ZUS ostro sprawdza kto wyłudza zasiłki

ZUS tropi symulantów! Co robi cwaniak na zwolnieniu lekarskim? Wyjeżdża na urlop lub sobie dorabia! ZUS ostro wziął się za takich symulantów – pisze piątkowy „Fakt”. Dodaje, że w tym roku ZUS przeprowadził o 30 proc. więcej kontroli zwolnień lekarskich.

„W ten sposób zaoszczędził m.in. na zasiłkach chorobowych aż 156 mln zł” – czytamy.

Jak ustalił dziennik, od stycznia do września ZUS przeprowadził 468 tys. kontroli. „W zeszłym roku, w tym samym okresie, było ich o 110 tysięcy mniej” – czytamy. Dodano, że w tym roku wstrzymano i cofnięto wypłaty na 155 mln zł – 9 mln więcej niż przed rokiem.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

„Masa” idzie do sądu

Jarosław S. pseudonim Masa zapowiada walkę z polskim wymiarem sprawiedliwości. Poczuł się urażony tym, że sąd w procesie wytoczonym mu przez Andrzej Gołotę, chce wydać wyrok pod jego nieobecność. Gangsterowi nie podoba się, że sąd nie uwzględnił, jego zdaniem, usprawiedliwionej nieobecności w sądzie. Masa nie stawił się na kilku terminach rozpraw, ale jak twierdzi zwolnienie lekarskie miał.

Zdaniem sądu zwolnienie do sądu nie dotarło, a informację o chorobie gangstera sąd miał od policji, która Masę ochrania. Zgodnie z przepisami, zwolnienie lekarskie Masy w dokumentach sądowych nie może się znaleźć, bo mogłoby ujawnić jego chronione dane. Mimo to sąd uznał nieobecność gangstera za nieusprawiedliwioną.

Masa miał się na to oburzyć, bo jak twierdzi jest takim samym obywatelem jak każdy inny i zapowiada, że będzie walczył o swoje prawa. Proces, którego dotyczy sprawa, został wytoczony Masie przez Andrzej Gołotę, po tym, jak gangster oskarżył pięściarza o ustawienie walki z Michaelem Grantem w 1999 roku. Gołota przegrał a Amerykaninem, mimo, ze prowadził na punkty.

Dzisiaj sąd ma wydać wyrok w tej sprawie.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Zwolnienie lekarskie można kupić w Internecie

ZUS kwestionuje średnio co dziesiąte zwolnienie lekarskie. W 2014 r. wystawiono niemal 19 mln zwolnień, do końca sierpnia tego roku już 13 mln – informuje „Gazeta Wyborcza”. Okazuje się, że zwolnienia lekarskie można także kupować w internecie – koszt to od 50 do 200 zł. W I półroczu br. ZUS przeprowadził 300 tys. kontroli. Wydał 12,5 tys. decyzji o wstrzymaniu wypłaty zasiłku chorobowego, a 115 tys. osób obniżył jego wysokość. Dzięki kontrolom zaoszczędził 100 mln zł.

W okresie wakacji i świąt narodowych bardzo wiele osób cierpi na cykliczne bóle kręgosłupa. Jeśli w historii choroby występowały już podobne problemy, trudno stwierdzić, czy pacjent symuluje, czy nie. Często słyszę też: „Trzy dni nie było mnie w pracy, miałem biegunkę”. To zawsze choroby, które ciężko sprawdzić – mówi „Gazecie” poznański lekarz rodzinny Aleksander Baran. Dodaje, że pacjenci mają też swoje sposoby na ewentualne kontrole ZUS-u. Na dostarczenie zwolnienia pracodawcy jest siedem dni, więc starają się o krótkie, ale częste – po pięć dni. Zanim druk dotrze do ZUS-u, jest po chorobie i niczego nie można skontrolować – tłumaczy.

Jak pisze gazeta, w internecie roi się od porad, jak symulować chorobę. Najbardziej polecana jest depresja. W sieci można też kupić zwolnienie. Na jednym ze znanych portali ogłoszeniowych lekarzy oferujących zwolnienia są dziesiątki. Ceny: od 50 do 200 zł. Problem rozwiązałoby wprowadzenie systemu e-zwolnień, dzięki któremu ZUS wiedziałby o chorobie pracownika w kilka sekund. Ma on zacząć działać już 1 stycznia 2016 roku.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Znaleziono zwolnienie lekarskie Andreasa Lubitza na dzień katastrofy

Policja w czasie przeszukania domu niemieckiego pilota Andreasa Lubitza, który miał umyślnie doprowadzić do katastrofy Airbusa Germanwings, natrafiła na „ważny trop” – podały brytyjski „Mirror” oraz telewizja Fox News. Zdaniem jednego z policjantów, prawdopodobnie odnaleziono „klucz” do wyjaśnienia tragedii. Tymczasem z oświadczenia wydanego przez niemiecki urząd lotnictwa wynika, że wśród znalezionych w mieszkaniu pilota rzeczy są dokumenty medyczne, w tym podarte, ale aktualne zwolnienie lekarskie. Dokument był wystawiony na dzień, w którym doszło do katastrofy.

Wcześniej dziennik „Bild” podał, że Lubitz został porzucony przez kobietę, z którą do tej pory mieszkał. Na razie policji nie udało się jej odnaleźć. Samolot linii Germanwings rozbił się we wtorek we francuskich Alpach, w okolicach miejscowości Barcellonette. Zginęło 150 osób będących na pokładzie, w tym 144 pasażerów i sześciu członków załogi. Wśród ofiar jest niemowlę z polskim obywatelstwem.
Żródło info i foto: wp.pl

Matka Zuzanny M. odwiedziłą córke w areszcie

Katarzyna M. (44 l.), matka morderczyni z Rakowisk Zuzanny M. (19 l.), odwiedziła dziewczynę w areszcie. Wcześniej, jak już pisaliśmy, wynajęła jej adwokata. Kobieta wzięła też zwolnienie lekarskie i od momentu tragedii nie przychodzi do pracy. Czy poświęci wszystko – pieniądze i karierę naukową – by wyciągnąć dziecko zza krat? Albo przynajmniej wywalczyć dla niej łagodny wyrok? Katarzyna M. pracuje jako wykładowca na siedleckim Uniwersytecie Humanistyczno-Przyrodniczym. Uczy studentów historii i stosunków międzynarodowych. Jak się jednak dowiedzieliśmy, do końca tego semestru przebywać będzie na chorobowym.

Matka krwawej Zuzanny odwiedziła ją w areszcie

Słabość uniemożliwiająca prowadzenie wykładów nie przeszkodziła jej najwyraźniej w odwiedzinach u córki. Katarzyna M. przyszła do Zuzanny do aresztu po raz pierwszy. Co jej powiedziała? Czy domagała się wyjaśnień? Czy pytała, dlaczego dziewczyna zabiła z zimną krwią? A może zapewniła o swej miłości i obiecała pomoc? Niestety, matka morderczyni nie chce o tym mówić…

Jedno jest pewne. Trudno jej będzie uratować córkę przed długoletnim więzieniem. Zuzanna M. wraz ze swym ukochanym Kamilem N. (19 l.) brutalnie zamordowali rodziców chłopaka. Zarżnęli ich, bo jak stwierdziła Zuzanna, sprzeciwiali się ich związkowi. Dziewczyna przyznała się do winy i stwierdziła nawet, że zabijanie sprawiało jej frajdę.Zuzanna i Kamil przeszli badania psychiatryczne. Opinia biegłych będzie gotowa najprawdopodobniej 20 stycznia. Jeśli okaże się, że zabójcy byli poczytalni w czasie dokonywania zbrodni, grozi im dożywocie.
Żródło info i foto: se.pl

Firma Star-Turist fałszowała dokumenty

Firma Star-Turist, której autokar rozbił się w niedzielę koło Berlina, fałszowała dokumenty – dowiedział się nieoficjalnie reporter RMF FM Grzegorz Kwolek. Na papierze kierowcy mieli wolne albo zwolnienie lekarskie, w rzeczywistości – wozili ludzi.
Teraz olsztyński przewoźnik może teoretycznie zostać ukarany nawet odebraniem licencji przewozowej. Droga do tego – jak usłyszał nasz reporter – jest jednak długa i konieczne jest wielokrotnie stwierdzenie złamania przepisów. Na razie Inspekcja Transportu Drogowego nałożyła na firmę maksymalną karę finansową – 25 tysięcy złotych. Przewoźnik odwołał się już od tej kary i czeka na decyzję Generalnego Inspektora. O uchylenie decyzji ITD może też walczyć w sądzie administracyjnym.

8 osób w szpitalach, jedna ma cięższe obrażenia

Do wypadku doszło w niedzielę około godziny 5 rano na autostradzie A10 w okolicach Niederlehme w Brandenburgii, na południowy wschód od Berlina. Jadący w kierunku Polski autokar wypadł z trasy, zjechał w prawo i spadł ze skarpy.

Autokarem podróżowało 66 pasażerów. Jeszcze wczoraj 58 z nich i załoga wyruszyli autokarami zastępczymi w dalszą podróż do Polski. W niemieckich szpitalach zatrzymano natomiast 8 rannych osób. Jedna z nich ma cięższe obrażenia, ale jej życiu na szczęście nic nie zagraża. Rodzinom poszkodowanych informacji udziela Infolinia Sindbad (firma Star-Turist należy do tego przewoźnika) – numery telefonów to: 801 22 33 44 oraz +48 77 443 44 44.

Sindbad: Autokar prowadzili doświadczeni kierowcy

Zarząd firmy Sindbad poinformował, że wypadkowi uległ jeden z autokarów należących do Star-Turist z Olsztyna, realizujący przewóz liniowy na trasie Niemcy – Polska na zlecenie spółki Sindbad. To autokar marki Setra, wyprodukowany w 2010 roku. Ostatnie badania techniczne – jak podał Sindbad – pojazd przeszedł we wrześniu tego roku i są one ważne do marca 2015 roku. Firma zapewniła, że autokar prowadziła doświadczona dwuosobowa załoga kierowców.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Sędzia Anna M.-G. opóźniła 13 procesów

13 postępowań miała rażąco i bez powodu przewlekać sędzia Anna M.-G. z Włodawy. Czasem nie przesłuchiwała świadków, choć byli w sądzie i chcieli zeznawać, długimi miesiącami nie podejmowała decyzji albo gdy powinna ogłosić wyrok, szła akurat na urlop. – „Sędzia jest na długotrwałym zwolnieniu lekarskim” – usłyszeliśmy w piątek w sekretariacie dawnego Sądu Rejonowego we Włodawie, który obecnie jest wydziałem zamiejscowym podległym sądowi w Chełmie. Właśnie tam orzeka Anna M.-G. Nie udało nam się z nią porozmawiać. Żródło info i foto: Gazeta.pl

Lekarka podejrzana o korupcję

Wystawiała zwolnienia lekarskie za łapówki, teraz grozi jej do 10 lat pozbawienia wilności. Lekarka z Mielca, zatrzymana przez policję, usłyszała już zarzuty.
Do zatrzymania 42-letniej kobiety doszło w miniony wtorek, w gabinecie jednej z mieleckich przychodni. – Tego dnia lekarka wystawiła 14-dniowe zwolnienie od pracy za 100 złotych. Jak ustalili policjanci, 20 listopada kobieta dopuściła się identycznego przestępstwa – powiedział rzecznik podkarpackiej policji podkom. Paweł Międlar. Żródło info i foto: tvn24.pl

Groził lekarzowi zapalniczką

Położył przed lekarzem przedmiot przypominający broń i zaczął grozić. 50 – letni mieszkaniec Lublina w ten sposób próbował zdobyć zwolnienie lekarskie – podaje TOK.fm
Mężczyzna wtargnął do jednej z lubelskich przychodni. Na ladzie położył dowód osobisty oraz przedmiot, który zdaniem świadków przypominał broń. Mieszkaniec Lublina jasno postawił warunki: zażyczył sobie zwolnienia z pracy i co dziwne wyszedł z przychodni. Na koniec dorzucił jeszcze że wróci po zwolnienie za dwie godziny. Wrócił, ale na miejscu czekali już policjanci którzy od razu ustalili, że przedmiot przypominający broń to zapalniczka do gazu. Dlaczego mężczyzna w ten sposób domagał się zwolnienia? Nie wiadomo. Nie jest też jeszcze pewne jakie usłyszy zarzuty. Żródło info i foto: TOK.fm

Służby nie miały pojęcia, że Stefan Zielonka zniknął

Przez dwa tygodnie wywiad nie wiedział, że zniknął chorąży Stefan Zielonka – szyfrant, który miał wiedzę o akcjach tajnych służb. Nikt go nawet nie szukał – pisze „Dziennik”. Włos jeży się na głowie – komentuje jeden z posłów po przesłuchaniu szefa wywiadu wojskowego. Szef wywiadu wojskowego Radosław Kujawa został wczoraj w trybie pilnym wezwany do Sejmu ws. zaginięcia szyfranta. Z jego zeznań przed speckomisją ds. służb wynika, że przez dwa tygodnie wywiad nie miał pojęcia, iż zniknął im człowiek z niebezpieczną wiedzą. I do tej pory służby nie wiedzą, co się stało. Przed zniknięciem chorąży był na kilkutygodniowym zwolnieniu lekarskim. Po zwolnieniu nie stawił się w pracy, ale w wywiadzie nie wywołało to niepokoju.
Żródło info: POLICYJNI.pl