Matka zamordowanej Kristiny z Mrowin pozna prawdę o zbrodni

W niewielkich Mrowinach pod Świdnicą (woj. dolnośląskie) wciąż dobrze pamiętają ten tragiczny czerwiec. Najpierw zelektryzowała ich wieść o zaginięciu dziewczynki. Gdy znaleziono ciało 10-letniej Kristinki wszystkim pękły serca.

Wkrótce aresztowano Jakuba A. (22 l.), kuzyna matki dziewczynki, a światło dzienne ujrzały mroczne sekrety zabójstwa. Motywem zbrodni była miłość, jaką zabójca żywił do Agnieszki D. Wysyłane przez niego wiadomości zachowały się w komputerze i telefonach, które zabezpieczyli śledczy. Między innymi dlatego mamie Kristiny odmówiono dostępu do akt.

– Tłumaczyli, że nie przeprowadzili jeszcze czynności procesowych – skarżył się Faktowi Sebastian Kujacz, pełnomocnik rodziny.

Jak twierdzi prokuratura, śledczy są jeszcze m.in. w trakcie ustalania kodu PIN i PUK do irlandzkiej karty kobiety. Obrońca rodziny nie widzi jednak związku między analizą danych a zakazem dostępu do akt.– Jak pracuję 25 lat w zawodzie, w całej mojej karierze nie miałem podobnego przypadku – dziwi się mecenas.

Złożył zażalenie na tę decyzję, a w czwartek Sąd Okręgowy w Świdnicy przyznał mu rację. – Kiedy trwają czynności procesowe dotyczące analizy zabezpieczonych telefonu i komputera, nie ma niebezpieczeństwa, że pokrzywdzona może wpłynąć na treść tych zapisów lub w inny sposób w nie ingerować – powiedziała rzeczniczka sądu Marzena Rusin-Gielniewska.

Dopiero teraz pani Agnieszka – nie z mediów, a od ekspertów pracujących przy śledztwie – w końcu pozna prawdę. Może nawet najbardziej brutalne szczegóły dadzą więcej ukojenia niż niewiedza, jak ginęła jej ukochana córeczka.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ruszył proces Zbigniewa P. Zabił 14-letniego pasierba

Przed Sądem Okręgowym w Poznaniu rozpoczął się proces Zbigniewa P., oskarżonego o zabójstwo 14-letniego pasierba. Do zbrodni doszło w połowie listopada 2018 r. w Gogolewie w powiecie gostyńskim. Motywem zbrodni miał być konflikt z matką chłopca.

Do zabójstwa 14-letniego chłopca doszło 15 listopada ub.r. Ciało chłopca zostało znalezione w domu jednorodzinnym w Gogolewie w Wielkopolsce. Przeprowadzone w śledztwie oględziny oraz sekcja zwłok wykazały, że 14-latek zmarł na skutek obrażeń głowy, powstałych w wyniku uderzeń ponad półmetrowym konarem drzewa.

O popełnienie tej zbrodni od początku podejrzewano ojczyma chłopca – Zbigniewa P. Mężczyzna krótko przed znalezieniem zwłok miał zadzwonić do swojego pracodawcy i zwierzyć się, że „popełnił straszny czyn”. Ojczym został zatrzymany następnego dnia w jednej z miejscowości powiatu gostyńskiego. Trafił do aresztu.

Śledczy przedstawili Zbigniewowi P. zarzut zabójstwa swego pasierba. Przyznał się i złożył wyjaśnienia, w których szczegółowo opisał okoliczności przestępstwa.

Po przeprowadzonej obserwacji sądowo-psychiatrycznej biegli wydali opinię, z której wynika, że w momencie popełnienia zarzucanego mu czynu Zbigniew P. był poczytalny.

Mężczyźnie grozi dożywocie. Według śledczych, motywem dokonania zbrodni miał był konflikt z matką chłopca.

Dziś przed Sądem Okręgowym w Poznaniu rozpoczął się proces w tej sprawie. Oskarżony przyznał się do winy.

Obrońca Zbigniewa P. złożył wniosek o wyłączenie jawności rozprawy ze względu na fakt, że zarówno w wyjaśnieniach oskarżonego, jak i zeznaniach matki chłopca mogą pojawiać się szczegóły dotyczące ich życia prywatnego. Podobne stanowisko wyraziła matka 14-latka, która w postępowaniu jest oskarżycielką posiłkową.

Sąd przychylił się do wniosku i podjął decyzję o wyłączeniu jawności po otwarciu przewodu sądowego. Zbigniew P. na salę rozpraw został doprowadzony z aresztu. W trakcie odczytywania aktu oskarżenia płakał.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zduńska Wola. Atak 50-letniego pedofila był skrzętnie zaplanowany. 50-latek podejrzany o gwałt

Przejechał blisko 200 kilometrów, miał gotową historyjkę, którą opowiedział dziewczynce ze Zduńskiej Woli. 50-letni mężczyzna jest podejrzany o gwałt. – To było zaplanowane działanie – podkreśla prokuratura, która wystąpi dziś o areszt dla zatrzymanego. Policja zatrzymała 50-latka w czwartek. Mężczyzna został najpierw przewieziony do komendy policji w Zduńskiej Woli, a potem do gmachu prokuratury.

– Prokurator przedstawił mu zarzut zbrodni gwałtu. Podejrzany zasadniczo przyznał się do winy – informuje Jolanta Szkilnik z sieradzkiej prokuratury.

Śledczy jeszcze dzisiaj złożą wniosek o tymczasowy areszt dla 50-latka.

– Sąd pochyli się nad tym wnioskiem najpóźniej w sobotę – dodaje rzeczniczka sieradzkiej prokuratury.

Na tym etapie prokuratorzy nie informują, jak tłumaczył swoje zachowanie zatrzymany.

– Przedmiotem naszego zainteresowania jest przebieg jego dotychczasowego życia, jego karalność.

Biegli będą badali podejrzanego pod kątem zaburzeń preferencji seksualnych i jego poczytalności – mówi Szkilnik.

Plan

Prokuratura informuje, że mężczyzna zwabił dziewczynkę ze Zduńskiej Woli fortelem. Twierdził, że dziecko dopuściło się wykroczenia drogowego, za które grozi surowa kara. Mówił, że konsekwencji nie będzie, jeżeli dziewczynka pójdzie z nim w miejsce ustronne.

Prokuratura podkreśla, że mężczyzna przejechał na miejsce zbrodni blisko 200 kilometrów od domu. – Jego działanie wygląda na zaplanowane. Należy sprawdzić, czy w podobny sposób mogły ucierpieć też inne dzieci – dodaje Szkilnik.

Za stawiane 50-latkowi zarzuty grozi od 3 do 15 lat więzienia.

Wiele sygnałów

Dziewczynka ze Zduńskiej Woli została skrzywdzona 19 września tego roku. W zeszłą środę o pomoc w znalezieniu sprawcy zaapelowała policja. Do mediów zostały przesłane zdjęcia poszukiwanego mężczyzny. Funkcjonariusze przekazali też szczegółowy portret pamięciowy poszukiwanego. – Został on opracowany na podstawie relacji pokrzywdzonej, która bardzo dobrze zapamiętała wygląd mężczyzny – tłumaczyła mł. insp. Joanna Kącka z łódzkiej policji. Od momentu opublikowania materiałów, na policję zgłosiło się wiele osób. – Dziękujemy za zaangażowanie. Wszystkie przekazane sygnały były drobiazgowo sprawdzone – podkreśla Jolanta Szkilnik z sieradzkiej prokuratury.
Źródło info i foto: tvn24.pl

USA: 14-latek zamordował całą swoją rodzinę

Rodzinna tragedia w amerykańskim Elkmont wstrząsnęła Stanami Zjednoczonymi. 14-letni chłopiec zastrzelił tam pięciu członków swojej rodziny. Nastolatek przyznał się do zbrodni. Motywy jego działania wciąż nie są znane.

Do dramatu doszło w poniedziałek późnym wieczorem w Elkmont w stanie Alabama. 14-letni chłopiec zabił swojego ojca, macochę i przyrodnie rodzeństwo: 5-latkę i dwóch chłopców w wieku 6 lat i 6 miesięcy. Wiadomo, że trzy osoby zginęły na miejscu, a kolejne dwie zmarły w szpitalu. Jak poinformowały we wtorek po południu lokalne służby, wszyscy zostali postrzeleni. Broń, którą posłużył się 14-latek, została znaleziona na poboczu drogi.

14-latek przyznał się do zabójstwa rodziny

O zbrodni policję poinformował sam zatrzymany nastolatek. Początkowo utrzymywał, że gdy usłyszał strzały, był w piwnicy. Do morderstwa przyznał się podczas późniejszego przesłuchania. Na ten moment motywy chłopca nie są znane. 14-latek wkrótce usłyszy zarzuty. Przed sądem będzie odpowiadał prawdopodobnie jako osoba dorosła.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Andrespol: Zabójstwo 42-letniej kobiety

Makabrycznego odkrycia dokonano w jednym z domów jednorodzinnych na terenie Andrespola pod Łodzią. Policjanci znaleźli tam zakrwawione ciało 42-letniej właścicielki mieszkania. Wokół było mnóstwo krwi. Funkcjonariusze zatrzymali już mężczyznę podejrzewanego o okrutną zbrodnię. 37-latkowi grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

W sobotę (27 lipca) około godziny 5 nad ranem policjanci zostali powiadomieni, że w jednym z domów jednorodzinnych na terenie Andrespola znajdują się zwłoki kobiety. Kiedy funkcjonariusze udali się pod wskazany adres, dokonali makabrycznego odkrycia. Na podłodze w mieszkaniu leżało zakrwawione ciało kobiety. Wokół było mnóstwo krwi. Kobieta została zamordowana.

Na miejscu zbrodni policjanci zabezpieczyli szereg śladów. Rozpoczęło się typowanie i szukanie sprawcy. Ze zgromadzonych materiałów wynikało, że związek z zabójstwem kobiety może mieć jej konkubent. Policjanci natychmiast udali się w miejsce zamieszkania 37-latka. Tam jednak nikt nie otwierał im drzwi.

Funkcjonariusze podejrzewali, że mężczyzna się ukrywa. Dlatego też policjanci – przy użyciu drabiny – weszli przez uchylone okno do domu. Po przeszukaniu pomieszczeń funkcjonariusze odnaleźli poszukiwanego w… szafie. Policjanci nie byli w stanie z nim się porozumieć. 37-latek miał ponad 1,3 promila alkoholu w organizmie. Mężczyzna został zatrzymany. Jak się okazało, w przeszłości miał już wielokrotnie konflikty z prawem.

Z informacji łódzkiej policji wynika, że 37-latek w amoku zamordował swoją partnerkę. Zadawał 42-latce ciosy nożem i uderzał tępym narzędziem. Dlaczego zabił? To ustali śledztwo. Za zabójstwo grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Atak Boko Haram na wracających z pogrzebu. 23 osoby nie żyją

W sobotę w miejscowości Nganzai oddalonej o 90 km od Maiduguri, stolicy stanu Borno, doszło do ataku bojowników Boko Haram na grupę cywilów wracających z pogrzebu – poinformowały lokalne władze. Islamiści zastrzelili 23 osoby; ich ciała znaleziono przy drodze.

Ciała zamordowanych mężczyzn – mieszkańców Nganzai odnaleźli policjanci i grupa myśliwych, którzy wyruszyli na ratunek swym sąsiadom, gdy zaalarmowały ich osoby, którym udało się ujść z życiem. Pozwoliło to też pozostałym mieszkańcom wsi na znalezienie w porę schronienia – pisze AFP.

Bojowcy przybyli na miejsce zbrodni na trzech motocyklach; natknąwszy się na żałobników wracających po pogrzebie do domu, zaczęli do nich strzelać.

Sobotni atak Boko Haram na ludność cywilną w Nganzai został potwierdzony w rozmowie z agencją Agence France Presse przez przedstawiciela lokalnych milicji walczących z islamistami w targanym ciągłymi atakami stanie Borno.

To już kolejny atak Boko Haram w Nganzai – we wrześniu 2018 r. dżihadyści zamordowali tam 8 osób i uprowadzili bydło.

Nigeria od 2009 roku jest wstrząsana terrorystyczną działalnością dżihadystycznej organizacji Boko Haram, która doprowadziła do śmierci ponad 27 tys. osób, a prawie 2 mln ludzi zmusiła do opuszczenia miejsc zamieszkania.

Chociaż nigeryjski rząd twierdzi, że od końca 2015 roku Boko Haram zostało w większości pokonane, dżihadyści wciąż są w stanie atakować w mieście Maiduguri i wokół niego, a także na większości obszaru północno-wschodniej Nigerii.

W czwartek bojownicy z Boko Haram zaatakowali obóz uchodźców znajdujący się na przedmieściach Maiduguri; zabili dwie osoby i zabrali całe zapasy żywności. Zaatakowali też położoną w pobliżu bazę wojskową, wypierając stamtąd żołnierzy – pisze AFP.

Założone w 2002 roku ugrupowanie Boko Haram początkowo stawiało sobie za cel walkę z zachodnią edukacją i europejskim stylem życia. W 2009 roku organizacja rozpoczęła akcję zbrojną na rzecz przekształcenia Nigerii – lub przynajmniej jej części – w muzułmańskie państwo wyznaniowe, w którym obowiązywałoby prawo szariatu.
Źródło info i foto: TVP.info

Nowe informacja ws. zabójstwa 5-letniego Dawida?

O sprawie Dawida Żukowskiego z Grodziska Mazowieckiego mówiła cała Polska. Nie gasła nadzieja, że 5-latek żyje, a jego ojciec jednak nie zrobił mu krzywdy. Niestety, po 10 dniach poszukiwań znaleziono ciało malca. Chłopiec został zamordowany przy pomocy ostrego przedmiotu, którym posłużył się Paweł Ż. Działania kryminalnych w rejonie miejsca zbrodni wciąż jednak nie zostały zakończone.

Ciało Dawida Żukowskiego znaleziono 20 lipca przy zbiorniku wodnym nieopodal zjazdu z autostrady A2 do Pruszkowa. Poszukiwania zaginionego 5-latka trwały 10 dni. – Dziecko zostało pozbawione życia najprawdopodobniej w samochodzie. W oparciu o wstępne sprawozdania z badań DNA możemy powiedzieć, że w aucie ujawniono ślady krwi, m.in. na foteliku dziecięcym, osłonie przeciwsłonecznej oraz innych elementach tapicerki auta. Wstępne wyniki badań wskazują, iż była to krew Dawida – poinformował 22 lipca na konferencji prasowej prok. Łukasz Łapczyński.

Gdzie jest narzędzie zbrodni?

Jedną z zagadek, którą próbują rozwiązać teraz śledczy, jest miejsce ukrycia narzędzia zbrodni przez Pawła Ż. Policja przeszukuje zbiorniki wodne w rejonie węzła Konotopa.

Prowadzący poszukiwania korzystają z najnowocześniejszego dostępnego na rynku sprzętu. Aby odnaleźć narzędzie zbrodni, którym Paweł Ż. zamordował swojego synka Dawida Żukowskiego, stosują też magnesy neodymowe.

– Prokuratura zleciła policji, by odnalazła narzędzie zbrodni, którym posłużył się Paweł Ż. To do nich należy wybór najlepszych technicznych metod. Poszukują ostrego narzędzia. Możemy zakładać wstępnie, że był to nóż, ale nie mamy takiej pewności – mówi nam prokurator Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Na razie poszukiwania utknęły w martwym punkcie. – Nie mam żadnych nowych informacji w tej sprawie. Poszukiwania będą prowadzone aż do skutku – dodaje Łukasz Łapczyński.

Magnesy neodymowe wytwarzają bardzo silne pole magnetyczne, co przekłada się na dużą siłę przyciągania. Dzięki temu można z dna np. zbiornika wodnego wyciągnąć wszystkie zatopione metalowe przedmioty. Magnesy neodymowe mają szerokie zastosowanie w urządzeniach elektronicznych, silnikach czy prądnicach. Jak jednak widać, z powodzeniem można wykorzystywać je również w kryminalistyce.

Zaginięcie Dawida Żukowskiego

Dawid Żukowski zaginął po południu w środę 10 lipca. Tego dnia o 17.00 ojciec Paweł Ż. odebrał go od dziadków w Grodzisku Mazowieckim i miał odwieźć do mamy do Warszawy. O godz. 21.00 32-latek targnął się na swoje życie, rzucając się pod pociąg na dworcu w Grodzisku. Około północy mama Dawida zgłosiła zaginięcie syna. Gdy kilka godzin później znaleziono samochód Pawła Ż. zaparkowany kilka kilometrów od dworca, Dawidka w nim nie było. Sprawa od razu była traktowana priorytetowo, bo przed popełnieniem samobójstwa Paweł Ż. wysłał do byłej partnerki SMS o treści „nigdy nie zobaczysz już syna”.

W poszukiwaniach Dawida przez ponad 10 dni udział brało kilkuset policjantów, żołnierzy i strażaków. Odtworzono minuta po minucie trasę, jaką po odebraniu Dawidka od dziadków przejechał Paweł Ż. Dzięki temu wiadomo, że mężczyzna dwukrotnie przejeżdżał przez miejscowość Chrzanów Duży – raz udając się w kierunku Warszawy, drugi raz wracając do Grodziska Mazowieckiego – oraz dwukrotnie zatrzymywał się w okolicy węzła Konotopa.

Znaleziono zwłoki Dawida Żukowskiego

To właśnie w tych okolicach 20 lipca znaleziono ciało chłopca. Zwłoki były dokładnie ukryte w zaroślach przy zbiorniku wodnym na zjeździe na Pruszków z autostrady A2. Sekcja zwłok, która odbyła się w poniedziałek 22 lipca, wykazała liczne rany kłute na ciele Dawidka w okolicach serca. Obecnie śledztwo prowadzone jest w sprawie zabójstwa. Śledczy są praktycznie pewni, że życia pozbawił chłopca jego ojciec. Motywy jednak wciąż nie są zdane. Nieoficjalnie mówi się, że Paweł Ż. mógł zabić syna z zemsty na swojej żonie. Para od kilku tygodni nie mieszkała razem.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Bestialska zbrodnia w Lubaniu. Naćpany szwagier zabił siekierą 23-latkę

Do przerażających scen doszło w piątek wieczorem w Lubaniu (woj. dolnośląskie). 22-letni Adrian Z. zaatakował swojego brata Daniela (34 l.) i jego partnerkę Annę (23 l.). Brata dźgnął nożem, a biedną dziewczynę zarąbał na śmierć siekierą. Nie baczył na to, zaledwie przed miesiącem urodziła dziecko!

Co wstąpiło w Adriana? Takie pytanie zadaje sobie cały Lubań. Wiele osób twierdzi, że zna odpowiedź: mężczyzna często brał dopalacze, a niedawno leczył się psychiatrycznie. Od środków odurzających podobno jest uzależniony. W piątek, jak twierdzą znajomi tego zwyrodnialca, poszedł do brata pożyczyć pieniądze. Daniel wraz z Anną byli w domu, zajmowali się swoim dzieckiem, które przyszło na świat 6 czerwca.

Najpewniej pomiędzy mężczyznami doszło do kłótni, bo Daniel nie chciał dać bratu pieniędzy na narkotyki. Wtedy Adrian wpadł w szał. Wyciągnął nóż i zaatakował brata. Zadał mu ciosy nożem, na szczęście ranny Daniel uciekł do sąsiada. Adrian był jednak zaślepiony żądzą krwi. Chwycił siekierę i zaczął rąbać drzwi! Chciał dopaść Daniela i skończyć to, co zaczął.

Tymczasem na klatce schodowej pojawiła się Anna. Być może chciała uspokoić szaleńca. Niestety, zwyrodnialec postanowił ją zabić. Zaczął rąbać siekierą przerażoną kobietę! Anna nie miała żadnej szansy na przeżycie. Została potwornie zmasakrowana.

Po chwili przyjechała policja i obezwładniła mężczyznę. Daniel trafił do szpitala. – Stan mężczyzny jest teraz stabilny, jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – mówi Magdalena Juźwicka, rzeczniczka lubańskiej policji.

Miesięczny maluszek trafił na wszelki wypadek na obserwację do szpitala. Niestety, nigdy już nie zobaczy swojej mamy, zamordowanej przez wujka. A ten może do końca swoich dni nie wyjść z więzienia. Za brutalny mord i usiłowanie zabójstwa grozi mu bowiem dożywocie.
Źródło info i foto: se.pl

Nowe fakty w sprawie brutalnego zabójstwa 9-miesięcznej Blanki z Olecka

Na jaw wychodzi coraz więcej faktów na temat bestialskiego zabójstwa 9-miesięcznej Blanki z Olecka (woj. warmińsko-mazurskie). O dokonanie potwornej zbrodni podejrzani są rodzice dziewczynki. Czy tragedii można było uniknąć? Jak ustalił Fakt24.pl, dyrektorka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Olecku wnioskowała o odebranie dziecka rodzicom, jednak kiedy doszło do rozprawy, miała zmienić zdanie.

Zabójstwo 9-miesięcznej zaledwie Blanki było nieprawdopodobnie okrutne. Wyniki sekcji zwłok dziewczynki wykazały, że niemowlę zostało uderzone tępym narzędziem w głowę, okolice szyi i klatki piersiowej z taką siłą, że żebro przebiło jej serduszko. 9-miesięczna Blanka doznała krwotoku wewnętrznego i uszkodzenia mózgu.

Nie wiadomo, czym dokładnie została uderzona dziewczynka. Mógł to być młotek lub wałek. Z ustaleń śledczych wynika także, że dziecko zostało brutalnie wykorzystane seksualnie. O dokonanie tej makabrycznej zbrodni podejrzana jest matka Blanki Anna W. (37 l.) i ojciec dziecka Grzegorz W. (45 l.).

Kto popełnił błąd?

Policja zatrzymała rodziców, a śledczy zaczęli ustalać przerażające fakty z krótkiego i bolesnego życia Blanki. Jak udało nam się dowiedzieć, mama dziewczynki nie pracowała, miała problem z alkoholem i narkotykami. Ojciec dziecka był zatrudniony w tartaku. Anna W. ma jeszcze trójkę dzieci z dwoma poprzednimi partnerami, zaś mała Blanka miesiąc po urodzeniu została zabrana rodzicom przez sąd rodzinny i umieszczona w rodzinie zastępczej. Jednak w marcu 2019 roku wróciła do domu rodzinnego, a nadzór nad rodziną sprawował kurator.

Jak udało nam się ustalić, dyrektorka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Olecku wnioskowała o odebranie dziecka rodzicom, jednak kiedy doszło do rozprawy miała zmienić zdanie. Dlaczego?

– Wszyscy teraz zadajemy sobie pytanie czy można było uniknąć tragedii – mówi Anna Świderska, kierownik Działu Pomocy Dziecku i Rodzinie z PCPR w Olecku, która zastępuje dyrektorkę. – Do naszych zadań należy zapewnienie dziecku opieki, więc umieściliśmy je rodzinie zastępczej. Wspieramy też rodzinę zastępczą i nawet byliśmy zaskoczeni, że Blanka wróciła do matki biologicznej. My wnioskowaliśmy o ograniczenie władz rodzicielskich rodziców. Był to dla nas duży szok, gdy usłyszeliśmy, co się stało i dalej nie możemy się z niego otrząsnąć – podkreśla.

Oświadczenie policji

Okazuje się, że o powrocie Blanki do rodzinnego domu nie wiedzieli funkcjonariusze policji. – Uprzejmie informuję, że to z inicjatywy policji dziecko w listopadzie ubiegłego roku zostało odebrane rodzicom. Związane było to w podejmowanymi interwencjami w stosunku do rodziców dziewczynki oraz okolicznościami, w jakich do nich dochodziło. O sytuacji informowaliśmy zarówno sąd jak i inne instytucje. Policja nie otrzymała informacji, że decyzją sądu dziecko wróciło do rodziców, nie znamy uzasadnienia tej decyzji, jednakże w ostatnim czasie nie było zgłaszanych interwencji policyjnych w stosunku do tej rodziny – oświadczył kom. Krzysztof Wasyńczuk, rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Policji w Olsztynie.

Zabójstwo Blanki w Olecku

Przypomnijmy. W piątek, 21 czerwca, funkcjonariusze zostali wezwani do jednego z mieszkań w Olecku – niewielkiej miejscowości na Warmii i Mazurach. Na ratunek 9-miesięcznej Blance było już jednak za późno. Dziewczynka nie żyła. Policja zatrzymała rodziców dziecka. Obydwoje usłyszeli już zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i trafili za kraty na trzy miesiące.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Znana jest przyczyna śmierci 10-letniej Kristiny

Przyczyną śmierci 10-letniej dziewczynki, której ciało znaleziono w czwartek w lesie sześć kilometrów od miejscowości Mrowiny (Dolnośląskie), były rany kłute klatki piersiowej i szyi; zbrodnia miała podłoże seksualne – poinformował w piątek wieczorem Prokurator Rejonowy w Świdnicy Marek Rusin.

W piątek wieczorem zakończyła się sekcja zwłok 10-latki. Sekcja trwała 12 godzin. Prokurator Rusin potwierdził, że ofiara to mieszkanka Mrowin, której poszukiwania były prowadzone w czwartek.

– Przyczyną śmierci 10-letniej dziewczynki były rany kłute klatki piersiowej i szyi. Tych ran było wiele; zbrodnia miała podłoże seksualne – powiedział prokurator Rusin.

Dodał, że nie może mówić o szczegółach ustaleń sekcji, gdyż może to zaszkodzić prowadzonemu śledztwu. Prokurator podkreślił, że autopsja była prowadzona bardzo skrupulatnie. – Biegli zebrali i zabezpieczyli wiele śladów – powiedział.

Dodał, że po ustaleniach sekcyjnych śledztwo prowadzone jest w sprawie zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem o podłożu seksualnym. – Zebraliśmy dowody, które świadczą o tym, że śledztwo ma charakter bardzo poważny. Z uwagi na wagę i zawiłość tej sprawy, śledztwo będzie kontynuowane w Prokuraturze Okręgowej w Świdnicy – powiedział prokurator.

Prok. Rusin na pytanie dziennikarzy, czy udało się już wytypować sprawcę lub sprawców tej zbrodni, powiedział, że nie może ujawniać takich informacji, bo może to zaszkodzić śledztwu.

Podkreślił, że nad sprawą pracuje zespół prokuratorów oraz wielu policjantów różnych szczebli od Komendy Powiatowej po Komendę Główną. – Chcemy jak najszybciej ustalić sprawcę tej zbrodni – powiedział prok. Rusin. Ciało dziewczynki znaleziono w czwartek około godziny 17 w lesie sześć kilometrów od miejscowości Mrowiny, gdzie mieszkała. Zwłoki znalazła kobieta, która była w lesie na spacerze.

Dziewczynka w czwartek około godziny 13 wyszła ze szkoły położonej w centrum wsi Mrowiny. Od domu dzielił ją kilometr. Ostatni raz była widziana 200 metrów od miejsca, w którym mieszkała.
Źródło info i foto: polsatnews.pl