Sprawa Tomasza Komendy. Co wiadomo o zatrzymanym Norbercie B.?

Norbert B. to zdaniem prokuratury drugi ze sprawców brutalnej zbrodni w Miłoszycach pod Wrocławiem. Został zatrzymany w poniedziałek rano. Usłyszał zarzuty gwałtu ze szczególny okrucieństwem i zabójstwa 15-letniej Małgosi. W czerwcu 2017 roku te same zarzuty prokuratura postawiła Ireneuszowi M. Wiadomo, że łącznie sprawców było trzech.

Norbert M. jest zawodowym strażakiem. Został zatrzymany o 8 rano po tym, jak skończył pracę w jednostce w Jelczu-Laskowicach.

– Wszyscy jesteśmy w szoku. Do zatrzymania nie doszło na terenie naszej jednostki. Teraz próbujemy wyjaśnić, co się stało – powiedział portalowi GazetaWroclawska.pl kapitan Damian Terlecki, zastępca dowódcy straży w Jelczu-Laskowicach.

Jako 19-latek pracował w dyskotece w Miłoszycach, gdzie w sylwestrową noc 21 lat temu bawiła się 15-letnia Małgosia. Jego nazwisko pojawiło się w śledztwie kilka miesięcy po zbrodni.

– Prowadzący sprawę policjant mówił mi, że on stara się współpracować, że udziela informacji o tym, kto był na dyskotece – mówi, cytowana przez „Gazetę Wrocławską” mecenas Ewa Szymecka, do niedawna pełnomocnik pokrzywdzonych rodziców zamordowanej Małgosi. W ich domu tuż po zbrodni nagrywano reportaż radiowy z udziałem Norberta B.

– Jestem w szoku, wierzyć mi się nie chce. Zawsze odbierałem go jako grzecznego i sympatycznego człowieka – komentował portalowi Mieczysław Głuszko, wieloletni sołtys Miłoszyc.

15-letnia Małgosia zginęła blisko 21 lat temu w noc sylwestrową. Ostatni raz była widziana tuż po północy 1 stycznia 1997 roku. Wychodziła z dyskoteki w towarzystwie mężczyzny. Za gwałt i zabójstwo nastolatki niesłusznie skazano później Tomasza Komendę.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zatrzymano sprawcę rozboju na stacji paliw pod Wieluniem

29-letni sprawca rozboju na stacji benzynowej pod Wieluniem został zatrzymany. Policja schwytała napastnika w lesie w miejscowości Bobrowniki w Łódzkiem. Poszukiwaniem napastnika zajmowali się policjanci z województw: łódzkiego i śląskiego. Był sygnał, że mężczyzna ukrywa się w jednym ze sklepów w powiecie kłobuckim. Antyterroryści jednak go tam nie zastali. Ostatecznie 29-latek został złapany w lesie w miejscowości Bobrowniki w Łódzkiem.

Podczas zatrzymania doszło do wymiany ognia. 29-letni mieszkaniec Wielunia został ranny, funkcjonariuszom nic się nie stało. Napastnik został obezwładniony i znaleziono przy nim broń, z której prawdopodobnie sam się postrzelił – poinformowała PAP rzeczniczka prasowa łódzkiej policji mł. insp. Joanna Kącka.

Mężczyzna ma ranę postrzałową. Jest badany w szpitalu. Prokuratura nie ujawnia, w jakim jest stanie. Do napadu na stację benzynową doszło wczoraj około godz. 17. Mężczyzna wystrzelił dwa razy – na szczęście nikogo nie zranił. Później ukradł napoje energetyczne i uciekł samochodem. Policjanci ustalili, że 29-latek miał z sobą broń myśliwską. Drugą sztukę takiej broni znaleziono w jego mieszkaniu. Miał na nie zezwolenie.

Mężczyzna podczas obławy prawdopodobnie poruszał się niebieskim peugeotem, którego porzucił.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Warszawa: Zatrzymano mężczyznę podejrzanego o gwałt na 13-latce

Dwie trzynastolatki postanowiły zaszaleć: wypiły po setce wódki i ruszyły w miasto. Dla jednej z nich skończyło się to tragicznie. W nocy z soboty na niedzielę, koło północy, patrol straży miejskiej zauważył nastolatkę idącą chwiejnym krokiem ulicą Mackiewicza przy Targowej. Gdy zaczęli z nią rozmawiać, okazało się, że dziewczyna ma 13-lat i mieszka po drugiej stronie Wisły. Co robiła więc sama o tej porze na Pradze-Północ?

Okazało się, że postanowiła zaszaleć razem ze swoją koleżanką. Najpierw wypiły po setce wódki, a potem postanowiły iść na spacer. Przy ul. Targowej zaczepiły dwóch siedzących na murku mężczyzn. Poprosiły ich, by poczęstowali je papierosem. Nie wiadomo, jak wyglądał przebieg rozmowy, która wywiązała się między tą czwórką. Finał był jednak taki, że wkrótce razem pili alkohol za pobliskimi pawilonami.

To był jednak dopiero początek wstrząsającej opowieści 13-latki. Okazało się, że jeden z mężczyzn najpierw całował się z jej koleżanką, a potem – gdy zasnęła – zaciągnął ją w krzaki przy nasypie kolejowym i wykorzystał seksualnie.

Dziewczyna zaprowadziła strażników do swojej koleżanki. Dziewczyna leżała na ziemi, miała drgawki i wymiotowała. Jej ubranie było porozpinane. Strażnicy nakryli ją kocem termicznym i wezwali pogotowie ratunkowe. Obie dziewczynki trafiły do szpitala.

Nieletnia, która samotnie spacerowała ul. Mackiewicza, podała strażnikom dokładne rysopisy obu mężczyzn, z którymi piły z koleżanką alkohol. Jeden z nich został ujęty przy murze w pobliskich zaroślach. Drugiego złapano kilka godzin później. Przyznał się do molestowania 13-latki.
Źródło info i foto: wawalove.wp.pl

Polacy opowiadają się za jawną walką z pedofilią w Kościele

Ponad połowa badanych chce, by Kościół opracował raport o nadużyciach.

Temat pedofilii wśród duchownych w ostatnich tygodniach nie znika z czołówek światowych mediów. Na światło dzienne wyszła niedawno kolejna afera w USA, o przymykanie oczu na problem oskarżono m.in. papieża Franciszka. Wychodzące na jaw przypadki molestowania nieletnich przez księży spowodowały, że w kryzysie znalazł się Kościół w Irlandii, raport na temat pedofilii opracowano w Niemczech.

W ubiegłym tygodniu o liczbie ujawnionych przypadków molestowania seksualnego nieletnich przez duchownych w ich diecezjach poinformowali biskup płocki Piotr Libera oraz biskup polowy Józef Guzdek.

– Nie uchylamy się od odpowiedzialności za popełnione przestępstwa. Egzekwowanie zasady „zero tolerancji wobec zachowań pedofilnych” było i jest nadal moim priorytetem. W diecezji płockiej nie ma miejsca na przestępstwa seksualne duchownych – mówił bp Libera i podawał, że w diecezji płockiej od 2007 r. było dziewięć przypadków molestowania nieletnich przez duchownych.

Z kolei biskup polowy w specjalnym oświadczeniu podał, że w diecezji wojskowej od 2010 r. były trzy takie zdarzenia.

CZEKANIE NA RAPORT

Według informacji „Rz” z zamiarem upublicznienia takich danych nosi się jeszcze kilku innych hierarchów, ale nie ma co do tego zgody w całym Episkopacie Polski. Tymczasem jak wynika z badania IBRiS dla „Rz”, większość Polaków (51 proc.) dobrze ocenia dążenia kilku biskupów do tego, by raport o skali pedofilii w polskim Kościele powstał. Tylko 13 proc. uważa ten pomysł za zły, a 23 proc. nie potrafi go ocenić ani dobrze, ani źle.

Oczekiwanie na taki raport najwyraźniej widoczne jest w gronie tych, którzy uważają się za niewierzących (65 proc.). Ale czekają na niego także osoby wierzące. Począwszy od praktykujących regularnie (48 proc.), przez bywających w kościele od czasu do czasu (50 proc.), po tych, którzy wierzą, lecz nie praktykują (50 proc.).

TRANSPARENTNOŚĆ

Aż 73 proc. badanych jest zdania, że problemy pedofilii władze kościelne powinny rozwiązywać z pełną jawnością na każdym etapie (począwszy od diagnozy, poprzez wdrażanie środków zaradczych, jak i ocenę efektów). Jedynie 10 proc. jest zdania, że Kościół powinien temat rozwiązać wewnętrznie i bez rozgłosu.

Jawności – podobnie jak raportu o skali pedofilii – najczęściej wypatrują niewierzący (82 proc.) oraz wierzący, lecz niepraktykujący (81 proc.). Nie oznacza to, że nie chcą jej ci, którzy udział w praktykach religijnych biorą regularnie lub tylko czasami. W pierwszej grupie odsetek „za” wynosi 61 proc., w drugiej – 65 proc.

– Widać wyraźnie, że wśród ludzi jest oczekiwanie większej transparentności działania – komentuje ks. Piotr Studnicki z krakowskiego Centrum Ochrony Dziecka przy Akademii Ignatianum, które opracowało programy prewencji nadużyć seksualnych i prowadzi w tym zakresie szkolenia dla duchownych.

– Choć Kościół w temacie pedofilii robi dużo, to jednak w społeczeństwie jest duży deficyt informacji – mówi ks. Studnicki i dodaje, że decyzje biskupów Libery i Guzdka o przekazaniu do wiadomości publicznej informacji o przypadkach nadużyć seksualnych w ich diecezjach są odbierane bardzo dobrze. – Ludzie mają większą pewność tego, że nic nie jest zamiatane pod dywan – tłumaczy.
Źródło info i foto: rp.pl

Antyterroryści zatrzymali sprawców napadu na zakład jubilerski

Nieco ponad miesiąc zajęło funkcjonariuszom elitarnego wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw ustalenie sprawców napadu z bronią na zakład jubilerski w podwarszawskim Legionowie. Na początku sierpnia dwaj uzbrojeni mężczyźni zrabowali złotą biżuterię wartą ponad 100 tys. zł. Okazało się, że rabusiami są dwaj recydywiści, którzy odpowiedzą teraz za rozbój.

W południe 7 sierpnia do jednego z zakładów jubilerskich w Legionowie weszło dwóch zamaskowanych mężczyzn. Wyciągnęli broń i zagrozili pracownikowi jej użyciem w przypadku gdyby włączył alarm. Następnie rozbili gabloty z biżuterią i zrabowali złote pierścionki oraz łańcuszki warte ponad 100 tys., zł. Poszukiwaniem rabusiów zajęli się policjanci wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw KSP.

Po kilkunastu dniach śledztwa funkcjonariusze ustalili, że za skokiem może stać dwóch mieszkańców stolicy mających bogatą przeszłość kryminalną. Gdy funkcjonariusze „terroru” zebrali mocne dowody wskazujące na wytypowanych przez nich przestępców, zapadła decyzja o zatrzymaniu napastników. Jako, że rabusie byli uzbrojeni, do ich zatrzymania zaangażowano policyjnych antyterrorystów.

Na terenie Mokotowa ujęto 29-letniego Dariusza D., zaś na Gocławiu wpadł 39-letni Krystian O. Ten ostatni był poszukiwany trzema listami gończymi za włamanie, pozbawienie wolności oraz przywłaszczenie. W mieszkaniach zatrzymanych znaleziono 14 tys. zł w gotówce, dwie sztuki broni palnej oraz elementy policyjnego umundurowania. Dariusz D. oraz Krystian O. odpowiedzą teraz za rozbój.
Źródło info i foto: TVP.info

Podrabiane banknoty euro z Polski trafiły do wielu krajów Europy

Kolejny raz współpraca wielu instytucji, wymiana informacji i świetne rozpoznanie środowisk przestępczych zaowocowało sukcesem na arenie międzynarodowej. Tym razem policjanci z Zarządu w Gdańsku CBŚP zatrzymali mężczyznę podejrzanego o podrabianie obcych środków płatniczych, w tym przypadku euro. Pierwsza informacja o przestępczym procederze dotarła do Biura Kryminalnego KGP z Europolu. CBŚP współpracując z Policją austriacką ustaliło, że fałszywe banknoty euro były sprzedawane za pośrednictwem internetu do wielu krajów.

Do policjantów z Zarządu w Gdańsku Centralnego Biura Śledczego Policji dotarła informacja o fałszowaniu banknotów euro na terenie Polski. Wiadomość tę funkcjonariusze otrzymali z Europolu za pośrednictwem Biura Kryminalnego KGP. Natychmiast podjęli współpracę z austriacką Policją, aby ustalić i zatrzymać podejrzanego, a jednocześnie uniemożliwić mu dalsze podrabianie pieniędzy.

Policjanci CBŚP wspólnie z Policją austriacką szczegółowo wyjaśniali sprawę, drobiazgowo analizując zbierane informacje. Wszystko wskazywało na to, że proceder mógł trwać od kilku lat, a odbiorcami były osoby z całej Europy. Ilość dotychczas sfałszowanych banknotów można liczyć nawet w tysiącach sztuk.

W efekcie podjętych działań i współpracy śledczy ustalili, że na terenie Gdyni dochodzi do przestępczej działalności. W trakcie prowadzonych czynności zabezpieczono trzy listy, w których znajdowało się kilkadziesiąt podrobionych banknotów o nominale 50 euro. Były one adresowane do odbiorców w różnych państwach Europy. Dzięki ogromnemu doświadczeniu funkcjonariuszy CBŚP w zakresie zwalczania cyberprzestępczości, został zatrzymany mężczyzna korzystający właśnie z internetowej sieci, tzw. „darknet”. Jak się okazało w mieszkaniu drukowana była także kolejna partia kilkudziesięciu podrobionych banknotów. Ujawnione na miejscu materiały wskazywały na to, że można było wyprodukować co najmniej kilkaset kolejnych banknotów.

We współpracy z Laboratorium Kryminalistycznym KWP w Gdańsku oraz biegłymi z zakresu informatyki śledczej zgromadzono materiał dowodowy, który pozwolił prokuratorowi Pomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Gdańsku na wszczęcie śledztwa oraz postawienie zarzutów. Na podstawie zebranego materiału sąd zastosował środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania.

Podrabianie pieniędzy, w tym przypadku banknotów euro, jest zagrożone karą 25 lat pozbawienia wolności, przy czym na czas nie krótszy od 5 lat.

Nadmienić należy, iż sprawa ma charakter międzynarodowy i prowadzone są dalsze czynności mające na celu ustalenie pełnej skali przestępstwa.
Źródło info i foto: Policja.pl

Napad na stację paliw w Łódzkiem. Padły strzały

Domniemany sprawca napadu został zatrzymany we wtorek około godz. 7:30 w lesie nieopodal miejscowości Bobrowniki (Łódzkie). W jego poszukiwania zaangażowanych było kilkuset policjantów. 29-latek na widok policjantów oddał kilka strzałów, jednak funkcjonariuszom udało się go obezwładnić.

Do zdarzenia doszło w poniedziałek około godz. 17 na jednej ze stacji paliw w miejscowości Krzeczów w powiecie wieluńskim (Łódzkie). Mężczyzna oddał tam dwa strzały i ukradł dwa napoje energetyczne, a następnie odjechał autem. Nikomu nic się nie stało.

– 29-letni mieszkaniec powiatu wieluńskiego dysponował bronią myśliwską, na którą miał pozwolenie – powiedziała Polsat News mł. insp. Joanna Kącka z Łódzkiej Policji.

Policjanci poszukiwali sprawcy oraz auta, którym się poruszał – niebieskiego Peugeota 307. Ślady prowadziły m.in. do województw śląskiego i opolskiego. Mężczyzna został zatrzymany we wtorek około godz. 7:30 w lesie nieopodal miejscowości Bobrowniki (Łódzkie).

Podczas zatrzymania doszło do wymiany ognia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

W Indonezji przedłużono areszt Polakowi, który jest podejrzany o udział w spisku

O 40 dni władze indonezyjskie przedłużyły areszt dla 39-letniego Polaka Jakuba S., którego policja oskarżyła o związki z papuaskimi separatystami. Jakub S. miał im obiecywać dostarczenie broni. Te i inne zarzuty Polak zdecydowanie odrzuca. Jak informuje agencja Associated Press S. oskarżony jest o udział w spisku będącym zagrożeniem dla państwa, za co grozi mu 20 lat więzienia. Policja przygotowuje obecnie materiał dowodowy mający być podstawą do aktu oskarżenia.

Według AP S. zatrzymano w końcu sierpnia w miejscowości Wamena, w prowincji Papua, razem z czterema Papuasami, którzy mieli mieć przy sobie broń i byli powiązani z separatystami walczącymi o niepodległość Papui.

S. twierdzi, że jest podróżnikiem i nie zna ludzi, o związki z którymi oskarża go policja. Jak zauważa AP sprawa S. wywołuje wiele kontrowersji i nawet policja przyznaje, że jest mało prawdopodobne aby mógł on rzeczywiście dostarczać broń separatystom.

Władze Indonezji ograniczają zagranicznym dziennikarzom dostęp do dwóch najbardziej wysuniętych na wschód prowincji Papua i Papua Zachodnia, gdzie od dekad rozwijają się tendencje niepodległościowe.

Wcześniej w sierpniu br. pewnej Australijce, która w czasie podróży po Indonezji planowała wybrać się na festiwal w Papui, po przylocie na Bali zakazano wjazdu do kraju i deportowano ją, ponieważ indonezyjska armia zarejestrowała ją jako „tajną dziennikarkę”. 10 lat wcześniej kobieta pracowała dla anglojęzycznych gazet w Dżakarcie i przygotowywała podcasty dla australijskiego nadawcy państwowego.

Według broniącej praw człowieka organizacji Amnesty International indonezyjscy policjanci i żołnierze są odpowiedzialni za co najmniej 95 bezprawnych zabójstw w Papui od 2010 roku.
Źródło info i foto: onet.pl

Mężczyzna z teaserem w Pałacu Buckingham. Został zatrzymany przez policję

W Pałacu Buckingham aresztowało mężczyznę podejrzewanego o posiadanie broni palnej. Informację potwierdziła Scotland Yard. 38-letni mężczyzna został zatrzymany przy wejściu dla gości do Pałacu Buckingham. Miał przy sobie taser – paralizator elektryczny. W chwili zatrzymania mężczyzny, rodziny królewskiej nie było w rezydencji.

Do czasu wyjaśnienia sprawy zatrzymany pozostanie w centralnym komisariacie w Londynie. Przedstawiciele Pałacu Buckingham nie komentują sprawy, wykluczają natomiast pobudki terrorystyczne.
Źródło info i foto: Gazeta.pl