Zagrozili porwaniem dziecka za fałszywy dług

Zażądali od mężczyzny spłaty kilkudziesięciu tys. zł rzekomego długu. Tłumaczyli, że tyle jest winien swemu biznesowemu partnerowi. Gdy pokrzywdzony odmówił, sprawcy zagrozili mu porwaniem dziecka, spaleniem domu i wyrządzeniem krzywdy jego matce. Funkcjonariusze CBŚP i innych jednostek zatrzymali przestępców.

Wszystko zaczęło się od tego, że trzech mężczyzn 25 lutego br. skontaktowało się z mieszkańcem Wielkopolski i zażądało kilkudziesięciu tys. zł zwrotu rzekomego długu. Mężczyzna powiadomił policję. Sprawą zajęli się funkcjonariusze CBŚP z Gorzowa Wielkopolskiego, działający pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w tym mieście.

– Mężczyźni, którzy skontaktowali się z pokrzywdzonym, mówili ze wschodnim akcentem, a ich wygląd wskazywał na obce pochodzenie. Grozili mu uprowadzeniem dziecka oraz spaleniem firmy członkowi jego rodziny, w przypadku odmowy spłaty – informuje nadkomisarz Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP.

Dodatkowo zapowiedzieli też spalenie domu i wyrządzenie krzywdy jego matce. Jak informuje prokuratura, sprawcy powołali się na znajomość z biznesowym partnerem pokrzywdzonego, któremu miał być winien wspomniane pieniądze. Wyznaczyli pokrzywdzonemu 2-tygodniowy termin na spłatę rzekomego długu.

Funkcjonariusze CBŚP rozpoczęli śledztwo, dbając przy tym o bezpieczeństwo pokrzywdzonego i jego rodziny. Do działań włączyli się także mundurowi z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie Wlkp. oraz z zarządów CBŚP w Warszawie, Gdańsku, Lublinie i Rzeszowie. Gdy wytypowali potencjalnych sprawców, zaplanowali akcję ich zatrzymań.

Uderzyli w tym samym momencie w kilku miejscach Polski – w Warszawie, Gdyni i w województwie lubuskim. Oprócz mundurowych z CBŚP, w akcji wzięli udział funkcjonariusze Centralnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji BOA i Samodzielnego Pododdziału Kontretrrorystycznego Policji w Warszawie. Zatrzymali trzy osoby. Jak się okazało, to mężczyźni pochodzenia czeczeńskiego oraz inguskiego.

W sprawie występuje w sumie czterech podejrzanych. Będą odpowiadać za udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz usiłowanie wymuszenia rozbójniczego. Grozi im za to do 15 lat więzienia. Wobec trzech podejrzanych sąd, na wniosek Prokuratury Okręgowej w Gorzowie, podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące.

Śledztwo w tej sprawie nie zostało jeszcze zakończone. – Trwają ustalenia kolejnych osób mogących mieć związek z przestępstwem – podkreśla Iwona Jurkiewicz.
Źródło info i foto: onet.pl

Sprawa Romana Giertycha. Sąd uwzględnił zażalenie na przeszukanie. Natychmiastowy zwrot komputerów i dokumentów

„Sąd w Poznaniu przed chwilą uwzględnił zażalenie na przeszukanie mojej kancelarii” – poinformował mecenas Roman Giertych. Przeszukania dokonano w październiku w związku ze śledztwem dot. rzekomego wyprowadzenia środków pieniężnych z giełdowej spółki Polnord. Wcześniej sąd uchylił środki zapobiegawcze, które nałożyła prokuratura. O decyzji poznańskiego sądu Roman Giertych poinformował w piątek we wpisie na Twitterze. Jak napisał, sąd uwzględnił zażalenie na przeszukanie jego kancelarii i „nakazał natychmiastowy zwrot wszystkich komputerów i dokumentów”.

„Czekamy jeszcze na przyszłoroczną pewnie decyzję Sądu Okręgowego w Warszawie dot. dokumentów objętych tajemnicą adwokacką zabranych z domu” – dodał mecenas.

To kolejny sądowy sukces Giertycha w tej sprawie. Od momentu przeszukania i zatrzymania go w październiku sąd uchylił wszystkie środki zapobiegawcze nałożone przez prokuraturę. Najpierw nie wyrażono zgody na areszt. Później uchylono dozór policyjny i zakaz opuszczania kraju, a także zakaz wykonywania zawodu adwokata.

W połowie października prokuratura żądała od Romana Giertycha poręczenia majątkowego w wysokości 5 mln złotych, ponadto zabroniła mu opuszczać kraj, zawiesiła w czynnościach adwokata i nałożyła dozór policyjny z jednoczesnym zakazem kontaktu z pozostałymi podejrzanymi. Wszystko w związku ze sprawą rzekomego wyprowadzenia środków pieniężnych z giełdowej spółki Polnord, która kiedyś należała do biznesmena Ryszarda Krauzego. Kancelaria Giertycha zajmował się jej obsługą prawną.

W październiku podczas przeszukania – w związku ze sprawą – jego domu w podwarszawskim Józefowie mecenas nagle zasłabł i został przetransportowany do szpitala. Jego obrońcy informowali potem, że śledczy nie postawili mu formalnych zarzutów z powodu braku możliwości uzyskania z nim kontaktu (był nieprzytomny). Prokurator wydał natomiast postanowienie, w myśl którego Giertych nie mógł m.in. wykonywać zawodu adwokata.

W sprawie z udziałem Romana Giertycha zarzuty usłyszało łącznie 12 osób, z czego wobec pięciu śledczy zażądali aresztu: Ryszarda Krauzego, Sebastiana J., Piotra Ś., Piotra W. i Michała Ś. Wniosków tych jednak nie uwzględnił Sąd Rejonowy Poznań-Stare Miasto, twierdząc, iż nie ma dużego prawdopodobieństwa, że w ogóle doszło do przestępstwa – wyjaśnia z kolei Onet.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowe informacje dotyczące śledztwa ws. Mariana Banasia. Prokuratura zwróciła dokumenty prezesowi NIK

Sąd odrzucił zażalenie Mariana Banasia na przeszukanie jego mieszkań i gabinetu. Natomiast prokuratura i CBA nagle uznały, że nie potrzebują już jego notatek służbowych – pisze środowy „Dziennik Gazeta Prawna”.

„Epidemia koronawirusa część spraw zepchnęła na dalszy plan. Tak stało się m.in. ze śledztwem prowadzonym przez białostocką prokuraturę regionalną w sprawie oświadczeń majątkowych prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia. To, że sprawa zniknęła z radaru, nie znaczy, że nic się w niej nie działo” – czytamy w „DGP”.

Z ustaleń gazety wynika, że tydzień temu Sąd Rejonowy w Białymstoku odrzucił zażalenie Mariana Banasia na przeszukanie i wydanie dokumentów oraz sprzętu elektronicznego. „Sąd nie powiadomił ani pełnomocników, ani samych zainteresowanych o posiedzeniu, choć wcześniej zwrócił się o ich adresy do doręczeń. W mojej ocenie sąd naruszył prawo do obrony mojego klienta” – mówi DGP adwokat Marek Małecki i dodaje, że decyzja sądu w tych konkretnych przypadkach jest już niezaskarżalna.

„Dziennik Gazeta Prawna” wyjaśnia, że istotą postanowienia jest to, że można było dokonać przeszukania i wydać postanowienie o nim, bo immunitet prezesa NIK chroni go przed zatrzymaniem, a nie „rozciąga się” na pomieszczenia zajmowane przez niego.

Dziennik przypomina, że do przeszukań kilkunastu lokali należących do Banasia lub jego rodziny, a także w siedzibie NIK doszło w lutym tego roku na wniosek Prokuratury Regionalnej w Białymstoku. „W gabinecie prezesa zabezpieczono jego laptop, telefon, twardy dysk z kopią binarną komputera stacjonarnego oraz kalendarze z notatkami i planowanymi kontrolami. Co ciekawe, prokuratura uznała, że już ich nie potrzebuje i zostały zwrócone urzędnikowi Izby w delegaturze warszawskiej CBA. Biuro było gotowe zwrócić dwa kalendarze już 4 maja, ostatecznie doszło do tego tydzień później” – pisze „DGP”.

„Pozaprocesowy zwrot dokumentów zatrzymanych w gabinecie prezesa NIK przez CBA, bez wydania zarządzenia czy postanowienia prokuratury krajowej, jest kolejnym argumentem za tym, że i CBA, i prokuratura doszły do wniosku, że przekroczyły swoje uprawnienia i dyskretnie wycofały się z błędnych decyzji. Sąd nie dał nam jednak nawet szansy przedstawienia tych zdarzeń czy ich procesowego skomentowania” – mówi gazecie mec. Małecki.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowa Zelandia: Jest zwrot ws. zamachu w Christchurch. Sprawca przyznał się do winy

Sprawca masakry w dwóch meczetach w Christchurch w Nowej Zelandii, 29-letni Brenton Tarrant, zmienił niespodziewanie swoje wcześniejsze zeznania i przyznał się do wszystkich zarzutów. Grozi mu dożywocie. Tarrant oskarżony jest o spowodowanie śmierci 51 osób, próbę pozbawienia życia kolejnych 40 oraz o dokonanie aktów terroru. Wcześniej utrzymywał, że jest niewinny.

Zapowiadano, że proces Tarranta rozpocznie się w czerwcu, ale wobec przyznania się oskarżonego do winy sądowi pozostaje jedynie wymiar kary. Tarrantowi grozi dożywotnie więzienie. Daty posiedzenia sądu jeszcze nie podano.

Czwartkowe posiedzenie odbyło się praktycznie bez udziału publiczności bowiem zbiegło się z rozpoczęciem czterotygodniowej blokady kraju i kwarantanny całej ludności w związku z epidemią koronawirusa. Tarrant i jego adwokaci również nie byli obecni w sądzie i uczestniczyli w posiedzeniu z australijskiej Nowej Południowej Walii za pośrednictwem łącza wideo.

Od 15 marca 2019 r., czyli dnia w którym dokonał masakry, Tarrant, który sam określa siebie jako zwolennika wyższości białej rasy, przebywa w areszcie. Tego dnia wtargnął do meczetu Al Noor w Christchurch i otworzył ogień z broni półautomatycznej do uczestniczących w piątkowych modłach wiernych. Po opróżnieniu magazynka, wrócił do samochodu, wziął inny karabin i kontynuował masakrę. Następnie pojechał do meczetu Linwood, gdzie również otworzył ogień do wiernych. Jeden z nich zdołał w końcu go przepędzić za pomocą porzuconego jednego z karabinów napastnika. Policja ujęła Tarranta po krótkim pościgu.

Masakra w Christchurch, pierwszy tak krwawy w historii Nowej Zelandii akt terroru, była prawdziwym szokiem dla Nowozelandczyków. W reakcji na nią rząd znacznie zaostrzył przepisy dotyczące dostępu do broni palnej.
Źródło info i foto: onet.pl

Wielka Brytania: Ciężarówka z ciałami 39 osób. Wszystkie ofiary to Wietnamczycy

Mimo wcześniejszych domniemywań dotyczących chińskiego pochodzenia osób, których ciała znaleziono w zeszłym tygodniu w kontenerze ciężarówki w parku przemysłowym w południowo-wschodniej Anglii, brytyjska policja przekazała w piątek, że wszystkie te ofiary pochodziły z Wietnamu.

„W tej chwili uważamy, że ofiary są obywatelami Wietnamu i jesteśmy w kontakcie z rządem wietnamskim. Jesteśmy w bezpośrednim kontakcie z wieloma rodzinami w Wietnamie i Wielkiej Brytanii, i sądzimy, że zidentyfikowaliśmy rodziny niektórych ofiar” – napisał na Twitterze Tim Smith z policji w hrabstwie Essex.

Policja przekazała w oświadczeniu, że jest w stałym kontakcie z rodzinami w Wietnamie i Wielkiej Brytanii, a także z władzami w Hanoi. Początkowo sądzono, że wszystkie ofiary to obywatele Chin i tę wersję wstępnie potwierdzały policja i chińskie władze, później jednak pojawiało się coraz więcej poszlak wskazujących, że przynajmniej część z ofiar mogła być Wietnamczykami. W piątek w Wietnamie aresztowano dwie osoby podejrzane o związek z tą sprawą. Na początku tygodnia rząd w Hanoi poinformował, że Wielka Brytania wysłała do strony wietnamskiej dokumenty dotyczące czterech ofiar. Jak podano na stronie internetowej rządu, wiceszef MSZ Bui Thanh Son powiedział dziennikarzom, że dokumenty przekazano ministerstwu bezpieczeństwa publicznego w celu weryfikacji.

„Ministerstwo spraw zagranicznych opracowuje dokumentację dotyczącą potencjalnych ofiar, ale na razie nie ma podstaw, by potwierdzić, że wśród ofiar są obywatele Wietnamu” – dodano.

Ciała w ciężarówce

Do makabrycznego odkrycia doszło w nocy z 22 na 23 października w parku przemysłowym Waterglade Industrial Park, ok. 30 km na wschód od Londynu. Ciała znajdowały się w kontenerze-chłodni umieszczonym na naczepie ciężarówki. Kontener przypłynął tej samej nocy z belgijskiego Zeebrugge do angielskiego portu Purfleet, gdzie odebrał go kierowca ciężarówki, która – jak się przypuszcza – przyjechała z Irlandii Północnej. Jak informowano w dniu, w którym odnaleziono ciała, wśród ofiar jest 31 mężczyzn i osiem kobiet. Z wyjątkiem jednej osoby – nastolatka – wszystkie ofiary to osoby dorosłe. Władze brytyjskie na razie postawiły zarzuty dwóm osobom – 25-letniemu kierowcy ciężarówki, który został aresztowany tego samego dnia, kiedy odkryto ciała oraz – w piątek – 23-letniemu mężczyźnie zatrzymanemu w Irlandii. Obaj pochodzą z Irlandii Północnej. Postawiono im zarzuty zabójstwa, uczestnictwa w przemycie ludźmi oraz pomocy w nielegalnym przedostaniu się na terytorium Wielkiej Brytanii. W związku ze sprawą policja poszukuje dwóch innych mężczyzn, braci, którzy również mieszkają w Irlandii Północnej.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Holandia: Przetrzymywani na farmie przez 9 lat. Zwrot w sprawie

Holenderski sąd przedłużył w czwartek o dwa tygodnie areszt mężczyźnie, który przez dziewięć lat przetrzymywał w zamknięciu na farmie kilka osób. Jak podaje holenderska prasa, zatrzymany to 58-letni Austriak Josef B., prawdopodobnie były członek sekty Moona. Aresztowano też ojca przetrzymywanych dzieci, którego wcześniej uznawano za ofiarę prześladowcy. Jak przekazała policja – główny podejrzany przez lokalne media opisywany jako „Josef B.” – miał bezprawnie pozbawić wolności i szkodzić zdrowiu swych ofiar. Przebywa w areszcie i ten pobyt został wydłużony o dwa tygodnie. Według telewizji RTV Drenthe Josef B., z zawodu cieśla, mieszkał samotnie w Austrii do 2010 roku. Potem przeprowadził się do Holandii i osiadł w wiosce Ruinerwold, gdzie wydzierżawił farmę. To tam przez dziewięć lat przetrzymywał kilka osób.

Jeszcze w czwartek w ciągu dnia pisano o nim jako jedynym podejrzanym w sprawie, który więził pięcioro rodzeństwa i ich schorowanego ojca. Jak jednak poinformowała holenderska policja w czwartek, śledczy zdecydowali się na kolejne aresztowanie. Zarzuty przedstawiono także 67-letniemu ojcu. Podejrzewa się go obecnie o „bezprawne pozbawienie wolności” własnych dzieci.

Związki mężczyzn z sektą Moona

Holenderska prasa podała, że Josef B. prawdopodobnie był członkiem tak zwanego Kościoła Zjednoczeniowego, powstałego w Korei Południowej, znanego też jako sekta Moona. Informacje te potwierdził w austriackiej gazecie „Kronen Zeitung” jego brat Franz B., który przyznał, że Josef B. należał do sekty, nie wymienił jednak jej nazwy. Wiele wskazuje na to, że Josef B. i przetrzymywana przez niego rodzina znali się od pewnego czasu. Niektóre źródła twierdzą, że byli sąsiadami w pobliskim Hasselt i że najstarszy syn w rodzinie w przeszłości był pracownikiem Josefa B.

Holenderska agencja ANP przytoczyła z kolei słowa Wima Koetsiera, rzecznika Federacji Uniwersalnego Pokoju (UPF), który powiedział, że ojciec przetrzymywanej rodziny w latach 80. był członkiem sekty Moona, a następnie założył własną „grupę” z kimś innym.

„Nie miał pojęcia, gdzie jest, ani co robić”

Policja otrzymała informację w sprawie sytuacji na farmie w miniony weekend. Według lokalnych mediów jeden z synów z przetrzymywanej rodziny uciekł i poprosił o pomoc w pobliskiej kawiarni. Jej pracownik powiedział RTV Drenthe, że zaniedbany, zdezorientowany 25-latek przyszedł do kawiarni i powiedział, że nie był na zewnątrz od dziewięciu lat.

– Widać było, że nie miał pojęcia, gdzie jest, ani co robić – opowiadał szef lokalu Chris Westerbeek. – Mówił, że uciekł i pilnie potrzebuje pomocy – dodał.

Następnie wyszło na jaw, że pięcioro rodzeństwa w wieku od 18 do 25 lat oraz ich schorowany ojciec mieszkało w całkowitej izolacji. Młodzi ludzie zostali odnalezieni zamknięci w ukrytym pokoju w domu na farmie. Ojciec rodzeństwa najprawdopodobniej przeszedł udar.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Wspólna akcja KAS, CBŚP i prokuratury zapobiegła wyłudzeniu zwrotu ponad 370 mln zł podatku

– Działania KAS, CBŚP i prokuratury doprowadziły do rozbicia międzynarodowej grupy przestępczej i zapobiegły wyłudzeniu zwrotu ponad 370 mln złotych podatku – poinformowała Izba Administracji Skarbowej w Warszawie.

W komunikacie napisano, że w efekcie analizy i skutecznej kontroli przeprowadzonej przez pracowników Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) z Pierwszego Mazowieckiego Urzędu Skarbowego w Warszawie, we współpracy z Centralnym Biurem Śledczym Policji (CBŚP), Prokuratura Regionalna w Warszawie wszczęła śledztwo dotyczące fikcyjnego handlu metalami szlachetnymi oraz elektroniką.

– Ścisła współpraca i zaangażowanie pracowników i funkcjonariuszy służb prowadzących sprawę zapobiegły wyłudzeniu zwrotu ponad 370 mln podatku i jednocześnie doprowadziły do rozbicia międzynarodowej zorganizowanej grupy przestępczej oraz pociągnięcia do odpowiedzialności faktycznych organizatorów całego procederu – mówi cytowana w komunikacie rzeczniczka prasowa Izby Administracji Skarbowej w Warszawie Anna Szczepańska.

Bardzo duża kwota zwrotu

Jak podano, podejrzenie pracowników KAS budziła bardzo duża kwota zwrotu, przy wcześniejszych nie przekraczających kilku tysięcy złotych oraz osoba prezesa zarządu spółki, prowadzącego również działalność polegającą na zakładaniu i odsprzedaży spółek. Firmy te – wyjaśniono – następnie w dużej części stawały się podmiotami występującymi w tzw. łańcuchach podatkowych.

W podejrzanej transakcji towar był nabywany od spółek polskich, a sprzedawany w ramach wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów do podmiotów łotewskich oraz jako eksport do Rosji. Ze sprawy wynika, że 13 ton platyny było przechowywane w zwykłych magazynach firm logistycznych i mieszkaniu jednego z oskarżonych.

– Przewóz towarów w większości przypadków nie był w jakikolwiek sposób chroniony. Ponadto kontrolowane dokumenty budziły podejrzenie co do ich autentyczności – informuje IAS.

IAS informuje, że w toku dalszych czynności śledztwa ustalono, iż w rzeczywistości wyroby były wykonane z ołowiu owiniętego folią imitującą kolor platyny, natomiast warte rzekomo prawie 200 mln zł zestawy do obsługi telefonii komórkowej stanowiły złom komputerowy przywieziony z terenu Niemiec.

„Zostały aresztowane 4 osoby”

– Plan przestępczego procederu został stworzony i zrealizowany przez międzynarodową grupę przestępczą, składającą się m. in z obywateli Estonii i Węgier. W toku postępowania aresztowane zostały 4 osoby, z których jedna nadal przebywa w areszcie – podano.

Zgodnie z komunikatem materiał dowodowy zgromadzony w sprawie liczy ponad 150 tomów a sam akt oskarżenia ma prawie 640 stron. Na potrzeby postępowania przesłuchano około 100 świadków i przeprowadzono kilkadziesiąt przeszukań. Prokuratura Regionalna w Warszawie wniosła do Sądu Okręgowego akt oskarżenia przeciwko 11 osobom.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zwrot w sprawie brutalnego zabójstwa 9-miesięcznej Blanki

Sensacyjny zwrot w śledztwie w sprawie zabójstwa dziewięciomiesięcznej Blanki z Olecka. Jej ojciec Grzegorz W. w niedzielę opuścił areszt śledczy w Białymstoku i już jest na wolności. To może oznaczać, że brutalnego morderstwa i gwałtu dopuścił się inny mężczyzna. Fakt od początku śledztwa wskazywał, że sprawcą może być ktoś inny – ok. 50-letni mężczyzna, który wieczorami przyjeżdżał do matki Blanki białym SUV-em na suwalskich numerach. To właśnie on najprawdopodobniej zostawał na noc w mieszkaniu, gdzie doszło do tragedii.

Według Damiana morderstwa dziewczynki dokonano w nocy w czwartek. A wtedy jej ojciec przebywał u niego. O 20.00 wrócił taksówką na stancję, gdzie mieszkał. Nie wychodził aż do piątku do godziny 15. Co jest potwierdzone na monitoringu.

– Są już wyniki DNA i wykluczają one udział taty w tym okrutnym czynie – dodaje nam Damian. – Podobno w chlewiku znaleziono twarde dowody wskazujące na prawdziwego mordercę, który został już zatrzymany. Ojciec ma twarde alibi, które potwierdził taksówkarz. Został zatrzymany tylko po to, żeby nie było mataczenia w śledztwie, stąd te zarzuty. Obiecał, że w sobotę przyjedzie do mnie z Blanką w odwiedziny. Nie zdążył. Cieszę się, że koszmar się skończył.

Brutalne morderstwo 9-miesięcznej Blanki

W piątek, 21 czerwca, w mieszkaniu rodziny pojawili się policjanci. 9-miesięczna Blanka nie dawała oznak życia. Na ratunek niemowlęciu było już za późno. Dziecko było martwe.

Sekcja zwłok wykazała, że dziewczynka została uderzona tępym narzędziem w głowę, okolice szyi i klatki piersiowej z taką siłą, że żebro przebiło jej serduszko. Niemowlę doznało krwotoku wewnętrznego i uszkodzenia mózgu. Nie wiadomo, czym dokładnie zostało uderzone. Mógł to być młotek lub wałek. Z ustaleń śledczych wynika także, że 9-miesięczna Blanka została brutalnie wykorzystana seksualnie.

Policja zatrzymała rodziców

Funkcjonariusze zatrzymali rodziców dziewczynki – Annę W. (37 l.) i Grzegorza W. (45 l.). Z relacji sąsiadów zaczął wyłaniać się szokujący obraz matki dziecka. Jak udało nam się dowiedzieć, kobieta nie pracowała, miała problem z alkoholem i narkotykami. Anna W. ma jeszcze trójkę dzieci z dwoma poprzednimi partnerami, zaś mała Blanka miesiąc po urodzeniu została zabrana rodzicom przez sąd rodzinny i umieszczona w rodzinie zastępczej. W marcu 2019 roku wróciła do biologicznych rodziców.

Nadzór nad rodziną sprawował kurator. – Spotykał się z mamą dziecka z dużą częstotliwością i nie stwierdził żadnych oznak przemocy, dziecko rozwijało się prawidłowo i widać, że matce zależało, żeby córka pozostała pod jej opieką. Matka rozpoczęła też terapię odwykową, była pod stałą opieką terapeuty od uzależnień i lekarza psychiatry. W mieszkaniu nie było śladów libacji, kurator nie widział też, żeby matka zaniedbywała obowiązki rodzicielskie – wyjaśniła Agnieszka Węglicka-Bogdan, wiceprezes Sądu Rejonowego w Olecku.

Okazuje się, że o powrocie Blanki do rodzinnego domu nie wiedzieli funkcjonariusze. – Uprzejmie informuję, że to z inicjatywy policji dziecko w listopadzie ubiegłego roku zostało odebrane rodzicom. Związane było to w podejmowanymi interwencjami w stosunku do rodziców dziewczynki oraz okolicznościami, w jakich do nich dochodziło. O sytuacji informowaliśmy zarówno sąd jak i inne instytucje. Policja nie otrzymała informacji, że decyzją sądu dziecko wróciło do rodziców, nie znamy uzasadnienia tej decyzji, jednakże w ostatnim czasie nie było zgłaszanych interwencji policyjnych w stosunku do tej rodziny – oświadczył kom. Krzysztof Wasyńczuk, rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Policji w Olsztynie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Będzie zwrot w sprawie zabójstwa Małgorzaty K. sprzed 22 lat? Świadek z Miami wskaże zabójcę?

Prawie 22 lata po zamordowaniu Małgosi K. (†15 l.) prokuratorzy są o krok od rozwiązania zbrodni, za którą niewinnie przesiedział 18 najlepszych lat swojego życia Tomasz Komenda (42 l.). Fakt ustalił, że śledczy odnaleźli człowieka, który feralnej nocy pracował na dyskotece w Miłoszycach i ma kluczową wiedzę dla tego śledztwa!

Przypomnijmy, że w areszcie przebywa już dwóch podejrzanych o zabójstwo mylnie przypisywane Komendzie. To Ireneusz M. (43 l.) i Norbert B. (40 l.). Są oni wskazywani przez prokuraturę jako sprawcy brutalnego gwałtu i zabójstwa, do którego doszło w nocy z 31 grudnia 1996 roku na 1 stycznia 1997 r. Oprócz ich śladów śledczy znaleźli ślady trzeciej – niezidentyfikowanej jeszcze osoby.

Aresztowani to Ireneusz M. to uczestnik dyskoteki, który został aresztowany w czerwcu 2017 roku. B., który podczas zabawy był ochroniarzem, wpadł w ręce policji kilka tygodni temu. To właśnie do kolegi ochroniarza dotarli śledczy badający tę sprawę.

– Z pewnością się znali, bo osoba, którą udało się odnaleźć pracowała w klubie Alcatraz podczas tego tragicznego sylwestra. Nie można jednoznacznie wskazać, czym dokładnie się zajmowała – mówi Faktowi osoba znająca kulisy tej sprawy.

Ustaliliśmy, że śledczy od kilku miesięcy szukali kontaktu do tego mężczyzny. – Wiele lat temu wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Jednak dzięki portalom społecznościowym udało się ustalić, że mieszka w Miami – dodaje nasze źródło.

Wiadomo, że mężczyzna jest już po rozmowie telefonicznej z prokuratorami – przekazał im, że ma wiedzę na temat tej zbrodni i chętnie się nią podzieli. Obecnie ustalany jest termin przesłuchania sensacyjnego świadka. Czy pozwoli to na odnalezienie trzeciego mordercy Małgosi? A może zeznania świadka zza Oceanu pozwolą ujawnić nieznane dotąd motywy zbrodni? Okaże się za kilka miesięcy.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zwrot w sprawie zaginięcia Iwony Wieczorek?

Zapewne jeszcze długo nikt by się o tym nie dowiedział, gdyby nie Janusz Szostak, naczelny czasopisma „Reporter”. To on zauważył, że akta sprawy zaginięcia Iwony Wieczorek nie są kompletne. Kiedy zapytał dlaczego, usłyszał, że część materiałów trafiła do Prokuratury Krajowej. Dlaczego zainteresowano się akurat tymi aktami i dopiero po tak długim czasie?

Janusz Szostak w rozmowie z Onetem wyjaśnia, że kilka miesięcy temu przekazał współpracownikowi ministra Zbigniewa Ziobro, informacje na temat kilku spraw z Trójmiasta. Jedna z nich dotyczyła właśnie Iwony Wieczorek. Chodziło o to, by zainteresowały się tym służby spoza Pomorza, co mogło wnieść coś nowego.

Rzeczniczka Prokuratury Krajowej, Ewa Bialik potwierdza, że umorzona sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek powinna zostać zbadana pod kątem kompletności materiału dowodowego. Obecnie trwa sprawdzanie, czy w sprawie nie popełniono błędów. Analiza ma potrwać maksymalnie do października. Jeśli pojawią się nowe okoliczności, śledztwo może zostać wznowione. – Istnieje szansa, że wreszcie doczekamy się tutaj jakiegoś przełomu – mówi z zadowoleniem Szostak.

Mikołaj Podolski z Onetu komentuje, że sprawę od początku powinien mieć na oku ktoś spoza Pomorza. – Za dużo było w niej mundurowych, którzy mogli namieszać na jakimś etapie – zauważa. Już wcześniej alarmował, że firma ochraniająca dyskotekę, w której była Iwona, jako bramkarzy zatrudniała nielegalnie m.in. policjantów. Dodatkowo, według jego informacji, na krótko przed zaginięciem spotykała się z mundurowym z prewencji, a niedaleko plaży, gdzie zarejestrowała ją kamera, minął ją radiowóz. – Trzeba brać pod uwagę, że w Trójmieście granice między światem policyjnym i światem przestępczym już wielokrotnie się zacierały – wyjaśnia swoje podejrzenia.

Dziennikarze zaznaczają, że Prokuratura Krajowa powinna skontrolować również wpisy w internecie, techniki śledczych i metody przesłuchań. Są jednak pewni, że klucz do rozwiązania tajemnicy zaginięcia Iwony Wieczorek znajduje się w aktach.
Źródło info i foto: Fakt.pl