Zapadł wyrok w sprawie Krystiana B.

Na trzy lata i osiem miesięcy więzienia skazał gorzowski sąd Krystiana B. za gwałt na 19-latce nad jeziorem w okolicach podgorzowskiej Kłodawy. To więcej, niż chciał prokurator. Znany adwokat i były poseł Jerzy Wierchowicz żądał uniewinnienia B. – „To dziewczyna go prowokowała, zgodziła się na seks” – mówił.

Dziś 20-letni Krystian B. siedzi w areszcie. Prokuratura w Lipnie (okolice Włocławka w województwie kujawsko-pomorskim) podejrzewa go o inny, bestialski gwałt. Zdaniem śledczych, w lipcu tego roku napadł z nożem i trzykrotnie zgwałcił swoją rówieśniczkę, najprawdopodobniej byłą dziewczynę. Zaatakował ją, choć przed gorzowskim sądem miał już inną sprawę za gwałt. Zaatakował, choć w domu w okolicach Lipna czekała na niego obecna partnerka z dwójką jego dzieci…

Milczenie gwałciciela

Wyrok miał zapaść w sierpniu, ale chłopak w areszcie „rozsypał się kompletnie” (to cytat z jednej z osób będących blisko tej sprawy). Kilka razy na jego transport do Gorzowa (z zakładu karnego we Włocławku) nie zgadzał się lekarz psychiatra.

Przed weekendem, gdy w końcu udało się przywieźć oskarżonego do Sądu Rejonowego w Gorzowie, nie wyglądał na przybitego. Do sądowej sali nr 104 wszedł w asyście dwóch policjantów, na rękach miał kajdanki, a na nogach łańcuchy. W areszcie znalazł czas na wizytę u fryzjera (nienaganna, modna fryzura, przystrzyżona bródka). Był pewny siebie. Mierzył wzrokiem wszystkich, którzy przysłuchiwali się rozprawie. Uśmiechał się, gdy prokurator Maria Jarocka cytowała akt oskarżenia. Dopiero gdy sędzia Łukasz Gawdziński ogłosił wyrok, B. położył czoło na blat drewnianej ławy…

Podczas rozprawy Krystian B. nie odezwał się nawet słowem. Gdy sędzia zapytał go, czego dotyczą zarzuty w sprawie z Lipna, młodzieniec tylko wzruszył ramionami. Nie skorzystał z szansy na obronę, zrezygnował z mowy końcowej.

Noc nad jeziorem

B. był sądzony za gwałt nad jeziorem Polnym między Kłodawą i Santockiem w okolicach Gorzowa Wielkopolskiego.

Prokuratura ustaliła, że w czerwcu 2013 r. razem z kolegą Marcinem Sz. (on z kolei mierzył się z zarzutami o pomocnictwo w gwałcie i jazdę po pijaku) przyjechali hondą civic na imprezę pod chmurką. Dosiedli się do grupki kilku osób, które były tam pod namiotem. Pili razem alkohol. Atmosfera stała się gęsta, Marta i Robert zaczęli się kłócić. Wtedy znad jeziora odjechali Joanna i Adam, znajomi Marty. – Wystraszyliśmy się. Nie chcieliśmy się w to mieszać. Nie sądziliśmy, że może stać się coś złego – zeznawali później przed sądem znajomi zgwałconej dziewczyny.

Zrobiło się ciemno. Marta została w lesie tylko ze swoim chłopakiem i dwójką młodych mężczyzn, których znała „z widzenia” z podstawówki. Wtedy Krystian B. pobił Roberta.

Jak czytamy w prokuratorskich aktach, B. zagroził Marcie, że jeśli nie wsiądzie z nim do samochodu, to jej chłopakowi stanie się krzywda. Marta wsiadła do hondy. Przejechali kilometr, Marcin Sz. wysiadł z samochodu, a Krystian B. uprawiał seks z dziewczyną. Od początku zeznawał, że na wszystko się zgodziła.

19-latka kilka razy zmieniała wersję wydarzeń. Mówiła o gwałcie. Podczas jednego z przesłuchań opowiadała, że nie stawiała oporu, bo nie wiedziała jak zareagować, bała się o życie swojego chłopaka. – Krystian mówił, że zabije Roberta – to zeznania Marty z akt sprawy.

13 terminów i wyrok

By ustalić, kto mówi prawdę, w czasie trwającego ponad dziewięć miesięcy procesu przesłuchano nie tylko kilku biegłych (ginekologa, chirurga, psychologa i seksuologa), ale także kilkunastu policjantów. W sądzie zeznawali funkcjonariusze, którzy rozmawiali z pokrzywdzoną po samym zdarzeniu i ci, którzy później przesłuchiwali zarówno dziewczynę, jak i dwójkę oskarżonych.

Biegły psycholog Justyna Urbaniak w swojej opinii napisała, że dziewczyna nie jest do końca wiarygodna.

Z kolei seksuolog ze Szczecina Iwona Jankowska-Wojniak tłumaczyła: – Jeśli nawet kobieta zgadza się na seks, ale robi to ze strachu, to jest to gwałt. Nie możemy w takich okolicznościach mówić o stosunku dobrowolnym.

Obrońca gwałciciela zrzuca winę na… ofiarę

Adwokat Krystiana B. doszedł do wniosku, że najlepszą obroną jest atak. – Tam nad jeziorem, dziewczyna sama podeszła do oskarżonego. To ona szukała towarzystwa. Gdyby nie doszło między nią a jej chłopakiem do sprzeczki, to oskarżony nie musiałby interweniować. I pewnie później też do niczego by nie doszło – przekonywał Jerzy Wierchowicz, znany gorzowski adwokat, w przeszłości poseł, dziś radny w Gorzowie.

– „Dziewczyna była zła na swojego chłopaka, a wdzięczna Krystianowi. Poszła potulnie do samochodu, nie krzyczała, nie chciała się uwolnić. To ona poprosiła, by odjechali. Wiedziała, co się zaraz stanie. To nie był żaden gwałt” – podkreślał obrońca Krystiana B.

Taka linia obrony nie zaskoczyła rzecznika oskarżenia. – To typowe dla takich spraw. Oskarżeni o gwałt zazwyczaj mówią, że do stosunku doszło za przyzwoleniem ofiary. Z biegiem czasu zaczynają oskarżać pokrzywdzoną, z siebie robiąc ofiarę – mówiła prokurator Maria Jarocka z Prokuratury Rejonowej w Gorzowie. Wnioskowała o karę 2,5 roku więzienia dla Krystiana B., choć za gwałt można pójść do więzienia nawet na 12 lat. Jak później przyznała, wolała zasugerować niższą karę bezwzględnej odsiadki niż wyższą „w zawiasach”.

Od gwałtu gorsze tylko zabójstwo

Sędzia Łukasz Gawdziński poszedł dalej. Krystiana B. skazał na trzy lata i osiem miesięcy więzienia. To kara łączna za gwałt na Marcie, pobicie jej chłopaka i jazdę pod wpływem alkoholu. Przez sześć lat B. nie będzie mógł się zbliżyć do pokrzywdzonej na odległość 100 metrów. Ma też wypłacić jej 10 tys. zł nawiązki. Z kolei 19-letniego Marcina Sz. („może nie widział, ale dokładnie wiedział, co się działo w samochodzie”) sąd skazał na dwa lata i dwa miesiące więzienia oraz czteroletni zakaz zbliżania się do Marty M. Obaj mężczyźni dostali też roczny zakaz prowadzenia pojazdów.

W uzasadnieniu sędzia rozprawił się z zeznaniami Krystiana B. i jego linią obrony. – „To człowiek zdemoralizowany i pozbawiony skrupułów” – mówił. I zaznaczał, że tylko to, że B. nie był karany i jest młodociany, uchroniło go od surowszej kary.

– „Gwałt to cios zarówno w ciało, jak i duszę. Nie licząc zabójstwa, nie ma gorszego przestępstwa wobec kobiety” – podkreślił sędzia Łukasz Gawdziński. Wyrok nie jest prawomocny. Najpewniej oskarżeni razem z obrońcami się od niego odwołają. Niewykluczone z kolei, że prokuratura nie złoży apelacji od wyroku.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *