Dziecko przygniecione przez bryczkę. Pijany woźnica uciekł z miejsca zdarzenia

Czworo dzieci zostało rannych w wyniku przewrócenia się bryczki na terenie zespołu zamkowego w Sobkowie (świętokrzyskie). Woźnica uciekł z miejsca zdarzenia. Jak się później okazał był pijany. Do zdarzenia doszło w niedzielę na terenie zamku rycerskiego w Sobkowie w powiecie jędrzejowskim. Bryczką podróżowało czworo dzieci w wieku od 3 do 8 lat wraz z dwiema matkami.

Nadkomisarz Kamil Tokarski, oficer prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach poinformował, że w pewnym momencie bryczka przewróciła się, a wszyscy pasażerowie z niej wypadli.

Dzieci trafiły do szpitala

– Jedno z dzieci zostało przygniecione. Do szpitala ostatecznie zabrano czworo dzieci – trzy dziewczynki w wieku 7-8 lat i trzyletniego chłopca – przekazał nadkomisarz Kamil Tokarski, rzecznik prasowy świętokrzyskiej policji.

Dzieci z obrażeniami niezagrażającymi życiu zostały przewiezieni do szpitala.

Woźnica uciekł z miejsca zdarzenia. Policja odnalazła go w miejscu zamieszkania. 53-letni mężczyzna był pijany, miał prawie 0,8 promila alkoholu w organizmie. Został zatrzymany. Grozi mu do dwóch lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Toruń: Atak nożem na jednym z osiedli

To miał być spokojny, jesienny wieczór na osiedlu Wrzosy w Toruniu. – Najpierw ciszę przerwały krzyki, potem sygnał karetki pogotowia – opisują zdarzenie „Nowości”. Chodzi o dantejskie sceny, które rozegrały się 25 września 2019 roku przy ul. Warzywnej. 32-letnia Ewelina W. jest oskarżona o usiłowanie zabójstwa swojego męża Wojciecha.

Opisywany dramat rozegrał się niemal rok temu na Wrzosach w Toruniu. Sąsiedzi poczuli się dziwnie, gdy na ul. Warzywnej zaroiło się od policji. Wszystko za sprawą nie pierwszej już kłótni Eweliny i Wojciecha Ł.. Poszło o to, że alkoholizm znów przejął kontrolę nad kobietą. Efekt? Mężczyzna przyjął cios nożem w klatkę piersiową. Miał kolosalne szczęście, gdyż narzędzie nie trafiło w serce. – Najpierw ciszę przerwały krzyki, potem sygnał karetki pogotowia. Badanie po dramacie wykazało, że kobieta miała we krewi blisko 2,5 promila alkoholu – czytamy na portalu „Nowości”.
Źródło info i foto: se.pl

Wybuch w Kamiennej Górze. Zarzuty dla pracownika spółki gazowej

Wybuch gazu doprowadził do znacznego uszczerbku na zdrowiu 12-letniej Martyny. Do zdarzenia doszło w Kamiennej Górze. Według informacji lekarzy nastolatka ma poparzone nawet 90 proc. powierzchni ciała. Kamienna Góra w województwie dolnośląskim. Właśnie tam doszło do wybuchu gazu, w wyniku którego 12-letnia Martyna walczy o życie. Jej stan lekarze określają jako ciężki. – Dziś wiemy, że oparzenia mogą obejmować nawet 90 procent ciała dziewczynki – mówił w rozmowie z RMF FM dr Witold Miaśkiewicz.

Kamienna Góra. Wybuch gazu. 12-latka z poparzeniami 90 proc. ciała

Wybuch gazu całkowicie zdestabilizował stan 12-latki. Kierownik oddziału chirurgii i traumatologii dziecięcej Szpitala w Ostrowie Wielkopolskim dodał, że przeprowadzono już pierwsze działania chirurgiczne w obrębie ran dziewczyny. Martyna walczy też z niewydolnością wielonarządową.

Miaśkiewicz poinformował również, że 12-latka przebywa obecnie w śpiączce farmakologicznej. Ma także poparzenia dróg oddechowych, co wiąże się z koniecznością jej mechanicznego wentylowania. – Rokowania są złe, ale walczymy – podkreślił lekarz.

W wyniku eksplozji rannych zostało sześć osób, w tym pracownik firmy, która prowadziła prace w budynku. Dziewczyna została zabrana do szpitala śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.
Źródło info i foto: wp.pl

Trwa wyjaśnienie okoliczności śmierci 31-letniej pracowniczki McDonald’s w Ostrowcu Świętokrzyskim

Trwa wyjaśnianie okoliczności śmierci 31-letniej pracowniczki restauracji McDonald’s w Ostrowcu Świętokrzyskim. Na kobietę w nocy z soboty na niedzielę przewrócił się regał w chłodni. „Niezwłocznie po zdarzeniu do restauracji zostały wezwane odpowiednie służby, które zabezpieczyły miejsce wypadku i badają zdarzenie. Dodatkowo specjalna komisja przystąpiła do ustalania przyczyn wypadku” – komentuje w oświadczeniu McDonald’s Polska. Do tragedii doszło w niedzielę ok. godz. 2 w nocy w restauracji McDonald’s przy al. 3 Maja w Ostrowcu Świętokrzyskim.

– Ze zgłoszenia wynikało, że 31-letnia pracownica, mieszkanka Ostrowca, wykonywała pracę w chłodni. Z nieznanych przyczyn przewrócił się na nią regał o wymiarach 10 metrów na 1,6 metra – mówiła w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” asp. Beata Grubner z Komendy Powiatowej Policji w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Nieprzytomną kobietę po 10 minutach znalazł inny pracownik, który rozpoczął reanimację. 31-latki nie udało się jednak uratować. Spółka McDonald’s Polska w cytowanym przez portal Ostrowiecka.pl oświadczeniu podkreśliła, że rodzina pracownicy oraz zespół restauracji otrzymają wsparcie psychologiczne.

„Bezpieczeństwo pracowników i gości to nasz priorytet. Niezwłocznie po zdarzeniu do restauracji zostały wezwane odpowiednie służby, które zabezpieczyły miejsce wypadku i badają zdarzenie. Dodatkowo specjalna komisja przystąpiła do ustalania przyczyn wypadku. Współpracujemy z odpowiednimi organami” – czytamy w komunikacie. Restauracja, w której doszło do wypadku, została zamknięta. Na razie nie wiadomo, kiedy zostanie ponownie otwarta.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

6-miesięczne dziecko trafiło do szpitala. Zarzuty i areszt dla rodziców za znęcanie się nad dzieckiem

Do ośmiu lat więzienia grozi 32-letniej mieszkance powiatu malborskiego, podejrzanej o znęcanie się nad sześciomiesięczną córką. Kobiecie i jej 38-letniemu mężowi postawiono też w weekend zarzut znęcania nad trójką starszych dzieci.

Maria i Marcin L. w piątek zgłosili się do szpitala z sześciomiesięczną córką, która miała urazy na głowie. Oboje twierdzili, że dziecko upadło na podłogę. Oceniając charakter obrażeń lekarze nie dali jednak temu wiary i zawiadomili policję. Kobieta została zatrzymana jeszcze w szpitalu, mężczyzna dzień później.

Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku poinformował, że Maria L. usłyszała zarzut znęcania się nad dzieckiem i spowodowanie u niego obrażeń ciała narażających na utratę życia bądź ciężki uszczerbek na zdrowiu. Przestępstwo to jest zagrożone karą od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia.

Odebrano im dzieci

– Stan niemowlęcia jest dobry i stabilny, jest pod opieką lekarzy – uspokoił Duszyński.

Prokurator poinformował, że już od maja prowadzone jest też postępowanie w sprawie znęcania się przez małżeństwo L. nad trójką starszego potomstwa. Sąd już odebrał parze opiekę nad dziećmi i przekazał je rodzinie zastępczej. Zdarzenie z sześciomiesięczną dziewczynką przyspieszyło decyzję prokuratorów o postawieniu parze zarzutów w związku ze znęcaniem nad starszymi dziećmi. Oba śledztwa zostały też połączone.

W niedzielę prokuratura postawiła obojgu rodzicom zarzut znęcania się psychicznego i fizycznego nad trójką pozostałych potomków. Podejrzani nie przyznali się do winy i złożyli wyjaśnienia. Prokuratura złożyła do sądu w Malborku wnioski o trzymiesięczne areszty dla rodziców. Sąd przychylił się do tych wniosków.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Matka wyrzuciła noworodka przez okno. Policja ustala motyw

W jednej z podopolskich wsi (woj. opolskie) kobieta wyrzuciła przez okno domu jednorodzinnego swoje własne dziecko. Zarówno noworodek jak i jego matka trafili do szpitala. Życiu dziecka nie zagraża niebezpieczeństwo. Na razie nie wiadomo, dlaczego kobieta wyrzuciła noworodka.

Szokujące informacje z Opolszczyzny. W jednym z tamtejszych domów jednorodzinnych o mały włos nie doszło do tragedii, gdy – z nieznanych dotąd przyczyn – kobieta wyrzuciła noworodka przez okno.

Jak informuje „Nowa Trybuna Opolska” zgłoszenie o tym zdarzeniu wpłynęło na policję w sobotę 15 sierpnia około godziny 23.00. Wiadomo już, że gdy kobieta wyrzuciła własne dziecko przez okno, to w domu byli także inni członkowie rodziny. I to właśnie oni wezwali pomoc.

Noworodek i jego matka, trafili do szpitala. – W tej chwili życiu dziecka nie zagraża niebezpieczeństwo. Zarówno noworodek, jak i jego mama znajdują się obecnie pod opieką lekarzy. Wyjaśniamy okoliczności zdarzenia – informuje młodszy aspirant Dariusz Świątczak z Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu. Zarówno matka, jak i pozostali domownicy, byli trzeźwi.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Głogów: 6-latek wypadł z 2. piętra. Ojciec pijany

Chłopiec wypadł z drugiego piętra. Trafił do głogowskiego szpitala, ale jego stan zaczął się pogarszać, dlatego zapadła decyzja o przetransportowaniu dziecka do Wrocławia. Ojciec 6-latka miał 2 promile i w momencie zdarzenia znajdował się w innym pokoju. Do zdarzenia doszło w niedzielę wieczorem w Głogowie (woj. wielkopolskie). Przechodzień zauważył dziecko leżące pod blokiem i powiadomił służby. Okazało się, że chłopiec wypadł z okna, które znajdowało się na drugim piętrze bloku – podaje portal info112.pl.

6-latek trafił do głogowskiego szpitala. Nagle jego stan zaczął się pogarszać. Badania wykazały, że dziecko ma obrażenia wielonarządowe i sporo złamań. Chłopca przetransportowano do placówki we Wrocławiu. Jego stan jest ciężki, ale stabilny. Według serwisu regionfan.pl, 6-latkiem w momencie wypadku opiekował się ojciec, który znajdował się w innym pomieszczeniu i był pijany. W mieszkaniu znajdowało się również inne dziecko, a matka była w pracy.

Podczas zdarzenia ojciec chłopca miał około dwa promile alkoholu w organizmie. Mężczyzna został zatrzymany. W poniedziałek przed południem nadal nie mógł być przesłuchany, bo wciąż był nietrzeźwy.
Źródło info i foto: wp.pl

Berlin: Samochód wjechał w grupę ludzi. 7 osób rannych

Rano w Berlinie w okolicach dworca kolejowego ZOO samochód wjechał w grupę ludzi. Siedem osób zostało rannych, z czego pięć ciężko. Poszkodowany jest też kierowca samochodu, który został zatrzymany. Na razie policja nie podaje, czy było to celowo działanie.

Do zdarzenia doszło rano po godzinie siódmej na Hardenbergplatz w centrum Berlina. Samochód marki mercedes typu SUV z niewyjaśnionych dotąd przyczyn wjechał w grupę ludzi. Co najmniej siedem osób zostało rannych, z czego pięć ciężko. Ratownicy musieli użyć specjalistycznych narzędzi, by spod samochodu wyciągnąć jedną osobę. Jak podaje berlińska straż pożarna na Twitterze, na miejsce wysłano helikopter ratunkowy.

Policja szybko odgrodziła miejsce tragedii. Na miejscu pracują ratownicy, śledczy oraz funkcjonariusze z psami, które wykrywają ślady ładunków wybuchowych. Na razie policja nie podaje szczegółów zdarzenia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Gangsterskie porachunki w Sycowie. Z maczetami na ulicy

W ubiegłą niedzielę na ulicach Sycowa miało dojść do gangsterskich porachunków. Po ulicach miasta biegali mężczyźni uzbrojeni w maczety. Na miejscu pojawiła się policja, ale napastnikom udało się zbiec. Jak informuje portal olesnicainfo.pl, w niedzielę na ulicach Sycowa doszło do niecodziennych zdarzeń. Mieszkańcy byli bowiem świadkami bójki kilku mężczyzn, którzy posługiwali się m.in. maczetami. Jeden z mieszkańców zatelefonował na policję, ale zanim radiowóz pojawił się na miejscu zdarzenia, grupce udało się uciec.

W tej chwili funkcjonariusze prowadzą czynności wyjaśniające w sprawie. Próbują ustalić m.in. czy w niedzielę albo poniedziałek do szpitala zgłosili się jacyś ranni, mający obrażenia wskazujące na atak maczetą.

Syców. Gangsterskie porachunki. Biegali z maczetami po ulicach

Jeszcze w niedzielę policja sprawdziła wszystkie miejsca, w których widziano mężczyzn z maczetami i nożami. Śledczy informują, że we wskazanych lokalizacjach nie znaleziono śladów krwi, co daje nadzieję, że żadnemu z uczestników starcia nie stało się nic poważnego.

Równocześnie policjanci analizują zapis monitoringu z lokalnych kamer. Na kilku nagraniach widać uciekającego, jak i goniących go mężczyzn. Mundurowi zapowiadają też, że przeanalizują również numery tablic rejestracyjnych, bo na jednym z filmów można dostrzec samochód, z którego wychodzą napastnicy.

Mieszkańcy Sycowa są zaniepokojeni sytuacją, jaka miała miejsce w niedzielę, bo do porachunków doszło w ciągu dnia, gdy na podwórkach znajdowały się bawiące dzieci. Dlatego też mają nadzieję, że policja znajdzie krewkich napastników, co bez wątpienia przyczyni się do wzrostu bezpieczeństwa w mieście.
Źródło info i foto: wp.pl

34-latek zgubił torebkę z heroiną. Poprosił policjantów o pomoc w poszukiwaniach zguby

Do nietypowej sytuacji doszło w stolicy Włoch, Rzymie. Młody mężczyzna poprosił policję o pomoc w odszukaniu torebki z heroiną, którą zostawił w pociągu. Policjantom wytłumaczył, że w środku znajdowały się lekarstwa ratujące jego życie. O zdarzeniu poinformował portal Roma Today. Mężczyzna przyjechał do Rzymu w sobotę 18 lipca ze znajdującej się na północy miejscowości Viterbo. O zgubionej przez siebie torebeczce poinformował policjantów jeszcze na stacji kolejowej.

Funkcjonariusze policji nie potrzebowali dużo czasu, aby odnaleźć zgubę. Po zwróceniu się do kierownika pociągu udało im się odzyskać przedmiot. Podejrzenia policji wzbudziła nie tylko zawartość torebeczki, lecz także fakt, że mężczyzna, który poprosił ich o pomoc, miał – jak czytamy w artykule na włoskim serwisie – narkotykową przeszłość.

Zawartość torebki wysłano do laboratorium w celu analizy składu chemicznego. Wkrótce okazało się, że substancja, która według mężczyzny była lekarstwem ratującym jego życie, jest tak naprawdę heroiną. 34-latek został zatrzymany. Usłyszał zarzut posiadania narkotyków w celu ich sprzedania.
Źródło info i foto: Gazeta.pl