USA: Ginekolog pomagał kobietom zajść w ciążę. Używał własnego nasienia

Ginekolog dr Morris Wortman przez lata pomagał swoim pacjentkom zachodzić w ciążę przez sztuczne zapłodnienie. Teraz jednak okazuje się, że mężczyzna miał używać do tego swojego własnego nasienia. Pozew w sprawie doktora złożyła córka jednej z jego byłych pacjentek, która sama korzystała z usług Wortmana. Kobieta twierdzi, że ojcostwo doktora potwierdziły badania genetyczne.

Matka 35-letniej dziś Morgan Hellquist była pacjentką doktora Wortmana w latach 80-tych. Jej mąż nie mógł mieć dzieci po wypadku samochodowym. W klinice leczenia bezpłodności Wortman przekazał kobiecie, że znalazł dawcę nasienia – studenta uniwersytetu medycznego w Rochester Medical. Wszystko wskazuje na to, że zapłodnienie było możliwe dzięki nasieniu samego ginekologa.

Morgan Hellquist dowiedziała się, że została poczęta przez dawcę nasienia jako ośmiolatka. Przez kolejne kilkanaście lat szukała swojego biologicznego ojca. Dzięki testom DNA ustaliła, że ma co najmniej sześcioro przyrodniego rodzeństwa, których ojcem był jeden dawca. Jednocześnie niemal przez całe dorosłe życie, Hellquist korzystała z usług ginekologa, który „pomógł” jej mamie – Morrisa Wortmana.

Hellquist nabrała podejrzeń w kwietniu tego roku. Podczas standardowej wizyty ginekologicznej Wortman zaprosił do gabinetu swoją żonę. Prosił ją, by zobaczyła jak wygląda Hellquist i zwracał uwagę na podobieństwa między sobą a pacjentką. Doktor zwrócił się też do Hellquist, że jest ona „dobrym dzieckiem”.

35-latka zdała sobie sprawę, że mężczyzna z usług którego korzystała od blisko dekady może być jej biologicznym ojcem. Próbkę DNA udostępniła kobiecie córka Wortmana z pierwszego małżeństwa. Badania potwierdziły, że są rodzeństwem, a doktor – biologicznym ojcem córki swojej pacjentki.

Nie odbiera telefonów

W pozwie złożonym do nowojorskiego sądu Hellquist przyznała, że jest zszokowana faktem, że lekarz wiedząc o tym, że jest spokrewniony z kobietą „przez blisko dekadę badał ją jako ginekolog”.

„Popełnił rażące i bezmyślne oszustwo przeciwko powódce. Narusza wszelkie granice przyzwoitości i wiąże się z wysoką winą moralną” – napisała kobieta w pozwie. Zarzuca swojemu biologicznemu ojcu m.in. błąd w sztuce lekarskiej, zadawanie cierpienia emocjonalnego, zaniedbanie i oszustwo. Dokładna kwota, której kobieta domaga się od Wortmana nie została ujawniona.

Lekarz nie odbiera telefonów od dziennikarzy, nie odpowiedział też na przesłane przez nich pytania.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Talibowie chcą pomocy od Niemców, ostrzegają przed konsekwencjami

Talibowie, którzy jeszcze niedawno toczyli w Afganistanie walki z Bundeswehrą, teraz oczekują od Niemiec wsparcia i ostrzegają przed konsekwencjami – poinformowało poniedziałkowe wydanie dziennika „Tagesschau”.

Islamscy talibowie z Kunduz, gdzie mieściła się baza niemieckiej Bundeswehry, poprosili o pomoc Niemcy i inne państwa. Chodzi o wsparcie dotyczące inwestycji, odbudowy lub „wszelkiego rodzaju pomocy humanitarnej” – powiedział rzecznik talibów Matiullah Ruhani, cytowany przez agencję dpa.

Rzecznik talibów: Problem dla całego świata

Ruhani zarzucił społeczności międzynarodowej „wspieranie skorumpowanego rządu przez 20 lat” i zaprzestanie tej pomocy, gdy do władzy doszli talibowie. – Talibowie przynieśli pokój Afganistanowi. Nie jesteśmy terrorystami – podkreślił Ruhani.

– Afganistan potrzebuje funduszy na odbudowę. Jeśli społeczność światowa (…) zablokuje nasze kredyty, zamrozi pomoc lub odmówi komunikacji, będzie to problemem nie tylko dla nas, ale też dla całego świata. To są nasze pieniądze – powiedział Sabihullah Mudżahid, przedstawiciel talibów, cytowany przez „Der Spiegel”.

Jednocześnie ponad stu afgańskich dziennikarzy zaapelowało do społeczności międzynarodowej o ochronę wolności prasy w ich ojczyźnie. Według apelu, opublikowanego przez organizację Reporterzy bez Granic, ataki na fotografów i reporterów budzą najgorsze obawy. W niedzielę w Kabulu „dwa tuziny kobiet domagało się prawa do pracy, edukacji i wolności. Dopominały się prawa kobiet i prawa człowieka” – relacjonuje „Tagesschau” wydarzenia, o których donosiły lokalne media.

„Tagesschau”: Ograniczenia w nauce dla kobiet

Rządy talibów w latach 1996-2001 charakteryzowały się uciskiem kobiet, dlatego istnieją obawy, że islamiści przywrócą teraz podobne zasady – przypomina „Tagesschau”. „Do tej pory zabronili dziewczętom uczęszczania do szkół średnich oraz wydali zarządzenie, by na uniwersytetach kobiety zostały oddzielone” – wylicza gazeta.

Christoph Heusgen, były niemiecki dyplomata, komentując na łamach tygodnika „Der Spiegel” politykę poprzedniego prezydenta USA w Afganistanie, stwierdził: „Administracja Trumpa była dyplomatyczną bandą amatorów. Poważnym błędem było zawarcie porozumienia z talibami i pozostawienie na boku rządu afgańskiego”.
Źródło info i foto: interia.pl

Berlin: Strzelanina w dzielnicy Lichtenberg. Nie żyją dwie osoby

Według lokalnych mediów dwaj mężczyźni zostali postrzeleni w nogi w odstępie 90 minut w nocy z niedzieli na poniedziałek. Policja szuka sprawców. Około północy padły strzały przed budynkiem mieszkalnym przy Koepitzer Strasse. Według dziennika „Tagesspiegel” 27-letni mężczyzna został postrzelony w obie nogi. Obie ofiary zostały przewiezione do szpitala.

Rzecznik policji powiedział w poniedziałek rano, że trwa obława na sprawcę lub sprawców. Policja całkowicie zamknęła duże obszary wokół ulic. Na punktach kontrolnych rozmieszczono silnie uzbrojone patrole. Śmigłowiec policyjny Pirol Berlin prowadził poszukiwania z powietrza. Telewizja rbb podała, że funkcjonariusze na miejscu akcji pojawili się w pełnym rynsztunku bojowym z bronią palną. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zakopane: Śmiertelne pobicie na Krupówkach. Są zarzuty dla sprawców

Zarzuty udziału w bójce na zakopiańskich Krupówkach, której skutkiem była śmierć i 25-latka, przedstawiono trzem mężczyznom zatrzymanym w Kaliszu. Z uwagi na dobro śledztwa prokuratura w Zakopanem na razie nie ujawnia szczegółów przesłuchań. Nie wiadomo też, czy podejrzani przyznali się do zarzucanego im czynu. Planowane są kolejne czynności z udziałem podejrzanych. W piątek w Kaliszu policja zatrzymała i przewiozła do zakopiańskiej prokuratury pięciu mężczyzn podejrzewanych o udział w bójce na Krupówkach.

Po przesłuchaniu przez prokuratora, trzech mężczyzn w wieku ponad 20 lat usłyszało zarzuty udziału w bójce, która zakończyła się tragicznie. Pozostałych dwóch zatrzymanych nie usłyszało żadnych zarzutów.

Tragiczny finał bijatyki na Krupówkach

Do bójki w Zakopanem doszło w nocy z 11 na 12 września. Wówczas na świętujących wieczór kawalerski napadła grupa mężczyzn. Wywiązała się bijatyka, w wyniku której 25-latek, prawdopodobnie po uderzeniu w głowę, stracił przytomność. Napastnicy uciekli. Całe zdarzenie zarejestrowały kamery monitoringu. 25-latek zmarł po przewiezieniu do szpitala.

Za pobicie, którego następstwem jest śmierć człowieka, grozi kara pozbawienia wolności od roku do 10 lat.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Rosja: Strzelanina na uniwersytecie

Na uniwersytecie w rosyjskim Permie doszło do strzelaniny. Z ostatnich informacji potwierdzonych przez Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej wynika, że nie żyje przynajmniej osiem osób. Studenci w popłochu wyskakiwali z okien. Sprawca miał zostać zatrzymany. Regionalne ministerstwo zdrowia poinformowało też o 16 osobach rannych.

Na terenie Państwowego Uniwersytetu Badawczego w Permie miało znajdować się w momencie ataku około trzech tysięcy osób. Jak podają media, by ratować swoje życie część studentów zamknęła się w salach lub wyskakiwała z okien.

– W poniedziałek niezidentyfikowany mężczyzna wszedł do budynku uniwersytetu i otworzył ogień. Niektórzy studenci zamknęli się w aulach uniwersyteckich, aby ukryć się przed napastnikiem – poinformowało początkowo źródło cytowane przez TASS.

Jak podają agencje, sprawca zabarykadował się w jednej z sal i podczas zatrzymania został ranny.

18-letni sprawca?

Według kanału Baza na komunikatorze Telegram sprawcą jest 18-letni Timur Bekmansurow. Media podały jednak sprzeczne informacje o napastniku. Według jednych doniesień był uzbrojony w broń automatyczną, według innych – w tzw. broń nieśmiercionośną.

Krótko przed strzelaniną sprawca miał zamieścić w mediach społecznościowych informację o ataku, który zaplanował. Teraz komentarz jest już jednak niedostępny. Z kolei na komunikatorze Telegram pojawiły się informacje, że 18-latek napisał, iż jego działania nie są aktem terrorystycznym.
Źródło info i foto: wp.pl

Kierowali gangiem i prali pieniądze

Policjanci z Wydział do Walki z Przestępczością Gospodarczą KWP w Łodzi działając na podstawie prokuratorskich postanowień, zatrzymali czterech mężczyzn, którzy odpowiedzą udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze transgranicznym, pranie pieniędzy i przestępstwa podatkowe. Starty wyrządzone m.in. przez zatrzymanych liczone są w milionach złotych. Podejrzanym grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. Śledztwo prowadzi Prokuratura Regionalna w Łodzi.

Od pewnego czasu policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą KWP w Łodzi analizowali udział w wyłudzaniu zwrotu nienależnego podatku VAT kilkudziesięciu spółek z terenu całej Polski. Sprawa była bardzo skomplikowana i wielowątkowa. Zgromadzony materiał dowodowy wskazuje, że mechanizm wyłudzenia polegał na zakupie przez polskie podmioty od podmiotów zarejestrowanych w Czechach lub na Słowacji folii technicznej ESD, folii strech jumbo 23MIC, elementów kutych ogrodzenia (bramy, przęsła, furtki), kawy i napoju energetycznego. Z uwagi na wewnątrzwspólnotową dostawę, towary te objęte były zerową stawką podatku VAT, dlatego też po stronie polskiej nabywcą towaru jest tzw. znikający podatnik. Podmioty te nie składały deklaracji podatkowych oraz nie odprowadzały należnych podatków. Prezesami zarządów przedmiotowych spółek były tzw. słupy, czyli osoby niezajmujące się faktycznie prowadzeniem działalności gospodarczej, a jedynie firmujące własnym nazwiskiem, nieposiadające dostępu do dokumentów zarówno sprzedażowych, jak i rachunków bankowych. Towar następnie był sprzedawany fakturowo do kolejnych polskich podmiotów tzw. buforów, aby pozorować ciąg transakcji. Następnie fakturowo towar sprzedawany był za granicę, co pozwalało na wystąpienie przez ostatniego z polskich podatników o zwrot podatku VAT. Faktycznie więc ostatni podmiot uzyskiwał od skarbu państwa nienależny zwrot podatku VAT, którego nigdy faktycznie nie uiszczono. Proceder trwał w okresie od marca 2014 roku do lipca 2015 roku.

W ręce policjantów wpadło czterech mieszkańców województwa śląskiego w wieku 28 lat, 47, 48 i 71 lat związanych ze wspomnianym procederem. Wszyscy usłyszeli zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze transgranicznym, przestępstw przeciwko wiarygodności dokumentów i obrotowi gospodarczemu polegających na wystawianiu faktur VAT fingujących dostawy towarów, oraz pranie pieniędzy pochodzących z tych przestępstw w kwocie 137 926 089,16 złotych oraz przestępstw skarbowych z tytułu uszczupleń podatku VAT w kwocie 13 529 510,30 złotych.

Jest to przestępstwo zagrożone karą do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

USA: FBI poinformowało o odnalezieniu ciała Gabby Petito. Policja poszukuje partnera blogerki

FBI potwierdziło, że zwłoki, które zostały odnalezione w parku narodowym w Wyoming, odpowiadają opisowi blogerki Gabby Petito. Amerykańskie służby zastrzegają jednocześnie, że identyfikacja nie została wykonana w 100 procentach.

Ciało zostało odnalezione na terenie Lasu Narodowego Bridger-Teton w niedzielę. – Pełna identyfikacja nie została przeprowadzona, abyśmy mogli potwierdzić na 100 proc., że znaleźliśmy Gabby, ale powiadomiliśmy o odkryciu jej rodzinę – mówił cytowany przez Reutersa rzecznik FBI Charles Jones. Zwłoki zostały odnalezione nieopodal miejsca, w którym znajdował się porzucony samochód.

22-letnia Gabby Petito podróżowała ze swoim o rok starszym chłopakiem Brianem Laundriem po Stanach Zjednoczonych. Rodzina zgłosiła jej zaginięcie 11 września, gdy minęło kilkanaście dni od ostatniego kontaktu z dziewczyną. Policja uważa, że doszło do niego, gdy Gabby przebywała w Wyoming. Laundrie jest ostatnią znaną osobą, która widziała Petito, zanim zaginęła. Mężczyzna wrócił do domu sam 1 września, wynajął prawnika i nie chce rozmawiać z policją. Dziesięć dni później bliscy 22-latki zgłosili jej zaginięcie.

16 września policja opublikowała nagranie z kontroli drogowej, którą para przeszła 12 sierpnia. Jak podkreślają funkcjonariusze, Petito i Laundrie byli pokłóceni. Według policjantów nie było jednak podstaw, by udzielać pomocy któremukolwiek z nich.

Od kilku dni z Laundriem nie ma żadnego kontaktu. Poszukuje go policja, która chce go przesłuchać w sprawie zaginięcia narzeczonej. Mężczyzna nie ma postawionych zarzutów i nie jest na razie podejrzany. Nie wiadomo, gdzie teraz jest.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wiemy, dlaczego nie wszczęto śledztwa ws. wyborów kopertowych

Jak ustaliła Wirtualna Polska, Prokuratura Okręgowa w Warszawie, odmawiając wszczęcia śledztwa ws. wyborów kopertowych, powołała się na… decyzję premiera Mateusza Morawieckiego w tej sprawie. Tym samym śledczy nie doszukali się winy w działaniach wicepremiera Jacka Sasina i szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego. Co ciekawe, postępowanie ws. odpowiedzialności szefa rządu nadal jest kontynuowane.

Chodzi o zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Pocztę Polską i PWPW złożone przez prezesa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia. Według szefa NIK nie było podstaw prawnych do tego, by szef rządu wydawał Poczcie Polskiej i PWPW jakiekolwiek polecenia związane z realizacją wyborów kopertowych w 2020 roku.

Banaś złożył zawiadomienie w tej sprawie pod koniec maja br. Od tamtej pory prokuratura prowadziła postępowanie sprawdzające. Do września.

O tym, że nie będzie śledztwa w tej sprawie, poinformował z sejmowej mównicy Marian Banaś. Zapowiedział też, że NIK złoży w tej sprawie zażalenie. Szczegółów nie ujawnił.

Wirtualna Polska zapytała Prokuraturę Okręgową w Warszawie o uzasadnienie odmownej decyzji. W odpowiedzi na nasze pytania śledczy podkreślają, że kluczowa była w tej sprawie decyzja premiera Mateusza Morawieckiego. A nie odpowiedzialność wicepremiera, ministra aktywów państwowych Jacka Sasina (nadzorującego Pocztę Polską) i ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego (nadzorującego Państwową Wytwórnię Papierów Wartościowych).

– Postanowieniami wydanymi w dniu 2 września 2021 r. prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa w dwóch sprawach zainicjowanych zawiadomieniami Najwyższej Izby Kontroli o podejrzeniu popełnienia przestępstwa na szkodę odpowiednio Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych oraz Poczty Polskiej. Decyzje te wydano wobec niestwierdzenia znamion przestępstwa w zachowaniach, o których zawiadomiła NIK – informuje WP Marek Skrzetuski, prokurator zastępujący rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

I jak dodaje, nie było podstaw do tego, by uznać, że członkowie zarządu PWPW i Poczty Polskiej działali w zamiarze wyrządzenia szkody spółkom.

– Wedle ustaleń, podejmowali oni swoje działania w oparciu o decyzję Prezesa Rady Ministrów, a następnie zainicjowali czynności mające na celu uzyskanie – zgodnie z obowiązującymi przepisami – rekompensat z Krajowego Biura Wyborczego. W wyniku podjętych czynności obie spółki je otrzymały – mówi nam prokurator Marek Skrzetuski. Decyzja prokuratury jest nieprawomocna.

Drugie zawiadomienie? Prokuratura sprawdza

A co z drugim zawiadomieniem, które również w maju składał prezes Izby, a dotyczącym również wyborów kopertowych i możliwości popełnienia przestępstwa przez premiera Mateusza Morawieckiego i szefa jego kancelarii Michała Dworczyka? Według NIK premier nie miał podstaw prawnych, by nakazać Poczcie Polskiej i PWPW organizację wyborów prezydenckich 10 maja ubiegłego roku.

– W sprawie tej w dalszym ciągu trwają czynności sprawdzające, nie wydano dotychczas decyzji odnośnie wszczęcia lub odmowy wszczęcia postępowania – informuje nas Marek Skrzetuski, prokurator zastępujący Rzecznika Prasowego Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Przypomnijmy, że zdaniem kontrolerów NIK decyzje w sprawie wyborów „były wydawane bardzo szybko, bez jakiejkolwiek analizy”. W związku z kosztami organizacji wyborów Poczta Polska i PWPW przesłały do Ministerstwa Finansów faktury na łączną kwotę 76 527 400 zł. Według stanu na 31 grudnia 2020 r., Krajowe Biuro Wyborcze wypłaciło obu spółkom łącznie 56 450 406, 16 zł.

– Od 16 kwietnia do 9 maja jedynym uprawnionym organem do organizacji wyborów była Państwowa Komisja Wyborcza. Organizowanie wyborów na podstawie decyzji administracyjnej było pozbawione podstaw prawnych. Nawet sytuacje nadzwyczajne, jak stan epidemii, nie mogą stanowić powodu do łamania konstytucyjnej zasady praworządności – informował prezes NIK Marian Banaś.

Kancelaria Premiera odpierała zarzuty i zapewniała, że działania premiera i szefa KPRM w związku z wyborami korespondencyjnymi były w pełni legalne.

„Wszystkie decyzje o rozpoczęciu technicznych przygotowań do głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich były zgodne z prawem – świadczy o tym wiele ekspertyz prawnych, którymi dysponuje KPRM. Premier i szef KPRM stali na straży Konstytucji RP. Wszelkie działania premiera i szefa jego kancelarii miały na celu przeprowadzenie wyborów w konstytucyjnym terminie – argumentowało Centrum Informacyjne Rządu.

Konstytucjonalista: ktoś powinien ponieść odpowiedzialność

Wybory prezydenckie w 2020 r. pierwotnie zaplanowano na 10 maja. Szybko stało się jasne, że nie da się ich przeprowadzić w warunkach pandemii. Zamiast po prostu je przełożyć, PiS dążył do zorganizowania głosowania korespondencyjnego. Mimo braku odpowiednich przepisów minister Sasin zlecił druk kart wyborczych państwowej firmie. Potem okazało się, że drukuje je prywatna drukarnia. Za dystrybucję kart odpowiadała Poczta Polska, na podstawie naprędce przeforsowanych przepisów. Cała operacja zakończyła się gigantycznym fiaskiem, bo wybory zostały przełożone.

– Ktoś musi za to odpowiedzieć, bo ktoś takie polecenie wydał i to będzie przestępstwo z artykułu 231 Kodeksu karnego, czyli niedopełnienie obowiązków lub przekroczenie uprawnień. Prokuratura musi stwierdzić najpierw, czy doszło do popełnienia przestępstwa. Zapewne doszło. Następnie powinna komuś powinna postawić zarzuty – mówił w rozmowie z money.pl prof. Marek Chmaj, prawnik i konstytucjonalista, wiceprzewodniczący Trybunału Stanu.

Komu w takim razie powinno się postawić zarzuty?

– To już zależy od prokuratury. Sprawcą jest ten, kto realnie wydaje dyspozycje, ale odpowiedzialność pomocnika jest taka sama jak sprawcy. A zatem: ktoś druk nakazał, ktoś wskazał pozabudżetowe źródło finansowania, ktoś to realizował. Budżet przecież nie przewidywał drukowania kart bez żadnej podstawy prawnej, a mówimy o bardzo dużych pieniądzach, to są środki publiczne pochodzące z naszych podatków – mówił portalowi money.pl prof. Chmaj.
Źródło info i foto: wp.pl

Pierwsze zamachy w Afganistanie po przejęciu władzy przez talibów

W sobotnich zamachach w Dżalalabadzie rannych zostało 19 osób – poinformował AFP pragnący zachować anonimowość przedstawiciel talibów. To pierwsze ataki, do których doszło w Afganistanie po przejęciu władzy przez talibów w kraju. W tym 360-tysięcznym mieście we wschodnim Afganistanie zaatakowano m.in. samochód policyjny należących do sił porządkowych talibów. Doszło też do dwóch innych wybuchów.

W ocenie służb medycznych prowincji Nangarhar, której Dżalalabad jest stolicą, liczba ofiar śmiertelnych tych trzech ataków była wyższa niż podał reprezentant talibów: zginąć miały trzy osoby.

Do godzin popołudniowych w sobotę żadna z organizacji nie przypisała sobie ataków, do jakich doszło w Dżalalabadzie. AFP przypomina w tym kontekście, że prowincja Nangarhar jest regionem, gdzie istnieją silnie rozwinięte struktury Państwa Islamskiego – Chorasanu (IS-K) rywalizującego w Afganistanie z talibami. To właśnie struktury IS-K stały za zamachem na lotnisku w Kabulu 26 sierpnia, w wyniku którego zginęło ponad 100 osób.

Poza tymi atakami na wschodzie kraju, w Afganistanie panuje raczej porządek, a życie publiczne powoli się normalizuje w ramach systemu społeczno-religijnego narzuconego przez talibów.

W sobotę ponownie zostały otwarte szkoły prywatne i mogli do nich wrócić uczniowie. Przywilej ten dotyczy jednak wyłącznie chłopców. Ani dziewczętom, ani nauczycielkom talibowie nie zezwolili na przystąpienie do zajęć w szkołach – zaznacza AFP.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zaginięcie 22-letniej Gabby Petito. Zaginął również jej narzeczony

Sprawa zaginięcia blogerki Gabby Petito zyskała rozgłos na całym świecie. Jej poszukiwania od tygodnia bezskutecznie prowadzi policja. 22-latka nie wróciła z trzymiesięcznej podróży furgonetką po Stanach Zjednoczonych, w którą udała się w towarzystwie swojego narzeczonego Briana Laundrie. 23-latek, który do tej pory odmawiał współpracy z policją, również przepadł bez wieści. 22-letnia Petito podróżowała z Laundrie po Stanach Zjednoczonych. Rodzina zgłosiła jej zaginięcie 11 września, gdy minęło kilkanaście dni od ostatniego kontaktu z dziewczyną. Policja uważa, że doszło do niego, gdy Gabby przebywała w Wyoming. Laundrie jest ostatnią znaną osobą, która widziała Petito, zanim zaginęła. Mężczyzna wrócił do domu sam około 1 września.

Policja wszczęła śledztwo w sprawie zaginięcia blogerki. Pojawiły się jednak nieoczekiwane problemy. Brian Laundrie wynajął prawnika i odmówił składania zeznań. Od kilku dni nie ma z nim żadnego kontaktu. Poszukuje go policja, która chce go przesłuchać w sprawie zaginięcia narzeczonej. Mężczyzna nie ma postawionych zarzutów i nie jest na razie podejrzany w sprawie. Nie wiadomo, gdzie obecnie przebywa.

FBI i lokalna policja przekazały w wydanym oświadczeniu, że wyrażają rozczarowanie zachowaniem rodziny mężczyzny, która nie współpracuje ze służbami i dopiero w piątek zgodziła się na szczegółową rozmowę ze śledczymi. Jak napisano w oświadczeniu służb, Departament Policji w North Port i FBI przez sześć dni zabiegali o taką rozmowę.
Źródło info i foto: Gazeta.pl