Nowy Jork: 32-letni Thomas Scully-Powers zatrzymany za zabójstwo ojca. Zbrodni dokonał podczas wideokonferencji

32-letni Thomas Scully-Powers zabił swojego ojca, który uczestniczył w wideokonferencji w aplikacji Zoom. Do zbrodni doszło na oczach ok. 20 świadków. Gdy Scully-Powers zorientował się, że kamera w laptopie jest włączona, próbował uciec przez okno.

Do zabójstwa doszło w czwartek w Nowym Jorku. 72-letni Dwight Powers uczestniczył w wideokonferencji organizowanej przez klub Anonimowych Alkoholików. W wirtualnym spotkaniu brało udział ok. 20 osób.

Jak podaje ABC News, w pewnym momencie do pomieszczenia wszedł nagi mężczyzna. Miał w ręku nóż. Nagim mężczyzną okazał się Thomas Scully-Powers, syn Dwighta. 32-latek zadał wiele ciosów nożem swojemu ojcu nie wiedząc, że kamera w laptopie jest włączona, a przerażającą zbrodnie obserwuje wielu świadków. Gdy Scully-Powers zorientował się, że wszystko było transmitowane w sieci, zaczął uciekać.

Jak relacjonują świadkowie makabrycznego zdarzenia, po zadaniu swojemu ojcu wielu ciosów nożem, Scully-Powers przykrył jego ciało prześcieradłem.

32-latek szybko został zatrzymany przez policję. W trakcie ucieczki, próbując wyskoczyć przez okno, doznał niewielkich obrażeń. Usłyszał już zarzut morderstwa drugiego stopnia. Morderstwo zostało zarejestrowane kamerą internetową przez świadków i posłuży jako dowód w sprawie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Amerykański sąd nakazał deportację niemieckiego strażnika w obozie koncentracyjnym

94-letni Friedrich Karl Berger służył w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym Neuengamme. Mężczyzna od ponad 60 lat mieszka w USA, ale jest obywatelem Niemiec, gdzie pobiera emeryturę obejmującą jego służbę w trakcie drugiej wojny światowej i tam ma zostać deportowany.

Berger był strażnikiem w obozie, w którym więźniowie przetrzymywani byli w „okrutnych warunkach” i zmuszano ich do pracy aż do śmierci – stwierdziła sędzia Rebecca Holt. W wyroku orzekła, że jego „ochocza służba jako uzbrojonego strażnika w obozie koncentracyjnym” stanowiła pomoc w nazistowskich zbrodniach.

Po wojnie Berger wraz z rodziną pojechał do Kanady, a od 1959 r. legalnie mieszkał w USA. Podczas dwudniowego procesu przyznał, że zapobiegł ucieczce więźniów z obozu w Neuengamme. Jego zdaniem do służby w obozie został zmuszony, spędził tam krótki czas i nie nosił broni. – Miałem 19 lat. Kazali mi tam pracować – tłumaczył się. Dodał, że wciąż pobiera niemiecką emeryturę, która obejmuje okres jego pracy w trakcie II wojny światowej.

– Po 75 latach to jest absurdalne. Nie mogę uwierzyć. Wyrzucacie mnie z mojego domu – mówił mieszkający w Tennessee były strażnik. Mężczyzna jest wdowcem, ma dwoje wnuków.

Bergerowi przysługuje 30 dni na odwołanie się od wyroku. Jeżeli zdecyduje się na taki krok, jego deportacja do Niemiec może zostać opóźniona nawet o kilka lat – spekulują amerykańskie media.

W oskarżeniu Bergera prokuratura opierała się na dokumentach odnalezionych we wraku w Morzu Bałtyckim. Statek ten został zbombardowany przez brytyjskie siły powietrzne w trakcie wojny i zatonął wraz z więźniami obozu, których Niemcy próbowali ewakuować przed wkroczeniem do Neuengamme alianckich żołnierzy.

W obozie przebywali rosyjscy, holenderscy, polscy oraz żydowscy cywile oraz „polityczni przeciwnicy” III Rzeszy z Francji, Włoch oraz innych państw – przypomina „Washington Post”.

Prawo zakazujące wjazdu do Stanów Zjednoczonych osobom pomagającym w nazistowskich zbrodniach wygasło w 1957 r. Składając wniosek o emigrację do USA, Berger przyznał, że służył w niemieckiej marynarce wojennej. Orzekając wyrok sędzia Holt powołała się na prawo z 1978 r., które zakazuje zaangażowanym w zbrodnie nazistowskie wjazdu lub mieszkania na terytorium Stanów Zjednoczonych – relacjonuje „Washington Post”.
Źródło info i foto: onet.pl

Opoczno: 31-latek zasztyletowany na jednej z ulic. 15-latek odpowie za zbrodnię jak dorosły

31-letni mężczyzna został zasztyletowany na jednej z ulic Opoczna. Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia, a konającego mężczyznę znalazł znajomy. Mimo że natychmiast wezwał karetkę, poszkodowanego nie udało się uratować. Zmarł w opoczyńskim szpitalu. Policjanci w dobę rozwikłali zagadkę zabójstwa i ujęli sprawców.

Dramatyczne sceny rozegrały się 7 stycznia. Około godz. 19.30 na jednej z opoczyńskich ulic konającego na chodniku mężczyznę znalazł jego znajomy. Mimo, że natychmiast wezwał pomoc, kolegi nie udało się uratować. Zmarł po przewiezieniu do szpitala. Policjanci zaczęli zbierać dowody zbrodni i powoli rozwikływać zagadkę.

Po nitce do kłębka

– Analizą sprawy zajęli się kryminalni z opoczyńskiej policji. Skrupulatnie kompletowali materiał dowodowy, który z każdą chwilą przybliżał ich do rozwikłania okoliczności zbrodni. Docierali do świadków i zaczęli wiązać ofiarę z trojgiem mieszkańców Opoczna. Mozolna praca policjantów przyniosła efekty. Już w niecałą dobę od zgłoszenia funkcjonariusze zatrzymali podejrzanych o udział w zabójstwie – przekazała asp.szt. Barbara Stępień z Komendy Powiatowej Policji w Opocznie.

Udało się ustalić, że zabójstwo było wynikiem kłótni i szarpaniny, do jakich doszło pomiędzy 31-latkiem, a 44-letnim mężczyzną. Starszy ugodził nożem młodszego, a następnie wsiadł do samochodu i odjechał. Świadkowie zdarzenia – 34-letnia konkubina sprawcy oraz jego 15-letni kuzyn – odjechali wraz z nim nie udzielając pomocy ofierze.

Sprawca był wielokrotnie karany

44-latek wcześniej był wielokrotnie karany za różnego rodzaju przestępstwa w tym m. in spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Mężczyzna słyszał już zarzut zabójstwa, a jego partnerka oraz 15-latek zostali oskarżeni o pomocnictwo w zbrodni.

– Nieletni będzie odpowiadał jak osoba dorosła. Do czasu rozprawy osadzony zostanie schronisku dla nieletnich. Sprawcy natomiast grozi kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności – tłumaczy rzecznik opoczyńskiej komendy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Seryjny morderca i pedofil Henryk Kukuła nie wyjdzie na wolność

Henryk Kukuła trafi do ośrodka dla „bestii” w Gostyninie. Ta decyzja to wielki sukces Faktu, który jako pierwszy przypomniał po latach zbrodnie zapomnianego groźnego mordercy. To dziennikarz Faktu, który nadał Kukule jego pseudonim, interweniował w Ministerstwie Sprawiedliwości, pytając o możliwość odizolowania go od społeczeństwa w Gostyninie. Po latach te starania zostały uwieńczone sukcesem. Bliscy pierwszej ofiary, którzy o wszystkim dowiedzieli się od nas, nie kryli wzruszenia.

– Henryk Kukuła to morderca, pedofil o odchyleniu sadystyczno-nekrofilskim i gwałciciel. Lekarze opisują go jako osobę, która już zawsze będzie zagrożeniem dla innych. Zabił czwórkę dzieci, troje z nich gwałcąc, wielokrotnie przejawiał agresję m.in. atakując za kratami więźniów, a nawet strażnika i chwalił się przestępstwami, za które go nie skazano. Pomimo tego, już niedługo może wyjść na wolność – tymi słowami zaczynał się reportaż Fakt24 z czerwca 2017 roku, który przybliżał sylwetkę czterokrotnego mordercy, Henryka Kukuły.

To właśnie w tym artykule Henryk Kukuła został określony mianem „Monstrum z Chorzowa”, które przylgnęło do niego, gdyż dokładnie opisywało jego osobę. Choć Kukuła starał się zablokować dziennikarskie śledztwo, m.in. zakazując strażnikom udzielania Maciejowi Molendzie informacji na jego temat, to nie udało mu się zablokować publikacji. Po pierwszej części materiału o Kukule pojawiła się druga, w której informowano o piśmie dziennikarze do Ministerstwa Sprawiedliwości, a także odpowiedzi, jaką ministerstwo udzieliło.

„Skazany Henryk K. odbywa karę 25 lat pozbawienia wolności. Z uwagi na zdiagnozowane zaburzenia odbywa ją w oddziale terapeutycznym. Koniec kary przypada na rok 2020. W ocenie psychologa po zakończeniu odbywania kary konieczne będzie prowadzenie wieloletnich, kompleksowych oddziaływań terapeutycznych, z uwzględnieniem psychoterapii oraz farmakoterapii (zgodnie z zaleceniami z opinii seksuologicznej) w stacjonarnej placówce leczniczej. Dyrektor zakładu karnego może wystąpić z wnioskiem do sądu o umieszczenie Henryka K. w ośrodku dopiero na 8 miesięcy przed przewidywanym końcem kary. Sąd po wydaniu opinii biegłych psychiatrów i seksuologa może skierować skazanego do Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym lub orzec zastosowanie nadzoru prewencyjnego sprawowanego przez policję” – czytaliśmy w odpowiedzi ministerstwa na pismo Faktu.

Oto druga część reportażu o Henryku Kukule

Po latach okazało się, że ministerstwo przychyliło się do tej prośby i Henryk Kukuła zostanie odizolowany od społeczeństwa, trafiając do ośrodka w Gostyninie. Decyzję taką podjął Sąd Okręgowy w Rzeszowie na wniosek dyrektora zakładu, w którym przebywa Kukuła. W rozmowie z Fakt24, siostrzenica pierwszej ofiary nie kryła radości. „Bardzo dziękujemy. To naprawdę wspaniała wiadomość” – powiedziała w rozmowie z Faktem.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Policja zastrzeliła podejrzanych o gwałt i morderstwo w Indiach

Indyjska policja zastrzeliła czterech mężczyzn podejrzanych o zgwałcenie i zamordowanie 27-letniej weterynarz w Hajdarabadzie. Mężczyźni przebywali w areszcie, zginęli niedaleko miejsca zbrodni, gdzie zabrali ich policjanci. BBC podało, że mężczyzn zastrzelono po tym jak próbowali zaatakować policjantów na miejscu zbrodni, gdzie zostali zabrani.

Informację o zastrzeleniu podejrzanych potwierdził w rozmowie z Reutersem przedstawiciel lokalnej policji. Według podanych przez niego informacji podejrzani mieli zginąć ok. 3:30 rano czasu lokalnego.

Zastępca komendanta policji w Shamshabadzie, niedaleko Hajdarabadu, N Prakash Reddy poinformował, że ok. 6-6:30 rano policjanci udali się na miejsce zbrodni celem dokonania rekonstrukcji wydarzeń, gdzie podejrzani próbowali odebrać broń funkcjonariuszom. – Doszło do wymiany ognia, w wyniku której wszyscy podejrzani zginęli. Dwaj policjanci zostali ranni – dodał.

Wielu Hindusów na Twitterze wyraża poparcie dla działań policji pisząc o „szybkiej sprawiedliwości”.

27-letnia weterynarz zaginęła w ubiegłą środę. Po kilku dniach znaleziono jej zwęglone zwłoki.

Policja twierdzi, że kobieta przed śmiercią padła ofiarą gwałtu zbiorowego.

Morderstwo na 27-latce doprowadziło do protestów w mieście. Matki dwóch podejrzanych wypowiedziały się publicznie, domagając się kary dla synów, jeśli sąd potwierdzi ich winę.

– Wymierzcie im karę, jakakolwiek by nie była. Też mam córkę – powiedziała jedna z nich. W całym kraju doszło do protestów przeciwko przemocy wobec kobiet, organizowano też czuwania w intencji ofiary.

Na bramie osiedla, na którym mieszkała ofiara, wywieszono transparent z hasłem: „Żadnych mediów, policji, obcych – żadnego współczucia, tylko działanie, sprawiedliwość”.

Trzech policjantów zawieszono w związku z podejrzeniami, że działali zbyt opieszale po tym jak rodzina zgłosiła zaginięcie 27-latki. Policjanci sugerowali rodzinie, że kobieta mogła po prostu uciec z domu.
Źródło info i foto: rp.pl

Rosja: Naukowiec-morderca z Petersburga może mieć inne zbrodnie na koncie

Naukowiec-morderca z Petersburga, oskarżony o zamordowanie swojej asystentki, może mieć na koncie inne zbrodnie. 63-letni Oleg Sokołow w weekend został zatrzymany z torbą, w której odnaleziono odcięte ręce kobiety. Zabójstwa 24-letniej Anastazji Jeszczenko – swojej studentki i kochani – miał dokonać w afekcie. Sokołow jest znanym historykiem, specjalistą od wojen napoleońskich.

Słynny historyk został zatrzymany w sobotę 9 listopada, gdy wpadł do Mojki – rzeki w Petersburgu. Okazało się, że próbował wyrzucić worek z odciętymi rękami młodej kobiety. W jego mieszkaniu znaleziono rozczłonkowane ciało 24-letniej Anastazji Jeszczenko – jego studentki, współpracownicy i kochanki.

Sokołow przyznał się do morderstwa, zeznał, że to jedyny taki czyn w jego sprawiedliwym i porządnym życiu. Powiedział, że do morderstwa doszło podczas kłótni. Twierdzi, że kobieta sama chwyciła za nóż. Myślałem, że to ideał, a ona stała się koszmarem – zeznał Sokołow.

63-latek powiedział, że zastrzelił kobietę w swoim mieszkaniu, a po dwóch dniach postanowił pozbyć się ciała. Po wszystkim chciał w stroju Napoleona popełnić samobójstwo przed Twierdzą Pietropawłowską.

Rzucał nią, aż się trzęsły ściany

„Komsomolskaja Prawda” dotarła do sąsiada Sokołowa. Wspomina on, że w noc, kiedy doszło do zabójstwa, słyszał kłótnię pary. Anastazja chciała jechać na urodziny przyjaciółki, a 63-latek robił jej sceny zazdrości. W pewnym momencie słychać było jak Jeszczenko nazywa swojego partnera „draniem”. Wtedy Sokołow zaczął krzyczeć, że jest niewdzięczna.

Według sąsiada chwilę później pokój się zatrząsł – twierdzi, że naukowiec musiał rzucić kobietą. Samego morderstwa, momentu strzału, nie słyszał.

Już kiedyś miał spowodować śmierć człowieka

Pod adresem Sokołowa wciąż pojawiają się nowe oskarżenia. Według niektórych ten weteran historycznych rekonstrukcji miał w 1981 roku doprowadzić na Bałtyku do utonięcia zabytkowego okrętu i śmierci człowieka – napisał o tym na blogu pisarz Andriej Jegorow. 25-letni wówczas Oleg Sokołow brał udział w zdjęciach do filmu pod adresem Jurija Giermana „Młoda Rosja”. Był tak nieodpowiedzialny, że utopił statek i człowieka – pisze Jegorow.

Ciągle wraca także sprawa studentki z 2008 roku. Kobieta twierdziła, że Sokołow pobił ją, przywiązał do krzesła i groził, że oszpeci ją gorącym żelazem.

Rosyjskie media piszą i zwracają uwagę także na tajemniczą śmierć pierwszej żony Sokołowa. Szef Komitetu Śledczego Aleksandr Bastrykin, wprost powiedział, że bada się także inne epizody z przeszłości petersburskiego docenta.

Oleg Sokołow był uznanym naukowcem, specjalistą od wojen napoleońskich. Otrzymał nawet Order Legii Honorowej od francuskiego prezydenta Jacquesa Chiraca. Mieszkał w prestiżowej dzielnicy, miał wpływowych patronów, wśród których był m.in. kontrowersyjny biznesmen Wiktor Baturin.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Seria zabójstw w St. Louis. Od kwietnia zamordowano 12 dzieci

Miastem St. Louis w stanie Missouri w USA wstrząsnęła seria zabójstw. Od kwietnia zamordowano tam 12 dzieci. Wszystkie ofiary miały rany postrzałowe. Władze miasta zaoferowały łącznie 100 tys. dolarów nagrody dla osób, które posiadają informacje, mogące pomóc w wyjaśnieniu niektórych zbrodni. O sprawie informują zagraniczne media, m.in. „The New York Times” i CNN.

Od kwietnia w miejscowości St. Louis w Stanach Zjednoczonych zastrzelonych zostało już co najmniej 12 dzieci i nastolatków. Ofiary miały od dwóch do 16 lat. Jak informuje „The New York Times”, liczba zabójstw dzieci, dokonanych przy użyciu broni w St. Louis od początku roku, jest najwyższa od ostatnich pięciu lat.

Najwyższy wskaźnik morderstw

Od 2014 r. St. Louis ma najwyższy w całym kraju wskaźnik morderstw. Według danych lokalnej policji, w ubiegłym roku w mieście doszło w sumie do 186 zabójstw, a od początku 2019 r. odnotowano już 134 morderstwa.

100 tys. dolarów nagrody

W sobotę władze miasta wyznaczyły po 25 tys. dolarów nagrody za informacje, które mogłyby pomóc w aresztowaniu zabójców dzieci poniżej 10. r. życia. Łącznie za pomoc w śledztwie władze miasta oferują 100 tys. dolarów.

Kto to robi? Kto strzela w kierunku trzylatka? Kto strzela w kierunku siedmiolatka, ośmiolatka lub 10-latka? Proszę, pomóżcie policji w rozwiązaniu tych zbrodni – zaapelowała na sobotniej konferencji prasowej burmistrz miasta Lyda Krewson. Zaznaczyła, że nagroda obowiązuje do 1 września.

Ofiary

Najmłodsza ofiara miała zaledwie dwa lata. Był to dwuletni Kyaden, który został zabity 30 kwietnia wraz ze swoją 18-letnią matką. Jak informuje „The New York Times”, zostali znalezieni martwi we własnym domu przez policjantów, którzy przybyli na miejsce po zgłoszeniu o strzelaninie. Matka i syn mieli schować się w szafie przed włamywaczami.

Kolejną ofiarą była 16-letnia Kristina. Dziewczyna została znaleziona martwa w pobliżu szkoły w St. Louis 23 maja. Miała rany postrzałowe.

8 czerwca w pobliżu parku Fairground odnaleziono martwego 16-letniego Jashona. Jak informuje CNN, nastolatek miał wiele ran postrzałowych. Kiedy na miejsce tragedii, około godz. 22.30, przyjechała policja, chłopak już nie oddychał. Został zabrany do szpitala, ale nie udało się przywrócić funkcji życiowych.

Niecałe 24 godziny później zastrzelona została trzyletnia Kennedi. Zamordowano ją, gdy jadła pizzę przed swoim domem – donosi CBS News. Podczas tego incydentu ranna została też inna, sześcioletnia dziewczynka. Ulice nie są już bezpieczne, nawet dla dzieci. To teraz strefa wojny – powiedziała matka rannej sześciolatki, którą cytuje CNN.

Kolejnymi ofiarami były 11-letnia Charnija i 16-letnia Myiesha. Pierwsza z nich zmarła 11 czerwca. Policjanci, którzy zostali wezwani na miejsce, odnaleźli nastolatkę z raną postrzałową głowy. Dziewczyna została zabrana do szpitala, ale nie udało się jej uratować. Dzień później, 12 czerwca, również z raną postrzałową głowy została znaleziona martwa Myiesha – informuje CNN.

Dwa tygodnie później, 25 czerwca, do szpitala w stanie krytycznym trafił 15-letni Derrel. Miał wiele ran postrzałowych. Chłopca nie udało się uratować.

19 lipca zamordowany został 10-letni Eddie. Do zabójstwa doszło, gdy nastolatek razem z rodziną siedział na werandzie. Jak donosi CNN, w pewnym momencie przed dom podjechał ciemnoniebieski SUV. Z samochodu otwarto ogień w kierunku chłopca.

Kolejną ofiarą był siedmioletni Xavier. Został zastrzelony 12 sierpnia, gdy razem z siostrami bawił się na podwórku ich domu. Chłopiec został trafiony, gdy dwóch mężczyzn wymieniało strzały na pobliskiej ulicy – informuje CNN.

18 sierpnia w dzielnicy Carr Square zamordowany został z kolei 16-letni Jason. Podobnie jak inni, zmarł w wyniku wielu ran postrzałowych.

Kolejna ofiara to ośmioletnia Jurnee. Ona, dwóch innych nastolatków oraz kobieta zostali ranni podczas meczu piłki nożnej w szkole średniej, gdy doszło tam do strzelaniny. Ośmiolatka nie przeżyła.

Ostatnią ofiarą był 15-letni Sentonio. Na policję zadzwoniła osoba, która przedstawiła się jako przyjaciel nastolatka. Przekazała, że chłopak został zastrzelony, gdy wracał do domu. Policja, która przybyła na miejsce, odnalazła 15-latka, ale chłopak już nie żył.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Dziś rozpocznie się proces ws. gwałtu i zabójstwa 15-letniej Małgosi. W sprawie niesłusznie skazany został Tomasz Komenda

O 9.30 przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu rozpocznie się proces ws. gwałtu i zabójstwa 15-letniej Małgosi z Jelcza-Laskowic. Do zbrodni doszło w Miłoszycach w noc sylwestrową 1997 roku. W 2003 roku to właśnie za tę zbrodnię niesłusznie został skazany Tomasz Komenda, który w więzieniu spędził 18 lat.

Przed laty to Tomasz Komenda został skazany za gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi w Miłoszycach. Komenda do aresztu trafił w 2000 roku, a w 2003 r. Sąd Okręgowy we Wrocławiu skazał go na 15 lat więzienia. Rok później sąd drugiej instancji zaostrzył karę do 25 lat, a sprawa otarła się jeszcze o SN, ale wyrok już się nie zmienił.

Po latach policjanci i prokuratorzy wrócili do śledztwa, bo pojawiły się nowe dowody. 15 marca 2018 r. wrocławski sąd penitencjarny warunkowo zwolnił Tomasza Komendę z dalszego odbywania kary, natomiast 16 maja 2018 r. Sąd Najwyższy oczyścił go ze wszystkich zarzutów. Teraz Komenda domaga się prawie 19 mln zł zadośćuczynienia i odszkodowania.

W ponownym procesie zbrodni miłoszyckiej na ławie oskarżonych zasiądą Ireneusz M. oraz Norbert Basiura (zgodził się na publikację swoich danych – przyp.red). To właśnie ich śledczy oskarżyli o gwałt i zabójstwo 15-letniej Małgosi. Proces, który poprowadzi sędzia Marek Poteralski, rozpocznie się dziś o godz. 9.30.

Wiadomo, że sędzia chce, by odbywały się co najmniej trzy posiedzenia w miesiącu, a prokuratura zamierza przesłuchać ponad 130 świadków. Prawdopodobnie w morderstwo była zamieszana jeszcze jedna osoba – jej poszukiwania cały czas trwają.

Zbrodnia miłoszycka

Do zbrodni doszło w nocy z 31 grudnia 1996 roku na 1 stycznia 1997 roku. W jednej z dyskotek w Miłoszycach odbywała się wówczas zabawa sylwestrowa, na którą wybrała się pochodząca z Jelcza-Laskowic 15-letnia Małgosia. Wiadomo, że tuż po północy do dziewczyny, która stała na zewnątrz podszedł chłopak. Powiedział, że ma na imię Irek, jest jej bratem i odprowadzi ją do domu. 15-latka poszła z nim, mimo iż nie miała brata. Do domu nigdy nie wróciła.

Ciało dziewczyny znaleziono następnego dnia na podwórku jednej z posesji. Małgosia zmarła wskutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran.

Kim są oskarżeni?

Ireneusza M. śledczy zatrzymali w czerwcu 2017 r., nie przyznał się do zabójstwa dziewczyny. Wiadomo, że mężczyzna został przez śledczych przesłuchany zaraz po zbrodni, bo był jednym z uczestników zabawy sylwestrowej. Ze szczegółami opisał wówczas skarpetki Małgosi – 15-latka miała je na sobie, gdy znalezioną jej ciało. Wówczas na podstawie badań DNA oraz odcisku szczęki wykluczono go jednak z grona podejrzanych.

Prokuratorzy, którzy badają sprawę, nie mają jednak wątpliwości, że M. jest jednym ze sprawców. Mówią o mocnych dowodach. Mężczyzna był już karany za gwałty, a za jeden z nich w 2015 r. sąd skazał go na sześć lat więzienia.

Drugi z oskarżonych – Norbert Basiura – został zatrzymany we wrześniu zeszłego roku, 21 latach od zbrodni w Miłoszycach. W chwili zabójstwa nastolatki miał 19 lat i pracował jako ochroniarz w dyskotece, w której bawiła się dziewczyna. Od 14 lat pracował jako strażak w Jelczu-Laskowicach. Przed laty on także został wykluczony z grona podejrzanych.

Teraz śledczy przekonują, że Basiura jest jednym ze sprawców. Podobnie jak M. usłyszał zarzut gwałtu ze szczególnym okrucieństwem oraz zabójstwa Małgosi, twierdzi jednak, że jest niewinny. Pod koniec stycznia Sąd Apelacyjny we Wrocławiu uchylił areszt wobec niego, uznając, że będąc na wolności nie będzie utrudniał postępowania. Obu oskarżonym grozi dożywocie.
Źródło info i foto: onet.pl

Sąd w Gwatemali skazał byłego żołnierza na 5160 lat więzienia

Sąd w Gwatemali skazał w środę byłego żołnierza na 5160 lat więzienia za udział w masakrze 171 osób, co jest uznawane za jedną z największych zbrodni popełnionych w czasie 36-letniej wojny domowej (1960-96) w tym kraju.

Prokuratorzy poinformowali, że Santos Lopez uczestniczył w 1982 roku w masowych mordach prawie wszystkich mieszkańców, mężczyzn, kobiet i dzieci, w wiosce Dos Erres w departamencie Peten na północy Gwatemali.

Masakra w Dos Erres jest jedną z ponad 660 udokumentowanych przez gwatemalską komisję prawdy.

Lopez został oskarżony o to, że był członkiem elitarnej formacji armii Kaibiles, wysłanej do Dos Erres w celu odnalezienia członków grupy partyzanckiej, która dokonała zasadzki na konwój wojskowy. Kiedy patrol nie znalazł partyzantów ani broni, wyciągnął wieśniaków z domów; żołnierze zgwałcili wiele młodych dziewcząt. Aby ukryć gwałty, wojskowi zabili prawie wszystkich mieszkańców wsi.

Nie jest w pełni władz umysłowych

Do masakry doszło za prezydentury Efraina Riosa Montta (od marca 1982 do sierpnia 1983), jednego z najbardziej krwawych dyktatorów w Ameryce Środkowej. Montt, który był oskarżany o zbrodnie ludobójstwa wobec Indian, zmarł w kwietniu br. w wieku 91 lat. W maju 2013 r. został skazany na 80 lat więzienia za zbrodnie wojenne i zbrodnie ludobójstwa. Uznano go wówczas za sprawcę śmierci 1771 Majów z plemienia Ixil.

Proces został jednak po 10 dniach unieważniony przez Trybunał Konstytucyjny z powodu „błędów proceduralnych”. Ponowny proces miał rozpocząć się w 2015 r., jednak eksperci z państwowego instytutu medycyny sądowej orzekli, że były dyktator nie jest w pełni władz umysłowych i jego stan uniemożliwiał postawienie go przed sądem.

Według szacunków ONZ ofiarą wojny domowej padło 200 tysięcy Gwatemalczyków, głównie Majów. Siły rządowe i sprzymierzone z nimi jednostki paramilitarne stosowały taktykę spalonej ziemi: wkraczały do zamieszkanych przez Majów wsi, dokonywały tortur i gwałtów, mordowały bezbronną ludność, którą podejrzewały o pomaganie lewicowej partyzantce. Tylko w latach 1980-1983 wojsko zrównało z ziemią 626 wsi indiańskich zamieszkanych przez „buntowników” i zabiło 138 tysięcy chłopów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Gdańsk: Jest wyrok w sprawie zabójstwa żony. Mężczyzna przez lata ukrywał zbrodnię

W Sądzie Okręgowy w Gdańsku zapadł nieprawomocny wyrok w sprawie zabójstwa kobiety w 2009 roku. Mąż ofiary został skazany na karę 25 lat pozbawienia wolności oraz na 8 lat pozbawiania praw publicznych. To on udusił żonę, a jej zwłoki zakopał w ich wspólnym ogródku. Mąż zgłosił zaginięcie żony. Okazało się, że doskonale wiedział, gdzie jest. 16 czerwca 2009 założył jej foliowy worek na głowę i udusił. Zwłoki ukrył w swoim ogrodzie. Wykopał dół, który przykrył wapnem, betonowymi płytami i ziemią. Teraz mężczyzna za to odpowie.

O sprawie informuje RMF FM. Sprawa z 2009 roku z Rumi wraca, bo wtedy nie udało się odnaleźć kobiety, ale na początku 2016 roku jej matka przekazała służbom informacje, które pozwoliły na wszczęcie śledztwa. We wrześniu 2016 roku w obecności biegłego i przy wykorzystaniu georadaru odkryto miejsce zakopania zwłok, przeprowadzono ekshumację. 51-letni mąż ofiary usłyszał zarzuty znęcania się nad żoną i jej zabójstwa. Wyszło na jaw, że w internecie szukał informacji na temat skutecznego sposobu zabicia drugiego człowieka. Nie przyznał się jednak do winy.

Sąd za zabójstwo żony skazał go na karę 25 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: wp.pl