Jest zawiadomienie CBA do prokuratury ws. Mariana Banasia

Szef NIK Marian Banaś będzie musiał wytłumaczyć się przed śledczymi ze swoich oświadczeń majątkowych. CBA doszukało się w nich nieprawidłowości. Lista zarzutów jest długa. CBA podejrzewa szefa NIK o złożenie nieprawdziwych oświadczeń majątkowych, zatajenie faktycznego stanu majątkowego oraz nieudokumentowanych źródeł dochodu.

„28 listopada 2019 roku CBA zakończyło procedurę kontroli oświadczeń majątkowych Mariana Banasia, składanych przez niego w latach 2015-2019. Kontrola wykazała nieprawidłowości, które – w ocenie CBA – uzasadniają skierowanie sprawy do prokuratury” – czytamy w komunikacie biura.

Jak dodano: „W toku czynności pokontrolnych opisanych w art. 45 ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym kontrolowany Marian Banaś złożył 23 października 2019 roku zastrzeżenia do ustaleń CBA. Zastrzeżenia te zostały w całości odrzucone przez Biuro, o czym kontrolowany został poinformowany 28 listopada 2019 roku.”

Premier Mateusz Morawiecki zapytany o to, jakie działania podejmie PiS, jeśli Marian Banaś nie zdecyduje się ustąpić ze stanowiska szefa NIK zapewnił, że w tym przypadku zostanie zastosowany plan B.
Źródło info i foto: Money.pl

54-latek molestował 3-letnie dziecko? Policję zawiadomiła matka

20.09.2019 Torun Konferencja wiceminister Iwony Michalek N/z radiowoz policyjny fot. Lukasz Piecyk/REPORTER

Jak poinformował w poniedziałek „Dziennik Bałtycki”, 54-letni mieszkaniec powiatu sztumskiego jest podejrzany o molestowanie seksualne 3-letniego dziecka. Sprawa badana jest przez policję pod nadzorem prokuratury. Mężczyzna został zatrzymany.

Według informacji przekazanych dziennikowi przez prokurator Grażynę Wawryniuk z gdańskiej Prokuratury Okręgowej, zawiadomienie wpłynęło na policję w poniedziałek. 54-letni mężczyzna miał dopuścić się „innej czynności seksualnej” na małym dziecku. Jak wynika z informacji lokalnych mediów, chodzi o 3-letnie dziecko.

Policję zawiadomiła matka dziecka

Policja przyjechała na miejsce wezwania i zatrzymała podejrzanego. Jak przekazali funkcjonariusze, na razie nie udzielają szerszych informacji na temat dochodzenia. Zostaną one najprawdopodobniej podane do wiadomości publicznej we wtorek.

Jak z kolei nieoficjalnie udało się ustalić dziennikarzom „Dziennika Bałtyckiego”, na sztumską Komendę Powiatową Policji wpłynęło zawiadomienie od samej matki 3-letniego dziecka. Do molestowania miało dojść na terenie gminy Stary Targ – czytamy  w DB.

Nie wiadomo, czy zatrzymany 54-latek jest osobą spokrewnioną z dzieckiem.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest zawiadomienie CBA do prokuratury ws. prywatyzacji Fabryki Łożysk Tocznych. Kilkadziesiąt mln straty

CBA w Lublinie skierowało zawiadomienie do Prokuratury Regionalnej w Warszawie o możliwości popełnienia przestępstwa przez osoby odpowiedzialne za proces prywatyzacji Fabryki Łożysk Tocznych w Kraśniku S.A – poinformował rzecznik Biura Temistokles Brodowski. Według „Magazynu Śledczego Anity Gargas” zawiadomienie dotyczy byłego prezesa Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości Wojciecha D. i jego dwóch zastępców.

Jak informuje nas Brodowski, od 24 kwietnia do 9 września 2019 r. funkcjonariusze lubelskiej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego prowadzili kontrolę w Agencji Rozwoju Przemysłu Spółka Akcyjna dotyczącą sprzedaży akcji Fabryki Łożysk Tocznych w Kraśniku S.A.

– W 2012 r. zarząd Agencji, pomimo trwającej w Fabryce restrukturyzacji i jej dofinansowaniu kwotą 20 mln zł zdecydował jednak o sprzedaży posiadanych przez siebie akcji fabryki – wskazał.

Zgłosiło się dwóch inwestorów – chiński i słowacki. – Kontrola CBA wykazała, że przeprowadzona sprzedaż akcji FŁT Kraśnik SA została zrealizowana z naruszeniem obowiązującej w ARP SA „Procedury zbywania akcji”. Akcje zostały sprzedane chińskiej korporacji za cenę niższą o blisko 39 mln zł od oferowanej przez słowackiego inwestora. Skutkiem tego wyrządzona została szkoda w majątku Agencji Rozwoju Przemysłu S.A – poinformował rzecznik.

W związku z tym CBA skierowało do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez odpowiedzialnych za prywatyzację spółki.
Źródło info i foto: TVP.info

Jest zawiadomienie do prokuratury po kontroli CBA ws. termomodernizacji szkół w Pabianicach

Centralne Biuro Antykorupcyjne złożyło zawiadomienie do prokuratury po zakończeniu kontroli termomodernizacji szkół w Pabianicach (Łódzkie). Prezydent Pabianic nie podpisał protokołu kontroli i zgłosił do niego zastrzeżenia.

– Zawiadomienie CBA dotyczy podejrzenia popełnienia przestępstw przez prezydenta Pabianic, skarbnika i naczelnika wydziału inwestycji i eksploatacji Urzędu Miejskiego w Pabianicach – podał rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi prok. Krzysztof Kopania potwierdzając, że doniesienie CBA wraz z protokołem kontroli wpłynęło do prokuratury pod koniec sierpnia.

Według kontrolujących mieli oni przekroczyć uprawnienia i nie dopełnić obowiązków przy realizacji przedsięwzięcia „Poprawa efektywności wykorzystania energii w budynkach użyteczności publicznej” Pabianic.

Dodatkowo prezydentowi miasta CBA zarzuca niezapewnienie bezpieczeństwa użytkowników termomodernizowanych placówek oświatowych, za co prawo budowlane przewiduje karę grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Prezydent Pabianic nie podpisał protokołu kontroli CBA

– Do przeprowadzenie postępowania wyznaczona została Prokuratura Rejonowa Łódź-Górna – powiedział rzecznik. Zaznaczył, że na razie trwają wstępne czynności w związku ze złożeniem zawiadomienia, ale prawdopodobnie do końca tego tygodnia podjęta zostanie decyzja o wszczęciu śledztwa w tej sprawie.

Rzeczniczka prasowa prezydenta Pabianic Aneta Klimek powiedziała, że Prezydent Pabianic nie podpisał protokołu kontroli CBA i zgłosił do niego umotywowane zastrzeżenia, dotyczące zawartych w nim ustaleń. Przypomniała, że prawo do niepodpisywania protokołu i zgłoszenia zastrzeżeń przez kontrolowanego wynikają z ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym.

Rzecznik zapewniła, że w urzędzie miasta nie było żadnych decyzji personalnych spowodowanych kontrolą CBA w sprawie termomodernizacji szkół. Naczelnik wydziału komunikacji społecznej CBA Temistokles Brodowski powiedział, że funkcjonariusze z łódzkiej delegatury Biura prowadzili kontrolę w Pabianicach od połowy lipca 2018 r. do połowy lutego 2019 r.

CBA skierowała zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa

Kontrola dotyczyła projektu dotyczącego finansowania, zaprojektowania i wykonania robót termomodernizacyjnych i budowlanych, zarządzania energią oraz utrzymania technicznego wybranych pabianickich obiektów oświatowych. Kontrolowane prace były realizowane w formule partnerstwa publiczno-prywatnego i współfinansowane ze środków UE.

– W oparciu o wyniki kontroli łódzka delegatura CBA skierowała zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez pracowników Urzędu Miejskiego w Pabianicach – powiedział Brodowski.

W trakcie kontroli sekretarz Pabianic Paweł Rózga mówił, że dotyczy ona projektu termomodernizacji. Zapewnił, że urząd wydał potrzebne kontrolerom dokumenty, które były analizowane.

Według udostępnionej na stronie Pabianic listy kontroli zewnętrznych, łódzka delegatura CBA już wcześniej – w listopadzie 2017 r. – sięgała po dokumentację dotyczącą „zastosowania dialogu konkurencyjnego przy działaniach na rzecz efektywności wykorzystania energii w budynkach użyteczności publicznej Pabianic”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Orlen zawiadamia prokuraturę. Koncern mógł stracić 300 mln złotych

Co najmniej 300 milionów złotych mógł stracić Orlen na zakupie amerykańskiej spółki paliwowej FX Energy. Jak dowiedzieli się reporterzy RMF FM, władze koncernu zawiadomiły śledczych o podejrzeniu gigantycznej niegospodarności, której miały się dopuścić poprzednie zarządy spółek Orlen oraz Orlen Upstream. Prokuratura wszczęła już śledztwo w sprawie.

Z zawiadomienia wynika, że transakcja – sfinalizowana na przełomie 2015 i 2016 roku – była całkowicie nieopłacalna. Kupowana spółka była w fatalnej kondycji finansowej, od kilkunastu miesięcy wartość jej akcji gwałtownie spadała. Firma miała potężne zadłużenie. Wartość długów na koniec 2015 roku ponad dwuipółkrotnie przekraczała wartość jej aktywów.

Ile kosztowała transakcja?

Transakcja kosztowała 83 miliony dolarów – w przeliczeniu wówczas było to ponad 320 milionów złotych. Na tym jednak nie skończyły się wydatki poniesione w związku z zakupem tej amerykańskiej firmy. Do zeszłego roku firmę dokapitalizowano na ponad 360 milionów złotych – chodzi między innymi o emisję obligacji.

Do zeszłego roku sytuacja spółki nie została w żaden sposób naprawiona, mimo że wartość firmy, w związku z długami, była ujemna.

Prokuratura wszczęła już śledztwo

W sprawie podejrzenia niegospodarności w spółce Orlen Upstream prokuratura wszczęła już śledztwo. Na razie śledczy zwrócili się do koncernu o dokumenty, by zweryfikować fakty przedstawione w zawiadomieniu autorstwa obecnych władz Orlenu. Chodzi między innymi o przedstawioną przez nie interpretację celu zakupu nierentownej spółki. To między innymi spłata kredytu zabezpieczonego na majątku przejętej spółki, ale także chociażby zwolnienie amerykańskiej spółki z odpowiedzialności w zakresie niegospodarności wobec spółek zależnych i akcjonariuszy.

Jak do zawiadomienia odnoszą się ówczesne władze Orlen Upstream? „Proszę wybaczyć, ale nie będę komentował mojej pracy w Orlenie” – napisał w korespondencji mailowej były prezes Orlen Upstream Wiesław Prugar.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Trzecia kobieta zgłosiła się do prokuratury ws. muzyka Krzysztofa Sadowskiego

Jak udało nam się ustalić, trzecia kobieta zgłosiła się do warszawskiej prokuratury w sprawie znanego muzyka Krzysztofa Sadowskiego. Miała zostać przez niego zgwałcona 20 lat temu, jako 16-latka. Od niemal roku prokuratura rejonowa Warszawa-Ursynów prowadzi postępowanie w sprawie zgwałcenia dwóch osób poniżej 15. roku życia przez Krzysztofa Sadowskiego. Zawiadomienia złożyły dwie kobiety.

Teraz dołączyła do nich trzecia. – Do prokuratury nie wpłynęły dotychczas nowe pisemne zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Telefonicznie zgłosiła się jedna osoba jako pokrzywdzona – mówi nam Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Kobieta, która skontaktowała się z prokuraturą, twierdzi, że została skrzywdzona przez Krzysztofa Sadowskiego, gdy miała 16 lat. Muzyk miał ją zgwałcić i molestować.

To już trzecia kobieta, która zgłosiła się do prokuratury w sprawie Krzysztofa Sadowskiego. Kolejne kobiety konsultują się z prawnikiem, by zrobić to samo. – Jestem w kontakcie z innymi ofiarami. Niektóre są w złym stanie psychicznym. Konsultujemy się z prawnikami, chcemy iść do prokuratury, żeby wszyscy poznali prawdę o Krzysztofie Sadowskim – mówi nam Ewa, którą także miał skrzywdzić muzyk.

Krzysztof Sadowski nie odpowiada na nasze prośby o kontakt. Po serii tekstów jego prawnik przysłał nam oświadczenie muzyka. „Wszystkie pojawiające się na mój temat ‚rewelacje’ oparte są na pomówieniach jednej osoby, której personaliów nie ujawnię, nie chcąc jej zaszkodzić. Stanowczo zaprzeczam stawianym mi zarzutom.” – twierdzi Sadowski.
Źródło info i foto: wp.pl

Wpłynęło zawiadomienie do prokuratury w sprawie abp. Marka Jędraszewskiego

Do prokuratury wpłynęło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez abp. Marka Jędraszewskiego – poinformował Janusz Hnatko z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Złożył je Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

– Do prokuratury wpłynęło zawiadomienie, które zostało przesłane do Prokuratury Rejonowej Kraków – Krowodrza, właściwej do prowadzenia ewentualnie tego typu postępowań – powiedział dziś rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie Janusz Hnatko. – Mailem wpłynęły także dwie takie same informacje od osób prywatnych, które powołują się na słowa Jędraszewskiego; to wszystko razem zostało przekazane do prokuratury – dodał.

Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez abp. Marka Jędraszewskiego dotyczy słów metropolity, wypowiedzianych w czwartek, 1 sierpnia w bazylice Mariackiej. Podczas kazania, wygłoszonego w ramach obchodów 75. rocznicy wybuchu powstania warszawskiego abp Jędraszewski podkreślił, że to z powstańczych mogił narodziła się wolna Polska. – Trzeba było długo na nią czekać (…) Czerwona zaraza już nie chodzi po naszej ziemi, ale pojawiła się nowa, neomarksistowska, chcąca opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie czerwona, ale tęczowa – powiedział.

Jak napisał Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych na swoim profilu facebookowym, abp Jędraszewski, „publicznie wypowiadał treści, które, w opinii Ośrodka, można zakwalifikować jako wpisujące się w propagowanie zakazanego totalitarnego faszystowskiego ustroju państwa”. „Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez pana Marka Jędraszewskiego złożyły również osoby pokrzywdzone jego działaniem – Konrad Dulkowski i Rafał Gaweł. Obaj panowie uważają, że wypowiedź sprawcy znieważała ich publicznie oraz wpisywała się w propagowanie zakazanego totalitarnego ustroju państwa” – zaznaczono.

Ośrodek zauważył, że „segregację ze względu na orientację seksualną prowadzili w Polsce niemieccy naziści, oni też używali retoryki, w której osoby homoseksualne określano jako pasożyty lub zarazę, którą trzeba zwalczać”. „Gaweł i Dulkowski złożyli formalnie wniosek o ściganie i ukaranie pana Marka Jędraszewskiego w związku z propagowaniem przez niego idei systemu totalitarnego, który wcześniej stosowany przez nazistów doprowadził do śmierci milionów Polaków, również tych którzy byli homoseksualni” – zaznaczono.

Abp Jędraszewski o „tęczowej zarazie”

Słowa abp. Jędraszewskiego komentowano w przestrzeni publicznej. Odniósł się do nich m.in. prezydent Andrzej Duda, który w piątek w rozmowie z Polsat News powiedział, że nie ma żadnych wątpliwości, iż metropolita „ma ogromny szacunek do człowieka”.- Zresztą chyba nikt w to nie wątpi – zaznaczył prezydent. Według niego hierarcha mówił w czwartek „o pewnym ideologicznym starciu”. – I rzeczywiście ze swojego punktu widzenia – filozofa opowiedział się w tym ideologicznym sporze w sposób zdecydowany – powiedział Duda. Powtórzył, że w słowach abpa Jędraszewskiego chodziło o „o ideologię, a nie o ludzi”.

Duchownego krytykowali z kolei politycy opozycji. Lider Wiosny Robert Biedroń, w związku z atakami na uczestników I Marszu Równości w Białymstoku, napisał list do papieża Franciszka, w którym przekazał „wyrazy głębokiego zaniepokojenia faktem, że przedstawiciele Kościoła Katolickiego w Polsce gloryfikują stosowanie przemocy”. Nawiązał w nim także do słów abp. Jędraszewskiego.

O honorowe podanie się do dymisji do metropolity apeluje z kolei dominikanin, o. Paweł Gużyński. – Proponuję, abyśmy od jutra zaczęli wysyłać listy do abp. Jędraszewskiego z wyrazem oczekiwania, że honorowo poda się do dymisji z powodu słów o „tęczowej zarazie” – napisał w niedzielę na swoim profilu facebookowym.

Na słowa metropolity zareagowały również osoby LGBT, które protestowały pod krakowską kurią; stały w milczeniu, trzymając kartki z napisami m.in. „nie jestem zarazą”, czy „nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”. Z kolei na sobotę, jak podaje portal Niezależna, planowany jest wiec poparcia dla metropolity. Gazeta Wyborcza informowała natomiast, że pod koniec sierpnia pod obrady Rady Miasta Krakowa trafi projekt uchwały o usunięciu ze składu kapituły nagrody Cracoviae Merenti abp. Jędraszewskiego.
Źródło info i foto: onet.pl

Jest zawiadomienie do prokuratury ws. podejrzenia popełnienia przestępstwa przez kard. Henryka Gulbinowicza

Do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu skierowano zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez kard. Henryka Gulbinowicza. Złożył je mecenas Artur Nowak, który reprezentuje Karola Chuma oskarżającego hierarchę o molestowanie seksualne.

We wtorek na łamach „Gazety Wyborczej”, wrocławski informatyk i autor wierszy Karol Chum (jego prawdziwe nazwisko to Przemysław Kowalczyk), oskarżył o molestowanie kard. Henryka Gulbinowicza, legendę „Solidarności” i kawalera Orderu Orła Białego.

Zawiadomienie do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu złożył w piątek pełnomocnik Przemysława Kowalczyka adwokat Artur Nowak. „Treścią zawiadomienia jest świadectwo pana Karola Chuma, podaliśmy w nim okoliczności, czas i miejsce popełnienia prawdopodobnego przestępstwa oraz wskazaliśmy osobę, którą można by w związku z tym przesłuchać” – powiedział PAP w sobotę mecenas Nowak.

Mamy nadzieję, że ta sprawa zostanie zbadana kompleksowo, również w tym kontekście, czy były jakieś skargi składane w tym zakresie, nie tylko do diecezji, ale przede wszystkim do Nuncjatury i do Kongregacji Nauki i Wiary – mówił adwokat.

Mecenas zwrócił uwagę, że zdarza się, iż pokrzywdzeni dopiero po kilkudziesięciu latach zgłaszają się i postępowania są wszczynane. – Było tak w przypadku kardynałów Pella, McCarricka czy Groera, kiedy ofiary zgłosiły się po 30-40 latach. Jest naturalnym i wynika to z badań klinicznych, że pokrzywdzeni dopiero po czasie są w stanie mówić o tym, co ich spotkało. Polska jest krajem głęboko sklerykalizowanym, więc nie mamy aż takich tradycji obywatelskich, tym trudniej o tym mówić. Po filmie braci Sekielskich nie tylko pan Karol, ale wielu pokrzywdzonych, czuje potrzebę, żeby zrobić coś z tym doświadczeniem – mówił mecenas Nowak.

Pełnomocnicy b. metropolity wrocławskiego, kard. Henryka Gulbinowicza na zwołanej w piątek konferencji prasowej wezwali media do zaprzestania publikacji zawierających „nieprawdziwe i niepotwierdzone” informacji na temat duchownego.

Jeden z pełnomocników kardynała, mec. Mateusz Chlebowski powiedział dziennikarzom, że jego kancelaria prowadzi obecnie analizę prawną treści zawartych w materiałach prasowych o kard. Henryku Gulbinowiczu, które do tej pory zostały opublikowane. – Po tym podejmiemy decyzję co do dalszych działań prawnych w tej sprawie – powiedział. Prawnik zaapelował także o uszanowanie prywatności kardynała.

Z kolei w ubiegłym tygodniu działaczki Dolnośląskiego Kongresu Kobiet złożyły do biura Rady Miejskiej Wrocławia wniosek o odebranie b. metropolicie wrocławskiemu kard. Henrykowi Gulbinowiczowie tytułu honorowego obywatela miasta. Była to reakcja na okoliczności przedstawione w filmie Tomasza Sekielskiego.

W dokumencie „Tylko nie mów nikomu” pojawia się m.in. postać byłego księdza Pawła K. W filmie wskazano, że po zatrzymaniu Pawła K. w 2005 r. poręczył za niego ówczesny metropolita wrocławski abp Marian Gołębiewski. Szybko jednak to poręczenie wycofał. Następnie, według dokumentu Sekielskiego, poręczenia udzieli kard. Henryk Gulbinowicz, emerytowany biskup archidiecezji wrocławskiej. Dzięki temu poręczeniu K. miał uniknąć tymczasowego aresztowania – wynika z dokumentu. Zdaniem działaczek Kongresu kard. Gulbinowicz nie tylko poręczył za Pawła K., ale też „po ujawnieniu jego skłonności, nie zrobił nic, by zapobiec kolejnym tragediom”.

Paweł K., który nie jest już księdzem, w 2015 r. został skazany przez wrocławski sąd na 7 lat więzienia za wykorzystanie seksualne trzech małoletnich chłopców. Sąd zakazał mu też dożywotnio pracy z młodzieżą i orzekł leczenie zaburzeń preferencji seksualnych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zatrzymanie Jarosława B. Nowe informacje

Na jaw wychodzą nowe fakty w związku z zatrzymaniem Jarosława B. Były piłkarz jest oskarżany przez swoją znajomą o gwałt. Zawiadomienie złożyła dwudziestokilkuletnia kobieta, która miała spotkać się z Jarosławem B. w jednym ze znanych sopockich hoteli. Fakt24.pl rozmawiał z pełnomocnikami obu stron. Mecenas Olga Jędraszko, pełnomocnik byłego piłkarza, stwierdziła, że jest to sprawa podobna do skandalu, w którym ucierpiał kiedyś wizerunek zawodników Leicester City. Jaka jest prawda? Śledczy mają 48 godzin na ewentualne postawienie zarzutów Jarosławowi B. Mecenas Jędraszko także nie wyklucza złożenia zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa.

Jarosław B. został zatrzymany we wtorek w Sopocie po tym, jak sam zgłosił się na policję. Były piłkarz ma kłopoty, gdyż do organów ścigania wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa na tle seksualnym. Zawiadomienie złożyła dwudziestokilkuletnia kobieta. Miała zrobić obdukcję. Z jej zeznań wynika, że do gwałtu miało dojść w nocy z piątku na sobotę w hotelu przy ulicy Pułaskiego w Sopocie. Reprezentujący kobietę prawnicy informowali, że – według jej relacji – mogła zostać odurzona narkotykami. Jak dowiedział się Fakt24 to dobra znajoma Jarosława B. W sprawie zabezpieczono m.in. nagrania z hotelowego monitoringu.

Śledczy potwierdzają, że doszło do zatrzymania byłego piłkarza, ale nie chcą zdradzać żadnych szczegółów sprawy. – Potwierdzam, że doszło do zatrzymania w kontekście przestępstwa popełnionego w kierunku naruszenia wolności seksualnej. Trwają czynności z zatrzymanym. To wszystko co mam w tej chwili do przekazania – poinformowała w rozmowie z Fakt24.pl Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Jarosław B. został przesłuchany, po zwolnieniu z prokuratury przewieziono go do aresztu w Sopocie. Z naszych ustaleń wynika, że sprawa jest poważna. Sportowiec, który jest znany m.in. z tego, że był partnerem Anny Przybylskiej, (czyli wielkiej gwiazdy kina i telewizji, która zmarła w 2014 r.) pozostaje w izbie zatrzymań.

Kobieta twierdzi, że została brutalnie zgwałcona

Pełnomocnik kobiety oskarżającej Jarosława B. poinformował Fakt24.pl, że jego klientka twierdzi, iż została brutalnie zgwałcona. – Nasza klientka twierdzi, że została okrutnie zgwałcona i jest w fatalnym stanie psychicznym. Ponadto, po nagłośnieniu sprawy wylała się na nią fala hejtu, ponieważ oskarżyła o gwałt osobę znaną, celebrytę. W związku z tym pojawiły się sugestie, że robi to dla sławy. Nasza klientka jest obecnie pod opieką psychologa – powiedział nam mecenas Mateusz Dończyk z kancelarii Cogents w Sopocie.

– Moja klientka podejrzewa, że została odurzona narkotykami. W sobotę nad ranem wróciła do domu taksówką. Kiedy poczuła się lepiej, zgłosiła się do lekarza, który dokonał obdukcji, a następnie zgłosiła sprawę policji. W poniedziałek została przesłuchana przez sąd w obecności prokuratora oraz biegłego psychologa – dodaje mec. Dończyk.

Co na to pełnomocnik Jarosława B.?

– W pierwszej kolejności pragnę wskazać, ze Jarosław B. sam stawił się na komisariacie Policji w Sopocie, gdy dowiedział się o kierowanych przeciwko niemu zarzutach. Oskarżenia kierowane przeciwko niemu nie są oparte na prawdzie. Na tę chwilę nie zostały mu jeszcze postawione zarzuty, a postępowanie jest w sprawie, a nie przeciwko osobie. Na tę chwilę mogę powiedzieć, że sprawa jest bardzo podobna do tej, która dotyczyła piłkarzy Leicester City – powiedziała w rozmowie z Fakt24 mec. Olga Jądraszko.

O co chodziło w tamtym skandalu? Trzech piłkarzy Leicester City zostało oskarżonych o gwałt, do którego miało rzekomo dojść na zgrupowaniu ich zespołu w hiszpańskiej La Mandze w 2004 roku. Cała trójka nawet trafiła za kraty do czasu wyjaśnienia sprawy. Oskarżenia wniosły trzy kobiety: bizneswoman z Frankfurtu, szefowa PR w prywatnej firmie, matka samotnie wychowująca dziecko. Próbki DNA niczego nie potwierdziły. Oskarżenia miały na celu wyłudzenie pieniędzy.

– Mamy szereg wniosków dowodowych, które zamierzamy złożyć w Prokuraturze. Po zbadaniu wszystkich aspektów sprawy nie wykluczamy też złożenia zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa. Najbliższe dni będą kluczowe, jednak istnieje możliwość, że cała sytuacja zmieni się diametralnie na korzyść mojego klienta. Z uwagi na ciężką sytuację rodzinną uprzejmie prosimy o uszanowanie prywatności i wstrzymywaniem się przed wydawaniem pochopnych osądów – dodała mec. Olga Jądraszko.

Kim jest Jarosław B.?

Jarosław B. to były piłkarz Lechii Gdańsk. Związany był również z takimi drużynami, jak Amica Wronki i Widzew Łódź. Prywatnie był partnerem Anny Przybylskiej, która zmarła w październiku 2014 roku. Ze związku z aktorką były piłkarz ma troje dzieci.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Afera w KNF. Marek Chrzanowski wrócił do kraju. Podejrzenie przekroczenia uprawnień

Podejrzenie przekroczenia uprawnień – to wstępna kwalifikacja czynu, jakiego mógł się dopuścić Marek Chrzanowski, szef Komisji Nadzoru Finansowego. On sam podał się do dymisji, a jego miejsce może zająć człowiek premiera Morawieckiego.

We wtorek ujawniliśmy, że właściciel Getin Noble Banku Leszek Czarnecki zawiadomił 7 listopada prokuraturę, iż szef KNF złożył mu korupcyjną propozycję. W zamian za przychylność dla swoich banków miał zatrudnić wskazanego przez Chrzanowskiego prawnika – Grzegorza Kowalczyka z Częstochowy. Szef KNF zasugerował (pisząc na kartce) jego wynagrodzenie – 1 proc. wartości grupy Getin za trzy lata. Wedle wyliczeń Czarneckiego to ok. 40 mln zł.

Bankier nagrał rozmowę w cztery oczy z Chrzanowskim 28 marca w siedzibie KNF. „Wyborcza” opublikowała jej stenogram, nagranie audio i krótki zapis wideo.
Źródło info i foto: Wyborcza.pl