródło info i foto: RMF24.pl