Andrespol: Zabójstwo 42-letniej kobiety

Makabrycznego odkrycia dokonano w jednym z domów jednorodzinnych na terenie Andrespola pod Łodzią. Policjanci znaleźli tam zakrwawione ciało 42-letniej właścicielki mieszkania. Wokół było mnóstwo krwi. Funkcjonariusze zatrzymali już mężczyznę podejrzewanego o okrutną zbrodnię. 37-latkowi grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

W sobotę (27 lipca) około godziny 5 nad ranem policjanci zostali powiadomieni, że w jednym z domów jednorodzinnych na terenie Andrespola znajdują się zwłoki kobiety. Kiedy funkcjonariusze udali się pod wskazany adres, dokonali makabrycznego odkrycia. Na podłodze w mieszkaniu leżało zakrwawione ciało kobiety. Wokół było mnóstwo krwi. Kobieta została zamordowana.

Na miejscu zbrodni policjanci zabezpieczyli szereg śladów. Rozpoczęło się typowanie i szukanie sprawcy. Ze zgromadzonych materiałów wynikało, że związek z zabójstwem kobiety może mieć jej konkubent. Policjanci natychmiast udali się w miejsce zamieszkania 37-latka. Tam jednak nikt nie otwierał im drzwi.

Funkcjonariusze podejrzewali, że mężczyzna się ukrywa. Dlatego też policjanci – przy użyciu drabiny – weszli przez uchylone okno do domu. Po przeszukaniu pomieszczeń funkcjonariusze odnaleźli poszukiwanego w… szafie. Policjanci nie byli w stanie z nim się porozumieć. 37-latek miał ponad 1,3 promila alkoholu w organizmie. Mężczyzna został zatrzymany. Jak się okazało, w przeszłości miał już wielokrotnie konflikty z prawem.

Z informacji łódzkiej policji wynika, że 37-latek w amoku zamordował swoją partnerkę. Zadawał 42-latce ciosy nożem i uderzał tępym narzędziem. Dlaczego zabił? To ustali śledztwo. Za zabójstwo grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Atak Boko Haram na wracających z pogrzebu. 23 osoby nie żyją

W sobotę w miejscowości Nganzai oddalonej o 90 km od Maiduguri, stolicy stanu Borno, doszło do ataku bojowników Boko Haram na grupę cywilów wracających z pogrzebu – poinformowały lokalne władze. Islamiści zastrzelili 23 osoby; ich ciała znaleziono przy drodze.

Ciała zamordowanych mężczyzn – mieszkańców Nganzai odnaleźli policjanci i grupa myśliwych, którzy wyruszyli na ratunek swym sąsiadom, gdy zaalarmowały ich osoby, którym udało się ujść z życiem. Pozwoliło to też pozostałym mieszkańcom wsi na znalezienie w porę schronienia – pisze AFP.

Bojowcy przybyli na miejsce zbrodni na trzech motocyklach; natknąwszy się na żałobników wracających po pogrzebie do domu, zaczęli do nich strzelać.

Sobotni atak Boko Haram na ludność cywilną w Nganzai został potwierdzony w rozmowie z agencją Agence France Presse przez przedstawiciela lokalnych milicji walczących z islamistami w targanym ciągłymi atakami stanie Borno.

To już kolejny atak Boko Haram w Nganzai – we wrześniu 2018 r. dżihadyści zamordowali tam 8 osób i uprowadzili bydło.

Nigeria od 2009 roku jest wstrząsana terrorystyczną działalnością dżihadystycznej organizacji Boko Haram, która doprowadziła do śmierci ponad 27 tys. osób, a prawie 2 mln ludzi zmusiła do opuszczenia miejsc zamieszkania.

Chociaż nigeryjski rząd twierdzi, że od końca 2015 roku Boko Haram zostało w większości pokonane, dżihadyści wciąż są w stanie atakować w mieście Maiduguri i wokół niego, a także na większości obszaru północno-wschodniej Nigerii.

W czwartek bojownicy z Boko Haram zaatakowali obóz uchodźców znajdujący się na przedmieściach Maiduguri; zabili dwie osoby i zabrali całe zapasy żywności. Zaatakowali też położoną w pobliżu bazę wojskową, wypierając stamtąd żołnierzy – pisze AFP.

Założone w 2002 roku ugrupowanie Boko Haram początkowo stawiało sobie za cel walkę z zachodnią edukacją i europejskim stylem życia. W 2009 roku organizacja rozpoczęła akcję zbrojną na rzecz przekształcenia Nigerii – lub przynajmniej jej części – w muzułmańskie państwo wyznaniowe, w którym obowiązywałoby prawo szariatu.
Źródło info i foto: TVP.info

Nowe informacja ws. zabójstwa 5-letniego Dawida?

O sprawie Dawida Żukowskiego z Grodziska Mazowieckiego mówiła cała Polska. Nie gasła nadzieja, że 5-latek żyje, a jego ojciec jednak nie zrobił mu krzywdy. Niestety, po 10 dniach poszukiwań znaleziono ciało malca. Chłopiec został zamordowany przy pomocy ostrego przedmiotu, którym posłużył się Paweł Ż. Działania kryminalnych w rejonie miejsca zbrodni wciąż jednak nie zostały zakończone.

Ciało Dawida Żukowskiego znaleziono 20 lipca przy zbiorniku wodnym nieopodal zjazdu z autostrady A2 do Pruszkowa. Poszukiwania zaginionego 5-latka trwały 10 dni. – Dziecko zostało pozbawione życia najprawdopodobniej w samochodzie. W oparciu o wstępne sprawozdania z badań DNA możemy powiedzieć, że w aucie ujawniono ślady krwi, m.in. na foteliku dziecięcym, osłonie przeciwsłonecznej oraz innych elementach tapicerki auta. Wstępne wyniki badań wskazują, iż była to krew Dawida – poinformował 22 lipca na konferencji prasowej prok. Łukasz Łapczyński.

Gdzie jest narzędzie zbrodni?

Jedną z zagadek, którą próbują rozwiązać teraz śledczy, jest miejsce ukrycia narzędzia zbrodni przez Pawła Ż. Policja przeszukuje zbiorniki wodne w rejonie węzła Konotopa.

Prowadzący poszukiwania korzystają z najnowocześniejszego dostępnego na rynku sprzętu. Aby odnaleźć narzędzie zbrodni, którym Paweł Ż. zamordował swojego synka Dawida Żukowskiego, stosują też magnesy neodymowe.

– Prokuratura zleciła policji, by odnalazła narzędzie zbrodni, którym posłużył się Paweł Ż. To do nich należy wybór najlepszych technicznych metod. Poszukują ostrego narzędzia. Możemy zakładać wstępnie, że był to nóż, ale nie mamy takiej pewności – mówi nam prokurator Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Na razie poszukiwania utknęły w martwym punkcie. – Nie mam żadnych nowych informacji w tej sprawie. Poszukiwania będą prowadzone aż do skutku – dodaje Łukasz Łapczyński.

Magnesy neodymowe wytwarzają bardzo silne pole magnetyczne, co przekłada się na dużą siłę przyciągania. Dzięki temu można z dna np. zbiornika wodnego wyciągnąć wszystkie zatopione metalowe przedmioty. Magnesy neodymowe mają szerokie zastosowanie w urządzeniach elektronicznych, silnikach czy prądnicach. Jak jednak widać, z powodzeniem można wykorzystywać je również w kryminalistyce.

Zaginięcie Dawida Żukowskiego

Dawid Żukowski zaginął po południu w środę 10 lipca. Tego dnia o 17.00 ojciec Paweł Ż. odebrał go od dziadków w Grodzisku Mazowieckim i miał odwieźć do mamy do Warszawy. O godz. 21.00 32-latek targnął się na swoje życie, rzucając się pod pociąg na dworcu w Grodzisku. Około północy mama Dawida zgłosiła zaginięcie syna. Gdy kilka godzin później znaleziono samochód Pawła Ż. zaparkowany kilka kilometrów od dworca, Dawidka w nim nie było. Sprawa od razu była traktowana priorytetowo, bo przed popełnieniem samobójstwa Paweł Ż. wysłał do byłej partnerki SMS o treści „nigdy nie zobaczysz już syna”.

W poszukiwaniach Dawida przez ponad 10 dni udział brało kilkuset policjantów, żołnierzy i strażaków. Odtworzono minuta po minucie trasę, jaką po odebraniu Dawidka od dziadków przejechał Paweł Ż. Dzięki temu wiadomo, że mężczyzna dwukrotnie przejeżdżał przez miejscowość Chrzanów Duży – raz udając się w kierunku Warszawy, drugi raz wracając do Grodziska Mazowieckiego – oraz dwukrotnie zatrzymywał się w okolicy węzła Konotopa.

Znaleziono zwłoki Dawida Żukowskiego

To właśnie w tych okolicach 20 lipca znaleziono ciało chłopca. Zwłoki były dokładnie ukryte w zaroślach przy zbiorniku wodnym na zjeździe na Pruszków z autostrady A2. Sekcja zwłok, która odbyła się w poniedziałek 22 lipca, wykazała liczne rany kłute na ciele Dawidka w okolicach serca. Obecnie śledztwo prowadzone jest w sprawie zabójstwa. Śledczy są praktycznie pewni, że życia pozbawił chłopca jego ojciec. Motywy jednak wciąż nie są zdane. Nieoficjalnie mówi się, że Paweł Ż. mógł zabić syna z zemsty na swojej żonie. Para od kilku tygodni nie mieszkała razem.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Bestialska zbrodnia w Lubaniu. Naćpany szwagier zabił siekierą 23-latkę

Do przerażających scen doszło w piątek wieczorem w Lubaniu (woj. dolnośląskie). 22-letni Adrian Z. zaatakował swojego brata Daniela (34 l.) i jego partnerkę Annę (23 l.). Brata dźgnął nożem, a biedną dziewczynę zarąbał na śmierć siekierą. Nie baczył na to, zaledwie przed miesiącem urodziła dziecko!

Co wstąpiło w Adriana? Takie pytanie zadaje sobie cały Lubań. Wiele osób twierdzi, że zna odpowiedź: mężczyzna często brał dopalacze, a niedawno leczył się psychiatrycznie. Od środków odurzających podobno jest uzależniony. W piątek, jak twierdzą znajomi tego zwyrodnialca, poszedł do brata pożyczyć pieniądze. Daniel wraz z Anną byli w domu, zajmowali się swoim dzieckiem, które przyszło na świat 6 czerwca.

Najpewniej pomiędzy mężczyznami doszło do kłótni, bo Daniel nie chciał dać bratu pieniędzy na narkotyki. Wtedy Adrian wpadł w szał. Wyciągnął nóż i zaatakował brata. Zadał mu ciosy nożem, na szczęście ranny Daniel uciekł do sąsiada. Adrian był jednak zaślepiony żądzą krwi. Chwycił siekierę i zaczął rąbać drzwi! Chciał dopaść Daniela i skończyć to, co zaczął.

Tymczasem na klatce schodowej pojawiła się Anna. Być może chciała uspokoić szaleńca. Niestety, zwyrodnialec postanowił ją zabić. Zaczął rąbać siekierą przerażoną kobietę! Anna nie miała żadnej szansy na przeżycie. Została potwornie zmasakrowana.

Po chwili przyjechała policja i obezwładniła mężczyznę. Daniel trafił do szpitala. – Stan mężczyzny jest teraz stabilny, jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – mówi Magdalena Juźwicka, rzeczniczka lubańskiej policji.

Miesięczny maluszek trafił na wszelki wypadek na obserwację do szpitala. Niestety, nigdy już nie zobaczy swojej mamy, zamordowanej przez wujka. A ten może do końca swoich dni nie wyjść z więzienia. Za brutalny mord i usiłowanie zabójstwa grozi mu bowiem dożywocie.
Źródło info i foto: se.pl

Nowe fakty w sprawie brutalnego zabójstwa 9-miesięcznej Blanki z Olecka

Na jaw wychodzi coraz więcej faktów na temat bestialskiego zabójstwa 9-miesięcznej Blanki z Olecka (woj. warmińsko-mazurskie). O dokonanie potwornej zbrodni podejrzani są rodzice dziewczynki. Czy tragedii można było uniknąć? Jak ustalił Fakt24.pl, dyrektorka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Olecku wnioskowała o odebranie dziecka rodzicom, jednak kiedy doszło do rozprawy, miała zmienić zdanie.

Zabójstwo 9-miesięcznej zaledwie Blanki było nieprawdopodobnie okrutne. Wyniki sekcji zwłok dziewczynki wykazały, że niemowlę zostało uderzone tępym narzędziem w głowę, okolice szyi i klatki piersiowej z taką siłą, że żebro przebiło jej serduszko. 9-miesięczna Blanka doznała krwotoku wewnętrznego i uszkodzenia mózgu.

Nie wiadomo, czym dokładnie została uderzona dziewczynka. Mógł to być młotek lub wałek. Z ustaleń śledczych wynika także, że dziecko zostało brutalnie wykorzystane seksualnie. O dokonanie tej makabrycznej zbrodni podejrzana jest matka Blanki Anna W. (37 l.) i ojciec dziecka Grzegorz W. (45 l.).

Kto popełnił błąd?

Policja zatrzymała rodziców, a śledczy zaczęli ustalać przerażające fakty z krótkiego i bolesnego życia Blanki. Jak udało nam się dowiedzieć, mama dziewczynki nie pracowała, miała problem z alkoholem i narkotykami. Ojciec dziecka był zatrudniony w tartaku. Anna W. ma jeszcze trójkę dzieci z dwoma poprzednimi partnerami, zaś mała Blanka miesiąc po urodzeniu została zabrana rodzicom przez sąd rodzinny i umieszczona w rodzinie zastępczej. Jednak w marcu 2019 roku wróciła do domu rodzinnego, a nadzór nad rodziną sprawował kurator.

Jak udało nam się ustalić, dyrektorka Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Olecku wnioskowała o odebranie dziecka rodzicom, jednak kiedy doszło do rozprawy miała zmienić zdanie. Dlaczego?

– Wszyscy teraz zadajemy sobie pytanie czy można było uniknąć tragedii – mówi Anna Świderska, kierownik Działu Pomocy Dziecku i Rodzinie z PCPR w Olecku, która zastępuje dyrektorkę. – Do naszych zadań należy zapewnienie dziecku opieki, więc umieściliśmy je rodzinie zastępczej. Wspieramy też rodzinę zastępczą i nawet byliśmy zaskoczeni, że Blanka wróciła do matki biologicznej. My wnioskowaliśmy o ograniczenie władz rodzicielskich rodziców. Był to dla nas duży szok, gdy usłyszeliśmy, co się stało i dalej nie możemy się z niego otrząsnąć – podkreśla.

Oświadczenie policji

Okazuje się, że o powrocie Blanki do rodzinnego domu nie wiedzieli funkcjonariusze policji. – Uprzejmie informuję, że to z inicjatywy policji dziecko w listopadzie ubiegłego roku zostało odebrane rodzicom. Związane było to w podejmowanymi interwencjami w stosunku do rodziców dziewczynki oraz okolicznościami, w jakich do nich dochodziło. O sytuacji informowaliśmy zarówno sąd jak i inne instytucje. Policja nie otrzymała informacji, że decyzją sądu dziecko wróciło do rodziców, nie znamy uzasadnienia tej decyzji, jednakże w ostatnim czasie nie było zgłaszanych interwencji policyjnych w stosunku do tej rodziny – oświadczył kom. Krzysztof Wasyńczuk, rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Policji w Olsztynie.

Zabójstwo Blanki w Olecku

Przypomnijmy. W piątek, 21 czerwca, funkcjonariusze zostali wezwani do jednego z mieszkań w Olecku – niewielkiej miejscowości na Warmii i Mazurach. Na ratunek 9-miesięcznej Blance było już jednak za późno. Dziewczynka nie żyła. Policja zatrzymała rodziców dziecka. Obydwoje usłyszeli już zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i trafili za kraty na trzy miesiące.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Znana jest przyczyna śmierci 10-letniej Kristiny

Przyczyną śmierci 10-letniej dziewczynki, której ciało znaleziono w czwartek w lesie sześć kilometrów od miejscowości Mrowiny (Dolnośląskie), były rany kłute klatki piersiowej i szyi; zbrodnia miała podłoże seksualne – poinformował w piątek wieczorem Prokurator Rejonowy w Świdnicy Marek Rusin.

W piątek wieczorem zakończyła się sekcja zwłok 10-latki. Sekcja trwała 12 godzin. Prokurator Rusin potwierdził, że ofiara to mieszkanka Mrowin, której poszukiwania były prowadzone w czwartek.

– Przyczyną śmierci 10-letniej dziewczynki były rany kłute klatki piersiowej i szyi. Tych ran było wiele; zbrodnia miała podłoże seksualne – powiedział prokurator Rusin.

Dodał, że nie może mówić o szczegółach ustaleń sekcji, gdyż może to zaszkodzić prowadzonemu śledztwu. Prokurator podkreślił, że autopsja była prowadzona bardzo skrupulatnie. – Biegli zebrali i zabezpieczyli wiele śladów – powiedział.

Dodał, że po ustaleniach sekcyjnych śledztwo prowadzone jest w sprawie zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem o podłożu seksualnym. – Zebraliśmy dowody, które świadczą o tym, że śledztwo ma charakter bardzo poważny. Z uwagi na wagę i zawiłość tej sprawy, śledztwo będzie kontynuowane w Prokuraturze Okręgowej w Świdnicy – powiedział prokurator.

Prok. Rusin na pytanie dziennikarzy, czy udało się już wytypować sprawcę lub sprawców tej zbrodni, powiedział, że nie może ujawniać takich informacji, bo może to zaszkodzić śledztwu.

Podkreślił, że nad sprawą pracuje zespół prokuratorów oraz wielu policjantów różnych szczebli od Komendy Powiatowej po Komendę Główną. – Chcemy jak najszybciej ustalić sprawcę tej zbrodni – powiedział prok. Rusin. Ciało dziewczynki znaleziono w czwartek około godziny 17 w lesie sześć kilometrów od miejscowości Mrowiny, gdzie mieszkała. Zwłoki znalazła kobieta, która była w lesie na spacerze.

Dziewczynka w czwartek około godziny 13 wyszła ze szkoły położonej w centrum wsi Mrowiny. Od domu dzielił ją kilometr. Ostatni raz była widziana 200 metrów od miejsca, w którym mieszkała.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

20-latek zaatakowany nożem na zamku w Edynburgu

Turyści na zamku w Edynburgu byli świadkami zbrodni. Zaatakowana ofiara nie przeżyła, mimo wysiłków przechodniów i wezwanych ratowników. Mężczyzna w wieku około 20 lat został pchnięty nożem. 20-latek został zaatakowany w biały dzień pod zamkiem w Edynburgu. Został ugodzony nożem na jednej z ulic bezpośrednio przylegającej do zamku. Świadkami śmiertelnego ataku byli turyści, którzy tłumnie odwiedzali jedną z największych atrakcji Edynburga.

Pierwsi na ratunek rzucili się turyści i przechodnie. To oni starali się udzielić pierwszej pomocy ugodzonemu nożem młodemu mężczyźnie. Wkrótce przyjechali wezwani ratownicy. Niestety, ofiara ataku zmarła przed przewiezieniem do szpitala.

Policja pojawiła się w rejonie zamku w Edynburgu kilka minut po ataku. Funkcjonariusze zatrzymali napastnika. Mężczyzna w wieku około 40 lat został powalony na ziemię przez policjantów – informuje „The Scotsman”. Nożownik trafił do aresztu.
Źródło info i foto: o2.pl

Dziś rozpocznie się proces ws. gwałtu i zabójstwa 15-letniej Małgosi. W sprawie niesłusznie skazany został Tomasz Komenda

O 9.30 przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu rozpocznie się proces ws. gwałtu i zabójstwa 15-letniej Małgosi z Jelcza-Laskowic. Do zbrodni doszło w Miłoszycach w noc sylwestrową 1997 roku. W 2003 roku to właśnie za tę zbrodnię niesłusznie został skazany Tomasz Komenda, który w więzieniu spędził 18 lat.

Przed laty to Tomasz Komenda został skazany za gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi w Miłoszycach. Komenda do aresztu trafił w 2000 roku, a w 2003 r. Sąd Okręgowy we Wrocławiu skazał go na 15 lat więzienia. Rok później sąd drugiej instancji zaostrzył karę do 25 lat, a sprawa otarła się jeszcze o SN, ale wyrok już się nie zmienił.

Po latach policjanci i prokuratorzy wrócili do śledztwa, bo pojawiły się nowe dowody. 15 marca 2018 r. wrocławski sąd penitencjarny warunkowo zwolnił Tomasza Komendę z dalszego odbywania kary, natomiast 16 maja 2018 r. Sąd Najwyższy oczyścił go ze wszystkich zarzutów. Teraz Komenda domaga się prawie 19 mln zł zadośćuczynienia i odszkodowania.

W ponownym procesie zbrodni miłoszyckiej na ławie oskarżonych zasiądą Ireneusz M. oraz Norbert Basiura (zgodził się na publikację swoich danych – przyp.red). To właśnie ich śledczy oskarżyli o gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi. Proces, który poprowadzi sędzia Marek Poteralski, rozpocznie się dziś o godz. 9.30.

Wiadomo, że sędzia chce, by odbywały się co najmniej trzy posiedzenia w miesiącu, a prokuratura zamierza przesłuchać ponad 130 świadków. Prawdopodobnie w morderstwo była zamieszana jeszcze jedna osoba – jej poszukiwania cały czas trwają.

Zbrodnia miłoszycka

Do zbrodni doszło w nocy z 31 grudnia 1996 roku na 1 stycznia 1997 roku. W jednej z dyskotek w Miłoszycach odbywała się wówczas zabawa sylwestrowa, na którą wybrała się pochodząca z Jelcza-Laskowic 15-letnia Małgosia. Wiadomo, że tuż po północy do dziewczyny, która stała na zewnątrz podszedł chłopak. Powiedział, że ma na imię Irek, jest jej bratem i odprowadzi ją do domu. 15-latka poszła z nim, mimo iż nie miała brata. Do domu nigdy nie wróciła.

Ciało dziewczyny znaleziono następnego dnia na podwórku jednej z posesji. Małgosia zmarła wskutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran.

Kim są oskarżeni?

Ireneusza M. śledczy zatrzymali w czerwcu 2017 r., nie przyznał się do zabójstwa dziewczyny. Wiadomo, że mężczyzna został przez śledczych przesłuchany zaraz po zbrodni, bo był jednym z uczestników zabawy sylwestrowej. Ze szczegółami opisał wówczas skarpetki Małgosi – 15-latka miała je na sobie, gdy znalezioną jej ciało. Wówczas na podstawie badań DNA oraz odcisku szczęki wykluczono go jednak z grona podejrzanych.

Prokuratorzy, którzy badają sprawę, nie mają jednak wątpliwości, że M. jest jednym ze sprawców. Mówią o mocnych dowodach. Mężczyzna był już karany za gwałty, a za jeden z nich w 2015 r. sąd skazał go na sześć lat więzienia.

Drugi z oskarżonych – Norbert Basiura – został zatrzymany we wrześniu zeszłego roku, 21 latach od zbrodni w Miłoszycach. W chwili zabójstwa nastolatki miał 19 lat i pracował jako ochroniarz w dyskotece, w której bawiła się dziewczyna. Od 14 lat pracował jako strażak w Jelczu-Laskowicach. Przed laty on także został wykluczony z grona podejrzanych.

Teraz śledczy przekonują, że Basiura jest jednym ze sprawców. Podobnie jak M. usłyszał zarzut gwałtu ze szczególnym okrucieństwem oraz zabójstwa Małgosi, twierdzi jednak, że jest niewinny. Pod koniec stycznia Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uchylił areszt wobec niego, uznając, że będąc na wolności nie będzie utrudniał postępowania. Obu oskarżonym grozi dożywocie.
Źródło info i foto: onet.pl

Jest decyzja SN. Arkadiusz Kraska wychodzi na wolność. Spędził w więzieniu 20 lat

Arkadiusz Kraska wychodzi na wolność. Decyzję o wstrzymaniu wykonywania wyroku podjął kilka minut temu Sąd Najwyższy. Oznacza to, że skazany 20 lat temu za podwójne zabójstwo szczecinianin na wolności będzie oczekiwał ponownego procesu. Zdaniem prokuratury Kraska nie popełnił zbrodni, za którą został skazany.

Informację o decyzji potwierdziło w rozmowie z Onetem biuro prasowe Sądu Najwyższego. Uzasadnienie mamy poznać w ciągu najbliższych kilkunastu minut. Arkadiusz Kraska mimo wyroku dożywocia za podwójne zabójstwo wyjdzie na wolność.

Dowody na niewinność Kraski od kilkunastu miesięcy zbierała prokurator Barbara Zapaśnik, która znana jest z rozpracowywania najgroźniejszych grup przestępczych. Na początku marca skierowała do sądu wniosek o ponowne rozpatrzenie sprawy i uniewinnienie Kraski.
Źródło info i foto: onet.pl

Jest wyrok ws. zamachu w Tuluzie we Francji

Specjalny sąd apelacyjny ds. terroryzmu i handlu narkotykami po rozpatrzeniu apelacji Abdelkadera Meraha – brata Mohameda Meraha, autora zamachu w Tuluzie w 2012 r., uznał go winnym współuczestnictwa w tej zbrodni i zwiększył mu karę z 20 do 30 lat więzienia.

36-letni Abdelkader Merah to starszy brat radykalnego islamisty, zabójcy siedmiu osób – trzech żołnierzy, trojga dzieci i nauczyciela szkoły żydowskiej – w Tuluzie w marcu w 2012 roku. Sąd pierwszej instancji skazał go w 2017 roku na 20 lat więzienia, uznając winnym powiązań z terroryzmem, lecz uwalniając od zarzutu współudziału w zamachach przeprowadzonych przez brata, za co groziła mu kara dożywotniego więzienia.

Winny współuczestnictwa

Specjalny sąd apelacyjny – działający w ramach trybunału odwoławczego w Paryżu – był przed 1986 r. sądem ds. bezpieczeństwa państwowego. Przymiotnik „specjalny” w jego nazwie odnosi się do wyjątkowego w warunkach francuskich składu – o winie bądź niewinności oskarżonego decyduje ława przysięgłych, która prowadzi specjalne postępowanie wyjaśniające.

W ciągu trwającej ponad 12 godz. rozprawy przed specjalnym sądem apelacyjnym w czwartek sąd ustalił, że wbrew „wirtuozowskiej strategii stwarzania pozorów, w jakiej wyspecjalizował się Abdelkader Merah”, był on winnym współuczestnictwa w przeprowadzeniu zamachu. Podważył tym samym wyrok sądu pierwszej instancji, który takiego współdziałania się nie dopatrzył.

Sąd uznał, że mężczyzna jest winny kradzieży skutera użytego przez jego brata do przeprowadzenia zamachu, a także postawił mu zarzut współuczestnictwa w zbrodni, przychylając się tym samym do wniosku prokuratury, która domagała się dożywocia. W ocenie jej przedstawicieli Abdelkadera Meraha łączyły z młodszym bratem „wspólne ideały, cele i metoda działania”.

Obrona spodziewała się kasacji

Jednocześnie specjalny sąd apelcyjny zmniejszył karę 14 lat więzienia do 10 lat w wypadku 36-letniego Fettaha Malkiego, przyjaciela Mohameda Meraha. Sąd podtrzymał zarzut dostarczenia broni, amunicji i kamizelki kuloodpornej Mohamedowi Merahowi, zmienił jednak kwalifikację czynu, uznając, że postępowanie Malkiego nie było związane z działalnością terrorystyczną.

Sala przyjęła odczytanie wyroku w całkowitym milczeniu. „Dał się tylko słyszeć szloch bliskich ofiar zamachu, które od lat szukały sprawiedliwości” – pisze agencja AFP.

– Samemu oskarżonemu nawet nie drgnęła powieka – dodaje agencja.

Z wyroku nie jest zadowolona obrona, która spodziewała się raczej kasacji. Adwokat Eric Dupond-Moretti w swej wypowiedzi dla prasy zapytał retorycznie: „cóż to za współuczestnictwo i w jak straszliwej zbrodni, że zasługuje aż na 30 lat więzienia?”

Zabójstwa, które ma na swym koncie Mohamed Merah, Francuz pochodzenia algierskiego, były pierwszymi zamachami dżihadystycznymi popełnionymi we Francji od czasów zbrodni algierskiej Islamskiej Grupy Zbrojnej (GIA) w 1995 roku. Zamachowiec zginął z rąk policji kilka dni po zabiciu w Tuluzie i Montauban żołnierzy pochodzących z Maghrebu i zastrzeleniu nauczyciela ze szkoły żydowskiej w Tuluzie, jego dwóch synów i córki dyrektora szkoły.

23-letni zamachowiec twierdził wtedy, że jest mudżahedinem, ma związki z Al-Kaidą i chce pomścić krzywdy doznawane przez palestyńskie dzieci.

Proces jego brata, Abdelkadera Meraha, był z wielką uwaga śledzony przez francuskie media. Zainteresowanie było tym większe, że zamach w Tuluzie był jednym z pierwszych w serii ataków islamistów, jakich sceną stała się Francja w latach następnych, a także dlatego, że na niektórych przedmieściach wielkich miast francuskich, gdzie zamieszkuje duża liczba muzułmanów, Mohamed Merah jest uważany za bohatera.
Źródło info i foto: polsatnews.pl