Była prezes Wisły Kraków zatrzymana. Szokujące zarzuty

Między innymi zarzut uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej usłyszała Marzena S. Była prezes Wisły Kraków została zatrzymana we wtorek w związku ze śledztwem dotyczącym wyprowadzania pieniędzy z klubu. Wśród osób, które usłyszały zarzuty jest też m.in były wiceprezes „Białej Gwiazdy”, Robert N. – informuje Polska Agencja Prasowa.

Była prezes krakowskiej Wisły Marzena S., wraz z trzema innymi osobami, została zatrzymana we wtorek. Zatrzymanie ma związek ze śledztwem dotyczącym niegospodarności w klubie. Cała czwórka została doprowadzona do Prokuratury Regionalnej w Poznaniu, gdzie przedstawiono im zarzuty.

Jak informuje PAP, Marzena S. usłyszała zarzut uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej, a także popełnienia przestępstw gospodarczych związanych z wyrządzeniem szkody w mieniu Wisły Kraków SA w łącznej kwocie niemal 7,3 mln zł oraz narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo spowodowania powstania szkody majątkowej w wysokości prawie 2,6 mln zł w związku z zawarciem niekorzystnych umów na realizację usług na rzecz klubu, między innymi z podmiotem reprezentowanym przez Annę M.–Z.

Śledczy podają, że zarzuty dotyczą także zaniechania wypłat wynagrodzeń zawodnikom klubu, co miało skutkować rozwiązaniem kontraktów i stratą finansową dla spółki. Przedmiotem śledztwa jest też przywłaszczenie 824 tys. złotych i doprowadzenie do przyznania członkom zarządu spółki znacznie zawyżonych wynagrodzeń: dwie osoby otrzymały z tego tytułu od sierpnia 2017 roku do sierpnia 2018 roku ponad 1,3 mln zł.

Zarzuty dla byłego wiceprezesa

Oprócz S. zarzuty usłyszał też m.in były wiceprezes spółki i byłe członek Rady Nadzorczej Wisły, Robert S. i Anna M.-Z. – żona Grzegorza Z., współkierującego grupą kibiców Wisły. Prokurator przedstawił im zarzut uczestnictwa w zorganizowanej grupie przestępczej oraz udziału w przywłaszczeniu ponad 824 tys. zł z tytułu zawarcia fikcyjnej umowy sponsoringowej. Wszystkim podejrzanym grozi do 10 lat więzienia.

Długi krakowskiej Wisły

Wisła Kraków ma ogromne problemy finansowe. Długi klubu wynoszą ponad 40 mln złotych. S. która kierowała klubem od sierpnia 2016 r. do 31 grudnia 2018 r omal nie doprowadziła krakowskiej Wisły na skraj bankructwa i przekazania stu procent akcji niewiarygodnym biznesmenom na czele z Vanną Ly. Dopiero akcja ratunkowa Jakuba Błaszczykowskiego, Jarosława Królewskiego i Tomasza Jażdżyńskiego tchnęła nowe życie w 13-krotnego mistrza polski.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Arsenał broni znaleziony w garażu. Zatrzymano właściciela

Ogromny arsenał broni z czasów II wojny światowej odkryła policja w miejscowości Wronie w woj. kujawsko-pomorskim. Jedna osoba została zatrzymana. Policja podaje, że w trzech garażach ujawniono m.in. pociski przeciwpancerne, pociski przeznaczone do wysadzania bunkrów, a także moździerze i amunicję artyleryjską.

Właściciel garaży został zatrzymany do wyjaśnienia. Na miejscu pracuje policja i saperzy, którzy będą wyciągnąć i zabezpieczać niebezpieczne znaleziska.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: 44-letnia Sylwia P. oskarżona o zabicie 11-miesięcznego dziecka. Zatrzymana w Bydgoszczy

W okolicy Bydgoszczy doszło do zatrzymania 44-letniej Polki, której prokuratura z Minnesoty postawiła zarzut morderstwa 11-miesięcznego chłopca – wynika z ustaleń TVN 24. Kobieta była opiekunką i pracowała w domowym przedszkolu. Znajdujący się pod jej opieką chłopiec zmarł w 2017 roku. Miał ciężkie obrażenia ciała, a zdaniem śledczych kobieta zadała mu je, wymierzając kary fizyczne.

44-letnia Sylwia P. pracowała jako licencjonowana opiekunka w domowym przedszkolu mieszczącym się w budynku na przedmieściach Minneapolis w stanie Minnesota. TVN 24 informuje, że do śmierci 11-miesięcznego chłopca znajdującego się pod jej opieką doszło 12 lipca 2017 roku. Policję powiadomili okoliczni mieszkańcy, którzy donieśli, że słyszą krzyki kobiety wzywającej pomoc. Po przyjeździe do domu, w którym pracowała P., zastali leżące na stole nieprzytomne dziecko, które nie reagowało na próby reanimacji przez kobietę. Po przewiezieniu do szpitala u chłopca stwierdzono śmierć mózgu i bardzo rozległe obrażenia głowy. Mimo wysiłków lekarzy zmarł.

USA. Polska opiekunka z zarzutem zabójstwa dziecka

Podczas trwającego w sprawie śledztwa prokuratura wraz z biegłymi ustaliła, że obrażenia mogły zostać spowodowane silnym potrząsaniem dzieckiem. Z zeznań kobiety wynikało z kolei, że w dniu, gdy doszło do tragedii, 11-miesięczny Gabriel nieustannie płakał i mocno tęsknił za rodzicami. Jak opisuje TVN24, kobieta utrzymywała, że posadziła chłopca w foteliku w kuchni i dała mu wafelka, a następnie zajęła się innymi dziećmi. Gdy wróciła do kuchni, niemowlak miał być już nieprzytomny.

Amerykańska prokuratura nie dała wiary zeznaniom 44-latki. W lutym 2018 roku postawiono jej zarzut morderstwa drugiego stopnia (bez premedytacji), za co grozi do 40 lat więzienia. Zdaniem śledczych kobieta miała stosować wobec chłopca kary fizyczne, który doprowadziły do jego śmierci. Kobieta wyjechała do Polski na trzy miesiące przed postawieniem zarzutów, wydano za nią list gończy.

Do zatrzymania 44-latki doszło 3 lipca na terenie województwa kujawsko-pomorskiego, w okolicy Bydgoszczy. Kobieta została przesłuchana w charakterze podejrzanej. Przydzielono jej także dozór policji i zakazano opuszczanie kraju. Obecnie – jak ustalili dziennikarze TVN 24 – prokuratura czeka na wniosek o jej ekstradycję od strony amerykańskiej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wójt gminy Lesznowola zatrzymana przez CBA wróciła do pracy. Jolanta B.-W. została przywitana oklaskami

Jolanta B.-W., wójt gminy Lesznowola, która w ubiegłą środę została zatrzymana przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, wróciła do pracy. Po kilkudniowej nieobecności w urzędzie została przywitana oklaskami i kwiatami – informuje Radio dla Ciebie.

Zatrzymanie wójt gminy Lesznowola (w 2018 r. została wyróżniona tytułem „Najlepszego wójta X-lecia”) to wynik śledztwa po kontroli CBA. Wójt podejrzewana jest o działanie na szkodę finansów gminy.

Według śledczych miała przekroczyć swoje uprawnienia lub nie dopełnić obowiązków i niezasadnie wypłacać odsetki od zerwanej umowy oraz umarzać należności podatkowe. Łączna kwota strat gminy ma wynosić 4 mln zł.

W poniedziałek Radio dla Ciebie poinformowało, że wójt wróciła na stanowisko, a „pracownicy urzędu przywitali gospodynię oklaskami i kwiatami”.

Jolanta B.-W., jak i urząd, nie chcieli skomentować zatrzymania przez CBA.

– „Toczy się postępowanie przygotowawcze i z powodów tak zwanej ostrożności procesowej, po prostu nie komentuję tej sprawy” – przekazała w rozmowie z RDC Agnieszka Adamus, kierownik referatu promocji i komunikacji z mediami w lesznowolskim urzędzie.

Wójt przed sądem będzie odpowiadać z wolnej stopy.
Źródło info i foto: businessinsider.com.pl

Miejska Górka: Ciało noworodka znalezione w szafie. Chłopiec zginął od uderzeń w głowę. 30-latce grozi dożywocie

W mieszkaniu w Miejskiej Górce policja znalazła ciało noworodka. 30-letnia matka ukrywała ciążę przed bliskimi, prokuratura postawiła jej zarzut zabójstwa. Wstępne ustalenia wskazują na to, że dziecko urodziło się żywe, zginęło od uderzeń w głowę. vW Miejskiej Górce (woj. wielkopolskie) policja i prokuratura ujawniły więcej informacji na temat sprawy śmierci noworodka. 30-letnia kobieta w ostatni wtorek, 2 lipca, trafiła do szpitala w Rawiczu ze względu na zły stan zdrowia.

Tam lekarze ustalili, że kobieta niedawno urodziła. W jej mieszkaniu pojawiła się policja – funkcjonariusze w szafie znaleźli ciało noworodka. W rozmowie z Polsat News rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Michał Smętkowski przekazał, że ustalono, iż 30-latka ukrywała ciążę przed wszystkimi, nawet rodziną, a dziecko urodziła w ukryciu.

Według wstępnych ustaleń chłopiec urodził się żywy, natomiast zginął od uderzeń w głowę. Po tym, jak 30-latkę wypisano ze szpitala w piątek, kobietę zatrzymano. Prokurator postawił jej zarzut zabójstwa.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Haryszew: Pijana kobieta wjechała samochodem w budynek mieszkalny

W miejscowości Henryszew (woj. mazowieckie) 45-letnia kobieta pod wpływem alkoholu przejechała samochodem przez skrzyżowanie i wjechała w budynek mieszkalny – poinformowała w niedzielę asp. sztab. Katarzyna Zych.

Jak poinformowała Katarzyna Zych, informacja o wypadku przy ul. Wspólnej w Henryszewie dotarła na komisariat w niedzielę po godz. 10. Kierująca volkswagenem przejechała przez skrzyżowanie i wjechała w budynek; 45-latka miała ponad 2 promile alkoholu. Pasażer również był pod wpływem alkoholu. Podczas uderzenia doznał urazu głowy.

– Kobieta została zatrzymana, a obrażenia mężczyzny są sprawdzane – poinformowała Katarzyna Zych. Za jazdę pod wpływem alkoholu kierowcy grozi do 2 lat pozbawienia wolności.

Mieszkańcom uszkodzonego budynku nic się nie stało. Auto naruszyło jedynie elewację.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Dwuletni chłopiec błąkał się po parku. Policja zatrzymała pijaną matkę

Gdańscy policjanci zaopiekowali się dwuletnim chłopcem, który błąkał się samotnie po jednym z miejscowych parków. Funkcjonariusze odnaleźli matkę chłopca: miała ponad 2 promile alkoholu w organizmie. Dziecko zostało umieszczone w placówce opiekuńczej.

O incydencie poinformowała w środę rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku asp. Karina Kamińska.

Jak wyjaśniła, zdarzenie miało miejsce w wielkanocną sobotę wieczorem. Z policją skontaktowali się przechodnie zaniepokojeni widokiem malucha, który samotnie błąkał się po parku ciągnąc za sobą dziecięcy wózek.

Funkcjonariusze poprosili o pomoc lekarza, który – po zbadaniu dziecka, orzekł, że maluch jest w dobrym stanie. Dziecko trafiło pod opiekę pracowników gdańskiego Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, a następnie do placówki opiekuńczej.

Policjanci sprawdzili rzeczy, które były w wózku. Znaleźli w nim m.in. recepty, na których znajdował się prawdopodobny adres zamieszkania chłopca. W mieszkaniu nikogo nie było, jednak policjantom udało się ustalić, gdzie może przebywać matka dziecka.

„Nie było z nią kontaktu”

Godzinę po znalezieniu malucha policjanci odnaleźli 24-letnią matkę. Kobieta była w jednym z mieszkań w gdańskiej dzielnicy Wrzeszcz.

– Kobieta była pijana, miała ponad 2 promile alkoholu w organizmie. Z uwagi na stan upojenia rozmowa z nią nie była możliwa. Kobieta trafiła do wytrzeźwienia – poinformowała Kamińska.

Gdy wytrzeźwiała, kobieta została przesłuchana przez policjantów. Kamińska poinformowała, że funkcjonariusze będą ustalać, jak długo chłopiec pozostawał bez opieki, kto pozostawił go w parku i w jakich okolicznościach. Policjanci przeglądają m.in. zapisy z kamer monitoringu.

– Niewykluczone, że 24-letnia kobieta usłyszy zarzut narażenia chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu – poinformowała rzecznik wyjaśniając, że za to przestępstwo grozi do 5 lat więzienia.

Kamińska poinformowała też, że zebrany w tej sprawie materiał dowodowy zostanie przekazany również do sądu rodzinnego.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Dżihadystka z trójką dzieci zatrzymana tuż po powrocie do Niemiec

Ostatnie 4 lata 31-letnia Carla S. spędziła w tzw. Państwie Islamskim w Syrii. Została zatrzymana tuż po powrocie do Niemiec.

Carla S. wiedziała, co się szykuje, dlatego wylądowawszy na lotnisku w Stuttgarcie wcale nie była zaskoczona. 31-letnia Niemka z Zagłębia Ruhry przed czterema laty wraz z partnerem i trojgiem dzieci dobrowolnie przyłączyła się do tzw. Państwa Islamskiego w Syrii.

Dziś żałuje wyjazdu

W wyniku potajemnie zorganizowanej akcji została obecnie przewieziona przez Turcję do Niemiec. Na lotnisku w Stuttgarcie czekali już na nią policjanci z nakazem aresztowania w ręku. Na lotnisko przybyła także jej matka, babcia trojga wnuków. Policjanci pozwolili obydwu kobietom w spokoju porozmawiać – jak opowiadał adwokat Carli S. Mahmut Erdem w rozmowie z aencją DPA, który angażował się na rzecz powrotu młodej kobiety i innych Niemców z Syrii. Carla została zatrzymana przez niemiecką policję pod zarzutem uprowadzenia dzieci, ponieważ odseparowała ona dzieci od ich ojca żyjącego w Niemczech.

Carla S. w roku 2015 wraz ze swoim ówczesnym partnerem, dżihadystą i trojgiem swoich dzieci wyjechała do Syrii. Jedno z dzieci zmarło w Syrii – jak donosi agencja DPA. W roku 2017 urodziła ona tam następne dziecko, którego ojcem był jeszcze inny mężczyzna – wyjaśnia adwokat Erdem. Kobieta mieszkała między innymi w Racce. W tym okresie została zatrzymana przez syryjską armię i osadzona w obozie. Przez niemiecki MSZ adwokat i jej matka zabiegali o powrót do Niemiec. Dzieci Carli S. są obecnie w wieku od 2 do 10 lat. Jak podkreśla adwokat, kobieta żałuję obecnie, że swego czasu wyjechała do Syrii i domaga się, żeby umożliwić także powrót innych osób do Niemiec, przede wszystkim kobiet z dziećmi. – Nie można dzieci pozostawić w takiej sytuacji – twierdzi adwokat.

Rząd się nie kwapi

Niemiecki rząd w ostatnim czasie sprowadził do Niemiec kilkoro dzieci osób, które są więzione w Iraku, a które były w szeregach tzw. Państwa Islamskiego. Dzieci przekazane zostały krewnym w RFN. Jak poinformował MSZ, obecnie jeszcze ośmiu obywateli niemieckich jest więzionych w Iraku, po tym jak zostały one skazane za przynależność do terrorystycznej organizacji IS. Jest wśród nich między innymi Levent Oe. skazany przez sąd w Bagdadzie na karę śmierci. Wyjechał on do Iraku w roku 2013; w jego sprawie złożone zostało odwołanie od wyroku. Także w przypadku innych procesów przeciwko niemieckim członkom IS nie ma jeszcze prawomocnych wyroków.
Źródło info i foto: wp.pl

Koszalin: Podejrzany w sprawie tragedii w escape roomie jest „zrozpaczony”

– Nasz klient jest zrozpaczony tym, co się stało – powiedzieli obrońcy Miłosza S. Po tragedii w escape roomie w Koszalinie mężczyzna usłyszał zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa i nieumyślnego spowodowania śmierci. Miłosz S. – to pierwsza osoba zatrzymana w związku z tragedią w koszalińskim escape roomie. Jak powiedział dziennikarzom „Faktu” rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski, podstawą zarzutu jest stwierdzenie, że to właśnie 28-latek był osobą, która faktycznie prowadziła ten escape room i przygotowywała wyposażenie pomieszczeń.

– Nie zwrócił uwagi na to, że nie ma tam właściwego ogrzewania tych obiektów, i że nie ma tam przede wszystkim dróg ewakuacyjnych – mówił Gąsiorowski.

Działalność gospodarcza była natomiast zgłoszona przez jego babcię.

Miłosz S. nie przyznaje się do postawionych mu zarzutów. Jak mówią jego obrońcy Miłosza S. Wiesław Breliński i Wojciech Janus, jest zrozpaczony tym, co się stało. – Nie złożył wyjaśnień z uwagi na to, że nie jest w stanie psychicznie znieść tego ciężaru, który na niego spadł – poinformowali Radio Zet po wyjściu z budynku prokuratury.

Obrońcy powiedzieli, że Miłosz S. „nie był w stanie odnieść się do niczego, co jest podstawą do postawionego mu zarzutu”. Dodali także, że ich klient złożył głębokie kondolencje dla rodzin ofiar. Miał także powiedzieć, że jest mu „przykro i jak bardzo nie chciał skutku, który nastąpił”.

Tragedia w Koszalinie. Zginęło pięć nastolatek

Przypomnijmy, że w pożarze escape roomu w Koszalinie zginęło pięć 15-latek i poważnie ucierpiał 25-letni pracownik obiektu. Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że przyczyną pożaru było rozszczelnienie butli gazowej. Ogień pojawił się najpierw w poczekalni, odcinając pracownika obiektu od możliwości udzielenia dziewczynom pomocy.

Nastolatki zmarły w wyniku zatrucia tlenkiem węgla.

Straż pożarna podała wcześniej, że w escape roomie w Koszalinie było „wiele zaniedbań”. Urządzenia grzewcze znajdowały się zbyt blisko materiałów łatwopalnych, a instalacje elektryczne były prowizoryczne. Nie było drogi ewakuacji.

Kim były ofiary?

Julia, Amelia, Gosia, Karolina i Wiktoria – tak nazywały się dziewczyny, które zginęły w pożarze koszalińskiego escape roomu. Miały 15-lat, chodziły do jednej klasy. Feralnego dnia jedna z nastolatek świętowała urodziny z koleżankami.

Na polecenie szefa MSWiA Joachima Brudzińskiego straż pożarna prowadzi inspekcje tego typu obiektów w całej Polsce. Do tej pory skontrolowano już 325 takich miejsc i 26 z nich zostało zamkniętych.
Źródło info i foto: wp.pl

Kobieta z nożem zaatakowała w przedszkolu. Raniła 14 dzieci

Uzbrojona w nóż kobieta raniła w piątek rano 14 dzieci w jednym z przedszkoli w mieście Chongqing na zachodzie Chin – przekazały lokalne władze. 39-letnia sprawczyni została zatrzymana; nie wspomniano o możliwym motywie ataku. Według komunikatu policji w dzielnicy Banan w Chongqingu do ataku doszło ok. godz. 9.30 rano czasu miejscowego (godz. 3.30 rano w Polsce).

Napastniczka o nazwisku Liu raniła nożem 14 dzieci, po czym została obezwładniona przez ochroniarzy i personel placówki. Ranne dzieci przewieziono do szpitala – napisano.

Magazyn „Caixin” podał, powołując się na świadków zdarzenia, że napastniczka była „dość schludnie ubrana” i „nie wyglądała na chorą psychicznie”. Na amatorskich nagraniach udostępnianych na portalach społecznościowych widać prowadzoną przez policjantów kobietę w średnim wieku.

Zaatakował uczniów nożem kuchennym

Brutalne przestępstwa są w Chinach stosunkowo rzadkie w porównaniu z wieloma innymi krajami. W ostatnich latach w kraju doszło jednak do szeregu ataków z użyciem noży i siekier, z których wiele wymierzonych było w dzieci. Winą za tego rodzaju incydenty najczęściej obarczane są osoby z problemami psychicznymi lub urazami natury osobistej. Używają zwykle noży, gdyż broń palna jest w Chinach ściśle kontrolowana.

W czerwcu mężczyzna uzbrojony w nóż kuchenny zaatakował uczniów przy wejściu do szkoły podstawowej w Szanghaju, zabijając dwóch chłopców i raniąc kolejnego; ucierpiała również jedna z matek dzieci.

We wrześniu w prowincji Shaanxi stracono mężczyznę skazanego za zabicie nożem dziewięciorga uczniów szkoły średniej w tym regionie. W czasie procesu przyznał on, że kierowała nim frustracja z powodu niepowodzeń życiowych i chęć zemsty za nękanie, z jakim spotykał się, gdy sam uczęszczał do tej szkoły.
Źródło info i foto: polsatnews.pl