Policjanci zamknęli dwie „dziuple” samochodowe

Pojazdy i ich części zabezpieczyli śledczy z Lubuskiej Policji podczas realizacji skierowanej przeciwko osobom zajmującym się przestępczością samochodową. Do sprawy zatrzymano dwie osoby, które z tego procederu uczyniły sobie stałe źródło dochodu, zostały już tymczasowo aresztowane. Szacuje się, że wartość zabezpieczonego przez Policję sprzętu wynosi 0,5 miliona złotych. Sprawa ma charakter rozwojowy. Niewykluczone są dalsze zatrzymania.

W wyniku intensywnych działań operacyjnych ukierunkowanych na zwalczanie przestępczości samochodowej, policjanci z Wydziału Kryminalnego oraz Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wielkopolskim dotarli do dwóch „dziupli”, na terenie powiatu strzelecko-drezdeneckiego. To efekt kilkumiesięcznych wysiłków policjantów, którzy rozpracowywali osoby zajmujące się tym procederem. Dzięki profesjonalnym działaniom zatrzymali dwie osoby, 29-letnią kobietę oraz 28-letniego mężczyznę, których podejrzewa się o nabywanie i ukrywanie aut i ich części pochodzących z kradzieży. Dwójce zatrzymanym zarzuca się, że swą przestępczą działalność prowadzili od 2016 do 2020 roku. Po demontażu kradzionych aut, części z nich trafiały do obrotu i były sprzedawane na rynku wtórnym.

Dzięki udziałowi i pracy biegłych z dziedziny mechanoskopii możemy powiedzieć, że na tę chwilę na podstawie zabezpieczonych części samochodowych, zidentyfikowano już 33 pojazdy utracone z terenu Europy Zachodniej, głównie Niemiec. Masa innych znalezionych i zabezpieczonych, na terenie tych „dziupli”, części, zostanie wkrótce poddana kolejnym specjalistycznym badaniom. Ponadto, odnaleziono 6 całych, niepociętych jeszcze pojazdów. Na ten moment łączna wartość odnalezionych pojazdów i ich części szacowana jest na kwotę 0,5 miliona złotych, ale z pewnością jeszcze wzrośnie.

Zatrzymani uczynili sobie z tego procederu stałe źródło dochodu. Dlatego grozi im do 10 lat pozbawienia wolności. Wcześniej usłyszeli zarzuty związane z paserstwem przedmiotów znacznej wartości. Decyzją Sądu trafili do aresztu. 28-latek spędzi tam najbliższe trzy miesiące, a rok starsza kobieta, miesiąc. Sprawa ma charakter rozwojowy. Nie wykluczone są dalsze zatrzymania. Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Strzelcach Krajeńskich.

Każdego roku z terenu województwa lubuskiego znika ponad 300 samochodów. Ich łączna wartość oscyluje w granicach 8 mln zł. Dlatego tak ważna jest aktywność, zaangażowanie oraz skuteczność działań policjantów zwalczających przestępczość samochodową, która, w regionie transgranicznym, jest szczególnie nasilona. Realizacje mundurowych, takie jak ta opisana powyżej, pokazują, że Lubuska Policja jest bardzo dobrze przygotowana na walkę z tego rodzaju przestępczością.
Źródło info i foto: Policja.pl

Akcja służb w całej Polsce. Chodzi o wyłudzenia VAT

Blisko 200 funkcjonariuszy było zaangażowanych w ogólnopolską akcję zatrzymania członków grupy przestępczej wyłudzającej podatek VAT. Przestępcy sfabrykowali faktury na pół miliarda złotych. Wśród zatrzymanych jest właściciel siłowni i zawodnik MMA.

Śledztwo nadzorowane przez Zachodniopomorski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej dotyczy grupy przestępczej zajmującej się wyłudzaniem podatku VAT. W zatrzymaniach, które miały miejsce od 15 do 17 września, wzięło udział ponad 200 funkcjonariuszy z Centralnego Biura Śledczego Policji, a także Biura Operacji Antyterrorystycznych i Krajowej Administracji Skarbowej.

Zatrzymano 20 osób

Działania przeprowadzono w województwach zachodniopomorskim, śląskim, mazowieckim, podlaskim, dolnośląskim, łódzkim, świętokrzyskim i wielkopolskim, czyli – jak wynika z ustaleń śledztwa – na terenach, na których funkcjonowali sprawcy.

– Policjanci zatrzymali 20 osób i przeszukali 42 lokalizacje, w tym mieszkania podejrzanych oraz siedziby spółek i biur rachunkowych. Zabezpieczono sprzęt komputerowy, nośniki danych oraz dokumentację – przekazał w piątek Paweł Żukiewicz z CBŚP.

Wśród zatrzymanych osób jest zawodnik MMA oraz właściciel siłowni w Dąbrowie Górniczej Sergiusz U., który miał kierować grupą. Siłownia była miejscem spotkań przestępców.

Prokurator Zachodniopomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Szczecinie przedstawił zatrzymanym zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania pieniędzy i oszustw skarbowych, tzw. zbrodni VAT-owskiej, za które sprawcom grozi do 25 lat pozbawienia wolności.

Działania grupy przestępczej

Członkowie rozbitego przez CBŚP gangu mieli działać na zasadzie tzw. „karuzeli podatkowej”. „Popełniali przestępstwa karne i karnoskarbowe związane z wystawianiem nierzetelnych i poświadczających nieprawdę faktur VAT. Przedmiotem przestępstwa były między innymi usługi budowlane. Kolejne podmioty gospodarcze pełniące rolę znikających podatników lub buforów tworząc poświadczającą nieprawdę dokumentację księgową generowały koszty – przekazało CBŚP.

Zachodniopomorska PK ustaliła, że grupa wprowadziła do obiegu „lewe” faktury o wartości blisko pół miliarda złotych, a w działalność przestępczą zaangażowanych było blisko 200 firm z całego kraju. Prokuratura poinformowała, że działanie sprawców „doprowadziło do uszczuplenia podatku VAT w wysokości około 80 milionów złotych”.

Jak wynika z komunikatu Prokuratury Krajowej – wrześniowe zatrzymania są kolejnymi w prowadzonym przez zachodniopomorskie „pezety” śledztwie. Od czerwca zarzuty usłyszało już 35 osób, którym zarzucono popełnienie blisko 140 czynów. 18 osób pozostaje w izolacji.

Prokuratura dokonała zabezpieczeń majątkowych na mieniu podejrzanych. Przestępcy posiadali m.in. pięć nowych aut marki BMW, wartych w sumie trzy mln złotych. Dokonano także blokad na rachunkach bankowych domniemanych sprawców, na kwotę prawie miliona zł.

– Postępowanie ma charakter rozwojowy, prokuratorzy planują dalsze zatrzymania w tej sprawie – poinformowała PK.
Źródło info i foto: interia.pl

Uwolniono uprowadzonego 25-latka

Poszukiwania uprowadzonego 25-latka zakończyły się bardzo szybko. Policja potrzebowała zaledwie kilkudziesięciu minut, aby odnaleźć porywaczy i uwolnić porwanego. Zatrzymano trzech mężczyzn. Pod dozorem policji pozostaje również kobieta, która miała im pomagać.

Do porwania doszło w sobotę 26 września w późnych godzinach wieczornych, ale ze względu na dobro śledztwa dopiero teraz poinformowano o zdarzeniu. Policja z Oświęcimia (woj. małopolskie) dowiedziała się o zdarzeniu od naocznego świadka. Mężczyzna zauważył, że trzech sprawców siłą wyprowadza ofiarę z przyczepy kempingowej zaparkowanej na jednym z łowisk wędkarskich i wrzuca do samochodu, którym miała kierować kobieta. Za uwolnienie mężczyzny porywacze żądali okupu w wysokości 5 tys. zł.

Policja rozpoczęła akcję od powiadomienia o zdarzeniu wszystkich patroli w powiecie oraz dokładnego przeszukania terenu w pobliżu miejsca porwania. – Po kilkudziesięciu minutach intensywnych poszukiwań, w rejonie wiaty myśliwskiej, znajdującej się przy jednym z zatorskich stawów, policjanci odnaleźli pojazd należący do porywaczy – przekazała małopolska policja.

Wkrótce znaleziono również dwóch porywaczy oraz uprowadzonego 25-latka. Mężczyzna był w ciężkim stanie. Miał liczne obrażenia ciała, wskazujące na pobicie. Pod opieką ratowników medycznych został przetransportowany do szpitala.

Porywaczom grozi do 10 lat więzienia

Tego samego dnia zatrzymano dwóch porywaczy, 27-letniego mężczyznę oraz jego 21-letnią partnerkę. Po dwóch dniach zatrzymano również pozostałe osoby. W mieszkaniu jednego z nich znaleziono maczetę, która była wykorzystywana w czasie porwania i niszczenia przyczepy kempingowej ofiary. Jak ustaliła policja, motywem porwania była chęć wymuszenia od ofiary zwrotu 2 tys. zł. za wykonaną pracę.

Całą czwórkę doprowadzono do Prokuratury Rejonowej w Oświęcimiu, gdzie postawiono im zarzuty usiłowania wymuszenia rozbójniczego, pozbawienia wolności człowieka oraz używania gróźb i przemocy w celu zmuszenia do zwrotu wierzytelności, spowodowanie obrażeń ciała oraz uszkodzenia mienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowe zatrzymania w sprawie „mafii lekowej”

Agenci CBA zatrzymali pięć osób mających brać udział w tzw. mafii lekowej, która sprzedawała za granicę medykamenty znajdujące się na wykazie tzw. zagrożonych brakiem dostępności na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Według śledczych z białostockich „pezetów” Prokuratury Krajowej, podejrzani skupili z aptek farmaceutyki o wartości ok. 8,6 mln zł.

Podlaski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej oraz agenci CBA od ponad dwóch lat prowadzą śledztwo w sprawie tzw. mafii lekowej. W głównym wątku postępowania ustalono, że gang działający od 2014 r., mógł nielegalnie sprzedać za granice farmaceutyki warte 150 mln zł. Grupa miała współpracować z ponad 6,5 tys. aptek w całej Polsce.

Za granicę trafiały medykamenty znajdujące się w specjalnym wykazie ministra zdrowia, tzw. leków zagrożonych brakiem dostępności w Polsce – były to np. leki onkologiczne, przeciwcukrzycowe i przeciwzakrzepowe. Przekręt był dobrze pomyślany. Oszuści kupowali leki za pośrednictwem kontrolowanej przez niech placówki leczniczej, tzw. Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej.

Hurtownia na usługach mafii

Na polecenie białostockich „pezetów”, agenci CBA zatrzymali w ostatnich dniach pięć osób powiązanych z „mafią lekową”. Prokurator Podlaskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej przedstawił podejrzanym zarzuty m.in. „udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, naruszenia zakazu zbycia produktów leczniczych z apteki ogólnodostępnej lub punktu aptecznego do hurtowni farmaceutycznej oraz wystawiania faktur VAT w których poświadczano nieprawdę, że produkty lecznicze były sprzedawane na potrzeby podmiotów prowadzących działalność leczniczą”.

Grozi za to do ośmiu lat więzienia. Wobec podejrzanych zastosowano poręczenia majątkowe (do 2 mln zł), zakaz opuszczania kraju i dozór policji. Według śledczych, w latach 2015-18 podejrzani działali w rozpracowywanym gangu, sprzedając medykamenty z naruszeniem zakazu „odwróconego łańcucha dystrybucji leków”.

– Podejrzani są związani z dwiema spółkami prowadzącymi hurtowanie farmaceutyczne do których od października do grudnia 2018 r. sprzedane zostały leki o łącznej wartości prawie 8,6 mln zł – poinformowała Prokuratura Krajowa.

W tym wątku śledztwa dotychczas zarzuty usłyszało łącznie 19 osób. Łączna wartość „wyeksportowanych” leków mogła wynosić nawet 50 mln zł.
Źródło info i foto: TVP.info

CBŚP zlikwidowało ogromną fabrykę nielegalnych papierosów. Produkowali dwa tysiące nielegalnych sztuk na minutę

Centralne Biuro Śledcze Policji zlikwidowało w woj. śląskim fabrykę papierosów, która produkowała około 2 tysiące papierosów na minutę. Funkcjonariusze zlikwidowali dwa magazyny i przejęli towar wart ok. 7 mln zł. Zatrzymano 21 osób.

Jak przekazała w środę nadkom. Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka Centralnego Biura Śledczego Policji, funkcjonariusze pod nadzorem poznańskiej prokuratury okręgowej „wyjaśniają sposób działania członków zorganizowanej grupy przestępczej dokonującej przestępstw karnych i karnoskarbowych”.

W działaniach zrealizowanych w ubiegłym tygodniu na terenie województwa wielkopolskiego oraz śląskiego brali udział funkcjonariusze z CBŚP w Poznaniu, Katowicach i Rzeszowie, Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie oraz Samodzielnych Pododdziałów Kontrterrorystycznych Policji z Poznania, Gorzowa Wielkopolskiego i Katowic.

Profesjonalna fabryka papierosów

W okolicach Częstochowy zlikwidowano profesjonalną fabrykę papierosów. „W ogromnej hali znajdowały się maszyny produkujące papierosy oraz automatyczna linia do pakowania gotowych wyrobów. Według danych producenta wydajność tego urządzenia sięga około 2 tysięcy papierosów na minutę” – przekazała rzeczniczka CBŚP.

W nielegalnej fabryce zabezpieczono ok. 750 tys. sztuk gotowych papierosów, 3 tony krajanki tytoniowej, a także komponenty służące do produkcji papierosów, w tym filtry, bibuły itp. Z danych przekazanych przez CBŚP wynika, że z zabezpieczonego towaru można wyprodukować ponad 30 milionów papierosów.

W tym samym czasie w woj. wielkopolskim, w okolicach Wrześni i Koła, policjanci zlikwidowali magazyn, w którym przestępcy przechowywali ponad 4 tony tytoniu. Ujawniono także dwa miejsca, w których przechowywane opakowania oraz maszyny do pakowania papierosów wraz z około milionem papierosów luzem. Jurkiewicz podała, że policjanci zatrzymali 21 osób, zajmowały się nielegalną produkcją papierosów z podrobionymi znakami towarowymi wiodących marek tytoniowych. Zatrzymani to osoby narodowości polskiej, wietnamskiej oraz chińskiej.

Tymczasowy areszt

„Zdecydowana większość zatrzymanych usłyszała zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej mającej na celu popełnianie przestępstw skarbowych, zaś dwie zarzut kierowania tą grupą” – przekazał Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.

Za zarzucane im przestępstwa grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności. Sąd, na wniosek prokuratora, zastosował wobec 18 podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy. Pozostali podejrzani zostali objęci policyjnymi dozorami i poręczeniami majątkowymi.

„Ponadto dokonano zabezpieczenia mienia podejrzanych poprzez ustanowienie hipoteki przymusowej na nieruchomości o wartości 600 tysięcy złotych” – podała PK.

Łączna wartość zabezpieczonego towaru to blisko 7 milionów złotych. Ze wstępnych szacunków prokuratury wynika, że działalność grupy doprowadziła do uszczuplenia należności Skarbu Państwa na ponad 6 milionów złotych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Żadna organizacja nie przyznała się do zamachu w Paryżu

Po piątkowym ataku nożownika na dziennikarzy przed byłą siedzibą „Charlie Hebdo” w Paryżu, zatrzymano 18-letniego podejrzanego. Wszystko wskazuje na to, że był to akt islamskiego ekstremizmu, jednak żadna z organizacji terrorystycznych nie przyznała się jeszcze do ataku.

Według informacji serwisu France 24, pochodzący z Pakistanu zatrzymany 18-latek przyznał się do ataku. Nastolatek jeszcze do 10 sierpnia przebywał pod stałym nadzorem służb specjalnych jako nieletni uchodźca. W jego zachowaniu nie doszukano się jednak żadnych oznak radykalizmu.

„Nie mamy żadnych szczegółowych informacji i sprawcy, ponieważ jak na razie żadna z organizacji terrorystycznych nie przyznała się do organizacji zamachu” – powiedział France 24 ekspert ds. terroryzmu Wassim Nasr.

Francja. Symboliczny atak

W sprawie zatrzymano również innych podejrzanych. Pierwszego z nich policja zatrzymała w związku z łączącymi go z 18-latkiem powiązaniami. Algierczyk nie dostał jednak żadnych zarzutów i prawdopodobnie zostanie zwolniony do domu. Jeszcze jeden mężczyzna został zatrzymany po przeszukaniu mieszkania nastolatka. W piątkowym ataku poważnie rannych zostało dwoje dziennikarzy, którzy wyszli przed budynek redakcji na papierosa.

Atak określa się mianem symbolicznego, z uwagi na miejsce, w którym do niego doszło. W 2015 roku w budynku mieściła się redakcja „Charlie Hebdo” w której doszło do masakry, w wyniku której śmierć poniosło 12 jej pracowników. Powodem ataku miała być publikacja na łamach tygodnika karykatury proroka Mahometa. Obecnie toczy się proces w tej sprawie, a na ławie oskarżonych zasiada 14 osób. Członkowie redakcji „Charlie Hebdo” wciąż otrzymują groźby w związku z procesem.
Źródło info i foto: wp.pl

Uderzenie CBŚP w gang „Psychofans”

Kolejne uderzenie organów ścigania w grupę przestępczą „Psychofans” powiązaną ze środowiskiem pseudokibiców jednego ze śląskich klubów piłkarskich. Na polecenie prokuratury funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali 5 osób, dwie kolejne osoby zostały doprowadzone z aresztu śledczego. Wszyscy usłyszeli zarzuty dotyczące m.in. wprowadzeniem na rynek dużych ilości narkotyków oraz udziału w ustawkach pseudokibiców.

Na polecenie prokuratora funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji zatrzymali 5 osób wchodzących w skład zorganizowanej grupy przestępczej „Psychofans”, powiązanej ze środowiskiem pseudokibiców jednego ze śląskich klubów piłkarskich.

Zatrzymania miały miejsce w ubiegłym tygodniu na terenie Katowic, Rudy Śląskiej i Świętochłowic – poinformowała nadkom. Iwona Jurkiewicz z Centralnego Biura Śledczego Policji. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach. Policjantów CBŚP wspierali antyterroryści z Katowic.

Zatrzymani mężczyźni mają od 23 do 30 lat.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Przeszukania CBA w warszawskiej siedzibie PZPN

Afera melioracyjna sięgnęła Polskiego Związku Piłki Nożnej. W czwartek rano, na polecenie prokuratora, funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego przeprowadzili kilkanaście przeszukań, w tym w siedzibie PZPN w Warszawie. Prokuratura w oficjalnej informacji przekazała, że przeszukano nie tylko główną siedzibę PZPN w Warszawie, ale też okręgowe związki piłki nożnej, Urząd Miejski w Koszalinie, siedziby kilku firm i prywatne mieszkania.

Afera melioracyjna: o co w niej chodzi?

Czwartkowe przeszukania są związane z jednym z wątków tzw. afery melioracyjnej, dotyczącej „nieprawidłowości finansowych w działalności Fundacji All Sports Promotion, działającej w imieniu AZS Koszalin SA”.

PK przypomina, że w lipcu 2019 roku zatrzymano w tej sprawie 7 osób, które usłyszały zarzuty prania pieniędzy i oszustwa. Wśród zatrzymanych w ubiegłym roku był prezes fundacji Łukasz B. oraz radca prawny i doradca podatkowy Michał D.

W latach 2011-2013 Fundacja działająca w imieniu AZS Koszalin SA miała podpisywać umowy na usługi reklamowe z Zakładami Chemicznymi. Jednak po przeprowadzeniu analizy dokumentacji ujawniono, że część środków przekazywanych przez ZC nie trafiała do AZS Koszalin SA, tylko były przelewane na konto innej fundacji, a następnie przekazane na rzecz spółki i wypłacone przez jej wspólników. „W konsekwencji doszło do niekorzystnego rozporządzenia mieniem przez Zakłady Chemiczne w kwocie ok. 2 milionów złotych” – podała PK.

W toku prowadzonego w zachodniopomorskim wydziale PK śledztwa zgromadzono dowody, które – jak podaje Dział Prasowy PK – uzasadniały przeprowadzenie przeszukań w dniu 10 września.

Jednym z wyłączonych wątków tego postępowania jest wątek senatora Stanisława Gawłowskiego. 3 lipca 2019 roku prokurator skierował przeciwko niemu akt oskarżenia. Gawłowski oskarżony jest m.in. o przyjęcie łapówek w wysokości co najmniej 733 tys. zł w gotówce, a także w postaci nieruchomości w Chorwacji i dwóch luksusowych zegarków. Miał też nakłaniać do wręczenia łapówki dyrektorowi Zachodniopomorskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Szczecinie, ukrywać pochodzenie z przestępstwa chorwackiej nieruchomości, ujawnić informację niejawną i popełnić plagiat w pracy doktorskiej.

Proces toczy się w szczecińskim sądzie okręgowym.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Barwice: Dyrektorka przedszkola znęcała się nad dziećmi. Usłyszała trzy zarzuty

Dyrektorka i właścicielka przedszkola w Barwicach w województwie zachodniopomorskim usłyszała trzy zarzuty, w tym naruszenia nietykalności trzyletniego dziecka poprzez związanie mu rąk taśmą klejącą. Kobieta częściowo przyznała się do zarzucanych jej czynów. Nagranie ze zdarzenia zostało zarejestrowane przez kamerę monitoringu, ale – według ustaleń śledczych – zostało ono zniszczone. W sprawie został zatrzymany również mąż kobiety.

Dyrektorka i właścicielka niepublicznego przedszkola w Barwicach Katarzyna H. miała raz związać ręce taśmą klejącą trzyletniemu podopiecznemu.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski przekazał, że z zeznań, które złożyła, wynika, że „zrobiła to w tym celu, by uświadomić chłopcu, że się źle zachowuje wobec innych dzieci”. – On agresywnie się do nich odnosił, szczypał, gryzł. To miał być środek, który uzmysłowi mu, że tak nie należy się zachowywać – wyjaśnił prok. Gąsiorowski.

Śledczy: zapis z monitoringu zniknął

O zdarzeniu zawiadomiła policję matka dziecka, którą dyrektorka miała zwodzić w sprawie udostępnienia nagrania z monitoringu przedszkola, na którym widoczne miało być zachowanie chłopca i dyrektorki. Prokurator Gąsiorowski powiedział, że według ustaleń, „zapis z monitoringu został wyniesiony z przedszkola, wyrzucony”.

Do sprawy zatrzymano dyrektorkę, Katarzynę H. i jej męża. We wtorek zostali przesłuchani w Prokuraturze Rejonowej w Szczecinku i przedstawiono im zarzuty.

Kobieta usłyszała trzy zarzuty. – Pierwszy to naruszenie nietykalności przedszkolaka poprzez związanie mu rąk taśmą klejącą. Zarzut drugi, to nakłonienie dwóch osób pracujących w przedszkolu do składania fałszywych zeznań, kiedy sprawą zainteresowała się policja. Trzeci zarzut, to złożenie fałszywych zeznań, mimo prawa do odmowy ich składania – wymienił prok. Gąsiorowski.

Katarzyna H. przyznała się do pierwszego i trzeciego zarzutu. Za pierwszy czyn grozi jej kara do roku pozbawienia wolności, za drugi – do 8 lat, a za trzeci – do 5 lat. Mąż dyrektorki jest podejrzany o złożenie fałszywego zeznania. Najprawdopodobniej prokurator nie będzie składał wniosku o areszt dla żadnej z podejrzanych osób.

W przedszkolu w Barwicach jest prowadzona kontrola przez pracowników kuratorium oświaty. Na co dzień uczestniczy tam w zajęciach około 40 dzieci.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Po 11 latach zatrzymano podejrzanego o zabójstwo. Młody mężczyzna zaginął w 2009 roku

Po 11 latach policjanci z Bielawy (Dolnośląskie) zatrzymali podejrzanego o zabójstwo swojego kolegi. Młody mężczyzna – przyszły ojciec – w 2009 roku, po spotkaniu ze znajomymi, przepadł bez śladu. Przez niemal cały ten czas uznawany był za osobę zaginioną. Aż do przełomowych zeznań, zastraszonego wcześniej jedynego świadka zbrodni.

Młody mężczyzna zaginął dokładnie 1 maja 2009 roku w Pieszycach, miejscowości u podnóża Gór Sowich. Zaginięcie zgłosiła jego ciężarna partnerka. Chłopak nie wrócił na noc. Nigdy wcześniej nie dochodziło do podobnych sytuacji. Policjanci ustalili, że tego wieczoru chłopak pił alkohol z dwoma starszymi znajomymi, w domu jednego z nich. W pewnym momencie doszło między nimi do sprzeczki.

– Właściciel domu zaczął bić młodego chłopaka wielokrotnie po całym ciele do momentu, aż ten przestał się bronić. Pozostawił go leżącego nieprzytomnego na ziemi. Odciągnął go jedyny świadek zdarzenia, ich wspólny znajomy – przytacza tamtejsze ustalenia śledczych Monika Kaleta z zespołu prasowego dolnośląskiej policji.

To właśnie na zeznaniach tego świadka bazowali policjanci zajmujący się sprawą. Zapewniał on, że wyszedł z posesji około godziny 22 i nie wie, co się stało z młodszym kolegą. Właściciel domu z kolei stwierdził, że poszedł spać. Kiedy się obudził, poszkodowanego na posesji już nie było.

Postępowanie umorzone

Śledczy weryfikowali te zeznania, przeczesywali posesję, gdzie odbyła się libacja, tamtejszy dom i całą okolicę. Rozpytano wszystkich sąsiadów. W mediach nadano komunikat o jego poszukiwaniach. Po bezowocnych poszukiwaniach przyjęto nawet, że może być gdzieś przetrzymywany wbrew własnej woli.

– Rozmyła się ta teza wówczas, kiedy zaczęły napływać informacje od osób postronnych, że zaginiony był widziany na przykład we Wrocławiu na dworcu czy nawet w miejscowości, gdzie mieszkał. W związku z tym, że nie natrafiono na żaden ślad mogący świadczyć o tym, że stała się krzywda poszkodowanemu, a znaleźli się świadkowie, którzy twierdzili, że widzieli chłopaka całego i zdrowego, postępowanie umorzono – informuje Kaleta.

Jednak dziwnym wydawało się policjantom porzucenie ciężarnej kobiety i nagła wyprowadzka z Pieszyc. Co jakiś czas sprawdzali czy zaginiony mężczyzna nie rejestrował się w urzędach, czy nie korzystał ze służby zdrowia, czy nie latał za granicę. Nie był on wytrawnym przestępcą, ani bogaczem, ani nie miał znajomości, aby tak skutecznie zacierać po sobie ślady.

Kluczowe zeznania

Przełom nastąpił w 2019 roku. Ponownie przesłuchany został jedyny świadek libacji sprzed 10 lat. W międzyczasie zdążył on wyprowadzić się z Pieszyc, a nawet zmienić nazwisko. Jak się okazało, nie bez powodu.

– Mężczyzna przyznał, że jak opuszczał posesję kolegi 10 lat temu, to zaginiony chłopak nie dawał już oznak życia. Wówczas starszy kolega zagroził mu, że jeśli komuś coś powie, to skończy jak ten młodszy znajomy. Groźby takie słyszał przez wiele lat, stąd decyzja o wyprowadzce, ucięciu kontaktów ze znajomymi i zmiana nazwiska. Świadek w obawie o swoje życie chciał odciąć się od, jak się okazało, sprawcy zabójstwa – mówi Monika Kaleta.

Od tamtej pory rozpoczęła się mozolna praca śledczych związana z poszukiwaniem najważniejszego dowodu – zwłok zaginionego. Policjanci przekopali całą posesję wokół domu, w którym odbywała się libacja. Szczątków szukano w szambie zalanym betonem, skuto posadzkę w garażu i piwnicy, szukano nawet w ścianach. Ale w bezpośrednim sąsiedztwie domu – pusto. Poszukiwania rozszerzono więc na pobliskie lasy czy zbiorniki wodne. Wykorzystywano psy tropiące, pomagali strażacy, a nawet GOPR-owcy.

Odnalezione szczątki

I dopiero w maju 2020 roku, dokładnie 11 lat od zaginięcia, 2 kilometry od posesji, w trakcie przeczesywania wyschniętego zbiornika wodnego policjanci natknęli się na ludzkie szczątki. Już na pierwszy rzut oka widać było, że ktoś postarał się, aby nie zostały one znalezione. Ciało zostało przykryte czterema ciężkimi głazami.

– Ponieważ identyfikacja szczątków nie była możliwa, zostały przeprowadzone badania DNA, które potwierdziły, że to zaginiony młody chłopak, który mieszkał niegdyś w Pieszycach i którego szukali przez ponad 10 lat śledczy z Bielawy. Zwłoki ukryte były niedaleko miejsca zamieszkania sprawcy, w miejscu bardzo dobrze mu znanym, gdyż mieszkał on w Pieszycach od urodzenia. Było to też miejsce mało uczęszczane przez ludzi, trudno dostępne, o czym przestępca doskonale wiedział. Niegdyś zapełniony wodą staw, od lat był wyschnięty i znajdował się poza ogólnodostępnymi drogami czy ścieżkami. To miejsce wydawało się doskonałe pod każdym względem – przyznaje rzeczniczka policji.

Uczestnika libacji z 2009 roku, ówczesnego właściciela domu, zatrzymano, przesłuchano i przedstawiono mu zarzut zabójstwa. On konsekwentnie nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu. Decyzją sądu został tymczasowo aresztowany. Grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: tvn24.pl