Białystok: 41-latek zatrzymany z narkotykami

Białostoccy policjanci zajmujący się przestępczością narkotykową zaskoczyli 41-letniego mieszkańca bloku na osiedlu Piasta, pukając o świcie do jego drzwi. Po okazaniu „blach” i stosownych „kwitów”, mundurowi przeszukali mieszkanie i znaleźli w nim blisko 45 gramów narkotyków. Mężczyźnie zgodnie z polskim prawem grozi teraz kara nawet 3 lat więzienia.

Policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku dowiedzieli się, że 41-letni mieszkaniec osiedla Piasta może mieć w swoim mieszkaniu sporą ilość narkotyków. Mundurowi swoją poranną wizytą zaskoczyli mężczyznę.

Podczas przeszukania mieszkania kryminalni znaleźli foliowy worek z suszem roślinnym, który po wstępnym badaniu narkotesterem okazał się być marihuaną. Kryminalni zabezpieczyli blisko 45 gramów tego narkotyku, a 41-latek usłyszał zarzut posiadania środków odurzających.

Za to przestępstwo Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii przewiduje karę do 3 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

Gorzów Wielkopolski: Ukradli pieniądze zbierane dla chorych z hospicjum

Trzech młodych mężczyzn ukradło skrzynkę z gotówką zbieraną dla chorych z hospicjum. Po ich zatrzymaniu okazało się, że jeden z nich ma na koncie więcej przestępstw. 27-latek miał włamywać się także do kościołów – w tym do gorzowskiej kaplicy katedralnej – i ukraść stamtąd pieniądze i laptopa.

Jak informują policjanci, do kradzieży doszło w czwartek przed godziną 19. W centrum handlowo-usługowym przy ul. Witosa w Gorzowie Wlkp. trzy osoby miały zabrać skrzynkę z gotówką i wybiec poza obiekt.

Rozpoczęły się poszukiwania sprawców. Informacje trafiły do patroli w mieście, zabezpieczono także monitoring. Na jednym z nagrań widać jak sprawcy wchodzą do obiektu, a następnie jeden z nich podnosi skrzynkę z pieniędzmi dla chorych z hospicjum. Po chwili widać, jak sprawcy uciekają w stronę znajdujących się obok bloków mieszkalnych. W ich pobliżu mieli rozbić szybę w skarbonie i zabrać znajdujące się w środku pieniądze. Jak informuje policja, wyrządzone straty to około 2 tys. złotych.

Kradzież skarbony

Dzień później około godz. 23 funkcjonariusze otrzymali zgłoszenie dotyczące mężczyzn, którzy mogli być odpowiedzialni za kradzież pieniędzy. Na stacji paliw przy ul. Warszawskiej zatrzymano trzech poszukiwanych. Byli to mężczyźni w wieku 18, 21 i 27 lat. Wszyscy zostali przewiezieni do gorzowskiej komendy, by następnie usłyszeć zarzuty kradzieży z włamaniem.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Dziennikarka zostanie skazana na kolonię karną? Protesty pod gmachem FSB w stolicy Rosji

15 osób zatrzymała policja w Moskwie podczas protestu przed gmachem Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB). Około 100 osób prowadziło tam pikiety w obronie niezależnej dziennikarki z Pskowa Swietłany Prokopiewej, której grozi kara pozbawienia wolności.

Informację o 15 zatrzymanych podał dziennik „Kommiersant”. Są wśród nich dziennikarze, m.in.: korespondentka portalu Meduza Kristina Safonowa i komentator niezależnej „Nowej Gaziety” Ilja Azar.

Dziennikarze przyszli pod gmach FSB, by wyrazić solidarność zawodową i wsparcie dla Prokopiewej. Demonstracja miała formę jednoosobowych pikiet, niektórzy protestujący przynieśli plakaty z hasłami w obronie dziennikarki. Jednoosobowe pikiety nie wymagają zezwolenia władz, ale policjanci oświadczyli, że zgromadzenie nie zostało uzgodnione i zagrozili zatrzymaniami. Demonstranci, którzy rozwijali plakaty, byli od razu zabierani do samochodów policyjnych.

Prokopiewa jest oskarżona o usprawiedliwianie terroryzmu. Na procesie toczącym się w Pskowie prokurator zażądał dla niej kary sześciu lat kolonii karnej. Wyrok zapadnie w poniedziałek, 6 lipca.

Powodem oskarżeń wobec Prokopiewej stał się jej komentarz wygłoszony na falach rozgłośni Echo Moskwy w Pskowie 6 listopada 2018 roku. Dziennikarka mówiła o zamachu bombowym w Archangielsku, gdzie 17-latek zdetonował w samobójczym ataku ładunek wybuchowy w gmachu regionalnego oddziału FSB.

W komentarzu Prokopiewa wyraziła ocenę, że czyn zamachowca mógł być sprowokowany represyjnymi działaniami systemu politycznego; zauważyła m.in. iż „okrucieństwo rodzi okrucieństwo”. Niemniej zastrzegła, że akt terroru jest działaniem niedopuszczalnym. Regulator mediów Roskomnadzor ocenił jednak, że materiał zawierał wypowiedzi wyrażające usprawiedliwianie terroryzmu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Byli prezesi Spółdzielni Mieszkaniowej „Ujeścisko”, Maciej S. i Grzegorz H. zatrzymani

Dwaj byli prezesi Spółdzielni Mieszkaniowej „Ujeścisko” w Gdańsku – – Maciej S. i Grzegorz H. – zostali zatrzymani na zlecenie Prokuratury Okręgowej – poinformowało Radio Gdańsk. Chodzi o śledztwo w sprawie nieprawidłowości w byłym już zarządzie spółdzielni – sprawą zajmowali się dziennikarze „Interwencji” i „Państwa w Państwie”. Prezesi mają usłyszeć zarzuty w sobotę.

Prok. Mariusz Duszyński przekazał Radiu Gdańsk, że byli prezesi zostali zatrzymani w piątek po południu. Policja przeszukuje mieszkania zatrzymanych. Na razie nie ujawniono jakie zarzuty usłyszą mężczyźni.

Kilkadziesiąt rodzin zapłaciło za mieszkania i domy na terenie spółdzielni mieszkaniowej Ujeścisko w Gdańsku i zostało z niczym. Budowa nieruchomości ciągnie się już kilka lat i nie wiadomo, kiedy się zakończy.

W czerwcu poszkodowane rodziny, które dotąd nie odebrały mieszkań, zorganizowały pikietę przed budynkiem Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Poszkodowani opowiadali, że wpłacili za nieruchomości oszczędności życia – po 200-300 tys. złotych. Zaciągnęli kredyty, które muszą spłacać, a mieszkań wciąż nie ma.

– Spotkaliśmy się, żeby wyrazić swoje oburzenie i niezadowolenie wobec działań prawdopodobnie przestępczych poprzedniego zarządu, który doprowadził do wielomilionowych długów spółdzielni – mówił pan Łukasz.

„Kilkaset oszukanych rodzin”

Sprawą spółdzielni zajmowały się redakcje „Interwencji” i „Państwa w Państwie”, bo konflikt trwa od kilkunastu lat. – Tutaj mamy oszukanych kilkaset rodzin, które twierdzą, że wpłaciły oszczędności życia, zapłaciły za mieszkania i nie mogą tych mieszkań od kilku lat uzyskać, odzyskać – powiedziała Agnieszka Zalewska, reporterka „Państwa w Państwie”.

– Czekamy od listopada 2017 roku, to już trzecia Wigilia, a mój mąż nie wiadomo, czy dożyje. On już mówił, że prezesa będzie straszył, jak umrze. W ogródku miał siedzieć, a tak na czwartym piętrze jest uwięziony – opowiadała „Interwencji” w styczniu jedna z osób czekających na mieszkanie.

– W moim przypadku to jest około 200 tysięcy złotych. Tak naprawdę nie wiem, co się stało z tymi pieniędzmi. Czekam, to już jest na zasadzie ufności mojej – mówiła kolejna osoba.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Przechwycono dostawę 13 ton produktów z ludzkich włosów. Pochodzą z chińskich obozów pracy?

Amerykańskie władze federalne zajęły dostawę produktów wykonanych z ludzkich włosów, które prawdopodobnie zostały zabrane muzułmanom w obozach pracy w chińskiej prowincji Xinjiang – donosi „Guardian”. Urzędnicy znaleźli w przesyłce 13 ton produktów o łącznej wartości szacowanej na 800 tys. dolarów.

– Produkcja takich towarów stanowi bardzo poważne naruszenie praw człowieka, a nakaz zatrzymania ma na celu przesłanie jasnej i bezpośredniej wiadomości wszystkim podmiotom starającym się prowadzić interesy ze Stanami Zjednoczonymi, że nielegalne i nieludzkie praktyki nie będą tolerowane – powiedziała Brenda Smith, zastępca komisarza wykonawczego biura handlowego CBP (Customs and Border Protection).

Po raz drugi w tym roku CBP wydało rzadkie postanowienie o zatrzymaniu dostaw produktów z Chin.

„Myślcie czego używacie”

Rushan Abbas, amerykańska aktywistka ujgurska, której siostra zaginęła w Chinach prawie dwa lata temu i uważa się, że jest zamknięta w obozie dla więźniów powiedziała, że ​​kobiety używające produktów do włosów powinny pomyśleć o tym, kto je produkuje.

– To dla nas takie bolesne – przekonywała. – Chcę, aby ludzie myśleli o niewoli, której doświadczają inni – dodała.

Eksporterzy znajdują się w chińskim regionie Xinjiang na dalekim zachodzie, gdzie w ciągu ostatnich czterech lat rząd zatrzymał około 1 miliona etnicznych mniejszości tureckich.

Więźniowie przetrzymywani są w obozach dla internowanych i więzieniach, gdzie poddani są ideologicznej dyscyplinie, zmuszeni do potępienia swojej religii i języka oraz wykorzystywani fizycznie. Chiny od dawna podejrzewają, że Ujgurowie, w większości muzułmańscy, żywią tendencje separatystyczne ze względu na ich odrębną kulturę, język i religię.

Zmuszane do sterylizacji i antykoncepcji

Opublikowane w poniedziałek śledztwo agencji AP dowodzi, że za pomocą zmuszania kobiet do sterylizacji i antykoncepcji chińskie władze prowadzą depopulacyjną politykę wobec ujgurskiej mniejszości w Sinciangu. Eksperci mówią o „demograficznym ludobójstwie”.

Jak pisze Associated Press, Chiny „regularnie poddają setki tysiące kobiet należących do mniejszości testom ciążowym, zmuszają je do zakładania antykoncepcyjnych wkładek domacicznych, sterylizacji oraz aborcji”. Równocześnie władze zachęcają etnicznych Chińczyków (Hanów) do prokreacji i osiedlania się w zachodniej prowincji Sinciang, gdzie mieszka większość Ujgurów.

Raport agencji oparty jest na wywiadach z ujgurskimi kobietami, byłymi więźniami i nadzorcami obozów, do których trafiają Ujgurzy, oraz na państwowych statystykach. Według AP posiadanie zbyt wielu dzieci jest jednym z głównych powodów wysyłania Ujgurów i innych muzułmańskich mniejszości do obozów, które Pekin określa mianem reedukacyjnych. „Policja przeprowadza naloty na domy (Ujgurów – red.), szukając ukrywanych dzieci” – donosi AP.

60-procentowy spadek urodzeń

Statystyki dowodzą, że polityka przynosi efekty, bo w zamieszkiwanych w większości przez Ujgurów regionach Hotan i Kaszgar współczynnik urodzin zmniejszył się o ponad 60 proc. w latach 2015-2018. W całym Sinciangu tylko w ubiegłym roku współczynnik zmniejszył się o prawie 24 proc., wobec spadku o 4,2 proc. w całym kraju.

Podobnie o ile liczba sterylizacji w Chinach systematycznie spada, w Sinciangu dramatycznie wzrosła.

Chińskie władze nie odniosły się do doniesień AP, jednak agencja zauważa, że w przeszłości oficjele tłumaczyli swoje działania chęcią zrównania polityk rodzinnych wobec wszystkich Chińczyków. Przez lata mniejszości takie jak Ujgurzy były wyjęte spod ograniczeń polityki jednego dziecka, a obecnie – tak jak reszta obywateli Chin – mogą posiadać dwójkę lub trójkę dzieci, w zależności od tego, czy mieszkają w mieście czy na wsi. Jednak etnicznie chińskie kobiety nie są poddawane przymusowym aborcjom, sterylizacjom ani zmuszane do antykoncepcji.

Zwalczanie terroryzmu?

Innym uzasadnieniem szerszej drakońskiej polityki Pekinu wobec Ujgurów i innych mniejszości jest zwalczanie terroryzmu. Poza działaniami depopulacyjnymi są oni objęci programem masowej inwigilacji, indoktrynacji oraz pracy przymusowej. Według socjologów z państwowych chińskich ośrodków, rosnąca ludność muzułmańska sprzyjała radykalizacji i islamskiemu terroryzmowi, który zdaniem Pekinu odpowiada za serię zamachów w prowincji.

Jednak część zachodnich ekspertów uważa, że polityka Pekinu jest w istocie formą ludobójstwa. – To ludobójstwo, koniec, kropka. Nie chodzi tu o natychmiastowe, szokujący, prowadzący do masowych zabójstw typ ludobójstwa, ale ludobójstwo powolne, bolesne i pełzające – oceniła Joanne Smith Finley z brytyjskiego Uniwersytetu w Newcastle.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

CBŚP rozbiło grupę przestępczą i zatrzymało 12 osób. „Mieli wprowadzić do obrotu trzy miliony nielegalnych papierosów”

Kupowali wyroby tytoniowe głównie z Ukrainy i Białorusi, a później sprzedawali przez portale internetowe – przekazało CBŚP. Funkcjonariusze w dziewięciu województwach zatrzymali 12 osób. Są podejrzani o wprowadzenie do obrotu około trzech milionów papierosów. Mogli na tym zarobić 1,5 miliona złotych, a Skarb Państwa stracić nawet 3,5 miliona złotych.

Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji pod nadzorem Prokuratury Okręgowej we Włocławku rozbili grupę przestępczą podejrzaną o wprowadzenie do obrotu około 3 mln papierosów pochodzących z przemytu. Jak przekazał mł. asp. Paweł Żukiewicz z zespołu prasowego CBŚP, z ustaleń śledztwa wynika, że grupa mogła działać od 2018 roku.

– Jej członkowie są podejrzani o wprowadzanie do obrotu nielegalnych wyrobów tytoniowych pochodzących z przemytu i nielegalnych fabryk – przekazał.

Żukiewicz wskazał, że – jak ustalili śledczy – podejrzani kupowali wyroby tytoniowe zza wschodniej granicy – głównie z Ukrainy i Białorusi.

– Przemycony towar był sprzedawany poprzez portale internetowe, a następnie trafiał na rynek – tłumaczył.

Jak przekazał, do akcji zatrzymania przy współpracy z małopolskim Urzędem Celno-Skarbowym w Krakowie doszło w dziewięciu województwach: kujawsko-pomorskim, mazowieckim, małopolskim, pomorskim, dolnośląskim, zachodniopomorskim, wielkopolskim, łódzkim i podkarpackim.

– Funkcjonariusze zatrzymali 12 osób w wieku od 30 do 60 lat, a także przeszukali 19 obiektów, zabezpieczając przy tym nielegalne papierosy, amfetaminę, sprzęt elektroniczny i dokumentację – mówił.

„Mogli zarobić 1,5 miliona złotych, a Skarb Państwa stracić 3,5 miliona złotych”
– Według śledczych jednym z zatrzymanych może być lider grupy, który jest podejrzany o zorganizowanie przestępczej działalności, natomiast pozostałe osoby zajmowały się dostawą lub sprzedażą nielegalnego towaru – dodał mł. asp. Paweł Żukiewicz.

Jak poinformowała z kolei Ewa Bialik, rzeczniczka Prokuratury Krajowej, zatrzymani zostali doprowadzeni do Prokuratury Okręgowej we Włocławku.

– Usłyszeli zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i popełnienia przestępstw karnoskarbowych. Ponadto jedna z osób podejrzana jest o kierowanie tą grupą, pranie pieniędzy oraz posiadanie narkotyków – przekazała prokurator.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Nigeryjczyk udawał amerykańskiego żołnierza. Wyłudził co najmniej 230 tysięcy złotych od sześciu kobiet

Obywatel Nigerii podawał się za amerykańskiego żołnierza i wyłudzał od kobiet pieniądze. Zatrzymali go w Warszawie policjanci z wydziału do walki z cyberprzestępczością. Mężczyzna trafił już na trzy miesiące do aresztu. Sprawca działał od co najmniej roku. Wyłudził co najmniej 230 tysięcy złotych od sześciu kobiet.

Nigeryjczyk kontaktował się z kobietami przez portale randkowe. Te – zauroczone oszustem – decydowały się spełniać jego prośby i przesyłać pieniądze. Jak im pisał – miały to być na przykład opłaty celne za wysłaną do Polski przesyłkę ze złotem i opłata za pin do karty w nigeryjskim banku, na której miało być ponad pół miliona dolarów.

Oszust szantażował jedną z ofiar, grożąc ujawnieniem pikantnych szczegółów korespondencji z nią.

W trakcie przeszukania mieszkania oszusta oraz jego pojazdu, policjanci zabezpieczyli gotówkę w obcej walucie i fałszywy paszport. Mężczyzna posługiwał się nim do zakładania rachunków bankowych, na które pokrzywdzone kobiety dokonywały wpłat. Zabezpieczono również dokumentację bankową oraz nośniki danych.

Śledczy sprawdzają, czy mężczyzna oszukał więcej osób i ostrzegają przed łatwowiernością.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejna osoba zatrzymana po rozwieszaniu plakatów o Łukaszu Szumowskim. „Nie wykluczamy kolejnych zatrzymań”

Stołeczna policja zatrzymała drugą osobę w związku ze sprawą włamań do wiat przystankowych i rozwieszania plakatów krytkujących ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Funkcjonariusze nie wykluczają jednocześnie kolejnych zatrzymań. W nocy 28 na 29 maja w kilkunastu miejscach w Warszawie pojawiły się plakaty uderzające w Łukasza Szumowskiego. Grafiki przedstawiały ministra zdrowia na tle krzyży ubranego w strój Zakonu Kawalerów Maltańskich. Treść napisów na plakatach była następująca:

„Ewangelia wg Łukasza Sz. – zakłamywanie statystyk dot. epidemii COVID-19, rekomendacja ws. wyborów, maseczki do du** za 5 mln zł. Po trupach do celu. Szumo-winny 165 k.k.”

Obóz rządzący oskarżył spółkę AMS należącą do Agory, która jest także właścicielem portalu Gazeta.pl, że rozwiesiła plakaty w swoich gablotach reklamowych. Firma stanowczo zaprzeczyła i zgłosiła włamanie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nigeria: 22-letnia studentka zgwałcona w kościele

22-letnia nigeryjska studentka, Uwavera Omozuwa, jak podają tamtejsze media, na które powołują się m.in. CNN i BBC, została napadnięta i zgwałcona w kościele nieopodal domu. Trzy dni później zmarła w szpitalu. Rodzice dziewczyny i mieszkańcy kraju domagają się szybkiego zatrzymania i ukarania sprawców.

Do brutalnej napaści doszło w środę, 27 maja, w świątyni należącej do Odkupionego Chrześcijańskiego Kościoła Bożego (to chrześcijański wolny Kościół protestancki o charakterze ewangelikalnym nurtu zielonoświątkowego) w Beninie. Tam też Omozuwa mieszkała i studiowała. Do kościoła często przychodziła się uczyć.

Zakrwawioną studentkę, z rozdartą spódnicą i koszulą pokrytą krwią znalazł ochroniarz – podaje BBC. 22-latka została przewieziona do szpitala, jednak lekarzom nie udało jej się uratować. Zmarła w sobotę, 30 maja, trzy dni po napaści.

Nie wiadomo dokładnie, co wydarzyło się 27 maja w kościele. Lokalne media, na które powołuje się BBC, podają, że do kościoła weszła grupa mężczyzn, zgwałciła dziewczynę i biła ją gaśnicą. Te doniesienia nie zostały jednak potwierdzone.

Rzecznik policji w Nigerii opisał zdarzenie jako „brutalny atak” i zapewnił, że siły policji zrobią wszystko, by w jak najkrótszym czasie sprawcy czynu ponieśli jego konsekwencje. Sprawę funkcjonariusze traktują nie jako gwałt, a jako morderstwo.

W afrykańskim państwie popularność zyskuje hasztag #JusticeForUwa.

Rodzina ofiary apeluje o pomoc w wyśledzeniu zabójców. Domagają się tego również mieszkańcy, wstrząśnięci atakiem. Zwracają oni uwagę na problem, jakim są w kraju przestępstwa „warunkowane płcią”. Przypominają sprawę 16-latki, Tiny Ezekwe, która dzień przed napaścią w kościele, zginęła zastrzelona przez policjanta w dawnej stolicy Nigerii – Lagosie. Mężczyznę aresztowano.
Źródło info i foto: interia.pl

Aresztowani za składowanie niebezpiecznych odpadów

Policjanci z Sochaczewa wraz z przedstawicielami Inspektoratów Ochrony Środowiska w Warszawie i Płocku, a także strażakami ze specjalistycznej grupy ratownictwa chemiczno – ekologicznego Warszawa 6 na jednej z posesji w Jasieńcu ujawnili nielegalne składowisko odpadów. Wobec 9 osób zastosowano tymczasowy areszt.

Policjanci z Sochaczewa wraz z inspektorami oraz strażakami weszli w ubiegłym tygodniu na posesję w Jasieńcu, gdzie według ustaleń miało znajdować się nielegalne składowisko odpadów. Na miejscu zatrzymano właścicieli posesji, 50–letnią kobietę i jej 27–letniego syna, który wszedł na dach budynku i uciekł, lecz został zatrzymany w bezpośrednim pościgu przez policjantów.

W dwóch magazynowych halach i na świeżym powietrzu znaleziono ponad 1800 palet na których stały mausery o pojemności 1000 litrów oraz czteropaki 200 litrowych beczek wypełnionych nieznaną substancją. Pojemniki znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie domów mieszkalnych i sadu. Zabezpieczono około 1,5 mln litrów odpadów.

Z wstępnych badań wynika, że w pobranych przez inspektorów ochrony środowiska i straż pożarną próbkach, znajdują się substancje łatwopalne i toksyczne. Pojemniki były przechowywane w nieodpowiednich warunkach.

W trakcie działań na miejscu znalezienia niebezpiecznych odpadów chemicznych, policjanci wykonywali czynności procesowe pod nadzorem prokuratora Prokuratury Rejonowej w Sochaczewie. Powołano też zespół biegłych z zakresu nauk chemicznych, którzy określą dokładny skład zabezpieczonych substancji.

W wyniku bardzo intensywnej współpracy z Prokuraturą Okręgową w Płocku udało się ustalić kolejne składowiska odpadów. Do sprawy zatrzymano kilkanaście osób, które podejrzane są o m.in. o transportowanie, przyjmowanie i składowanie niebezpiecznych odpadów chemicznych w niewłaściwych warunkach i w taki sposób, że mogło to stanowić zagrożenie dla zdrowia i życia człowieka, wpływać istotnie na obniżenie jakości wody, powietrza, ziemi lub spowodować zniszczenie w świecie roślinnym i zwierzęcym.

Zebrany materiał dowodowy pozwolił na zastosowanie wobec 9 podejrzanych środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu. Policjanci i prokuratorzy cały czas pracują nad ustalaniem kolejnych składowisk niebezpiecznych odpadów i zatrzymaniem osób, które brały udział w przestępczym procederze.
Źródło info i foto: Policja.pl