Strzelanina w Austin w Teksasie. Zatrzymany sprawca zabił córkę i byłą żonę

Policja w Teksasie aresztowała w poniedziałek Stephena Brodericka podejrzanego o zastrzelenie w niedzielę trzech osób w Austin. Zatrzymany miał przy sobie broń, ale nie stawiał oporu. Władze zidentyfikowały wszystkie ofiary śmiertelne Afroamerykanina. Jedną jest Alyssa Broderick, będąca według mediów prawdopodobnie jego córką. Mężczyzna zabił też byłą żonę.

Afroamerykanin, który był niegdyś detektywem w biurze szeryfa, został wykryty w miejscowości Manor w Teksasie. O jego zatrzymaniu powiadomił szef tamtejszej policji Ryan Phipps.

– Szedł poboczem Old Kimbro Road. (…) Zgłosiły to dwie osoby, uznając, że odpowiada opisowi podejrzanego. Nasi funkcjonariusze udali się tam i przeprowadzili operację wysokiego ryzyka. W pełni się im podporządkował i został zatrzymany, a oni znaleźli przy nim pistolet – mówił Phipps, cytowany przez CNN i dodał, że Broderick został przewieziony do więzienia w hrabstwie Travis.

Oskarżony o molestowanie dziecka

Prokurator okręgowy Travis Jose Garza powiedział, że podejmie starania, aby mężczyzna nie został zwolniony z aresztu za kaucją. Jak wyjaśnił, zabrania tego prawo teksańskie, ponieważ Broderick był już zwolniony za kaucją za inne zarzuty. Broderick był oskarżony o molestowanie seksualne dziecka. Spędził w czerwcu ubiegłego roku 16 dni w więzieniu, zanim wpłacił kaucję w wysokości 50 tys. dolarów.

Najpewniej zabił własną córkę i byłą żonę

Władze zidentyfikowały ofiary śmiertelne Afroamerykanina. Jedną jest Alyssa Broderick, będąca według mediów prawdopodobnie jego córką, która chodziła w latach 2009-2020 do liceum w Elign, drugą uczeń tej szkoły Willie Simmons. Trzecią jest była żona mordercy – Amanda Broderick. Na razie nie podano więcej szczegółów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

28-latek podbiegał do kobiet i dotykał w intymne miejsca. Odpowie za naruszenie nietykalności cielesnej trzech młodych kobiet

Kara do roku pozbawienia wolności grozi 28-latkowi z Trzcianki (woj. wielkopolskie), który odpowie za naruszenie nietykalności cielesnej trzech młodych kobiet. Mężczyzna podbiegał do swoich ofiar i dotykał ich intymnych części ciała – podała we wtorek policja.

Oficer prasowy policji w Czarnkowie asp. Karolina Górzna-Kustra poinformowała, że sprawę pierwszego napastliwego ataku 24 lutego zgłosiła funkcjonariuszom młoda mieszkanka Trzcianki. – Na jednej z ulic podbiegł do niej od tyłu nieznany mężczyzna i ręką dotknął ją w miejscu intymnym, a następnie szybko oddalił się w nieznanym kierunku – podała.

Ofiar było więcej

Sprawą zajęli się policjanci kryminalni. W trakcie postępowania otrzymali sygnały od dwóch innych kobiet, które padły ofiarą podobnych napastliwych zachowań. – Doszło do nich pod koniec lutego i w marcu. W obu przypadkach mężczyzna działał w identyczny sposób. Wykorzystywał moment zaskoczenia i podbiegając do wybranej przez siebie ofiary, dotknął intymnej części jej ciała. Jedna z pokrzywdzonych zapamiętała wygląd sprawcy i opisała go funkcjonariuszom – wskazała policjantka.

Policjanci ustalili, że sprawcą jest 28-letni mieszkaniec Trzcianki, który w poniedziałek został zatrzymany przez funkcjonariuszy. – Mężczyzna zaraz po zatrzymaniu trafił do komisariatu, gdzie usłyszał trzy zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej, do popełnienia których się przyznał i złożył wyjaśnienia – dodała Górzna-Kustra.

W przeszłości był karany

Policjantka przekazała PAP, że podejrzany nie był w przeszłości karany za przestępstwa na tle seksualnym; odpowiadał za jazdę pod wpływem alkoholu. Prokurator zastosował wobec podejrzanego dozór policyjny, zakaz kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonych oraz zakaz opuszczania kraju. Mężczyźnie grozi grzywna, kara ograniczenia wolności albo do roku więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zielonka: Były wojskowy zatrzymany przez policję. Atakował przypadkowych ludzi

Policjanci z Zielonki przy wsparciu pododdziału kontrterrorystycznego zatrzymali 42-latka podejrzanego o serię ataków na przypadkowe osoby w tej podwarszawskiej miejscowości. Dwie osoby zostały ukłute przedmiotem „przypominającym igłę”. Mężczyzna został aresztowany. O mężczyźnie, który atakuje mieszkańców Zielonki m.in. igłą, było głośno na lokalnych portalach pod koniec marca. 42-letni sprawca został zatrzymany 1 kwietnia przez policjantów z komisariatu w Zielonce, których wspierali funkcjonariusze Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji w Warszawie.

Jak poinformował asp.sztab. Tomasz Sitek, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Wołominie, działania podjęto po serii niepokojących zawiadomień, które wpływały do komisariatu w Zielonce.

– Policjanci otrzymali dwa zgłoszenia o mężczyźnie poruszającym się osobową mazdą, który po zatrzymaniu i opuszczeniu swojego pojazdu podszedł do nich i bez żadnej zapowiedzi oraz bez powodu ukuł jednego z nich w nogę, drugiego w dłoń przedmiotem przypominającym kolec lub igłę – wyjaśnił.

Tego samego dnia policjanci otrzymali informację od innych osób, które mogły paść ofiarą prawdopodobnie tego samego napastnika. – W dwóch przypadkach chodziło o znieważenie poprzez kierowanie w stosunku do poszkodowanych słów powszechnie uznanych za obelżywe i wulgarne – dodał policjant.

Zatrzymanie byłego wojskowego

Do funkcjonariuszy wpłynęło zgłoszenie od motocyklisty, któremu kierowca mazdy miał zajechać drogę, zmusić do gwałtownego hamowania, co zakończyło się upadkiem kierowcy jednośladu na drogę o dużym natężeniu ruchu. – Podobna sytuacja spotkała też innego mieszkańca Zielonki – przekazał asp.sztab. Sitek.

Policjanci ustalili, że za wszystkimi zdarzeniami stoi najprawdopodobniej ta sama osoba. Ustalili także personalia podejrzewanego, a prokurator Prokuratury Rejonowej w Wołominie wszczął na podstawie zgromadzonych materiałów śledztwo i wydał postanowienie o zatrzymaniu 42-latka.

Według nieoficjalnych informacji jest to mieszkaniec Zielonki, w przeszłości pełniący służbę w wojsku, także na misjach zagranicznych. Podejrzany usłyszał w prokuraturze sześć zarzutów w tym m.in. znieważenia osób, naruszenia czynności narządów ciała, narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Jak przekazała prok. Katarzyna Skrzeczkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, 42-latek nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów i złożył wyjaśnienia, w których przedstawił odmienną – od ustalonej w toku śledztwa – wersję wydarzeń.

Sąd Rejonowy w Wołominie przychylił się do wniosku prokuratury o umieszczenia podejrzanego w areszcie śledczym na trzy miesiące. Mężczyzna miał również zostać objęty opieką lekarską.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Małopolska: 40-latek zaatakował syna i jego kolegę. 10-latek nie żyje

Rodzinna tragedia w Małopolsce. Nie żyje 10-latek, a jego 13-letni kolega jest ciężko ranny. W sprawie zatrzymano 40-letniego mężczyznę, ojca starszego chłopca. Policja i prokuratura wyjaśnią okoliczności tragedii, która wydarzyła się w sobotę wieczorem w Kozłowie koło Miechowa w Małopolsce. Miało do niej dojść podczas rodzinnej awantury.

40-letni mężczyzna po godz. 21 przeszedł do domu byłej konkubiny, by zabrać swoje rzeczy. Kobiety nie było w domu, a drzwi otworzył jego syn – Wiktor. Doszło do kłótni. 40-latek zaatakował metalową rurką syna i jego 10-letniego kolegę – Filipa.

Młodszy chłopiec, syn sąsiadów, zmarł na miejscu. 13-latek z kolei w ciężkim stanie został śmigłowcem przetransportowany do szpitala w Krakowie. Matka 13-latka zaalarmowana przez sąsiadów wróciła do domu i także została przez mężczyznę zaatakowana metalową rurką.

Ma obrażenia, ale nie zagrażają one życiu – poinformował RMF FM rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń. Kobieta została przewieziona do szpitala.

Nieudana ucieczka

40-latek uciekł z miejsca zbrodni. Kiedy odnaleźli go policjanci próbował podciąć sobie gardło. 40-latek próbował targnąć się na swoje życie, ale powstrzymali go policjanci – przekazał Sebastian Gleń.

Mężczyzna prawdopodobnie był pijany. Lekarze pobrali mu krew do badań na zawartość alkoholu i narkotyków. 40-latek nie został jeszcze przesłuchany. Według policjantów zachowuje się irracjonalnie. Sebastian Gleń w rozmowie z Polską Agencją Prasową zaznaczył, że mężczyzna został przez mundurowych opatrzony, a jego stan pozwala na to, aby przebywał w pomieszczeniu dla zatrzymanych.

Dziś mają odbyć się przesłuchania świadków w sprawie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Andrzej Poczobut zatrzymany. „Został zabrany, lecz nie wiadomo dokąd”

Działacze Związku Polaków na Białorusi potwierdzili zatrzymanie dziennikarza i członka zarządu tej organizacji Andrzeja Poczobuta. Wcześniej informację o tym, że Poczobut został zatrzymany w czwartek nad ranem w Grodnie, przekazał na Twitterze szef KPRM Michał Dworczyk. „Nasila się atak na działaczy mniejszości polskiej na Białorusi” – podkreśliła dyrektorka TV Biełsat Agnieszka Romaszewska-Guzy.

Informację o zatrzymaniu Andrzeja Poczobuta przekazała działaczom Związku Polaków na Białorusi jego żona, Oksana. – Został zabrany, lecz nie wiadomo dokąd – powiedział Polskiej Agencji Prasowej jeden z członków ZPB. Na komendę milicji została odwieziona również prezes oddziału polskiej organizacji w Lidzie Irena Biernacka.

W czwartek rano milicja dokonała rewizji w mieszkaniu Andrzeja Poczobuta w Grodnie. „W domu milicja w kominiarkach. Nie dają telefonować” – przekazała na Facebooku Oksana Poczobut. Prawdopodobnie jeszcze przed zabraniem jej telefonu, zdążyła podać przyczynę najścia milicjantów. „Wzniecanie” – napisała.

„Może to oznaczać, że przeciwko Andżejowi Poczobutowi zostanie wszczęte dochodzenie w związku z jego fascynacją historią, zwłaszcza okresem II wojny światowej i działalnością Armii Krajowej oraz Żołnierzy Wyklętych” – przekazał portal Związku Polaków na Białorusi Znadniemna.

Wcześniej szef KPRM Michał Dworczyk przekazał na Twitterze, że „dziś nad ranem został zatrzymany w Grodnie Andrzej Poczobut”. „Człowiek prawy i pryncypialny od lat walczący o prawa Polaków na Białorusi, wielokrotnie represjonowany przez reżim Łukaszenki. Członek zarządu Związku Polaków na Białorusi. Andrzej trzymaj się! Nie zostawimy Was!” – dodał.

Andrzej Poczobut już we wtorek był legitymowany przez tamtejszą milicję.

Prokuratura generalna w Mińsku poinformowała w czwartek, że wobec szefowej Związku Polaków na Białorusi Andżeliki Borys, a także innych działaczy, wszczęto sprawę karną za podżeganie do nienawiści na tle religijnym i narodowościowym – podała prokuratura generalna w Mińsku. Grozi za to kara od 5 do 12 lat więzienia. „Prokuratura Generalna wszczęła postępowanie karne wobec przewodniczącej tzw. niezarejestrowanego Związku Polaków i innych osób na podstawie art. 130 ust. 3 Kodeksu karnego Republiki Białoruś (celowe działania mające na celu podżeganie do nienawiści narodowej i religijnej oraz siania niezgody na gruncie przynależności narodowej, religijnej, językowej, a także rehabilitacji nazizmu, dokonane przez grupę osób)” – podano w czwartkowym komunikacie.

„Nasila się atak na działaczy mniejszości polskiej na Białorusi”

Dziennikarka i dyrektorka TV Biełsat Agnieszka Romaszewska-Guzy napisała wcześniej na Twitterze, że „nasila się atak na działaczy mniejszości polskiej na Białorusi”. „Trwa rewizja u Andrzeja Poczobuta w Grodnie i u Marii Tiszkowskiej, dyrektorki polskiej szkoły społecznej w Wołkowysku” – przekazała.

W TVN24 dziennikarka mówiła także, że „OMON wszedł do siedziby Związku Polaków na Białorusi w Grodnie i do Polskiej Szkoły Społecznej w tym mieście”. W ocenie Romaszewskiej-Guzy działania władz Białorusi to „ewidentna próba rozbicia organizacji polskiej mniejszości”. Nawiązując do zatrzymania prezes Związku Polaków na Białorusi Andżeliki Borys, stwierdziła, że „najpierw trzeba zdjąć głowę, a potem próbuje się to rozebrać na części”.

Dyrektorka Biełsat TV powiedziała, że „dziwi ją zachowanie władz Białorusi, bo widać, że w nim nie ma sensu”. – To nie zadziała w obrocie wewnętrznym, jestem przekonana, a jednocześnie zantagonizuje Polskę skrajnie w obrocie zewnętrznym – mówiła.

Zatrzymanie prezes Związku Polaków na Białorusi

Prezes Związku Polaków na Białorusi Andżelika Borys w środę została skazana na 15 dni. Werdykt sądowy zostanie zaskarżony w wyższej instancji sądowej. Proces odbył się w areszcie w Grodnie, dzień po jej zatrzymaniu. Według władz Borys miała załamać przepisy o organizacji imprez masowych.

Jak podają media, chodzi o organizację „tradycyjnego święta rzemieślników Grodzieńskie Kaziuki 2021”. Według ZPB prześladowanie Borys za pielęgnowanie polskich tradycji i kultury w środowisku polskiej mniejszości jest aktem „zastraszania całego środowiska polskiej mniejszości na Białorusi”. Do zatrzymania Borys odniósł się w w środę po południu premier Mateusz Morawiecki. – Wzywam władze białoruskie do tego, aby w spokoju rozwiązywać swoje wewnętrzne problemy, bez brania zakładników – powiedział.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Andrzej Poczobut zatrzymany na Białorusi

Andrzej Poczobut, polski dziennikarz i członek Zarządu Głównego Związku Polaków na Białorusi, został zatrzymany przez milicję – przekazał Michał Dworczyk na Twitterze. Kolejni polscy działacze na Białorusi w polu zainteresowania białoruskiej milicji. Dziś z rana funkcjonariusze pojawili się w grodzieńskim mieszkaniu polskiego działacza i dziennikarza Andrzeja Poczobuta. Żona Andrzeja Poczobuta, Oksana zdążyła poinformować w mediach społecznościowych, że do mieszkania przyszli funkcjonariusze w kominiarkach.

O zatrzymaniu poinformował także Michał Dworczyk na Twitterze, że Poczobut został zatrzymany w czwartek nad ranem przez milicję na Białorusi. We wtorek milicjanci zatrzymali Andżelikę Borys, prezeskę Związku Polaków na Białorusi. Powodem jej zatrzymania była organizacja jarmarku z okazji święta Kaziuki w Grodnie bez uzyskania zgody władz.

„Dziś nad ranem został zatrzymany w Grodnie A. Poczobut. Człowiek prawy i pryncypialny od lat walczący o prawa Polaków na Białorusi, wielokrotnie represjonowany przez reżim Łukaszenki. Członek zarządu ZwiązkuPolaków naBiałorusi. Andrzej trzymaj się! Nie zostawimy Was!” – poinformował w czwartek Michał Dworczyk na Twitterze.

Zatrzymanie Andrzeja Poczobuta

Z nieoficjalnych informacji uzyskanych przez współpracowników portalu internetowego „Znadniemna” wynika, ze milicjanci przyszli również do mieszkania Marii Tiszkowskiej, polskiej liderki w Wołkowysku w obwodzie grodzieńskim.

W środę szefowa Związku Polaków na Białorusi Andrzelika Borys została skazana przez sąd w Grodnie na 15 dni aresztu w związku z organizacją święta rzemieślników „Kaziuki”. Wcześniej do aresztu trafiło dwoje polskich aktywistów w Brześciu z powodu organizacji w miejscowej społecznej szkole polskiej obchodów Dnia Żołnierzy Wyklętych.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Knurów: Mąż postrzelił żonę w głowę

Rodzinny dramat w Knurowie. Jak nieoficjalnie dowiedzieli się reporterzy RMF FM, mężczyzna zabił tam swoją żonę. Napastnik jest już w rękach policji. Po południu w jednym z mieszkań w Knurowie znaleziono ciało kobiety. Policja na razie odmawia wszelkich informacji w tej sprawie, ale według naszych nieoficjalnych ustaleń, kobieta miała ranę postrzałową głowy.

Zanim policjanci weszli do mieszkania, na klatce schodowej natknęli się na męża kobiety, który miał w ręce broń czarnoprochową. Mężczyzna nie stawiał oporu, wszedł z policjantami do mieszkania i wskazał zwłoki swojej żony. Policjanci przyjechali w to miejsce, bo wcześniej mąż ofiary na jednej ze stacji benzynowych miał powiedzieć pracującej tam kobiecie, że zastrzelił swoją żonę.

Mężczyzna został zatrzymany. Ponieważ był pijany, zostanie przesłuchany dopiero po wytrzeźwieniu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: Sprawca zamachu w Bostonie zostanie skazany na śmierć? Sąd Najwyższy rozpatrzy wniosek

Amerykański Sąd Najwyższy wydał zgodę na rozpatrzenie wniosku o karę śmierci dla Dżochara Carnajewa, terrorysty, który wraz z bratem przeprowadził zamach bombowy w czasie bostońskiego maratonu w 2013 roku. Mężczyzna odbywa obecnie karę dożywotniego pozbawienia wolności. O przywrócenie kary śmierci dla zamachowca wnioskowała administracja poprzedniego prezydenta Donalda Trumpa.

Podczas ataku 15 kwietnia 2013 roku z użyciem dwóch bomb zginęły trzy osoby, a ponad 260 zostało rannych. Starszy brat Carnajewa, 26-letni Tamerlan, został zabity w strzelaninie z policją trzy dni później. Ranny Dżochar został ujęty.

W czerwcu roku 2015 roku został skazany na najwyższy wymiar kary między innymi za zabicie Krystle Campbell, Martina Richarda oraz Lingzi Lu, a także policjanta Seana Colliera. Jest przetrzymywany w więzieniu federalnym o zaostrzonym rygorze w Florence, w stanie w Kolorado.

W lipcu ubiegłego roku federalny sąd apelacyjny uchylił wcześniejszy wyrok śmierci na terrorystę. Przychylając się do wniosku obrony uznał ich argumenty, że Dżochar Carnajew ma prawo do nowego procesu, ponieważ sędziowie przysięgli byli stronniczy, a przy ich wyborze popełniono błędy. Podkreślił jednak, że sprawca zamachu dopuścił się „niewyobrażalnie brutalnych czynów (…) i spędzi pozostałe mu dni w więzieniu”.

O interwencję do Sądu Najwyższego zwróciła się administracja byłego prezydenta Donalda Trumpa. Przypomniała, że bomby „spowodowały oszałamiające obrażenia, a po wybuchu ulica wyglądała jak pobojowisko”. W petycji do Sądu Najwyższego rząd przedstawił wydarzenia, które miały miejsce w dniu zamachu i skrytykował orzeczenie sądu apelacyjnego po jednym z „najważniejszych postępowań w procesie o terroryzm w historii naszego narodu”.

We wniosku do Sądu Najwyższego prawnicy administracji Trumpa napisali, że jeśli nie podejmie działań, prokuratorzy będą musieli powtórzyć proces. Jak przekonywali, „ofiary, potencjalni sędziowie przysięgli, sąd okręgowy, rząd i naród” nie powinni ponosić ciężaru wysiłków w sprawie przywrócenia kary śmierci.

CNN zwraca uwagę, że nie jest jasne, czy nawet gdyby kara śmierci w sprawie Carnajewa została przywrócona, wyrok zostałby wykonany. Administracja prezydenta Joe Bidena przeciwna jest bowiem skazywaniu przez sądy federalne na karę śmierci.
Źródło info i foto: tvn24.pl

USA: Masakra w supermarkecie w Boulder . Nie żyje 10 osób

BOULDER, CO – MARCH 22: Healthcare workers walk out of a King Sooper’s Grocery store after a gunman opened fire on March 22, 2021 in Boulder, Colorado. Dozens of police responded to the afternoon shooting in which at least one witness described three people who appeared to be wounded, according to published reports. Chet Strange/Getty Images/AFP) == FOR NEWSPAPERS, INTERNET, TELCOS & TELEVISION USE ONLY ==

W masowej strzelaninie w supermarkecie w miejscowości Boulder w stanie Kolorado w USA, zginęło 10 osób, w tym policjant. Podejrzany o masakrę mężczyzna, który doznał obrażeń, został zatrzymany. W miejscowości Boulder w stanie Kolorado rozpętała się ona w jednym ze sklepów. O 10 zabitych poinformowała początkowo agencja Associated Press, powołując się na źródła policyjne. 

W strzelaninie w Boulder w Kolorado zginął funkcjonariusz policji. To 51-letni Eric Talley, o czym poinformowała lokalna policja na konferencji prasowej.

Wcześniej podczas konferencji prasowej komendant policji w Boulder, Kerry Yamaguchi, odmówił w rozmowie z mediami podania szczegółów, zasłaniając się bardzo wczesnym etapem śledztwa. Powiadomił o zabiciu jednego funkcjonariusza oraz zatrzymaniu podejrzanego.

„Policja/koroner nie ujawnią nazwisk innych ofiar, dopóki rodziny nie zostaną powiadomione” – dodała policja z Boulder na Twitterze. Na pokazywanym przez stacje telewizyjne nagraniu wideo widać, jak funkcjonariusze policji wyprowadzają ze sklepu rannego mężczyznę zakutego z tyłu w kajdanki. Był bez koszuli, odziany tylko w bokserki. Umieszczono go na noszach i załadowano do karetki.

Rzecznik szpitala Boulder Community Health, Rich Sheehan poinformował o przewiezieniu tam karetką jednej osoby z supermarketu. Przyznał, że pacjent poddany został leczeniu, ale odmówił sprecyzowania charakteru obrażeń lub stanu jego zdrowia. Reuters podał cytat kilku świadków strzelaniny, m.in. Deana Schillera, który przedstawił się jako dziennikarz transmitujący na żywo z miejsca zbrodni dla kanału YouTube ZFG Videography. Opisywał w wywiadach dla lokalnych mediów, że słyszał coś, co brzmiało jak wystrzał, gdy wychodził ze sklepu spożywczego. Zauważył też trzy rzekome ofiary, ale nie potrafił ocenić, w jakim były stanie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Poznań: Łowcy pedofilów ujęli 54-latka

Łowcy pedofilów interweniowali w Poznaniu. Podczas ujęcia mężczyzny nie obyło się bez problemów. Okoliczna ludność chciała sama wymierzyć mu sprawiedliwość. W Poznaniu doszło do kolejnej interwencji Łowców pedofilów. Tym razem przyłapano emerytowanego strażaka Krzysztofa P. 54-latek myśląc, że spotka się z 12-letnią dziewczynką czekał na jednej z poznańskich pętli tramwajowych. Na miejsce przybył z prezentami dla swojej niedoszłej ofiary, w postaci dwóch worków z pluszakami.

Na pętle zamiast dziecka przybyli Łowcy pedofilów. Ci postanowili transmitować interwencję na Facebooku. Mężczyzna nie ukrywał swojego zdziwienia, kiedy doszło do konfrontacji. Tłumaczył, że czeka na dziewczynkę, z którą umówił się na sprzedaż zabawek. 54-latek był przekonany, że ma do czynienia z policją, dlatego posłusznie odpowiadał na polecenia łowców. Po chwili wytłumaczono mu, że interweniujący są przedstawicielami Elusive Child Protection Unit Poland.

– „Przyjechałem sprzedać zabawki. Taka dziewczynka do mnie pisała. Wiedziałem, że coś złego z tobą wyjdzie” – powiedział wystraszony Krzysztof P.

Kobieta, transmitując, odczytała wiadomości mężczyzny do dziecka. „Widziałaś kiedyś wacka? Mogę pokazać, ale na żywo”, „Wyślij seksi zdjęcie” – to tylko niektóre z nich. 54-latek słysząc to, zaczął się tłumaczyć, mówiąc, że zrobił to dla żartów. Pomimo wyjaśnień łowczyni nadal odczytywała treści wysłane przez Krzysztofa P.

– Co czujesz, jak jeździsz palcem po myszce?; Jakbyś mojego wzięła i masowała, to bym się podniecił – pisał mężczyzna do dziewczynki.

Transmisja na Facebooku szybko zyskała popularność wśród internautów. Ci nie ukrywali swojej złości i rozgoryczenia wobec mężczyzny. Dali upust swoim emocjom w komentarzach, wyzywając go od „zboczeńców” i „psycholi”. Przed przyjazdem policjantów na miejscu przyłapania mężczyzny pojawili się poznaniacy, którzy sami chcieli wymierzyć sprawiedliwość 54-latkowi.
Źródło info i foto: o2.pl