Korea Południowa: 24-latek kierował grupą, która zmuszała nastolatki do występowania w erotycznych filmach

W Korei Południowej działała grupa zmuszająca młode dziewczyny do występowania w erotycznych filmach, które udostępniano na płatnych czatach. Gdy sprawa wyszła na jaw, Koreańczycy złożyli pięć milionów podpisów pod petycjami, by ujawnić tożsamość sprawców.

Z płatnych czatów w aplikacji Telegram, którymi zarządzał Cho Ju-bin, korzystały dziesiątki tysięcy osób, a ceny za dostęp dochodziły do 1,2 tys. dolarów (około 5 tys. złotych). Żeby otrzymać dostęp nie wystarczyło zapłacić – użytkownik musiał w osobnym czacie udostępnić swoje własne nagranie i – jak pisze portal Quartz – dzielić się mizoginicznymi poglądami

Na każdym z czatów były jednocześnie transmisje z trzema-czterema dziewczynami, które do „występów” zmuszano szantażem. Dziewczyny miały wykonywać czynności seksualne, ale również się samookaleczać. Nagrania często publikowano razem z imionami i nazwiskami, a nawet adresami młodych kobiet.

Jak pozyskiwano dziewczyny? Grupa kontaktowała się z osobami, które w mediach społecznościowych oferowały usługi seksualne, np. płatny sexting. Często były to nastolatki, które uciekły z domu i potrzebowały pieniędzy. Operatorzy czatów obiecywali im wysokopłatne prace modelek lub dziewczyn do towarzystwa. Następnie, już na Telegramie, powoli wydobywano ich dane – imiona i nazwiska, adresy, numery telefonu, listę znajomych i zdjęcia, których później używano do szantażowania.

Groźba ujawnienia nagrań i tożsamości

BBC przytacza historię jednej z wykorzystanych dziewczyn, uczennicy gimnazjum, która o tym, co ją spotkało opowiedziała w koreańskim radiu. Członkowie grupy Cho Ju-bina obiecali jej pieniądze i telefon, a potem kazali wysłać zdjęcia i nagrania. Łącznie miała ich wysłać co najmniej 40.

– Mieli moją twarz, mój głos, moje dane. Bałam się, że będą mi grozić [ich upublicznieniem], jeśli powiem, że odchodzę – powiedziała. Dziewczyna nabawiła się depresji i zaburzeń afektywnych dwubiegunowych. Była przekonana, że jest śledzona, a w obawie przed rozpoznaniem z domu wychodziła wyłącznie szczelnie zakryta.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Szwecja. Irakijczyk zmuszał młode Polki do prostytucji. Jest wyrok sądu

Obywatel Iraku zmuszał nastoletnie Polki do prostytucji. Za swoje czyny usłyszał wyrok w Szwecji. 25-latek został skazany przez sąd w Sztokholmie na karę więzienia. Poznawał je w Internecie, a później zapraszał na przyjazd do Szwecji. Tak działał 25-letni Khalid, obywatel Iraku.

Jak informuje portal RMF24.pl, początkowo mężczyzna miał ofiarować nastoletnim Polkom połowę pieniędzy za świadczone przez nie usługi seksualne. Później zmuszał je do częstych spotkań z mężczyznami oraz żądał od nich spłacenia długu za wynajem mieszkania.

Sprawa ujrzała światło dzienne, gdy 17-letnia letnia Maria uciekła przed jednym z klientów do kawiarni w centrum Sztokholmu. Tam świadkowie zdarzenia powiadomili policję. Przed wyjazdem do Szwecji nastolatka miała borykać się z kłopotami w domu i szkole.

Szwecja. Irakijczyk skazany

Jak ustaliła szwedzka policja, Irakijczyk miał zmuszać nastoletnie Polki do prostytucji poprzez narkotyki i alkohol. W wynajmowanym przez Khalida mieszkaniu, znaleziono przedmioty, mogące świadczyć o przemocy seksualnej. Przypadek 17-letniej Marii został zakwalifikowany przez prokuraturę jako handel ludźmi. Dwa pozostałe jako stręczycielstwo. 25-latek został też skazany za posiadanie narkotyków.

Sam wyrok w sprawie Irakijczyka jest przełomowy. Szwedzki sąd po raz pierwszy uznał ogłoszenia na portalu randkowym za przejaw stręczycielstwa.25-latek miał zeznać, że jedynie pomagał w publikowaniu ogłoszeń w Internecie. Za kratami spędzi dwa lata dziewięć miesięcy. Mężczyźni, którzy korzystali z usług polskich nastolatek, zostali skazani na karę grzywny.
Źródło info i foto: wp.pl

Włoch znęcał się nad Polką na wózku inwalidzkim. Zmuszał ją do oddawania renty

47-latek z Mondragone (na północ od Neapolu) od dawna znęcał się nad swoją niepełnosprawną partnerką. Sprawa wyszła na jaw, gdy mężczyzna zamknął jeżdżącą na wózku Polkę na balkonie. Okazało się, że nie tylko ją torturował – złamał jej m.in. kość udową – ale zmuszał również do oddawania mu renty inwalidzkiej. Właśnie trafił do aresztu.

47-letni Włoch trafił do aresztu w Mondragone oskarżony o maltretowanie rodziny i zadanie ciężkich obrażeń swojej partnerce.

Wśród wielu aktów przemocy, prokuratorzy wymienili m.in. pobicie partnerki statywem fotograficznym, co spowodowało złamanie kości udowej (później mężczyzna rozbił gips założony kobiecie przez lekarza). Konkubent oskarżony jest również o odbieranie Polce renty inwalidzkiej w wysokości 280 euro miesięcznie.

Sprawa maltretowania niepełnosprawnej wyszła na jaw we wrześniu ubiegłego roku, gdy Włoch ofiarę przykutą do wózka inwalidzkiego wypchnął i zamknął na balkonie. Kobietę zobaczyli przechodnie i to oni zawiadomili policję, która ją uwolniła.

Maltretowana Polka trafiła do domu swojej matki, zgodziła się złożyć doniesienie na konkubenta. Śledztwo ujawniło wiele aktów przemocy, które prokuratura w Santa Maria Capua Vetere nazwała wprost torturami. Prokuratorzy ujawnili, że 47-letni Włoch od dawna był niezwykle brutalny wobec rodziny i często znajdował się pod wpływem alkoholu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Poznański czyściciel kamienic skazany za oszustwo na 82-letniej kobiecie. Piotr Ś. skazany na 8 miesięcy

Poznański „czyściciel kamienic” skazany za perfidne oszustwo na 82-letniej emerytce. Mimo, że w sprawie chodziło jedynie o tysiąc złotych, sąd wydał surowy wyrok.

„Gazeta Wyborcza” opisała bulwersującą historię oszusta, który zmuszał lokatorów do wyprowadzek. Piotr Ś. odcinał mieszkańcom gaz i wodę, a w niektórych przypadkach zalewał mieszkania i rozbijał ściany. Mężczyzna był pomocnikiem biznesmenów kupujących poznańskie kamienice.

Czyściciel recydywista

Przeciwko „czyścicielowi kamienic” do dnia dzisiejszego toczy się proces za nękanie pięciu mieszkańców poznańskich kamienic, jednak wyrok jeszcze nie zapadł.

Sąd w krótszym czasie rozpatrzył sprawę 82-latki, która dała „czyścicielowi” tysiąc złotych w gotówce za dostarczenie listy mieszkań wystawionych do przetargu. Gdy mężczyzna wziął od emerytki pieniądze, ślad po nim zaginał. Sprawa trafiła do sądu, który skazał Piotra Ś. karę grzywny.

Nie chciał grzywny, dostał karę więzienia

Jak podaje „Głos Wielkopolski”, gdy oszust odwołał się od wyroku, został skazany na 8 miesięcy więzienia bez zawieszenia. Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Bytów: 35-latek zmuszał do wysyłania nagich zdjęć. Miał pliki z dziecięcą pornografią

Miała 15 lat, gdy 33-letni wówczas mieszkaniec Bytowa (woj. pomorskie), którego poznała w internecie, zaczął ją szantażować. Zmuszał ją do wysyłania nagich zdjęć i filmów. Mężczyzna kontaktował się z nastolatką przez telefon i komunikatory internetowe. Koszmar 17-latki z Bydgoszczy trwał dwa lata. W końcu poszła na policję. – Sprawca zmuszał ją do przesyłania nagich zdjęć i filmów z jej udziałem – powiedział w rozmowie z „Gazetą Pomorską” Przemysław Słomski z bydgoskiej policji. Potwierdził, że ofiara nie miała nawet 15 lat, gdy mężczyzna zaczął wymuszać na niej przesyłanie intymnych zdjęć.

Pornografia dziecięca i treści zoofilskie

Funkcjonariuszom z KWP w Bydgoszczy udało się złapać sprawcę. Jest nim 35-letni mieszkaniec Bytowa. W zeszły czwartek policjanci weszli do jego mieszkania. Znaleźli w nim pliki zawierające pornografię dziecięcą oraz treści zoofilskie.

Dzień później mężczyzna usłyszał zarzuty. Odpowie za zmuszanie groźbami małoletniej poniżej 15. roku życia i po ukończeniu 15 lat do wykonywania innych czynności seksualnych, a także za posiadanie pornografii dziecięcej oraz treści z zoofilią. 35-latkowi grozi 8 lat więzienia.

Na ławie oskarżonych zasiądzie też jego 31-letni brat, który usłyszał zarzut sprowadzania, posiadania i rozpowszechniania treści zawierających pornografię dziecięcą oraz z wykorzystaniem zwierząt. Grozi mu do 12 lat więzienia.

Sąd wobec obu braci zastosował trzymiesięczny areszt. W przeszłości byli notowani do podobnych czynów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Asystent europosła PiS zmuszał żonę do prostytucji? Kobieta zabrała głos

Zmuszanie do prostytucji, znęcanie się i groźby o odebrania dziecka – tak o wieloletniej gehennie opowiada w UWADZE! żona lokalnego polityka z podwarszawskiej miejscowości.

Wszystkiemu zaprzeczył mąż kobiety, obecnie akredytowany w Brukseli asystent europosła PiS. Pani Agnieszka, która według prokuratury była ofiarą znęcania się ze strony męża i zmuszana do świadczenia usług seksualnych, postanowiła o swoim dramacie opowiedzieć przed kamerą.

– Marcin jechał na motorze. Podjechał do mnie i mnie zaczepił. Zatrzymałam się, porozmawiałam z nim, wydał się sympatyczny. Pomyślałam sobie, że „kurczę, jaki fajny mężczyzna”- wspomina dzień pierwszego spotkania ze swoim przyszłym mężem pani Agnieszka. – Wydał się takim inteligentnym mężczyzną, dżentelmenem. Był bardzo dobrze wychowany – opowiada i przyznaje, że po jakimś czasie zakochała się. W tamtym czasie mieszkała u swojej mamy w córką z poprzedniego związku.

Poznany w 2005 roku przez panią Agnieszkę Marcin P. pracował wtedy jako lobbysta i był częstym gościem w Sejmie. Wydawał się jej być partnerem idealnym. – On twierdził, że nie może mieć dzieci, więc zaufałam mu i nie zabezpieczałam się. Po dwóch miesiącach, po miesiącu zaszłam w ciążę – relacjonuje pani Agnieszka.

Zbiegło się to w czasie z problemami finansowymi firmy, dla której pracowała. Od dwóch miesięcy nie dostawała pensji i była praktycznie bezrobotna. – Wtedy Marcin powiedział, żebym mu zaufała, że będzie dobrze. „Mam plan, chodź, tutaj pojedziemy, mam umówione spotkanie z jedną panią i wszystko mam poukładane, wszystko już wiem” – wspomina swoją rozmowę z partnerem kobieta.

„Byłam przerażona”

Na miejscu okazać miało się, że chodzi o mieszkanie, na które umowę miała podpisać pani Agnieszka. – Potem już pojawiły się dziewczyny i kazał mi tam siedzieć. Dał mi telefony, powiedział, że to są telefony z ogłoszeniami, że mam umawiać klientów na spotkania towarzyskie – mówi i przyznaje, że usługi seksualne miała świadczyć także ona.

– Byłam bardzo przerażona i wystraszona tym wszystkim. Potem w domu mówiłam mu, że ja tam nie chcę jeździć, ale on tego nie słuchał – wspomina pani Agnieszka. Jak mówi, zgodziła się robić to, co kazał jej partner, bo się go bała. Mężczyzna miał ją atakować i grozić, że zaraz po urodzeniu zabierze jej dziecko. – On twierdził, że ma pozycję dobrą i lepsze warunki, a… „A ty co masz? Ty nic nie masz. Gdzie ty jesteś? Gdzie ty siedzisz? Kto ci da dziecko?” – wspomina wypowiedzi partnera pani Agnieszka.

Przyznaje, że z klientami seks uprawiała do siódmego miesiąca ciąży, a do pracy wróciła trzy miesiące po porodzie.

Jak wspomina, przyjmowała tylu klientów, ilu danego dnia się zgłosiło. Zarobione pieniądze zabierać miał jej partner w ciągu dnia. Jak wynika z relacji pani Agnieszki, kobiety, które pracowały w lokalu, bardzo często się zmieniały. – Było tak, że była tydzień, dwa, albo miesiąc i zaraz nie było tej dziewczyny – mówi.

– Miałam nadzieję, że jak urodzę, nie wrócę już tam. Ale to było jeszcze gorzej. Awantury były częste – wspomina kobieta. Jak mówi, gdy mówiła partnerowi, że nie chce jeździć do mieszkania, ten wpadał w furię. W czasie jednej z kłótni mężczyzna miał grozić zaatakowaniem rocznej córki. – Chciał wyrwać mi małą z rąk i zrzucić ją ze schodów. Pokazać, że jak nie będę posłuszna, to zrobi jej krzywdę – mówi pani Agnieszka.

– Zawsze przy awanturach do mnie krzyczał: „Brudna szmato, wypier… do burdelu, tam jest twoje miejsce”. Jak nie chciałam jechać, to mówił, że mnie wypier… z domu. „To nie jest twój dom, wypier… Nie chcesz, to wypier… z domu” – wspomina pani Agnieszka i dodaje: – Przychodził o dwudziestej czwartej do domu, od razu krzyczał: „Wstawaj, brudna szmato, nie będziesz spać”. Wyzywał mnie od różnych k… Później to już tylko były bicia. I to się wszystko odbywało przy dzieciach.

Pani Agnieszka opowiada, że czuła się zbyt zastraszona, aby szukać pomocy. – Wstydziłam się tego bardzo. Wstydziłam się komukolwiek o tym powiedzieć. Bałam się o dzieci, że jak dzieci się dowiedzą… – przyznaje kobieta. – On później sam mojej starszej córce powiedział. Że „twoja matka siedzi w burdelu, a ty jesteś małą k…ą” – relacjonuje.

Pani Agnieszka ślub ze swoim partnerem wzięła w 2009 roku. – Przyszedł do domu i powiedział, że wszystko jest zorganizowane, papiery gotowe, idziesz i podpisujesz – opowiada. Decyzję o małżeństwie podjąć miał dlatego, że miało to sprzyjać jego wizerunkowi.

Lokalny działacz

Mąż pani Agnieszki zdobył mandat radnego w jednej z podwarszawskich miejscowości i został wybrany na przewodniczącego rady miasta. Nowe obowiązki nie przeszkodziły mu jednak w dalszym prowadzeniu nielegalnej działalności. – Często tak było, kiedy robił awantury i bił mnie, zamykał mnie w pokoju, to bywało tak, że potrafił wyjść do ludzi i zajmować się tym, co komu pomóc. Gdzie komu się krzywda dzieje, to trzeba pomóc – mówi pani Agnieszka.

W kolejnych wyborach samorządowych w 2014 roku mąż Pani Agnieszki wystartował na urząd burmistrza miasta. Kobieta zorientowała się, że kampania wyborcza męża jest dla niej szansą na przerwanie wieloletniej gehenny. – Myślę, że jak on by nie startował na burmistrza, to byłabym z nim do dziś – przyznaje kobieta i dodaje, że wiedziała, iż mężczyzna bardzo bał się wtedy o swoją reputację. – Dlatego odważyłam się pierwszy raz zadzwonić na policję – mówi. Pomoc jednak nie przybyła od razu. Jak wynika z relacji kobiety, funkcjonariusze – zanim przyjechali na miejsce – mieli dzwonić do męża pani Agnieszki z pytaniem o to, co dzieje się w ich domu.

– Wyrwał mi telefon, rzucił nim o podłogę i zaczął mnie dusić, bić mnie po twarzy, wykręcać ręce… Wtedy przyjechała policja, bo słyszeli, jak płaczę i jak proszę o pomoc – wspomina i dodaje: – Kiedy założyłam niebieską kartę, on automatycznie wyprowadził się z domu. Dowiedziałam się, że zamieszkał z konkubiną, z którą teraz ma dziecko nieślubne.

Mąż pani Agnieszki wybory na burmistrza przegrał, ale niedługo potem został akredytowanym w Brukseli asystentem europosła PiS.

Tymczasem, poza pozwem o rozwód, do sądu trafił sporządzony przez prokuratora akt oskarżenia. Mąż pani Agnieszki został oskarżony o znęcanie się nad nią, stręczycielstwo i czerpanie korzyści finansowych z prostytucji oraz o podrabianie podpisów swojej żony na kilkudziesięciu dokumentach.

– Przesłuchano ponad 30 świadków, zgromadzono obszerną dokumentację. Akta tego postępowania liczą siedem tomów dokumentów. W tym przypadku kara łączna, jaka grozi oskarżonemu, to 15 lat pozbawienia wolności – mówi Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Pełnomocniczka pani Agnieszki twierdzi, że jej klientka nie była ona jedyną kobietą, którą jej mąż miał zmuszać do świadczenia usług seksualnych.

– Być może same pojedyncze zeznania mojej klientki nie spowodowałyby postawienia zarzutów. Prokuraturze udało dotrzeć do zeznań i oświadczeń innej kobiety, która była przez Marcina P. zmuszana do czynności seksualnych – mówi Eliza Kuna, pełnomocniczka pani Agnieszki. Wspomina też o drugiej, kluczowej postępowaniu osobie, która potwierdza, że w domu dochodziło do przemocy. – Koronnym świadkiem jest starsza córka mojej klientki, która obecnie jest już osobą pełnoletnią. […] Ona bardzo szczegółowo opowiada sytuacje, które widziała – mówi.

Niedawno mąż pani Agnieszki złożył wniosek do sądu rodzinnego o przyznanie mu pełnej opieki nad ich wspólną córką. Zdaniem kobiety mąż zaczął w ten sposób realizować swoje groźby, którymi skutecznie zastraszał ją przez wiele lat.

– Jest mi ciężko. Tyle lat żyłam z tym sama. Ciężko było powiedzieć komukolwiek o tym. I teraz też jest mi ciężko. Najtrudniejsze jest to, że dzieci się dowiedziały, że ludzie wiedzą o tym wszystkim, i to, że jestem przedstawiana w najgorszym świetle. Najbardziej się boję tego, że mnie dziewczynki znienawidzą. Odwrócą się ode mnie – mówi pani Agnieszka i dodaje: – Do dnia dzisiejszego nie wiem, jak mam się zachować i jak mam dalej żyć. Nie wiem. Wiem tylko to, że muszę walczyć o dziecko.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Asystent europosła PiS zmuszał żonę do prostytucji

Akredytowany w Brukseli asystent europosła PiS Edwarda Czesaka, a wcześniej przewodniczący rady miasta z ramienia tej partii w podwarszawskich Markach bohaterem skandalu. Marcin P. jest oskarżony o zmuszanie do prostytucji żony i stręczycielstwo innych kobiet.

Proces w tej sprawie trwa przed Sądem Rejonowym dla Warszawy – Pragi Północ – informuje „Fakt”. Żona oskarżonego Agnieszka P. zeznała podczas śledztwa, że mąż zmuszał ją do prostytucji 8 lat.

Miał ją bić i zastraszać odebraniem dziecka, a dodatkowo fałszować dokumenty jej firmy. Kobieta miała zarabiać dziennie nawet 1,6 tys. zł. Kiedy chciał z tym skończyć, Marcin P. mówił: „Aguś, Aguś, nie damy rady finansowo”. Para jest teraz w trakcie rozwodu.

O zastraszaniu mówili też inni świadkowie. 42-latek miał powoływać się na znajomości w świecie polityki i zapowiadał, że jest nawet w stanie wpłynąć na zmianę prokuratora prowadzącego jego sprawę. Tak się jednak nie stało, a śledczy nie dali wiary wyjaśnieniom Marcina P. ” Budzą uzasadnione wątpliwości co do wiarygodności m.in. z tego względu, że są one nielogiczne i wzajemnie sprzeczne” – napisał w akcie oskarżenie prokurator Michał Chałubiński. Dowodem w sprawie są zapiski Marcina P., z których wynika, że miał też kontakty z półświatkiem przestępczym.
Źródło info i foto: wp.pl

22-letni Norweg zgwałcił 75 dzieci. Został skazany na 8,5 roku więzienia

22-letni Norweg z Tromsø, któremu udowodniono molestowanie seksualne 75 nieletnich, został w poniedziałek skazany przez sąd w Nord-Troms na 8,5 roku więzienia. Norweg korzystał z fikcyjnego konta na Facebooku, gdzie podszywał się pod 15-latkę i namawiał młodych chłopców do przesyłania mu swoich zdjęć i nagrań, a później zmuszał do seksu.

Pedofil wykorzystywał fizycznie dzieci poniżej 16, a nawet 14 roku życia. W latach 2013-2016 namawiał nastolatki poznane w internecie, by przesyłały mu swoje zdjęcia i nagrania.

Szantażował i zmuszał do współżycia

Część z nich, poprzez manipulację i szantaż, zmuszał później do współżycia. Wśród wykorzystanych przez skazanego 75 dzieci znalazło się także 7 dziewczynek. Sędzia Inger Bonnie Fjerde oznajmiła, że wyrok w sprawie jest jednogłośny. 8,5 roku więzienia to wyrok zgodny z propozycją kary zgłoszoną przez prokuratora. W ramach rekompensaty 22-latek będzie musiał ponadto zapłacić swoim ofiarom w sumie 2,7 miliona koron.

Nie wyraził żadnej skruchy

Sędzia podkreślała wielokrotnie, że skazany 22-latek nie wyraził żadnej skruchy ani empatii w związku z wykorzystywaniem swoich ofiar.

Policja przed procesem przeanalizowała ponad 200 tys. logowań mężczyzny w mediach społecznościowych, a także 16,6 tys. zdjęć i 2,7 tys. filmików przedstawiających dziecięcą pornografię. W postępowaniu karnym jako dowody wykorzystano 42 nagrania i 49 fotografii.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

18-letni Raymond Frolander zatrzymany za pedofilię

Ten zboczeniec dostał to, na co zasługiwał. Raymond Frolander (18 l.) z Florydy udawał przyjaciela swoich sąsiadów i odwiedzał ich w domu. Nikt nie podejrzewał, że interesuje go tylko 11-letni syn mieszkańców Dayton Beach.
Parę dni temu 35-letni ojciec dziecka usłyszał dziwne dźwięki dochodzące z jednego z pokoi. Otworzył drzwi i zobaczył 18-latka ze spuszczonymi spodniami, a obok niego swojego syna, przytrzymywanego przez zboczeńca i zmuszanego do seksu. Parę minut później pedofil leżał nieprzytomny w kałuży krwi, pobity na miazgę. Ojciec, który skatował zboczeńca, sam zadzwonił na policję i pogotowie. Nie postawiono mu żadnych zarzutów, a pedofila zamknięto za kratami. Chłopiec wyznał, że 18-latek molestował go i zastraszał już od trzech lat.
Żródło info i foto: se.pl

Borusow Z. zmuszał do seksu polskie nastolatki

Podawał narkotyki i kazał uprawiać seks za pieniądze. Policjanci z Lublina i Wrocławia ujęli Bułgara czerpiącego zysk z prostytucji nieletnich. Grozi mu 15 lat więzienia. Na trop mężczyzny wpadli funkcjonariusze lubelskiej KWP. 31-letni Borusow Z. ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości na terenie powiatu oleśnickiego – informuje policja.pl. W ostatniej chwili poszukiwany zorientował się, że jest śledzony i próbował uciekać. Wsiadł do nissana i odjechał. Po krótkim pościgu trafił do radiowozu i za kraty. Wiadomo, że mężczyzna groził młodym dziewczynom pobiciem, zabójstwem, a także tym, że je sprzeda innym osobom. Zanim szły do klienta podawał im m.in. amfetaminę. Działał w Polsce i we Włoszech. Żródło info i foto: wp.pl