Aktor i prezenter telewizyjny Bartłomiej M. zatrzymany. Miał zgwałcić trzy nastolatki

Na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie zatrzymano w środę aktora Bartłomieja M., byłego prezentera stacji Poland IN. Mężczyzna podejrzany jest o dokonanie gwałtów na trzech nieletnich kobietach – ustalił portal wPolityce.pl.

„Na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie został dziś (1 czerwca 2021 roku) zatrzymany aktor i fotograf Bartłomiej M. Usłyszał zarzut gwałtu na trzech nastolatkach – w wieku od 15 do 17 lat, a także nawiązywania kontaktów z małoletnimi w celu dokonywania na nich przestępstw seksualnych oraz posiadania pornografii z udziałem osób poniżej 15 roku życia. Prokuratura wystąpiła do sądu o jego tymczasowe aresztowanie” – poinformowała warszawska prokuratura, cytowana przez portal. Według wPolityce.pl śledczy ustalili, że Bartłomiej M. nawiązywał kontakty z nastolatkami pod pretekstem wykonywania sesji zdjęciowych, zwabiał je do siebie, a następnie wykorzystywał seksualnie.

– W ten sposób ofiarą gwałtu padły co najmniej trzy dziewczyny w wieku od 15 do 17 lat. Ofiar może być więcej, ponieważ do prokuratury zgłaszają się kolejne pokrzywdzone. Trwa intensywne śledztwo w tej sprawie i prokuratura nie wyklucza rozszerzenia zarzutów – podała prokuratura. Portal wPolityce.pl wskazuje, że Bartłomiej M. już rok temu usłyszał zarzut doprowadzenia podstępem 14-latki do obcowania płciowego.

„Zawiadomienie złożyła pokrzywdzona, a śledztwo pozwoliło na ustalenie kolejnych ofiar i postawienie dziś Bartłomiejowi M. nowych zarzutów. Grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna był już oskarżony o podobny czyn. W listopadzie 2017 roku sąd nieprawomocnie orzekł wobec niego 2 lata i 11 miesięcy pozbawienia wolności za gwałt. Sprawa jest na etapie rozpoznawania apelacji” – czytamy.

Jak wyjaśnia portal, Bartłomiej M. „zaczynał swoją karierę polityczną w Platformie Obywatelskiej, ale epizodyczne role w filmach sensacyjnych, serialach i reklamach zmieniał tak często jak barwy polityczne”. „Na początku maja media informowały o szokujących upodobaniach Bartłomieja M., który miał upijać nastoletnie dziewczynki i robić im nagie zdjęcia. Swoje ofiary miał wyszukiwać w popularnym wśród młodych i młodocianych modelek serwisie” – podaje wPolityce.pl.

M. w filmach, serialach i Poland IN

W ostatnich latach M. zagrał epizodyczne role m.in. w serialach „Ślad”, „Ojciec Mateusz”, „Na dobre i na złe”, „Świat według Kiepskich ”i „Barwy szczęścia”, przez kilka lat grał w „Pielęgniarkach”, wystąpił też m.in. w filmach „Jak zostałem gangsterem” i dwóch częściach „Kobiet mafii”. Był też związany jako prezenter z Poland In, uruchomionym w listopadzie 2018 roku anglojęzycznym kanale Telewizji Polskiej. W 2015 roku bez powodzenia startował z listy PiS w wyborach do Sejmu.
Źródło info i foto: wirtualnemedia.pl

Jest zawiadomienie do prokuratury ws. doktoranta UW. Miał zgwałcić studentkę

Do Prokuratury Okręgowej w Warszawie wpłynęło zawiadomienie dotyczące podejrzanie popełnienia przestępstwa na tle seksualnym przez doktoranta Uniwersytetu Warszawskiego. Historię zgwałconej podczas wyjazdu integracyjnego studentki w minionym tygodniu nagłośnił Studencki Komitet Antyfaszystowski.

Prok. Aleksandra Skrzyniarz z Prokuratury Okręgowej w Warszawie poinformowała, że do tej jednostki prokuratury wpłynęło zawiadomienie dotyczące możliwości popełnienia przestępstwa przez doktoranta Uniwersytetu Warszawskiego. Mężczyzna miał – według zawiadamiającego – dopuścić się przestępstw z art. 197 par. 1 kk – czyli gwałtu – i przestępstw narkotykowych.

„Sprawą doktoranta zajmuje się już prokuratura. Dalej można jednak zgłaszać popełnione przez doktoranta nadużycia. Oferujemy z tym pomoc. Ciągle również można uzyskać wsparcie od Konsultantki ds. przemocy seksualnej. Serdecznie zachęcamy do kontaktu” – podał we wtorek Studencki Komitet Antyfaszystowski.

W minionym tygodniu SKA opisał na Facebooku sytuację, podając pełne dane osobowe doktoranta, który miał dopuścić się przestępstwa wobec młodej kobiety.

SKA opisał, że ofiara zgłosiła się do komitetu z prośbą o pomoc w lutym, a do zdarzenia dojść miało jesienią ubiegłego roku. Na portalu wyborcza.pl ukazały się fragmenty wypowiedzi kobiety, która miała zostać skrzywdzona przez doktoranta UW.

Koleżanki ostrzegały mnie przed nim. Wszyscy mówili, że wykorzystuje młode studentki, częstuje narkotykami, a w zamian liczy na seks. Nikogo tam nie znałam, byłam kompletnie sama. On niemal codziennie próbował ze mną rozmawiać, proponował narkotyki, ale odmawiałam i traktowałam go chłodno – powiedziała cytowana przez portal studentka.

Z relacji kobiety wynika, że „nie wypiła dużo, ale w pewnej chwili dziwnie się poczuła”. Ocknęłam się na łóżku w jego pokoju. Byłam zupełnie naga, moje ciuchy leżały porozrzucane wokół. Znów odpłynęłam, ale świadomość wracała co kilka minut. Gwałcił mnie do rana, aż jego współlokator zaczął dobijać się do drzwi – relacjonowała kobieta.

Studentka miała zostać wykorzystana jeszcze dwukrotnie.

Dziennikarze portalu rozmawiali z doktorantem. Przekazał w rozmowie z „Wyborczą”, że „według jego informacji” studentka wyraziła zgodę na stosunek płciowy.

Wyborcza.pl podała, że komisja dyscyplinarna UW prowadzi wobec doktoranta postępowanie w sprawie posiadania środków odurzających i obrotu nimi. Jeśli w toku postępowania zostaną zasygnalizowane inne naruszenia, to takie wątki także będą podlegać wyjaśnieniu – przekazała portalowi rzeczniczka prasowa uniwersytetu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zbiorowy gwałt pod Olesnem. Ruszył proces

Gwałt pod Olesnem (woj. opolskie). Przed Opolskim Sądem Okręgowym ruszył proces Sebastiana K. i Mateusza B. Dwóch młodych mężczyzn po zakrapianej imprezie miało zgwałcić nastolatkę. Sprawa została wyłączona z jawności ze względu na dobro pokrzywdzonej. Do brutalnego gwałtu miało dojść w czerwcu w 2020 roku w jednej z miejscowości w powiecie oleskim. Według ustaleń śledczych, młodzi mężczyźni; 18-letni wówczas Sebastian K., wraz z pięć lat starszym Mateuszem B. mieli „wspólnie” i „w porozumieniu” zgwałcić 19-latkę, podczas gdy jeden z nich wszystko nagrywał.

Dramat miał się rozegrać po opuszczeniu imprezy, oskarżeni mieli wykorzystać fakt, że pokrzywdzona była pod wpływem alkoholu. Jak informuje portal nto.pl, zarówno Sebastian K., jak Mateusz B. po zatrzymaniu zostali tymczasowo aresztowani. Później jednak, środek zapobiegawczy w postaci aresztu został… zniesiony. Tym samym, oskarżeni odpowiadali w poniedziałek (15.03.21 r.) przed sądem z wolnej stopy, a na sali rozpraw spotkali się z pokrzywdzoną 19-latką.

Sprawa została wyłączona z jawności ze względu na dobro pokrzywdzonej 19-latki. Zarzut w postaci gwałtu zbiorowego jest traktowany jako zbrodnia i grozi za nią od 3 do 15 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl

Jarosław Jakimowicz miał zgwałcić kobietę? Gwiazdor TVP dementuje oskarżeniom

Przysięgam na zdrowie moich dzieci, że nikogo nie zgwałciłem. Nie jestem zdolny do takich czynów, brzydzę się agresją wobec kobiet — mówi Onetowi aktor i prezenter TVP Info Jarosław Jakimowicz. Wczoraj we wpisie na Facebooku dziennikarz Piotr Krysiak napisał, że „gwiazda publicystyki TVP INFO miała zgwałcić uczestniczkę konkursu Miss Generation 2020. Tak utrzymuje kobieta, która uciekła ze zgrupowania i zgłosiła sprawę policji”.

Z ustaleń Onetu wynika, że Krysiakowi chodziło właśnie o Jakimowicza, a domniemana ofiara mieszka w Wielkiej Brytanii. Według Krysiaka, od ośmiu miesięcy trwa śledztwo w tej sprawie.

– Potwierdzam, że śledztwo się toczy. Obecnie jest zawieszone, ponieważ zwróciliśmy się o pomoc prawną do Wielkiej Brytanii. Postępowanie toczy się „w sprawie”, a nie przeciwko komuś – mówi w rozmowie z Onetem Agnieszka Kępka, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Wiadomo, że dziewczyna była już przesłuchana. Pytamy, czy poszkodowana wskazała sprawcę. – Nie mogę udzielać tak szczegółowych informacji na temat postępowania – dodaje Agnieszka Kępka.

Dziennikarz stawia zarzuty

„Gwiazda publicystyki TVP Info”, o której pisze Krysiak, miała w hotelu Parisel Palace w Klimkach pod Łukowem wepchnąć do pokoju uczestniczkę konkursu Miss Generation 2020. Tam następnie doszło do gwałtu. Dzień później ofiara uciekła z hotelu, udała się do szpitala ginekologiczno-położniczego w Warszawie. Policji pokazała swojego oprawcę w materiałach, jakie miała w galerii zdjęć i filmów w telefonie.

Krysiak wylicza szereg nieprawidłowości, do których miało dojść podczas śledztwa, takich jak np. zaniechania przebadania poszkodowanej kobiety. Ofiara twierdzi, że gwałciciel straszył ją konsekwencjami, jeśli opowie komuś o gwałcie.

Krysiak nie wskazał, kto miałby być sprawcą gwałtu, ale wiemy, że na zgrupowaniu wraz z kobietami był właśnie Jakimowicz – wskazują na to zdjęcia.

Jakimowicz: „Jak mam się bronić?!”

Aktor i prezenter w emocjonalnej rozmowie z Onetem bardzo stanowczo zaprzeczył oskarżeniom. — Dlaczego od wielu miesięcy trwa śledztwo, a ja – podobno podejrzewany o gwałt – nawet nie zostałem przesłuchany?! Nikogo nie zgwałciłem! Przysięgam na zdrowie moich dzieci! Nie jestem zdolny do takich czynów, brzydzę się agresją wobec kobiet — mówi Jakimowicz. Aktor jest rozgoryczony, bo jego zdaniem wpis Krysiaka, choć anonimowy, to wskazywał na niego. — Jak mam się w tej sytuacji bronić? Jestem, jaki jestem. Pracuję w TVP, co nie każdemu się podoba. Przyzwyczaiłem się do ataków, ale zarzuty o gwałt to przekroczenie wszelkich zasad. Jestem w każdej chwili gotowy zeznawać w prokuraturze.

Na Twitterze pojawiły się już informacje, że publicysta ma zostać odsunięty z prowadzenia programów TVP Info. Z informacji Onetu wynika, że nie jest to prawda.

TVP go nie zawiesi

– Łączenie Telewizji Polskiej z opisaną w internecie historią rzekomego gwałtu jest całkowicie nieuprawnione. Nawet z ww. postu (wpisu Piotra Krysiaka – red.) jasno wynika, że przywoływane zdarzenie nie ma związku z produkcją realizowaną przez TVP – stwierdził dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosław Olechowski w rozmowie z portalem WirtualneMedia.

Powiedział, że do dyrekcji TAI „nie wpłynęły żadne informacje wskazujące na nieobyczajne zachowanie któregokolwiek z prowadzących czy gości programów publicystycznych TVP Info”.

– Opisane w internecie zdarzenie miało mieć miejsce w lutym 2020 roku. Od tamtej porty – tj. w przeciągu blisko roku – żadne instytucje państwowe, takie jak policja czy prokuratura, nie wystąpiły do Telewizji Polskiej z pytaniami lub wnioskami w ww. sprawie – dodał Olechowski.

Według informacji Onetu, Olechowski rozważał zawieszenie Jakimowicza, ale po jego kategorycznych zaprzeczeniach nie zdecydował się tego zrobić.

„Dyrekcja TAI przeprowadziła postępowanie wyjaśniające dotyczące internetowych informacji na temat jednego ze współpracowników TVP Info.Nie stwierdzono nieprawidłowości w funkcjonowaniu redakcji publicystyki TVP Info. W toku postępowania dyrekcja TAI otrzymała poniższe oświadczenie” – napisał Olechowski na Twitterze.
Źródło info i foto: onet.pl

Pedofil w Prokocimiu. Chciał zgwałcić trzy dziewczynki

41–latek grasował w rejonie Prokocimia i zaczepiał dziewczynki, które wracały do domu ze szkoły. Na zaczepianiu niestety nie kończył, molestował je, dotykając w intymne miejsca. Uczennice od razu opowiedziały o wszystkim swoim rodzicom, a Ci zawiadomili funkcjonariuszy. Policjanci od razu zaczęli działać. Na osiedlu pojawiły się dodatkowe partole, które miały, w szczególności, pilnować bezpieczeństwa uczniów wracających ze szkoły. W tym samym czasie inni funkcjonariusze rozpracowywali pedofila. Szybko wytypowali sprawcę.

Okazał się nim 41–letni mężczyzna. Jeszcze tego samego dnia został zatrzymany w miejscu, w którym zaczepiał uczennice.

– Mężczyzna został już przesłuchany przez prokuratora. Usłyszał zarzut, w dwóch przypadkach, dopuszczenia się tzw. „innej czynności seksualnej” wobec małoletniego poniżej 15 roku życia oraz drugi, usiłowanie gwałtu osoby poniżej 15 roku życia – informuje Katarzyna Cisło z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

Został tymczasowo aresztowany.
Źródło info i foto: se.pl

Jest wyrok ws. zgwałcenia i zabicia 15-latki z Miłoszyc. Ireneusz M. oraz Norbert B. skazani

Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał wyrok w sprawie głośnej zbrodni w Miłoszycach. Oskarżeni o gwałt i zabójstwo 15-latki Ireneusz M. oraz Norbert B. zostali skazani na 25 lat więzienia i pozbawieni praw publicznych na 10 lat. Wyrok nie jest prawomocny. W sprawie wcześniej niesłusznie skazano Tomasza Komendę, który w więzieniu spędził 18 lat. Mężczyzna został uniewinniony.

Prokuratura za brutalny gwałt i zabójstwo 15-letniej dziewczyny żądała dla Ireneusza M. kary dożywocia. Drugiemu z oskarżonych mężczyzn – Norbertowi B. groził natomiast wyrok w wysokości 25 lat pozbawienia wolości.

Sąd okręgowy we Wrocławiu skazał obu mężczyzn na 25 lat więzienia, a także pozbawił ich praw publicznych na 10 lat. Wyrok nie jest prawomocny. Wrocławski sąd uznał, że obaj oskarżeni są winni gwałtu ze szczególnym okrucieństwem, w wyniku którego 15-letnia Małgosia zamarła.

„Wina i okoliczności popełnienia czynu przez oskarżonych nie budzą wątpliwości” – powiedział przewodniczący składu sędziowskiego sędzia Marek Poteralski.

Sędzia uznał ze za skazaniem, oprócz zeznań świadków, bezwzględnie przemawia materiał DNA znaleziony na ubraniu i ciele zgwałconej dziewczyny. Przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości podkreślił, że w tej sprawie udział brały także inne niezidentyfikowane do tej pory osoby.

Podczas odczytywania wyroku, rodzice Małgosi stali z wyciągniętymi rękami. Zaciśnięte pięści kierowali na skazanych. Zaraz po wyroku na sali sądowej od razu zatrzymany został Norbert B., który do tej pory odpowiadał z tzw. wolnej stopy. Mężczyzna nie stawiał oporu.

Ogłoszeniu wyroku przysłuchiwał się także brat Tomasza Komendy.

Do zbrodni doszło w 1996 roku, podczas sylwestrowej zabawy w wiejskiej świetlicy w Miłoszycach koło Wrocławia w województwie dolnośląskim. Według opinii śledczych mężczyźni mieli podać 15-latce środki odurzające, upić ją, a później zgwałcić. Po dokonanej zbrodni sprawcy zostawili dziewczynę na mrozie. Nastolatka zmarła na skutek wyziębienia organizmu i odniesionych ran.

Tomasz Komenda niewinny

W sprawie niesłusznie skazano Tomasza Komendę na 25 lat więzienia. Mężczyzna odsiadywał wyrok w Zakładzie Karnym w Strzelinie. W 2018 roku został przez sąd penitencjarny przy Sądzie Okręgowym we Wrocławiu warunkowo zwolniony z odbywania kar. Komenda wyszedł na wolność po 18 latach.

Prokuratura, na podstawie nowych materiałów dowodowych w sprawie, uznała, że mężczyzna nie popełnił zbrodni, za którą został skazany. Ostatecznie Sąd Najwyższy uniewinnił Tomasza Komendę, uchylając wcześniejszy prawomocny wyrok 25 lat więzienia za zabójstwo i zgwałcenie 15-latki.

Sędzia wskazał, że w krótkim czasie po popełnieniu zbrodni, pojawiły się wskazówki dotyczące potencjalnego sprawcy zbrodni, ale „czynności podjęte wówczas nie doprowadziły do postawienia mu zarzutów”.

Po latach okazało się, że ta wskazana już na początku stycznia 1997 r. osoba, wedle wniosku o wznowienie postępowania, jest w tej chwili osobą podejrzana w tej sprawie – zaznaczył sędzia Andrzej Tomczyk.

Już wówczas było duże prawdopodobieństwo oskarżenia o tę zbrodnię osoby, która niedawno stała się podejrzana. Tak jednak się w tej sprawie nie stało – dodał przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości. Wskazał ponadto, że ekspertyzy śladów z miejsca zbrodni, a także badania DNA włosów znalezionych w pozostawionej na miejscu przestępstwa czapce, wykluczyły Tomasza Komendę.

Decyzję Sądu Najwyższego skomentował w 2018 roku minister sprawiedliwości i prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

„Choć tych utraconych lat życia panu Komendzie nikt nie zwróci, to przynajmniej to orzeczenie przywraca mu poczucie godności jako człowiekowi niewinnemu, człowiekowi niesłusznie skazanemu za okrutną zbrodnię – zabójstwo, gwałt na dziewczynce – którą popełnił inny sprawca” – przyznał Zbigniew Ziobro

Komenda walczy o odszkodowanie

Tomasz Komenda razem ze swoim pełnomocnikiem prof. Zbigniewem Ćwiąkalskim w 2019 roku złożyli do wrocławskiego sądu pozew o zadośćuczynienie i odszkodowanie w wysokości ponad 18 mln zł za niesłuszne skazanie na 25 lat więzienia.

„Nie da się porównać krzywdy Tomasza Komendy z tymi sprawami, w których do tej pory przyznawane było zadośćuczynienie. Ktoś, kto jest skazany za zabójstwo dziecka, w więzieniach jest traktowany drastycznie” – przyznał mecenas Ćwiąkalski. Sprawa nadal jest w toku.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Łukasz K. odpowie za gwałt na 13-miesięcznej dziewczynce. Jest akt oskarżenia

Łukasz K. to były żołnierz, który oskarżony został o zgwałcenie 13-miesięcznej córeczki swoich sąsiadów. Sprawą oficjalnie zajmie się teraz wymiar sprawiedliwości. Mężczyzna dopuścił się czynu ponad rok temu. W Szczecinku 10 września 2019 roku doszło do przerażającego zdarzenia, któremu poświęcono całe odcinki programów „Interwencja” czy „Alarm!”. Były żołnierz, Łukasz K., zgwałcił niemowlę – 13-miesięczną córeczkę sąsiadów.

Sąsiedzi powierzyli pod opiekę Łukaszowi K. swoje dziecko, sądząc, że mogą zaufać mężczyźnie i jego żonie – Kindze K. Kiedy jednak kobieta wyszła z domu, były żołnierz, jak podają wspomniane źródła, rzucił się na dziewczynkę, a następnie zgwałcił ją, dotkliwie raniąc jej intymne miejsca.

Sąsiedzi, rodzice dziecka, zorientowali się o wszystkim, gdy odebrali je, a następnie, już w domu, zauważyli na ubrankach krew. Zawieźli dziewczynkę do szpitala, skąd przetransportowano ją do kliniki ginekologicznej w Szczecinie. Tam stwierdzono, że została zgwałcona.

Akt oskarżenia oficjalnie trafił już do sądu

Łukasz K., jak podaje Wirtualna Polska, pierwotnie przyznał się do winy. Potem jednak, w toku śledztwa i podczas kolejnych przesłuchań stwierdził, że dziewczynka doznała tak poważnych obrażeń w zupełnie inny sposób. Portal Szczecinek – Nasze Miasto poinformował właśnie, że do sądu wpłynął akt oskarżenia, dotyczący sprawy Łukasza K. Wkrótce odbędą się rozprawy sądowe, które zakończyć się mogą orzeczeniem winy oskarżonego i skazaniem go za ten czyn na nawet 15 lat pozbawienia wolności, o czym poinformował prok. Ryszard Gąsiorowski w rozmowie z portalem.
Źródło info i foto: o2.pl

Izrael: Zbiorowy gwałt na 16-latce w jednym z wakacyjnych kurortów

Opinią publiczną w Izraelu wstrząsnął zbiorowy gwałt na 16-latce w wakacyjnym kurorcie na południu kraju, Ejlacie. „To nie tylko zbrodnia przeciwko tej dziewczynie, to zbrodnia przeciwko samej ludzkości” – napisał na Twitterze premier Benjamin Netanjahu. Sprawa wywołała wyjątkowe poruszenie w czwartek (20 sierpnia) po opublikowaniu szczegółów zeznań wskazujących, że ok. 30 mężczyzn stało w kolejce przed pokojem hotelowym nietrzeźwej dziewczyny, cierpliwie czekając na swoją kolej, aby ją zgwałcić. Potwierdziły to nagrania z hotelowych kamer zabezpieczone przez policję.

Nastolatka złożył skargę na policję 14 sierpnia. Pierwszy podejrzany, 27-letni mieszkaniec Hadery, został aresztowany w środę po tym, gdy korespondencja między nim a poszkodowaną ujawniła, że istnieje dokumentacja wideo domniemanego gwałtu. Drugi podejrzany, również 27-latek z Hadery, został aresztowany w czwartek rano.

Specjalnie powołana gupa operacyjna, złożona z 20 śledczych, przegląda nagrania z kamer, aby zidentyfikować wszystkich podejrzanych, mając nadzieję na ich późniejsze aresztowanie i przesłuchanie – podał portal Times of Israel. Według telewizji Keszet 12 policja zakłada, że niektórzy mężczyźni gwałcili dziewczynę, podczas gdy inni stali obok i patrzyli lub filmowali zdarzenie.

Wyciekły dane poszkodowanej

Dane poszkodowanej wyciekły do mediów społecznościowych – poinformowały w piątek media izraelskie, m.in. „Israel Hajom” i portal Walla! – co spowodowało falę internetowej nienawiści skierowanej w jej kierunku. Z obawy o bezpieczeństwo dziewczyny policja zdecydowała o wzmocnieniu ochrony wokół jej domu w Aszkelonie.

„Najtrudniejszą rzeczą dla niej jest niepewność co do zdjęć, boi się, że jej zdjęcia zostały rozesłane” – powiedziała portalowi Ynet anonimowa osoba, która spotkała się z rodziną poszkodowanej. „To tylko dziewczyna, która pojechała do Ejlatu, żeby spędzić czas z przyjaciółmi” – dodała.

Ejlat jest jedynym izraelskim kurortem nad Morzem Czerwonym. W tym roku z powodu odwołania lotów zagranicznych ze względu na pandemię stał się głównym celem letnich wycieczek „rozwydrzonej” młodzieży, zwłaszcza młodych mężczyzn świętujących ostatnie chwile przed poborem do wojska – zwraca uwagę portal Mako.
Źródło info i foto: interia.pl

Porwali, gwałcili i torturowali 18-latka. Oprawcy usłyszeli skandalicznie niskie wyroki

Ta sprawa wstrząsnęła mieszkańcami Pomorza. W 2016 roku trzej mężczyźni i kobieta uprowadzili, torturowali i zbiorowo zgwałcili 18-latka z Gdańska. Dla oprawców sąd był wyjątkowo łagodny. Bandyci zostali skazani na kary: od 4 do 6 lat więzienia. Wygląda jednak na to, że za swe haniebne czyny zostaną osądzeni jeszcze raz. We wtorek Sąd Najwyższy uwzględnił kasację złożoną przez Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro.

„Rzadko w sprawach przeciwko zdrowiu człowieka zdarza się takie nagromadzenie okoliczności drastycznych, agresywnych i mogących zaostrzająco wpłynąć na wymiar kary” – wskazał w uzasadnieniu wtorkowego wyroku sędzia Andrzej Stępka.

Sąd Najwyższy podkreślał, że sprawcy byli bardzo brutalni i traktowali pokrzywdzonego nieludzko, wielokrotnie wykorzystując seksualnie swoją ofiarę.

„Kiedy pokrzywdzony próbował się bronić przed wykonaniem tych czynności to m.in oskarżona Patrycja S. zaczęła strzelać do niego z pistoletu pneumatycznego” – wskazał sąd.

Zbiorowy gwałt, strzelanie z wiatrówki i przypalanie papierosami

Przypomnijmy. Do porwania 18-latka doszło 4 października 2016 roku. Jak ustalili śledczy, młody chłopak został uwięziony przez cztery osoby. Oprawcy mieli się nad nim bestialsko znęcać. Swoją ofiarę wywieźli do lasu, tam strzelali do niego z wiatrówki w genitalia, przypalali papierosami i zbiorowo gwałcili. 18-letni gdańszczanin został uwolniony przez porywaczy 5 października i od razu zgłosił się na policję.

Kilka godzin później śledczy zatrzymali trzech mężczyzn w wieku 23-24 lat. Następnego dnia rano zatrzymana została 18-letnia kobieta. Podejrzanym postawiono zarzuty pozbawienia człowieka wolności ze szczególnym udręczeniem oraz doprowadzenia do obcowania płciowego. Według prokuratury, młodzi ludzie nie mieli żadnego motywu, by w ten sposób potraktować swoją ofiarę.

Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. W styczniu 2018 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku wydał wyrok w tej bulwersującej sprawie. Cała czwórka została uznana za winnych zarzucanych im czynów. Daniel K. został skazany na 6 lat więzienia, Patrycja S. na 5 lat więzienia, Marcin D. oraz Dawid B. na 4 lata więzienia. Skazani mieli też zapłacić 10 tys. zł na rzecz pokrzywdzonego.

Jak przekazała nam wówczas Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, prokurator wnosił o wymierzenie wszystkim oskarżonym znacznie surowszej kary, to jest 10 lat pozbawienia wolności, dlatego prokuratura złożyła apelację. Sąd apelacyjny utrzymał jednak w mocy ten skandalicznie niski wyrok.

Sprawą zajął się Prokurator Generalny, który złożył kasację do Sądu Najwyższego. Jego zdaniem wymiar kary jest rażąco niewspółmierny. We wtorek Sąd Najwyższy uwzględnił tę kasację, uchylił wyrok sądu apelacyjnego w zakresie wymiaru kar i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Utrzymano wyroki za zgwałcenie i zabicie 27-latki z Sokółki

To dopiero brak sumienia i bezczelność! Gwałcicielom i mordercom Agnieszki Michniewicz (†27 l.) z Sokółki zamarzyła się wolność. Po sześciu latach za kratami dwaj zwyrodnialcy walczą o uniewinnienie! Już po raz trzeci Sąd Najwyższy kieruje sprawę do apelacji. Do okrutnej zbrodni doszło w 2009 roku. Artur K. (26 l.), Mariusz P. (26 l.) i Piotr N. (27 l.) byli kolegami z klasy. Pewnego dnia poszli na wagary, kupili alkohol i wypili go w parku. Wtedy jeden z nich przypomniał sobie o dziewczynie, którą niedawno poznał. Miała akurat imieniny i zaprosiła go na kawę. Swoim gościom Agnieszka otworzyła drzwi, będąc jeszcze w piżamie. Kiedy parzyła kawę, mężczyźni zaatakowali. Bili ją po głowie, dusili, grozili widelcem, którym pokiereszowali jej twarz. Potem na zmianę gwałcili, a na końcu poderżnęli jej gardło.

Zwyrodnialców udało się złapać dopiero cztery lata po zbrodni. Nie przyznali się do winy. Sąd skazał wówczas Piotra N. na 25 lat więzienia, Artura K. na 15 lat i Mariusza P. na 12 lat.

Bandyci odwołali się, ale w apelacji utrzymano wyroki, więc złożyli kasację do Sądu Najwyższego. Ze względu na braki formalne została uznana i powróciła do apelacji, a tam po raz drugi wymierzono bandytom takie same kary. Ale i ten wyrok został uchylony. Sąd Najwyższy bowiem stwierdził, że zabrakło wyjaśnień jednego z bandytów. Dlatego Sąd Apelacyjny w Białymstoku zajął się sprawą po raz trzeci.
Źródło info i foto: Fakt.pl