Wrocław: Barbara J. przed sądem. Rzuciła dzieckiem o asfalt, potem kopnęła. Grozi jej dożywocie

Do wrocławskiego sądu trafił akt oskarżenia przeciwko Barbarze J., podejrzanej o usiłowanie zabójstwa jej miesięcznego dziecka. 34-letnia kobieta, będąc pod wpływem alkoholu, rzuciła dziecko na ulicę i je kopnęła. Niemowlaka odebrali jej przechodnie.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu prok. Justyna Pilarczyk poinformowała, że do zdarzenia doszło w lutym tego roku na jednej z ulic Wrocławia. Jak ustaliła prokuratura, kobieta, czekając na konkubenta, wyciągnęła dziecko z wózka, uniosła je w górę i rzuciła nim o asfalt. – Następnie podeszwą kozaka uderzała z impetem w jego główkę, wdeptując ją w podłoże. Kobieta uderzyła chłopca sześć razy, po czym spłoszona przez świadka zdarzenia, podniosła dziecko, przerzuciła przez ramię i oddaliła się – powiedziała prokurator.

Miała promil alkoholu

Kobietę zatrzymali przypadkowi przechodnie, którzy odebrali jej dziecko i wezwali policję i pogotowie. 34-latka została zatrzymana na miejscu zdarzenia. Po badaniu okazało się, że miała promil alkoholu w organizmie. Została przewieziona do Wrocławskiego Ośrodka Pomocy Osobom Nietrzeźwym.

Jak przekazała prok. Pilarczyk, z opinii biegłych wynika, że obrażenia, których doznało dziecko, mogą w przyszłości skutkować „trwałym uszczerbkiem na zdrowiu w postaci zaburzeń neurologicznych stanowiących ciężkie kalectwo, ciężką chorobę nieuleczalną lub długotrwałą”. – Sam ciężki uszczerbek na zdrowiu może się realizować w odległym czasie pod postacią późnych powikłań urazu, takich jak zaburzenia rozwoju, zaburzenia neurologiczne, głuchota – wskazała prokurator.

Grozi jej dożywocie

Biegli potwierdzili też, że rozległy uraz czaszkowo-mózgowy z licznymi wieloodłamowymi złamaniami kości czaszki powstał z powodu rzucenia dzieckiem z wysokości około 1,5 metra na twarde podłoże, a następnie kilkukrotne kopanie po głowie i świadczy o wysokiej energii działającej na ciało niemowlęcia. „Charakter urazu, jakiego doznało dziecko i powstałe w jego wyniku obrażenia świadczą o tym, że doszło do narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu” – tłumaczyła prokurator.

Prokuratura postawiła kobiecie zarzut usiłowania zabójstwa. Jak poinformowała prok. Pilarczyk, Barbara J. przyznała się do stawianych jej zarzutów, jednak podkreśliła, że nie chciała zabić syna. W lutym wrocławski sąd uwzględnił wniosek prokuratury i zadecydował o aresztowaniu Barbary J. Kobiecie grozi nawet dożywocie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Łomża: Gwałt na 15-miesięcznej dziewczynce. Krewny dziecka z zarzutami

Znęcanie się nad dziewczynką i doprowadzenie jej do poddania się „innej czynności seksualnej” zarzuciła w poniedziałek Prokuratura Okręgowa w Łomży młodemu mężczyźnie zatrzymanemu w związku z obrażeniami u 15-miesięcznego dziecka, które m.in. z urazami głowy trafiło do szpitala.

W niedzielę policja poinformowała, że jeden z domowników został zatrzymany. Dodano, że „to nie rodzic”. W poniedziałek reporter Polsat News Przemysław Sławiński dowiedział się, że chodzi o 22-letniego o kuzyna matki dziecka.

Według dotychczasowych ustaleń, do znęcania się i wykorzystania seksualnego miało dojść w momencie, gdy rodzice dziewczynki byli w pracy. Dzieckiem opiekował się kuzyn matki. Kiedy rodzice przyjechali do mieszkania, zobaczyli, że dziecko ma obrażenia. Około północy, z soboty na niedzielę, przywieźli 15-miesięczną córkę do szpitala w Łomży.

„Uderzał dziewczynkę po całym ciele, przypalał papierosem”

Obrażenia były na tyle poważne, że trzeba było przewieźć dziecko do bardziej specjalistycznej placówki – Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Życiu dziewczynki nie zagraża niebezpieczeństwo.

22-latek w chwili zatrzymania miał być pod wpływem alkoholu. Do sądu będzie skierowany wniosek o areszt tymczasowy podejrzanego – podała prokuratura. Szczegółów wyjaśnień złożonych przez tego mężczyznę, m.in. tego, czy przyznał się do zarzutów, śledczy nie podają. Na razie nie wiadomo też, czy jeszcze w poniedziałek sąd zajmie się wnioskiem o areszt – ma na to 24 godz. od złożenia.

Podejrzanemu został przedstawiony zarzut tego, że 26 października 2019 roku w Łomży, działając ze szczególnym okrucieństwem, znęcał się fizycznie i psychicznie nad piętnastomiesięcznym dzieckiem w ten sposób, że – jak to opisano w komunikacie prokuratury – „uderzał dziewczynkę po całym ciele, przypalał żarem papierosa, a następnie doprowadził małoletnią do poddania się innej czynności seksualnej, w wyniku czego pokrzywdzona doznała obrażeń ciała stanowiących naruszenie czynności narządu ciała na okres poniżej siedmiu dni”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Bielsko-Biała: Areszt dla Piotra Sz. Zabił ciężarną żonę

Trzymiesięczny areszt dla Piotra Sz., któremu postawiono zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem 33-letniej żony Izabeli. Kobieta, której ciało znaleziono w Bielsku-Białej, była w szóstym miesiącu ciąży. Mężczyzna podejrzany jest również o fizyczne znęcanie się nad żoną. Grozi mu dożywocie.

Obrońca podejrzanego radca prawny Wojciech Kula po wyjściu z sali rozpraw powiedział, że jego klient przyznał się do zabójstwa. Nie przyznał się natomiast do fizycznego znęcania się nad żoną. Podejrzany nie sprzeciwiał się wnioskowi prokuratury o zastosowaniu tymczasowego aresztowania. Nie będzie go zaskarżał – powiedział Wojciech Kula.

Jak zrelacjonował rzecznik bielskich policjantów Roman Szybiak, w piątek po południu bielszczanin zgłosił zaginięcie żony. Rozpoczęto jej poszukiwania. W akcję zaangażowała się rodzina zaginionej oraz przyjaciele.

Funkcjonariusze od początku nie dawali wiary podawanym przez męża okolicznościom zaginięcia. Śledczy z wydziału kryminalnego bielskiej komendy miejskiej oraz miejscowego III komisariatu, pod nadzorem bielskiej prokuratury, prowadzili czynności dochodzeniowo-śledcze oraz operacyjne. Sprawdzali wszystkie możliwe wersje zaginięcia, weryfikowali informacje podawane przez męża oraz okoliczności sprawy. Dane, które zebrali, uzasadniały podejrzenie, że mąż miał swój udział w sprawie. Mężczyzna został zatrzymany – podał Szybiak.

W sobotę przypadkowa osoba natknęła się w lesie pod Będzinem na ciało kobiety. Policjanci zidentyfikowali ją jako poszukiwaną Izabelę Sz.

Kryminalni zajmujący się sprawą zgromadzili obszerny materiał dowodowy, który pozwolił na przedstawienie 35-latkowi zarzutów. Mężczyzna w niedzielę w prokuraturze usłyszał zarzuty znęcania się oraz zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem – powiedział Szybiak. Podejrzany przyznał się tylko do zabójstwa.

Kobieta była pracownicą bielskiego Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Jej mąż służył w Straży Miejskiej w Bielsku-Białej.
Źródło info i foto: RMF24.pl

24-latek aresztowany za bicie dzieci i grożenie im śmiercią

24-letni Dawid A. został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące przez sąd w Jeleniej Górze. Śledczy postawili mu zarzut psychicznego i fizycznego znęcania się nad dziećmi. Zawiadomienie w sprawie możliwego znęcania się nad rodziną przez 24-letniego mieszkańca Jeleniej Góry wpłynęło do Prokuratury Rejonowej w Jeleniej Górze pod koniec września 2019 roku.

Niezwłocznie podjęte intensywne czynności procesowe przez prokuratora prowadzącego śledztwo, w tym osobiste przesłuchanie licznych świadków, którzy mieli styczność z poszkodowanymi dziećmi, potwierdziło informacje ze zgłoszenia – mówi Tomasz Czułowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze.

Według ustaleń śledczych, Dawid A. znęcał się fizycznie i psychicznie nad dwójką dzieci w wieku 7 i 6 lat od lutego 2017 roku. Zachowanie podejrzanego miało drastyczny charakter – dodaje Czułowski.

Jak podaje prokuratura, Dawid A. bił dzieci rękoma i pasem, a także groził im śmiercią. Ponadto używał wobec nich wulgaryzmów i groził zabiciem ich psa. Stosował też kary polegające m.in. na zmuszaniu do długotrwałego przebywania w pozycji stojącej.

Mężczyźnie grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Dawid A. został wcześniej skazany za jazdę samochodem pod wpływem alkoholu pomimo zakazu prowadzenia pojazdów.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Hamburg: Makabryczne śledztwo w laboratorium. Znęcano się nad zwierzętami

Dokumentowanie cierpienia zwierząt w laboratorium LPT (Laboratory Pharmacology and Toxicology) w Hamburgu w Niemczech trwało od grudnia do marca. Działacz na rzecz praw zwierząt potajemnie filmował warunki, w jakich są przetrzymywane oraz jak cierpią podczas eksperymentów. Małpki wyrywały się z kajdan, koty były kaleczone igłami podczas zastrzyków, a psy leżały we własnej krwi, czekając na śmierć.

Filmy oraz zdjęcia z laboratorium LPT (Laboratory Pharmacology and Toxicology) w Hamburgu, zdobyte przez działaczy organizacji walczących o prawa zwierząt, trafiły do dziennikarzy niemieckiego programu „FAKT” oraz dziennika „Süddeutsche Zeitung”. Aktywiści przez wiele miesięcy zbierali materiały przeciwko laboratorium.

Testują na kotach, psach i małpkach

Nagrywali oni eksperymenty na zwierzętach, które w ich opinii nie mają żadnego uzasadnienia naukowego. W LPT co roku testom poddaje się 12 tys. zwierząt, w tym psy rasy beagle, małpy, koty i króliki. To czyni z laboratorium największy tego typu ośrodek w Europie.

Jak podaje „MailOnline” psom wciskano do przełyku rurki i w ten sposób podawano pigułki, pracownicy nie byli przeszkoleni w zakresie opieki nad zwierzętami, często uciekali się do przemocy i byli brutalni wobec podopiecznych. Koty dostawały po trzynaście zastrzyków dziennie, krew pobierano siłą, małpy były trzymane w małej klatce i przytwierdzano je do ściany za pomocą metalowych obręczy.

Eksperymenty dla firm z całego świata

„Zwierzętom wstrzykiwano, zmuszano do zjedzenia lub wdychania określonych substancji w celu zmierzenia toksycznych efektów, które mogą być bardzo silne i obejmować wymioty, krwawienie wewnętrzne, niewydolność oddechową, gorączkę, utratę masy ciała, letarg, problemy skórne, niewydolność narządów, a nawet śmierć. Nie zapewnia się żadnych środków znieczulających ani przeciwbólowych” – opisuje Cruelty Free International. Wszystko po to, by ustalić jaka dawka chemikaliów jest bezpieczna dla człowieka.

W LPT przeprowadza się testy dla firm farmaceutycznych, przemysłowych i agrochemicznych z całego świata. Niemieccy działacze na rzecz praw zwierząt domagają się zmiany przepisów. Chcą, by tego typu eksperymenty stały się nielegalne. Po ujawnieniu sprawy przez media urząd weterynaryjny w Hamburgu przeprowadził w firmie inspekcję, podczas której wykryto m.in., że zwierzęta mają za małe klatki. Procedura jest w toku.

Z uwagi na drastyczność – nie publikujemy zdjęć ze śledztwa.
Źródło info i foto: onet.pl

26-latek znęcał się nad 4-miesięczną dziewczynką

Zarzuty: usiłowania zabójstwa 4-miesięcznej dziewczynki, znęcanie się nad nią ze szczególnym okrucieństwem i spowodowania obrażeń – postawiła we wtorek jej ojcu łódzka prokuratura. Poinformował o tym rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. 26-letni mężczyzna podejrzany jest również o znęcanie się nad 23-letnią matką dziewczynki. Może grozić mu kara dożywotniego więzienia.

W niedzielę późnym wieczorem do szpitala przy ul. Spornej w Łodzi zgłosiła się 23–letnia kobieta wraz z 4–miesięczną córką, na głowie której były siniaki. Wraz z nią był 26–letni ojciec dziewczynki.

Z relacji kobiety wynikało, że do powstania obrażeń doszło prawdopodobnie w czasie, gdy była w pracy, a niemowlęciem zajmował się ojciec. Ten natomiast przekazywał rozbieżne informacje, co do okoliczności, w których mogło dojść do urazu.

Szpital powiadomił policję, mężczyzna został zatrzymany. Po przeprowadzonych konsultacjach ustalono, że u dziewczynki doszło także do złamania żebra i powstania krwiaka głowy.

Okazało się, że kilka dni wcześniej dziecko także trafiło do szpitala z pękniętą kością czaszki. Opiekujący się w tym czasie dziewczynką ojciec powiedział, że dziecko w nocy spadło na podłogę. – Wobec rodzaju stwierdzonych obrażeń i braku wcześniejszych sygnałów o stosowaniu przemocy nie sposób było wówczas kwestionować, okoliczności podawanych przez mężczyznę – mówi Kopania.

O sytuacji szpital powiadomił pracownika socjalnego. Po kilku dniach niemowlę wypisane zostało do domu. W niedzielę, kiedy mężczyzna znowu opiekował się córką, pojawiły się u niej kolejne obrażenia. Dziecko ponownie trafiło do szpitala na ul. Sporną, a później zostało przewieziono do Centrum Zdrowia Matki Polki.

Według prokuratury, kobieta mogła od kilku miesięcy również być ofiarą przemocy psychicznej i fizycznej ze strony 26–latka. Od około miesiąca zamieszkiwali oddzielnie, a mężczyzna okresowo zajmował się córką.

We wtorek śledczy przedstawili 26-latkowi zarzuty: usiłowania zabójstwa 4-miesięcznej dziewczynki, znęcanie się nad nią ze szczególnym okrucieństwem i spowodowania obrażeń oraz znęcanie się nad matką dziecka. W środę prokuratura planuje skierować do sądu wniosek o jego areszt.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wstrząsające ustalenia ws. molestowania chłopców w chórze „Regensburger Domspatzen”

Ofiarami przemocy w słynnym ratyzbońskim chórze „Regensburger Domspatzen” padło co najmniej 500 chłopców. Znęcanie się nad nimi umożliwiał zamknięty system, w którym jednostka nie miała znaczenia – wynika z analiz. Zamknięty system umożliwiał molestowanie cielesne i seksualne chłopców ze słynnego katolickiego chóru „Regensburger Domspatzen” – wnioskują autorzy dwóch prac naukowych zaprezentowanych w poniedziałek (22.07.2019) w Ratyzbonie.

Analizy zlecone przez władze diecezji ratyzbońskiej obejmują lata 1945-1992 i zostały zlecone Katedrze Historii Bawarii na Uniwersytecie w Ratyzbonie oraz Centrum Kryminologicznemu w Wiesbaden.

Jednostka bez znaczenia

Według historyka Bernharda Loefflera historia praktyk wychowawczych w słynnym chórze jest również instytucjonalną porażką władz kościelnych i państwowych. Nie było ani wewnętrznych, ani zewnętrznych kontroli. Większość odpowiedzialnych osób w chórze nie miała żadnego przygotowania pedagogicznego.

Ostatecznie szkoła i internat służyły tylko i wyłącznie rekrutacji „dobrych głosów”. Jednostka nie miała przy tym żadnego znaczenia, liczyła się tylko jakość chóru.

Sadystyczne metody

Na przemoc narażeni byli szczególnie uczniowie klas trzecich i czwartych – mówi Bernhard Loeffler. Dyrygent tego wstępnego poziomu edukacji w chórze stosował sadystyczne metody, które wykraczały daleko poza dozwolone w Bawarii do 1983 r. kary cielesne. Fizyczna i seksualna przemoc w chórze „Domspatzen” nie ma – zdaniem historyka – nic wspólnego z następstwami pedagogiki roku 1968 r. – jak niedawno stwierdził emerytowany papież Benedykt XVI.

Ocena postępowania jego brata ks. Georga Ratzingera, który pełnił funkcję kapelmistrza katedry w Ratyzbonie, nie jest jednoznaczna. W czasie prób chóru ks. Ratzinger łatwo wybuchał gniewem i stosował nadmierny rygor, którego następstwem były kary cielesne i psychicznie upokorzenia. Po próbach z kolei był otwarty na problemy chłopców.

Ważna prewencja
Najgorsza sytuacja panowała na wstępnym etapie edukacji w chórze, którą kryminolodzy z Wiesbaden opisują jako „totalną instytucję” kontrolującą wszystkie obszary życia uczniów. Tutaj ustalano „własne kryteria moralne”, stwarzając atmosferę strachu. Kary były wykonywane o każdej porze dnia i nocy.

Socjolog Martin Rettenberger stwierdził, że podjęto szereg działań mających na celu adekwatne rozliczenie się, ale także prewencja wymaga stałej refleksji. – Jest ona i pozostanie zawsze zadaniem każdej instytucji – podkreślił Rettenberger.

Bolesna konfrontacja

Biskup Ratyzbony Rudolf Voderholzer przyznał, że konfrontacja z przemocą w chórze jest nadal przygnębiająca. Ponadto poprzez rozmowy, jakie prowadzi z ofiarami, ma „przed oczyma konkretne twarze i imiona”. Zlecone analizy były jednak ważne, aby wyjaśnić całą sprawę. – Tylko prawda nas wyzwoli – dodał biskup, dziękując wszystkim, którzy przyczynili się do powstania naukowych opracowań.

Ofiarami przemocy w słynnym ratyzbońskim chórze padło co najmniej 500 uczniów. Jak poinformował biskup Voderholzer, za wyrządzone krzywdy wypłacono do tej pory prawie 3,8 mln euro. Ofiary otrzymały od 2,5 tys. do 25 tys. euro zadośćuczynienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Olecko: Zabójstwo 9-miesięcznej dziewczynki. „Fakt” ujawnia linię obrony

„Fakt” ujawnia, jaka może być linia obrony adwokata, który broni matki 9-miesięcznej Blanki. Rodzice dziewczynki, Anna W. i Grzegorz W., są oskarżeni o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, znęcanie się nad dzieckiem i wykorzystanie seksualne.

Według „Faktu” w sprawie śmierci 9-miesięcznej Blanki pojawił się nowy wątek. Adwokat matki Adam Ramotowski rozważa wersję wydarzeń, w której „tajemniczy mężczyzna” miał zabrać do siebie dziewczynkę na noc.

Zabójstwo 9-miesięcznej Blanki. W zbrodnię zamieszana trzecia osoba?

Z relacji świadków wynika, że około 50-letni mężczyzna, poruszający się białym autem na suwalskich numerach rejestracyjnych był częstym gościem w domu Anny W. Pojawiły się też nieoficjalne informacje, że mógł on zabrać do siebie dziecko na noc. Taki scenariusz rozważa mec. Adam Ramotowski.

Odpowiedzi na pytanie, czy faktycznie w zabójstwie Blanki brał udział „trzeci sprawca”, dadzą badania DNA. – Na badania DNA czeka się około dwóch tygodni, na toksykologię miesiąc. Będę rozmawiał z moją klientką, żeby ustalić przebieg wydarzeń. Jeśli brała w nim udział osoba trzecia, będę jej szukał – zadeklarował w rozmowie z „Faktem”.

Zabójstwo dziecka z Olecka. Rodzice z zarzutami

Do zdarzenia doszło w piątek 21 czerwca w Olecku. 9-miesięczna Blanka miała zostać kilkukrotnie uderzona tępym narzędziem. Zarzuty w tej sprawie postawiono rodzicom dziewczynki. Podejrzani są o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, długotrwałe znęcanie się oraz wykorzystanie seksualne.

Jak się okazało, pod koniec ubiegłego roku dziewczynka trafiła do rodziny zastępczej, jednak w marcu sąd zdecydował o zwróceniu dziecka rodzicom.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Olecko: Po zabójstwie 9-miesięcznej dziewczynki miasto zaczyna kontrolę w MOPS-ie

Burmistrz Olecka (Warmińsko-mazurskie) wszczął kontrolę w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej po tragicznej śmierci 9-miesięcznej dziewczynki. Prokuratura postawiła rodzicom zarzuty zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, znęcanie się i wykorzystanie seksualne dziecka.

Kto zawinił w śmierci małej Blanki?

Specjalna komisja ma dokładnie zbadać procedury i zachowanie pracowników MOPS w sprawie nadzoru nad rodziną, w której doszło do tej tragedii, poinformowała rzeczniczka burmistrza Alicja Mieszuk.

„Musimy sprawdzić czy pracownicy społeczni prawidłowo zajmowali się tą rodziną, czy nie zaniedbali swoich obowiązków. To bardzo trudna sytuacja. Może wszystko zadziałało prawidłowo, ale czasem nie na wszystko mamy wpływ” – powiedziała PAP Mieszuk.

Do zabójstwa dziewczynki doszło po trzech miesiącach od jej powrotu z rodziny zastępczej do biologicznych rodziców.

Prokuratura Okręgowa w Suwałkach wszczęła śledztwo dotyczące niedopełnienia obowiązków służbowych i przekroczenia uprawnień w czterech instytucjach, które nadzorowały tę rodzinę.

Siniaki, urazy głowy, przebite serce i gwałt

9-miesięczna dziewczynka zmarła w ubiegły piątek wieczorem. Policja zatrzymała jej rodziców. Prokurator zdecydował o przeprowadzeniu sekcji zwłok dziecka. Ta wykazała, że przyczyną śmierci był krwotok wewnętrzny i uszkodzenie mózgu. Dziewczynka miała obrażenia głowy, klatki piersiowej, uszkodzone płuco przebite żebrem. Dziecko było prawdopodobnie bite tępym narzędziem. Mogło także być uderzane o kant stołu. Dziewczynka była także wykorzystana seksualnie.

We wtorek rodzice zostali tymczasowo aresztowani. Wcześniej prokuratura przedstawiła im zarzuty zabójstwa dziecka ze szczególnym okrucieństwem, znęcania się nad niemowlęciem i wykorzystaniem seksualne dziewczynki. 35-latka i 45-latek nie przyznają się do zarzutów.
Źródło info i foto: RMF24.pl

16-latka uciekła z ośrodka wychowawczego w Szczecinie

Z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego im. Janusza Korczaka w Szczecinie uciekła 16-letnia Maria Gawenda. Nastolatka prawdopodobnie padła ofiarą znęcania się ze strony innych podopiecznych ośrodka. O sprawie informuje m.in. „Głos Szczeciński”. Maria Gawenda przebywała w ośrodku w Szczecinie od 31 maja. Jak czytamy, uciekła z niego trzy dni temu – w niedzielę 23 czerwca. Ostatni raz widziano ją tego dnia około godziny 19.00.

Początkowo zakładano, że powodem jej ucieczki był młodzieńczy bunt. Jednak, jak wynika z najnowszych informacji, nastolatka mogła paść ofiarą znęcania się ze strony innych podopiecznych ośrodka. Prawdopodobnie chodzi o dwie wychowanki.

W sieci masowo udostępniany jest dramatyczny list matki 16-latki.

„Marysia od tygodnia była katowana przez dwie inne wychowanki… Nie pobita raz, czy dwa, ale maltretowana nocami, o czym wychowawcy rzekomo nie mieli pojęcia… Biły i kopały ją w brzuch, głowę i po plecach… Dusiły poduszkami żeby nie krzyczała… Koleżanki z pokoju zastraszone milczały, aż do dziś” – czytamy.

Jak poinformowała mama 16-latki, ofiarą agresorek jest nie tylko jej córka.

„Jeśli ktokolwiek widział młodą, zagubioną dziewczynę ze zdjęcia, proszony jest o kontakt z mamą Marii” – zaapelowała.

„W związku z powyższym wszczęto poszukiwania opiekuńcze. W tym samym czasie przyjęliśmy również drugie zgłoszenie od pracownika placówki, o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na szkodę dwóch nieletnich wychowanek, w tym osoby, wobec której wszczęte są poszukiwania. W powyższej sprawie prowadzimy postępowanie. Na tę chwilę jest zbyt wcześnie, by mówić o jakichkolwiek szczegółach” – powiedział w rozmowie z „Głosem Szczecińskim” sierżant Paweł Pankau ze szczecińskiej policji.
Źródło info i foto: interia.pl