Nowe info w sprawie zatrzymanego dziennikarza Kamila D. Spowodował kolizję pod wpływem alkoholu

W sobotę po południu Kamil D. miał wyjść na wolność, ale tak się nie stało. Wcześniej na posterunku pojawiła się prawniczka, która prawdopodobnie reprezentuje dziennikarza. W jej Kamil D. obecności miał złożyć zeznania w związku z piątkową kolizją. Jak ustalił nieoficjalnie portal Fakt24.pl, dziennikarz wciąż nie może tego zrobić ze względu na swój stan. By zeznawać, musi być bowiem całkowicie trzeźwy.

Portal pisze: „Na komendzie pojawiła się kobieta, prawniczka, która prawdopodobnie ma reprezentować dziennikarza. Weszła głównym wejściem. Potem jeden z policjantów przestawił jej auto na teren komendy. Kobieta wyjechał z niej tylną bramą, ale sama. Kamil D. nie wyszedł ani nie wyjechał razem z nią. To oznacza, że wciąż pozostaje do dyspozycji policjantów. Najprawdopodobniej właśnie dlatego, że wciąż nie jest w stanie złożyć zeznań”.

Do wypadku z udziałem gwiazdy dziennikarstwa doszło wczoraj wczesnym popołudniem, na trasie A1 na wysokości Piotrkowa Trybunalskiego – podaje serwis piotrkowski24.pl. Samochód, którym według świadków wydarzenia poruszał się znany dziennikarz, uderzył w pachołki rozdzielające jezdnię. Jeden z pachołków uderzył w jadący z naprzeciwka samochód.

Kiedy na miejsce przyjechała policja, okazało się, że dziennikarz jest pijany. – Kierujący miał ponad 2,5 promila w wydychanym powietrzu – poinformował serwis asp. Ilona Sidorko, oficer prasowy policji w Piotrkowie Trybunalskim. Jak wynika z relacji świadków wypadku, Kamil D. wychodząc z auta, „ledwo trzymał się na nogach”.

Kamil D. jest dziennikarzem radiowym i telewizyjnym, pracował m.in. w Telewizji Polskiej (1993-2006) i TVN-nie (2006-2015). Od października 2016 roku do kwietnia br. Kamil D. prowadził serwis Silesion.pl.
Źródło info i foto: dorzeczy.pl

Są szczegóły zeznań matki zaginionego Dawida Żukowskiego

Dawid Żukowski zaginął ponad tydzień temu. Pojawiają się szczegóły zeznań jego matki. Po wymianie wiadomości z mężem nie przypuszczała, że Dawidowi coś grozi. Miała sądzić, że są to kolejne złośliwości jej męża.

Dawid Żukowski zaginął w środę tydzień temu. Paweł Ż. zabrał syna z domu w Grodzisku Mazowieckim ok. godz. 17. Paweł Ż. miał go zawieźć do Warszawy do matki. Podróżował z chłopcem szarą skodą fabią o nr. rejestracyjnym WGM 01K9. Przed godz. 21 policjanci dostali zgłoszenie, że ojciec Dawida został śmiertelnie potrącony przez pociąg relacji Skierniewice-Warszawa. Miał popełnić samobójstwo. Maszynista pojazdu powiedział, że mężczyzna oczekiwał na przejazd pociągu i rzucił się pod niego. O północy matka Dawida zgłosiła zaginięcie syna.

Pojawiły się pytania, dlaczego matka tak późno powiadomiła służby.

Jak donosi TVP Info, powołując się na informacje ze śledztwa, kobieta nie przypuszczała, że chłopcu może grozić coś złego. Matka Dawida Żukowskiego po otrzymaniu wiadomości, że już więcej nie zobaczy syna, była przekonana, że może to być złośliwe działanie jej męża, a nie realne zagrożenie dla dziecka – czytamy.

Według portalu kobieta zeznała, że w ostatnim czasie ojciec Dawida kilkakrotnie miał nie odwieźć go do niej na czas. Miało się to nasilić po tym, jak wyprowadziła się z Grodziska Mazowieckiego.

Dlatego w poprzednią środę, gdy mąż napisał jej dramatyczną wiadomość, pomyślała, że sytuacja się powtarza. Pojechała zatem do jego domu do Grodziska Mazowieckiego. Zaczęła się martwić, gdy się okazało, że nikogo nie ma w domu, a mąż wyłączył telefon. Zadzwoniła na numer 112, ale dowiedziała się, że zaginięcie musi zgłosić osobiście. Na policji była o 23. 20.

Dawid Żukowski zaginął. Co wiemy o ojcu? „Chodził na terapię”

W tle przewija się cały czas konflikt rodzinny. Kobieta bowiem trzy tygodnie przed tragedią wyprowadziła się z synem z domu i zamieszkała w Warszawie. Pod koniec czerwca zgłosiła, że mąż znęca się nad nią psychicznie.

Spory między nim a żoną miały mieć związek z jego problemami z hazardem. Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, mężczyzna w związku z tym chodził na terapię. Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, i Paweł Ż. i jego żona odbierali synka z przedszkola. W ocenie placówki wyglądało na to, że opiekowali się nim zgodnie.

Dawid Żukowski. Co wiadomo o jego rodzinie?

32-letnia matka 5-letniego Dawida jest Rosjanką. Z Pawłem Ż. poznali się w 2012 roku, dwa lata później wzięli ślub. Mieszkali z synkiem w Grodzisku Mazowieckim. Ona pracuje w Rosyjskim Ośrodku Nauki i Kultury przy Ambasadzie Federacji Rosyjskiej – wynika z nieoficjalnych informacji „GW”. On pracował w dużym przedsiębiorstwie produkującym sprzęt ogrodniczy.

Paweł Ż. ma córkę z pierwszego małżeństwa. Jego poprzednia żona jest Ukrainką. Mężczyzna miał regularnie płącić alimenty.

Dawid Żukowski poszukiwany. „Najczarniejsze scenariusze”

Policja i prokuratura cały czas prowadzą czynności, które mają doprowadzić do odnalezienia chłopca i rozwiązania sprawy. Jednak już oficjalnie zaczyna się mówić o najczarniejszych scenariuszach.
Źródło info i foto: wp.pl

Gwiazda piłki nożnej Neymar oskarżony o gwałt

Brazylijski piłkarz Neymar został oskarżony o gwałt – poinformowały media, powołując się na raport sporządzony przez policję. Do zdarzenia miało dojść 15 maja w Paryżu, ale ofiara, obywatelka Brazylii, złożyła zeznania dopiero po powrocie do kraju. Na stronie internetowej gazety „O Globo” relacjonowano, że w odpowiedzi na pytania dziennikarzy o zarzuty wobec 27-letniego zawodnika Paris Saint-Germain jego przedstawiciele przekazali, iż nie znają jeszcze sprawy i nie wypowiedzą się o niej, dopóki nie zapoznają się ze szczegółami. Jednak powołując się na osobę z najbliższego otoczenia Neymara napisano, że prawnicy Brazylijczyka mają już dostęp do raportu policji w Sao Paolo i są w trakcie jego analizy. Władze Sao Paulo potwierdziły, że dokument, udostępniony publicznie, jest autentyczny.

Na antenie telewizyjnego programu „Brasil Urgente” ojciec i zarazem agent piłkarza Neymar da Silva Santos zaznaczył, że sportowiec pada ofiarą wymuszenia, a dowody zostały sfałszowane.

„Był agresywny, przemocą zmusił ją do stosunku”

Kobieta zeznała, że poznała Neymara przez media społecznościowe, gdzie oboje wymieniali wiadomości. Dodała, że przyleciała do Paryża 15 maja, a piłkarz opłacił jej bilety i zakwaterowanie. Relacjonowała, że już w dniu przyjazdu przyszedł do jej pokoju hotelowego, „prawdopodobnie pod wpływem alkoholu”. Jak napisano w raporcie, po kilku chwilach „rozmowy i wymiany czułości Neymar stał się agresywny i przemocą, wbrew woli ofiary, zmusił ją do odbycia stosunku”. Kobieta poinformowała także, że była później w złym stanie emocjonalnym i nie chciała zgłaszać tego zdarzenia w obcym kraju. Do Brazylii powróciła 17 maja.

Komentarz Neymara

Do całej sprawy bardzo szybko odniósł się sam piłkarz. Gwiazdor PSG nie przyznaje się do winy. Obiecał również, że upubliczni zapis rozmów z kobietą. – Zostałem oskarżony o gwałt, to ciężkie słowa. Byłem zaskoczony, dlatego udostępnię wszystkie rozmowy z tą kobietą. Są bardzo intymne, ale uważam, że to konieczne, by udowodnić nieprawdziwość tych oskarżeń – powiedział na filmiku udostępnionym w mediach społecznościowych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

18-letni napastnik ze szkoły w Brześciu Kujawskim trafi do aresztu

Sąd zdecydował o tymczasowym areszcie dla sprawcy ataku na szkołę w Brześciu Kujawskim. Marek N. trzy miesiące spędzi na oddziale psychiatrii sądowej w areszcie śledczym w Szczecinie. Wcześniej mężczyzna usłyszał zarzuty. Przedwczoraj 18-letni były uczeń szkoły podstawowej wtargnął do budynku z bronią. Postrzelił uczennicę oraz pracownicę szkoły. Wczoraj do późnych godzin wieczornych trwało jego przesłuchanie.

W trakcie wtorkowego, trwającego kilka godzin przesłuchania, prokuratorzy przedstawili 18-latkowi trzy zarzuty. Pierwszy dotyczy usiłowania zabójstwa wielu osób i sprowadzenie niebezpiecznego zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób. Chodzi o wniesienie do szkoły i odpalenie materiałów wybuchów domowej produkcji. Swoich zamiarów – jak podkreśla prokuratura – napastnik nie osiągnął, z uwagi na ucieczkę zagrożonych osób.

Dwa kolejne zarzuty dotyczą usiłowania zabójstwa 11-letniej uczennicy oraz pracownicy szkoły i spowodowania u nich obrażeń skutkujących dłuższym niż tydzień pobytem w szpitalu. Według Super Expressu u rannej 11-latki kilka lat temu zdiagnozowano raka kości. Dziewczynka cały czas jest w trakcie leczenia.

Dostała trzy kule. Jedna na szczęście ominęła obojczyk, ale dwie utkwiły w biodrze. Z miejsca trafiła na stół operacyjny. Przez dwie godziny lekarze wyciągali z niej te kule – mówi tata 11-latki rozmowie z Super Expressem. Okazało się, że jedna z kul drasnęła wątrobę a druga dosłownie o milimetry minęła rdzeń kręgowy – dodaje matka dziewczynki.

18-latek składa obszerne wyjaśnienia

Napastnik przyznał się do winy. W trakcie przesłuchania złożył też obszerne wyjaśnienia – powiedział RMF FM Wojciech Fabisiak z Prokuratury Okręgowej we Włocławku. Śledczy nie chcą jednak mówić o szczegółach. Nie odpowiadają także na pytania dotyczące motywu jakimi kierował się 18-latek. Rutynowo przejdzie on badania psychiatryczne.

Trzeba sprawdzić, czy mężczyzna, o którym wiadomo, że wcześniej leczył się psychiatrycznie – był poczytalny. Od wyników badań będzie zależeć, czy przed sądem będzie mógł odpowiadać za to co zrobił. Grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Była analityk armii USA Chelsea Mannning znów trafiła do aresztu

Była analityk armii USA Chelsea Mannning w czwartek czasu miejscowego po raz kolejny trafiła do aresztu. Powodem jest odmowa przez nią składania zeznań przed wielką ławą przysięgłych w toczącej się przed sądem w Wirginii sprawie demaskatorskiego portalu WikiLeaks. Odmowa składania zeznań została potraktowana jako obraza sądu. Sędzia Anthony Trenga zdecydował, że Manning ma pozostać w areszcie albo do czasu, aż zgodzi się zeznawać, albo do wygaśnięcia kadencji wielkiej ławy przysięgłych (grand jury), co nastąpi za półtora roku. Ponadto nałożył na Manning grzywnę, która po upływie 30 dni będzie naliczana w wysokości 500 dolarów dziennie, a po upływie kolejnych 30 dni dwukrotnie wzrośnie.

Manning odmawia współpracy

– Wolę umrzeć z głodu, niż zdradzić swoje zasady w tej sprawie – oświadczyła Manning na sali sądowej w Alexandrii.

Była analityk wojskowa spędziła już dwa miesiące w areszcie za odmowę zeznań przed wielką ławą przysięgłych w sprawie WikiLeaks i założyciela tego portalu Juliana Assange’a. Po upływie kadencji ławników została w zeszłym tygodniu wypuszczona na wolność, jednak prokuratura wystawiła kolejne wezwanie. Prawnicy Manning argumentują, że ich klientka nie powinna była po raz kolejny trafić do aresztu, ponieważ swoim dotychczasowym postępowaniem udowodniła, że nie skłoni się jej do zeznań. To zaś sprawia, że ponowne jej aresztowanie ma charakter represyjny, a nie środka przymusu.

Taką argumentację odrzuca prokuratura, która wskazuje, że poprzedni pobyt Manning w areszcie trwał zaledwie dwa miesiące i dlatego nie może ona wiedzieć, czy znacznie dłuższy okres pozbawienia wolności nie sprawi, że będzie skłonna złożyć zeznania. Manning odmawia zeznawania w sprawie WikiLeaks i Assange’a. W 2010 roku – wówczas jeszcze przed zmianą płci jako Bradley Manning – udostępniła WikiLeaks setki tysięcy tajnych dokumentów wojskowych na temat interwencji amerykańskiego wojska w Iraku i Afganistanie. W tym samym roku trafiła do aresztu śledczego, a dwa lata później została skazana przez sąd wojskowy na 35 lat więzienia. W 2017 roku Manning wyszła na wolność po siedmiu latach, gdy ówczesny prezydent USA Barack Obama darował jej resztę kary.

Aresztowanie założyciela WikiLeaks

11 kwietnia 2019 roku Assange, który wcześniej przez siedem lat ukrywał się przed brytyjskimi i szwedzkimi organami ścigania w ambasadzie Ekwadoru w Londynie, został aresztowany i obecnie odsiaduje wyrok 50 tygodni więzienia za uchylanie się od stawienia przed brytyjskim sądem. Ekstradycji Assange’a domaga się Szwecja w związku z zarzucanym Australijczykowi gwałtem, a także USA, które oskarżają go o spiskowanie w celu zdobycia dostępu do komputerów z tajnymi danymi rządowymi; jak się przypuszcza, mogą mu zostać postawione dodatkowe zarzuty.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Teneryfa: Są nowe informacje w sprawie zabójstwa w jaskini

43-letni Niemiec podstępem wywiódł swoją żonę i dwoje dzieci w góry Teneryfy, a potem ich zamordował. Mężczyzna został już aresztowany. Pomogły zeznania jego młodszego syna, któremu udało się uciec.

43-letni Thomas H. mieszkał od jakiegoś czasu na Teneryfie. Początkowo podawano, że mężczyzna pracował w rejonie Costa Adeje jako kucharz. Niemieckie media podały jednak, że najprawdopodobniej był bezrobotny i utrzymywał się głównie z najmu, ponieważ jest właścicielem kilku nieruchomości w niemieckim Halle. Sąsiedzi na Teneryfie twierdzili, że mężczyzna bardzo słabo mówił po hiszpańsku.

W ubiegły weekend do mężczyzny przyjechała jego rodzina – żona oraz dwóch synów. Chociaż para była w separacji, kobieta chciała, aby dzieci spędziły z ojcem święta wielkanocne. Według hiszpańskich śledczych 43-latek od jakiegoś czasu planował morderstwo bliskich. Mężczyzna postanowił zabrać rodzinę na wycieczkę w góry. W tym celu wynajął ciemnoniebieskiego busa volkswagena. 43-latek obiecywał specjalny świąteczny piknik w miejscu znanym jako Ifonche, które jest położone między dwoma wąwozami – El Burro (Osioł) i El Infierno (Piekło).

„Młodszemu synowi udało się uciec”

Kiedy dojechali na miejsce, zachęcił żonę Silvię i synów Jakoba i Jonasa, aby weszli do jaskini, gdzie miały się rzekomo znajdować ukryte wcześniej przez niego prezenty świąteczne.Młodszy syn zeznał, że tuż po wejściu do jaskini 43-latek uderzył swoją żonę. – Mój brat się rzucił na tatę, żeby go powstrzymać. Tata odepchnął go. Mama się podniosła, a wtedy on znowu ją uderzył – opowiadał chłopiec. Z jego relacji wynika, że wraz z bratem próbowali powstrzymać ojca i rzucali w niego kamieniami, jednak bezskutecznie. Młodszemu synowi udało się uciec. Dziecko przez kilka godzin chodziło po górach w poszukiwaniu ratunku. Brudnego i zmęczonego chłopca znalazła kobieta mieszkająca w okolicy- Rosi Perez. Ponieważ malec mówił tylko w języku niemieckim, powiadomiła o sprawie policję.

Jak podaje „El Pais”, blisko 100 funkcjonariuszy gwardii cywilnej, policji oraz straży pożarnej szukało jaskini, w której doszło do tragedii. Po dotarciu na miejsce znaleźli ciała kobiety i 10-letniego chłopca. Według mediów, Sylvia miała urazy głowy i krtani, ślady uderzenia na plecach. Dzięki zdjęciom samochodu, który wypożyczył 43-latek, śledczym udało się do niego dotrzeć. Jak się okazuje, ojciec Thomasa H. mieszkał zaledwie dziewięć kilometrów od miejsca, w którym znaleziono zagubionego Jonasa. Podczas przesłuchania stwierdził, że nie wie, gdzie są jego bliscy. „La Vanguardia” zwraca jednak uwagę na fakt, iż miał na twarzy liczne zadrapania, co może sugerować, że żona i syn próbowali się bronić przed jego agresją. Mężczyzna został oskarżony o dwa morderstwa i usiłowanie trzeciego. Odmówił składania zeznań.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Policjant z Brodnicy zgwałcił kobietę w toalecie

Nie może być żadnej taryfy ulgowej za tak ohydne czyny! Policjant z Brodnicy (woj. kujawsko-pomorskie), któremu śledczy postawili zarzut gwałtu czterech kobiet, już stracił pracę. Za to, co zrobił, może na 12 lat powędrować za kraty. Aby jednak udowodnić mu winę przed sądem, niezbędne są zeznania jego ofiar. – Pań skrzywdzonych przez Krzysztofa G. może być więcej. Apeluję do nich o zgłaszanie się do prokuratury – wzywa prokurator rejonowa Alina Szram.

O policjancie gwałcicielu zrobiło się głośno za sprawą jednej z jego ofiar, która odważyła się opowiedzieć o tym, co ją spotkało. Pani Anna (25 l.) była świadkiem w jednej ze spraw w brodnickim sądzie. Przegapiła dwa terminy i w końcu na salę miał ją doprowadzić Krzysztof G. (40 l.), policjant z 13-letnim stażem. W listopadzie 2017 r. zatrzymał kobietę i zawiózł ją na komendę. – Gdy byłam w toalecie, wszedł nagle do środka i mnie zgwałcił – wyznała pani Anna. Drobna kobieta nie miała szans się obronić. Policjant pasjonuje się sztukami walki. Ma czarny pas w karate. – Bałam się, że nie wyjdę stamtąd żywa – mówiła załamana.

Na szczęście pani Anna przełamała strach, opowiedziała o swoim dramacie mężowi, a ten zawiadomił prokuraturę. Policjant został wrzucony ze służby i szybko okazało się, że ma na sumieniu inne gwałty. – Dotąd dotarliśmy do trzech innych jego ofiar – ujawnia prokurator Alina Szram, która robiła co mogła, aby sąd zgodził się na aresztowanie policjanta. Niestety pozostaje on wciąż na wolności, choć ma zakaz opuszczania kraju.

– Ukrywanie gwałtu, duszenie w sobie cierpienia nie pozwala normalnie żyć – mówi nam dr Anita Kucharska-Dziedzic ze Stowarzyszenia BABA. – Skrzywdzona osoba, milcząc, spełnia życzenie sprawcy, który chce, by milczała, by się ciągle go bała. Dobrze mieć świadomość, że sprawcę złapano i ukarano. Odzyskuje się wtedy wiarę w sprawiedliwy świat – dodaje.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Dariusz S., szef ochrony imprezy WOŚP w Gdańsku skłamał ws. plakietki „Media”

Dariusz S., szef ochrony gdańskiego finału WOŚP, usłyszał trzy zarzuty. Jego przesłuchanie trwało ponad cztery godziny. Chodzi o składnie fałszywych zeznań oraz podżegania do składania fałszywych zeznań.

Prokurator Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku poinformowała, że dwa zarzuty dotyczą składania fałszywych zeznań, a trzeci – podżegania do składania fałszywych zeznań. Podejrzany złożył wyjaśnienia, ale nie przyznał się do winy. Na razie nie ma decyzji, czy wobec byłego policjanta Dariusza S. zostanie zastosowany areszt.

Dariusz S. próbował ukryć zaniedbania. Usłyszał zarzuty

W trakcie finału WOŚP 13 stycznia w Gdańsku 27-letni Stefan W. wtargnął na scenę i śmiertelnie ranił prezydenta miasta Pawła Adamowicza. Dariusz S. odpowiadał za zabezpieczenie imprezy. Jak ustaliła prokuratura, mężczyzna przekazał policjantom nieprawdziwe informacje dotyczące identyfikatora z napisem „Media”, dzięki któremu Stefan W. miał wejść na scenę. Według prokuratury doszło do próby utrudnienia dokonania ustaleń.

– Dariusz S. zeznał nieprawdę, próbując ukryć zaniedbania w trakcie zabezpieczania imprezy – powiedziała Wawryniuk.

Informacje takie Dariusz S. przekazał w trakcie przesłuchania 15 stycznia. Dwa dni później próbował uwiarygodnić swoje zeznania i nakłaniał jednego ze swoich pracowników do złożenia takiego samego, fałszywego zeznania.

Jak ustaliło Tvn24.pl, Dariusz S. jeszcze jako policjant, w 2016 roku wszedł w konflikt z prawem. W 2017 roku był oskarżony o pobicie oraz groźby karalne. W momencie, gdy Dariuszowi S. przedstawiono zarzuty miał zostać zawieszony w obowiązkach policyjnych.

Gdańscy śledczy sprawdzają też inne wątki sprawy, między innymi opisywane przez media obawy matki Stefana W., a także informację, że miał on być wcześniej w Warszawie i podejmować próbę dostania się na teren Pałacu Prezydenckiego.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Szef ochrony imprezy WOŚP Dariusz S. usłyszy dwa zarzuty: usłyszy dwa zarzuty oraz podżegania do składania fałszywych zeznań

Szef ochrony imprezy WOŚP w Gdańsku Dariusz S. usłyszy dwa zarzuty składania fałszywych zeznań i kolejny zarzut podżegania do składania fałszywych zeznań – powiedziała w poniedziałek rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk.

Prokurator Wawryniuk powiedziała, że Dariusz S. przekazał policjantom błędną informację, iż sprawca zabójstwa Stefan W. posłużył się identyfikatorem „Media”, aby wejść na scenę finału WOŚP. Miał też nakłaniać jednego ze swych pracowników do składania fałszywych zeznań. Działania te podjął, aby zatuszować nieprawidłowości przy zabezpieczeniu finału WOŚP. Dariuszowi S. postawiono dwa zarzuty składania fałszywych zeznań i zarzut podżegania do składania fałszywych zeznań. Grozi za to do ośmiu lat więzienia.

Grażyna Wawryniuk oświadczyła, że w śledztwie ustalono, iż Stefan W. nie miał identyfikatora z napisem „Media”. Identyfikator ten przekazał policjantom Dariusz S.

Rzeczniczka dodała, że prokuratura sprawdza, czy Stefan W. po wyjściu z więzienia pojechał do Warszawy. Miał między innymi rozważać przedostanie się na teren Pałacu Prezydenckiego. Badany jest między innymi monitoring z Pałacu.

W piątek Służba Ochrony Państwa oświadczyła, że Stefan W. nie próbował przedostać się do siedziby prezydenta. Prokuratura bada też sprawę informacji od matki Stefana W., iż po wyjściu z więzienia może on być niebezpieczny. Kobieta miała o tym informować policję.
Źródło info i foto: interia.pl

W 2012 roku prezydent Meksyku przyjął 100 mln dolarów łapówki od „El Chapo”?

W 2012 roku ówczesny prezydent Meksyku Enrique Pena Nieto przyjął łapówkę w wysokości 100 mln dolarów od meksykańskiego barona narkotykowego Joaquina „El Chapo” Guzmana – zeznał we wtorek jeden ze świadków podczas procesu „El Chapo” w Nowym Jorku.

Alex Cifuentes, kolumbijski boss narkotykowy, który został aresztowany w 2013 roku i obecnie współpracuje z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości, powiedział w sądzie, że był „prawą ręką” Guzmana, kiedy ten – jak twierdzi Kolumbijczyk – przekupił Nieto.

Cifuentes twierdzi także, że to sam Nieto szukał kontaktu z Guzmanem i na początku żądał od niego nawet 250 mln dolarów. Według świadka Nieto wysłał do Guzmana wiadomość, że nie musi on już dłużej się ukrywać. Do korupcji – jak powiedział Kolumbijczyk – doszło w październiku 2012 roku, gdy Nieto został już wybrany na prezydenta Meksyku, urząd ten jednak objął w grudniu 2012 roku. Enrique Pena Nieto był prezydentem do listopada 2018 roku.

Byli prezydenci zaprzeczają

Zarzuty korupcyjne wobec Nieto i jego poprzednika na urzędzie prezydenta Meksyku, Felipe Calderona pojawiły się już na początku procesu Guzmana. Rzecznik Nieto oświadczył natychmiast, że są „całkowicie fałszywe i obraźliwe”. Także Calderon odrzucił oskarżenia o korupcję.

Joaquin „El Chapo” Guzman – jeden z najpotężniejszych meksykańskich baronów narkotykowych – został ujęty na początku stycznia 2016 roku w mieście Los Mochis w swym rodzinnym stanie Sinaloa. W styczniu 2017 roku „El Chapo” został przekazany Stanom Zjednoczonym.

Proces Guzmana rozpoczął się w listopadzie ub. roku w Nowym Jorku. „El Chapo” jest oskarżany m.in. o liczne zabójstwa, kierowanie gangiem, pranie pieniędzy i organizowanie stałych przerzutów dużej ilości narkotyków do Stanów Zjednoczonych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl