Odnaleziono ciało zaginionego 81-latka

W piątek około godz. 16.00 znaleziono ciało zaginionego grzybiarza. 81-letni mieszkaniec Bęsi w woj. warmińsko-mazurskim w ostatni wtorek wyszedł na grzyby i od tamtego czasu nie dał znaku życia. Ciało 81-letniego grzybiarza znaleziono w piątek 11 października około godziny 16 na trudno dostępnym, bagiennym terenie. Jak podaje Polsat News, ciało odnaleziono dopiero po zaangażowaniu w akcję policyjnego śmigłowca.

Ciało znajdowało się 4 km od miejsca, gdzie mężczyzna był ostatnio widziany.

Zaginiony mężczyzna cierpiał na niedosłuch

Mężczyzna wyszedł z domu około godziny 10 rano we wtorek 8 października. Udał się do lasu w pobliżu miejscowości Bęsia. Miał ze sobą laskę i wiklinowy koszyk. Od tego momentu rodzina nie miała z nim żadnego kontaktu. Rodzina mężczyzny poinformowała policję, że cierpi on na niedosłuch. Na co dzień korzysta z aparatów słuchowych, ale gdy we wtorek poszedł na grzyby, zostawił je w domu.

Biskupiec: poszukiwania trwały cztery doby

Policjanci z Olsztyna, strażacy z OSP oraz wolontariusze PCK szukali zaginionego grzybiarza czwartą dobę. Do poszukiwań zaangażowano także psa tropiącego, ale dopiero po wykorzystaniu policyjnego śmigłowca udało się odnaleźć ciało.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

23-latek zabił lekarza. To miała być próba?

Był maj 2018 roku. W Olsztynie znaleziono ciało lekarza. Ofiara miała rany postrzałowe. Po blisko dwóch miesiącach zatrzymano podejrzanego o zabójstwo 23-letniego mieszkańca miasta. Jak podał portal olsztyn.wm.pl, młody mężczyzna w ten sposób miał przygotowywać się do masakry na większą skalę, a zabicie lekarza było próbą.

Tragedia wydarzyła się pod koniec maja 2018 roku w Olsztynie. W parku przy ulicy Głowackiego dokonano makabrycznego odkrycia. Pracownica pobliskiego basenu natknęła się na zwłoki 89-letniego, emerytowanego lekarza. Ofiara miała dwie rany postrzałowe głowy.

Po blisko dwóch miesiącach mrówczej pracy śledczych udało się zatrzymać podejrzanego o tę zbrodnię 23-letniego mieszkańca Olsztyna. – Podczas przeszukania mieszkania funkcjonariusze zabezpieczyli broń, amunicję oraz czarny proch. Specjalistyczne badania laboratoryjne potwierdziły, że to właśnie z niej zginął 89-letni mężczyzna – podała wówczas olsztyńska policja. Mężczyźnie przedstawiono zarzut zabójstwa z użyciem broni palnej. Podejrzany nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Wiadomo, że w przeszłości nie był karany.

Młody mężczyzna nadal przebywa w areszcie. 23-latek został poddany obserwacji psychiatrycznej – potwierdził Fakt24 Krzysztof Stodolny, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. Do sądu ma niebawem trafić akt oskarżenia w tej sprawie.

Dlaczego 23-latek zabił lekarza? Jak podał portal olsztyn.wm.pl, to zbrodni miało dojść przed urodzinami sprawcy i miała to być dla niego próba. Z nieoficjalnych informacji lokalnego serwisu wynika, że olsztynian „chciał zobaczyć, jak to będzie zabić człowieka, bo planował masakrę na dużo większą skalę”, do której miało dojść 2 sierpnia. Tego dnia – jak czytamy na portalu olsztyn.wm.pl – 23-latek chciał wyjść na ulice i strzelać do kogo popadnie. Tych doniesień nie skomentował rzecznik olsztyńskiej prokuratury.
Źródło info i foto: Fakt.pl

17 lat temu uciekł z chińskiego więzienia, ukrywał się w jaskini. Znaleziono go dopiero dzięki dronowi

17 lat zajęło chińskim śledczym znalezienie zbiega skazanego za handel ludźmi. Mężczyzna ukrywał się w niewielkiej jaskini, bez dostępu do cywilizacji. Do zatrzymania doszło dzięki nowoczesnemu sprzętowi wykorzystywanemu przez policję.

Obecnie 63-letni Song Moujiang z na początku lat 2000. został skazany za handel kobietami i dziećmi. W 2002 r. uciekł z obozu pracy w prowincji Syczuan. Przez lata policja nie mogła trafić na jego ślad.

Na początku września śledczy dostali sygnał, że mężczyzna może ukrywać się w górach niedaleko swojego rodzinnego miasta w prowincji Junnan. Dogłębne przeszukanie terenu nie było jednak możliwe ze względu na strome zbocza i gęstą roślinność. Dlatego też zdecydowano się na wykorzystanie dronów.

Po pięciu godzinach operowania dronem jeden z funkcjonariuszy zauważył na stromym klifie niebieski fragment stali. Gdy przyjrzano się bliżej temu miejscu, zauważono ślady ludzkiej bytności, w tym śmieci. Szybko stało się jasne, że ktoś się tam ukrywa. Był to właśnie poszukiwany 63-latek.

Mężczyzna przez lata ukrywał się w niewielkiej jaskini o powierzchni 2 metrów kwadratowych. Od dłuższego czasu nie mył się i nie prał swoich ubrań. Co więcej, od dawna nie miał kontaktu z ludźmi, więc rozmowa z nim nie była pozbawiona przeszkód.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ciało 5-letniego Dawida odkryto w zbiorniku wodnym

W okolicach węzła Pruszków, w zbiorniku wodnym, znaleziono ciało dziecka; jest to najprawdopodobniej 5-letni Dawid – przekazał dziennikarzom w sobotę Mariusz Mrozek z Komendy Stołecznej Policji.

Niedawno policjanci prowadzący poszukiwania na trasie pomiędzy Warszawą a Grodziskiem znaleźli ciało dziecka. Z prawdopodobieństwem graniczącym prawie z pewnością jesteśmy przekonani, że jest to 5-letni Dawid – przekazał w sobotę dziennikarzom Mariusz Mrozek z Biura Prasowego Komendy Stołecznej Policji.

Poszukiwania 5-letniego Dawida Żukowskiego z Grodziska Mazowieckiego rozpoczęły się o północy 10 lipca, kiedy utratę kontaktu z nim i jego ojcem zgłosiła rodzina. Dawid został zabrany przez ojca z Grodziska około godz. 17. Według ustaleń policji, tego samego dnia przed godz. 21 ojciec odebrał sobie życie, rzucając się pod pociąg.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ciało mężczyzny znalezione na plaży w gdyński Orłowie

Zwłoki mężczyzny znaleziono na plaży w okolicach klifu na gdyński Orłowie. Na miejscu zjawili się już policjanci oraz prokurator, którzy wyjaśniać będą przyczyny oraz okoliczności śmierci 70-latka. Jak pisze portal tvp,info, gdyńska policja otrzymała informację na temat znalezionych zwłok we wtorek ok. godz. 6 rano. Ciało ok. 70-letniego mężczyzny znaleziono na plaży w okolicy klifu na gdyńskim Orłowie.

– [Ciało] znajdowało się przy klifie. Na miejscu pracowała policja, biegły sądowy i prokurator. Wstępnie wykluczono udział osób trzecich – powiedział w rozmowie z portalem kom. Krzysztof Kuśmierczyk z gdyńskiej policji.

Chcesz otrzymywać więcej takich informacji? Śledź Kronikę Kryminalną Radia ZET na Facebooku

Policja oraz prokuratura zbadają teraz przyczyny oraz dokładne okoliczności śmierci 70-latka. Pomocnych odpowiedzi udzieli z pewnością sekcja zwłok. Najprawdopodobniej jego ciało zostało wyrzucone na plażę przez morskie fale. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Ciało bez głowy znalezione w miejscowości pod Dębicą

Na mieszkańców Brzeźnicy na Podkarpaciu padł blady strach. Po miejscowości krążą plotki o grasującym w okolicy krwawym rzeźniku. A wszystko za sprawą makabrycznego odkrycia. W krzakach przy drodze znaleziono okaleczone ciało, pozbawione głowy. Okazało się, że ofiarą jest zaginiony kilka tygodni temu Adam Z. (62 l.). Choć sprawa nadal jest bardzo tajemnicza, śledczy są coraz bliżej jej rozwikłania.

– Adaś był moim najlepszym kolegą. Człowiek-dusza. Nie miał żadnych wrogów. Nikt nie miał powodów, aby go skrzywdzić. A dlaczego zginął? To pytanie wszystkim nie daje spokoju – opowiada poruszony tragedią znajomy ofiary.

62-latek pochodził z Osiedla Pustków pod Dębicą. Mieszkał w bloku z 80-letnią matką, którą się opiekował. Zaginął 11 maja. Wyszedł do sklepu i przepadł. Minęło ponad dwa tygodnie, kiedy zorganizowano większe poszukiwania. To wtedy w lasku przy drodze prowadzącej do pobliskiej Brzeźnicy strażacy OSP natrafili na zmasakrowane zwłoki. Były pozbawione głowy. Nie udało się jej odnaleźć, choć przez kilka następnych dni przeczesano dokładnie całą okolicę, a z Lublina ściągnięto jednego z najlepszych w Polsce psów tropiących.

Mimo drastycznych okoliczności, zwłoki zostały rozpoznane przez rodzinę po znakach szczególnych. Przy ofierze odnaleziono także legitymację. Ciało przekazano bliskim, którzy w sobotę pożegnali Adama i pochowali go w rodzinnym grobie.

Prokuratura od początku bierze pod uwagę wszystkie możliwe hipotezy, łącznie z okrutnym zabójstwem i wypadkiem drogowym. Ale teraz śledczy skłaniają się ku wersji, że mężczyzna zmarł z powodów zdrowotnych. 62-latek cierpiał na padaczkę. Mógł dostać ataku. Natomiast jego ciało potem rozszarpały dzikie zwierzęta, których znaleziono ślady. – Czekamy jeszcze na ostateczne wyniki badań – mówi Mirosław Michno, zastępca prokuratora rejonowego w Dębicy.

Matka Adama Z. jest załamana. – To nie mógł być nieszczęśliwy przypadek. Nie wiem co robił syn w tym miejscu. Ktoś musiał go tam porzucić… – mówi zapłakana.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Włochy: Ciało Polaka znalezione w ciężarówce. Podano wstępne przyczyny śmierci

Ciało 50-letniego Polaka znaleziono w kabinie samochodu ciężarowego we włoskim Termoli. Mężczyzna prawdopodobnie zmarł w wyniku zatrucia tlenkiem węgla. Ciało Polaka znaleziono w poniedziałek 7 stycznia nad ranem. Jak podaje portal primonumero.it zwłoki odkrył kolega zmarłego. 50-latek nie odpowiadał na wołania. Po otwarciu drzwi do kabiny okazało się, że kierowca leży w bezruchu.

Sprawą śmierci Polaka zajęły się włoskie służby. Wstępne ustalenia wskazują na zatrucie tlenkiem węgla. Zmarły miał przygotowywać w swoim pojeździe posiłki na kuchence gazowej. Podobno używał jej także do ogrzewania kabiny. Urządzenie zostało zabezpieczone przez techników.

„Nieludzkie warunki pracy”

Samochód, w którym znaleziono ciało był zaparkowany na parkingu dla ciężarówek, przy placu Rivolta del Re. Korzystają z niego kierowcy, którzy dostarczają towary do fabryki Fiat Chrysler Automobiles. W najbliższych dniach ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok Polaka.

Maurizio Diament z Włoskiej Federacji Transportu zabrał głos po śmierci Polaka. W rozmowie z portalem termolionline.it przyznał, że to „kolejny przypadek śmierci pracownika z powodu nieludzkich warunków pracy”.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Polska: Będzie współpraca międzynarodowa ws. narkotyków znalezionych w skrzynkach z bananami

Ponad 160 kilogramów narkotyków, które znaleziono w bananach w sklepach na terenie kraju, trafiło do Polski z Ekwadoru – poinformowała Komenda Główna Policji. Śledczy uruchomili współpracę międzynarodową, m.in. w celu ustalenia nadawcy i odbiorcy narkotyków.

– Wiemy, że narkotyki do Europy przybyły z Ekwadoru, natomiast musimy działać w wielu płaszczyznach, ustalić, kto jest nadawcą, jaką one przebyły drogę, a następnie, kto miał być odbiorcą tych narkotyków w Polsce – powiedział kom. Dawid Marciniak z Zespołu Prasowego Komendy Głównej Policji.

Marciniak dodał, że do tej pory w sklepach na terenie całego kraju policjantom udało się zabezpieczyć ponad 160 kilogramów narkotyków – najprawdopodobniej kokainy. Badanie, które potwierdzą rodzaj narkotyku, zostaną przeprowadzone w laboratorium. Policja, tłumacząc się dobrem śledztwa, nie informuje o lokalizacji sklepów, w których znaleziono substancję.

– Pytań, które mogą się rodzić w tej materii, jest cała masa. Działamy bardzo intensywnie, ale ze względu na szeroki wymiar tej sprawy i jej wyjątkowy charakter w tej chwili nie będziemy ujawniać szczegółów sprawy. Możemy powiedzieć tylko tyle, że uruchomiliśmy współpracę międzynarodową – powiedział Marciniak.

Znaleziono ponad 100 pakunków

Wcześniej media informowały, że pierwszy sklep, w którym odkryto narkotyki jest w Sokołowie Podlaskim. Duże paczki miały być ukryte między owocami, znalazła je jedna z ekspedientek. Jak informował Fakt24, paczki były „ciężkie jak cegła”, niektóre z nich miały mieć naklejone logo „popularnych smartfonów”.

Podobne pakunki odnaleziono w Wyszkowie w woj. mazowieckim, a także w woj. łódzkim i dolnośląskim. 102 pakunki z białym proszkiem znaleziono w pięciu sklepach jednej z sieci supermarketów w Łodzi oraz w sklepie tej samej sieci w Skierniewicach.

– Wszystkie pozostałe sklepy sieci w Łodzi zostały sprawdzone, niczego nie znaleziono. Sprawdzeń dokonano również we wszystkich sklepach sieci w Skierniewicach, w jednej placówce znaleziono paczkę o wadze ponad kilograma – powiedział rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi prokurator Krzysztof Kopania. Dodał, że pakunki do sklepów trafiły z magazynu w woj. mazowieckim.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ciało noworodka znalezione w sortowni w Kielcach. Policja prowadzi śledztwo

Ciało noworodka znalazł pracownik sortujących odzież w jednej z firm recyklingowych w Kielcach. Według wstępnych ustaleń ciało dziecka mogło przyjechać z Niemiec.

– W sobotę około godziny 4 nad ranem zostaliśmy powiadomieni o tym, że jeden z pracowników sortujących odzież w tej firmie w paczce odkrył ciało noworodka – tłumaczył Karol Macek z kieleckiej policji. Policjanci wraz z prokuratorem przybyli na miejsce. Tam po wstępnych ustaleniach okazało się, że zwłoki dziecka znajdowały się w paczce, która trafia do firmy z zagranicy. – W ostatnich dniach do firmy trafiał transport z Niemiec. Ubrania do sortowania znajdowały się w dużych, kilkudziesięciokilogramowych torbach. W jednej z nich, pośród innych ubrań znaleziono ciało dziecka – wyjaśniał Karol Macek.

Na miejscu przez kilka godzin trwało zabezpieczenie śladów oraz przesłuchiwanie świadków. – Ciało dziecka zabezpieczono do badań, będzie przeprowadzona sekcja zwłok. To ona najpewniej da odpowiedź na to jaka była przyczyna śmierci noworodka i kiedy nastąpił zgon. Na podstawie wyników badań będzie wiadomo czy dziecko zmarło przed, czy po umieszczeniu go wśród odzieży do recyklingu – tłumaczył kielecki policjant.
Źródło info i foto: echodnia.eu

Napad w Krakowie. Znaleziono auto, którym uciekali sprawcy

Na krakowskim parkingu odnaleziono srebrnego volkswagena passata, którym uciekali przestępcy. Czterej napastnicy napadli na dwóch obywateli Turcji i zabrali im walizki ze złotą biżuterią o wartości 300 tys. euro. Policja nadal ich poszukuje. Auto, którym poruszali się sprawcy, zostało odnaleziono chwilę przed godz. 15. Stało na jednym z osiedlowych parkingów w Krakowie. Policja przeprowadza oględziny jego wnętrza i sprawdza okoliczny monitoring. Nadal nie wiadomo, gdzie są napastnicy.

Cztery osoby przed południem napadły na 2 obywateli Turcji, którzy właśnie wychodzili z hotelu. Zabrano im dwie walizki, w których mieli złotą biżuterię. – To była zaplanowana akcja. Sprawcy byli zamaskowani, ubrani na czarno. Podjechali dwoma pojazdami, zadali dwóm poszkodowanym kilka ciosów, wrzucili walizki do dwóch samochodów. Odjechali, ale jeden z tych pojazdów porzucili na sąsiedniej ulicy – spalili ten samochód – powiedział w rozmowie z RMF FM Sebastian Gleń z małopolskiej policji.

Dwaj obywatele Turcji trafili do szpitala. Ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Do Polski przyjechali na kilka dni, by wziąć udział w targach obywatelskich odbywających się w Krakowie. W walizkach, z którymi wyszli z hotelu, mieli biżuterię o wartości 300 tys. euro.
Źródło info i foto: wp.pl