Francja: Chateau Vaux-le-Vicomte okradzione. Złodzieje ukradli z zamku kosztowności warte 2 mln euro

Grupa rabusiów napadła na słynny podparyski Chateau Vaux-le-Vicomte. Właściciele zamku zostali sterroryzowani i związani. Przestępcy uciekli z łupem wartym około 2 mln euro. Sceny jak z filmu sensacyjnego rozegrały się w czwartek rano w barokowym zamku położonym w mieście Maincy leżącym 55 km na południowy wschód od Paryża.

Sześciu zamaskowanych napastników wdarło się do środka, związało właścicieli i zaczęło rabować kosztowności. Źródła policyjne informują, że mężczyźni najpewniej nie byli uzbrojeni. 90-letni Patrice de Vogue i jego 78-letnia żona Cristina nie zostali ranni i nie przyjęli pomocy lekarskiej.

Przestępcy zrabowali m.in. zawartość sejfu, z którego wynieśli kolekcję kamieni szlachetnych. Zostawili natomiast dzieła sztuki. Policja poszukuje sprawców.

Chateau Vaux-le-Vicomte został wybudowanych w latach 60. XVII wieku dla Nicolasa Fouquet, ministra finansów króla Francji Ludwika XIV. Budowla tak spodobała się monarsze, że ją zajął, a ministra wtrącił do więzienia, w którym spędził on resztę życia. Wiele cennych dzieł sztuki przeniesiono do budowanego Wersalu, także sam zamek stał się inspiracją dla nowej siedziby Króla Słońce.

Zamek, największy pozostający w prywatnych rękach we Francji, został udostępniony dla zwiedzających przez rodzinę Patrice’a de Vogue w 1968 roku. Każdego roku zwiedza go około 250 tys. turystów.

Chateau Vaux-le-Vicomte był wykorzystywany przez filmowców, dla których służył jako Wersal. Tak było m.in. w „Moonrakerze” – obrazie o przygodach agenta Jamesa Bonda, i „Marii Antoninie” Sofii Coppoli. Jest też wynajmowany na wesela; wybrał go sobie m.in. gwiazdor NBA Tony Parker, gdy żenił się z celebrytką Evą Longorią.
Źródło info i foto: TVP.info

Potentat branży biopaliw Grzegorz Ś. z zarzutami. Trafi do aresztu na trzy miesiące

Sąd w Białymstoku postanowił, że potentat branży biopaliw Grzegorz Ś. i dwaj pozostali związani z tą branżą zatrzymani przez CBA mężczyźni trafią na trzy miesiące do aresztu. O sprawie poinformował w rozmowie z portalem tvp.info dziennikarz TVP Cezary Gmyz.

– Wszystkim trzem postawiono zarzuty. Po godz. 19.00, po naradzie, sąd w Białymstoku podjął decyzję o tym, by ich aresztować na trzy miesiące – powiedział Cezary Gmyz.

27 sierpnia 2019 r. na polecenie prokuratora Podlaskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Białymstoku funkcjonariusze CBA zatrzymali trzy osoby w tym m.in. Grzegorza Ś. Zatrzymani zostali przewiezieni do siedziby Prokuratury Krajowej w Białymstoku.

Przez lata Grzegorz Ś. zarządzał majątkiem zmarłego w 2013 r. biznesmena Aleksandra Gudzowatego. „W 2013 r. zostaje prezesem w prawie wszystkich rodzinnych spółkach: wytwórni wódek Akwawit Polmos czy producencie biododatków do paliwa Wratislavii Biodiesel” – informował „Wprost”. Według ustaleń gazety Ś. „bez wiedzy rodziny transferował majątek Gudzowatych do swoich spółek zarejestrowanych na Cyprze”.

„Miliony szły na fikcyjne siłownie albo na konta firm zarządzanych przez osoby poszukiwane przez policję lub z zarzutami prania brudnych pieniędzy” – czytamy. Chodzi o okres od października 2014 r. do marca 2019 r. i szereg przestępstw, związanych z nadużyciem uprawnień.
Źródło info i foto: TVP.info

Prawie 60 dżihadystów Frontu al-Nusra przedostało się do Niemiec

Przedostali się szlakiem bałkańskim pod fałszywymi nazwiskami – alarmuje w sobotę „Der Spiegel”, pisząc o 60 bojownikach grupy znanej jako Front al-Nusra (obecnie Dżabhat Fatah al-Szam) związanej niegdyś z Al-Kaidą, którzy w tłumie uchodźców mieli dotrzeć do Niemiec. Część z nich brała udział w masakrach na cywilach i żołnierzach armii syryjskiej – dodaje tygodnik. Identyfikacja bojowników była możliwa, ponieważ w Niemczech rozpoznali ich Syryjczycy, który byli świadkami popełnionych przez nich zbrodni – podkreśla „Der Spiegel”.

Około 30 poszukiwanych

Redakcja tygodnika wyjaśnia, że rozpoznani islamiści należeli początkowo do oddziału Liwa Owais al-Kuarni, a w 2012 roku grupa przyłączyła się do organizacji noszącej wówczas nazwę Front al-Nusra. Dwa lata później oddział rozwiązał się – część bojowników przyłączyła się do tak zwanego Państwa Islamskiego (IS), a inni porzucili broń i wyemigrowali do Europy.

Według „Spiegla” w Niemczech toczą się postępowania wobec 25 członków tego oddziału. Około 30 innych bojowników, którzy prawdopodobnie przebywają w Niemczech, jest poszukiwanych.

Celem walka z rządem, a nie zamachy

Niemieckie władze pocieszają się, że celem dżihadystów z Frontu al-Nusra była walka z syryjskim rządem, a nie zamachy w Europie. – Oczywiście martwi nas, że w Niemczech przebywają tak brutalni ludzie – powiedział „Spieglowi” przedstawiciel niemieckich służb. W Federalnym Urzędzie Ochrony Konstytucji (niemieckim kontrwywiadzie) powstał zespół zajmujący się poszukiwaniem byłych bojowników Frontu al-Nusra. Władze nie wykluczają, że może ich być więcej, niż dotychczas przyjmowano.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Hiszpania: Zamachowców było znacznie więcej

Hiszpańskie media w oparciu o źródła policyjne podały w niedzielę rano, że grupa dżihadystów, która dokonała w czwartek i piątek zamachów w Katalonii, była większa niż przypuszczano. W skład związanej z Państwem Islamskim komórki mogło wchodzić nawet 15 osób.

Dotychczas hiszpańskie media informowały, że śledczy przyjęli założenie, iż grupa dżihadystów – obywateli Maroka i osób wywodzących się z tego kraju, liczyła 12 osób. Tezę tą obaliła jednak przeprowadzona w sobotę analiza DNA resztek pobranych w miejscowości Alcanar. W środę, w przeddzień zamachu w Barcelonie, doszło tam do eksplozji gazu. Ujawniono, że w gruzach budynku znaleziono materiał biologiczny pochodzący od trzech, a nie od dwóch, jak wcześniej informowano, osób.

Mogło skończyć się „ogromną tragedią”

Śledczy potwierdzili, że niespodziewana eksplozja w Alcanar miała miejsce w budynku, który był bazą terrorystów i w którym gromadzone były materiały do przygotowania ładunków wybuchowych. Według telewizji TVE24 jednym z materiałów użytych podczas planowanego zamachu miał być aceton.

„Zastosowanie acetonu podczas aktu terrorystycznego mogłoby doprowadzić do ogromnej tragedii i dużej liczby ofiar” – ocenił hiszpański ekspert ds. bezpieczeństwa Pedro Banos.

Według policji nieoczekiwany wybuch w domu w Alcanar doprowadził do zmiany planów komórki dżihadystów i skłonił jej członków do przeprowadzenia zamachów w inny sposób, a także szybciej niż pierwotnie planowano.

Przywódcą islamski duchowny

W sobotę późnym wieczorem hiszpańskie media ujawniły w oparciu o policyjne źródła, że prawdopodobnym przywódcą grupy zamachowców z Katalonii był islamski duchowny, który mieszkał w Ripoll, miejscowości, z której pochodziła część zamachowców.
Policja przeprowadziła rewizję w mieszkaniu imama. W dalszym ciągu nieznany jest jego los. Choć według niektórych mediów przywódca religijny mógł być jedną z ofiar wybuchu w domu w Alcanar, to dziennik „El Pais” twierdzi, że muzułmański duchowny jest jednym z trzech poszukiwanych i nazywa się Abdelbaki As-Satty.

Madrycki dziennik ujawnił, że poza lokalnym duchownym, który mógł mieć wpływ na radykalizację pochodzących z Maroka dżihadystów, katalońscy islamiści mogli utrzymywać kontakt z przedstawicielami Państwa Islamskiego (IS) w Szwajcarii. Dowodem na to miała być niedawna podróż dwóch członków grupy do Zurychu.

Wciąż na wolności

Według stołecznej gazety w dalszym ciągu na wolności pozostają trzej terroryści, w tym Junes Abujakub, który jest domniemanym autorem zamachu w Barcelonie. W czwartek na popularnym wśród turystów deptaku Las Ramblas w stolicy Katalonii furgonetka staranowała kilkuset przechodniów. W efekcie ataku śmierć poniosło 13 osób, a ponad 120 zostało rannych.

W piątek nad ranem policja zastrzeliła pięciu zamachowców w Cambril. Byli oni powiązani z autorem barcelońskiego ataku. Terroryści wjechali tam autem w grupę ludzi, raniąc siedem osób. Jedna z nich zmarła na skutek odniesionych obrażeń. Łącznie w czwartek i piątek hiszpańska policja zabiła pięciu terrorystów i aresztowała czterech.
Źródło info i foto: interia.pl

Pseudokibice pobili uchodźców na Węgrzech

​Węgierscy pseudokibice, związani ze skrajną prawicą, pobili w nocy z piątku na sobotę uchodźców koczujących w parku w pobliżu dworca kolejowego Keleti w Budapeszcie – poinformował węgierski portal „index.hu”. Według portalu wielu migrantów zostało rannych, dwóch z nich trafiło do szpitala. Do ataku doszło po meczu piłkarskim Węgry-Rumunia. Jak poinformowała węgierska agencja MTI, doszło także do starć pseudokibiców z policją, w wyniku których rannych zostało ponad 30 osób. Aresztowano 42 chuliganów. Przypomnijmy, że w piątek późnym wieczorem Austria i Niemcy wydały zgodę na wjazd migrantów na swe terytoria. Poinformował o tym kanclerz Austrii Werner Faymann po rozmowach z szefową niemieckiego rządu Angelą Merkel i premierem Węgier Viktorem Orbanem.

„Nie pozostawimy tych ludzi bez pomocy”

– Nie pozostawimy tych ludzi bez pomocy – zapewnił Faymann.

Kilka godzin wcześniej szef kancelarii premiera Orbana, Janos Lazar zapowiedział, że rząd Węgier podstawi 100 autobusów, by przewieźć na granicę z Austrią tysiące migrantów, koczujących od kilku dni na dworcu kolejowym Keleti w Budapeszcie, oraz tych, którzy na piechotę wyruszyli do Austrii i zatrzymali się na noc w podstołecznej miejscowości Zsambek. Węgierskie media informowały, że wielu uchodźców ociągało się jednak z wsiadaniem do autobusów, obawiając się, że zostaną przewiezieni do węgierskiego obozu dla uchodźców.

Pierwszy autobus z migrantami dotarł do granicy z Austrią w sobotę około godziny 3. Jak podała węgierska agencja MTI, uchodźcy wysiedli z pojazdu i na piechotę przeszli na stronę austriacką, gdzie zostali serdecznie powitani. Austriackie MSW zapewniło już w piątek wieczorem, że jest przygotowane na przybycie migrantów. Większość z nich, jak powiedział kanclerz Werner Faymann, chce pojechać dalej, do Niemiec, a tylko niektórzy deklarują chęć pozostania w Austrii.
Żródło info i foto: interia.pl

Dżihadyści planowali zamach w stolicy Wielkiej Brytanii?

Według brytyjskiej gazety „The Sun” dżihadyści związani z Państwem Islamskim planowali zdetonować ładunek wybuchowy podczas sobotniej parady wojskowej w Londynie. Informacja pochodzi od dziennikarza, który miał zostać zamachowcem. Brytyjska policja nie potwierdza tych doniesień.

Wg „The Sun” do ataku miało dojść na paradzie w pobliżu koszar Lee Rigby’ego – brytyjskiego żołnierza, który dwa lata temu padł ofiarą brutalnego ataku islamistów. Spisek wyszedł na jaw podczas próby zwerbowania dziennikarza, prowadzącego śledztwa w sprawie działalności ekstremistów. Jeden z mocodawców, przebywający w Syrii, próbował przekonać dziennikarza do spowodowania wybuchu.

– To musi być potężna eksplozja. Muszą zginąć innowiercy i ich żołnierze, którzy służyli w Iraku i Afganistanie. Wskocz w tłum i zdetonuj bombę – miał powiedzieć dżihadysta. Jak informuje gazeta, wspomniany dziennikarz, po zebraniu wszystkich informacji, powiadomił o planowanym zamachu policję.

Doniesienia te nie zostały potwierdzone przez służby.

Wczorajsze zamachy we Francji, w Tunezji i Kuwejcie spowodowały międzynarodowe poruszenie. Do najtragiczniejszego w skutkach zamachu w Tunezji przyznała się grupa bojowników Państwa Islamskiego. W oświadczeniu zamieszczonym w piątek wieczorem na Twitterze terroryści udostępnili trzy zdjęcia pokazujące zamachowca. „Nasz brat, żołnierz kalifatu, Abu Jihja al-Kairuni, dotarł do celu, do hotelu Imperial, pomimo środków bezpieczeństwa” – głosi oświadczenie. Jak dodano, zabił on „40 niewiernych”. W wyniku zamachów zginęło łącznie 67 osób.
Żródło info i foto: interia.pl

W styczniu ruszy proces pary, która przez 30 lat więziła kobiety

Brytyjskie media publikują nowe informacje na temat pary, która przez 30 lat przetrzymywała w swoim domu trzy kobiety. To wyznawcy ekstremalnej odmiany marksizmu. Ich proces ruszy w styczniu. 73-letni mężczyzna i młodsza od niego o sześć lat partnerka są maoistami. Związani byli z politycznymi komunami, które dawniej były w Londynie bardzo popularne. Według mediów, podobny kolektyw stworzyli we własnym domu, gdzie stosując psychiczny i ideologiczny terror, przetrzymywali trzy kobiety. Przez lata były one bite i zastraszane. Zdaniem ekspertów, to nie zamki w drzwiach ograniczały ich wolność, ale kult przywódców. Aravindan Balakrishnan i jego żona Chanda przybyli do Wielkiej Brytanii w latach 60. ubiegłego stulecia. Pochodzą z Indii i Tanzanii. Po zamieszkaniu na Wyspach natychmiast rozpoczęli działalność polityczną. Żródło info i foto: RMF24.pl

Polacy związani i pobici w niemieckiej wsi

Dwaj Polacy pobici w Niemczech. Policja w mieście Kremmen w Brandenbrugii wszczęła postępowanie przeciwko czterem mężczyznom, którzy pobili i uwięzili dwóch polskich pracowników sezonowych. Mieszkańcy miejscowości zaatakowali naszych rodaków, bo podejrzewali ich o włamanie do jednego z domów. Jak się okazało, niesłusznie. Trzej Polacy wracający z pracy przy zbiorze szparagów zostali zaatakowani przez grupę mieszkańców. Jeden z Polaków zdołał uciec. Pozostali zostali pobici i uwięzieni. Napastnicy podejrzewali, że Polacy stoją za włamaniem do jednego z domów, do którego doszło w miasteczku kilka godzin wcześniej. Okazało się jednak, że są niewinni. Żródło info i foto: Dziennik.pl

Trwa odczytywanie wyroku w sprawie członków gangu pruszkowskiego

Warszawski Sąd Okręgowy rozpoczął ogłaszanie wyroku w procesie członków gangu pruszkowskiego. Oskarżonych jest blisko 40 osób, wśród nich m.in. dawni szefowie grupy: „Słowik”, „Bolo” i „Parasol”. Proces „Pruszkowa” trwał 6 lat. Prokuratura zażądała dla oskarżonych kar od 15 lat więzienia do roku w zawieszeniu. Obrona podważa prawdomówność świadków koronnych i chce uniewinnień. Oskarżeni odpowiadają za przestępstwa z lat 1995-2003, m.in. wymuszenia rozbójnicze, napady, porwania, pobicia, kradzieże aut, oszustwa, handel bronią i narkotykami. Część podsądnych ma też zarzuty handlu bronią i narkotykami oraz podżegania do morderstwa. Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Skąd mieli tyle pieniędzy?

Warszawska policja wyjaśnia, skąd czterech mężczyzn miało przy sobie ok. 400 tys. zł. Mężczyźni zostali zatrzymani w piątek. Mundurowi podejrzewali, że szajka ma związek ze środowym napadem na kantor w CH Maxiumus w Nadarzynie. Tam zamaskowani sprawcy ukradli ok. 500 tys. zł, a uciekając skradzionym samochodem spowodowali wypadek, więc resztę drogi pokonali pieszo. W sobotę jednak wszystkich czterech zatrzymanych zwolniono. Nie usłyszeli żadnych zarzutów. – „Nie ma żadnych dowodów na to, że to oni dokonali napadu na kantor” – tłumaczy jeden ze śledczych. Nikt ze świadków nie rozpoznał wśród zatrzymanych napastników, poza tym inne dowody np. odciski palców nie potwierdziły, by to ci mężczyźni dokonali napadu. Żródło info i foto: zw.com.pl