Policja szuka osób ze zdjęcia. Chodzi o śmierć motorowerzysty

W miejscowości Chrośna (woj. kujawsko-pomorskie) wjechał w niego Nissan Almera. Mężczyzna, który prowadził auto nie zatrzymał się, by pomóc kierowcy jednośladu i jego pasażerowi. Zamiast tego odjechał. Motorowerzysta zmarł. Policjanci ustalili tożsamość 30-latka podejrzewanego o spowodowanie śmiertelnego wypadku oraz towarzyszącej mu koleżanki.

Tragedia rozegrała się w piątek, 9 sierpnia około godziny 15:15 w miejscowości Chrośna. Jak ustalili policjanci, Nissan Almera podczas wyprzedzania zderzył się z motorowerem. Kierowca jednośladu zginął na miejscu, a jego pasażer został ranny.

– Kierujący Nissanem mężczyzna, oddalił się z miejsca wypadku i odjechał w kierunku Dąbrowy Wielkiej. Razem z nim w aucie jechała kobieta. Pojazd posiada charakterystyczne uszkodzenia: rozbity prawy reflektor, kierunkowskaz i tylni zderzak – poinformowali policjanci z komendy wojewódzkiej w Bydgoszczy.

– Prowadzone przez policjantów z Komendy Miejskiej Policji w Bydgoszczy, intensywne działania doprowadziły do ustalenia personaliów sprawcy oraz osoby mu towarzyszącej – dodali. Mundurowi opublikowali zdjęcia 30-latka podejrzewanego o spowodowanie śmiertelnego wypadku i jego koleżanki. To Krzysztof Majewski (s. Piotra, ur. 19.02.1989 r.) oraz Martyna Jędrzejczyk (c. Marka, ur. 04.12.1989 r.).

Funkcjonariusze proszą o kontakt każdego, kto może pomóc ustalić, gdzie obecnie przebywają. – W tej sprawie prosimy o kontakt telefoniczny z dyżurnym Komendy Miejskiej Policji w Bydgoszczy pod nr (52) 372 55 01 lub nr alarmowym 112 – dodali mundurowi.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Są wyniki sekcji zwłok Brunona Kwietnia

Są wyniki sekcji zwłok Brunona Kwietnia. Według prokuratury przyczyną śmierci mężczyzny był chorobowy krwotok wewnątrzczaszkowy podpajęczynówkowy, czyli rodzaj udaru mózgu spowodowany pęknięciem tętniaka. Ustalono także, że brak jest jakichkolwiek zmian urazowych w obrębie czaszki. Brunon Kwiecień był skazany za przygotowywanie zamachu terrorystycznego na Sejm.

Jak podaje Onet, sekcja zwłok została przeprowadzono dziś rano w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu.

W kwietniu 2017 r. Sąd Apelacyjny w Krakowie uznał K. za winnego przygotowywania zamachu terrorystycznego na Sejm i skazał go na 9 lat więzienia. W pierwszej instancji K. został skazany na 13 lat więzienia.

Brunon K. odpowiadał przed sądem za przygotowywanie od lipca do listopada 2012 r. ataku terrorystycznego na konstytucyjne organy RP, nakłanianie w 2011 r. dwóch studentów do przeprowadzenia zamachu oraz za nielegalne posiadanie broni i handel nią.

Według śledczych K., doktor chemii, ówczesny pracownik naukowy Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, zamierzał zdetonować w pobliżu Sejmu cztery tony materiałów wybuchowych na bazie saletry, umieszczonych w pojeździe wojskowym SKOT. Do eksplozji miało dojść podczas posiedzenia z udziałem prezydenta, premiera i ministrów – w trakcie rozpatrywania w Sejmie projektu budżetu.

W procesie, który przed Sądem Okręgowym rozpoczął się w styczniu 2014 r., Brunon K. przyznał się do tego, że przygotowywał i opracowywał zamach na gmach Sejmu, natomiast nie poczuwał się do winy i twierdził, że był inspirowany przez osobę współpracującą z ABW.

Jako pierwsza o śmierci Brunona K. poinformowała „Gazeta Wyborcza”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: 44-letnia Sylwia P. oskarżona o zabicie 11-miesięcznego dziecka. Zatrzymana w Bydgoszczy

W okolicy Bydgoszczy doszło do zatrzymania 44-letniej Polki, której prokuratura z Minnesoty postawiła zarzut morderstwa 11-miesięcznego chłopca – wynika z ustaleń TVN 24. Kobieta była opiekunką i pracowała w domowym przedszkolu. Znajdujący się pod jej opieką chłopiec zmarł w 2017 roku. Miał ciężkie obrażenia ciała, a zdaniem śledczych kobieta zadała mu je, wymierzając kary fizyczne.

44-letnia Sylwia P. pracowała jako licencjonowana opiekunka w domowym przedszkolu mieszczącym się w budynku na przedmieściach Minneapolis w stanie Minnesota. TVN 24 informuje, że do śmierci 11-miesięcznego chłopca znajdującego się pod jej opieką doszło 12 lipca 2017 roku. Policję powiadomili okoliczni mieszkańcy, którzy donieśli, że słyszą krzyki kobiety wzywającej pomoc. Po przyjeździe do domu, w którym pracowała P., zastali leżące na stole nieprzytomne dziecko, które nie reagowało na próby reanimacji przez kobietę. Po przewiezieniu do szpitala u chłopca stwierdzono śmierć mózgu i bardzo rozległe obrażenia głowy. Mimo wysiłków lekarzy zmarł.

USA. Polska opiekunka z zarzutem zabójstwa dziecka

Podczas trwającego w sprawie śledztwa prokuratura wraz z biegłymi ustaliła, że obrażenia mogły zostać spowodowane silnym potrząsaniem dzieckiem. Z zeznań kobiety wynikało z kolei, że w dniu, gdy doszło do tragedii, 11-miesięczny Gabriel nieustannie płakał i mocno tęsknił za rodzicami. Jak opisuje TVN24, kobieta utrzymywała, że posadziła chłopca w foteliku w kuchni i dała mu wafelka, a następnie zajęła się innymi dziećmi. Gdy wróciła do kuchni, niemowlak miał być już nieprzytomny.

Amerykańska prokuratura nie dała wiary zeznaniom 44-latki. W lutym 2018 roku postawiono jej zarzut morderstwa drugiego stopnia (bez premedytacji), za co grozi do 40 lat więzienia. Zdaniem śledczych kobieta miała stosować wobec chłopca kary fizyczne, który doprowadziły do jego śmierci. Kobieta wyjechała do Polski na trzy miesiące przed postawieniem zarzutów, wydano za nią list gończy.

Do zatrzymania 44-latki doszło 3 lipca na terenie województwa kujawsko-pomorskiego, w okolicy Bydgoszczy. Kobieta została przesłuchana w charakterze podejrzanej. Przydzielono jej także dozór policji i zakazano opuszczanie kraju. Obecnie – jak ustalili dziennikarze TVN 24 – prokuratura czeka na wniosek o jej ekstradycję od strony amerykańskiej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ełk: Nastolatek zmarł w placówce wychowawczej. Doszło do przestępstwa?

Ciało kilkunastoletniego chłopca znaleziono w niedzielę w jednej z placówek opiekuńczo-wychowawczych w Ełku – informuje RMF FM. Śledczy ustalają, czy mogło dojść do przestępstwa.

Jak ustalił reporter RMF FM Kuba Kaługa, prokuratura nie chce zdradzać szczegółów dotyczących tego, jak zginęło dziecko, zanim okoliczności tej tragedii nie zostaną dokładnie wyjaśnione. Sekcja zwłok nieżyjącego nastolatka dopiero ma się odbyć.

W pierwszej kolejności ma zostać przesłuchany cały personel pracujący w placówce, by odtworzyć godziny poprzedzające tragedię.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ciąg dalszy sprawy Ukraińca porzuconego w lesie. Mężczyzna zmarł

Właścicielka firmy z Jastrzębska Starego k. Nowego Tomyśla miała porzucić w lesie swojego pracownika, który zasłabł w trakcie pracy. Mężczyzna, obywatel Ukrainy, zmarł. Teraz w sprawę zaangażował się Adam Bodnar. RPO domaga się informacji od Inspekcji Pracy na temat wcześniejszych kontroli.

Bulwersującą sprawę opisuje „Gazeta Wyborcza”. 36-letni Wasyl Czornej mieszkał w Polsce od czterech miesięcy. Mężczyzna pracował na budowie, jednocześnie dorabiając w zakładzie stolarskim w Jastrzębsku Starym nieopodal Nowego Tomyśla. Jak wynika z zeznań kolegów z pracy 38-latka, mężczyzna 12 czerwca zasłabł. 53-letnia Grażyna F., właścicielka zakładu, nie wezwała jednak pogotowia. Zamiast tego miała porzucić go w lesie 125 km dalej, tam 36-latek zmarł. Kobieta zatrudniała pracowników nielegalnie i prawdopodobnie bała się konsekwencji, teraz grozi jej pięć lat więzienia. Oprócz niej zatrzymany został jeden z Ukraińców pracujących w zakładzie, któremu zarzuca się utrudnianie śledztwa.

Porzuciła Ukraińca w lesie. Bodnar domaga się informacji

Do sprawy odniósł się Adam Bodnar, który zamieścił oświadczenie. RPO powiadamia w nim, że zwrócił się do Głównego Inspektora Pracy o informacje dotyczące „czynności kontrolnych wobec pracodawcy zmarłego”. Jak czytamy w oświadczeniu, chodzi o ustalenie okoliczności zdarzenia. Rzecznik wymienia pięć zagadnień, które jego zdaniem powinny być zbadane. Chodzi o: legalność zatrudnienia cudzoziemców, obowiązek opłacania składek na ubezpieczenia społeczne, obowiązek opłacania składek na Fundusz Pracy, przygotowanie pracowników do prac i przestrzeganie przepisów dotyczących technicznego bezpieczeństwa pracy.

RPO przypomina przy okazji tego zdarzenia o niepokojących statystykach z raportu „Mniejszość ukraińska i migranci z Ukrainy w Polsce. Analiza dyskursu”. Wynika z niego, że aż 41 proc. wypowiedzi w polskim internecie na temat Ukraińców miało wydźwięk negatywny. 42 proc. było neutralnych, a tylko 17 proc. – pozytywnych.

Konsul uruchomił zbiórkę dla bliskich zmarłego Ukraińca

Do sprawy odniósł się też Witold Horowski, konsul honorowy Ukrainy w Wielkopolsce. Horowski uruchomił zbiórkę na rzecz rodziny zmarłego 36-latka – żona, trójka dzieci oraz rodzice w podeszłym wieku. „Wiemy jednak, że to ubodzy ludzie, dla których śmierć bliskiego wkrótce będzie miało też wymiar materialnej katastrofy. Piszą do nas w tej sprawie ci, którzy mają potrzebę wsparcia materialnego tej rodziny” – pisze konsul. Pieniądze można wpłacać na numer konta 37 1090 1854 0000 0001 1451 2044 z dopiskiem „Dla dzieci Wasyla”
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Polska szefowa porzuciła Ukraińca w lesie. Mężczyzna nie żyje. Wcześniej zasłabł w pracy

Wasyl Czornej zasłabł w zakładzie produkującym trumny w Wielkopolsce. Polska szefowa, zamiast wezwać pogotowie, wywiozła go do lasu i porzuciła.

– Nie chorował, nie tracił przytomności, nie miał padaczki – mówi o Wasylu jego żona, Natalia Czornej. Na Ukrainie bez ojca zostało troje małych dzieci, a bez pomocy – starsi rodzice.

36-letni Wasyl Czornej spod Śniatynia na zachodzie Ukrainy przyjechał do Polski cztery miesiące temu. Pracował na budowie, ale dorabiał w zakładzie stolarskim w Jastrzębsku Starym, wsi pod Nowym Tomyślem w Wielkopolsce.
Źródło info i foto: Wyborcza.pl

Były prezydent Egiptu zmarł w sądzie

Były prezydent Egiptu Mohammed Mursi zmarł wczoraj po zasłabnięciu w sądzie – przekazała państwowa egipska telewizja. Ten związany z Bractwem Muzułmańskim polityk stał na czele Egiptu w latach 2012-2013.

Były prezydent Egiptu Mohammed Mursi zmarł w sądzie w rezultacie ataku serca – poinformowały władze i źródła medyczne. Jego syn poinformował, że władze nie chcą się zgodzić na pochówek w jego rodzinnych stronach w Delcie Nilu.

Urząd prokuratora poinformował, że Mursi zmarł po osunięciu się na podłogę po wygłoszeniu trwającego 20 minut przemówienia. Zgon stwierdzono po przewiezieniu go do szpitala. Medyczny raport stwierdza, że na ciele polityka nie było żadnych obrażeń.

Mursi został wybrany na prezydenta w pierwszych demokratycznych wyborach w Egipcie po demonstracjach z 2012 roku, które na fali tzw. arabskiej wiosny doprowadziły do obalenia Hosniego Mubaraka. Jednak po roku, w rezultacie masowych protestów, został on odsunięty od władzy przez wojsko, dowodzone wówczas przez Abda el-Fataha es-Sisiego, który następnie sam został szefem państwa i pozostaje nim do dziś.

W 2014 roku Sisi zwyciężył w wyborach, zdobywając ponad 96 proc. głosów. Od tego czasu władze egipskie na szeroką skalę stosują represje wobec swych przeciwników. Tysiące członków Bractwa Muzułmańskiego stanęło przed sądami w zbiorowych procesach, a setki skazano na karę śmierci lub wieloletnie kary więzienia. Sam Mursi także został w 2015 r. skazany na karę śmierci, choć rok później sąd kasacyjny unieważnił ten wyrok.

W trakcie rządów Sisiego Egipt oficjalnie uznał Bractwo Muzułmańskie za organizację terrorystyczną. Broniąca praw człowieka Human Rights Watch nazwała ten ruch „decyzją polityczną”, której wyłącznym celem była „chęć rozbicia znaczącego ruchu opozycyjnego”.

Mursi odbywał karę więzienia za podżeganie do zabójstwa manifestantów sprzeciwiających się jego rządom w 2012 roku oraz szpiegostwo na rzecz Kataru. Był on również oskarżany m.in. o szpiegostwo na rzecz palestyńskiego Hamasu, Iranu oraz wspieranego przez ten kraj szyickiego libańskiego Hezbollahu.

„To morderstwo”

Śmierć byłego prezydenta Egiptu Mohammeda Mursiego to „morderstwo” – oświadczyło w Bractwo Muzułmańskie. Ta religijno-polityczna organizacja wezwała zarazem do masowego stawienia się na pogrzebie Mursiego.

W oświadczeniu opublikowanym w internecie Bractwo zaapelowało również do zbierania się przed ambasadami Egiptu na świecie. Kondolencje po śmierci Mursiego rodzinie i „bratniemu narodowi Egiptu” złożył emir Kataru Tamim ibn Hamad as-Sani. Katar, podobnie jak Turcja, wspiera działalność Bractwa Muzułmańskiego.

Mohammed Mursi

Mursi urodził się w 1951 r. w jednej ze wsi w Delcie Nilu, w muhafazie Asz-Szarkijja. Po studiach inżynierskich w latach 70. na uniwersytecie w Kairze, wyjechał do USA na studia doktoranckie na Uniwersytecie Południowej Kalifornii. Po powrocie do kraju został szefem wydziału inżynierii na Uniwersytecie w Az-Zakazik w rodzinnej prowincji. Był żonaty.

W latach 2000-2005 pełnił mandat posła; utracił go w głosowaniu, które – jak utrzymywał – było sfałszowane. Chwalony za wystąpienia w parlamencie został rzecznikiem Bractwa Muzułmańskiego, a w 2011 po powstaniu, które na fali tzw. arabskiej wiosny obaliło 30-letnie rządy Hosniego Mubaraka – przewodniczącym Partii Wolności i Sprawiedliwości.

Mursi został wybrany na prezydenta w pierwszych demokratycznych wyborach w Egipcie w 2012 roku. W kampanii stał na stanowisku, że przyszła pora, by wcielić w życie słynne hasło Bractwa, które brzmi: „Rozwiązaniem jest islam”. BBC opisywało go w 2012 roku jako spokojnego i wyważonego, wydającego się należeć do głównego, konserwatywnego nurtu w obrębie Bractwa.

Podkreślał wielokrotnie, że jest politykiem niezależnym, a rządy organizacji religijno-politycznej do której przynależy nie muszą oznaczać teokracji. Odwoływał się do – jak to określał – „islamu umiarkowanego”. Po objęciu urzędu poparł w konflikcie izraelsko-palestyńskim Hamas, zmieniając kierunek polityczny swojego poprzednika. Kontrowersje wzbudziło jednak szczególnie rozszerzenie przez niego swoich prerogatyw jako głowy państwa.

Po roku prezydentury, w rezultacie masowych protestów, Mursi został odsunięty od władzy przez wojsko, dowodzone wówczas przez Abda el-Fataha es-Sisiego, który następnie sam został szefem państwa i pozostaje nim do dziś. Mursi natychmiast został aresztowany, a Partię Wolności i Sprawiedliwości rozwiązano w 2014 roku.

Od czasu przejęcia władzy przez Sisiego w Egipcie na szeroką skalę stosuje się represje wobec politycznych przeciwników rządu. Bractwo Muzułmańskie uznano za organizację terrorystyczną; tysiące jego członków stanęło przed sądami w zbiorowych procesach, a setki skazano na karę śmierci lub wieloletnie kary więzienia. Sam Mursi także został w 2015 r. skazany na karę śmierci, choć rok później sąd kasacyjny unieważnił ten wyrok.

Jak wylicza portal Al-Dżaziry, byłego prezydenta sądzono w co najmniej w sześciu procesach. Od sześciu lat przebywał w więzieniu. Podczas tego czasu jedynie trzykrotnie zezwolono mu na wizytę rodziny. Mursi odbywał karę więzienia za podżeganie do zabójstwa manifestantów sprzeciwiających się jego rządom w 2012 roku oraz szpiegostwo na rzecz Kataru. Był on również oskarżany m.in. o szpiegostwo na rzecz palestyńskiego Hamasu, Iranu oraz wspieranego przez ten kraj szyickiego libańskiego Hezbollahu.

Organizacje praw człowieka zarzucały władzom Egiptu, że nie zapewniają Mursiemu odpowiedniej opieki medycznej. Informowały, że jest on przez 23 godziny na dobę przetrzymywany w izolatce, co stanowi według ONZ torturę.
Źródło info i foto: onet.pl

USA: Zmarł 12-letni chłopiec. Był bity, głodzony i więziony przez rodziców

Eduardo Posso z Bloomington w stanie Indiana w ubiegły czwartek nagle przestał oddychać. Ojciec zawiózł chłopca do szpitala, jednak nie udało się go uratować. Dochodzenie prowadzone przez miejscową policję odsłoniło okoliczności jego śmierci.

– Ta historia jest bardziej przerażająca niż wszystkie inne, z którymi dotychczas się spotkałem – powiedział szeryf Brad Swain, podczas konferencji prasowej relacjonując dochodzenie policji w sprawie śmierci chłopca. – Przez 30 lat pracy nie widziałem takiego przypadku – dodał.

– Powiedziano mi też, że dla lekarza pogotowia ratunkowego, który przeprowadzał badanie chłopca było to również bardzo trudne doświadczenie. Na własne oczy zobaczył, do jakich okrucieństw są zdolni dorośli wobec swoich dzieci – dodał szeryf.

Był bity, głodzony, więziony

Podczas przeszukania pokoju motelowego, w którym mieszkała rodzina Posso, policjanci znaleźli wideo pokazujące chłopca skutego kajdankami i przywiązanego do wanny. W pomieszczeniu znaleziono również fotografie, na których Eduardo ma na szyi elektroniczną obrożę dla psów. W pokoju było także pudło z łańcuchami, które prawdopodobnie wykorzystywano do krępowania chłopca. Zdaniem śledczych, 12-latek przez ostatni rok był bity, głodzony i więziony. Koroner Joani Shields prowadząca śledztwo w tej sprawie poinformowała, że przed śmiercią waga chłopca wahała się między 22 a 24 kilogramami. – Był bardzo wycieńczony – stwierdziła. Na ciele chłopca znaleziono liczne siniaki, kości nie były złamane.

Możliwy zarzut morderstwa

Ojciec i macocha chłopca zostali aresztowani. Postawiono im zarzut zaniedbania dziecka, jednak może on zostać poszerzony o zarzut morderstwa. Przyczyna śmierci Eduardo Posso wciąż nie jest znana. Pozostałe dzieci pary, w wieku 2, 5 i 9 lat, trafiły pod opiekę rządowej agencji opiekującej się zaniedbywanymi i wykorzystywanymi dziećmi.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Obywatel Japonii próbował przemycić kokainę. Zmarł na pokładzie samolotu

Obywatel Japonii zmarł na podkładzie samolotu lecącego ze stolicy Meksyku do Japonii. Jak się okazało, przed lotem mężczyzna połknął 246 woreczków z kokainą.

Jak informuje BBC, samolot lecący z miasta Meksyk musiał awaryjnie lądować w mieście Hermosillo w stanie Sonora, po tym jak jeden z pasażerów źle się poczuł. Mężczyzny nie udało się jednak uratować. Podczas sekcji zwłok w jego żołądku i w jelitach znaleziono 246 wypełnionych kokainą woreczków o długości 2,5 cm i szerokości 1 cm. Być może co najmniej jeden z nich okazał się nieszczelny, powodem śmierci mężczyzny określonym przez lekarzy był bowiem obrzęk mózgu spowodowany przedawkowaniem narkotyków. Mężczyzna został zidentyfikowany jako Udo N., a meksykańska stolica była tylko jego miejscem przesiadkowym mężczyzny – podróżował z kolumbijskiej stolicy, Bogoty.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Atak nożownika w Kawasaki. Nie żyje dziecko, kilkanaście osób rannych

W ataku nożownika w mieście Kawasaki na południe od Tokio zginęło kilkuletnie dziecko, a kilkanaście osób odniosło obrażenia. Japońskie media podają różne liczby rannych – od 14 do 19. Zdecydowana większość z rannych to uczennice prywatnej, katolickiej szkoły podstawowej w wieku 6-7 lat, które czekały na autobus. Napastnik po ataku ranił się nożem w szyję i zmarł. Motywy jego działania nie są znane. Wiadomo, że miał około 40-50 lat.

Do ataku doszło przed 8.00 rano lokalnego czasu, niedaleko dworca kolejowego w Kawasaki. Mężczyzna niespodziewanie zaatakował osoby stojące na przystanku autobusowym. Po zajściu, w pobliskim parku znaleziono dwa noże.
Źródło info i foto: polskieradio24.pl