Japonia: Podpalił studio animacji z powodu kradzieży pomysłu na powieść. Zginęły 33 osoby

Podpalacz studia animacji na przedmieściach Kioto powiedział policji, że wzniecił pożar, ponieważ to studio ukradło jego pomysł na powieść – informuje agencja Kyodo, powołując się na śledczych. W czwartkowym pożarze zginęły 33 osoby.

41-latek „wydawał się niezadowolony, zdaje się, że się denerwował, krzyczał coś o tym, że został splagiatowany” – powiedziała mediom kobieta, która widziała jego zatrzymanie.

Gińcie! – krzyczał sprawca, polewając łatwopalnym płynem wejście do siedziby studia Kyoto Animation.

Zatrzymany przyznał się do winy i oświadczył, że podpalił studio, ponieważ ukradło ono jego powieść – podała japońska agencja Kyodo.

W pożarze zginęły 33 osoby, a 36 zostało rannych, z czego 10 jest w stanie krytycznym. Nie ujawniono tożsamości żadnej z ofiar.

Władze poinformowały, że 19 z 33 ciał znaleziono na schodach prowadzących z trzeciego piętra na dach budynku. Według strażaków ofiary mogły próbować uciec tam przed płomieniami, ale drzwi były zamknięte i można je było otworzyć tylko od zewnątrz – podała Kyodo.

Osoba przypominająca podpalacza kupiła w czwartek na stacji benzynowej dwa 20-litrowe kanistry paliwa – podała japońska prasa. Na miejscu podpalenia policja znalazła dwa kanistry, plecak i wózek, a na pokazanych przez telewizję nagraniach widać pięć noży, ułożonych przez funkcjonariuszy na ziemi jako potencjalne dowody w sprawie.

Zatrzymany nie był związany z podpalonym studiem, a w jego prawie jazdy widnieje adres w Saitamie, na północnym przedmieściu Tokio – podała telewizja NHK. Oprócz tego niewiele wiadomo o mężczyźnie.

Kyoto Animation, znane także jako KyoAni, zostało założone w 1981 roku jako studio produkcji animacji i komiksów. Słynie z megahitowych historii o licealistkach, w tym „Lucky Star”, „K-On!” i „Haruhi Suzumiya”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Uderzenie lubelskich kryminalnych w narkobiznes

Kolejny cios lubelskich policjantów wymierzony w narkobiznes. Policjanci z KWP w Lublinie zatrzymali dwóch mężczyzn, którzy odpowiadać będą za udział w obrocie znacznych ilości środków odurzających. Kryminalni zabezpieczyli ponad 40 kg marihuany. Wartość zabezpieczonych narkotyków szacowana jest na kwotę około 2 mln zł.

Pod koniec ubiegłego tygodnia policjanci z komendy wojewódzkiej, na jednej z ulic na lubelskich Tatarach, zatrzymali dwa samochody: Fiat Ducato i Renault Clio. Zatrzymanie pojazdów nie było przypadkowe. Z ustaleń policjantów wynikało, że w samochodach mają znajdować się narkotyki. Policjanci zatrzymali dwóch mieszkańców Lublina w wieku 28 i 55 lat. W trakcie przeszukania samochodów funkcjonariusze ujawnili ponad 30 kg suszu roślinnego. Po zbadaniu narkotesterem okazało się, że jest to marihuana. Mężczyźni zostali zatrzymani i trafili do policyjnego aresztu.

Dalsze ustalenia policjantów doprowadziły ich do odnalezienia trzeciego samochodu, w którym ukryte były także środki odurzające. W zaparkowanym w Dzielnicy Bronowice samochodzie zabezpieczyliśmy kolejne 10 kg marihuany. Łącznie zabezpieczono 40 kg marihuany o wartości około 2 mln zł. Mundurowi zabezpieczyli także trzy pojazdy oraz pieniądze.

28-latek i 55-latek zostali już doprowadzeni do Prokuratury Okręgowej w Lublinie, gdzie usłyszeli zarzuty uczestniczenia w obrocie znaczną ilością środków odurzających. Sąd przychylił się do wniosku Policji i Prokuratury i zastosował wobec podejrzanych tymczasowy areszt na okres 3 miesięcy. 28-latek karany był w przeszłości za udział w bójce. Z kolei 55 latek był wielokrotnie karany m.in za. kradzieże z włamaniem, rozboje, wymuszenia rozbójnicze czy oszustwa.

Zgodnie z Ustawą o przeciwdziałaniu narkomanii grozi im kara nawet do 12 lat pozbawienia wolności. 55-latek będzie odpowiadał w warunkach powrotu do przestępstwa.
Źródło info i foto: Policja.pl

Kolejne osoby zatrzymane przez CBA ws. korupcji w MPWiK

Kolejne dwie osoby zostały zatrzymane przez warszawskich agentów CBA, w związku z podejrzeniem przyjęcia łapówek przez jednego z dyrektorów w MPWiK w Warszawie, w zamian za rozstrzygniecie przetargów na korzyść firmy ze Śląska. Tym razem to pracownicy podobnych instytucji w Sosnowcu i Gliwicach. Sprawa wciąż ma charakter rozwojowy.

O pierwszych zatrzymaniach pisaliśmy w Onecie we wtorek. Warszawscy agenci CBA zatrzymali wówczas dyrektora Pionu Wsparcia w Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie oraz dwóch przedsiębiorców – wspólników spółki ze Śląska. Miało to związek z podejrzeniem przyjęcia co najmniej 130 tys. zł łapówki przez dyrektora stołecznej spółki miejskiej (wcześniej CBA podawało kwotę 50 tys. zł). Chodziło o rozstrzygnięcie przetargów na rzecz śląskiej firmy.

Teraz agenci warszawskiej delegatury Biura zatrzymali kolejne dwie osoby, zamieszane w korupcyjny proceder dotyczący przyznawania kontraktów firmie ze Śląską, w zamian za korzyści majątkowe. – Tym razem wśród zatrzymanych znaleźli się zastępca kierownika ds. sieci kanalizacji sosnowieckich wodociągów oraz były kierownik działu sieci kanalizacyjnej gliwickiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. Obaj podejrzani są o przyjęcie co najmniej kilkudziesięciu tys. zł – poinformował Onet Wydział Komunikacji Społecznej CBA.

Specjalne oświadczenie w związku z tą sprawą wydała już we wtorek warszawska spółka. Potwierdziła, że został zatrzymany jej pracownik.

„Należy podkreślić, że MPWiK deklaruje pełną gotowość i otwartość do współpracy z organami ścigania. Z całą mocą zapewniamy, że celem Zarządu Spółki jest bezwzględne doprowadzenie do pełnego wyjaśnienia tego zdarzenia” – czytamy w oświadczeniu przesłanym Onetowi przez Marzenę Wojewódzką, rzeczniczkę MPWiK, która zapewniła też, że to zdarzenie nie ma wpływu na wykonywanie przez spółkę pracy na rzecz mieszkańców stolicy.

Jak podkreśla CBA, sprawa wciąż ma charakter rozwojowy. Możliwe są kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: onet.pl

Nowy zarzut dla zabójcy 10-latki z Mrowin

Prokuratura w Świdnicy postawiła w sumie dwa zarzuty 22-latkowi podejrzanemu o zabójstwo 10-letniej Kristiny w Mrowinach. Pierwszy dotyczy zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, w tym znieważenia zwłok. Drugi dotyczy podżegania innej osoby do udziału w zabójstwie.

Jak poinformował prokurator Mariusz Pindera z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, Jakub A. szukał osoby, która pomogłaby mu zabić Kristinę. Nie ma w tej chwili żadnych zarzutów stawianych, żeby działał wspólnie w porozumieniu z kimkolwiek innym. Twierdzi, że zrobił to sam – mówi prok. Pindera. Przyznał, że osoba, którą 22-latek miał namawiać do udziału w zbrodni, zgłosiła się sama w sobotę do prokuratury. Nie chciał jednak wyjawić, kto to jest.

Jak poinformował Pindera, mężczyzna przyznał się do drugiego zarzutu – podżegania do zabójstwa. Potwierdził tę informację, która wskazywała na jego rolę. Natomiast nie przyznawał się do samego zabójstwa – powiedział.W trakcie wizji lokalnej w końcu się złamał – przyznał się i potwierdził, że jest sprawcą tego zabójstwa. Potem, dosłuchiwany w poniedziałek w godzinach wieczornych, już protokolarnie potwierdził – przyznał się do stawianych mu obydwu zarzutów – dodał.

Nasze dotychczasowe ustalenia wskazują, że było to zabójstwo zaplanowane i przygotowywane już od jakiegoś czasu – podkreślił prokurator Pindera. Prokurator nie ujawnia, jakie były motywy Jakuba A. Przyznał, że dziewczynka znała 22-latka, dlatego wsiadła z nim do samochodu.

Wiadomo, że Jakub A. zostanie skierowany na badania psychiatryczne. Dziś do świdnickiego sądu trafi wiosek o trzymiesięczny aresztu dla 22-latka. Na jego rozpatrzenie sąd będzie miał 24 godziny.

22-latek próbował zmylić policję

Za zabójstwo 10-letniej Kristiny mężczyźnie grozi dożywocie.

Jak wynika z informacji reporterów RMF FM, 22-latek dobrze znał się z matką dziewczynki i był w niej zakochany. Niewykluczone, że chciał nawiązać bliską relację z kobietą, ta jednak wolała poświęcić się wychowywaniu dzieci, w tym Kristiny. Motywem zbrodni mogła więc być zazdrość. Dziewczynka miała być przeszkodą stojącą na drodze związku mężczyzny z jej matką.

22-latek w czwartek przyjechał po Kristinę samochodem, zabrał dziewczynkę i zabił. 10-latka wsiadła do samochodu mężczyzny, bo dobrze go znała. Jak informowaliśmy, ciało dziecka zostało porzucone w lesie, w taki sposób, aby upozorować napaść przez pedofila. Nieoficjalnie wiadomo, że nie doszło do gwałtu na dziewczynce.

Rzecznik Komendy Głównej Policji Mariusz Ciarka potwierdził nasze informacje – mężczyzna znał dziewczynkę, a zbrodnia została przygotowana tak, by skierować śledczych na fałszywe tropy. Rzecznik przyznał również, że ułożenie zwłok wskazywało, że dziewczynka padła ofiarą pedofila.

Podczas zatrzymania Jakub A. sprawiał wrażenie zaskoczonego

22-letni Jakub A. został zatrzymany w niedzielę po południu we Wrocławiu, gdzie mieszkał i studiował. Podczas zatrzymania, śledczy zabezpieczyli m.in. samochód alfa romeo, należący prawdopodobnie do niego. Policja opublikowała wideo, na którym widać, jak funkcjonariusze wchodzą do domu, gdzie przebywał podejrzany. Mężczyzna nie stawiał oporu. Sprawiał wrażenie zaskoczonego wtargnięciem służb.

Jak informowała prokuratura w Świdnicy, przyczyną śmierci 10-letniej dziewczynki, której ciało znaleziono w czwartek w lesie sześć kilometrów od miejscowości Mrowiny, były rany kłute klatki piersiowej i szyi. Ciało dziewczynki znaleziono w czwartek około godziny 17 w lesie sześć kilometrów od miejscowości Mrowiny, gdzie mieszkała. Zwłoki znalazła kobieta, która była w lesie na spacerze.

Dziewczynka w czwartek około godziny 13 wyszła ze szkoły położonej w centrum wsi Mrowiny. Od domu dzielił ją kilometr. Ostatni raz była widziana 200 metrów od miejsca, w którym mieszkała.

Przeprowadzona sekcja zwłok dziewczynki trwała 12 godzin. Po jej zakończeniu prokuratorzy poinformowali, że przyczyną śmierci dziecka były rany kłute klatki piersiowej i szyi. Wiadomo, że sprawca zadał dziewczynce kilkadziesiąt ciosów nożem.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kulisy zatrzymania Jakuba A. podejrzanego o zabójstwo 10-letniej Kristiny

Niemal co kilkadziesiąt minut pojawiają się nowe doniesienia o zatrzymaniu 22-latka, który przyznał się do zamordowania 10-letniej Kristiny z Mrowin. Dotyczą one akcji policyjnej i szczegółów na temat zatrzymanego, ale dziennikarze zdołali też dotrzeć do matki mężczyzny.

– Będę musiała z tym żyć do końca życia – mówiła kobieta.

W niedzielę zatrzymano 22-letniego Jakuba A. (policja jak dotąd nie potwierdziła jego danych), wrocławianina, który przyznał się do brutalnego zabójstwa 10-latki z Mrowin, Kristiny. Media, jak np. lokalna „Gazeta Wrocławska”, prześcigają się w doniesieniach, informując np., że mężczyzna spotykał się z matką dziewczynki, ale nie byli parą, zdarzało mu się natomiast odbierać dziecko ze szkoły. Nieoficjalnie wiadomo, że A. jest studentem na Dolnośląskiej Szkole Wyższej.

Mówi się również o tym, że zbrodnia nie miała charakteru seksualnego – 22-latek chciał wprowadzić śledczych w błąd i sprawić, że będą poszukiwali pedofila. Mężczyzna – i o tym policja mówi oficjalnie – był przekonany, że popełnił zbrodnię doskonałą, zapewnił sobie alibi i zatarł ślady.

Zabójstwo 10-letniej Kristiny. Matka mordercy: Jestem w szoku, gigantyczna tragedia

22-latka zatrzymano w domu na wrocławskim osiedlu Partynice, który w przeszłości należał do jego dziadków. Jedna z sąsiadek tak wspomina Jakuba A.: Grzeczny był, zawsze się przywitał. Przyjeżdżał do dziadka kosić mu trawę.
Z kolei „Super Express” opublikował wypowiedź matki mordercy, Moniki A.

„Fakt” donosi natomiast, że ujęcie 22-letniego Jakuba A. wymagało od policjantów mnóstwa pracy. Jak utrzymuje gazeta, jeszcze na godzinę przed akcją u sąsiadki i ojca 22-latka pojawił się „tajemniczy mężczyzna” i wszystko wskazuje na to, że był to funkcjonariusz, który badał teren.

Przybysz tłumaczył, że szuka zwierzaka o imieniu Bado, który gdzieś mu się zawieruszył. Jak ustalił „Fakt”, był to policjant wywiadowca monitorujący otoczenie, w którym wkrótce miało dojść do zatrzymania – czytamy. Domniemany policjant wszedł zresztą na ogródek z tyłu domu, pod pretekstem poszukiwań psa, a z tamtego miejsca dobrze było widać posesję, na której mieszkał 22-latek.

Sprawa zabójstwa 10-letniej Kristiny z Mrowin

10-letnia Kristina z Mrowin w woj. dolnośląskim zaginęła w ostatni czwartek, 13 czerwca. Po tym, jak nie wróciła ze szkoły do domu, jej matka zgłosiła zaginięcie – rodzina, policja i sąsiedzi szukali dziecka w okolicy. Jeszcze tego samego dnia, w pobliskim lesie, około 6 km od Mrowin, przypadkowy przechodzień natknął się na ciało dziecka, a sekcja potwierdziła, że to zaginiona, 10-letnia Kristina. Sprawca zadał dziewczynce ponad 30 ciosów.

W niedzielę zatrzymano 22-letniego Jakuba A., podejrzewanego o zabójstwo dziewczynki. Usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i przyznał się do winy. – Tak to zostało od początku przygotowane, żeby śledczych zbić na fałszywe tropy, tworzyć sobie alibi, zacierać ślady – mówił rzecznik Komendy Głównej Policji o sprawcy zabójstwa 10-letniej Kristiny. Mężczyzna już po zatrzymaniu był przekonany, że śledczy nie zdołają mu nic udowodnić.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Mamed Ch. wyszedł z aresztu

Jak donosi serwis „SportoweFaktyWP”, Mamed Ch. opuścił areszt. Sąd odrzucił wniosek prokuratury o tymczasowe aresztowanie byłego zawodnika MMA. Mamed Ch. został zatrzymany we wtorek na Warmii i Mazurach przez Biuro Operacji Antyterrorystycznych.

Dzień później były zawodnik MMA usłyszał zarzuty dotyczące m.in. paserstwa luksusowych samochodów oraz naruszenie nietykalności cielesnej policjantów. Prokuratura prowadząca śledztwo wystąpiła o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci aresztu dla byłego zawodnika. Sąd jednak odrzucił ten wniosek.

– Sąd nie przychylił się do wniosku prokuratury o areszt, podważając tym samym wiarygodność świadka i jakość formułowanych przez niego zarzutów – mówi jedna z osób z otoczenia Ch.

W związku z tą decyzją Mamed Ch. opuścił już areszt.
Źródło info i foto: meczyki.pl

Mamed Chalidow w prokuraturze. Ma usłyszeć zarzuty

Były zawodnik mieszanych sztuk walki Mamed Chalidow został doprowadzony do śląskiego wydziału Prokuratury Krajowej. Ma usłyszeć zarzuty dotyczące paserstwa luksusowych samochodów.

Mieszkający od lat w Polsce zawodnik MMA czeczeńskiego pochodzenia został zatrzymany we wtorek pod Olsztynem. Akcja policji, w której wzięli udział antyterroryści, przebiegła spokojnie. W trakcie przeszukań w domu sportowca i miejscu prowadzonej przez niego działalności zabezpieczono wartościowe przedmioty, które mogą pochodzić z przestępstwa – podawała policja.

Według ustaleń dziennikarzy RMF FM, policyjni antyterroryści weszli do domu Chalidowa około godziny 6:00 rano, mieli wyważyć okna. Chalidow nie stawiał oporu.

Zatrzymanie 38-letniego Mameda Chalidowa ma związek z prowadzoną pod nadzorem Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Katowicach sprawą paserstwa luksusowych samochodów. Jak informowała wcześniej Prokuratura Krajowa, sprawa dotyczy m.in. aut: Porsche Panamera, Range Rover Evoque, BMW M6 i BMW serii 7.

W tym samym śledztwie, które toczy się od stycznia 2018 roku, już wcześniej zostały aresztowane cztery inne osoby. Po przesłuchaniu Mameda Chalidowa zapadnie decyzja w sprawie stosowania wobec niego środków zapobiegawczych. Po zakończeniu przesłuchania prokuratura ma także poinformować o przebiegu tych czynności i szczegółach dotyczących zarzutów.

Urodzony w 1980 roku w Groznym Mamed Chalidow jest jednym z najbardziej znanych zawodników MMA, występował także w filmach i reklamach. W Polsce mieszka od 1997 roku. W 2010 roku odebrał polskie obywatelstwo i reprezentował polskie barwy.

Jeszcze w Groznym trenował karate, po przyjeździe do Polski uprawiał taekwondo, boks i zapasy. Po przyjeździe do Polski, od 2004 roku startował w mieszanych sztukach walki, odnosząc w tej dyscyplinie wiele sukcesów. Był m.in. mistrzem Polski w MMA oraz międzynarodowym mistrzem świata KSW (Konfrontacji Sztuk Walki). Występował m.in. na ringach w USA i Japonii. Karierę sportową zakończył w grudniu 2018 roku. W styczniu na ekrany kin wszedł film pt. „Underdog”, w którym zagrał jedną z ról.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Mamed Chalidow zatrzymany. Chodzi o paserstwo luksusowych aut

Mamed Chalidow został zatrzymany na Warmii i Mazurach przez Biuro Operacji Antyterrorystycznych – dowiedzieli się reporterzy RMF FM. Chodzi o paserstwo luksusowych samochodów. Były zawodnik MMA został zatrzymany na zlecenie Centralnego Biura Śledczego Policji i Prokuratury Krajowej na Warmii i Mazurach przez Biuro Operacji Antyterrorystycznych.

Chalidow urodził się w 1980 roku w Groznym. Z pochodzenia jest Czeczenem. Jako 17-latek przyjechał do Polski.

Sztuki walki zaczął trenować jeszcze w Rosji. Początkowo uczęszczał na zajęcia karate, później także boks, taekwondo i zapasy. W mieszanych sztukach walki zaczął startować w 2004 roku – był międzynarodowym mistrzem Polski. Od 2007 roku związał się z organizacją KSW (Konfrontacja Sztuk Walki). Został mistrzem tej organizacji w 2009 roku w wadze półciężkiej. Zdobył też pas czempiona w wadze średniej. 1 grudnia 2018 roku po przegranej walce z Tomaszem Narkunem ogłosił zakończenie kariery zawodniczej.

21 grudnia 2010 roku otrzymał polskie obywatelstwo.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Pułkownik rosyjskiego MSW Dmitrij Zacharczenko skazany za łapówkarstwo

Pułkownik rosyjskiego MSW Dmitrij Zacharczenko, oskarżony o korupcję, został wczoraj skazany na 15 lat więzienia i pozbawiony stopnia. Jego zatrzymaniu w 2016 roku towarzyszyły rewizje, w trakcie których znaleziono rekordowe sumy w gotówce. Zacharczenko sprawował funkcję wicenaczelnika jednostki powołanej do walki z korupcją w sektorze paliwowym.

Zacharczenko w chwili zatrzymania pełnił funkcję wicenaczelnika Zarządu T (do spraw walki z korupcją w sektorze paliwowym) w Głównym Zarządzie Bezpieczeństwa Ekonomicznego i Przeciwdziałania Korupcji MSW Rosji. W jego aucie znaleziono po zatrzymaniu około 20 mln rubli gotówką (obecnie ok. 309 tys. dol.).

Później w mieszkaniu przybranej siostry Zacharczenki odkryto ponad 8 mld rubli (obecnie ponad 123 mln dol.) w różnych walutach, a następnie okazało się, że bliscy krewni i znajomi pułkownika są posiadaczami kont bankowych i 27 nieruchomości w Moskwie.

Sąd uznał, wydając wyrok, że Zacharczenko przyjął łapówkę o wartości 3 mln rubli (około 46,3 tys. dol.) i przeciwdziałał wymiarowi sprawiedliwości. Dziennik „Kommiersant” ocenia wymiar kary jako nieoczekiwany, gdyż jest on niewiele niższy od 15 lat, których żądał prokurator. Tymczasem sąd nie uznał winy Zacharczenki w jednym z przypadków zarzucanej mu korupcji, a te przypadki, które uznał za udowodnione, powinny były według adwokatów pociągnąć za sobą karę 9 lat więzienia.

Zacharczenko w trakcie procesu, rozpoczętego w sierpniu zeszłego roku, nie przyznawał się do winy. Nie precyzował, do kogo należą pieniądze, a jego adwokaci mówili, że ów majątek jest „bezpański”. Zarówno obrona, jak i prokuratura, zapowiedziały w poniedziałek odwołanie się od wyroku.

Tymczasem od chwili aresztowania pułkownika jego sprawę przyćmiła afera z udziałem trzech byłych funkcjonariuszy Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Zatrzymano ich w kwietniu, a w należących do nich mieszkaniach skonfiskowano gotówkę i kosztowności o wartości 12 mld rubli (ponad 185 mln dol.).
Źródło info i foto: onet.pl

Wyszków: Policjanci strzelali ogień do kierowcy, który uciekł podczas próby zatrzymania

Podczas próby zatrzymania mężczyzna podejrzewany o przestępstwa narkotykowe próbował rozjechać policjantów w okolicach Wyszkowa (woj. mazowieckie). Funkcjonariusze zaczęli strzelać, gdy auto gwałtownie odjechało. Natychmiast ustawiono blokady na terenie powiatu, aby zatrzymać sprawcę. – Poszukiwany został zatrzymany w powiecie wołomińskim – poinformowała polsatnews.pl Komenda Stołeczna Policji.

Policjanci z wydziału do zwalczania przestępczości narkotykowej podjęli w środę próbę zatrzymania mężczyzny podejrzewanego o przestępstwa narkotykowe. Podczas próby zatrzymania mężczyzna gwałtownie ruszył i odjechał.

– Policjanci oddali kilka strzałów, a następnie podjęli pościg przez kilka powiatów. Ostatecznie mężczyzna został zatrzymany na terenie powiatu wołomińskiego – powiedziała polsatnews.pl kom. Ewa Szymańska-Sitkiewicz z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Okazało się, że podejrzany kierowca został lekko ranny.

– Lekarz, który badał zatrzymanego stwierdził, że może być osadzony w policyjnej izbie zatrzymań – poinformowała kom. Szymańska-Sitkiewicz.

Po udzieleniu mu pomocy w szpitalu, mężczyzna został przewieziony do policyjnego aresztu.

Trwa śledztwo policji w tej sprawie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl