Dariusz G. , ps. „Łoli”, powiesił się w celi

Fot. Bartosz Krupa/East News. Warszawa 14.05.216. Zwiedzanie Aresztu Sledczego Warszawa – Mokotow w ramach wydarzenia „Noc Muzeow 2016”.

Nie żyje Dariusz G., pseudonim „Łoli”. Słynny gangster i były żołnierz popełnił samobójstwo we wrocławskim areszcie – podaje lokalna „Gazeta Wrocławska”. Trafił za kraty kilka dni temu, był powiązany w sprawie szajki oszustów. Tragiczna śmierć w areszcie śledczym we Wrocławiu. Samobójstwo popełnił Dariusz G. ps. „Łoli”. Były żołnierz Legii Cudzoziemskiej, był już karany za handel narkotykami, czy udział w zabójstwie.

Znany gangster był ścigany za niedawne porachunki z półświatka. Ciągnęły się za nim stare sprawy – w 1997 roku miał brać udział w wyroku śmierci na Marku Ł., ps. Łopuch. G. trafił do aresztu kilka dni temu – prokuratura zarzucała mu udział w grupie przestępczej i podatkowe oszustwa.

Czytamy, że jeszcze dwa dni temu nic nie zwiastowało tragedii. Jak podaje „Gazeta Wrocławska” „Łoli” powiesił się w dwuosobowej celi aresztu śledczego, 17 czerwca. Tuż przed północą wszczęto alarm, okazało się, że mężczyzna powiesił się na pętli zrobionej z koca. Pomoc strażników przyszła za późno, lekarz stwierdził zgon.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Tajlandia: Nowe informacje dotyczące ataku żołnierza. Jego strzały były „bardzo precyzyjne”

– Ta sytuacja była przerażająca. Co chwilę słyszeliśmy wystrzały. Czekaliśmy bardzo długo, wiele godzin, aż przyjechała policja – relacjonował jeden z mężczyzn, który przeżył sobotni atak w centrum handlowym w Tajlandii. 32-letni żołnierz wziął zakładników, zabił 26 osób, a 57 ranił. – Musieliśmy doprowadzić do konfrontacji z napastnikiem. To wyglądało jak scena strzelaniny z hollywoodzkiego filmu akcji – powiedział major generał Jirapob Puridet, który dowodził akcją.

Do ataku doszło w sobotę w Nakhon Ratchasima, jednym z największych miast Tajlandii, położonym około 250 km od Bangkoku.

Policja zidentyfikowała napastnika jako 32-letniego sierżanta Jakrapantha Thommę. Jego śmierć potwierdził w niedzielę minister zdrowia Tajlandii Anutin Charnvirakul.

Napastnik zastrzelił kilkoro żołnierzy w jednostce, później ukradł broń i wojskowy samochód. Strzelając po drodze do cywilów, pojechał do centrum handlowego, gdzie przez kilka godzin przetrzymywał zakładników – przekazał tajlandzki resort obrony. Premier Tajlandii Prayuth Chan-ocha poinformował, że w ataku zginęło 26 osób, a 57 zostało rannych.

„Co chwilę słyszeliśmy wystrzały”

Na czwartym piętrze galerii 33-letni Chanathip Somsakul zabarykadował się w łazience z kilkunastoma osobami. Jak relacjonował, wszyscy używali smartfonów, żeby zdobyć informacje o zamachu. Było ich jednak tak wiele, często ze sobą sprzecznych, że nikt nie wiedział, w co ma wierzyć.

– Wszyscy byli przerażeni. Jeden z mężczyzn, pracownik tego centrum handlowego, zadzwonił do swojego kolegi, który znajdował się w pokoju z podglądem kamer monitoringu. Przekazywał nam informacje, gdzie obecnie znajduje się zamachowiec – powiedział w rozmowie z agencją AFP.

Agencja Reutera cytuje jednego z zakładników, który twierdzi, że napastnik „celował ludziom w głowy”, a jego strzały były „bardzo precyzyjne”.

– Ta sytuacja była przerażająca. Co chwilę słyszeliśmy wystrzały. Czekaliśmy bardzo długo, wiele godzin, aż przyjechała policja – mówił w rozmowie z Reutersem 28-letni Suvanarat Jirattanasakul.

„To wyglądało jak scena strzelaniny z hollywoodzkiego filmu akcji”
Major generał Jirapob Puridet, który dowodził akcją w centrum handlowym, relacjonował jej przebieg w rozmowie z CNN.

Początkowo służby chciały negocjować z napastnikiem. Do Nakhon Ratchasima ściągnięto jego matkę, jednak nie udało się jej wejść do środka galerii. Jej zdaniem i tak nie było większego sensu rozmawiać z jej synem, bo cierpiał na depresję i był bardzo wybuchowy.

– Musieliśmy doprowadzić do konfrontacji z napastnikiem. Ludzie uwięzieni w chłodni w centrum handlowym wysyłali do nas wiadomości, że poziom tlenu był bardzo niski i zaczynali się dusić. Musieliśmy spotkać się z nim twarzą w twarz, inaczej ludzie by umarli – powiedział Puridet.

W trakcie konfrontacji zginął jeden policjant, trzech zostało rannych. – To wyglądało jak scena strzelaniny z hollywoodzkiego filmu akcji – dodał.

Facebook usunął konto napastnika

Podczas ataku zamachowiec umieszczał zdjęcia i wpisy w mediach społecznościowych. Napisał między innymi, że „śmierć jest nieunikniona dla każdego człowieka”. Facebook zdecydował o usunięciu jego konta.

„Na Facebooku nie ma miejsca dla ludzi, którzy dopuszczają się takiego okrucieństwa. Nie dopuścimy też do tego, żeby ludzie wspierali taki atak” – oświadczył przedstawiciel Facebooka.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Tajlandia: Policja zabiła żołnierza, który strzelał do ludzi

W niedzielę rano tajscy policjanci zastrzelili żołnierza, który zaatakował w centrum handlowym w Nakhon Ratchasima. Zagraniczne media, powołując się na władze Tajlandii, informują o co najmniej 26 ofiarach śmiertelnych i 57 rannych. Mężczyzna ukrywał się w podziemiach budynku. W sobotę w centrum handlowym w jednym z większych miast w Tajlandii – Nakhon Ratchasima (oddalone o około 250 km od Bangkoku) doszło do tragedii. Na nagraniach dostępnych w sieci widzimy, jak zamaskowany mężczyzna strzela do uciekających w panice ludzi.

– Napastnik użył karabinu maszynowego i strzelał do niewinnych ludzi, z których wielu zostało rannych lub zabitych – przekazał rzecznik miejscowej policji.

Szybko zidentyfikowano napastnika. To 32-letni sierżant Jakrapantha Thomma. Mężczyzna najpierw zastrzelił dowódcę, później z bazy udał się wojskowym samochodem do centrum handlowego „Terminal 21”. Żołnierz zarówno przed, jak i po rozpoczęciu ataku zamieszczał na Facebooku zdjęcia i posty. „Śmierć jest nieunikniona dla wszystkich” – napisał na początku. Później zapytał: „Czy mam się poddać?”. Facebook na wniosek tajlandzkiej policji zablokował jego konto.

Na razie nie wiadomo, jakie były motywy sierżanta. – Wygląda na to, że oszalał – przekazał dziennikarzom rzecznik Ministerstwa Obrony Kongcheep Tantrawanit. Premier Prayut Chan-ocha złożył kondolencje rodzinom ofiar i wspomniał, że obława trwała 12 godzin.

Nie ma Polaków

Jak informuje TVN24, w sobotę wieczorem polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych podało, że ambasada RP w Bangkoku monitoruje sytuację.

„Na obecną chwilę nie ma informacji o poszkodowanych obywatelach polskich” – zaznaczono.
Źródło info i foto: NaTemat.pl

Tajlandia: Żołnierz zabijał ludzi w centrum handlowym. Liczba ofiar wzrosła do 26 osób

Tajlandzkie służby zastrzeliły żołnierza, który zabijał ludzi w mieście Nakhon Ratchasima. Według najnowszych informacji, w wyniku jego ataków zginęło łącznie 26 osób, a ponad 50 zostało rannych. Do ataków doszło w sobotę, powstrzymanie napastnika zajęło 16 godzin. Jak podał w niedzielę premier Tajlandii Prayuth Chan-ocha, żołnierza zastrzelono w centrum handlowym.

Tajlandia. Zastrzelono żołnierza, który zabił 26 osób

Starszy sierżant Jakrapanth Thomma miał przeprowadzić ataki z powodów osobistych. Chodzić miało o kwestie finansowe – Thomma miał problemy ze sprzedażą ziemi. Z kolei agencja Reutera cytuje rzecznika ministra obrony, który mówi: „Nie wiemy, dlaczego to zrobił, wygląda na to, że oszalał”.

Żołnierz najpierw zabił dwie osoby (niektóre źródła piszą o trzech) w bazie wojskowej w mieście Nakhon Ratchasima na północnym wschodzie kraju. Ukradł stamtąd broń i amunicję oraz samochód, którym dotarł do świątyni buddyjskiej i centrum handlowego Terminal 21 Korat. W obu tych miejscach strzelał do ludzi, w centrum skrył się w piwnicy, ostatecznie to tam został zastrzelony.

Strzelał do ludzi na ulicach i w zatłoczonym centrum handlowym

Centrum handlowe w sobotnie popołudnie było pełne ludzi, robiących zakupy przed długim weekendem i buddyjskim świętem Makha Bucha. Setki z nich ewakuowano w niewielkich grupach, podczas gdy policja szukała napastnika. Ginęli nie tylko przebywający w budynkach, 32-latek otwierał ogień także na zewnątrz, do pieszych i jadących samochodami. Liczba ofiar śmiertelnych wzrosła z początkowych 20 do 26. Rannych zostało 57 osób, 25 z nich zostało już wypisano ze szpitali.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

34-letni żołnierz zaatakował ciężarną żonę siekierą. Trafił do aresztu

Trzymiesięczny areszt tymczasowy zastosował w sobotę sąd wobec 34-letniego żołnierza spod Radomia, który zaatakował siekierą ciężarną żonę. Kobieta w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Dziecka nie udało się uratować. Jak poinformował rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński, zgodnie z wnioskiem prokuratury sąd wydał decyzję o aresztowaniu mężczyzny na trzy miesiące, do 17 grudnia.

W piątek 34-latek usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa żony poprzez zadanie jej ciosów siekierą w okolice głowy i ramion. Śledczy postawili mężczyźnie także zarzut zabójstwa dziecka. Grozi mu dożywocie.

Według rzecznika podejrzany przyznał się do zarzucanych mu czynów i odpowiadał na pytania prokuratora. Na tym etapie śledztwa prokuratura nie informuje jednak o szczegółach. 34-latek zaatakował siekierą żonę będącą w ósmym miesiącu ciąży. Następnie mężczyzna poszedł do sąsiadki i powiedział jej o tym, co zrobił. Kobieta powiadomiła policję. Sprawca został zatrzymany. Na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe.

Ranna kobieta została przewieziona do jednego z radomskich szpitali. Jest w stanie ciężkim, realnie zagrażającym życiu. Pomimo podjętych przez lekarzy starań, nie udało się uratować dziecka.

Badanie alkomatem wykazało, że 34-latek był trzeźwy. Od mężczyzny pobrano krew do dalszych badań w kierunku obecności w organizmie środków odurzających.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

34-letni żołnierz zaatakował ciężarną żonę siekierą. Dziecko zmarło, kobieta walczy o życie

34-letni zawodowy żołnierz miał kilkukrotnie uderzyć ciężarną żonę siekierą w głowę. Do zdarzenia doszło w Lisowie (woj. mazowieckie) w środę wieczorem. Lekarzom nie udało się uratować dziecka. Kobieta jest w stanie zagrażającym życiu.

Do zdarzenia doszło w środę wieczorem w jednym z domów w Lisowie niedaleko Radomia. – 34-letni żołnierz zawodowy zaatakował siekierą swoją żonę, którą była w 8 miesiącu ciąży. Kobieta w stanie ciężkim została przewieziona do szpitala, gdzie przeszła operację, jest w stanie zagrażającym życiu. Niestety, dziecka nie udało się uratować – poinformował prokurator Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Jak dodał prokurator, mężczyzna po zdarzeniu poszedł do sąsiadki, której opowiedział, co zrobił. Kobieta wezwała policję i pogotowie ratunkowe.

– Mężczyzna został zatrzymany. Badanie alkomatem wykazało, że był trzeźwy. Pobrano krew do badań na obecność środków odurzających. Po zgromadzeniu materiału dowodowego, mężczyzna zostanie przewieziony do Prokuratury Okręgowej w Warszawie do wydziału do spraw wojskowych, gdzie zostaną mu przedstawione zarzuty – przekazał prokurator.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

FBI zatrzymało 26-latka. Planował zdetonować bombę na wiecu w Los Angeles

W wyniku tajnej operacji FBI aresztowało weterana wojny w Afganistanie, który planował zdetonować bombę na wiecu białych nacjonalistów w Los Angeles – poinformowała w poniedziałek prokuratura federalna. Miała to być zemsta za ataki na meczety w Nowej Zelandii.

26-letni Mark Steven Domingo, były żołnierz piechoty morskiej USA, weteran wojny w Afganistanie, który przeszedł na islam, został aresztowany w piątek po otrzymaniu od zakonspirowanego informatora Federalnego Biura Śledczego (FBI) bomby domowej roboty. Prokuratura zapewniła, że ładunek nie był uzbrojony i w żadnym momencie nie stanowił zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego.

Wcześniej Domingo wielokrotnie spotykał się z działającym pod przykryciem informatorem FBI. Podczas tych spotkań mówił o swym poparciu dla radykalnych form islamu, w tym dżihadystycznej organizacji Państwo Islamskie. Deklarował także, że chce zostać „męczennikiem” za swą wiarę.

Zemsta za ataki w Christchurch

Według FBI Domingo rozważał m.in. zdetonowanie bomby na molo w Santa Monica. Ostatecznie celem jego ataku miał być zaplanowany na niedzielę na przedmieściach Los Angeles wiec zwolenników skrajnej prawicy. Domingo – jak twierdzi prokuratura federalna – chciał zabić jak najwięcej ludzi. Zamach miał być zemstą za ataki na meczety w nowozelandzkim mieście Christchurch w marcu tego roku. Zginęło w nich 50 osób, a kilkadziesiąt zostało rannych.

Domingo postawiono zarzut wspierania terroryzmu. Grozi mu do 15 lat więzienia.

W sobotę, w strzelaninie w synagodze Chabad-Lubawicz w Poway w pobliżu San Diego na południu Kalifornii, zginęła jedna osoba, a trzy zostały ranne. Sprawcą jest 19-letni John T. Earnest, biały mężczyzna z San Diego. Miesiąc wcześniej był on przesłuchiwany w sprawie podpalenia meczetu, ale został wypuszczony wobec braku przesłanek wskazujących, że miał w tym udział.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szczecin: W kinie pełnym dzieci szaleniec zabił człowieka. Obezwładnił go żołnierz

Mając do wyboru lepienie pierogów czy też pójście z córeczką Alicją do kina wybrałem to drugie – wyznaje żołnierz, szer. Tomasz Wolak (33 l.). – W życiu bym nie pomyślał że seans dla dzieci zmieni się w horror – mówi. Dzielny żołnierz był jedną z osób, które obezwładniły 26-letniego Michela F.. Ten szaleniec zadźgał nożem 30-latka, a drugiego zranił

Nie wiadomo, ile jeszcze osób zdołałby zaatakować, gdyby nie akcja odważnych ludzi. Tragedia rozegrała się przed świętami w szczecińskim centrum handlowym „Galaxy” krótko po tym, jak na sali kinowej, gdzie było około 80-rodziców z dziećmi, zgasło światło. Wtedy zazdrosny o swojego byłego partnera porzucony kochanek zaatakował go nożem. Najpierw zadał mu kilka ciosów, po czym rzucił się na jego towarzysza.

Widząc to żołnierz Tomasz Wolak zostawił 5-letnią córeczkę pod opieką siedzącej obok starszej kobiety, a sam rzucił się na ratunek. – Gdy podbiegłem, dwóch innych mężczyzn szarpało się już na podłodze z tym nożownikiem. Ja najpierw przygniotłem mu głowę kolanem do podłogi i starałem się wyrwać mu z ręki kuchenny nóż. Niestety, tak mocno zacisnął palce na rękojeści, że nie dałem rady, wtedy udało mi się wbić ostrze w podłogę i je złamać – wspomina.

Gdy nożownik został obezwładniony dzielny żołnierz zaczął udzielać pomocy ciężko rannemu mężczyźnie. Niestety, nie udało się go uratować.

Wojsko doceniło bohaterską postawę szeregowego. Tomasz Wolak z 12. Brygady Zmechanizowanej został nagrodzony przez dowódcę wyróżnieniem ze zdjęciem na tle sztandaru i miał okazje stojąc wraz z kadrą na trybunie przyjąć defiladę swoich kolegów.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sąd w Gwatemali skazał byłego żołnierza na 5160 lat więzienia

Sąd w Gwatemali skazał w środę byłego żołnierza na 5160 lat więzienia za udział w masakrze 171 osób, co jest uznawane za jedną z największych zbrodni popełnionych w czasie 36-letniej wojny domowej (1960-96) w tym kraju.

Prokuratorzy poinformowali, że Santos Lopez uczestniczył w 1982 roku w masowych mordach prawie wszystkich mieszkańców, mężczyzn, kobiet i dzieci, w wiosce Dos Erres w departamencie Peten na północy Gwatemali.

Masakra w Dos Erres jest jedną z ponad 660 udokumentowanych przez gwatemalską komisję prawdy.

Lopez został oskarżony o to, że był członkiem elitarnej formacji armii Kaibiles, wysłanej do Dos Erres w celu odnalezienia członków grupy partyzanckiej, która dokonała zasadzki na konwój wojskowy. Kiedy patrol nie znalazł partyzantów ani broni, wyciągnął wieśniaków z domów; żołnierze zgwałcili wiele młodych dziewcząt. Aby ukryć gwałty, wojskowi zabili prawie wszystkich mieszkańców wsi.

Nie jest w pełni władz umysłowych

Do masakry doszło za prezydentury Efraina Riosa Montta (od marca 1982 do sierpnia 1983), jednego z najbardziej krwawych dyktatorów w Ameryce Środkowej. Montt, który był oskarżany o zbrodnie ludobójstwa wobec Indian, zmarł w kwietniu br. w wieku 91 lat. W maju 2013 r. został skazany na 80 lat więzienia za zbrodnie wojenne i zbrodnie ludobójstwa. Uznano go wówczas za sprawcę śmierci 1771 Majów z plemienia Ixil.

Proces został jednak po 10 dniach unieważniony przez Trybunał Konstytucyjny z powodu „błędów proceduralnych”. Ponowny proces miał rozpocząć się w 2015 r., jednak eksperci z państwowego instytutu medycyny sądowej orzekli, że były dyktator nie jest w pełni władz umysłowych i jego stan uniemożliwiał postawienie go przed sądem.

Według szacunków ONZ ofiarą wojny domowej padło 200 tysięcy Gwatemalczyków, głównie Majów. Siły rządowe i sprzymierzone z nimi jednostki paramilitarne stosowały taktykę spalonej ziemi: wkraczały do zamieszkanych przez Majów wsi, dokonywały tortur i gwałtów, mordowały bezbronną ludność, którą podejrzewały o pomaganie lewicowej partyzantce. Tylko w latach 1980-1983 wojsko zrównało z ziemią 626 wsi indiańskich zamieszkanych przez „buntowników” i zabiło 138 tysięcy chłopów.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Radom: Żołnierz, który zabił żonę trafił do aresztu

32-letni żołnierz z Radomia został w sobotę tymczasowo aresztowany w związku z przedstawionym mu zarzutem zabójstwa żony – poinformowała prokuratura. Mężczyzna sam zgłosił się na policję i zaprowadził funkcjonariuszy do mieszkania, gdzie ujawniono ciało kobiety.

Był wtedy nietrzeźwy. Grozi mu dożywocie.

W sobotę sąd przychylił się do wniosku prokuratora o tymczasowe aresztowanie żołnierza Marcina Z., podejrzanego o zabójstwo żony. Mężczyzna został aresztowany na trzy miesiące – powiedział prok. Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, której wydział ds. wojskowych prowadzi śledztwo w tej sprawie.

Prokuratura wczoraj przedstawiła 32-latkowi zarzut zabójstwa żony. Mężczyzna nie ustosunkował się do niego, odmówił także składania wyjaśnień.

Z dotychczasowych ustaleń prokuratury wynika, że do zbrodni doszło w czwartek rano. Około godz. 10, Marcin Z., żołnierz 42 Bazy Lotnictwa Szkolnego w Radomiu, pojawił się w Komendzie Miejskiej Policji w Radomiu, informując o konflikcie z żoną. Zachowanie mężczyzny wzbudziło niepokój policjantów, w związku z czym razem z nim udali się do miejsca zamieszkania. Marcin Z. otworzył policjantom drzwi i wpuścił ich do mieszkania. Tam ujawniono ciało jego żony. Mężczyzna został zatrzymany – podał prok. Łapczyński.

Marcin Z. w chwili zatrzymania był pijany. Badanie alkomatem wykazało 1,5 promila w organizmie. Pobrano mu także krew na obecność narkotyków.

Na miejscu pracowali funkcjonariusze Żandarmerii Wojskowej i prokuratorzy z wydziału wojskowego. Zabezpieczono ślady, które będą istotne dla szczegółowego ustalenia okoliczności zdarzenia – informowała prokuratura.

Ciało 28-latki przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej w Warszawie, gdzie zostanie przeprowadzona sekcja zwłok. Prokuratura nie udziela informacji na temat „mechanizmu śmierci pokrzywdzonej”. Jak podawały w czwartek lokalne media, kobieta miała zostać uduszona.

Prok. Łapczyński powiedział, że śledczy ustalili, iż 32-letni żołnierz nie miał problemów w jednostce, w której służył. Marcin Z. mieszkał w Radomiu z żoną i córką. W czasie zdarzenia 3-letnia dziewczynka była w przedszkolu.
Źródło info i foto: RMF24.pl