Posts Tagged “zeznania”

Trwa proces Piotra T. Były doradca polityków jest oskarżony o posiadanie “w celu udostępniania” pornografii z udziałem dzieci. Z USA przyjechała jego żona, by złożyć zeznania w sprawie męża. – Nigdy u niego takich plików nie znalazłam. Nie widziałam także, żeby takie oglądał – powiedziała Marzena T.

Mieszkająca na Florydzie Marzena T. pojawiła się w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Pragi-Północ. 32-letnia żona Piotra T. miała być przesłuchana podczas tzw. wideokonferencji w USA, ale postanowiła osobiście bronić męża.

Kobieta potwierdziła to, co na wcześniejszych rozprawach zeznawali inni świadkowie. Ich dom na warszawskiej Białołęce był domem otwartym. – Piotr nie miał biura, więc spotykał się z tymi ludźmi u nas w domu. Nie tolerowałam tego, bardzo mnie to irytowało. To był powód naszych kłótni, bo mój dom, który zbudowałam, stał się hotelem, restauracją, biurem, siedzibą dla ludzi, którzy nie respektowali niczego. Czuli się jak u siebie w domu, Piotr ich do tego zachęcał – powiedziała Marzena T.

Świadek zeznała, że po domu kręcili się często ludzie obcy. Miało zdarzać się, że zostawali na noc. Korzystali także ze sprzętu komputerowego i sieci internetowej. – Hasło do Wi-Fi wisiało na lodówce – stwierdziła.

Marzena T. nie pamiętała, czy jej mąż korzystał z nośników pamięci pendrive, ale takie urządzenia były w ich domu. – Przynosił je z różnych szkoleń, tak samo jak kubki z logo firm czy inne rzeczy. Jak mi się jakiś pendrive podobał, to go sobie po prostu brałam – powiedziała T.

Poprzednie zatrzymanie
Marzena T. zeznała, że jej zdaniem nie bez znaczenia jest sytuacja związana z jej starszą córką, urodzoną w 2007 roku. Dziewczynka jest owocem romansu, jaki Marzena T. miała ze znanym prezenterem radiowym. Mimo to Piotr T. wziął ślub z Marzeną i uznał dziecko za swoje. Wtedy miały pojawić się problemy. Prezenter miał mówić “odbiorę ci dziecko”, “moje dziecko wychowuje pedofil”. – Wysyłał do wszystkich takie SMS-y, jeździł po całej rodzinie. Chciał nas skłócić, myślał, że będę chciała z nim być – powiedziała Marzena T.

W tym samym roku, w którym urodziła się dziewczynka, Piotr T. był zatrzymany w związku z podejrzeniem posiadania treści pedofilskich, ale został zwolniony. Wtedy też miała pojawić się strona internetowa szkalująca rodzinę T. – Pojawiały się tam wpisy, że Piotrek mnie kupił od rodziców, a mój tata mnie molestował. To były historie, które wcześniej opowiadał biologiczny ojciec mojej córki – wyjaśniła Marzena T.

Kobieta pamiętała, że o tym, że na Piotra szykuje się “coś grubego” ostrzegała go jedna z posłanek SLD. Zeznała także, że sąsiedzi skarżyli się, że po domach chodziła policja i pytała, czy to prawda, że u T. często pojawiają się znane osoby ze świata polityki. Rodzina Piotra miała podejrzewać, że jego kłopoty mogą wynikać także z poglądów politycznych, które otwarcie głosił.

“On jest osobą spokojną”

T. pytana, czy jej mąż w czasie 13 lat trwania związku przejawiał zainteresowanie pornografią dziecięcą bądź jakąkolwiek inną powiedziała: “Nie, nigdy u niego takich plików nie znalazłam. Nie widziałam także, żeby takie oglądał”. Według niej Piotr T. nie potrafiłby sam ściągnąć z internetu jakiegokolwiek filmu. – Mój mąż nie umiał takich rzeczy robić. Ja bym chyba też nie umiała – zeznała.

Kobieta negatywnie zareagowała również do pytania o przejawy agresji u T. – W tym związku to ja byłam bardziej wybuchowa, impulsywna. On jest osobą spokojną, nigdy się brzydko nie odezwał ani do mnie, ani do mojej mamy, z którą 10 lat mieszkał pod jednym dachem – zeznała.

Żona Piotra T. przyznała, że choć nie są formalnie rozwiedzeni, nie tworzą już związku. Ona mieszka w Stanach Zjednoczonych, a on prowadził szkolenia i podróżował po Azji. Według ustaleń śledczych Piotr T. miał wyprzedawać majątek, by na stałe osiąść w Kambodży. Dowodem na to miała być m.in. próba sprzedania domu. – My go chcieliśmy już dawno sprzedać i kupić mieszkanie bliżej centrum Warszawy – powiedziała T.

Kobieta zapamiętała także przeszukanie ich domu latem 2015 roku. Wtedy, podczas międzynarodowej akcji antypedofilskiej o kryptonimie RINA, w domu Piotra T. zostały zabezpieczone komputery i nośniki pamięci, z których biegli informatycy odzyskali skasowaną wcześniej pornografię dziecięcą – w sumie ponad 3,5 tys. plików. Konsekwencją tej akcji było aresztowanie T. w 2017 roku i skierowanie do sądu aktu oskarżenia.

Marzena T. twierdziła, że policjanci przyjechali z własnym komputerem i sprawdzali, co jest na poszczególnych nośnikach, zanim zostały one zabezpieczone.

“Mówił mi, że czuje się w Polsce zagrożony”

Jeden z policjantów, który uczestniczył w akcji i prowadził później sprawę przeciwko T., zeznał przed sądem, że “oględzinom poddawane były płyty DVD i kasety wideo”. – Ale to nie było nic, co było związane ze sprawą. Procedury nie przewidują, aby dokonywać oględzin jakichkolwiek nośników, na których można dokonywać zmian – powiedział Artur G. Policjant oświadczył, że sam także nie korzystał z tych nośników, tylko z kopii, które sporządzili biegli.

Według zeznań funkcjonariusza biegli odzyskali na nośnikach T. także plik, który był namierzany przez niemiecką policję w ramach akcji RINA. Artur G. powiedział jednak, że nie udało się ustalić, kto w momencie ściągania pliku mógł siedzieć przy komputerze T., bo “informacja z Niemiec przychodzi z opóźnieniem”.

Zeznania złożył dzisiaj także Piotr G., który wraz z T. prowadził różne szkolenia. Był z nim także 21 października ubiegłego roku w jednym z warszawskich hoteli. – Przyjechało po niego dwóch mężczyzn, jak się okazało, z policji. Piotr akurat prowadził szkolenie. Poprosiłem, żeby dali mu dokończyć, bo tam jest 140 osób. Bałem się o wizerunek firmy. Oni się zgodzili, by kontynuował przy otwartych drzwiach. W przerwie wyszli z nim na parking i go zabrali. Nie wyprowadzali go w kajdankach. Nie wiedziałem, o co chodzi. Poprosił, żebym zabrał rzeczy z jego pokoju hotelowego – powiedział Piotr G. Mężczyzna przyznał, że spakował T. i jego rzeczy przeniósł do swojego pokoju, a jeszcze tego samego wieczora zabrała je matka Piotra T.

- On mówił mi wielokrotnie, że czuje się w Polsce zagrożony – zeznał Piotr G. Potwierdził także, że w domu T. zawsze kręciło się mnóstwo ludzi, miał prowadzić dom otwarty.

Piotr T.: jeśli mnie można zniszczyć, to można zniszczyć każdego

Ekspert od wizerunku i były doradca polityków od początku nie przyznaje się do “posiadania w celu rozpowszechniania” filmów z treściami pedofilskimi, zoofilskimi i pornografii pełnej przemocy. W internecie opublikował emocjonalne oświadczenie. “Aresztowano mnie pod zarzutem posiadania obrzydliwych, pedofilskich treści. Moje nazwisko od razu stało się pożywką dla głodnego sensacji ludu. Zanim jeszcze sąd miał szansę zająć się sprawą, publicznie już wydano na mnie wyrok” – napisał T.

Przywołał także opinię biegłego informatyka, który na poprzedniej rozprawie zeznał, że pliki, które u niego znaleziono, ktoś mógł podrzucić albo zdalnie je pobierać. Odwołał się również do zeznań swojego przyjaciela Janusza S., który wycofał przed sądem obciążające T. zeznania.

Dzisiaj T. powiedział: “jeśli mnie można zniszczyć, to można zniszczyć każdego”. Pod koniec rozprawy obrońcy złożyli wniosek o zwolnienie oskarżonego z aresztu, w którym przebywa od 11 miesięcy. Sędzia Magdalena Garstka-Gliwa decyzję ma podjąć w piątek po południu.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Malezyjska policja poszukuje dwóch kobiet z Indonezji, by w charakterze świadków złożyły zeznania w procesie w sprawie zabójstwa Kim Dzong Nama. Przyrodni brat przywódcy Korei Północnej został zamordowany w Kuala Lumpur w lutym 2017 roku. Poszukiwane kobiety to 24-letnia Raisa Rinda Salma i 33-letnia Dessy Meyrisinta. Ponieważ służby nie mogą się z nimi skontaktować, zwróciły się do obywateli o pomoc w ustaleniu ich miejsca pobytu. Po raz ostatni widziane były w Flamingo Hotel w mieście Ampang na przedmieściach malezyjskiej stolicy Kuala Lumpu.

Wtarły w twarz gaz bojowy

Śledczy Fadzil Ahmat w rozmowie z CNN nie sprecyzował, czy 24-latka i 33-latka mają związek z dwiema kobietami oskarżonymi o zabójstwo Kim Dzong Nama – Siti Aisyah i Doan Thi Huong. Ich proces został wznowiony w Malezji w połowie sierpnia. Indonezyjce Siti Aisyah i Wietnamce Doan Thi Huong grozi kara śmierci, jeśli zostaną uznane za winne zabójstwa. Według nagrań z kamer przemysłowych z 13 lutego 2017 roku kobiety wtarły gaz bojowy VX w twarz Kim Dzong Nama na zatłoczonym lotnisku w stolicy Malezji, Kuala Lumpur. Mężczyzna zmarł 20 minut później.

Oskarżone nie przyznają się do winy i utrzymują, że brały udział w sfingowanym skeczu na potrzeby telewizyjnego reality show. Indonezyjka i Wietnamka są jedynymi osobami podejrzanymi o zabójstwo Kim Dzong Nama, które udało się zatrzymać. Według południowokoreańskiego wywiadu zabójstwo zlecił przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un. Malezyjska policja twierdzi, że czterech obywateli Korei Północnej, którzy zaplanowali morderstwo, uciekło z kraju w dniu śmierci przyrodniego brata północnokoreańskiego przywódcy.

Opozycja wobec Kima?

Kim Dzong Nam od lat przebywał na wygnaniu poza Koreą Północną i mieszkał głównie w należącym do Chin Makau. Krytykował reżim północnokoreański i jego przywódcę. Według osób, które miały z nim styczność, Kim Dzong Nam nie ukrywał się i nie sprawiał wrażenia człowieka obawiającego się o swoje życie. Jego tajemnicze zabójstwo według obserwatorów stawia pytania o kwestie ewentualnej opozycji powstającej w Pjongjangu przeciwko rządzącemu Kim Dzong Unowi. Choć Kim Dzong Nam nie pretendował do władzy, jako najstarszy syn poprzedniego przywódcy kraju Kim Dzong Ila mógł być uznawany za potencjalne zagrożenie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Były minister finansów w rządzie PO-PSL Jan Vincent-Rostowski ma w środę, składać zeznania przed sejmową komisją śledczą ds. Amber Gold. – Będzie nas interesować jego wiedza na temat sprawy Amber Gold oraz działania, jakie podjął – wskazywała przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann.

Zeznania Rostowskiego kończą wątek przesłuchań przez komisję świadków związanych ze służbą skarbową. Nazwisko Rostowskiego wielokrotnie pojawiało się w dotychczasowych zeznaniach. “Będzie nas interesować jego wiedza na temat sprawy Amber Gold oraz działania, jakie podjął” – wskazywała w rozmowie z PAP Wassermann.

B. wiceszef MF i Główny Inspektor Informacji Finansowej Andrzej Parafianowicz zeznał we wtorek przed komisją, że pierwszy raz z Rostowskim rozmawiał o Amber Gold na chwilę przed notatką ABW z kwietnia 2012 r. Jak mówił Parafianowicz, spotkali się na lotnisku. – Widać było, że Rostowski interesował się tematem – wskazał b. wiceszef MF.

Jak dodał, rozmowę o Amber Gold “sprowokował widok samolotów OLT”. – Cała rozmowa trwała dosłownie kilka minut (…) Z tego co pamiętam, to była pierwsza nasza rozmowa na ten temat – powiedział.

“To jest kłamstwo, co żeście przedstawili w Sejmie”

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann pytała m.in. o to co resort finansów zrobił, by “zablokować tą piramidę finansową”.

- Jesienią 2012 roku komisjom sejmowym został przedstawiony na piśmie pełny harmonogram, z dokładnością do jednego dnia, wszystkich czynności wykonanych przez wszystkie urzędy skarbowe i później przez “uksy” (urzędy kontroli skarbowej) w stosunku do Amber Gold – powiedział Parafianowicz.

- To jest kłamstwo, co żeście przedstawili wtedy w Sejmie – stwierdziła Wasserman. Według niej, w przedstawionej informacji resort skłamał w punkcie mówiącym o tym, że “do 19 kwietnia nie posiadał żadnej wiedzy na temat podatnika Amber Gold”.

Wcześniej podczas posiedzenia komisji Parafianowicz zeznał, że pod koniec 2011 r. szef KNF Andrzej Jakubiak poinformował go o narastającym problemie z Amber Gold, zwłaszcza w kontekście braku reakcji prokuratury na składane zawiadomienia.

“Z Rostowskim rozmawiałem raz na tydzień najrzadziej”

Nazwisko Rostowskiego wiele razy przewijało się podczas posiedzeń komisji śledczej ds. Amber Gold.

Przesłuchiwany przez komisję w lutym 2017 r. b. prezes NBP Marek Belka nie wykluczył, że temat Amber Gold mógł poruszyć podczas rozmowy właśnie z ówczesnym ministrem finansów. Belka był pytany, czy poprosił w rozmowie z premierem Donaldem Tuskiem o to, żeby minister Rostowski wykonał ustawowe uprawnienia kontroli skarbowej wobec Amber Gold. Odpowiedział, że taka prośba z jego strony do premiera Tuska była niemożliwa. – Ja z ministrem Rostowskim rozmawiałem raz na tydzień najrzadziej, a z premierem zdarzyło mi się podczas mojej kadencji może trzy, cztery razy – podkreślił.

Również w lutym ubiegłego roku ówczesny zastępca szefa KNF Lesław Gajek mówił przed komisją śledczą: “Jeśli chodzi o Ministerstwo Finansów to te kontakty były trudne. Ministrem finansów był wówczas Jacek Rostowski. Współpraca była jednostronna. Myśmy słali różne pisma, dotyczące spraw rynku finansowego. Na ogół spotykały się z odmową, albo z żadnym działaniem” – powiedział. – One nie dotyczyły Amber Gold, mówię o wszystkich działaniach – dodał.

W końcu sierpniu 2012 r. informację o działaniach instytucji państwowych w sprawie spółki Amber Gold przedstawił ówczesny premier Donald Tusk oraz b. prokurator generalny Andrzej Seremet. Głos zabrał ponad także minister finansów Jacek Rostowski, ktory ocenił, że ws. Amber Gold oczywistych zaniedbań dopuściły się m.in. gdańskie urzędy skarbowe i UOKiK. Jego zdaniem “gdyby prokuratura w odpowiednim momencie zadziałała tak, jak powinna była zadziałać, problemu spółki Amber Gold nie byłoby”.

Zeznająca przed komisją w czerwcu była p.o. naczelnika I Urzędu Skarbowego w Gdańsku Maria Liszniańska mówiła przed komisją śledczą, że po wybuchu afery wokół Amber Gold została kozłem ofiarnym, którego potrzebował Rostowski, by uspokoić opinię publiczną. – Doszło do mnie tylko tyle, jeszcze jak byłam wicedyrektorem Izby Skarbowej, że minister zażyczył sobie dwie głowy i nieważne czyje – mówiła.

Z kolei b. naczelnik III Urzędu Skarbowego w Gdańsku Tomasz Rzewuski mówił przed komisją w lipcu, że został odwołany ze stanowiska przez ówczesnego ministra finansów w trakcie debaty sejmowej 30 sierpnia 2012 r. Jak mówił, dowiedział się o tym z telewizji.

OLT Express

24 maja 2012 r. Krzysztof Bondaryk wysłał notatkę dotyczącą Amber Gold m.in. do prezydenta Bronisława Komorowskiego, premiera oraz ministra finansów. Była to informacja z art. 18 ustawy o ABW, czyli mogąca mieć istotne znaczenie dla bezpieczeństwa i międzynarodowej pozycji RP. W piśmie poinformowano, że w ocenie Agencji Amber Gold to piramida finansowa, a środki klientów wyprowadzane są do należących do spółki linii lotniczych OLT Express, oraz że w najbliższych dniach ABW złoży zawiadomienie do prokuratury.

W maju Bondaryk mówił przed komisją, że spośród adresatów notatki osobiście rozmawiał z szefem MSW Jackiem Cichockim i Jackiem Rostowskim.

Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. W połowie 2011 r. spółka przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express.

Linie OLT Express ogłosiły upadłość pod koniec lipca 2012 r. Z kolei Amber Gold ogłosiła likwidację 13 sierpnia 2012 r., a tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. swoich klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

“Wyje…em na niego całą baterię” – miał usłyszeć jeden ze świadków, którzy przebywali w sali przesłuchań komisariatu przy ul. Trzemeskiej, na którym zginął Igor Stachowiak. Trwa proces policjantów ws. śmierci Igora Stachowiaka. We wtorek w sądzie zeznawać ma dwóch mężczyzn, którzy nagrywali telefonem interwencję funkcjonariuszy na wrocławskim Rynku.

Grzegorz D. i Patryk H. staną przed sądem we Wrocławiu w charakterze świadków w sprawie byłych funkcjonariuszy komisariatu Wrocław Stare Miasto. Łukasz r., Paweł G., Paweł P. i Adam W. są oskarżeni o przekroczenie uprawnień i znęcanie się nad 25-letnim Igorem Stachowiakiem, który zmarł na komisariacie przy ul. Trzemeskiej w maju 2016 r.

To m.in. filmy Grzegorza D. i Patryka H. z wrocławskiego Rynku trafiły do mediów po interwencji związanej z Igorem Stachowiakiem, w której brali udział policjanci z Trzemeskiej. Mężczyźni nagrywali telefonami komórkowymi, jak czterech funkcjonariuszy szarpie się z ubranym w dżinsy, pomarańczowy sweter i jasne buty chłopakiem. Nie ukrywali, że filmują. Komentowali też nieporadne działania policjantów. „Ja to nagrywam, spoko” – mówi jeden z nich, gdy widzi, jak policjanci próbują obezwładnić Igora Stachowiaka i wsadzić go do radiowozu.
Źródło info i foto: wroclaw.wyborcza.pl

Comments Brak komentarzy »

Sąd zakazał mediom informowania o zeznaniach z procesu w sprawie zabójstwa Iwony Cygan. To sytuacja bez precedensu – informuje dzisiejsza “Rzeczpospolita”. “Sąd Okręgowy w Rzeszowie, prowadzący proces oskarżonego o zabójstwo Iwony Cygan i 14 policjantów mających zapewniać sprawcy bezkarność, nałożył kaganiec mediom. Zakazał podawania tego, co na jawnych rozprawach zeznali oskarżeni i świadkowie” – czytamy w “Rzeczpospolitej”.

Dziennik podkreśla, że w sprawie zbrodni sprzed 20 lat opinia publiczna dowie się tylko o akcie oskarżenia i wyroku. Rzecznik rzeszowskiego sądu wyjaśnia w rozmowie z “Rz”, że nie można przekazywać publicznie nic z treści, które padają na rozprawie. Wyjaśnia, że sądowi chodzi o “zminimalizowanie niebezpieczeństwa wpływu zeznań i wyjaśnień osób wcześniej przesłuchanych na depozycje kolejnych przesłuchiwanych”.

Jak czytamy w “Rz”, jedna z dziennikarek usłyszała, że za złamanie zakazu grozi “rozmowa z prokuratorem”.

Zdaniem ekspertów, wydanie takiej decyzji przez sąd jest bezprawne.

Zdaniem gazety, już widać skutki zakazu. “Oskarżeni zachowują się, jakby byli na spotkaniu towarzyskim, śmieją się, puszczają sobie oko. Sąd nie dociska ich pytaniami” – mówi w rozmowie z “Rz” Aneta Kupiec, siostra Iwony Cygan.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

20-letnia studentka medycyny zginęła na posterunku policji od ciosów sztyletem zadanych przez jej 30-letniego porywacza. Miała przeciw niemu złożyć zeznania po tym, jak została porwana dla ożenku. Mężczyzna został sam z ofiarą i zamordował ją. Później próbował targnąć się na swoje życie.

Ponad tysiąc osób demonstrowało w środę w Biszkeku, stolicy Kirgistanu, w proteście przeciwko śmierci kobiety. Demonstranci, zebrani na głównym placu Biszkeku, trzymali w rękach białe balony i plakaty z napisami: “Jesteśmy przeciwko małżeństwom przez porwanie”, “Dajcie szansę kobietom, aby były szczęśliwe”.

W Kirgistanie praktyka porywania kobiet, aby poślubić je wbrew woli, jest bardzo częstym zjawiskiem. Prawnie jest to zakazane, jednak obyczaje są silnie zakorzenione w społeczeństwie, a wielu rodziców odmawia ujawnienia faktu zniknięcia córek

“Jesteśmy zszokowani tym, co się stało. Mam 19 lat i także boję się uprowadzenia” – powiedziała uczestnicząca w demonstracji studentka o imieniu Assel.

Porywacz zadał jej ciosy sztyletem

20-letnia studentka medycyny Burulaj Turdaały Kyzy zginęła na posterunku policji na północy kraju od ciosów sztyletem zadanych jej przez porywacza, przeciw któremu chciała złożyć zeznanie.

30-letni mężczyzna został pozostawiony sam ze swoją ofiarą przez policję po aresztowaniu i wtedy zamordował ją. Potem próbował targnąć się na swe życie i trafił do szpitala. To zabójstwo zostało potępione przez ONZ, organizacje praw człowieka i prezydenta Kirgistanu Suronbaja Dżinbekowa. Szef regionalnej policji został zdymisjonowany, a kilkunastu policjantów oskarżono o “zaniedbania”.

13,8 proc. kirgiskich kobiet porwanych dla ożenku

Według danych ONZ 13,8 proc. kirgiskich kobiet w wieku poniżej 24 lat zostało porwanych w celu ożenku, co jest powszechnym zwyczajem w regionie, podobnie jak na Kaukazie.

“Powinniśmy powstrzymać wydawanie naszych córek za mąż wbrew ich woli. Mamy już dobre prawo, ale musimy pracować z rodzicami, aby zmienić ich nastawienie” – powiedziała minister oświaty i nauki Gulmira Kudajberdyjewa, określając zwyczaj porywania młodych kobiet jako “haniebny”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Spotkanie z premierem Rosji Władimirem Putinem na molo w Sopocie w 2009 r. dot. spraw czysto kurtuazyjnych; wiem, że to nie jest satysfakcjonujące dla tych, którzy wierzą, że tam spiskowcy ustalili tajny plan – mówił w poniedziałek b. premier Donald Tusk, zeznając przed Sądem Okręgowym w Warszawie.

Tusk był pytany o swoje spotkania z ówczesnym premierem Rosji Wladimirem Putinem poprzedzające katastrofę smoleńską z 2010 r. Jak podkreślił, miały miejsce trzy spotkania – w trakcie obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte, spotkanie formalne – międzyrządowe w Sopocie oraz spotkanie „w cztery oczy” na molo w Sopocie w 2009 r.

To trzecie to tak często w mediach, które specjalizowały się w teorii o zamachu lub w tego typu interpretacjach katastrofy smoleńskiej spotkanie na molo w Sopocie, które odbyło się w cztery oczy” – mówił szef Rady Europejskiej.

Tusk podkreślił, że spotkanie na molo trwało kilka minut, dotyczyło spraw „czysto kurtuazyjnych”, a sama rozmowa była bardzo krótka.

„Polegała na tym, że pokazywałem, gdzie jest plaża po której biegam, gdzie mniej więcej jest mój dom, a premier Putin opowiadał o takim fragmencie życia prywatnego, że ma bardzo dużo ochrony, nawet w mieszkaniu i że bardzo z tego powodu cierpi i to mniej więcej wyczerpało cały temat naszej rozmowy” – relacjonował.

„Wiem, Wysoki Sądzie, że to nie jest satysfakcjonująca odpowiedź dla tych, którzy wierzą, że właśnie na molo spiskowcy ustalili ten tajny plan, ale ja nie odpowiadam za te interpretacje” – dodał Tusk.

Poniżej kilka migawek z tamtej rozmowy. Czy takie poważne miny towarzysz kurtuazyjnym rozmowom o prywatnym życiu?
Źródło info i foto: nczas.com

Comments Brak komentarzy »

Szef Facebooka prawie 5 godzin zeznawał w amerykańskim Kongresie w sprawie afery Cambridge Analytica. Mark Zuckerberg był przesłuchiwany przez senackie komisje sprawiedliwości oraz do spraw handlu, nauki i transportu. Chodzi o dane osobowe około 87 milionów użytkowników Facebooka, które mogły zostać niewłaściwie udostępnione firmie Cabridge Analytica.

Założyciel Facebooka tłumaczył, że tworząc portal działał idealistycznie wczasach studenckich chcąc dać ludziom narzędzie do łatwej komunikacji. Nie ustrzegł się błędów, bo nie przypuszczał, że może on być użyty w złym celu.

- Jest jasne, że nie zrobiliśmy wystarczająco dużo, by zabezpieczyć się przed fałszywymi wiadomościami, wpływaniem na wybory, mową nienawiści, a także w sprawie danych użytkowników – mówił Mark Zuckerberg przepraszając w imieniu portalu i swoim.

Zapewnił, że firma wprowadza zabezpieczenia, które mają gwarantować większe bezpieczeństwo. Jest też gotowy zaakceptować odpowiednie regulacje. Zwrócił uwagę, że wiele zależy od tego co i komu udostępniają sami facebookowicze.

W sprawie Cambridge Analytica szef Facebooka poinformował między innymi, że nadal trwa sprawdzanie liczby poszkodowanych. Przedstawiciele portalu współpracują ze służbami amerykańskimi i brytyjskimi. Po wykryciu sprawy Cambridge Analytica miała kłamać zapewniając, że przejęte dane zostały zniszczone.

- Zbadamy wiele aplikacji. Dziesiątki tysięcy aplikacji – mówił Zuckerberg. – Jeśli wykryjemy podejrzaną aktywność, przeprowadzimy pełny audyt tych aplikacji, aby zrozumieć, w jaki sposób wykorzystują one dane i czy robią coś niewłaściwego. Jeśli okaże się, że robią coś niewłaściwego – zablokujemy je na Facebooku i poinformujemy o tym poszkodowanych – utrzymywał twórca Facebooka.

Taka wypowiedź założyciela najpopularniejszego serwisu społecznościowego na świecie może oznaczać, że Facebook wykryje kolejne nadużycia – informuje “The Washington Post”.

Równolegle toczy się sprawa badania rosyjskiej ingerencji w wybory prezydenckie w 2016 roku, co mogło wiązać się z Facebookiem i rozpowszechnianiem przez niego dezinformacji. Zuckerberg potwierdził, że jego firma współpracuje z zespołem Roberta Muellera, który zajmuje się tą sprawą.

- Chcę zachować ostrożność, ponieważ nasza praca ze specjalną radą jest poufna. Chcę się upewnić, że podczas sesji otwartej nie ujawniam czegoś poufnego – mówił Zuckerberg. Dyrektor generalny Facebooka nie chciał odpowiedzieć na pytania, w jaki sposób Facebook śledzi użytkowników.

Twórcę Facebooka zapytano, czy to prawda, że Facebook może śledzić aktywność użytkownika nawet po wylogowaniu się z platformy. Zuckerberg powiedział, że zanim odpowie, wolałby skonsultować to z zespołem. Utrzymywał, że nie jest pewny odpowiedzi na to pytanie.

Zuckerberg mówił także o tym, że “zawsze będzie dostępna darmowa wersja Facebooka” oraz, że “dziś nie oferują opcji, aby ludzie płacili za wersję bezreklamową”. To może być zapowiedź wprowadzenia nowych wersji Facebooka, być może nawet w wersji z abonamentem – informuje “The Washington Post”.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Dorota P., która złożyła donos na Tomasza Komendę, w latach 90. była kobietą lekkich obyczajów, obracającą się wśród wrocławskich sędziów, policjantów i prokuratorów – donosi dziennik ”Fakt”. Jej niewiarygodne zeznania przyczyniły się do zamknięcia w więzieniu niewinnego człowieka.

Jak ustalił ”Fakt”, Dorota P., która mieszkała obok babci Tomasza Komendy, zeznała w listopadzie 1999 roku, że mężczyzna z portretu pamięciowego to właśnie wnuk jej sąsiadki. Informacja ta trafiła do policjanta, który był bliskim kolegą kobiety. Okazuje się, że Dorota P. była prostytutką i dobrze znała stróżów prawa.

– W jej mieszkaniu na imprezach bywali policjanci i prokuratorzy. Tam zawsze było głośno i alkohol lał się strumieniami – wspominają sąsiedzi.

”Fakt” dotarł do mężczyzny, u którego mieszkała wtedy Dorota P. Mężczyzna zdradził, że P. wymyślała przeróżne kłamstwa. Kobieta oskarżała go o napaść i podrobiła podpis na dokumentach, by zameldować się na stałe w jego mieszkaniu.

Tomasz Komenda. Fałszywe zeznania
Dorota P. zeznała, że dzień przed zbrodnią, Tomasz Komenda pożyczył od niej pieniądze na podróż do Miłoszyc, gdzie zgwałcono i zamordowano 15-letnią Małgosię. To jednak nie prawda! Jak ustalił ”Fakt”, kobieta nie mieszkała w bloku babci Tomasza Komendy co najmniej od października 1996 roku. Niestety, nikt nie sprawdził jej zeznań.

Tomasz Komenda, który w 2004 r. prawomocnie został skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo i zgwałcenie 15-latki, odsiadywał wyrok 25 lat więzienia w Zakładzie Karnym w Strzelinie. W ubiegłym tygodniu został przez sąd penitencjarny przy Sądzie Okręgowym we Wrocławiu warunkowo zwolniony z odbywania kary i wyszedł na wolność. Według prokuratury – która zgromadziła nowe dowody w tej sprawie – mężczyzna nie popełnił zbrodni, za którą został skazany.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Na 30 lat więzienia, bez możliwości wcześniejszego zwolnienia, został skazany zabójca polskiej wolontariuszki Heleny Kmieć. Wcześniej Benual Romualdo Mamio Dos Santos przyznał się do winy. Dos Santos zabił Helenę Kmieć z Wolontariatu Misyjnego Salvator 24 stycznia 2017 roku podczas napadu rabunkowego na ochronkę dla dzieci w miasteczku Pacata, w pobliżu położonego w środkowej Boliwii Cochabamba.

Kmieć została kilkakrotnie ugodzona nożem i zmarła na skutek odniesionych ran. Podczas procesu Dos Santos zeznał, że działał pod wpływem narkotyków. “Opinion” nie podaje, kiedy zapadł wyrok, wyjaśnia jedynie, że proces miał miejsce kilka miesięcy temu. Wspólnota Wolontariatu Misyjnego Salvator z siedzibą w Trzebini to grupa młodych ludzi skupiona przy zgromadzeniu salwatorianów.

Comments Brak komentarzy »