Przerażająca zbrodnia w Zielonej Górze. Nowe ustalenia

W tej rodzinie od dawna dochodziło do przemocy. W końcu wydarzyła się tragedia. 62-latek z Zielonej Góry (woj. lubuskie) zadźgał żonę nożem, a potem popełnił samobójstwo, skacząc z 10. pietra. Policję wezwał syn ofiary, który uciekł z mieszkania, widząc, jak ojciec atakuje matkę. Dramat rozegrał się w niedzielę nad ranem w wieżowcu w Zielonej Górze. W mieszkaniu wybuchła głośna awantura. – Słyszałam przeraźliwe krzyki kobiety – mówi Faktowi mieszkanka osiedla. Po chwili krzyki ucichły.

– Usłyszałem tępe, głośne uderzenie, jakby coś spadło na ziemię – dodaje inny mieszkaniec. Na trawniku pod blokiem ludzie znaleźli martwego mężczyznę.

Na miejsce tragedii przyjechała policja i pogotowie. 62-latek, który wyskoczył z wieżowca, zginął na miejscu. W mieszkaniu znaleziono jego 61-letnią żonę. Leżała martwa w kałuży krwi. Na szyi miała rany od ciosów nożem.

– Doszło do morderstwa z samobójstwem. Ciała zostały zabezpieczone do sekcji – mówi prok. Zbigniew Fąfera, rzecznik zielonogórskiej prokuratury okręgowej.

Jak informuje policja, kilka lat temu rodzina była objęta niebieską kartą, bo mąż znęcał się nad żoną. W 2015 roku postępowanie w tej sprawie umorzono, ale przemoc nie ustała. O ostatnim ataku policję zaalarmował 41-letni syn małżeństwa. Próbował uratować matkę, ale nie zdołał. Teraz znajduje się pod opieką psychologa.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zielona Góra: Zastrzelił żonę, po czym sam wyskoczył z 10. piętra

Tragedia w Zielonej Górze w Lubuskiem. Dwie osoby nie żyją po domowej awanturze, do której doszło dziś rano w jednym z bloków przy ulicy Lisiej. 62-latek zaatakował swoją żonę, po czym wyskoczył z 10. piętra. Przed ósmą rano 62-latek zaatakował i śmiertelnie ranił nożem swoją 61-letnią żonę. W tym czasie w mieszkaniu przebywał 41-letni syn sprawcy i ofiary, który zdołał uciec i zawiadomić policję. W tym czasie sprawca ataku wyskoczył z 10. piętra. Mężczyzna zginął na miejscu.

Nie wiadomo, czy w chwili ataku był trzeźwy, ma to wyjaśnić zaplanowana sekcja zwłok. Jak dowiedział się reporter RMF FM, Mateusz Chłystun od zielonogórskiej policji, w 2014 roku mężczyzna miał założoną tzw. niebieską kartę, ale przez pięć ostatnich lat w rodzinie nie było żadnych policyjnych interwencji.

Na miejscu tragedii wciąż pracują policjanci i prokurator. 41-latek, który był świadkiem awantury, został otoczony opieką psychologa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

15-letni nożownik z Zielonej Góry odmówił składania wyjaśnień

15-latek podejrzewany o ugodzenie nożem o rok starszego kolegi, odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. Zielonogórski sąd rejonowy zadecydował o umieszczeniu go na trzy miesiące w interwencyjnym schronisku dla nieletnich – powiedziała sędzia Jolanta Witczak z Sądu Okręgowego w Zielonej Górze.

Interwencyjne schronisko, do którego trafi nastolatek, zostanie wyznaczone przez resort sprawiedliwości. Do czasu jego wskazania, 15-latek będzie przebywał w Policyjnej Izbie Dziecka.

Na podstawie zawiadomienia policji, sąd wszczął z urzędu postępowanie wobec 15-letniego Stefana K. Jego celem jest ustalenie, czy nieletni dopuścił się usiłowania zabójstwa swojego 16-letniego znajomego. Podczas dzisiejszego posiedzenia chłopak odmówił składania wyjaśnień i odpowiedzi na jakiekolwiek pytania sądu – sędzia podkreśliła Jolanta Witczak.

W środę około godz. 20 przed jednym ze sklepów przy ul. Rzeźniczaka w Zielonej Górze 15-latek miał zaatakować nożem swojego 16-letniego znajomego. Trafił on do szpitala. Przeszedł operację. Jego stan lekarze określają jako ciężki.

W czwartek w zielonogórskim sądzie odbyło się posiedzenie z udziałem 15-latka, jego rodziców, obrońcy i prokuratora. „Z uwagi na fakt, że Stefan K. ukończył 15 lat, za ciężkie przestępstwa może odpowiadać jak dorosły na podstawie Kodeksu karnego, a co się z tym wiąże może zostać wymierzona mu kara pozbawienia wolności” – informuje sąd.

Decyzję w tym zakresie podejmuje jednak sąd, który może orzec wobec nieletniego środki wychowawcze, jak również zakład poprawczy – zaznaczyła sędzia Witczak.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Atak nożownika w Zielonej Górze. 16-latek w poważnym stanie

Do dramatycznych scen doszło w Zielonej Górze. Piętnastoletni chłopak zaatakował nożem 16-latka. Jego stan jest poważny. Policja prosi świadków o wszelkie informacje w tej sprawie.

Do brutalnego zdarzenia doszło w środę ok. około godziny 21 wieczorem przy sklepie Żabka się przy ul. Rzeźniczaka w Zielonej Górze. Jak informuje „Gazeta Lubuska”, 15-latek dźgnął nożem rok starszego nastolatka.

Atak potwierdza zielonogórska policja. Na miejsce wezwano karetkę pogotowia. Ciężko ranny 16-latek został przetransportowany do szpitala. Ma przejść operację. Ze wstępnych informacji wynika, że jego stan jest poważny, ale nie mamy żadnych informacji o zagrożeniu życia.

Policja ustala przyczyny zdarzenia. 15-letni chłopak trafił na policyjną izbę dziecka do Gorzowa Wielkopolskiego. O sprawie został poinformowany także Wydział Rodzinny i Nieletnich Sądu Rejonowego. Policja prosi o kontakt wszystkie osoby, które mają informacje o okolicznościach tego dramatycznego wydarzenia.
Źródło info i foto: wp.pl

Sprawa Ewy Tylman. Policjanci nakłaniali do składania fałszywych zeznań?

Jak donosi „Fakt”, prokuratura w Zielonej Górze bada nowy wątek, jakoby policjanci CBŚ mieli namawiać domniemanego świadka, gangstera „Ramzesa” do kłamstwa. Ewa Tylman zaginęła w Poznaniu w nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku, wracała wtedy z firmowej imprezy w towarzystwie Adama Z. Dopiero w lipcu 2016 roku udało się odnaleźć jej ciało w Warcie.

W 2019 roku sąd uznał, że Adam Z., jeden z głównych podejrzanych, nie zabił Ewy Tylman i uniewinnił go. Jednak w styczniu 2020 roku Sąd Apelacyjny uchylił ten wyrok, a sprawa wróciła do ponownego rozpatrzenia. Śledczy wskazywali, że Z. miał zepchnąć dziewczynę ze skarpy i wrzucić do wody i dotąd trzymają się tej tezy. Choć jak zauważa „Fakt”, prokuratura „nigdy nie dysponowała niezbitymi dowodami na winę Adama Z.”.

Prokuratura bada nowy wątek ws. śledztwa po śmierci Ewy Tylman

W trakcie procesu zgłosił się świadek, który utrzymywał, że Adam Z., gdy przebywał w areszcie, wyjawił mu, że to on zabił Tylman. Świadkiem był gangster „Ramzes”, Paweł P., a sąd ostatecznie nie dał wiary jego relacji.

Wszczęto więc śledztwo ws. składania fałszywych zeznań przez „Ramzesa”, podczas którego prokuratorzy natrafili na nowy trop. „Fakt” przytacza w tej sprawie wypowiedź Łukasza Wojtasika z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze:

„Na kanwie tego postępowania powstało podejrzenie, że za nakłanianiem „Ramzesa” do składania fałszywych zeznań mogą stać funkcjonariusze publiczni, dokładniej policjanci CBŚP. Te materiały z tego powstępowania zostały wyłączone i objęte osobnym śledztwem, które jednak zostało czasowo zawieszone”.

Z kolei „Ramzes” twierdzi, że do składania fałszywych zeznań nakłaniał go zielonogórski prokurator.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zielona Góra: Mordercza para brutalnie zabiła kochanka kobiety. Trwa śledztwo

Zatrzymano kobietę i mężczyznę, a do akcji wkroczył prokurator. Ma trudne zadanie. Czy próba zabójstwa to skutek zazdrości męża, który odkrył zdradę, a może efekt pikantnej zabawy, która wymknęła się spod kontroli…

Horror rozegrał się w sierpniu zeszłego roku w centrum Zielonej Góry, ale dopiero teraz „krwawe małżeństwo” skierowano na obserwację psychiatryczną. Istnieje bowiem wątpliwość, czy w chwili usiłowania zabójstwa byli w pełni poczytalni.

Co tak naprawdę wydarzyło się w Zielonej Górze?

Śledczy pracujący nad sprawą mówią o wątku miłosnym i zazdrości. Konrad P. miał mieć romans z kobietą, która zwabiła go do mieszkania. On sam zaprzecza jednak romansowi. Mówi, że kobieta sobie to wymyśliła. Ale dlaczego znalazł się z nią w łóżku i pozwolił sobie zapiąć kajdanki?

– Przyszedłem do niej, bo to moja znajoma. Prosiła, żebym jej pomógł, bo mąż znęca się nad nią i dziećmi – opowiada. – Usiadła mi na kolanach i założyła kajdanki – wspomina.

Wtedy wbiegł mąż kobiety i rzucił się na niego z nożem. – Dostałem kilka ciosów, on chciał mnie zabić – twierdzi ofiara ataku. Mężczyzna ocalał, bo w ostatniej chwili wyskoczył przez okno. Ona się przyznała, on nie

Śledztwo trwa. – Małżonkowie usłyszeli zarzut usiłowania zabójstwa oraz spowodowania ciężkiego uszkodzenia ciała – mówi prok. Łukasz Wojtasik z zielonogórskiej prokuratury okręgowej. Kobieta przyznała się do zarzutów. Jej mąż nie, twierdząc, że nic nie pamięta. Morderczej parze grozi dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zielona Góra: Piotr C. chciał się zemścić za zwolnienie z pracy. Spalił kolegom samochody

Piotr C. (43 l.) z Zielonej Góry został zwolniony z pracy i postanowił się zemścić. Działał metodycznie i w ciągu kilku miesięcy spalił 11 samochodów wartych niemal ćwierć miliona złotych! Wszystkie należały do pracowników jego byłej firmy.

W październiku 2019 r. na jednym z zielonogórskich osiedli spłonął volkswagen jetta o wartości 15 tys. zł. W lutym br. z dymem poszło kolejnych pięć aut. W marcu ogień strawił następne samochody, w tym forda mondeo o wartości 100 tys. zł. Biegli ustalili, że za każdym razem auta były oblewane łatwopalną substancją i podpalane. Straty zostały wycenione na niemal 250 tys. zł.

Podpalacz długo był nieuchwytny, po wznieceniu pożaru uciekał niezauważony. Aż do ostatniego podpalenia, kiedy w pobliżu miejsca przestępstwa nagrał go monitoring. Właściciele spalonych aut rozpoznali na nagraniu swojego byłego kolegę z pracy, który został zwolniony z firmy.

W środę 22 kwietnia Piotr C. został zatrzymany przez kryminalnych w swoim mieszkaniu. Był zaskoczony widokiem policjantów. W jego mieszkaniu znaleziono tę samą substancję, której użyto do podpalenia wszystkich aut. Mężczyzna nie przyznał się jednak do winy i odmówił składania wyjaśnień. Sąd aresztował go tymczasowo na trzy miesiące.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zielona Góra. Wysadziły blok, mogą wyjść na wolność?

Mieszkańców bloku przy ul. Wyszyńskiego w Zielonej Górze budzi najmniejszy hałas. Od czasu, kiedy Danuta P. (77 l.) i jej córka Monika (53 l.) odkręciły w swoim mieszkaniu gaz i doprowadziły do wybuchu, boją się wszystkiego. A najbardziej tego, że kobiety wrócą do mieszkania i dopełnią dzieło zniszczenia.

W środę, 3 lipca, około godz. 21.00 huknęło tak, że słychać było w całej Zielonej Górze. W mieszkaniu na drugim piętrze bloku przy Wyszyńskiego wybuchł gaz. Eksplozja wyrwała część ściany wieżowca, w oknach dziesiątek mieszkań wyleciały szyby, zarwała się jedna winda, a szyb drugiej został uszkodzony.

Po eksplozji w mieszkaniu wybuchł pożar. Akcja ratunkowa trwała wiele godzin. Cztery osoby trafiły do szpitala. Jedna z zawałem, inna z atakiem paniki i dwie z zatruciem dymem. Dziesięć osób zostało uspokojonych na miejscu akcji przez ratowników medycznych i lekarzy.

Szybko ustalono, że w mieszkaniu zostały odkręcone kurki z gazem w kuchence. Z tego powodu doszło do potężnej eksplozji. Przed wybuchem zniknęły sąsiadki: Danuta i Monika.

– Od lat mówiły nam, że wysadzą blok w powietrze i w końcu to zrobiły – mówi 40-letni Ireneusz Kwiatkowski, sąsiad zza ściany.

Dwa dni później Danuta P. i jej córka Monika zostały znalezione w lesie koło zielonogórskiego osiedla Jędrzychów. Sąd tymczasowo posłał obie do aresztu. Kobiety usłyszały zarzut sprowadzenia katastrofy wielkich rozmiarów zagrażającej życiu wielu osób. Matka przyznała się do zarzutów. Córka nie.

Monika od razu trafiła do szpitala psychiatrycznego. Matka została w nim teraz umieszczona na obserwacji. Opinia psychiatrów może zadecydować o tym, czy Danuta P. trafi do więzienia, czy po kilkunastomiesięcznym leczeniu wyjdzie na wolność.

– Jeżeli one unikną więzienia, cały blok wystąpi do policji o całodobowa ochronę – mówi Ireneusz Kwiatkowski.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wybuch gazu w Zielonej Górze. Matka i córka z zarzutami

Jak dowiedziała się Wirtualna Polska, kobiety, które były poszukiwane w związku z wybuchem gazu w mieszkaniu przy ul. Wyszyńskiego 25 w Zielonej Górze, usłyszały zarzuty. Grozi im nawet 10 lat więzienia. Na jaw wychodzą nowe fakty. Do wybuchu gazu i pożaru doszło 3 lipca w bloku przy ulicy Wyszyńskiego w Zielonej Górze. Siła wybuchu była tak duża, że szyby wypadły z okien. Zarwała się winda, a szyb drugiej został uszkodzony. Na szczęście, nikt nie zginął. Trzy osoby, z atakiem paniki, zawałem serca i zatruciem dymem, zostały przewiezione do szpitala.

Do wybuchu doszło na drugim piętrze bloku. Mieszkanie jest całkowicie zniszczone. Mieszkały tam dwie kobiety – matka i córka – Danuta i Monika P. Kobiety zniknęły przed wybuchem.

Kobiety zostały odnalezione w piątek w okolicy zielonogórskiej dzielnicy Jędrzychów. Ukrywały się w prowizorycznym szałasie w lesie za ogródkami działkowymi.
Źródło info i foto: wp.pl

Zielona Góra: Policja wciąż szuka kierowcy, który wjechał w dwie kobiety na chodniku

Zielonogórska policja poszukuje kierowcy, który minionej nocy wjechał w dwie kobiety siedzące na skraju chodnika na ul. Piaskowej w Nowogrodzie Bobrzańskim i uciekł z miejsca wypadku – poinformowała Małgorzata Barska z tamtejszej policji. Możliwe, że prowadzący auto zrobił do celowo. 

O zdarzeniu napisała w niedzielę na swoim portalu „Gazeta Lubuska”. Z ustaleń dziennikarzy i policji wynika, że do wypadku doszło w nocy z soboty na niedzielę ok. godz. 2. Kobiety po imprezie towarzyskiej postanowiły jeszcze porozmawiać i usiadły na chodniku. W pewnym momencie wjechał w nie kierowca auta osobowego i uciekł z miejsca wypadku.

Jedna z pokrzywdzonych kobiet odniosła poważne obrażenia – ma złamaną miednicę, odmę płucną i krwiaka wątroby. Od razu musiała trafić na stół operacyjny. Druga doznała powierzchownych obrażeń i po opatrzeniu wyszła ze szpitala.

Chcesz otrzymywać więcej takich informacji? Śledź Kronikę Kryminalną Radia ZET na Facebooku

– Sprawca najprawdopodobniej poruszał się srebrnym volkswagenem touranem bądź sharanem. Osoby mające jakiekolwiek informacje na temat tego zdarzenia prosimy o kontakt z zielonogórską policją. Oczywiście nasi funkcjonariusze również pracują nad ustaleniem i zatrzymaniem osoby odpowiedzialnej za to potrącenie – powiedziała PAP Barska.

Jak podaje „Gazeta Lubuska”, powołując się na relacje świadków zdarzenia, istnieje możliwość, że kierowca samochodu chciał celowo wjechać w kobiety. Świadkowie utrzymują, że przyczyną wypadku raczej nie było przypadkowe wypadnięcie z drogi bądź poślizg. Ten wątek policja również będzie wyjaśniać. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl