Poznań: Wysokie odszkodowanie dla kobiety gwałconej w dzieciństwie przez księdza?

Poznański sąd apelacyjny rozpatruje w czwartek sprawę milionowego odszkodowania od zgromadzenia Towarzystwo Chrystusowe dla kobiety gwałconej w dzieciństwie przez księdza Romana B. Rozprawa odbywa się z wyłączeniem jawności.

Sprawa duchownego została nagłośniona w ubiegłym roku. Ks. Roman B. w trakcie posługi w jednej z miejscowości w woj. zachodniopomorskim molestował seksualnie 13-letnią dziewczynkę. Według mediów miał ją podstępnie wywieźć od rodziców, więzić i gwałcić przez kilkanaście miesięcy. W jego komputerze śledczy mieli znaleźć także treści pedofilskie i korespondencję z innymi dziećmi. Mężczyzna został aresztowany w 2008 r.

Poza sprawą karną, poszkodowana kobieta wytoczyła proces także Towarzystwu Chrystusowemu dla Polonii Zagranicznej, do którego należał ksiądz Roman B. „Gazeta Wyborcza” poinformowała w poniedziałek, że wyrokiem poznańskiego sądu okręgowego Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej musi zapłacić kobiecie 1 milion złotych zadośćuczynienia i 800 zł miesięcznie dożywotniej renty.

W uzasadnieniu wyroku, do którego dotarła gazeta, sąd stwierdził m.in., że Roman B. „wykorzystał swoją pozycję zawodową jako ksiądz” – poznał dziewczynkę na lekcji religii, zapraszał na plebanię, czyli do „miejsca służbowego”.

„Gdyby nie uczył religii, gdyby nie był księdzem, to do jego spotkania z pokrzywdzoną w ogóle nie doszłoby. Gdyby nie wykorzystał swojej funkcji księdza do zdobycia zaufania pokrzywdzonej, szkoda nie zostałaby wyrządzona” – podkreślił sąd.

W czwartek sprawą zajął się Sąd Apelacyjny w Poznaniu. Rozprawa toczy się z wyłączeniem jawności.

Przed budynkiem sądu apelacyjnego zebrała się grupa kilkunastu osób, które chciały wyrazić swoją solidarność z poszkodowaną kobietą. Mieli ze sobą transparenty: „Stop pedofilii w Kościele”, „Zły dotyk boli przez całe życie”, „Zapłaćcie za te gwałty”. Uczestnicy zgromadzenia podkreślali, że liczą na utrzymanie w mocy wyroku sądu okręgowego. „Mamy nadzieję, że sądy są jeszcze niezawisłe i liczymy, że ten wyrok ruszy lawinę, że Kościół katolicki zapłaci za swoich funkcjonariuszy, którzy gwałcili dzieci” – mówił Kuba Kapral, jeden z uczestników manifestacji.

Zgromadzeni wskazywali, że w przypadku kasacji wyroku, kiedy sprawa trafiłaby do Sądu Najwyższego, „tam już bez wątpienia będą bardzo duże naciski ze strony hierarchów Kościoła, żeby ofiara nie dostała ani grosza i żeby Kościół dalej mógł się czuć bezkarny” – zaznaczył Michał Walkowiak, także jeden z uczestników zgromadzenia. Jak dodał, „wsparcie – choćby w takiej formie – dla ofiar tego typu spraw jest niezbędne. Jesteśmy zdegustowani postępowaniem hierarchów kościelnych, którzy cały czas – nie tylko w Polsce – ukrywają pedofilów” – dodał.

Pełnomocnik Towarzystwa Chrystusowego adwokat Krzysztof Wyrwa powiedział mediom przed rozprawą, że na gruncie obowiązujących w Polsce przepisów prawa, odpowiedzialności za czyn popełniony przez księdza nie ponosi instytucja Kościoła. Jak dodał, czyn, którego dopuścił się ksiądz Roman B. „był haniebny” i tego w tej sprawie nikt nie zmienia, ani nie kwestionuje winy księdza.

Adwokat pytany o fakt, że już wcześniej zgromadzenie proponowało ofierze pieniądze odpowiedział, że „czym innym jest gest chrześcijańskiej pomocy, wychodzenie z prośbą czy na przeciw temu, żeby pomóc w rehabilitacji, w traumie, która z pewnością dotknęła ofiarę, a czym innym jest przyjęcie odpowiedzialności. W związku z tym odpowiedzialności według nas nie ma, i brak jest podstaw, by te odpowiedzialność ze sprawcy przenieść na osoby prawne Kościoła” – podkreślił.

W 2009 roku ksiądz Roman B. został skazany w procesie karnym na osiem lat więzienia. Obrońcy odwołali się od decyzji sądu i sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia. W sądzie Roman B. miał przyznać się do kilkudziesięciu przestępstw seksualnych, ale zaprzeczał biciu ofiary i planowaniu działań z góry. Sąd podjął wówczas decyzję o zmniejszeniu kary do 4,5 roku leczenia psychiatrycznego na oddziale szpitalnym w zakładzie karnym. W 2010 r. wyrok został złagodzony o pół roku. Ksiądz wyszedł na wolność dwa lata później. Administracyjny proces karny ks. Romana B. zakończył się jego wydaleniem ze stanu duchownego. Roman B. nie jest już także członkiem zgromadzenia Towarzystwa Chrystusowego.
Źródło info i foto: interia.pl

„Frog” zatrzymany przez policjantów. Wpadł podczas rutynowej kontroli

Robert N., znany szerzej jako „Frog”, wpadł w ręce stołecznej policji. Skazywany za szaleńczą jazdę ulicami Warszawy pirat drogowy został zatrzymany w porsche do rutynowej kontroli dokumentów. Tych naturalnie nie miał, bo jest pozbawiony uprawnień. Do kontroli doszło na warszawskim Bemowie – poinformowało radio RMF FM. A ponieważ Robert N. Prowadził samochód bez uprawnień, sprawa trafi do sądu.

„Frog” zasłynął szaleńczą jazdą po Warszawie już w 2014 roku. Nagrania z jego wyczynów trafiały do sieci. Na jednym z nich w ciągu 12 minut popełnił ponad 100 wykroczeń i przejechał przez pół Warszawy pozostawiony choćby przez policję w spokoju.

Po zmasowane krytyce służby zajęły się jego sprawą na poważnie. Wtedy doszło do oskarżenia o sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy drogowej. W sumie „Frog” był wielokrotnie sądzony i skazany za ponad 100 wykroczeń. Obecnie ma sądowy zakaz prowadzenia pojazdów do 2019 roku. Za jego złamanie grozi mu nawet pięć lat więzienia.
Źródło info i foto: NaTemat.pl

Gdańsk: 36-letni gwałciciel zatrzymany przez policjantów. Zaatakował dwie kobiety

36-letni gwałciciel zatrzymany przez policjantów z Gdańska. We wrześniu mężczyzna, w ciągu niespełna 1,5 godziny, brutalnie zaatakował dwie kobiety. Został już aresztowany. Do obu ataków doszło w dzielnicy Suchanino, w niedzielny poranek 9 września. 36-letni mężczyzna najpierw miał napaść na samotnie idącą ulicą młodą kobietę. Choć użył przemocy i był agresywny, ofierze udało się uciec. Niestety, niedługo po tym znów zaatakował. Inną młodą kobietę miał siłą wciągnąć w krzaki i zgwałcić.

Policjanci zapewniają, że ta sprawa miała dla nich priorytetowy charakter. Choć początkowo nie było takiej pewności, nie wykluczano, że za oboma przestępstwami stoi jeden sprawca

Grupa policjantów zajmująca się na co dzień przestępstwami o charakterze seksualnym analizowała każdy sygnał i każdy watek i szczegół tych spraw. Wszystkie informacje były skrupulatnie sprawdzane – wyjaśniła Karina Kamińska z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. Zebrano w tej sprawie wiele dowodów. Policjanci z wydziału kryminalnego typowali osoby, które mogłyby odpowiadać cechom rysopisu podejrzanego, kryminalni filtrowali bazy danych – dodała.

36-letni Gdańszczanin został zatrzymany we wtorek. Usłyszał już zarzuty związane z usiłowaniem zgwałcenia oraz zgwałceniem wspomnianych kobiet. Sąd zgodził się na tymczasowe aresztowanie mężczyzny. Grozi mu od 2 do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Floryda: Zatrzymano sprawcę morderstwa sprzed 20 lat. Mieszkał w sąsiedztwie ofiary

Policjanci z Sarasoty w amerykańskim stanie Floryda aresztowali 39-letniego Luke’a Fleminga w związku z morderstwem Debory Dalzell, dokonanym w 1999 roku. Mężczyzna przez wiele lat żył w pobliskiej miejscowości. Dzięki ulepszanym stale metodom testów DNA śledczym udało się postawić go w stan oskarżenia. Parabon NanoLabs, firma zajmująca się prowadzeniem testów DNA wykorzystała materiał dowodowy z 1999 roku w celu ustalenia pochodzenia, koloru oczu, włosów, skóry i kształtu głowy sprawcy morderstwa.

Mieszkał w bliskim sąsiedztwie

Śledczy wykorzystali uzyskane informacje do zidentyfikowania Fleminga, który w dniu morderstwa mieszkał w bliskim sąsiedztwie Dalzell. Po porównaniu wyników DNA mężczyznę aresztowano w miejscowości Ellenton, położonej 30 kilometrów od Sarasoty.

– To znaczący dzień dla rodziny Debory, dla naszej społeczności i detektywów – powiedział szeryf Tom Knight. – Nie mogę sobie wyobrazić, jakie to uczucie spędzić blisko dwadzieścia lat z pytaniami bez odpowiedzi – dodał.

Luke Flaming usłyszał zarzut morderstwa i naruszenia nietykalności cielesnej na tle seksualnym z ciężkim uszkodzeniem ciała.

Morderstwo Debory Dalzell

Do zdarzenia doszło 29 marca 1999 roku. Policjanci zostali wezwani do domu Debory Dalzell, ponieważ nie przyszła tego dnia do pracy. Gdy policjanci przybyli na miejsce, odkryli związane ciało kobiety. Detektywi poinformowali, że ofiara została dotkliwie pobita i zgwałcona. Technicy zabezpieczyli na miejscu śladowe ilości męskiego nasienia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Malezja: Były premier oskarżony o pranie brudnych pieniędzy oraz korupcję

21 zarzutów o pranie brudnych pieniędzy ciąży na byłym premierze Najibie Razaku – poinformował zastępca Inspektora Generalnego malezyjskiej policji Noor Rashid Ibrahim. Były szef rządu ma stanąć przed sądem w związku z zarzutami o korupcję.

Ibrahim ujawnił, że dziewięć zarzutów dotyczy przyjęcia środków pieniężnych z nielegalnych źródeł, pięć zarzutów – wykorzystania środków pochodzących z łapówek, a siedem – transferu środków z nielegalnych źródeł na inne konta.

Były premier Najib Razak został aresztowany w środę. Ciążą na nim zarzuty dotyczące m.in. przetransferowania na prywatne konto 2,6 mld ringgitów (628 mln dolarów) z państwowego funduszu 1 Malaysia Development Berhad (1MDB) – poinformowała bezpośrednio po zatrzymaniu polityka Malezyjska Komisja Antykorupcyjna (MACC).

Według malezyjskich służb antykorupcyjnych, odpowiada on m.in. za „zniknięcie” z rachunku SCR International – jednostki działającej w ramach funduszu państwowego założonego przezeń przed prawie dziesięciu laty – ok. 10 mln dolarów. Pieniądze te trafiły bezpośrednio na prywatne konto polityka.

Były premier jest podejrzewany o sprzeniewierzenie miliardów dolarów z tego samego państwowego funduszu wspierania inwestycji 1MDB, w ramach którego działa SCR International.

64-letni Najib twierdzi, że jest niewinny. Konsekwentnie zaprzecza, by doszło do jakichkolwiek nieprawidłowości w funkcjonowaniu funduszu 1MDB.

Najib został zatrzymany na początku lipca i zabrany do siedziby Malezyjskiej Komisji Antykorupcyjnej. To spektakularne zatrzymanie nastąpiło zaledwie dwa miesiące po wyborach parlamentarnych, które przegrał. W maju zrezygnował on ze stanowiska przewodniczącego partii Zjednoczona Narodowa Organizacja Malajów (UMNO) oraz szefa koalicji Front Narodowy (BN). Najib został następnie zwolniony z aresztu za kaucją.

Nowym premierem Malezji jest nestor malezyjskiej polityki, dotychczasowy przywódca opozycji 93-letni Mahathir Mohamad z Sojuszu Nadziei (PH), koalicji partii centrowych i lewicowych.

W sprawie domniemanych malwersacji i prania pieniędzy przelanych z 1MDB toczą się śledztwa w kilku krajach, w tym w USA, Szwajcarii i Singapurze. Amerykańskie ministerstwo sprawiedliwości szacuje, że z funduszu skradziono 4,5 mld dolarów. Za 1 mld dolarów kupiono m.in. nieruchomości, jachty, biżuterię i dzieła sztuki.

Część pieniędzy podobno przeznaczono na sfinansowanie filmu „Wilk z Wall Street” lub na kupno za 27,3 mln dolarów naszyjnika z różowym diamentem dla żony Najiba.
Źródło info i foto: TVP.info

Powstaje akt oskarżenia ws. wykorzystania seksualnego Katarzyny P. żony b. szefa Amber Gold

Zakończyło się śledztwo przeciwko 42-letniemu byłemu funkcjonariuszowi Służby Więziennej, podejrzanemu o niedopełnienie obowiązków i seksualne wykorzystanie stosunku zależności. Grozi mu do trzech lat więzienia. Poinformował o tym w środę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. Dodał, że opracowywany jest akt oskarżenia. Prawdopodobnie jeszcze we wrześniu trafi do sądu.

Przedstawione w sprawie zarzuty są skutkiem ustaleń śledztwa. Wskazuje ono, że były już wychowawca Zakładu Karnego Numer 1 w Łodzi od lutego do listopada 2014 r. dopuścił się na szkodę jednej z osadzonych czynności o charakterze seksualnym, wykorzystując przy tym istniejący stosunek zależności.

W konsekwencji działań podejrzanego kobieta zaszła w ciążę i w innej już placówce penitencjarnej urodziła syna.

– Tym samym funkcjonariusz nie dopełnił swoich obowiązków, działając nie tylko na szkodę osadzonej, ale także interesu publicznego, przez niezapewnienie właściwego wykonywania środka zapobiegawczego i podważenie autorytetu Służby Więziennej – poinformował Kopania.

Podejrzany nie przyznaje się

Dodał, że podczas przesłuchania 42-latek nie przyznał się do zarzutu i odmówił złożenia wyjaśnień.

– W śledztwie zebrano kompletny materiał dowodowy, co dało podstawę do wydania postanowienia o jego zamknięciu. Opracowywany jest akt oskarżenia – powiedział rzecznik.

Katarzyna P. przebywała w łódzkim areszcie od kwietnia 2013 r. W marcu 2015 r. poinformowała szefostwo, że jest w ciąży. W związku z tą sprawą wszczęto śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień bądź niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy służby więziennej z ZK nr 1 w Łodzi. Kobieta została przesłuchana.

Zeznała wówczas, że „nie padła ofiarą żadnego przestępstwa, nie czuje się w sprawie pokrzywdzoną, odmówiła jakichkolwiek informacji, w jakich okolicznościach doszło do poczęcia dziecka”. Po zebraniu materiału dowodowego prokuratura zadecydowała o umorzeniu śledztwa.

Zaszła w ciążę w zakładzie karnym

W kwietniu 2015 r. Katarzyna P. trafiła do Zakładu Karnego w Grudziądzu, gdzie urodziła dziecko. Wtedy też zażalenie na postanowienie łódzkiej prokuratury złożyła pełnomocnik P. wskazując, że ojcem dziecka może być konkretny funkcjonariusz służby więziennej z ZK nr 1 w Łodzi. Mężczyznę miała wskazać Katarzyna P., która jednocześnie wytoczyła mu proces cywilny o ustalenie ojcostwa. Sąd w Gdańsku, który rozpatrywał zażalenie, zadecydował, że śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień bądź niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy służby więziennej z ZK nr 1 w Łodzi ma toczyć się dalej.

Ponownie przesłuchano Katarzynę P. Zeznała wówczas, że została wykorzystana sytuacja, w której się znalazła, wykorzystany został jej stan psychiczny i wskazała konkretnego funkcjonariusza, który jest prawdopodobnie ojcem jej dziecka. Przeprowadzono badania DNA. Potwierdziły one słowa kobiety.

Mężczyzna usłyszał zarzuty. Został dyscyplinarnie zwolniony.

Amber Gold – firma powstała na początku 2009 r. – miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. 13 sierpnia 2012 r. ogłosiła likwidację. Tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.

Według śledczych szef firmy Marcin P. i jego żona oszukali w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Proces Marcina P. i jego żony trwa od marca 2016 roku przed gdańskim sądem okręgowym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Strzelanina w stanie Wisconsin w USA

Na miejscu jest policja i liczne ambulanse. Według mediów z budynku wyprowadzono jedną kobietę. Lokalna gazeta „State Journal” podaje, że kobieta krzyczała: „co za straszliwa strata!”.

Policja zamknęła okoliczne drogi oraz pobliskie centrum handlowe. AP cytuje inną osobę, analityczkę biznesową pracującą w tym budynku, której udało się uciec, gdy usłyszała strzały. Zdołała się jednak zorientować, że jeden z jej kolegów został draśnięty kulą.
Źródło info i foto: onet.pl

Samochód wjechał w rodzinę z Polski w Watykanie. 5 osób w szpitalu

Pięcioosobowa rodzina polskich turystów z trojgiem dzieci została ranna w wypadku w środę wieczorem koło Bazyliki Świętego Piotra, gdy wpadł na nich samochód. Z pierwszych ustaleń wynika, że kierowca stracił panowanie nad kierownicą na śliskiej po deszczu nawierzchni.

Rzymskie media podają, że wieczorne zdarzenie wywołało w pierwszej chwili najwyższy alarm, gdy pojawiły się informacje o tym, że samochód uderzył w grupę pieszych, ale już po kilku minutach okazało się, że nikt z rannych nie jest w ciężkim stanie.

Wypadek miał miejsce przy prowadzącej do Watykanu alei – via della Conciliazione. Samochód uderzył w stojących na chodniku mężczyznę, kobietę oraz dzieci w wieku 3, 6 i 12 lat. Najmniejsze z dzieci w rezultacie zderzenia wypadło z wózka.

Kierowca auta, który trafił w semafor, od razu wysiadł, by udzielić pomocy rannym. Jest w szoku. Cała piątka trafiła do szpitala.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sopot: Ukradł audi Marty Kaczyńskiej i … szybko odstawił na parking przed komisariatem

Złodziej z parkingu w Sopocie ukradł audi Q7. Minęło kilka godzin, a auto nagle pojawiło się pod komendą policji w Gdańsku. Z dokumentów pojazdu wynika, że należało do Marty Kaczyńskiej – ustalił TVN24.

Do kradzieży auta z parkingu w Sopocie doszło 14 września. Jak poinformowało TVN 24 biuro prasowe gdańskiej policji, tego samego dnia skradzione audi Q7 zostało odzyskane na terenie Gdańska.

Kradzież samochodu w Sopocie. W środku dokumenty Marty Kaczyńskiej

Sprawca jednak nie został zatrzymany. –  Na miejscu funkcjonariusze przeprowadzili szczegółowe oględziny i zabezpieczyli wiele śladów. Po zakończeniu czynności samochód zwrócono pokrzywdzonej. Czynności dotyczące kradzieży cały czas trwają, między innymi ustalamy świadków, zabezpieczamy monitoringi i analizujemy ich zapisy – informuje stację policja. 

Dziennikarze TVN 24 ustalili, że w aucie znajdowały się dokumenty, z których wynika, że właścicielką auta jest Marta Kaczyńska. Jak się okazuje złodziej sam zadzwonił na policję, by „nie przeoczyli” auta. Skąd zmiana decyzji? Jeden z policjantów – specjalistów od kradzieży samochodów wyjaśnia w TVN 24, że raczej nie tknęło go nagle sumienie.

Przestraszył się „niestandardowego wysiłku”

Chodziło o coś zupełnie innego. – Musiał się on szybko zorientować, że koledzy z Sopotu włożą niestandardowo wiele wysiłku w ustalenie sprawcy. Bo przełożeni będą ich cisnąć na rozwiązanie sprawy, by móc błysnąć wśród polityków, jak szybko wykryli sprawcę. Dlatego złodziej uznał, że lepiej dla niego będzie oddać auto i liczyć, że to zaspokoi policjantów – mówi funkcjonariusz.
Źródło info i foto: Gazeta.pl