Jarosław Jakimowicz miał zgwałcić kobietę? Gwiazdor TVP dementuje oskarżeniom

Przysięgam na zdrowie moich dzieci, że nikogo nie zgwałciłem. Nie jestem zdolny do takich czynów, brzydzę się agresją wobec kobiet — mówi Onetowi aktor i prezenter TVP Info Jarosław Jakimowicz. Wczoraj we wpisie na Facebooku dziennikarz Piotr Krysiak napisał, że „gwiazda publicystyki TVP INFO miała zgwałcić uczestniczkę konkursu Miss Generation 2020. Tak utrzymuje kobieta, która uciekła ze zgrupowania i zgłosiła sprawę policji”.

Z ustaleń Onetu wynika, że Krysiakowi chodziło właśnie o Jakimowicza, a domniemana ofiara mieszka w Wielkiej Brytanii. Według Krysiaka, od ośmiu miesięcy trwa śledztwo w tej sprawie.

– Potwierdzam, że śledztwo się toczy. Obecnie jest zawieszone, ponieważ zwróciliśmy się o pomoc prawną do Wielkiej Brytanii. Postępowanie toczy się „w sprawie”, a nie przeciwko komuś – mówi w rozmowie z Onetem Agnieszka Kępka, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Wiadomo, że dziewczyna była już przesłuchana. Pytamy, czy poszkodowana wskazała sprawcę. – Nie mogę udzielać tak szczegółowych informacji na temat postępowania – dodaje Agnieszka Kępka.

Dziennikarz stawia zarzuty

„Gwiazda publicystyki TVP Info”, o której pisze Krysiak, miała w hotelu Parisel Palace w Klimkach pod Łukowem wepchnąć do pokoju uczestniczkę konkursu Miss Generation 2020. Tam następnie doszło do gwałtu. Dzień później ofiara uciekła z hotelu, udała się do szpitala ginekologiczno-położniczego w Warszawie. Policji pokazała swojego oprawcę w materiałach, jakie miała w galerii zdjęć i filmów w telefonie.

Krysiak wylicza szereg nieprawidłowości, do których miało dojść podczas śledztwa, takich jak np. zaniechania przebadania poszkodowanej kobiety. Ofiara twierdzi, że gwałciciel straszył ją konsekwencjami, jeśli opowie komuś o gwałcie.

Krysiak nie wskazał, kto miałby być sprawcą gwałtu, ale wiemy, że na zgrupowaniu wraz z kobietami był właśnie Jakimowicz – wskazują na to zdjęcia.

Jakimowicz: „Jak mam się bronić?!”

Aktor i prezenter w emocjonalnej rozmowie z Onetem bardzo stanowczo zaprzeczył oskarżeniom. — Dlaczego od wielu miesięcy trwa śledztwo, a ja – podobno podejrzewany o gwałt – nawet nie zostałem przesłuchany?! Nikogo nie zgwałciłem! Przysięgam na zdrowie moich dzieci! Nie jestem zdolny do takich czynów, brzydzę się agresją wobec kobiet — mówi Jakimowicz. Aktor jest rozgoryczony, bo jego zdaniem wpis Krysiaka, choć anonimowy, to wskazywał na niego. — Jak mam się w tej sytuacji bronić? Jestem, jaki jestem. Pracuję w TVP, co nie każdemu się podoba. Przyzwyczaiłem się do ataków, ale zarzuty o gwałt to przekroczenie wszelkich zasad. Jestem w każdej chwili gotowy zeznawać w prokuraturze.

Na Twitterze pojawiły się już informacje, że publicysta ma zostać odsunięty z prowadzenia programów TVP Info. Z informacji Onetu wynika, że nie jest to prawda.

TVP go nie zawiesi

– Łączenie Telewizji Polskiej z opisaną w internecie historią rzekomego gwałtu jest całkowicie nieuprawnione. Nawet z ww. postu (wpisu Piotra Krysiaka – red.) jasno wynika, że przywoływane zdarzenie nie ma związku z produkcją realizowaną przez TVP – stwierdził dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosław Olechowski w rozmowie z portalem WirtualneMedia.

Powiedział, że do dyrekcji TAI „nie wpłynęły żadne informacje wskazujące na nieobyczajne zachowanie któregokolwiek z prowadzących czy gości programów publicystycznych TVP Info”.

– Opisane w internecie zdarzenie miało mieć miejsce w lutym 2020 roku. Od tamtej porty – tj. w przeciągu blisko roku – żadne instytucje państwowe, takie jak policja czy prokuratura, nie wystąpiły do Telewizji Polskiej z pytaniami lub wnioskami w ww. sprawie – dodał Olechowski.

Według informacji Onetu, Olechowski rozważał zawieszenie Jakimowicza, ale po jego kategorycznych zaprzeczeniach nie zdecydował się tego zrobić.

„Dyrekcja TAI przeprowadziła postępowanie wyjaśniające dotyczące internetowych informacji na temat jednego ze współpracowników TVP Info.Nie stwierdzono nieprawidłowości w funkcjonowaniu redakcji publicystyki TVP Info. W toku postępowania dyrekcja TAI otrzymała poniższe oświadczenie” – napisał Olechowski na Twitterze.
Źródło info i foto: onet.pl

Żary: 57-latek miał zgwałcić dziewczynkę. Trafił do aresztu

Policja zatrzymała 57-letniego mieszkańca powiatu żarskiego, który miał zgwałcić dziewczynkę poniżej 15. roku życia. Sąd zastosował wobec niego tymczasowy areszt. Do gwałtu na małoletniej dojść miało 6 stycznia w jednej z miejscowości pod Żarami (woj. lubuskie). Oprawcą dziewczynki był 57-letni mężczyzna. Zawiadomienie w sprawie popełnienia przestępstwa trzy dni później złożyła do prokuratury matka dziecka.

Podejrzany usłyszał już zarzuty dotyczące zgwałcenia małoletniej, obcowania płciowego z osobą poniżej 15. roku życia oraz utrwalania i przechowywania filmów pornograficznych z udziałem dzieci.

– Częściowo przyznał się do dokonania opisanych wyżej czynów. Sąd Rejonowy w Żarach uwzględnił wniosek prokuratora i tymczasowo aresztował 57-latka na okres trzech miesięcy – potwierdził prokurator Zbigniew Fąfera, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, cytowany przez portal newslubuski.pl.
Źródło info i foto: wp.pl

Porwali, gwałcili i torturowali 18-latka. Oprawcy usłyszeli skandalicznie niskie wyroki

Ta sprawa wstrząsnęła mieszkańcami Pomorza. W 2016 roku trzej mężczyźni i kobieta uprowadzili, torturowali i zbiorowo zgwałcili 18-latka z Gdańska. Dla oprawców sąd był wyjątkowo łagodny. Bandyci zostali skazani na kary: od 4 do 6 lat więzienia. Wygląda jednak na to, że za swe haniebne czyny zostaną osądzeni jeszcze raz. We wtorek Sąd Najwyższy uwzględnił kasację złożoną przez Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro.

„Rzadko w sprawach przeciwko zdrowiu człowieka zdarza się takie nagromadzenie okoliczności drastycznych, agresywnych i mogących zaostrzająco wpłynąć na wymiar kary” – wskazał w uzasadnieniu wtorkowego wyroku sędzia Andrzej Stępka.

Sąd Najwyższy podkreślał, że sprawcy byli bardzo brutalni i traktowali pokrzywdzonego nieludzko, wielokrotnie wykorzystując seksualnie swoją ofiarę.

„Kiedy pokrzywdzony próbował się bronić przed wykonaniem tych czynności to m.in oskarżona Patrycja S. zaczęła strzelać do niego z pistoletu pneumatycznego” – wskazał sąd.

Zbiorowy gwałt, strzelanie z wiatrówki i przypalanie papierosami

Przypomnijmy. Do porwania 18-latka doszło 4 października 2016 roku. Jak ustalili śledczy, młody chłopak został uwięziony przez cztery osoby. Oprawcy mieli się nad nim bestialsko znęcać. Swoją ofiarę wywieźli do lasu, tam strzelali do niego z wiatrówki w genitalia, przypalali papierosami i zbiorowo gwałcili. 18-letni gdańszczanin został uwolniony przez porywaczy 5 października i od razu zgłosił się na policję.

Kilka godzin później śledczy zatrzymali trzech mężczyzn w wieku 23-24 lat. Następnego dnia rano zatrzymana została 18-letnia kobieta. Podejrzanym postawiono zarzuty pozbawienia człowieka wolności ze szczególnym udręczeniem oraz doprowadzenia do obcowania płciowego. Według prokuratury, młodzi ludzie nie mieli żadnego motywu, by w ten sposób potraktować swoją ofiarę.

Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. W styczniu 2018 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku wydał wyrok w tej bulwersującej sprawie. Cała czwórka została uznana za winnych zarzucanych im czynów. Daniel K. został skazany na 6 lat więzienia, Patrycja S. na 5 lat więzienia, Marcin D. oraz Dawid B. na 4 lata więzienia. Skazani mieli też zapłacić 10 tys. zł na rzecz pokrzywdzonego.

Jak przekazała nam wówczas Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, prokurator wnosił o wymierzenie wszystkim oskarżonym znacznie surowszej kary, to jest 10 lat pozbawienia wolności, dlatego prokuratura złożyła apelację. Sąd apelacyjny utrzymał jednak w mocy ten skandalicznie niski wyrok.

Sprawą zajął się Prokurator Generalny, który złożył kasację do Sądu Najwyższego. Jego zdaniem wymiar kary jest rażąco niewspółmierny. We wtorek Sąd Najwyższy uwzględnił tę kasację, uchylił wyrok sądu apelacyjnego w zakresie wymiaru kar i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Utrzymano wyroki za zgwałcenie i zabicie 27-latki z Sokółki

To dopiero brak sumienia i bezczelność! Gwałcicielom i mordercom Agnieszki Michniewicz (†27 l.) z Sokółki zamarzyła się wolność. Po sześciu latach za kratami dwaj zwyrodnialcy walczą o uniewinnienie! Już po raz trzeci Sąd Najwyższy kieruje sprawę do apelacji. Do okrutnej zbrodni doszło w 2009 roku. Artur K. (26 l.), Mariusz P. (26 l.) i Piotr N. (27 l.) byli kolegami z klasy. Pewnego dnia poszli na wagary, kupili alkohol i wypili go w parku. Wtedy jeden z nich przypomniał sobie o dziewczynie, którą niedawno poznał. Miała akurat imieniny i zaprosiła go na kawę. Swoim gościom Agnieszka otworzyła drzwi, będąc jeszcze w piżamie. Kiedy parzyła kawę, mężczyźni zaatakowali. Bili ją po głowie, dusili, grozili widelcem, którym pokiereszowali jej twarz. Potem na zmianę gwałcili, a na końcu poderżnęli jej gardło.

Zwyrodnialców udało się złapać dopiero cztery lata po zbrodni. Nie przyznali się do winy. Sąd skazał wówczas Piotra N. na 25 lat więzienia, Artura K. na 15 lat i Mariusza P. na 12 lat.

Bandyci odwołali się, ale w apelacji utrzymano wyroki, więc złożyli kasację do Sądu Najwyższego. Ze względu na braki formalne została uznana i powróciła do apelacji, a tam po raz drugi wymierzono bandytom takie same kary. Ale i ten wyrok został uchylony. Sąd Najwyższy bowiem stwierdził, że zabrakło wyjaśnień jednego z bandytów. Dlatego Sąd Apelacyjny w Białymstoku zajął się sprawą po raz trzeci.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Jest akt oskarżenia przeciwko 41-latkowi, który podejrzany jest o zgwałcenie 7-letniej dziewczynki

Prokuratura Rejonowa w Pułtusku skierowała do Sądu Okręgowego w Ostrołęce akt oskarżenia przeciwko Pawłowi P. 41-latek jest podejrzany o zgwałcenie 7-letniej dziewczynki.

„Mężczyzna w marcu 2019 r. przy użyciu przemocy polegającej na przytrzymywaniu dziewczynki, kilkukrotnie doprowadził ją do obcowania płciowego i innych czynności seksualnych” – poinformowała w piątek Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce.

Paweł P. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu. „W złożonych wyjaśnieniach zaprzeczył, by kiedykolwiek dopuścił się zachowań seksualnych wobec małoletniej dziewczynki” – podała prokuratura.

41-latek trafił do aresztu. Grozi mu kara do 15 lat więzienia.
eŹródło info i foto: RMF24.pl

Niemcy: Dwaj policjanci z Turyngii podejrzani o zgwałcenie Polki

Dwaj policjanci z Turyngii zostali aresztowani pod zarzutem zgwałcenia Polki podczas interwencji. Obaj zatrzymani weszli do mieszkania z kobietą, która miała okazać im dowód tożsamości. Tam miało dojść do gwałtu. Do gwałtu miało dojść w ubiegłą sobotę po tym, jak policja przeprowadziła rutynową kontrolę dokumentów tożsamości kobiety i towarzyszącego jej męża. Funkcjonariusze podejrzewali, że okazane im dokumenty są fałszywe.

Kontrolowanych przewieziono na komendę policji w Arnstadt, tam potwierdzono, że dokumenty są podrobione. Kobieta przyznała, że w domu ma oryginalny dowód tożsamości. Wraz z nią pojechało po niego trzech mundurowych. Dwóch weszło z kobietą do mieszkania, a trzeci pozostał na zewnątrz.

Funkcjonariusz „z tłem migracyjnym”

Jednym z funkcjonariuszy, który miał dopuścić się gwałtu, był 40-letni Niemiec. Media nie podają narodowości drugiego z policjantów. Informują jedynie, że był to młody mężczyzna „z tłem migracyjnym” – ukończył szkołę policyjną dopiero przed dwoma laty. Według informatorów stacji RTL, trzeci z policjant czekał w pobliżu mieszkania, razem z mężem Polki.

Dzień po tej interwencji kobieta oskarżyła funkcjonariuszy o gwałt. Według informacji stacji RTL z kręgów policyjnych, podczas obdukcji potwierdzono, że kobieta odbyła stosunek płciowy. Policja nie informuje jednak, czy dysponuje już wynikami badania DNA. Stacja podaje, natomiast, że kobieta była w stanie podać cechy charakterystyczne budowy anatomicznej mężczyzn.

Uciekał i stawiał opór przy zatrzymaniu

Obaj funkcjonariusze zostali we wtorek zatrzymani. Starszy z nich miał próbować zbiec, ale po pościgu ujęto go. Podczas zatrzymania stawiał opór. Obu zatrzymanym prokuratura postawiła już zarzut gwałtu zbiorowego. Grozi im kara więzienia od 3 do 15 lat.

Szef niemieckiego MSW: oczekuje się, że policjanci będą zachowywać się wzorowo

Do sprawy odniósł się minister spraw wewnętrznych Niemiec Georg Maier: – Gdyby zarzut został potwierdzony, byłoby to nie tylko poważne przestępstwo, ale miałoby także poważne konsekwencje prawne. Maier przyznał, że potwierdzenie zarzutów mogłyby zmniejszyć zaufanie do policji. Podkreślał, że „powszechnie oczekuje się, że policjanci będą zachowywać się wzorowo”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Gdańsk: 15-latka zgwałcona w szpitalu psychiatrycznym?

Prokuratura bada zgłoszenie dotyczące gwałtu, do którego miało dojść w Wojewódzkim Szpitalu Psychiatrycznym w Gdańsku. Napaści seksualnej miał się dopuścić nocą na 15-letniej pacjentce mężczyzna pozostający pod opieką tego samego oddziału.

Jak poinformowała w czwartek PAP Grażyna Wawryniuk rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, organa ścigania zawiadomił o tej sprawie ordynator oddziału, na którym przebywała nastolatka. – Dziewczyna poinformowała pracowników szpitala, że w nocy z 5 na 6 czerwca miało dojść do zachowań o naturze seksualnej, których miał się dopuścić inny pacjent tego samego oddziału – powiedziała PAP Wawryniuk.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa Gdańsk Wrzeszcz. Prowadzone jest ono pod kątem zgwałcenia. Przestępstwo to jest zagrożone karą do 12 lat więzienia.

Wawryniuk wyjaśniła, że prokuratura wystąpiła do sądu o przesłuchanie pokrzywdzonej, które – zgodnie z przepisami, powinno się odbyć w obecności psychologa. Rzecznik dodała, że sąd nie wyznaczył jeszcze terminu przesłuchania. Poinformowała, że dopiero po posiedzeniu sądu przesłuchany zostanie podejrzewany w tej sprawie pacjent szpitala.

Wawryniuk dodała, że trwają przesłuchiwania świadków, a prokuratura dysponuje dokumentacją medyczną z oględzin lekarskich nastolatki, do badania przekazano też zabezpieczone ślady biologiczne.

Rzecznik dodała, że w ramach prowadzonego śledztwa prokuratura będzie wyjaśniać okoliczności samej napaści seksualnej, ale też to, czy personel medyczny oddziału właściwie dbał o bezpieczeństwo pacjentów.

15-latka trafiła na oddział psychiatryczny dla dorosłych za zgodą jej matki: na oddziale dla młodszych pacjentów nie było miejsc. Jak ustaliła nieoficjalnie PAP w źródłach zbliżonych do organów ścigania, mężczyzna, który może być sprawcą gwałtu, jest osobą ubezwłasnowolnioną.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabrze: Trwa proces ginekologa. Jest oskarżony o gwałcenie i molestowanie 26 pacjentek

Bez udziału publiczności będzie toczył się proces ginekologa z Zabrza Monzera M., oskarżonego o gwałcenie i molestowanie seksualne pacjentek. Według ustaleń śledztwa, jego ofiarą w ciągu 14 lat padło 26 kobiet, które przychodziły na badania do jego gabinetu.

W piątek przed Sądem Rejonowym w Zabrzu rozpoczęła się pierwsza rozprawa w procesie. Doprowadzono na nią oskarżonego, w sądzie stawiły się także pokrzywdzone.

Jeszcze przed odczytaniem aktu oskarżenia prokurator i pełnomocniczki oskarżycielek posiłkowych złożyli wniosek o wyłączenie jawności rozprawy – ze względu na możliwość naruszenia dóbr osobistych pokrzywdzonych. Sąd uwzględnił ten wniosek. Jak wskazała sędzia Magdalena Sikorska, sprawa dotyczy okoliczności drastycznych i sfery intymnej osób występujących w postępowaniu. Dziennikarze musieli opuścić salę rozpraw.

Policja znalazła pacjentki

M. jest obywatelem polskim syryjskiego pochodzenia, od wielu lat mieszka w Polsce. Śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się po zawiadomieniu jednej z kobiet. 50-letni lekarz został zatrzymany w sierpniu 2018 r. Po wszczęciu postępowania policjanci apelowali za pośrednictwem mediów, by zgłaszały się inne pokrzywdzone. Wszystkie kobiety, które zdecydowały się złożyć zeznania, były pacjentkami M. Do zarzucanych mu przestępstw miało dochodzić w trakcie badań ginekologicznych, gdy w gabinecie znajdowała się jedynie pacjentka i lekarz.

Oskarżony odpowiada za zgwałcenie lub doprowadzenie pacjentek do poddania się tzw. innej czynności seksualnej. Według śledztwa do przestępstw miało dochodzić od co najmniej 2004 do 2018 roku w Zabrzu, Gliwicach i Knurowie.

Grozi mu do 18 lat więzienia

Jak po skierowaniu aktu oskarżenia podawała prokuratura, materiał dowodowy oparty jest na zeznaniach świadków, opiniach biegłych oraz zgromadzonej dokumentacji. Podczas śledztwa ginekolog nie przyznał się do popełnienia żadnego z przedstawionych mu zarzutów, początkowo składał wyjaśnienia, później odmawiał wyjaśnień.

Ze względu na konieczność zabezpieczenia grożących podejrzanemu środków kompensacyjnych na rzecz pokrzywdzonych, a także kosztów sądowych i opłat na rzecz Skarbu Państwa, zabezpieczono mienie na kwotę 140 tys. zł. Mężczyźnie grozi do 18 lat więzienia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

24-latek, który zgwałcił 9-latkę już wcześniej skrzywdził dziecko

To się nie mieści w głowie! Dla Mateusza K. (24 l.) gwałt na dziewięcioletniej Sarze nie był pierwszym. Wcześniej na Śląsku skatował i zgwałcił chłopca. Przed sądem jednak nie stanął. Uznany za niepoczytalnego, trafił do psychiatryka. Mógł siedzieć tam do dziś, ale równo rok temu biegli stwierdzili, że nie wymaga dalszego leczenia. Ich opinia sprawiła, że niebezpieczny pedofil odzyskał wolność!

Koszmar! Tak można określić treść dokumentów Sądu Rejonowego w Gliwicach dotyczących Mateusza K. Przed oblicze tamtejszej Temidy osiemnastoletni wówczas Ślązak trafił po tym, jak skatował i zgwałcił chłopca. Z dokumentów nie wynika, w jakim wieku było dziecko. Wiadomo natomiast, że sponiewierane wylądowało w szpitalu. Jak to lapidarnie określono w dokumentach, ,,sprawca zadał chłopcu wielokrotne uderzenia”. Jednak nie poniósł za to żadnej kary. Biegli uznali, że jest niepoczytalny. I tak 5 sierpnia 2013 r. gwałciciel wylądował na oddziale psychiatrii sądowej o wzmocnionym zabezpieczeniu szpitala wojewódzkiego w Gorzowie. Pracownicy oddziału zapamiętali go, bo…przypadkowo nosi takie samo nazwisko jak pracujące w administracji małżeństwo. – Określiłbym go jako inteligentnego, wygadanego, ale i nadpobudliwego – mówi pracownik oddziału dziewiątego.
Z gorzowskiego psychiatryka zwyrodnialec wyszedł 28 czerwca ub.r. Jak wynika z dokumentacji sądu w Gliwicach, zdecydowało o tym konsylium lekarskie złożone z dwóch psychiatrów i psychologa. Stwierdzili oni, że pacjent nie wymaga dalszego leczenia szpitalnego i nie zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że może ponownie popełnić czyn przestępczy.

– Zwłaszcza ta druga część orzeczenia zdecydowała o tym, że Mateusz K. opuścił szpital – mówi Agata Dybek, rzeczniczka Sądu Okręgowego w Gliwicach. Ale jak się wkrótce miało okazać, lekarze się mylili, a Mateusz K. wcale nie przestał być groźny. W minioną niedzielę odurzył dziewięcioletnią Sarę tabletkami, potem ją zgwałcił, związał, zakneblował jej usta i uwięził w wersalce. Tylko przypadek sprawił, że dziecko przeżyło ten koszmar. Mateusz K. znów wylądował w areszcie, a wkrótce ponownie trafi przed oblicze biegłych psychiatrów. Co powiedzą teraz?
Źródło info i foto: se.pl

Tychy: Jest akt oskarżenia przeciwko policjantowi, który miał zgwałcić 6-letnie dziecko

Prokuratura Rejonowa w Tychach skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko policjantowi, który miał zgwałcić 6-letnią koleżankę swojej córki. Jej matka milczała, bo mężczyzna groził, że zabije dziewczynkę.

Mężczyzna usłyszał zarzuty zgwałcenia 6-latki oraz dopuszczenia się wobec niej „innej czynności seksualnej” oraz doprowadzenia jej do takiej czynności. Kolejne zarzuty, które mu postawiono, dotyczą pokazywania jej pornografii i grożenia pozbawieniem życia lub zdrowia.

Policjant miał wykorzystywać 6-latkę, gdy przychodziła na noc do jego córki. Z ustaleń śledczych wynika, że groził jej śmiercią, jeśli powie komukolwiek o tym, co z nią robi. Matka dziewczynki dowiedziała się o wszystkim ale milczała, bojąc się, że mężczyzna spełni swoje groźby.

Gdy sprawa wyszła na jaw, 6-latkę przesłuchano w obecności biegłego psychologa. Ekspert uznał, że jej słowa są wiarygodne. Mężczyzna trafił do aresztu. Wcześniej pracował w jaworznickiej drogówce. Jest już bezrobotny.
Źródło info i foto: wp.pl