Matka i konkubent z zarzutami w sprawie pobicia dziecka?

Z czterech zatrzymanych do wyjaśnienia osób w sprawie podejrzenia pobicia dwumiesięcznej dziewczynki z Darłowa, dwie to świadkowie. Zostali zwolnieni – poinformowała w piątek prokuratura. Matka dziecka i jej konkubent są przesłuchiwani. Prokuratura planuje postawienie im zarzutów.

Trwają czynności procesowe. Prokuratorzy przesłuchują dwie zatrzymane osoby – matkę dziecka i jej konkubenta – wyjaśnił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski. Jego zdaniem „dotychczas zebrany materiał dowodowy wskazuje na to, że jest to niezbędne i konieczne, ponieważ dziecko, które znalazło się w koszalińskim szpitalu ma bardzo poważne obrażenia ciała. I na pewno nie doszło do tego, że obrażenia te powstały przypadkiem”.

Według rzecznika pozostałe dwie osoby, które były w tej sprawie zatrzymane do wyjaśnienia, okazały się być świadkami. Zostały zwolnione.

Biegły w szpitalu osobiście zbadał dziecko, zlecił dodatkowe badania i wydał opinię, która wskazuje, że dziecko ma obrażenia ciała realnie, bardzo poważnie zagrażające jego życiu. Jednocześnie w toku tych badań wykluczono, by do tych obrażeń mogło dojść w sposób przypadkowy. Dwumiesięczne dziecko nie mogło po prostu upaść i spowodować tych obrażeń samo – powiedział Ryszard Gąsiorowski.

„Matka udzielała pokrętnych odpowiedzi”

18 czerwca w godzinach wieczornych pogotowie w Darłowie dostało informację o tym, że potrzebna jest pomoc dziecku, które nie oddycha. Ratownicy, którzy przyjechali na miejsce, wezwali też helikopter LPR. Dziecko zostało zabrane do szpitala w Koszalinie. Tam maluch został poddany kolejnym badaniom lekarskim. W placówce pojawiła się również matka dziecka. Jak powiedział Ryszard Gąsiorowski, „na pytanie lekarza, jak mogło dojść do tego, że dziecko znajduje się w takim stanie zdrowia, udzielała dość wykrętnych odpowiedzi”.

Po badaniach okazało się m.in. że dziecko ma poważne obrażenia głowy.

Wiadomo też, że konkubent matki był poszukiwany listem gończym za przestępstwa związane z kradzieżami. Mężczyzna jest ojcem dwumiesięcznej dziewczynki.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Śledczy z policyjnego Archiwum X rozwiązali sprawę sprzed 14 lat

39-letnia Grażyna H. zaginęła w połowie lipca 2004 roku. Na początku sierpnia tego samego roku znaleziono jej ciało, ale tożsamość udało się potwierdzić dopiero 11 lat później, dzięki badaniom genetycznym. Początkowo uznano, że kobieta zginęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Teraz jednak śledczy twierdzą, że mają dowody na to, iż została zamordowana, a wypadek upozorowano. W środę zarzut zabójstwa usłyszeli syn Grażyny H. i jego partnerka. Nie zostali jednak aresztowani. Nie zastosowano wobec nich także żadnych środków zapobiegawczych.

Do wznowienia sprawy po 14 latach przyczynili się policjanci z Archiwum X w Krakowie, badającego najtrudniejsze niewyjaśnione zbrodnie. Prokuratura wnosiła o aresztowanie na trzy miesiące podejrzanych o zabójstwo: syna ofiary Michała H. i jego konkubiny Katarzyny Ż. – Sąd nie uwzględnił wniosków prokuratury – poinformowała w czwartek po posiedzeniu sądu Grażyna Rokita z biura prasowego Sądu Okręgowego w Krakowie. Jak dodała, sąd nie zastosował również żadnych innych środków zapobiegawczych wobec podejrzanych. W środę 4 kwietnia 35-letni syn zaginionej i jego 31-letnia konkubina usłyszeli zarzuty zabójstwa. Jak poinformował w czwartek prokurator Krzysztof Dratwa z Prokuratury Okręgowej w Krakowie, podejrzani złożyli obszerne wyjaśnienia, w których nie przyznali się do winy. Prokuratura wystąpiła z wnioskami o zastosowanie wobec nich aresztu tymczasowego na trzy miesiące. W czwartek po południu sąd nie uwzględnił tych wniosków.

Wyszła po zakupy, ślad po niej zaginął

W połowie lipca 2004 roku rodzina majętnej 39-letniej mieszkanki Krakowa zgłosiła jej zaginięcie. Według relacji syna, matka wyszła rano na zakupy na pobliski plac targowy i ślad po niej zaginął. O nowych ustaleniach w sprawie zbrodni sprzed lat przez policjantów z małopolskiego Archiwum X poinformował w czwartek rzecznik małopolskiej policji Sebastian Gleń. – Krakowscy policjanci nawiązali kontakt z wieloma instytucjami, sprawdzali także wszelkie powiązania: rodzinne, towarzyskie i zawodowe. Czynności poszukiwawcze prowadzone były na szeroką skalę, jednak nie przyniosły odpowiedzi na pytanie, co stało się z kobietą – informuje Sebastian Gleń, rzecznik prasowy małopolskiej policji.

Sprawa w Archiwum X

W 2005 roku sprawa zaginięcia Grażyny H. trafiła do krakowskiego Archiwum X. W Prokuraturze Rejonowej w Krakowie wszczęto śledztwo. W latach 2006-2007 przeprowadzono kilka akcji poszukiwawczych. Zwłok szukano między innymi w okolicach kopca Kościuszki. – Ciała kobiety jednak nie znaleziono, a czynności wykonywane w tej sprawie nie pozwoliły na postawienie nikomu zarzutów. Śledztwo zostało umorzone, choć nadal pozostawało w stałym zainteresowaniu policjantów z Archiwum X – dodaje Gleń.

Zidentyfikowali zwłoki

Pod koniec 2014 roku z pomocą funkcjonariuszom przyszedł GENOM, czyli system identyfikacji osób oraz zwłok po kodzie DNA. Do systemu włączono dane genetyczne krewnych osób zaginionych. – Rozpoczęło się przeszukiwanie zasobów bazy pod kątem porównania kodu osób zaginionych z danymi niezidentyfikowanych zwłok znalezionych do tej pory – informuje Gleń.

I dodaje: – Jak się okazało, ciało ujawnione na początku sierpnia 2004 roku na krakowskim Podgórzu to prawdopodobnie zwłoki Grażyny H. Zostały znalezione wówczas przez przechodnia i były w bardzo dużym rozkładzie. Śledztwo wykazało, że kobieta zginęła na skutek nieszczęśliwego upadku z dużej wysokości. Jej ciało zostało później pochowane w bezimiennym grobie. – Po wykonaniu dodatkowych badań porównawczych w 2015 roku ostatecznie potwierdzono, że ciało znalezione ponad dziesięć lat wcześniej, to zwłoki zaginionej Grażyny H. Nadto przeanalizowanie przez biegłego z Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie dokumentacji obrażeń ciała oraz kości denatki wykazało, że zwłoki po upadku były przemieszczane. W związku z tym Prokuratura Rejonowa podjęła na nowo śledztwo w sprawie zabójstwa – informuje rzecznik.

Śledczy: to było zabójstwo

Zarówno śledczy, jak i biegli wrócili na miejsce znalezienia zwłok. Przeprowadzono eksperyment procesowy, który miał na celu ustalenie, czy niektóre uszkodzenia kości kobiety są wynikiem działania osób trzecich. Eksperyment wykazał, że obrażenia ciała kobiety nie powstały w wyniku upadku z wysokości. – Przeprowadzona później sekcja szczątków potwierdziła wynik eksperymentu procesowego. Kobieta zginęła po uderzeniu narzędziem tępokrawędzistym. Następnie jej ciało zostało zrzucone z urwiska w celu upozorowania wypadku – podaje Gleń. Podejrzewany w tej sprawie był starszy syn kobiety, między innymi dlatego, że w pewnym momencie zależało mu na odnalezieniu ciała matki. Jak dodaje rzecznik – prawdopodobnie po to, aby odziedziczyć po niej majątek.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Słowacja: Zabójstwo dziennikarza śledczego Jana Kuciaka. Zatrzymani Włosi zwolnieni z aresztu

Słowacka policja prowadząca śledztwo w sprawie zabójstwa dziennikarza śledczego Jana Kuciaka zwolniła w nocy sześć z siedmiu zatrzymanych osób. Wszystkie mają włoskie obywatelstwo – podała prywatna słowacka telewizja.

Sześć osób zwolniono, a siódma została przewieziona z aresztu do szpitala w związku z bólami, jakie odczuwała w klatce piersiowej. Zdaniem dziennikarzy portalu komercyjnej stacji TV Markiza, także ta osoba zostanie zwolniona.

Wśród zwolnionych jest Antonio Vadala, o którym media pisały, że ma kontakty z włoską mafią. Portal napisał, że podczas przeszukiwań domów zatrzymanych osób policja znalazła dwa pistolety, na które ich właściciele mieli ważne zezwolenia. Trwają ekspertyzy mające wyjaśnić, czy broń mogła być używana podczas morderstwa Jana Kuciaka i jego narzeczonej.

Pracujący dla portalu internetowego Aktuality.sk 27-letni dziennikarz śledczy Kuciak został między 22 a 25 lutego zastrzelony wraz ze swą 27-letnią partnerką Martiną Kusznirovą. Do zbrodni doszło w ich domu w Velkej Maczy w kraju (województwie) trnawskim na południowym zachodzie Słowacji. Za najbardziej prawdopodobny motyw tej zbrodni policja uznaje zawodową działalność Kuciaka.

W środę opublikowany został ostatni, niedokończony artykuł Kuciaka, który opisuje działalność włoskich siatek przestępczych na terenie Słowacji oraz obecność osób bliskich włoskiej organizacji mafijnej „n’drangheta” w otoczeniu premiera Roberta Fico.
Źródło info i foto: RMF24.pl

W Londynie zatrzymano dwóch Polaków w związku z zabójstwem 36-latka

Dwóch mężczyzn o polskich nazwiskach zostało oskarżonych o zamordowanie mężczyzny w zachodnim Londynie. 36-letnia ofiara została znaleziona z ranami kłutymi – informuje BBC. Do tragedii doszło w zachodnim Londynie, w dzielnicy Hounslow. 36-letni mężczyzna został znaleziony w piątek, 22 grudnia, z ranami kłutymi i innymi obrażeniami. Zmarł na miejscu zdarzenia około godz. 3 nad ranem.

35-letni Sebastian Sz. i 18-letni Dariusz B. zostali oskarżeni o morderstwo i przewiezieni do aresztu – donosi BBC. Początkowo aresztowano jeszcze dwie inne osoby – 29-letnią kobietę i mężczyznę w tym samym wieku. Zostali jednak zwolnieni za kaucją.

Na razie nie są znane motywy zabójstwa. Policja prowadzi dochodzenie w tej sprawie.
Źródło info i foto: interia.pl

Londyn: Zwolniono z aresztu trzech podejrzanych ws. ataku na metro

Trzech podejrzanych o związek z zamachem na metro, do którego doszło 15 września w Londynie, zwolniono dziś z aresztu – poinformowała policja metropolitalna. Łącznie w sprawie zamachu zatrzymano do tej pory siedem osób. Jedna z nich pozostaje w areszcie. Wobec trzech mężczyzn zwolnionych we wtorek z aresztu nie będą podejmowane dalsze kroki w tej sprawie. W areszcie pozostaje 18-letni Ahmed Hassan, któremu postawiono zarzut usiłowania zabójstwa oraz użycia materiału wybuchowego.

15 września 30 osób zostało rannych po tym, gdy w pociągu metra na nadziemnej stacji Parsons Green w zachodnim Londynie eksplodował improwizowany ładunek wybuchowy z zapalnikiem czasowym. Związana z Państwem Islamskim (ISIS) agencja Amak poinformowała, że zamachu dokonał „oddział” powiązany z tą dżihadystyczną organizacją.
Źródło info i foto: onet.pl

Przełom w sprawie dotyczącej śmierci 6-miesięcznego Maksymiliana

Nastąpił przełom w śledztwie ws. śmierci 6-miesięcznego Maksymiliana, który zmarł w sobotę w szpitalu w Rzeszowie na skutek licznych obrażeń ciała, w tym głowy. Wiele informacji podanych w sprawie stało się nieaktualnych – poinformowała w niedzielę wieczorem prokuratura. Zmieniła się rola procesowa matki; ona i ojciec dziecka zostali w niedzielę zwolnieni po przesłuchaniu w charakterze świadków.

O zwolnieniu rodziców zmarłego dziecko poinformował w niedzielę późnym wieczorem rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie nadkom. Adam Szeląg. Dodał, że w dalszym ciągu natomiast trwają czynności z udziałem zatrzymanego mężczyzny, znajomego rodziców.

– W związku z intensywnie prowadzonymi dalszymi czynnościami w sprawie, pojawiły się nowe ustalenia i ujawniono nowe okoliczności, które spowodowały przełom w śledztwie. Zmieniła się rola procesowa matki. Ona oraz ojciec dzieci, po przesłuchaniach w charakterze świadków zostali zwolnieni – podała policja.

Wcześniej informację o przełomie w śledztwie podał p.o. prokuratora okręgowego w Rzeszowie Łukasz Harpula. Jak mówił – wiele informacji podanych w sprawie stało się nieaktualnych. Jednak ze względu na dobro postępowania nie udzielił żadnych więcej informacji i zapewniał jednocześnie, że zostaną one podane w poniedziałek.

Dotychczasowe informacje nieaktualne

Dodał przy tym, że dotychczasowe informacje podane mediom stały się nieaktualne.

Prokurator potwierdził wcześniejszą ocenę, że nie ma wątpliwości, że dziecko przez długi czas było ofiarą przemocy. – Obrażenia chłopczyka wskazują, że albo został uderzony jakimś narzędziem, albo też nim uderzono np. o ścianę – mówił Harpula. Podtrzymał też zdanie, że sprawa jest bardzo trudna, nie tylko ze względu na jej charakter, ale też ze względu na liczne dowody w sprawie. Dodał, że zostanie jeszcze przeprowadzona sekcja zwłok chłopca.

Matka chłopczyka była w niedzielę przesłuchiwana i złożyła wyjaśnienia.

Rodzice zostali zatrzymani w piątek

W sprawie jeszcze w piątek zostali zatrzymani rodzice chłopca: 23-letnia matka i 26-letni ojciec, a w sobotę – inny mężczyzna, znajomy rodziców. Rodzice dzieci nie mieszkali razem.

Dotychczas żadnemu z nich nie postawiono zarzutów.

Niemowlę trafiło do rzeszowskiego szpitala w piątkowe popołudnie. Karetkę do chłopczyka wezwała jego matka, gdy zauważyła, że dziecko nie daje oznak życia. Dzięki akcji reanimacyjnej podjętej jeszcze na miejscu i później kontynuowanej w szpitalu udało się przywrócić czynności życiowe chłopca. Jednak jego stan lekarze określali jako krytyczny. Chłopczyk miał liczne obrażenia ciała, w tym dwa pęknięcia czaszki, krwiak wewnątrz mózgu, połamane żebra. W sobotę po południu dziecko zmarło.

2,5-letnia dziewczynka również trafiła do szpitala

Razem z matką była jej 2,5-letnia córka, u której funkcjonariusze też zauważyli obrażenia; trafiła ona do szpitala. Rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie nadkom. Adam Szeląg poinformował, że do tej pory przesłuchanych zostało kilkadziesiąt osób, które mogły coś wnieść do wyjaśnienia sprawy. Dodał, że rodzina miała założoną niebieską kartę.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wypuszczono ratowników podejrzewanych o handel ludźmi

5 ratowników morskich zatrzymanych w czwartek na greckiej wyspie Lesbos, podejrzewanych o handel ludźmi, zostało zwolnionych. O ich wypuszczeniu poinformowała policja. Nie podano oficjalnej informacji, czy postawiono im zarzuty. Wśród zatrzymanych mężczyzn było dwóch Duńczyków z organizacji pozarządowej Team Humanity i trzech Hiszpanów, członków stowarzyszenia Proem-Aid. Obie organizacje pomagają migrantom przybywającym na wyspę. Wcześniej informowano, że cała piątka należała do Proem-Aid.

Agencja AFP, powołując się na źródło w greckiej policji, pisze, że mężczyzn zatrzymała straż przybrzeżna, gdy podejrzenia wzbudziły znalezione przy dwóch ratownikach noże i niezarejestrowane CB radio. Prokuratura w Mitilini, stolicy Lesbos, otworzyła w czwartek postępowanie karne ws. „próby pomocy nielegalnym imigrantom w dotarciu” na wyspę. Podczas weekendu mężczyzn przesłuchiwał sędzia śledczy.

Musieli wpłacić kaucję

Według informacji opublikowanych na Facebooku przez Proem-Aid zatrzymanym Hiszpanom nie postawiono zarzutów i będą oni mogli „szybko wrócić do domu”. Jednak władze wyznaczyły kaucję w wys. 15 tys. euro, ponieważ w tej sprawie śledztwo będzie kontynuowane. Organizacja zbiera środki na wpłacenie wymaganej kwoty. Ponad 800 tys. migrantów uciekających przed konfliktami i biedą, głównie Syryjczyków, Afgańczyków i Irakijczyków, w tym roku próbowało dotrzeć z Turcji przez wyspy greckie na wschodzie Morza Egejskiego do Europy Zachodniej. Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji (IOM) szacuje, że w ubiegłym roku ponad 3770 ludzi zginęło lub zaginęło podczas przeprawy przez Morze Śródziemne.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Dopalacz o nazwie „Mocarz” bez substancji zakazanych?

Na Pomorzu dwaj dilerzy dopalacza o nazwie „Mocarz” zostali zwolnieni bez postawienia zarzutów. Według biegłych susz nie zawierał substancji zakazany. Dwaj młodzi mieszkańcy Starogardu Gdańskiego zostali zatrzymani przez policję, gdy do szpitala z objawami zatrucia dopalaczem trafili 23-letnia kobieta i 27-letni mężczyzna.

W domach dilerów znaleziono kilkanaście gramów suszu w torebkach z etykietą „Mocarz”. Według biegłych susz nie zawierał jednak substancji zakazanych. Nie jest wykluczone, że w torebce były jakieś inne suszone zioła. Laboratoryjne badania wykluczyły zawartość syntetycznych narkotyków. Na Śląsku „Mocarz”, którym zatruło się już ponad 300 osób, zawierał dwa rodzaje syntetyku. Pomorska policja nie wyklucza jednak, że postawi dilerom zarzuty narażenia zdrowia i życia. Powołała już biegłego z zakresu toksykologii. Jeśli uzna, że zioła spowodowały zatrucie, dilerzy zostaną ponownie zatrzymani.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Zwolniono zatrzymanych w sprawie zabójstwa dziennikarza z Mławy

Dwaj mężczyźni zatrzymani wcześniej do wyjaśnienia w związku z zabójstwem 32-letniego Łukasza M., dziennikarza z Mławy zostali zwolnieni. Obecnie mają status świadków. Podejrzany o zabójstwo 29-letni Bartosz Nowicki jest ścigany listem gończym.

Na obecnym etapie postępowania udział obu zatrzymanych wcześniej mężczyzn w zabójstwie Łukasza M. został wykluczony. Nie sformułowano wobec nich żadnych zarzutów. Obaj mężczyźni posiadają obecnie status świadków – powiedziała rzeczniczka mazowieckiej policji Alicja Śledziona.

List gończy za 29-latkiem

W poniedziałek za podejrzanym o zabójstwo Łukasza M. wydano list gończy. To 29-letni Bartosz Nowicki, mieszkaniec Mławy. Jak przyznała Śledziona, z danych policji, które są jeszcze weryfikowane, nie wynika dotychczas by poszukiwany był wcześniej karany.

Policja, zapewniając anonimowość, zwraca się z prośbą do osób, które znają miejsce pobytu Bartosza Nowickiego o kontakt z najbliższą jednostką – komisariatem, prokuraturą lub sądem, albo telefonicznie pod numery alarmowe 997 i 112. Jednocześnie informuje, że ukrywanie poszukiwanego lub pomaganie w ucieczce to przestępstwo zagrożone karą więzienia do lat 5.

Śledztwo w sprawie zabójstwa Łukasza M. prowadzi prokuratura rejonowa w Mławie. Wstępne wyniki przeprowadzonej w poniedziałek sekcji zwłok dziennikarza wskazują, że przyczyną jego śmierci był „uraz czaszkowo-mózgowy, skutkujący ostrą niewydolnością krążeniowo-oddechową”.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Planowali porwanie dla okupu syna jednego z najbogatszych Polaków. Zostali zwolnieni

„Wiadomości” TVP1 dotarły do nagrania, na którym trzech mężczyzn ustala szczegóły brutalnego porwania syna bardzo zamożnego Polaka. Wszystko miało wyglądać na akcję Centralnego Biura Śledczego. Chłopak miał być potem przetrzymywany w trumnie. Napad jednak udaremniono, a przestępców zatrzymano. Tyle że, na polecenie prokuratury, szybko wypuszczono. Do przestępstwa miało dojść kilkanaście dni temu. Na nagraniach, do których dotarli dziennikarze „Wiadomości” TVP1, trzech mężczyzn ustala szczegóły brutalnego porwania syna bardzo zamożnego Polaka.

Wiedzą, że młody mężczyzna, dla bezpieczeństwa, ma wszczepionego GPS-a. Planują, jak się pozbyć urządzenia, żeby nie dało się namierzyć chłopaka: „Detektorem metalu i nożem się chlaśnie go i mu się wyjmie to. I się wsadzi kurierowi ku.. i po całej Polsce będzie latał”. Wiadomość o planowanej akcji dotarła do ojca chłopaka. – Dowiedziałem się od osób, które były do tego namawiane, żeby wspólnie dokonać porwania – opowiada. „Wiadomości” TVP1 odnalazły człowieka, który według biznesmena miał stać za przygotowaniami uprowadzenia. To pracownik firmy, która należy do przedsiębiorcy i którego głos, zdaniem tego ostatniego, słychać na nagraniach. – To są bzdury, panowie. To są jakieś kłamstwa – zaprzeczył w rozmowie z dziennikarzem TVP.

Z rozmów przestępców wynika, że porwany miał być przetrzymywany w trumnie. „Trumnę kupić i będzie miał wygodnie chu…, frajer” – mówią. To miała być inscenizowana akcja Centralnego Biura Śledczego. Na nagraniu słychać, jak ustalają, czego potrzebują. Wymieniają: naszywki CBŚ, atrapy broni. „Wiadomości” ustaliły, że chcieli zażądać kilku milionów złotych okupu. Wszyscy, których głosy słychać na nagraniach, zostali zatrzymani na polecenie prokuratury i, co zadziwiające, niemal od razu wypuszczeni. Śledczy Prokuratury Okręgowej w Elblągu nie chcieli zabrać głosu w tej sprawie przed kamerą. Zasłaniają się „delikatnością” prowadzonego postępowania. Nie udało się więc ustalić, dlaczego ludzie, którzy planowali porwanie, są dzisiaj na wolności.
Żródło info i foto: TVP.info