Wynalazca Peter Madsen przyznał się do zabójstwa dziennikarki przez telefon

Peter Madsen, wynalazca z Danii, przyznał się w rozmowie z dziennikarzem do brutalnego zamordowania szwedzkiej dziennikarski. – Tylko jedna osoba jest winna, tą osobą jestem ja – powiedział. Mężczyzna odsiaduje karę dożywocia. Jak donosi BBC, powołując się na duńską prasę, Peter Madsen przyznał się do zbrodni dziennikarzowi, który potajemnie nagrał 20 godzin wspólnych rozmów telefonicznych. Pierwszy odcinek dziennikarskiego materiału „Secret recordings with Peter Madsen” ma zostać wyemitowany w środę.

Podczas rozmowy z dziennikarzem Madsen został zapytany, czy zabił Kim Wall. – Tak – odpowiedział. – Tylko jedna osoba jest winna, tą osobą jestem ja – wyznał. Choć sama rozmowa była nagrywana potajemnie, później Madsen zgodził się na opublikowanie wywiadu.

Duński wynalazca Peter Madsen został skazany w kwietniu 2018 r. na karę dożywotniego więzienia za zabójstwo szwedzkiej dziennikarki Kim Wall. Kobieta weszła w sierpniu 2017 r. na pokład jego łodzi podwodnej w zatoce Køge, a później słuch o niej zaginął. Z wody wyłowiono fragmenty jej ciała.

Zdaniem prokuratury, Madsen przed zamordowaniem kobiety torturował ją, a jej zabójstwo miało być „umotywowane seksualnie”. Wynalazca kilkukrotnie zmieniał zeznania. Przyznał się do rozczłonkowania ciała dziennikarki, ale twierdził, że do śmierci kobiety doszło w wyniku wypadku.

Petera Madsena skazano także za przestępstwo na tle seksualnym, pozbawienie wolności innej osoby oraz za dwa przestępstwa związane z naruszeniem bezpieczeństwa żeglugi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zabójstwo piątki dzieci w niemieckim Solingen

Śledczy nadal nie są w stanie przesłuchać 27-letniej kobiety, która miała zabić piątkę swoich dzieci, a następnie próbowała popełnić samobójstwo. W toku dochodzenia ujawnione zostały kolejne szczegóły tej zbrodni.

Jak podaje „Bild”, prokuratura postawiła już 27-letniej kobiecie zarzut zabójstwa pięciorga dzieci. Kobieta, która wychowywała je samotnie, mocno przeżyła rozstanie z mężem. W wyniku załamania miała targnąć się na życie dzieci. Później sama próbowała popełnić samobójstwo, rzucając się pod nadjeżdżający pociąg. Kobieta jest w ciężkim stanie, jednak jej życiu już nic nie zagraża.

Małżeństwo 27-latki rozpadło się przed rokiem. Kobieta samotnie wychowywała czwórkę dzieci męża, oraz dwójkę pozostałych dzieci różnych ojców. Z rodzeństwa przeżył tylko najstarszy chłopiec, 11-letni Marcel, który w chwili zdarzenia był w szkole. Tego dnia kobieta zadzwoniła do placówki i poprosiła, by zwolnić syna z zajęć. Powodem miała być śmierć bliskiej osoby z rodziny.

Gdy 11-letni Marcel wrócił do domu, wiedział już, co stało się z jego rodzeństwem. Napisał wtedy swojemu koledze: „Już się nie zobaczymy, moje rodzeństwo nie żyje”. Następnie chłopiec razem z matką pojechał na dworzec w Dusseldorfie. 27-latka miała odesłać najstarszego syna do babci. Później napisała swojej matce, że zabiła dzieci i 20 minut później rzuciła się pod pociąg.

Sekcja zwłok wykazała, że dzieci najpierw została odurzone, a następnie uduszone przez matkę. Ciała rocznej Meliny, 2-letniej Leonii, 3-letniej Sophii, 6-letniego Timo i 8-letniego Luca zostały odkryte przez policjantów w łóżkach. Wcześniej rodzeństwo miało zjeść śniadanie. Środki odurzające najprawdopodobniej dostali w jedzeniu. Kobieta następnie przeniosła nieprzytomne dzieci do ich łóżeczek i je udusiła.

11-letni Marcel nie został przesłuchany i pozostaje pod opieką babci. Miasto Solingen utworzyło konto darowizn, na które można wysyłać wsparcie finansowe dla jedynego ocalałego dziecka. Miasto pokryje też koszty pochówku zmarłych ofiar.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Skazany za zabicie młodej kobiety jest niewinny?

Pod dyskoteką Faraon w Lądku w męczarniach ginie młoda kobieta. W głośnym procesie na 25 lat więzienia zostaje skazany Jarosław Sosnowski; nie przyznał się do winy. Za kratami siedzi od listopada 2004 r. Wciąż stara się udowodnić swoją niewinność i może mieć rację. Zdaniem wielu świadków jest niewinny. Gdy w lipcu w programie „Alarm!” został wyemitowany reportaż o 37-latku, rozdzwoniły się telefony od kolejnych osób znających tę historię. Ktoś próbował zastraszać dziennikarzy piszących o zbrodni. Wiele wskazuje na to, że mordercy wciąż są na wolności.
Źródło info i foto: TVP.info

17-letnia Martyna S. z zarzutem zamordowania 16-letniej Kornelii K.

W Prokuraturze Okręgowej w Warszawie odbyło się przesłuchanie 17-letniej Martyny S. Nastolatka usłyszała zarzut zamordowania 16-letniej Kornelii, której zwłoki odnaleziono w kwietniu w okolicach Konstancina. Nastolatka zginęła w wyniku uduszenia.

„Martyna S. podejrzana jest o dokonanie wspólnie i w porozumieniu z Patrykiem B. w lutym 2020 r. na terenie gminy Konstancin Jeziorna zabójstwa Kornelii K. Pokrzywdzona, co ustalono w toku postępowania, zmarła na skutek gwałtownego uduszenia, za co odpowiedzialność ponoszą Martyna S. oraz Patryk B.” – podała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prok. Aleksandra Skrzyniarz. Dodała, że prokuratura nie będzie informowała o szczegółach zbrodni z uwagi na dobro bliskich zamordowanej nastolatki.

Z informacji przekazywanych przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie na początku śledztwa wynikało, że do Kornelii K. oddano strzały z broni pneumatycznej, ale obrażenia nie były bezpośrednią przyczyną śmierci pokrzywdzonej.

Przesłuchana w charakterze podejrzanej Martyna S. nie przyznała się do zarzucanego jej czynu i złożyła krótkie wyjaśnienia. Prokuratura jeszcze dzisiaj skieruje do sądu wniosek o zastosowanie wobec 17-latki tymczasowego aresztu.

Dramatyczny finał poszukiwań

Kornelia K. była uważana za zaginioną przez ponad dwa miesiące. Ostatni raz żywa widziana była 11 lutego, około godziny 19.00. Jej wizerunek z prośbą o informację na temat miejsca pobytu publikowała piaseczyńska policja oraz lokalne i krajowe media. Zwłoki 16-letniej dziewczyny zostały odnalezione 26 kwietnia 2020 roku w lesie przy rezerwacie Łęgi Oborskie. Ciało było ukryte w wykopanym w ziemi dole. Znalazł je spacerowicz.

Wkrótce po tym Martyna S. i jej chłopak Patryk B. zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy z Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji.

29 kwietnia prokurator przedstawił Patrykowi B. zarzut zabójstwa, do którego mężczyzna przyznał się i złożył obszerne wyjaśnienia. 25-latek został tymczasowo aresztowany i do dziś przebywa w izolacji. Z ustaleń śledztwa wynika, że Martyna S. zarzucanego jej czynu dokonała na trzy godziny przed ukończeniem 17 lat, przez co o możliwości pociągnięcia jej do odpowiedzialności karnej musiał zadecydować sąd rodzinny. Martyna S. została w kwietniu umieszczona w schronisku dla nieletnich. Czynności z podejrzaną zostały przeprowadzone dopiero 27 sierpnia, ponieważ decyzja sądu o możliwości sądzenia 17-latki jak osoby dorosłej, musiała się uprawomocnić.

Patrykowi B. grozi dożywotnie pozbawienie wolności. Wobec Martyny S., z uwagi na fakt, że w czasie popełnienia zbrodni nie ukończyła 18 lat, sąd może orzec karę do 25 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Tragiczna zbrodnia w Ząbkowicach Śląskich. Biegli psychiatrzy jeszcze raz zbadają 18-latka

Jeszcze raz biegli psychiatrzy zbadają 18-latka, który jest podejrzany o zabójstwo swoich rodziców i młodszego brata. Specjaliści mają ocenić, czy nastolatek był poczytalny w chwili zdarzenia. Sąd przychylił się do wniosku o czterotygodniową obserwację. 18-latek wskazał motywy popełnionej przez niego zbrodni, ale śledczy na razie ich nie ujawniają.

Sąd wydał postanowienie, że 18-latek podejrzany o zabójstwo swoich rodziców i młodszego brata będzie poddany ponownej obserwacji psychiatrycznej. Do zbrodni w Ząbkowicach Śląskich doszło w grudniu 2019 r. Według śledczych Marceli C. najpierw upozorował napad na dom. Potem jednak przyznał się do zbrodni. Tomasz Orepuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy poinformował, że psychiatrzy już badali 18-letniego Marcelego C., ale nie byli w stanie wydać wiążącej opinii na temat jego stanu poczytalności w momencie zbrodni.

– Dlatego złożyliśmy wniosek o czterotygodniową obserwację podejrzanego w warunkach zamkniętego zakładu. Sąd uwzględnił ten wniosek i czekamy na rozpoczęcie tego badania – powiedział Orepuk.

Zginęli od ciosów siekierą

Podejrzany od dnia zbrodni 9 grudnia 2019 roku jest tymczasowo aresztowany. Do zabójstwa doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek. Marceli C. miał wejść na dach i zadzwonić na policję, zgłaszając napad, który – według śledczych – upozorował m.in. rozrzucając rzeczy i meble w domu, w którym policjanci odkryli ciała zamordowanych siekierą rodziców i jego siedmioletniego brata.

Podczas przesłuchania nastolatek przyznał się do zabicia rodziny i wskazał ukrytą siekierę oraz miejsce, w którym po zabójstwie spalił swoją odzież.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Tomasz J. z wyrokiem. Dożywocie za zabójstwo żony i wysadzenie kamienicy

Chorobliwa zazdrość popchnęła Tomasza J. do potwornej zbrodni – zabił pięć osób i usiłował zabić kolejne 34. Ogrom tragedii nie robi jednak na nim żadnego wrażenia, podobnie jak najsurowsza kara, którą usłyszał. Sąd postanowił, że morderca resztę swoich dni ma spędzić za kratami.

– Dożywocie będzie jedyną słuszną i akceptowalną karą – grzmiał prokurator Łukasz Stanke, żądając dożywocia dla Tomasza J. (45 l.), który w marcu 2018 r. zamordował żonę, a później wysadził w powietrze całą kamienicę.

Dramat rozegrał się z 3 na 4 marca po tym, jak Beata J. (†41 l.) wpuściła do domu męża, z którym planowała się rozwieść. Tomasz J. zadał jej 11 ciosów nożem, a po śmierci potwornie okaleczył, m.in. odciął nos, uszy, piersi, na czole wyrył litery „ZKA”, oskalpował, a na końcu pozbawił ciało głowy. Ale tego było mu mało. Nie bacząc na to, że kamienica jest pełna ludzi, rozszczelnił rurę z gazem i wysadził budynek w powietrze. Śmierć w gruzach poniosły 4 osoby. Wiele było rannych. Tomasz J. sam kilka dni walczył w szpitalu o życie.

Przed sądem zachował do końca kamienną twarz, nie przyznając się do winy, nie przepraszając i nie okazując nawet cienia skruchy. Sędzia Katarzyna Obst uznała, że zebrane dowody nie pozostawiają żadnych wątpliwości.

– Ma pan wielki bagaż moralny i psychiczny i kara powinna mu odpowiadać, bo to jedyna słuszna kara za to, co pana decyzją przeżywają dziesiątki osób – mówiła sędzia, skazując J. na dwa dożywocia – za zabójstwo żony i za usiłowanie zabójstwa 34 osób. – Kara mogła być tylko jedna – dodała, wymierzając karę łączną dożywocia, dodatkowo pozwalając ubiegać mu się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 30 latach odsiadki.

Sprawca wybuchu na poznańskim Dębcu został też pozbawiony praw publicznych na 10 lat, a rodzinom ofiar i poszkodowanym w wybuchu musi zapłacić w sumie kilkaset tysięcy złotych.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Przerażająca zbrodnia w Zielonej Górze. Nowe ustalenia

W tej rodzinie od dawna dochodziło do przemocy. W końcu wydarzyła się tragedia. 62-latek z Zielonej Góry (woj. lubuskie) zadźgał żonę nożem, a potem popełnił samobójstwo, skacząc z 10. pietra. Policję wezwał syn ofiary, który uciekł z mieszkania, widząc, jak ojciec atakuje matkę. Dramat rozegrał się w niedzielę nad ranem w wieżowcu w Zielonej Górze. W mieszkaniu wybuchła głośna awantura. – Słyszałam przeraźliwe krzyki kobiety – mówi Faktowi mieszkanka osiedla. Po chwili krzyki ucichły.

– Usłyszałem tępe, głośne uderzenie, jakby coś spadło na ziemię – dodaje inny mieszkaniec. Na trawniku pod blokiem ludzie znaleźli martwego mężczyznę.

Na miejsce tragedii przyjechała policja i pogotowie. 62-latek, który wyskoczył z wieżowca, zginął na miejscu. W mieszkaniu znaleziono jego 61-letnią żonę. Leżała martwa w kałuży krwi. Na szyi miała rany od ciosów nożem.

– Doszło do morderstwa z samobójstwem. Ciała zostały zabezpieczone do sekcji – mówi prok. Zbigniew Fąfera, rzecznik zielonogórskiej prokuratury okręgowej.

Jak informuje policja, kilka lat temu rodzina była objęta niebieską kartą, bo mąż znęcał się nad żoną. W 2015 roku postępowanie w tej sprawie umorzono, ale przemoc nie ustała. O ostatnim ataku policję zaalarmował 41-letni syn małżeństwa. Próbował uratować matkę, ale nie zdołał. Teraz znajduje się pod opieką psychologa.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Niemcy: Emerytka uderzyła męża młotkiem, a potem oblała benzyną i podpaliła. Ruszył proces

Makabryczne zabójstwo w Niemczech. 84-latka z zimną krwią zabiła męża, bo ten chciał ją zostawić i związać się z inną kobietą. W Sądzie Okręgowym w Konstancji (Badenia-Wirtembergia) rozpoczął się właśnie proces emerytki. O mrożącym krew w żyłach morderstwie poinformował portal polsatnews.pl oraz niemieckie media. Horror wydarzył się w styczniu w pobliżu Jeziora Bodeńskiego.

84-latka miała najpierw uderzać 74-letniego męża młotkiem do mięsa. Kiedy zorientowała się, że mężczyzna nadal żyje, oblała go benzyną i podpaliła. Mężczyzna zdążył jeszcze zawiadomić pogotowie. Zmarł w wyniku poparzeń i zatrucia dymem, a ogień zajął część domu.

Emerytka zabiła męża, bo chciał stworzyć nowy związek?

Co skłoniło starszą kobietę do tak dramatycznej decyzji? Zdaniem prokuratura chodziło o sytuację życiową. Małżeństwo było w separacji, jednak 74-latek pozwolił byłej żonie mieszkać w jego domu – informuje niemiecki serwis RTL. Kiedy nagle zmienił zdanie i zapragnął sprzedać swój dobytek, by stworzyć nowy związek, seniorka miała poczuć się zagrożona.

84-latkę poddano szczegółowej analizie psychiatrycznej. W jej wyniku stwierdzono, że cierpi na „nieprawidłowości poznawcze” oraz „uszkodzenie mózgu”. Dodatkowo potwierdzono, że kobieta ma problemy ze słuchem oraz niedowidzi. Biegli orzekli jednak, że nie znaczy to, że seniorka jest „zagubiona lub obłąkana”. Nie wskazywało na to również jej zachowanie po popełnieniu zbrodni. Zdaniem strażaków kobieta sprawiała wrażenie zadowolonej ze swojego czynu.

Kobieta trafiła do ośrodka opiekuńczego, a jej udział w zapoczątkowanym w poniedziałek procesie był ograniczony.

Jak podają niemieckie media, obrończyni 84-latki złożyła wniosek o zawieszenie procesu, argumentując, że przez pandemię koronawirusa oraz stan zdrowia klientki nie miała czasu, aby szczegółowo opracować linię obrony.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Brutalne zabójstwo milionera w USA

Fahim Saleh został znaleziony martwy w swoim apartamencie w Nowym Jorku. Ciało 33-letniego milionera było rozczłonkowane, a w mieszkaniu znaleziono piłę mechaniczną. Makabrycznego odkrycia dokonała siostra 33-latka we wtorek (14 lipca).

„Znaleźliśmy tułów z odciętą głową, rękami i nogami” – powiedział rzecznik nowojorskiej policji Carlos Nieves.

Części ciała mężczyzny znajdowały się w workach. W mieszkaniu znaleziono również piłę mechaniczną – informuje „New York Post”. Saleh ostatni raz widziany był na nagraniu, jakie zarejestrowały w poniedziałek wieczorem kamery monitoringu w windzie budynku, w którym mieszkał. Widać na nim, że przedsiębiorcy towarzyszył ubrany na czarno mężczyzna. To on jest podejrzany o zabójstwo.
Źródło info i foto: interia.pl

Po 4 latach poszukiwań zatrzymano sprawcę śmiertelnego pobicia

Na Śląsku młody mężczyzna zmarł w wyniku pobicia. 4 lat trwało wyjaśnienie zagadki, kim był sprawca. Zajmowali się tym policjanci z KMP w Bielsku-Białej, CBŚP oraz katowicka prokuratura. W końcu natrafiono na sprawcę pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Ukrywał się w wynajmowanym mieszkaniu.

23-letni Rafał M. został zatrzymany. Decyzją Sądu Rejonowego Katowice-Wschód, podejrzany został tymczasowo aresztowany na okres 3 miesięcy. Jak informuje Policja Śląska, za pobicie ze skutkiem śmiertelnym grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: o2.pl