16-latka oskarżona o planowanie zamachów na szkoły w Danii

Dziewczyna została aresztowana 13 stycznia, a jej 24-letni przyjaciel dzień później. Według duńskiej stacji telewizyjnej TV2 dziewczyna niedawno przeszła na islam. Z kolei oskarżony chłopak – według lokalnych mediów – walczył swego czasu w Syrii. Prokurator powiedział agencji AP, że podejrzani kupili chemikalia do produkcji materiałów wybuchowych w celu przeprowadzenia zamachów. Obydwoje nie przyznają się do winy. Wedle zwyczaju władze nie ujawniają tożsamości oskarżonych.

W styczniu duński wywiad poinformował, że w związku z aresztowaniem pary nie planuje się w kraju podwyższenia stopnia zagrożenia atakiem terrorystycznym. W lutym 2015 roku wprowadzono w Danii „poważne” zagrożenie bezpieczeństwa w związku z zamachem na kawiarnię w Kopenhadze i synagogę. Sprawca, Duńczyk palestyńskiego pochodzenia, zabił dwie osoby, a pięć ranił.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Węgry: Migranci będą traktowani jak więźniowie

„Trzeba odebrać im motywację do pozostania w kraju”. Węgry chcą dalej ograniczać prawo azylowe. Według tych planów migranci mają w przyszłości czuć się tam jak więźniowie. Węgry planują ograniczenie świadczeń pieniężnych i innych rodzajów wsparcia dla migrantów. Przestrzeń do życia, przyznana im w miejscach internowania ma być w przyszłości podobna, jak przysługująca więźniom w zakładach karnych.

Zlikwidowane mają być także środki na integrację w społeczeństwie. Jak podaje węgierski rząd, te zmiany ustawowe mają sprawić, że migranci otrzymają te same prawa i świadczenia finansowe, jakie przysługują obywatelom Węgier.
Odebrać motywację

Walczący o prawa człowieka węgierski Komitet Helsiński stwierdził, że celem politycznego kierownictwa w Budapeszcie jest odebranie osobom ubiegającym się o azyl motywacji do pozostania na Węgrzech. Nowelizacja ustawy ma wejść w życie 1 kwietnia br. Przewiduje ona także, że osobom ubiegającym się o azyl nie będzie wolno pracować w placówkach recepcyjnych i nie będą one otrzymywać żadnych świadczeń w celu podjęcia nauki.

Szef węgierskiego rządu Viktor Orban już wcześniej ostrzegał, że muzułmańscy migranci mają niebezpieczny wpływ na styl życia Węgrów i na chrześcijańską kulturę Europy.

Według oficjalnych danych Węgry wydały w kryzysie migracyjnym do tej pory 258 mln euro, ale z kasy Unii Europejskiej otrzymały niecałe 10 mln. W roku 2015 Węgry przyznały 508 migrantom azyl lub inny rodzaj ochrony.
Minister nie popiera polityki Orbana

Tak drastycznych zabiegów w polityce zdają się jednak nie popierać wszyscy członkowie rządu Orbana. Węgierski minister zasobów ludzkich Zoltan Balog podczas swojego wystąpienia we Frankfurcie nad Menem krytykował politykę migracyjną własnego rządu. Ustawienie zasieków na granicy z Serbią i Chorwacją nazwał „strasznym” i „głupim” działaniem.

Jak podaje węgierski portal informacyjny mandiner.hu, słowa te padły na nieformalnym spotkaniu dyskusyjnym w Klubie Hayeka we Frankfurcie. Balog potępił także ubiegłoroczną węgierską kampanię rządową na billboardach. Węgierski polityk przyznał, że trzeba powstrzymać „falę” migrantów na granicach Europy, ale „nie możemy dopuścić nienawiści wobec ludzi z krwi i kości”.

„Ci ludzie to ofiary”, podkreślił Balok, zastrzegając, że politykę migracyjną Niemiec uważa za zbyt liberalną.
Żródło info i foto: interia.pl

Trwają poszukiwania 15-letniej Elizy Morawiec

Funkcjonariusze poszukują Elizy Morawiec, 15-latki, która od 6 marca nie skontaktowała się z rodziną. Dziewczyna mieszka w Katowicach. Eliza Morawiec po raz ostatni była widziana 6 marca przy ul. Kopernika w Krakowie. Do teraz nie powróciła do miejsca zamieszkania w Katowicach i nie nawiązała kontaktu z rodziną.

Rysopis zaginionej: 164 cm wzrostu, szczupła budowa ciała, włosy długie, ciemne. W dniu zaginięcia ubrana była w spodnie rurki w kolorze granatowym, szarą bluzę z kapturem, tenisówki. Osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje o zaginionej proszone są o kontakt z II Komisariatem Policji w Krakowie. Numer telefonu: 12 61-57-222, 12 61-52-573 lub 997.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Zaginęła 35-letnia Katarzyna Wawrzyczek

Policjanci i strażacy kontynuowali wczoraj poszukiwania 35-letniej mieszkanki Brzezówki, która od minionego piątku nie daje znaku życia. Wczoraj przez cały dzień kilkudziesięciu policjantów i strażaków kontynuowało poszukiwania Katarzyny Wawrzyczek na terenie gmin Zebrzydowice oraz Hażlach – poinformował asp. Tomasz Pszczółka, rzecznik prasowy cieszyńskiej policji. Dodał, że nie przyniosły one rezultatu, więc poszukiwania będą prowadzone aż do skutku. Dzisiaj zostanie do nich wykorzystany specjalny dron.

Katarzyna Wawrzyczek wyszła z domu w piątek, 4 marca, około godz. 21.30 i do tej pory nie powróciła i nie nawiązała kontaktu z rodziną. Rysopis zaginionej: wzrost około 165 cm, szczupłej budowy ciała, waga około 50 kg, włosy koloru kasztanowego spięte w warkocz. Poszukiwana ma protezę prawego podudzia i porusza się z pewnym trudem. Wszystkie osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje o zaginionej, proszone są o kontakt z Komendą Powiatową Policji w Cieszynie pod nr tel. 33 851 62 00 i 33 8516 101, Komisariatem Policji w Zebrzydowi-cach – 32 4783930 lub z najbliższą jednostką policji dzwoniąc na numer alarmowy 997.
Żródło info i foto: dziennikzachodni.pl

Kompletnie pijani rodzice zajmowali się noworodkiem

Do gorszących scen doszło w Łęgu (gmina Nędza, powiat raciborski). Kompletnie pijani rodzice „opiekowali się” 10 dniowym noworodkiem. Jak dowiedział się Fakt24, wskazanie alkomatu sugeruje, że mogli nie mieć realnego kontaktu z rzeczywistością.

Wynik 27-letniej matki: prawie 4 promile. Wynik 34-letniego ojca: ponad cztery promile. Jedyny trzeźwy domownik: 10-dniowy noworodek. Taki widok ukazał się oczom policjantów, wezwanych do Łęgu przez pracownice Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Nędzy.

– Pracownice GOPS, które wizytowały rodzinę, wyczuły woń alkoholu i zauważyły niepokojące zachowanie rodziców. Natychmiast zawiadomiły patrol, który potwierdził ich podejrzenia. Pijani rodzice trzeźwieją, a dziecko odtransportowano do szpitala. Jest lekko zaniedbane, ale nie ma żadnych obrażeń – powiedział w rozmowie z Faktem24 podkomisarz Mirosław Szymański z raciborskiej policji.

Za swój wybryk, rodzice będą tłumaczyć się przed sądem, który zadecyduje również o dalszym losie dziecka. Scenariuszy jest kilka: malec może np. trafić do krewnych lub rodziny zastępczej. Nieodpowiedzialnym rodzicom grozi 5 lat pozbawienia wolności.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Jak Państwo Islamskie rekrutuje nowych członków?

W ręce niemieckich śledczych wpadły kwestionariusze osobowe wypełniane przez osoby ubiegające się o przyjęcie do bojówek IS – podały wieczorem „Sueddeutsche Zeitung” oraz stacje telewizyjne NDR i WDR. Przedstawiciele tych trzech redakcji tworzą zespół dziennikarzy śledczych.

Rzecznik BKA potwierdził, że policja jest w posiadaniu takich dokumentów. Zdaniem ekspertów są one autentyczne i mogą zostać wykorzystane jako materiał dowodowy w postępowaniach przeciwko osobom, które powróciły z Syrii do Niemiec.

Według mediów kwestionariusze są szczegółowe i zawierają 23 pytania dotyczące nie tylko danych osobowych, lecz także informacje o sposobie przyjazdu do Syrii, krewnych i doświadczeniu w walce. Kandydaci na dżihadystów podają też informacje o umiejętnościach przydatnych w walce oraz o tym, czy chcą brać udział w zamachach samobójczych. Warunkiem wstąpienia do IS są referencje, najlepiej od osoby, która już znajduje się na terenie Państwa Islamskiego.

Zdaniem ekspertów przechwycone dokumenty świadczą o tym, że IS nie jest tylko organizacją terrorystyczną, lecz ma ambicje bycia strukturą państwową. Media podają, że dokumenty będące w posiadaniu BKA są częścią większego zbioru kwestionariuszy osobowych, który „wyciekł” z IS i dostępny jest częściowo władzom bezpieczeństwa w kilku krajach. Dokumenty dotyczą też obywateli niemieckich, którzy powrócili z Syrii i nie zostali dotąd osądzeni z braku dowodów.

Według BKA od wybuchu wojny domowej w Syrii z Niemiec w rejon walk wyjechało 800 islamistów. Około 130 z nich zginęło w walkach. Jedna trzecia powróciła do kraju. 70 osób zdobyło doświadczenia wojenne.
Żródło info i foto: wp.pl

Ogromny arsenał broni na łodzi rybackiej

Australijska marynarka wojenna poinformowała, że przejęła duży ładunek broni przewożony łodzią rybacką. Na pokładzie znaleziono ponad 2 tys. sztuk broni pochodzącej najprawdopodobniej z Iranu i przeznaczonej dla bojowników w Jemenie. Przejęcia dokonała załoga HMAS Darwin w czasie patrolu w odległości ok. 170 mil morskich od Omanu. Łódź nie płynęła pod żadną banderą. Na pokładzie znaleziono ponad 2 tys. sztuk broni, w tym 1989 kałasznikowów i 100 granatników przeciwpancernych.

Jemen czy Somalia?

Rzecznik Ministerstwa Obrony Australii powiedział telewizji CNN, że na pokładzie łodzi było 18 osób różnych narodowości, ale na razie nie wiadomo, czy ich dokumenty są autentyczne. Dodał, że pasażerowie twierdzili, że płyną do Somalii, ale – jak podkreślił – ta informacja może się zmienić w toku śledztwa. Porucznik Ian McConnaughey z amerykańskiej marynarki wojennej powiedział telewizji CNN, że broń najprawdopodobniej pochodziła z Iranu i była przeznaczona dla bojowników ruchu Huti w Jemenie. Dodał, że Centralne Dowództwo USA zbiera informacje, które pomogą ustalić port docelowy ładunku. Zarówno Somalia jak i rebelianci Huti w Jemenie są objęci embargiem na broń przez ONZ.

Pierwszy patrol HMAS

Darwin Australijska marynarka wojenna wraz z innymi międzynarodowymi patrolami pomaga policji w kontrolowaniu ponad 3 mln mil kwadratowych wód międzynarodowych. Wiceadmirał australijskiej marynarki David Johnston oświadczył, że okręt HMAS Darwin był na swoim pierwszym patrolu.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Uber i tysiące gwałtów? Przewoźnik stanowczo zaprzecza

Uber, którego usługi dostępne są m.in. w Polsce, poinformował, że od grudnia 2012 roku do sierpnia 2015 otrzymał tylko pięć zarzutów od klientów o próby gwałtu w samochodach – donosi BBC News. Wcześniej serwis Buzzfeed podał sensacyjne dane, według których Uber miał odnotować aż 5 tys. zgłoszeń dotyczących gwałtów.

Serwis Buzzfeed zamieścił zrzuty korespondencji klientów Ubera z jego centrum komunikacji. Mieli oni tam zgłaszać m.in. próby gwałtu. System wychwycił wielokrotne używanie w wiadomościach słów: „gwałt”, czy „seksualne wykorzystanie”. Dla tego pierwszego było to aż 5,8 tys. wskazań, a dla drugiego – 6,1 tys.

Kierowcy chcieli ich wykorzystać?

Miały tam się znajdować też maile, w których pasażerowie wprost pisali, że „kierowcy chcieli ich wykorzystać”.

O sprawie zaczęło być głośno, więc głos postanowili zabrać przedstawiciele Ubera. Według nich opublikowane liczby są mocno zawyżone. Dlaczego? Winne mają być m.in. literówki w wiadomościach. Niektórzy mogli chcieć napisać słowo „rate”, czyli „taryfa”, a wychodziło „rape”, czyli gwałt. Dodatkowo Uber podkreśla, że ważny jest też kontekst maili. Czasem bowiem ktoś mógł się skarżyć po kursie, że „zgwałcony został jego portfel”, mając na myśli zbyt wysoką opłatę. Dodatkowo niektóre informacje miały pochodzić od osób, które Uberem w ogóle nie jechały.

Firma zliczyła dane i obliczyła, że od grudnia 2012 r. do sierpnia 2015 r. można mówić jedynie o pięciu przypadkach skarg na rzekomy gwałt. Ma to stanowić 0,0000009 proc. wszystkich przewozów, których było 500 mln w różnych krajach świata. Dodatkowo w 170 wiadomościach była mowa o „innych czynnościach seksualnych”.

Prosto na policję

Uber przyznał jednak, że w przypadku poważnych incydentów ludzie często nie zgłaszają tego przewoźnikowi, a idą prosto na policję, więc tych przypadków w zestawieniu nie ma.

Dziennikarze Buzzfeed zaproponowali analizę danych przez niezależnych ekspertów, ale Uber odpowiedział, że mogłoby to naruszyć prywatność kierowców i klientów. Podkreślił też, że choć stara się zapewnić 100-procentowe bezpieczeństwo swoim klientom, nie jest to do końca możliwe. Uber to amerykańskie przedsiębiorstwo, z siedzibą w San Francisco, które stworzyło aplikację mobilną Uber. Służy ona do zamawiania usług transportu samochodowego poprzez kojarzenie pasażerów z kierowcami korzystającymi z aplikacji.
Żródło info i foto: TVP.info

Kraków: Wandale zniszczyli nagrobki na najstarszym podgórskim cmentarzu

Łącznie zdewastowanych zostało kilka mogił. Wśród nich jest pomnik Edwarda Dembowskiego, organizatora powstania krakowskiego w 1846 roku. Jego pomnik znajduje się tuż przy wejściu na Stary Cmentarz Podgórski, po prawej stronie. Nieznani sprawcy zniszczyli figurkę znajdującą się na grobie Dembowskiego. W głębi nekropoli uszkodzone zostały jeszcze trzy nagrobki. Mosiężne krzyże zostały wyrwane, a kamienne rozbite.

Uszkodzeniu uległ też pomnik wyremontowany dzięki środkom ze Społecznego Komitetu Odnowy Zabytków Krakowa. Chodzi o mogiłę dwójki dzieci: Władzia i Kazia. Obecnie Zarząd Cmentarzy Komunalnych szacuje straty. Jego przedstawiciele podkreślają, że takiego ataku nie było od lat.

– Obecnie w sprawie zniszczonych nagrobków prowadzone jest dochodzenie. Policja ustala, jak doszło do dewastacji oraz kto to zrobił – informuje nadkom. Katarzyna Padło z małopolskiej policji.
Żródło info i foto: onet.pl

Sutenerzy w rękach policji

Wolscy policjanci z wydziału do walki z przestępczością przeciwko życiu i zdrowiu zatrzymali mężczyzn podejrzanych o ułatwianie i czerpanie korzyści z nierządu. Adam K. i Norbert S. już usłyszeli zarzuty w tej sprawie. Decyzją prokuratora mężczyźni zostali objęci dozorem policyjnym. Za te przestępstwa kodeks karny przewiduje do 5 lat pozbawienia wolności.

Policjanci z wydziału do walki z przestępczością przeciwko życiu i zdrowiu pracowali nad sprawą związaną z czerpaniem korzyści finansowej z uprawiania nierządu. Z ustaleń wynika, że sprawcy pobierali pieniądze od kobiet za uprawianie nierządu, a także udostępniali do tego lokal.

Sumienna praca policjantów zaowocowała ustaleniem i zatrzymaniem osób odpowiedzialnych za te przestępstwa. Funkcjonariusze zatrzymali 34-letniego Adama K. i 31-letniego Norbert S. Mężczyźni trafili do policyjnej celi.

Zebrany materiał dowodowy pozwolił na udowodnienie obu mężczyznom czerpania korzyści z nierządu oraz ułatwiania uprawiania prostytucji. Podejrzani już usłyszeli zarzuty za sutenerstwo i stręczycielstwo. Decyzją prokuratora mężczyźni zostali objęci dozorem policyjnym. Teraz może grozić im kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Żródło info i foto: Policja.pl